poniedziałek, lipca 15, 2019

Coraz większe różnice pomiędzy cenami energii w UE i w Polsce zagrożeniem dla konkurencyjności krajowej energetyki i gospodarki


W pierwszej połowie 2019 r. nastąpił wyraźny spadek cen na europejskim rynku energii elektrycznej. Wpłynął na to wzrost produkcji energii słonecznej i wiatrowej, spadek cen węgla oraz poprawa efektywności energetycznej (niższy popyt).  Niestety na krajowym rynku obserwuje się zgoła inne trendy.

Ceny węgla w UE w pierwszym półroczu spadały, aż o ponad  40% na co złożyły się nadpodaż na całym świecie oraz coraz bardziej konkurencyjne ceny gazu. Ceny uprawnień do emisji CO2 (indeksy EUA) wzrosły, ale już nieznacznie (ich  zmienność była związana z informacjami o negocjacjach dot. Brexit, dopiero w lipcu doszedł nowy czynnik wzrostowy związany z wdrażaniem reformy systemu ETS). W dalszym ciągu spadały ceny energii z farm wiatrowych i fotowoltaicznych  W Niemczech  produkcja energii słonecznej (PV) w pierwszym półroczu wzrosła o 7% w porównaniu do ub. roku (w Hiszpanii 27%, we Włoszech 13%) , a energii wiatrowej  aż o 19% (o 4% w Hiszpanii i o 16% we Włoszech). Z kolei cena energii wiatrowej w Niemczech w I półroczu br. wynosiła 81-84% średniej ceny rynkowej, a cena energii słonecznej spadała od 98% w styczniu do 89% w czerwcu [link do szerszej analizy].

W efekcie, po wzroście cen w II połowie 2019 roku,  w pierwszej połowie br. ceny hurtowe europejskiego rynku energii elektrycznej notowane na giełdzie EEX odnotowały istotny spadek – rysunek (indeksy rynku dnia następnego i peak). 
 Źródło: EEX

Reakcja rynków europejskich nie wszędzie była taka sama jeśli chodzi o I kwartał ‘2019. Ceny energii dalej rosły w krajach Europy Centralnej i Południowej; nie tylko w Polsce, ale także na Węgrzech, w Rumunii, Bułgarii i Grecji. Jednakże po dwu kwartałach nożyce cenowe pomiędzy cenami energii w Europie Zachodniej i Północnej (giełdy EEX, North Pool), a Polską bardzo się pogłębiły. W całym I półroczu 2019 roku Polsce ceny energii nie tylko zdecydowanie wzrosły w stosunku do krajów starej UE oraz innych krajów Europy Środkowo-Wschodniej, ale też wzrosły wobec I półrocza  ‘2018- rysunki.
Źródło: TGE, analizy własne IEO.

W pierwszym półroczu 2019 w stosunku do 2018 ceny na rynku dnia następnego (RDN) wzrosły  w Polsce o 16% (w wartościach bezwzględnych  30 zł/MWh) pomimo że np. w I kwartale ceny uprawnień do emisji nie rosły, a wzrosty cen energii w II półroczu ‘2018 były nadmierne w stosunku do rzeczywistych kosztów (o czym dalej). Wprowadzone od styczna br. powiększenie widełek cen na Towarowej Giełdzie Energi (od br. na TGE ceny mogą się zmieniać od – 50 do + 50 tys. zł/MWh, podczas gdy wcześniej nie mogły spadać poniżej 70 zł/MWh), które powinno prowadzić do obniżania cen w godzinach nadpodaży, zadziałało tylko na początku stycznia. Potem strony kontraktów wróciły do cen pokrywających koszty zmienne elektrowni węglowych.  Nie działały też inne ww. mechanizmy prowadzące do obniżania cen energii, które skutecznie działają w innych krajach UE. Nie oznacza to, że ceny EUA nie mają znaczenia, ale rodzą się pytania, czy Polska energetyka prawidłowo reaguje na sygnały cenowe na rynkach energii i czy uzasadnienie wzrostów cen jedynie indeksami EUA i stwierdzeniem, że nic z tym się nie da zrobić są rzeczywiście uzasadnione.

Niestety energetyka korporacyjna (znajdująca się w pełni pod nadzorem właścicielskim państwa) coraz więcej wysiłku i środków wkłada w budowanie  przekonania, że za wzrost cen energii w Polsce odpowiadają rosnące ceny uprawnień do emisji CO2 oraz w wykorzystanie tego przekonania do braku działań lub nawet działań podwyższających koszty. Ostatnia prognoza cen energii elektrycznej IEO wykazała, że faktycznie istnieją fundamentalne przyczyny wzrostu kosztów generacji energii elektrycznej w dłuższym okresie (perspektywa inwestorska do 2040 roku) i trend ten z powodu inwestowania w drogie i drożejące źródła się pogłębia, ale z drugiej strony na rynku widać, że dodatkowo, coraz częściej ceny rosną drastycznie powyżej kosztów. Szczególnie drastycznie było to widoczne w  II połowie 2018 roku na rynku terminowym. W 2017r. wartość indeksu Base  była w przybliżeniu stała, mimo rosnących cen uprawnień. Po spadku na początku 2018r. w miesiącach wrzesień-grudzień marża wzrosła drastycznie, osiągając nawet 50 PLN/MWh. Po interwencji prezesa URE (doniesienie do prokuratury) zysk nadzwyczajny zmalał.  Po odliczeniu faktycznych kosztów przyniósł sumaryczny zysk nadzwyczajny rzędu 200 mln zł. Rysunek przedstawia indeks BASE z ostatnich lat pomniejszony o koszty EUA i węgla oraz standardową marżę.  
Źródło: IEO, Średniookresowa prognoza kosztów wytwarzania i cen energii elektrycznej do 2040 roku wg założeń Krajowego Planu na rzecz Energii i Klimatu.

Na rynku niezmonopolizowanym, niepodatnym na spekulacje, gwałtowny wzrost  wolumenu sprzedaży powoduje że ceny spadają, a duża liczba graczy (EEX, North Poll) zapobiega spekulacjom (zmowom). Poza rentą monopolistyczną, nieobecną w takim zakresie na rynkach UE, pozostają jednak fundamentalne powody wzrostu kosztów i cen energii, których nie da się pokonać inaczej jak poprzez zmianę polityki inwestycyjnej. Wyniki analiz wskazują na nieunikniony bezwzględny wzrost kosztów generacji energii i taryf. Prognoza IEO potwierdza [link], że bez gwałtownej zmiany polityki inwestycyjnej najszybszego wzrostu kosztów energii należy spodziewać się w latach 2020-2025 – z 285 do 318 zł/MW w cenach stałych, bez inflacji (wzrost taryf dla niektórych odbiorców będzie jeszcze wyższy), a ponadto odbiorców energii dodatkowo obciążą opłaty: mocowa i kogeneracyjna.

Wiele wskazuje na to, że Polska w tym okresie osiągnie najwyższe w ceny energii w UE, co może mieć zgubne skutki, jeśli chodzi o przewagi komparatywne w gospodarce (taryfy dla biznesu zdecydowanie pogorszą konkurencyjność polskich firm)  i to w sytuacji, gdy coraz bardziej oparta jest ona na eksporcie.  Prognoza IEO wskazuje, że każda nowa inwestycje w najtańsze OZE, w szczególności w farmy wiatrowe i fotowoltaiczna, obniża koszty i ceny energii w Polsce, a każda dodatkowa inwestycja w elektrownie węglowe, jądrowe i kogeneracje dodatkowo podnosi koszty energii. Nie jest to szczególnie odkrywcze, patrząc choćby na omówione wcześniej przyczyny spadku cen energii w całej UE.  Trywialna wydaje się też teza, że dążenie do co najmniej utrzymania  udziału w węgla w strukturze paliwowej w energetyce  w sposób oczywisty prowadzi to do spirali wzrostu kosztów i cen energii. Dlaczego zatem nieskutecznie, a nawet kontrproduktywnie walczymy ze wzrostem cen energii? 

Oczywiście powyższe zjawiska  nie są zmartwieniem dla energetyki tylko dla odbiorców energii. Są ważnym czynnikiem politycznym. Ostatnie konwencje programowe Zjednoczonej Prawicy  [więcej pod linkiem] i Koalicji Europejskiej tylko częściowo odpowiedziały na powyższe zagrożenia. Ekonomiści PO (prof. Rzońca, prof. Lewandowski) wzywają wprawdzie do zwiększenia roli mechanizmów rynkowych, ale nie formułują wprost konieczności rozbicia państwowego kartelu. Zjednoczona Prawica stawia wprawdzie na fotowoltaikę (zwłaszcza prosumencką), ale nie mówi o urynkowieniu energetyki. Wątpliwy wydaje się masowy plan inwestowania w kogenerację (tu była zgoda -przykład, że czasami  możliwy jest konsensus konkurujących partii, tzw. „POPiS” (?), choć niekoniecznie tam gdzie trzeba- ale oczekiwania są nadmierne). Byłby to dobry plan 15 lat temu, ale nie obecnie, gdy UE odchodzi od wsparcia dla kogeneracji. Słusznie na portalu BiznesAlert przed zbyt łatwym powielaniem prostych schematów myślowych zwraca uwagę red. Jakóbik [link] i ostrzega przed 2-ga falą dekarbonizacji, która dotknie także sektor gazowy i kogeneracje na paliwach kopalnych. Problemu spirali kosztów w energetyce nie rozwiążą ani postulowane inwestycje w elektrownie jądrowe (tu „POPiS” nie działa – Koalicja Europejska  nie podziela już wcześniejszych planów PO i obecnych planów PiS w tym zakresie), ani w najdroższe OZE, ani tym bardziej w paliwa kopalne.

O ile słusznie politycy stawiają na działania w ciepłownictwie (Koalicja Europejska zapowiedziała  odejście od węgla w ciepłownictwie w 2035 roku) to nie zauważają,  że Polska ma olbrzymi potencjał w zakresie integracji energetyki wiatrowej i ciepłownictwa (sectors coupling i market coupling) oraz, że bez taniej energii wiatrowej w Polsce nie będzie elektromobilności. Żaden z kluczowych bloków politycznych jasno nie sformułował  konieczności odblokowania inwestycji w lądowe farmy wiatrowe, przyśpieszenia inwestycji w farmy fotowoltaiczne, a przede wszystkim podjęcia  działań na rzecz  demonopolizacji rynku i uruchomienia potencjałów sector coupling.   to wręcz oczywiste, potwierdzone w UE empirycznie dowody, bazujące na realnym potencjale i potencjalnych przewagach komparatywnych. Bez tego kolejny rząd będzie dalej „zakładnikiem” sektora energetycznego i będzie się borykał z jeszcze większymi problemami, niż obecnie.  Skonsolidowana energetyka sama z siebie, z uwagi na oczywiste bieżące interesy i ograniczenia, ze spirali kosztów nie wyjdzie.

poniedziałek, lipca 08, 2019

Politycy poszukują pomysłów na transformację energetyki – fotowoltaika jest do wzięcia


Kampania wyborcza jeszcze się nie zaczęła, ale Zjednoczona Prawica wymyśliła sposób, aby zacząć dyskusję o transformacji energetyki. Pierwszą okazją do przetestowania pomysłów polityków na energetykę na kolejne 4 lata była  konwencja  programowa „Myśląc Polska”, która odbyła się  w Katowicach w dniach 5-7 lipca br. Prezes PiS Jarosław Kaczyński poszukiwał nowych zasobów wzrostu, które mają odnosić się do szybkiego rozwoju techniki.  Premier Mateusz Morawiecki wymienił transformację energetyki jako jeden z priorytetów jego ekipy i wskazał, że jest ona  szansą technologiczną i okazją do wykuwania technologii przyszłości i badań naukowych. Hasło jest potrzebne i nośne, tym bardziej, że obecnie polską energetykę (na tle zachodnich) trudno już nazwać czystą i tanią, a szczególnie innowacyjną też nie jest. Premier mówił o zmianie w energetyce, a nie o kontynuacji, czyli dostrzegł problem. O jaką zatem zmianę i o jakie technologie przyszłości chodzi?

Trzeba przyznać, ze PiS w obszarze „energia” generalnie zrealizował swój program z 2014 roku. W energetyce program nie obiecywał "renty innowacyjności" (jedno z ówczesnych haseł rozwoju gospodarczego). Energetyka z powodu strukturalnych zapóźnień w jej reformowaniu bazowała bardziej na "rencie zacofania", ale kontynuacja tego podejścia nie jest możliwa – pozostałoby bowiem tylko zacofanie. Z bardziej progresywnych ówczesnych haseł wyróżnić można deklarację, że „konsumenci uzyskają prawo produkowania w rozproszeniu energii elektrycznej w mikroinstalacjach (małe przydomowe elektrownie wiatrowe, fotowoltaika) na własny użytek i oddawania nadwyżek tak wytworzonej energii do sieci”, uzupełnionych propozycjami reform sektora obywatelskiego jako zadanie dla Ministerstwa Energetyki „zapewnienie wsparcia dla tzw. energetyki obywatelskiej (prosumpcji)". Ówczesne obietnice w tym progresywnym obszarze są w praktyce realizowane przez regiony (RPO) oraz od pół roku przez Ministrostwo Przedsiębiorczości i Technologii, które także koordynuje prace  Międzyresortowego Zespołu ds. Ułatwienia Inwestycji w Prosumenckie Instalacje Odnawialnych Źródeł Energii Elektrycznej (zarządzenie Premiera z lutego 2019r.)

Poszukiwaniu na konwencji  nowych zasobów wzrostu i technologii w energetyce poświęcono w sumie pięć paneli, w tym sesję plenarną (na której, siłą rzeczy, o technologiach nie było mowy, za to wiele o bezpieczeństwie energetycznym i zamrożonych cenach energii). Ponadto, były aż cztery panele: "Kogeneracja i ciepłownictwo", "Energetyka konwencjonalna i odnawialna", "Geopolityka energii" oraz, właśnie „Energetyka obywatelska i prosumencka”. Sesja planarna i pierwsze trzy panele zidentyfikowały energetykę jądrową, kogenerację oraz uznane za symbole nowoczesności, nowe bloki  węglowe (Opole, Jaworzno) jako pomysły technologiczne na transformację energetyczną. Ta część propozycji albo brzmi siermiężnie (nie porywa), albo stawia pytanie o wiarygodność (czego do tej pory Zjednoczonej Prawicy nie można było zarzucić).

Nie ulega wątpliwości, że każda z tych technologii z połowy XX wielu odnotowuje pewien postęp technologiczny, ale jest on raczej związany z dostosowywaniem się do norm środowiskowych i  norm bezpieczeństwa, co łącznie raczej podnosi koszty, niż je zmniejsza. Zarówno kogeneracja jak i energetyka jądrowa podnoszą koszty energii (wsparcie dla kogeneracji skończy się w 2025 roku, co dodatkowo wywoła wzrost kosztów). W latach 2021-2027 technologie te nie będą wspierane z funduszy UE, znajdą się też poza nowym ramowym program badań rozwoju UE. Trudno zatem, w tych przypadkach mówić o „wykuwaniu technologii przyszłości i badań naukowych” jak i o „zasobach wzrostu”. W przypadku energetyki jądrowej, która musiałaby być realizowana w niezwykle niekorzystnych uwarunkowaniach ekonomicznych (trudne czasy dla tradycyjnych koncernów energetycznych), politycy ryzykują też utratę wiarygodności. Wiarygodnie i innowacyjnie brzmi (w szczególności, o ile równolegle nastąpi rezygnacja z budowy elektrowni jądrowych) plan PGE budowy 2,5 GW mocy w farmach wiatrowych, ale to też perspektywa wychodząca poza przyszłą kadencję i ramy czasowe nowego programu wyborczego Zjednoczonej Prawicy.

Na inną technologię wskazał panel czwarty, na którym w kontekście nie tylko prosumenckim dyskutowana była technologia fotowoltaiczna. Ten rynek w polskiej energetyce od 3 lat rozwija się najszybciej zarówno jeśli chodzi o tempo wzrostu jak i przyrosty nowych mocy. Z uwagi na moce zainstalowane jeszcze w 2016 roku fotowoltaika była 5-tą technologią OZE, w 2017 roku 4-tą (przed biogazem). W br. osiągnie ok. 1,5 GW i przeskoczy moce zainstalowane w energetyce wodnej, a w 2020 roku  jej moce będą wyższe także od mocy źródeł wykorzystujących  biomasę. O ile ostatnie prognozy IEO się sprawdzą , już w 2020 roku moc instalacji PV w Polsce wyniesie 2,4-3,2 GW, a fotowoltaika stanie się pod względem mocy i kosztów drugą po energetyce wiatrowej technologią OZE, a obie technologie najtańszymi źródłami energii w Polsce. Będzie też pierwszą pod względem rocznych przyrostów mocy,  a Polska pod względem tempa rozwoju fotowoltaiki znajdzie się w pierwszej czwórce państw UE.

Fotowoltaika zajęła już 99% rynku prosumenckiego. Dominacja fotowoltaiki w tym segmencie wynika  m.in. z reakcji rynku na wzrost cen energii i dlatego (poza sektorem gospodarstw domowych z regulowaną ceną energii) coraz szybciej rozwija się dynamicznie w sektorze autoproducentów (prosumentów biznesowych). Ale największy przyrost mocy będzie miał miejsce  w segmencie farm fotowoltaicznych, które wkrótce będą produkowały energię taniej niż wynosi cena giełdowa energii. Także spółki państwowe zapowiedziały olbrzymie inwestycje w tym segmencie, w tym PGE 2,5 GW. Tauron, oprócz inwestycji w farmy PV rozwija produkty dla słonecznej energetyki prosumenckiej. Prezesi spółek potwierdzili, że fotowoltaika może doprowadzić do rewolucyjnych zmian na rynku energii, ale nawet, jeżeli stanowi ona wyzwanie dla tradycyjnych biznesów, to nie mogą tej technologii zignorować. Czy zatem politycy są świadomi tej zmiany na rynku i czy dostrzegą w technologii PV  szansę  także na sukces wyborczy? Czy też uznają, że energetyka nie potrzebuje zmian i może pozwolić sobie na dalszy wzrost emisji i kosztów (węgiel) lub kosztów i jednoczesnej zależności technologicznej i surowcowej (atom)?

Z tym dylematem nosili się politycy przed poprzednią kampanią wyborczą. Kampania wyborcza ‘2015 miała negatywny charakter, jeśli chodzi o OZE, a zwłaszcza źródła pogodowo-zależne. Koalicja PO-PSL zdecydowała się na walkę z prosumentami PV (polityków stymulowały wówczas w tym kierunku koncerny energetyczne), a część posłów PiS  na walkę z wiatrakami (licząc na korzyści polityczne, które zresztą okazały się wątpliwe). Okazało się, że prawo może wprawdzie wygrać z nowoczesnymi technologiami, ale tylko na krótko. Konwencja Programowa ‘2019 pokazała, że technologie pogodowo-zależne już nie są wrogiem, można się z nimi oswoić, a ich rozwój może być sposobem na pokonanie sprzeczności.

Skoro zdaniem polityków wprowadzenie rynku mocy, czyli inaczej mówiąc zapewnienie możliwości dalszego funkcjonowania energetyki węglowej i przychodów w formie opłaty mocowej do 2025 roku za „nic-nie-robienie” jest największym sukcesem (politycy podkreślali ten fakt na Konwencji), to jedynym logicznym uzasadnieniem tych niezwykle  kosztownych rozwiązań może być tylko szybki wzrost udziału mocy  nazywanych przez energetykę zawodową „niestabilnymi”. Bez nich, rynek mocy nie ma uzasadnienia, tak jak nie miałyby uzasadnienia unijne dopłaty obszarowe do ziemi rolnej odłogowanej o ile działanie takie nie niosłyby za sobą wzrostu bioróżnorodności i poprawy kultury rolnej i sytuacji na rynku. Opłata mocowa, która będzie już od przyszłego roku doliczana do rachunków za prąd powinna mieć jakieś uzasadnienie.  W sytuacji, gdy kurczy się rezerwa mocy, a operator systemu energetycznego co roku drży w szczytach letnich o pokrycie spowodowanych upałami ubytków mocy w elektrowniach cieplnych (pogorszeniem chłodzenia bloków i spadkiem ich sprawności) i gdy jednocześnie olbrzymim  problemów polskiej gospodarki stają się wysokie ceny energii - trudno byłoby uzasadnić promocję wrażliwej na stresy termiczne, niezwykle drogiej energetyki jądrowej o niespotykanie długich cyklach inwestycyjnych i jednocześnie powstrzymywanie rozwoju „szybkiej”, taniej i doskonale  sobie radzącej w szczytach letnich fotowoltaiki. W sposób prosty problem ten sformułował prezes Filip Grzegorczyk z Tauron, który przyznał, że OZE stają się tańsze i będą się rozwiać rynkowo, a energetyka węglowa może trwać dalej jedynie w układzie regulacyjnym (rynek mocy). Niech zatem trwa, ale niech odbiorcy energii, gospodarka i innowacje coś z tego mają. 

Na konwencji unikano argumentów typu „jak słońce nie świeci (lub wiatr nie wieje) to w domach nastąpi ciemność”. Nie było też nadmiernej krytyki rozwiązań niemieckich składających się na Energiewende, co wcześniej - przez zacietrzewienie ideologiczne - niepotrzebnie blokowało debatę o konieczność zmian w energetyce.  Politycy powoli oswajają się z myślą, że w ekonomice energetyki większe moce w systemie (wyższe CAPEX) są kompensowane niższymi kosztami eksploatacyjnymi (OPEX), a w efekcie OZE obniżają ceny  kosztów energii. Minister Energii mówił, że Polska jest na tyle bogata, że może zacząć pozwalać sobie na inwestycje w wysoki CAPEX. Prezesi państwowych spółek energetycznych potwierdzili „zielone zwroty” w swoich strategiach.  Pozytywne jest to, że burza mózgów na Kongresie Zjednoczonej Prawicy z udziałem ekspertów wskazała na brak w środowiskach tradycyjnej energetyki dalszej woli walki z technologiami i postępem technologicznym.

Dla polityka równie ważne, jak oczekiwania spółek państwowych powinny być nastroje i oczekiwania społeczne. Te są przez polityków regularnie badane i analizowane, i wiadomo że, OZE a w szczególności fotowoltaika cieszą się poparciem 90% społeczeństwa (2 razy wyższe wskaźniki, niż  w przypadku energetyki jądrowej, czy węglowej). Nie mniej, ważne powinno być zainteresowane rynku, którego uśpiony potencjał może być większy, niż populacja pracowników zatrudnionych w tradycyjnej energetyce i może służyć politykom w realizacji wskazanych na wstępie celów. Z pewnością politycy dostrzegają potencjał polityczny ruchu prosumenckiego, który rośnie od uchwalania tzw. poprawki prosumenckiej w ustawie o OZE z 20 lutego 2015 roku i nie został zdławiony pomimo takich zakusów. Wręcz przeciwnie, technologia fotowoltaiczna w sposób spektakularny zyskała ostatnio niezwykłe zainteresowanie społeczne, przede wszystkim ze strony inwestorów. 

Zainteresowanie w ujęciu czasowym hasłem „fotowoltaika” w Polsce  w ostatnich 5 latach (wg Google) rosło tak jak na poniższym wykresie (zainteresowanie jest równomiernie rozłożone na terenie całego kraju z lekka przewagą województw wschodnich).
Od czasu uchwalania ustawy o OZE zainteresowanie było „płaskie”, ale m.in. tegoroczne działania MPiT na rzecz energetyki prosumenckiej (wprowadzenie z początkiem roku ulg w PIT na inwestycje prosumenckie, zmobilizowanie sektora bankowego do wsparcia inwestycji prosumenckich  (PKO BP) i autoproducenckich/przemysł  (BGK), nie wspominając o czerwcowej publikacji „Raport PV’2019”, wyzwoliły lub pokazały olbrzymie zainteresowanie rynku. W tym samym czasie zainteresowanie hasłem „odnawialne źródła energii” rosło powoli, a  zainteresowanie hasłami  „energia” i „węgiel” (widoczne w zasadzie tylko na Śląsku) spadało. Takiego potencjału i oczekiwań rynku politycy nie powinni ignorować. 

Fotowoltaika doszła to tego etapu rozwoju, staje się w całej UE i może także w Polsce stać się atrakcyjnym politycznie (typowe „no regrets”) elementem programów wyborczych (znacznie bardziej gospodarczo i społecznie atrakcyjnym, niż inne dyskutowane na konwencji technologie) oraz kluczowym obszarem transformacji całej energetyki. Takie cechy fotowoltaiki jak elastyczność, modularność, dostępność oraz przyjazność (nawet w najbliższej odległości od użytkownika) oraz pokłady innowacyjności i niskie koszty dają możliwość zaangażowania wielu środowisk w jej rozwój i szerokiego „rozsmarowania” korzyści, a wcześniejsze hasło Prawa i Sprawiedliwości  „uwolnienia społecznej energii obywatelskiej” nabiera specjalnej treści (4 lata temu podobne hasła głosił tylko PSL, w tym roku będzie ich więcej). O szerokie i systemowe (we wszystkich segmentach energetyki i branżach gospodarki, w tym w rolnictwie) wprowadzenie fotowoltaiki do miksu energetycznego (co będzie wyzwaniem i wymagać będzie determinacji w przełamywaniu oporu) powinni zabiegać wszyscy politycy. Inaczej znów za 4 lata w bilansie działań w energetyce nie będą mieli się czym pochwalić.