czwartek, września 01, 2016

Spadek inwestycji w energetyce wzmacniany kagańcową ustawą o OZE

W najnowszym biuletynie statystycznym GUS podał alarmujące dane o spadku nakładów inwestycyjnych w gospodarce, który pogłębił się w ciągu dwu pierwszych kwartałów br. W pierwszym kwartale wyniósł niemal 2%, w drugim spadek zbliżył się do 5%. W stosunku do pierwszej połowy 2015 roku znacznie poniżej średniej nakłady spadły w gospodarce komunalnej (50%), górnictwie węgla (17%)  i energetyce (10%). Energetyka ma duży, niemal 20% udział w inwestycjach ogółem, co świadczy o olbrzymim wpływie koniunktury w energetyce na wskaźniki inwestycyjne w gospodarce. Nakłady inwestycyjne w dziale „wytwarzanie i dostarczanie energii, gazu i ciepła” w I półroczu br. wyniosły 9,1 mld zł (przy 10,1 mld zł w analogicznym okresie 2016 roku).


O ile drastyczny spadek inwestycji w gospodarce komunalnej związanej często z inwestycjami samorządów można tłumaczyć "doliną" lub nawet przerwą w ciągłości finansowania unijnego, o tyle przyczyn spadku inwestycji w górnictwie i energetyce należy szukać gdzie indziej. 

Spadek inwestycji, o ile będzie się utrzymywał, będzie stanowił olbrzymi problem dla „planu Morawieckiego” w którym w części diagnostycznej dostrzeżony został spadkowy trend udziału inwestycji w PKB (spadek z 23% w 2008 roku do 19% PKB w 2014 roku) i gdzie zaproponowane zostały bilionowe inwestycje z wyższym niż dotychczas udziałem kapitału krajowego.


Inwestycjami plan Morawieckiego stoi … A co najmniej powinien. Inwestycje w energetyce zostały też uwzględnione w obecnie konsultowanej przez Ministerstwo Rozwoju Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju (SOR). Energetyka została uznana za  jeden z 5 obszarów kluczowych wpływających na osiągniecie celów SOR. Jednym z proponowanych kierunków interwencji jest „stworzenie warunków do inwestycji w infrastrukturę wytwarza energii elektrycznej oraz w zwiększenie udziału OZE”.

Panuje powszechna zgoda co do tego, że inwestycje w energetyce są potrzebne, a nawet niezbędne. Nowy resort energii w ciągu trzech kwartałów swojego istnienia nie mógł jeszcze wiele zrobić, aby umożliwić realizację ambitnych celów. Jest to zrozumiałe. Zastrzeżenia można mieć tylko do tego, że Ministerstwo Energii w efekcie odroczenia wejścia w życie ustawy o OZE, a potem jej „kagańcowej” nowelizacji promującej m.in. „bezinwestycyjne” współspalanie biomasy z węglem, zatrzymało dobrze zapowiadające się inwestycje w energetyce odnawialnej. Zdążyło też stworzyć tak dużą niepewność i nieprzewidywalność co do dalszych działań w sektorze, że od połowy br. stanęły nie tylko inwestycje ale prace nad nowymi projektami (znikome nakłady na inwestycję rozpoczęte). Mało wiarygodnie w kontekście SOR brzmią stwierdzenia, że Polska „przeinwestowała w OZE” podążając za celem ilościowym na 2020 rok, zwłaszcza w kontekście ponownej promocji  "bezinwestycyjnego" współspalania, które przez dekadę było największym beneficjentem dotychczasowego systemu wsparcia. Nawet jeżeli w I półroczu br. przybył rekordowy 1 GW mocy wiatrowych (odpowiednik 50% wszystkich nakładów inwestycyjnych w energetyce) to był to „rzut na taśmę” i przyśpieszona wyprzedaż portfeli („spontaniczna” kontrybucja w SOR i w rozwój), a reszta branży OZE stała w blokach i powoli zastanawia się, czy z nich nie wyjść. 

Zgodnie z nowymi analizami IEO łączne obroty na rynku inwestycji w OZE w celu zrealizowania naszych podstawowych zobowiązań unijnych w okresie 2016-2020 miały  wynieść ponad 66 mld zł, w tym 25 mld zł na rynku ciepła z OZE, 41 mld zł na rynku energii elektrycznej oraz 24 mld zł na nowym, dotychczas perspektywicznym  rynku tzw. małych źródeł i źródeł prosumenckich. W efekcie ostatnich prac legislacyjnych  w najbliższych kwartałach i latach energetyka odnawialna będzie ciągnęła wskaźnik inwestycji w dół, przy jednoczesnym, wydającym się już nieuchronnym, wzroście kosztów energii ze źródeł kopalnych w całej gospodarce.

„Nie szkoda róż gdy płoną lasy”, ale warto przypomnieć i podać konkretny przykład na to jakie straty w inwestycjach przynoszą złe regulacje. Dokładnie dwa lata temu na wysłuchaniu publicznym w Sejmie IEO zgłosił potrzebę wprowadzenia do ustawy o OZE tzw. „poprawki prosumenckiej” wraz z oceną skutków, a potem opublikował szerszą analizę na ten temat. W efekcie wprowadzenia postulowanych przez IEO taryf gwarantowanych FiT na różne rodzaje mikroinstalacji o mocy do 10 kW miało powstać 200 tys. elektrycznych instalacji prosumenckich o łącznej mocy 800 MW. Nakłady inwestycyjne do 2020 roku miały wynieść niemal 18 mld zł. W 2016 roku, dzięki bezpiecznemu inwestowaniu gospodarstw domowych (obecne aktywa w tym segmencie, bez zobowiązań, to niemalże 1,2 bln zł)  i mających znaczące oszczędności małych firm, miało powstać ok. 160 MW nowych, rozproszonych terytorialnie mocy, a łączne nakłady inwestycyjne miały sięgnąć 3,5 mld zł. W pierwszym półroczu 2016 inwestycje prosumenckie mogłyby zatem stanowić nawet 20% wszystkich nakładów inwestycyjnych w energetyce.

Na te rozwiązania czekały gospodarstwa domowe, które teraz dzięki zwiększeniu dochodów rozporządzalnych w efekcie programu 500+ mogłyby jeszcze łatwej spłacać  tanie kredyty inwestycje pozyskiwane pod system FiT. Ale czekała też branża instalatorska i producenci urządzeń, bo rozwój krajowego przemysłu i technologii był zawsze kluczowym efektem wprowadzenia FiT. Dane GUS pokazują, że w niezwykle innowacyjnym dziale „produkcja urządzeń elektrycznych” nakłady inwestycyjne niestety  także spadły w pierwszym półroczu br. do 520 mln zł (z 565 mln zł rok wcześniej). Na fali zainteresowania obywateli wzbudzonego przez planowane wprowadzenie FiT korzystają do dziś „sprzedawcy gruszek na wierzbie” dla inwestorów indywidualnych, przekonujący ich, że system „opustów” również będzie dla nich korzystny. Obywatele, choć zainteresowani OZE, chronią swoje oszczędności i nie za bardzo chcą ryzykować i tracić na nowej niepewności legislacyjnej.

Kwotowo znacznie bardziej poważne skutki jeśli chodzi o inwestycje przyniesie proponowany w ustawie OZE system aukcyjny i ustawa o inwestycjach w zakresie elektrowni wiatrowych. Alternatywne pomysły Ministerstwa Energii w postaci „ciężkiego” inwestowania w kaskadyzację Dolnej Wisły czy nawet rozważane w SOR koncepcje budowy elektrowni atomowych są ciągle syrenim śpiewem odległej przyszłości, bez wpływu na bieżące procesy gospodarcze. W efekcie początkowych zaniechań, a potem ostatecznie podjętych radykalnych decyzji w kwestii OZE polska energetyka niefortunnie wpisała się w SOR. Jest to o tyle groźne, że realne inwestycje w każdej branży przemysłowej łatwo jest zatrzymać, ale znacznie trudniej jest ponownie je pobudzić.

poniedziałek, sierpnia 15, 2016

Ekologiczne i społeczne przesłanie papieża Franciszka dla energetyków

Papież Franciszek w czasie pielgrzymki w Polsce mówił krótko. W Auschwitz w celi śmierci patrona energetyków św. Maksymiliana Kolbego (z zamiłowania elektryka) wymownie milczał, co zostało zauważone.


Niewiele więcej w
powiedział sprawie ekologii, a zrobił to w czasie spotkania z biskupami na Wawelu. To z kolei jednak zostało przemilczane i dlatego warto przypomnieć (cytaty za Watykańską agencja prasową):

Ziemia jest martwa, ponieważ została niemądrze wyzyskana. I tak idziemy dalej. Świat się ociepla, dlaczego? Ponieważ musimy zarobić. Zysk. Popadliśmy w bałwochwalstwo pieniędzy: to mi powiedział pewien ambasador, kiedy przyszedł, by złożyć listy uwierzytelniające.

Z okazji dopiero co bezrefleksyjnie minionego Dnia energetyka i dla przypomnienia warto nad tym tekstem się pochylić i poszukać inspiracji dla coraz bardziej ambiwalentnego biznesu energetycznego.

Papież nie dokuczył polskim górnikom i energetykom cytatem z jego ostatniej ekologicznej encykliki: „technologia oparta na spalaniu silnie zanieczyszczających paliw kopalnych, zwłaszcza węgla (…) powinna być stopniowo zastąpiona”.  Nie ponaglał polityków, tak jak to zrobił w encyklice: „pilne i konieczne stało się prowadzenie takiej polityki, aby w nadchodzących latach emisja CO2 (…) została drastycznie zmniejszona, zastępując paliwa kopalne i rozwijając OZE”.  Nie powiedział Polakom, że palenie węglem jest grzechem i że powinniśmy się ekologicznie nawrócić, o czym już było wystarczająco dużo napisane  na blogu „Odnawialnym”. 
Ale powiedział wystarczająco dużo, aby pomyśleć.

Papież związał łupienie Ziemi i zanieczyszczanie jej atmosfery z nadmierną chęcią zarabiania. To powinno zaboleć. Nie da się bowiem ukryć, że w Polsce zarobki w energetyce korporacyjnej i  w górnictwie są 2-3 krotnie wyższe niż w działach gospodarki, takich jak np. rolnictwo, obciążanych skutkami ekologicznymi energetyki i górnictwa

Papież dał też do myślenia leśnikom, doganiających zarobkami energetyków tym szybciej im szybciej wycinają lasy, aby dorobić u energetyków, podając biskupom pod rozwagę taki przykład:
Pewien niedawno wybrany szef rządu afrykańskiego, przychodząc na audiencję, powiedział mi: „Pierwszym aktem rządu, jakiego dokonałem, było ponowne zalesienie kraju, który został pozbawiony lasów i unicestwiony”. -Nie troszczymy się o stworzenie, a to oznacza więcej ubóstwa, więcej korupcji.

Skąd  się wzięły takie, jednocześnie społecznie i ekologiczne wrażliwe, myśli papieskie i dlaczego zaadresowane zostały do biskupów i jaki użytek biskupi z nich zrobią? Trudno zakładać, że to tylko przypadkowe słowa nad którymi można przejść do porządku dziennego. Ale też każdy może po swojemu je interpretować.

W powiązaniu przez Franciszka braku postaw ekologicznych i nastawienia na zarobek z pogarszaniem sytuacji ubogich można szukać inspiracji teologicznych, np. tak jak to czyni ks. Piotr Mazurkiewicz w artykule opublikowanym w „Energetyka- Społeczeństwo-Polityka” (tu nie czuję się na siłach do dalszych komentarzy), ale też inspiracji społecznych i ekonomicznych, jak to czyni Naomi Klein w swojej najnowszej książce „Kapitalizm kontra klimat”. To właśnie radykalna ekonomistka Klein na osobiste zaproszenie papieża Franciszka uczestniczyła w panelu ekspertów i konferencji służącej przygotowaniu ekologicznej encykliki Laudato Si'. Słusznie Guardian pisał, że „Franciszek to Klein w sutannie”.

I nie sposób - odnosząc się do ekologicznych wypowiedzi Franciszka - uciec od analogii do Klein. Ta bowiem w swojej najbardziej dojrzałej książce:  krytykuje postawę „najpierw się wzbogacimy, a dopiero potem zajmiemy się problemami ochrony środowiska”, pisze, że „bezpłatne przydziały (uprawnień) na spalanie węgla lub handel emisjami to łapówki”, ostrzega, że „nie wolno w zbiorowych reakcjach na zmiany klimatu pobłażać największym trucicielom” i  - powołując się na klimatologa Brada Wernera - mówi to to samo co Franciszek, ale bez ogródek, tak aby trafiło, prowokacyjnie (przepraszam za przykład)  „przez nas „Ziemia ma  prze**bane”.  

Sam papież Franciszek przypominał wieszczącą i inspirującą - w reakcji na niesprawiedliwość klimatyczną - masowe ruchy społeczne Klein, gdy w czuwaniu kończącym ŚDM nawoływał młodych do radykalnej zmiany poprzez „aktywne działanie”, które wymaga „zejścia z kanapy” (dokładnie: nie przyszliśmy na świat, aby «wegetować», aby wygodnie spędzić życie, żeby uczynić z życia kanapę, która nas uśpi).

Dobrze mającym się i dotychczas skutecznie wypierającym się odpowiedzialności ekologicznej i społecznej (nie mylić z ekologią fasadową czy malowanym CSR) "starym" energetykom nie będzie łatwo zejść z kanapy. Franciszek daje jednak wszystkim równe prawo do własnej refleksji i do miłosiernych (w takim duchu mówił do biskupów) uczynków wobec "wyzyskiwanej matki Ziemi". Wobec zwięzłości i prostoty wypowiedzi Franciszka moralizowanie jest zbędne. Ale jeżeli to o czym bez straszenia mówi Papież, odwołując się do sumienia i podstawowych zasad współżycia społecznego, nie przekonuje i nie mobilizuje, warto na wszelki wypadek pamiętać o tym co pisał prof. Woś: środowisko naturalne to cichy partner, ale w swojej konsekwentnej obecności  nieprzekupny i bezwzględny..

PS. Do przywołanej w sposób nazbyt uproszczony, jak na okoliczności, książki Naomi Klein i do coraz bardziej niepokojącego podważania, a nawet już otwartego zwalczania myślenia ekologicznego w polskiej energetyce wrócę w jednym z kolejnych artykułów.

czwartek, lipca 28, 2016

Niespotykana żywotność polskiej fotowoltaiki i odporność firm fotowoltaicznych na stres fundowany przez polityków


Fotowoltaika w Polsce nigdy nie miała szczęścia do polityki i polityków,  prawa i ustawodawców. Nigdy nie miała „miodowego miesiąca”, a dwie ostatnie próby legislacyjne z lat 2012 i 2015 ukształtowania branży na zdrowych zasadach i ochrony polskich firm (w segmencie prosumenckim) zostały zduszone w zarodku. Tworzone nieprzyjazne i korupcjogenne prawo zmusza sektor do nagannych niekiedy zachowań, kiedy ten mniej świadomy i słabiej  poinformowany klient ponosi ryzyko i straty. Ale klientów nie ubywa, a branża fotowoltaiczna trwa i dalej się rozwija. Potrafi to robić nawet w przysłowiowej czarnej d... Z jednej strony daje argument politykom do tego żeby się taką zaradną branżą specjalnie nie przejmować, ale z drugiej strony jej  niespotykana żywotność  powinna zwłaszcza politykom dać sporo do myślenia. 


Instytut Energetyki Odnawialnej (IEO) opublikował czwartą już edycję raportu „Rynek fotowoltaiki w Polsce ‘2016”. Całkowita moc zainstalowana w systemach fotowoltaicznych (PV) przyłączonych do sieci wynosi 119,2 MW. W tym 87,7 MW to instalacje, które otrzymały świadectwa pochodzenia energii (stan na koniec I kwartału 2016 roku). Mikroinstalacje stanowiły już 31,5 MW, czyli 26% całkowitej mocy zainstalowanej (stan na koniec ‘2015). W samym tylko 2015 roku przybyło 77,2 MW instalacji PV. W tym ok. 8,8 MW z programu Prosument realizowanego przez NFOŚiGW z linii BOŚ Bank. Dodatkowo IEO szacuje, że ok. 8,3 MW zainstalowanej mocy to instalacje nieprzyłączone do sieci.

W Polsce  działalność  prowadzi 382 firmy w branży fotowoltaicznej. Przeważającą usługą oferowaną przez firmy jest sprzedaż i montaż paneli, inwerterów a także gotowych kompletnych instalacji fotowoltaicznych. Najwięcej przedsiębiorstw ma swoje siedziby w województwach mazowieckim, śląskim i małopolskim. W Polsce jest 16 producentów komponentów instalacji fotowoltaicznych. W głównej mierze są to producenci modułów fotowoltaicznych, ale także konstrukcji montażowych oraz inwerterów.  Łączne moce produkcyjne polskich producentów modułów fotowoltaicznych ocenia się na poziomie ok. 600 MW/rok (ok. 2,4 mln modułów rocznie). Raport pozwala nie tylko na  prezentację aktualnego obrazu rynku i nastrojów, ale też jest okazją do  podsumowanie już kilkuletnich trendów na krajowym rynku fotowoltaiki. Jest to o tyle ważne, że są to trendy widziane i pisane przez czołowe firmy z branży, we współpracy z którymi raport powstaje. Ogólna statystyka rynku jest tylko tłem do prezentacji zmagań firm z technologią, rynkiem i politykami. Polska fotowoltaika nie dorobiła się światowej marki, ale niektóre marki już się utrwaliły na polskim rynku i warto je promować.

Specjalne miejsce na rynku zajmują producenci modułów fotowoltaicznych i innych komponentów systemów fotowoltaicznych   Wśród czołowych firm krajowych, które zajmują się produkcją modułów fotowoltaicznych można wymienić takie polskie firmy jak: SELFA GE, FreeVolt, BRUK-BET Solar, PVTEC, HYMON ENERGY, XDISC, ML SYSTEM, Solar Energy. Niektóre z nich specjalizują się w niszach technologicznych, także na rynkach międzynarodowych,  ale część z nich dobrze sobie radzi na rynku krajowym. Poza tym, krajowi producenci dostarczają akcesoria takie jak konstrukcje wsporcze, czy też falowniki, np. firmy: Remor, Solar Tracker, Spirvent, Corab czy LDE Polska. Wśród firm, których roczna sprzedaż w 2015 roku przekroczyła 1 MW, znalazły się firmy takie jak Caldoris Polska, FreeVolt, Hymon Energy, KENO, Rawicom, SELFA GE, Skorut Systemy Solarne. Przez ostatnie cztery lata trzy fimy- alfabetycznie FreeVolt, Hymon i Selfa  przez cały czas, trwale utrzymują się w czołówce rankingów sprzedaży.

W pierwszym badaniu IEO wielkości sprzedaży modułów PV i sposobu ich rozdysponowania do budowy instalacji fotowoltaicznych w 2012 roku udział wzięło 9 firm, a w tegorocznym badaniu już 31 firm. W statystyce z 2012 roku moduły chińskie (wtedy znacznie niższej jakości) stanowiły ponad 91% sprzedaży na rynku krajowym, a polskie niecałe 4%. Wg ostatniego badania IEO, w 2015 r. chińskie moduły to już tylko 21% rynku, a udział polskich wzrósł do 17%, podczas gdy średnie  ceny instalacji PV w całym segmencie mikroinstalacji spadły o ponad 15%. Na rynku jest widoczne rozdrobnienie i panuje wyczerpująca konkurencja, ale w efekcie kompletne instalacje PV tanieją. Zejście z kosztami w segmencie mikroinstalacji do granicy 1 tys. Euro/kW (miało to miejsce na początku 2016 i były to ceny 20-30% niższe od jednych z najtańszych na świecie instalacji w Niemczech) to też zagrożenie dla jakości instalacji i dla  możliwości rozwoju firm. Wykorzystanie pełnych zdolności produkcyjnych na poziomie ok.  10% pokazuje w jak trudnych warunkach musza działać Polscy producenci modułów fotowoltaicznych. Długotrwałemu chaosowi w zakresie tworzenia prawa towarzyszy chaos w zakresie programów wsparcia inwestycji prosumenckich, w czym celowała fotowoltaika bo tego czego oczekiwali jej klienci. Prowokuje to patologie w branży, ale najgorsze jest to, że jej potencjał i zdolności produkcyjne i montażowe są bezprzykładnie marnowane.

W fotowoltaice, Polska jest w Europie niemalże na samym końcu stawki z udziałem  2,3 Wp na głowę mieszkańca (niektórzy mówią że tak niski wskaźnik jest miarą cywilizacyjnego zacofania), ale z uwagi na dynamikę i żywotność branży, portale branżowe informację o raporcie IEO tytułowały tak jakby kwitła: WNP IEO: w ub. roku przybyło 77,2 MW instalacji PV, CIRE IEO: w ubiegłym roku 60 procentowy wzrost inwestycji w instalacje PV , Gram w Zielone IEO: wartość rynku PV w Polsce wzrosła o 60 proc., itd.  Zresztą to nie  tylko raport IEO mobilizuje media i opinię publiczną. Codziennie  przeglądam monitoring mediów różnych branż  OZE i widzę np. że w ostatnich 4 latach liczba doniesień o tej branży (niemalże 40 tys. szt.) jest większa, niż  łączna liczba doniesień medialnych w biogazie, energetyce wiatrowej i kolektorach słonecznych (te ostatnie są na drugim miejscu, czyli energia słoneczna ogólnie najbardziej media kusi) i ta przewaga rośnie razem z szybkim przyrostem ogólnej  liczby cytowań. 

Pozwolę sobie na „dowód anegdotyczny” potwierdzający statystyki i obrazujący motywy rosnącego zainteresowania tematyką od 2012 roku, choć do tego czasu fotowoltaika była jedynie ciekawostką,  a nie branżą. Już w połowie 2012 roku, w kilka miesięcy po publikowaniu pierwszej wersji „pro- prosumenckiej” ustawy o OZE, która dostrzegła fotowoltaikę, w okresie wakacyjnym  przejeżdżałem  przez województwo podlaskie. Zatrzymałem się na stacji benzynowej. Dwójka młodych rolników bardzo konkretnie rozmawiała o tym czy nie warto byłoby zainwestować w panele fotowoltaiczne w ich własnych gospodarstwach rolnych, choć było pewnie wiele innych, równie pociągających dla młodych chłopaków  tematów do rozmowy i to niekoniecznie o biogazie czy dzierżawie ziemi pod wiatraki. Nie chodzi tu jednak tylko o prosumentów. Według bazy danych projektów fotowoltaicznych zgromadzonych przez IEO, w latach 2008-2016 (koniec II-go kwartału) pięciu największych operatorów sieci dystrybucyjnych wydało łącznie 1529 warunków przyłączenia do sieci instalacji fotowoltaicznych o łącznej mocy 1,53 GW. Elektrownie o mocach od 500 kW do 1 MW stanowiły 45% liczby wszystkich instalacji, następuję konwersja projektów wiatrowych na fotowoltaiczne, czyli branża fotowoltaiczna mierzy znacznie wyżej.

Dzisiejsza żywotność branży fotowoltaicznej zastanawia, bo ma ona (przepraszam ze żołnierskie dowcipy i militarne analogie) w Polsce tak przerąbane jak w tzw. ruskim czołgu… T-34. Ekspert pisze, że w tym radzieckim czołgu pełnym niedogodności, czołgiści byli niedoszkoleni - kurs specjalistyczny sowieckich pancerniaków trwał zaledwie 72 godziny (tyle co czasami szkolenie instalatorów PV), a taktykę jednostek pancernych Armii Czerwonej (tu można wstawić odpowiednie organa władzy i administracji państwowej ostatnich rządów) .. cechował  totalny chaos. Ale, jak pisze cytowany specjalista od militariów:  „nawet najgorszy czołg przy zastosowaniu odpowiedniej taktyki i z dobrze wyszkoloną załogą może być groźną bronią … „

W tej sytuacji zachowania branży fotowoltaicznej dobrze oddają obserwacja naszych cech przypisywana  Stefanowi Kisielewskiemu: „To, że jesteśmy w d…, to jasne. Problem w tym, że zaczynamy się w niej urządzać”. Normalnie takie zachowanie to  poważny problem dla kraju, który chce się rozwijać, ale w przypadku fotowoltaiki nie jest  to konformizm, ale przemożna siła przetrwania.  Technologia i jej globalna siła to jedno, ale w „nienormlanych” warunkach technologia  może przegrać z prawem. W Polsce to nie burząca siła tej globalnej technologii pokonuje nieprzyjazne prawo, prawo tak czasami absurdalne, jak – nie przymierzając - dekret cesarza Japonii z IV wieku, który na wiele dekad powstrzymywał wprowadzenie kola w transporcie. W efekcie Japończycy nie mogli, tak jak reszta świata z tego cywilizacyjnego wynalazku korzystać, po to aby (zgodnie z zamysłem cesarza) nie uczyli się za dużo nowych wywrotowych idei i pozostali w kręgu jedynego władcy. W mieszance młodości  branży i jej przedstawicieli (w sensie młodego pokolenia zaangażowanego w jej rozwój) i niezgody na paradygmat polityczny o możliwości długiego trwania energetyki w zacofaniu (opór wobec prawa na wzór cesarza japońskiego) tkwi żywotność i tajemnicą sukcesów branży fotowoltaicznej. Żywiołowa fotowoltaika ma szanse na wyrwanie polskiej energetyki z marazmu i niebezpiecznego dryfowania oraz zgubnej koncepcji życia z renty zacofania.

Firmy, które wzięły udział w badania rynku fotowoltaicznego i których nazwy warto zapamiętać:
Atelier, BREWA, Caldoris Polska, CORAB, ECO Synergia, ECO-ENERGIA, EkoEnergia Polska, EkoWodrol, FreeVolt, GTB Solaris, Hymon Energy, KENO, MS Team, OPA-LABOR, P.H.U. OPTIMA, PV Instalator Polska, Rawicom, RenCraft, Rensan Energy, RW Instal, SELFA GE, Skorut Systemy Solarne, Solar Solution, SOLDAR, SOLEKO POLSKA, Solta, SPR Polska, Sun Resources, SunSol, YOURENERGY, Zielona Planeta.