czwartek, stycznia 29, 2009

O zdradliwości dotacji lub jej braku w energetyce odnawialnej- przypadek O. Rydzyka i inne

Tego doświadcza właśnie, analizując wyniku wierceń geotermalnych pod Toruniem, doswiadcza na własnej skórze szef Radia Maryja – Ojciec Tadeusz Rydzyk „Rydzyk bez gorącej wody i pieniędzy" , który nota bene jest też „ojcem chrzestnym” odnawialnego blogu, bo to od wpisu na temat początku jego geotermalnej przygody zacząłby się wpisy (Między Panem a Plebanem) i były rozwijane (Mordo ty moja, geotermalna) , przyznam że może z nadmiernym sarkazmem.
Oczywiście głęboki pech O. Rydzyka, daje okazje do rożnych komentarzy, zazwyczaj śmiesznych jak ten dzisiejszy z Metra „Ojciec dyrektor nie wcelował”…. Ale jest w tym też duży ładunek do refleksji. Problem personalny Ojca Rydzyka wziął się z braku dotacji, bo gdyby dotacje z NFOSIGW i dodatkowe wsparcie ze zbiórki publicznej dostał, energii by nie było, ale jego imperium byłoby jeszcze silniejsze (ekologiczny przekaz jego działań trafił do przekonania wielu osób) i nikt by nie pisał że „jest bez pieniędzy”.

W całym tym wielce pouczającym przypadku, w ramach którego popełniono wiele błędów, a może nawet nadużyć, czy gwałtu na zdrowym rozsądku, ale najbardziej znaczącym było traktowanie dotacji i środków publicznych jako celu samego w sobie. Inwestycja powinna być planowana bowiem tak, że w zasadzie domyka się bez dotacji, a dotacja zmniejsza tylko ryzyko. System gospodarczy oraz podatnicy przyzwyczajeni są jedynie do wysokiego ryzyka w naukach podstawowych. W naukach stosowanych uczeni gonią też przesadnie za groszem publicznym w postaci dotacji, zapominając że nie mniej ważnym źródłem finansowania B+R powinien być przemysł i pomiędzy tymi strumieniami środków powinna być jakaś równowaga, która nie tylko zmniejsza ryzyko, ale także powoduje że społeczeństwo może się cieszyć (tylko czasami co prawda) efektami badań naukowych.

W przypadku geotermii toruńskiej, paru nawiedzonych, a niezbyt kompetentnych profesorów, zdecydowało się przerzucić całe niebagatelne koszty i ekstremalnie wysokie ryzyko na barki wspólnoty religijnej. Profesorowie wyjdą z tego obronną ręką (oni „tylko naukę robią” i już za zgodą społeczną nie jedną dotację skonsumowali w imię długookresowych wizji i własnych pasji i karier), ale tym razem nie wszyscy obywatele za to zapłacą, ale tylko niewielka część. Nie wiem jak takie spektakularne finansowe fiasko w dobie kryzysu odbije się na fundacji Lux Veritatis i całym imperium Ojca Rydzyka, ale skutki jazdy po bandzie bez ubezpieczenia mogą być dramatyczne. Chyba najbardziej dobitnie wyraziła to dzisiaj Pani Katarzyna Michałowska –Knap (niezwykle krytyczny recenzent mojej „twórczości” :) i rzeczywistości nas otaczającej). Stwierdziła(nie zdobyłem pozwolenia na cytat i być może będę musiał ten fragment wykasować i przeprosić …), że „rząd i koalicja Rydzykowi nie dali rady, trzeba było poczekać aż nasi naukowcy sie za niego wzięli. Może jeszcze paru takich innych uda się jemu niechętnym podesłać i będą mieli problem moheru rozwiązany. Niektorzy z nich mogą np. dołożyć CCS, tego nikt nie przeżyje :), ale z tą dziura i tak trzeba zrobić bo inaczej niektórych będzie kusić…”. To jest wlasnie sila profesorów "o gorących sercach", żyjących w wirtualnym świecie dotacji i polityki (a nie realnego rynku i techniki). O "profesorskich argumentach" w tej sprawie zresztą bylo juz troche na odnawialnym, ale nie wchodząc w szczgóly, przeciwnicy myślenia w stylu Radia Maryja mogą profesorom podziękować….

Na dotację trzeba patrzeć z dwu stron, rządu i benficjenta. Zdając sobie sprawę z ryzyka, popieram z całej mocy olbrzymi program subwencji publicznych prezydenta Obamy, ale to jest program wypracowany, przemyslany, bazujący na szerszej koncepcji i ambitnych ale realnych celach. Dotacje UE też mają taki charakter, szerszą persepektywę i nie są chwilową polityczną kiełbasą. Zgodnie z ustaleniami poczynionym przy okazji przyjmowania pakietu klimatycznego, Komisja Europejska zaproponowała kolejne 3,5 mld Euro na poprawę bezpieczeństwa energetycznego i czystą energię, w tym dla Polski na .. CCS (tylko jeden – Bełchatów, Pani Kasiu, czy to nie podzwonne dla BOT-u/obecnie PGE :) oraz na energetykę wiatrową na morzu (tu za to aż dwa projekty z udziałem Polski, Niemiec i krajów skandynawskich i pewnie też z udzialem PGE). Jest to spójny element większego systemu i choć ta energetyka wiatrowa morska mnie trochę i pozytywnie zaskoczyła i dostrzegam w nim wspomniany w poprzednich komentarzach wątek „Myśleć jak Obama” , to jednak nie sądzę, aby na taką analogię w pelni zasługiwał najnowszy projekt zasad dofinasowania (1,5 mld zl) inwestycji OZE przez NFOSIGW na lata 2009-2012.
Dobrze że powstaje program, a nie finansowanie na zasadzie "project by project", w tym np. geotermia torunska. Ale tak jak nie potrafiłem dociec dlaczego w 2007 r. NFOSiGW przyznał 2 x dotację O. Rydzykowi na odwierty geotermalne, tak teraz nie wiem np. dlaczego na liście technologii OZE kwalifikowanych do wsparcia nie ma energetyki słonecznej. To niedobry wręcz dezorientujący sygnal dla inwestorów i to w czasie, kiedy pakiet klimatyczny w sposób szczególny promuje zielone ciepło i chłód. Myślę (niestety, też nie jak Obama:), że i w 2007 r. i w 2009 r. przyczyną jest brak aktualnej i respektowanej strategii rozwoju energetyki odnawialnej, co z jednej strony jest skwapliwie wykorzystywane przez polityków do obdarowywania poza systemem „swoich” (2007 r.) albo przez instytucje finansujące, które zwyczajnie nie chcą finansować małych, wymagających większych nakładów pracy, inwestycji. Sama dotacja/sybwencja (znana i szeroko stosowana w UE i w USA) nie jest tu winna, ale instrumentalne i pozbawione myślenia kontekstowego i systemowego zasady i praktyka aplikowania po nią i jej wydatkowania. Wszystko można robić tylko z wizją końca i swiadomoscią wszystkch waznych konsekwencji i nie można też krytykować formuly dotacji inwestycyjnej tylko dlatego, że nie wszyscy do takiego instrumentu dorosli, np. z powodu korupcji Komisja Europejska z musiała wstrzymać przyznany miliard Euro środków przedakcesyjnych przyznanych Bulgarii.

Z drugiej strony, myślenie magiczne o dotacji, zbyt mocno oddziaływuje na inwestorów. Wstrzymują inwestycje, czekając (np. na 1 mld Euro na OZE z funduszy UE na lata 2007-2013) nawet 2 lata na mannę z nieba , a docierają do mnie sygnały, że niektóre rady gmin wręcz oskarżają zarządy o niegospodarność, jeżeli te chcą coś zrobić za własne pieniądze.

Gdyby teraz żył Kopernik, może nawet inaczej sformułowane by zostało słynne prawo Kopernika - Grahama które mówi że zły pieniądz wypiera pieniądz dobry. Wzięło się one stąd że pieniądz któremu władze nadały sztucznie zawyżoną wartość wypierał pieniądz którego wartość została sztucznie zaniżona. Jeżeli władca mówił że moneta która są „zużyte” (ich waga spadła na skutek długiego obiegu na rynku) mają mieć taką samą wartość jak monety nowe (czyli sztucznie zawyża wartość starych monet i zaniża wartość monet nowych), wtedy pieniądze są odkładane albo zostaną wyeksportowane. Dzisiaj, zwłaszcza w przypadku inwestycji samorządowych (brak ograniczenia zasadami pomocy publicznej) źle pomyslane, albo źle zrozumiane dotacje i subwencje rządowe wypieraja (nie wspierają i nie uzupełniają) "prawdziwy" pieniądz.

Może warto pamiętać, że dotacja jest zdradliwa i niech (razem z poparciem politycznym) będzie ona w praktyce gospodarczej tylko dodatkiem do solidnych biznes planów i twardego myślenia rynkowego.

6 komentarzy:

Bogdan Szymański pisze...

Wniosek jest taki że tytuł prof nie daje monopolu na nieomylność a co gorsza u nas w kraju mylenie się wcale nie grozi konsekwencjami.

Pewne z stąd mamy pożal się boże plan rozwoju polskiej energetyki i wsparcie OZE które ma na celu nagradzać za bycie "zielonym" a nie stymulować rozwój czystych technologii w energetyce.

W systemie jaki mamy czyli dawanie wszystkim technologiom jednakowego wsparcia (zielone certyfikaty) niezależnie czy tego potrzebują czy nie to typowe psucie rynku dotacją i typowa arogancja władzy która wydaje lekką ręką publiczne pieniądze. W wielu krajach takie działanie w najlepszym przypadku skończyłoby się zarzutem o nie gospodarność.

Grzegorz Wiśniewski pisze...

Dyskusja związana z wpisem toczy się także poza blogiem. Mój uczony kolega Adam, twierdzi że tu nawet nie chodzi o mylenie się w konkretnej sprawie, tylko nierozpoznanie kontekstu. Twierdzi, że z jednej strony naukowcy wiedzą, że nauka wyprzedza praktykę o 30-50, a z drugiej strony wiadomo że niektórzy naukowcy utknęli 30 lat wstecz i żadna sila ich stamtąd nie rusza(y). I jak w tej sytuacji gdy w czasie rewolucji technologicznej cykl życia produktu trwa 5 lat maja się oni znaleźć? Tyle kolega Adam.

W takiej sytuacji nie chodzi o odpowiedzialność za konkretną pomyłkę (to się zdarza, a w szczególności w nauce), ale o Wielką (systemową) Pomyłkę, za którą rzeczywiście nikt nie odpowiada.
Sądzę, że uczeni obecnie w Polsce znają się na dydaktyce, coraz bardziej rynkowe zasady w świecie szkolnictwa wyższego powodują że w tym kierunku próbują się rozwijać. Choć MNiSW podjęło w ostatnich 2-3 latach pewne działania na rzecz wprowadzenia mechanizmów rynkowych w sferze B+R to jednak efektów tu jeszcze nie widać, także z powodu braku ludzi potrafiących zarządzań nauką i badaniami naukowymi. Tak jak brak respektowanej strategii OZE jest na rękę niektórym easy riders , tak braki w zarządzaniu nauką i jej koordynacji, są na rękę niektórym, dobrze ustosunkowanym, środowiskom naukowym.

Warto obserwować, jak sobie poradzi z tym Ameryka Obamy i ten jego pierwszy noblista – minister energetyki Steven Chu. Gazeta Wyborcza zdecydowała się mu poświęcić większy tekst , przypominając, że podlega mu blisko 20 narodowych laboratoriów (autor wymienił kilka, ale akurat n.b. nie tego od OZE – NREL) oraz budżet 24 mld dolarów. Z takim potencjałem można realizować nawet takie projekty jak „toruńska geotermia” i zdecydowanie zmniejszyć ryzyko fiaska. Myślę ze Polska jako samodzielny kraj już nie jest w stanie poważnie zaistnieć w nauce. Porywając się na przedsięwzięcia z zakresu nowych technologii, trzeba w Polsce szukać współpracy z UE i podany we wpisie przykład Bełchatowa czy off shore wind zdaje się potwierdzać ww. tezę.

A co do zielonych certyfikatów, to ma Pan całkowitą rację, to wstyd dla kraju, ze tak bezsensownie marnuje środki publiczne.

Iwona Bilska pisze...

Panie Grzegorzu,
Tu już nawet nie chodzi o to, żeby Polska, jako samodzielny kraj, na światowych rynkach, zaczęła być ‘dominą’ nowoczesnych technologii - czy to energetycznych, czy innych - i niczym ożywiony Kopernik – który nawet jeśli kiedyś nie był kobietą, to teraz w imię jakichś szczególnych priorytetów, pewno musiałby się nią stać – dokonywała rewolucyjnych, technicznych przewrotów. Chodzi o to, by wewnętrznie, na każdym kroku, co kadencję, nie zsuwać wszystkich klocków z planszy do szuflady, i nie rozstawiać ich ciągle na nowo.
Tym bardziej, że energetyczno-ekologiczne klocki, zsuwane co kadencję do szuflady, mają to do siebie, że zazwyczaj w trakcie tych ‘zabaw’ ulegają trwałym uszkodzeniom. Ja też już trochę straciłam nadzieję, że w obszarze badań i rozwoju własnych (polskich) technologii wykorzystujących ‘odnawialne’, wykroczymy kiedykolwiek poza wizerunek, garstki ‘nawiedzonych i sfrustrowanych wizjonerów, z zachwianą oceną ‘rzeczywistości’, przyodzianych w sweter z roku tysiąc dziewięćset siedemdziesiątego i w okularach ze szkłami, przypominającymi denka od słoików po ogórkach, którzy przy pomocy kawałka sznurka, arkusza blachy i wiaderka czernidła, będą próbowali na kolanach, udowodnić, że ‘TO NAPRAWDĘ MOŻE SIĘ OPŁACAĆ’.
Dawno temu, kiedy zaczynałam zajmować się odnawialnymi (a był to rok zdaje się 1997), Państwo, jeszcze jako EC BREC, zapoczątkowali (jak dla mnie) fantastyczną falę, która rzeczywiście, gdyby rzetelnie kontynuować taką politykę wespół z ‘energetycznie i ekologicznie uświadomionym rządem’ wraz z całym instrumentarium legislacyjnym, sprawiłaby, że o bezpieczeństwo energetyczne naprawdę, nigdy nie musielibyśmy się martwić. Odnawialne, mała energetyka, kogeneracja, praca u podstaw w gminach. Aż nie mogłam wyjść z podziwu, że to się dzieje w Polsce :) Kujawy, Pomorze, pięknie przygotowane pod inwestycje Podkarpacie, zbilansowane zasoby, zidentyfikowane istniejące instalacje. Dostęp do informacji. Dostęp do danych. No tylko brać pisać systemowe programy, maksymalizować wykorzystanie ‘polskiej siły roboczej’ i inwestować. Tyle, że u nas takie programy pisze się albo dla megamolochów, podejrzewam, że ze ściśle określonymi ‘przepływami pieniężnymi’, albo ‘ustaw się w kolejce – zadzwonimy do ciebie’ ; )
A jakaż to piękna nisza dla rozwoju POLSKICH małych i średnich przedsiębiorstw, zaopiekowanych MĄDRYM, MERYTORYCZNYM PROGRAMEM, który kompleksowo i UCZCIWIE potrafiłby ogarnąć całokształt zjawiska.

I tu wróćmy do ‘sprawy Rydzyka’. Pomijając mój stosunek do przeplatania biznesu z religią i zakładając, że mimo wszystko pozycja akurat tego inwestora wymuszałaby na nim krystaliczną wręcz uczciwość - no bo wiadomo, w razie czego świadomość wiecznych, piekielnych mąk – to uważam, że nie do końca dobrze się stało, jak się stało.
Jeżeli już w roku 2007 jakaś część środków, została mu przyznana, na realizację tego przedsięwzięcia, to najprawdopodobniej były ku temu jakieś podstawy.
Niechże do jasnej Anielki, ktoś w końcu zacznie za coś odpowiadać. Wyzbądźmy się tej kretyńskiej uznaniowości w podejmowaniu decyzji, które mogą się przecież opierać na rzetelnych ekspertyzach, wykonywanych przez rzetelnych fachowców.
A ja oglądam ‘ Warto rozmawiać’, i tam w studiu, jeden że 60 stopni C, nie warto, drugi, że jeszcze sto metrów i będzie 80 stopni, trzeci, że tak naprawdę to nie chodzi o temperaturę tylko o finanse, na to dwóch, że pieniądze już walą drzwiami i oknami z Unii, wszelakich ‘partnerstw’, w rezultacie okazuje się, że właściwie to nie ma żadnych przeszkód.
I teraz, gdyby dociekać sprawiedliwości to trzeba by wziąć za fraki tych co przyznali pieniądze na odwierty (na jakiej podstawie), wyniki aktualnych ekspertyz – temperatury, wydajności (decyzja odmowna), weryfikacja ekspertyzy na wniosek tych co twierdzą, że wyniki są inne gdyby jeszcze ciut pokopać (ciągle się pojawia w dyskusjach 80*C) - a ten co się pomylił, niech za swą niekompetencję zapłaci. To akurat taki medialny przypadek, ale co się dzieje podczas realizacji mniejszych inwestycji MEW, wiatraczków, innych, kiedy zacznie się przedeptywać urzędowe szlaki miedzy biurowymi pokojami, a czyni się to z pozycji ‘nieupozycjonowanego intruza i zakłócacza biurowego rytuału picia porannej kawy’ – tego już tu pisać nie będę bo i tak wyczerpałam wszelkie dopuszczalne normy długości komentarza ; )

Pozdrawiam i przepraszam za chaotyczną nieco wypowiedź,
ale to poryw chwili był i troski nad tą odnawialną niedolą :)

Romuald Bartkowicz pisze...

Jak Pan to robi, Panie Grzegorzu, że w "Odnawialnym" większość postów natychmiast komentowana jest przez parę osób i zawsze można tutaj liczyć na interesującą i pouczającą lekturę? :)... A do włączenia się w tę rozmowę zmobilizował mnie właśnie znakomity tekst Pani Iwony (która nie ma za co przepraszać, prosimy o więcej :).

Określenie: "energetycznie i ekologicznie uświadomiony rząd" brzmi świetnie, lecz wydaje się dotyczyć bardziej rządu amerykańskiego niż naszego... Cóż, wydaje mi się, że naszym politykom niestety nie będzie "chciało się chcieć" działać w kierunku rozwoju energetyki odnawialnej dopóty, dopóki nie przetrzepie ich wiatr historii oraz nie nastąpi pokoleniowa zmiana warty. Na ludzi wyedukowanych proekologicznie i rozumiejących z funkcjonowania tego świata nieco więcej niż wysokość "słupków" w statystykach popularności i widzących więcej niż czubek własnego nosa.

Póki co rzeczywiście "praca u podstaw w gminach" może przynosić nadspodziewanie dobre wyniki; uważam, że od samorządowców (z których często wywodzą się późniejsi politycy najwyższego szczebla) zależy bardzo wiele. Od kilku lat rozmawiamy o tym z p. Józefem Neterowiczem (ekspertem Związku Powiatów Polskich od spraw OZE) i uważamy, że absolutnie niezbędne jest przeprowadzenie ogólnopolskich szkoleń właśnie "uświadamiających energetycznie i ekologicznie" pracowników urzędów gminnych i powiatowych.

(Tu nasuwa mi się smutna konstatacja - na Forum Samorządowych Specjalistów d.s. eko-energetyki (www.renewables.pl) kompletna cisza... I w ogóle utworzone na bazie materiałów z "Odnawialnego" Forum Dyskusyjne OZE nadspodziewanie marnie się rozwija!)

Czytam kilka razy jakże mądre zdanie p. Iwony o "rozwoju POLSKICH małych i średnich przedsiębiorstw, zaopiekowanych MĄDRYM, MERYTORYCZNYM PROGRAMEM, który kompleksowo i UCZCIWIE potrafiłby ogarnąć całokształt zjawiska" i aż mnie skręca
z bezsilnej złości, że nikt z decydentów na to nie odpowie, nikt nie zawoła: to takie proste, bierzmy się za to!

A z polską geotermią to też nie jest takie proste, jak się to w mediach przedstawia. Puszczane jest w obieg parę chwytliwych haseł, sprawę omawia niewielu ekspertów, przeciętny telewidz czy słuchacz nie może sobie wyrobić sensownego zdania a z kolei ktoś kto ma trochę pojęcia o minusach tej technologii, o realnych kosztach i trudnościach zżyma się na teoretyczne opowieści o potencjalnych zasobach energii elektrycznej produkowanej z gorącej wody...

W miejsce audycji emitowanych trochę na zasadzie sprzedaży taniej sensacji powinni dostać czas antenowy uznani eksperci i specjaliści, którzy są w stanie przybliżyć zwykłemu zjadaczowi chleba każdy temat związany z OZE .

pozdrawiam serdecznie

Grzegorz Wiśniewski pisze...

Pani Iwono, dziękuję.
Przeczytałem z uwagą komenatarz i komenatarz do komenatrza Pana Romualda, i w trakcie lektury tyle mi myśli napłynęło do głowy, że doszedlem do wniosku, że to nie był to zwykły komentarz, ale faktycznie jeden z lepszych wpisów na odnawialnym... Dlatego zamiast swojego komentarza (byłby zdecydowanie za długi:) chciałbym zapropnować przeniesienie Pani tekstu jako nowego wspisu (z dzisiejszą datą) i danie sobie i innym czytelnikom "odnawialnego" czasu i sposobności na spokojne przeczytanie (przy lepszej rozdzielczości) i pomyślenie (jest o czym :) oraz ew. spokojne wypowiezenie się.
Pozdrawiam i zapraszam do lektury i komentowania pod nowym wpisem.

Grzesiek pisze...

ZAPRASZAM


http://imperiumojca.f3d.pl