piątek, listopada 25, 2016

Czy aukcje na OZE wypuszczą współspalanie na osłabiony rynek jak Dżina z butelki?


W efekcie dotychczasowych prac Ministerstwa Energii nad rozporządzeniami wykonawczymi do znowelizowanej w czerwcu br. ustawy o odnawialnych źródłach energii wyłania się obraz systemu aukcyjnego dla OZE. Nie jest to obraz jednoznaczny, w szczególności z uwagi na nieprzejrzystą konstrukcje tego systemu, pełne uzależnienie rynku od nieprzewidywalnych decyzji administracyjnych, w tym niejasnego stosunku ustawodawcy do promocji współspalania biomasy z węglem w systemie aukcyjnym i niejasnej roli tej technologii w szykowanej rozgrywce aukcyjnej. Technologia ta, w znacznej mierze odpowiedzialna za spowodowanie nadpodaży świadectw pochodzenia i załamanie ich rynku obecnie znika z miksu energetycznego, w ślad za dramatycznym spadkiem wartości świadectw i niską ceną uprawnień do emisji (paradoksem, jest to, że niezawodnie pracują „niestabilne” elektrownie wiatrowe). Ale to wcale nie znaczy że jej nie będzie w nowym systemie aukcyjnym, jakby się mogło wydawać z komunikatów płynących z Ministerstwa Energii (ME).


W październiku Rada Ministrów (RM) w projekcie rozporządzenia zapowiedziała pierwszą testowa aukcję na OZE w 2016 roku, która obejmuje m.in. aukcję „migracyjną” na funkcjonujące projekty biogazowni rolniczych (do 1 MW) o łącznej mocy ok 60 MW oraz nowe projekty w koszyku inne którymi, zdaniem ME (które w październiku wydało rozporządzenie o cenach referencyjnych na 2016 rok) mają być projekty fotowoltaiczne o łącznej mocy do 100 MW. Określone w rozporządzeniu ograniczenie aukcji testowej w całym okresie wsparcia (ustalonym w tym przypadku przez ME na 15 lat) ma wynieść 744 mln zł. Miała to być aukcja testowa, przygotowująca zasadniczą aukcję w 2017 roku.

23 listopada Rządowe Centrum Legislacji podało do wiadomości, że ME przedstawił do konsultacji społecznych projekt rozporządzenia RM w sprawie maksymalnej ilości i wartości energii elektrycznej z odnawialnych źródeł energii, która może zostać sprzedana w drodze aukcji w 2017 roku. Chodzi o alokację 18 mld zł na maksymalnie 15 lat, czyli 25 raz więcej niż w aukcji testowej. Termin nagłych konsultacji mija 28 listopada. W przypadku równomiernego rozłożenia kosztów na całe 15 lat, ogólny średnioroczny wolumen jaki ma być zakontraktowany w 2017 roku jest zbliżony do przyrostu produkcji energii z OZE w 2015 roku. Faktycznie będzie mniejszy, bo 35% wolumenu zarezerwowano dla aukcji „migracyjnych” (dla istniejących źródeł przechodzących z systemu zielnych certyfikatów do systemu aukcyjnego).  W praktyce może to być jednak aukcja decydująca o przetrwaniu branży OZE i o jej kształcie.  Minister Krzysztof Tchórzewski na Kongresie „590” zasygnalizował, że aukcja ‘2017 określi perspektywę miksu na 10-15 lat. W ocenie skutków projektowanej regulacji ME wskazuje konkretne technologie zwycięskie w ramach poszczególnych koszykach: biogaz składowiskowy, energetyka wodna, oraz elektrownie i elektrociepłownie na biomasę (w aukcjach migracyjnych) oraz te same technologie plus biogaz rolniczy, fotowoltaika i energetyka wiatrowa w ramach aukcji dla nowych wytwórców energii z OZE. Ministerstwo nie wymienia współspalania jako potencjalnego zwycięzcy w żadnej z aukcji i w żadnym koszyku. Tymczasem inwestorzy nie mają pewności co do konkurencyjności technologii w koszykach i mają świadomość sterowania cenami referencyjnymi.

Jest wiele wątpliwości związanych m.in. z warunkami konkurencyjności i pomocą publiczną do systemu aukcyjnego stworzonego ustawą o OZE, zgłaszanych m.in. przez Komisję Europejską oraz przez inwestorów. Intuicja podpowiada, że nawet aukcja testowa, być może poza kwestią samej techniki i biurokracji przeprowadzania procesu aukcyjnego nie rozwiąże zasadniczych wątpliwości. Zasadnicze pytanie dotyczy właśnie wspominanego przez Ministra kształtu „miksu” energetycznego  i rynku OZE jaki z polskiego systemu energetycznego się wyłoni. W dotychczasowych działaniach, a w szczególności wypowiedziach przedstawicieli ME chodziło to, aby mechanizmy wsparcia OZE służyły większemu zróżnicowaniu technologicznemu miksu energetycznego i z takim podejściem wypada się zgodzić. ME metodami administracyjnymi zaczęło ograniczać rozwój energetyki wiatrowej, która faktycznie rozwijała się szybko w systemie zielonych certyfikatów, ale warto jednak pamiętać, że  w latach 2005-2015 najwyższe wsparcie w formie zielonych certyfikatów w kwocie 9, 8 mld zł  powędrowało do elektrowni współspalających biomasę z węglem, pochłaniając ponad 35% całkowitego wsparcia dla OZE w tym okresie.

Rodzą się zatem dodatkowe pytania, na jakie technologie OZE zostaną wydane ww. środki, czy służyć one będą tworzeniu rynku OZE i rozwojowi nowych technologii, czy w efekcie poniesionych kosztów polski miks energetyczny zmieni się w efektywny i tani oraz czy za pieniądze konsumentów zbudowany zostanie nowoczesny  park wytwórczy w energetyce. W końcu pozostanie pytanie czy konstrukcja systemu aukcyjnego prowadzi do wyboru zwycięzców na zasadach rynkowych (uczciwej konkurencji) i czy system doprowadzi do decyzji optymalnych kosztowo w dłuższym okresie.

Aukcje mają być przeprowadzone w 4 z 7 możliwych koszyków aukcyjnych. Instytut Energetyki Odnawialnej (IEO), w oparciu o projekt rozporządzenia RM z ramowymi ograniczeniami dla aukcji w 2017 roku i o wydane już w październiku rozporządzenie ME o cenach referencyjnych i okresach wsparcia w aukcji w 2016 roku, przeprowadził analizę logiczną systemu aukcyjnego i symulację aukcji dla pierwszego  - największego koszyka aukcyjnego, który zgodnie z postulatami ME (preferowania źródeł uznanych za „stabilne”), tylko w segmencie źródeł o mocy większej niż 1 MW ma zaabsorbować  łączną pulę 9,2 mld zł.

Analiza IEO, po redakcji, zostanie wkrótce podana do wiadomości publicznej. Wyniki analiz wskazują że całą pulę wsparcia może przejąć technologia współspalania biomasy z węglem i przy obecnej konstrukcji systemu ta technologia zdominuje miks energetyczny OZE w najbliższych kilku/kilkunastu latach. Indywidualne ograniczenia ustawowe nałożone na „dedykowane instalacja spalania wielopaliwowego (np. minimalny udział biomasy - większy niż 15%, czy też teoretycznie wymagany maksymalnym promień obszaru z którego może być pozyskana biomasa lokalna – do 300 km) ” są iluzorycznie,  gdy struktura koszyków, sposób ogłaszania wolumenów aukcji i wyznaczania cen referencyjnych tę technologie najbardziej wspierają.  Dominacja współspalania zależy nie tylko od sprzyjającej tej technologii struktury koszyków aukcyjnych (wcale nie musi występować wyłącznie w analizowanym koszyku nr 1), ale przede wszystkim od przyjmowanych dotychczas z nadmierną swobodą cen referencyjnych na technologie OZE (zawyżona cena referencyjna dla współspalania szybko przekłada się na jego wysoki udział w miksie energetycznym). Współspalanie może też nieproporcjonalnie dużo skorzystać na skróceniu dla tej technologii okresu wsparcia (czyli zobowiązania do dostarczania energii i zintensyfikowaniu przychodów w krótkim okresie).  W systemie aukcyjnym takim jakim on jest teraz skonstruowany są to lub będą decyzje polityczne o dalekosiężnych skutkach trudnych do przewidzenia, a więc wysoce ryzykowanych.

Na rysunku przedstawiono wizualizację najbardziej prawdopodobnej sytuacji  po przeprowadzeniu aukcji - uszeregowanie wg ceny energii (merit order) możliwych projektów zgłoszonych do pierwszego koszyka o oraz wskazanie zwycięzców aukcji (projekty o łącznym wolumenie produkcji energii poniżej maksymalnej ilości i wartości energii zamówionej, określonej w rozporządzeniu RM. W praktyce współspalanie weźmie wszystko, a przykładowe projekty wykorzystania czystej biomasy, energetyki wodnej będą bez szans lub szanse na sukces będą ocenione na tak małe, że trudno będzie o kosztowne decyzje związane  przygotowaniem takich projektów do aukcji.


Obrazu wyników tak zaprogramowanych aukcji nie zmienia otwarcie aukcji na inne koszyki aukcyjne. Współspalanie bez większych przeszkód może bowiem zagościć także w koszykach aukcyjnych np. 3 (dla instalacji w których emisja CO2 jest nie większa niż 100 kg/MWh, o stopniu wykorzystania mocy zainstalowanej elektrycznej większym niż 3504 MWh/MW/rok), gdzie zdaniem ME zwycięża energetyka wodna oraz w koszyku nr 7 (dla tzw. instalacji „innych”), gdzie zdaniem ME zwycięzcami mają być fotowoltaika (źródła do 1 MW) i energetyka wiatrowa (źródła powyżej 1 MW).  Wszak współspalanie, jak to pokazują dane URE i TGE, może mieć współczynnik wykorzystania mocy zainstalowanej (jakiej) na poziomie 8700 godzin na rok jak i kilka godzin na rok, może występować w różnych konfiguracjach o różnej emisyjności i pod różnymi nazwami. Współspalanie w polskim systemie aukcyjnym może być prawie wszędzie, pojawiać się na określony czas i znikać czekając na kolejną okazję. System aukcyjny może doprowadzić do wypuszczenia przysłowiowego Dżina z butelki.
  
Wariantowe symulacje IEO  wskazują, że wysokość opłaty OZE z tytułu samego tylko współspalania w odpowiednich okresach wsparcia (15 i 5 lat) wyniosłaby odpowiednio 1,6 zł/MWh i  8,6 zł/MWh (obecnie dla wszystkich OZE wynosi ona 2,51 zł/MWh) , co samo w sobie przełożyłoby się na roczny wzrost cen energii o odpowiednio 1% i 3,8%. Współspalanie,  tylko na potrzeby realizacji pierwszej aukcji, zużywałoby rocznie  ok. 1,2 mln ton drewna lub  5,4 mln ton drewna, czyli 4-17% ilości drewna ogółem  planowanego do pozyskania w 2017 r. z Lasów Państwowych. Byłoby to ciosem (nieuchronny wzrost cen) dla przedsiębiorców zajmujących się obróbką drewna, takich jak np. przemysł meblarski, który do tej pory jest krajowym potentatem eksportowym.

Możliwe nadawanie współspalaniu na kolejne lata kosztownych praw nabytych w wyniku aukcji dla technologii o niskiej wartości dodanej i wysokim ryzyku technologicznym będzie na długo blokowało  możliwość wyjścia  z impasu  inwestycji w energetyce, a niepotrzebnie „utopione” koszty w podtrzymanie technologii schyłkowych zablokowałyby na dłuższy czas modernizację krajowej energetyki. 
Powyższe symulacje IEO układają sie w scenariusz ostrzegawczy. Problem jest zdecydowanie zbyt złożonym, aby sektor OZE i administracja państwowa musiały się w tak skomplikowanej sprawie wypowiadać w ciągu kilku zaledwie dni na konsultacje. Do zamknięcia konsultacji w tej pełnej wątpliwości i niepewności sprawie pozostał jeden dzień roboczy.

PS. Opinia IEO

poniedziałek, października 31, 2016

Interesy polityczne ponad nauczaniem papieża? -Niewykorzystany dorobek sejmowej konferencji o encyklice Laudato Si’


W połowie października odbyła się w Sejmie międzynarodowa konferencja Zrównoważony rozwój w świetle encykliki Laudato Si’ (link do programu). To było niewątpliwie bardzo ważne wydarzenie, w które zaangażowane  były też wszystkie naczelne organa władzy (Prezydent, Premier, Marszałek Sejmu), ale nie skończyło się jakimś szerszym przesłaniem, wnioskami, ani nie spotkało się z należnym oddźwiękiem społecznym.


Głównym organizatorem konferencji był Minister Środowiska prof. Jan Szyszko i to jego przesłanie pokonferencyjne dotyczące ekologicznej encykliki trafiło za pośrednictwem PAP do polskich mediów w takiej formie: „Człowiek jest podmiotem zrównoważonego rozwoju i musi użytkować zasoby przyrodnicze, to nie jest tylko jego prawo, ale i jego obowiązek” (jest to swoiste  „respektowanie praw człowieka").

Nie znając kontekstu, taką tezę łatwiej byłoby przypisać np. ExxonMobil - największej firmie paliwowej świata niż „ekologicznemu” Papieżowi.  Przyznam, że choć encyklikę niezwykle uważnie czytałem, to akurat w  przypadku tegoż dzieła papieża Franciszka ani przez chwilę nie pomyślałem , że chodzi o nawoływanie do ekstrakcjonizmu,  czy wręcz „dręczenie” Ziemi („naszego wspólnego domu”, jak o tym mówi podtytuł encykliki) przez wybranych, którzy w imię „respektowania praw człowieka” do jej ograniczonych zasobów się dobierają. I nie spotkałem, jak do tej pory, żadnego głębszego opracowania na temat encykliki w którym autorzy doszliby do takiej konkluzji. Zdecydowanie bliższe istocie encykliki było stwierdzenie współorganizatora konferencji - reprezentujący Stolicę Apostolską kard. Gerharda Müllera, który potwierdził to co powszechnie czujemy, że głównym tematem papieskiej encykliki jest „odpowiedzialność każdego człowieka w stosunku do ziemi traktowanej jako wspólny dom". Podobnie wypowiedział się ks. prof. Chrostowski, który zaapelował, by biblijne słowa: „napełniajcie ziemię, i czyńcie ją sobie poddaną”, były dobrze rozumiane , bo „panowanie oznacza tu odpowiedzialność".

Powszechnie jest wiadomo, że w kontekście tematu konferencji (porozumienia paryskiego oraz samej encykliki) chodzi przede wszystkim o to aby mniej eksploatować zasoby i mniej emitować. Papież w encyklice pisze o tym wprost: "technologia oparta na spalaniu silnie zanieczyszczających paliw kopalnych, zwłaszcza węgla, powinna być stopniowo zastąpiona". Dbanie gospodarza konferencji o własne interesy nie jest co do zasady zawsze naganne, ale zawężenie problemu, dorobku i przesłania konferencji oraz wykorzystanie encykliki zasadniczo do poparcia znanej, wąskiej tezy Ministra Szyszko, że „redukcja emisji CO2 powinna uwzględniać specyfikę gospodarczą danego kraju, a pochłaniany dwutlenek węgla służyć regeneracji lasów” (których "użytkowanie" jest właśnie w gestii Ministra)  może być odebrane jako nadużycie wobec Autora encykliki, współorganizatora konferencji oraz autorów referatów, niektórych naprawdę ciekawych i wartych rozpropagowania.

Nie wiem kiedy i czy w ogóle pojawią się zapowiadane wnioski (czy będą takie jak powyżej?) i podsumowanie referatów i konferencji. Pragnę jednak już teraz zwrócić szczególną uwagę na jeden z referatów, moim zdaniem niezauważony (o tym więcej w PS), dający nieco inną diagnozę i inne propozycje w stosunku do wystąpienia Prof. Szyszko, ale moim zdaniem referatem najlepiej oddającym istotę encykliki na styku religia-nauka-klimat. Jest to referat prof.  Ottmara Edenhofera wicedyrektora znanego  Poczdamskiego Instytutu Badań nad Klimatem (PIK) pt. „Laudato Si’, Paryż i problemy Klimatu  – siedem kroków do encykliki papieskiej”. Cała prezentacja prof. Edenhofera jest dostępna na stronie PIK .

Edenhofer pochodzi z Bawarii, jest katolikiem, jednym z wiodących autorów raportów Międzynarodowego Panelu ds. Zmian Klimatu (IPCC) i dał się poznać  jako osoba otwarta na szerokie patrzenie na kwestie klimatyczne, także przez pryzmat religii. W czasopiśmie Nature Climate Change, wspólnie z dwoma innymi klimatologami - protestantem i ateistą, w odpowiedzi na publikacje encykliki papieskiej  udało się mu napisać i uzgodnić ze współautorami tekst o dialogu nauki i religii w kontekście globalnego ocieplania. A jak podkreślali uczestnicy konferencji, encyklika jest, a konferencja była w istocie o potrzebie i umiejętności dialogu.

Jak sam autor powiedział w Warszawie, po opublikowaniu encykliki wielu kolegów niekatolików po raz pierwszy w życiu pogratulowało mu, że jestem katolikiem. Trudno go zatem posądzić o partykularyzm klimatyczny bądź religijny. Swój referat zaczął zresztą od stwierdzenia, że sprowadzenie encykliki Franciszka do spraw środowiskowych czy klimatycznych byłoby niewłaściwym zawężeniem problemu jaki papież faktycznie chce zaadresować. Encyklika jest zasadniczo o sprawiedliwości.  

W referacie Edenhofer przywołał m.in. świeży tekst z Nature (Burke i inni, 12/2015, str. 235) o wpływie globalnego ocieplania (wzrostu temperatury) na gospodarkę z uwzględnieniem kontynentów i regionów – kopia stosownego slajdu poniżej.

Slajd prezentuje światowe skutki gospodarcze globalnego ocieplenia. Tylko wzrost temperatury (bez tragicznych skutków ekstremalnych zjawisk jak cyklony, zatapianie w wyniku podniesienia się poziomu mórz, lokalnych zmian klimatu innych niż wzrost temperatury itp.) spowoduje spadek światowych przychodów (GDP na głowę mieszkańca) o 23% i są to koszty 2,5-100 razy wyższe niż zapobiegnie wzrostowi temperatury powyżej  2° C.

Ale jest tu coś, czego bez dobrze zrozumianej papieskiej encykliki i poczucia sprawiedliwości  nie sposób zrozumieć ani temu przeciwdziałać. W efekcie stymulowanego przez człowieka globalnego wzrostu temperatury w 40% najbiedniejszych regionów nastąpi spadek przychodów o 75%, a w 20% najbogatszych krajów, w tym w Europie nastąpi nieznaczny wzrost przychodów (np. w budownictwie, czy w rolnictwie krajów północnych o ile nie zabraknie wody). Oczywiście, jak podkreśla Edenhofer, jeżeli do tego dojdzie, skutkiem  będą masowe migracje. To przed takim bowiem obrotem sprawy w encyklice przestrzega papież  Franciszek: „tragiczne jest zwiększenie liczby migrantów uciekających od biedy spowodowanej degradacją środowiska, którzy w konwencjach międzynarodowych nie są uznawani za uchodźców”. Te trudne kwestie te nie pojawiły się jednak więcej na konferencji, nie wybrzmiały choć dotyczą naprawdę trudnych i ważnych spraw.  

Edenhofer mówi, że aby nie doszło do przekroczenia granicy wzrostu temperatury o 2 °C paliwa kopalne muszą pozostać pod ziemią i nie możemy wydobyć całego gazu i całego węgla. Mówi wprost - 70% węgla musi pozostać pod ziemia (jeżeli nie wdrożymy CCS  to nawet 90%). Dodaje, że przy obecnych planach inwestycji węglowych limit dodatkowych emisji CO2 jest już przekroczony i jeżeli do tych inwestycji dojdzie, ustalenia klimatyczne w Paryżu już teraz są niewystarczające -rysunek.  

Edenhofer zwrócił uwagę że odchodzenie od węgla jako paliwa energetycznego w Niemczech jest też bolesnym zadaniem, ale to się dzieje i wezwał do współpracy Niemiec z Polską, aby wspólnie (sprawiedliwie) rozwiązywać problem ograniczania spalania węgla w duchu solidarności zgodnym z papieskim nauczaniem.  

Prof. Edenhofer nie ukrywał, że są jeszcze tacy naukowcy, którzy myślą inaczej niż jak on czy zdecydowana większość klimatologów, ale trudno byłoby właśnie jemu zarzucić, że nie rozumie encykliki ani przyczyn zmian klimatu i złożoności problemu. Tego  typu jego osobiste wnioski (niezależnie, że dla nas też niewygodne) powinny szeroko trafić do polityków i obywateli, bo dzięki temu ogólne wnioski z ważnej konferencji sejmowej nie zostałyby spłycone jedynie do przytoczonego na wstępie jednostronnego, niepełnego i  partykularnego „przekazu jednego dnia”, bez wywołania najmniejszej reakcji społecznej.  Po to właśnie robione są, w swojej istocie kosztowne, konferencje międzynarodowe aby móc szerzej spojrzeć na problem i dopiero z tej perspektywy dostrzec też swoje własne poletko.

PS. Jednym z powodów, dla którego na blogu odniosłem się szerzej do referatu prof. Edenhofer jest fakt, że jego nazwisko i tezy jego wystąpienia nie pojawiły się w mediach państwowych (PAP) i w serwisach katolickich KAI). Wystąpienie Edenhofera pojawiła się na portalu DlaPolski.pl ale tylko do połowy (bez przytoczonych wyżej budżetów węglowych i tezy o konieczności zaprzestania spalania węgla.  Całość zapisu konferencji znajduje się na stronie Sejmu.   
PS. 2. W zasadzie wszystkie referaty wygłoszone na konferencji są na swój sposób ciekawe, choć do nich nie nawiązałem. No może poza jednym, najdłuższym i dziwnym, i też jakby oderwanym od zasadniczego przesłania encykliki (a nawet miejscami sprzecznym z jej duchem, w tym w szczególności z papieską wizją odpowiedzialności nauki) - referatem prof. Zichichi (reprezentującym niszową organizację o megalomańskiej nazwie i znikomym  dorobku naukowym), kończącym konferencję. Szkoda, że ważna konferencja skończyła się dziwnym wystąpieniem. Dopiero po nim wyemitowano wystąpienie komisarza UE ds. energii i klimatu,  który potwierdził m.in. (zresztą tak jak papież w swojej encyklice), że OZE stanowią jeden z kluczowych elementów realizacji celów klimatycznych  UE. Gdyby nie Miguel Canete, promowane w encyklice  Franciszka OZE, na konferencji poświęconej  jego dziełu w ogóle by nie wybrzmiały...