niedziela, czerwca 17, 2018

To było nieuniknione - energia elektryczna drożeje; o fundamentalnych przyczynach wzrostu cen

Czerwiec ‘2018 dał sporo do myślenia energetykom, konsumentom energii, politykom i organom kontroli rynku energii. Jest silna potrzeba znalezienia winnego wzrostu cen energii elektrycznej. Istnieje obawa, że  jak zwykle wskazani zostaną UE, OZE i spekulanci. Wtedy w efekcie dalszego zbiorowego samooszukiwania się rząd nie zmieni fundamentów polityki energetycznej i nie podejmie już i tak silnie spóźnionych działań naprawczych, nie doprowadzi do poprawy coraz gorszej perspektywy dla polskiej energetyki, a najbardziej narażeni na wzrost cen odbiorcy energii pozostaną bierni w sytuacji bez wyjścia. Tymczasem  odnotowany w końcu wzrost cen energii elektrycznej nie jest niespodzianką.


Gdyby rzeczowa informacja publiczna była dostępna, a debata o energetyce oparta była na faktach i uczciwa – obecny wzrost cen energii nikogo nie powinien zaskoczyć. W 2016 roku Instytut Energetyki Odnawialnej wskazywał na szybkie tempo wzrostu cen energii dla małych i średnich firm korzystających z taryf C i sugerował aby stawały się one prosumentami biznesowymi (autoproducentami energii). W ub. roku IEO opublikował artykuł „Ceny energii elektrycznej w obliczu polityki energetycznej” i apelował o to, aby koszty  zapowiadanej  polityki  energetycznej  poddać monitoringowi, ocenie wpływu na gospodarkę i kontroli społecznej. Pojawiły się problemy metodologiczne: okazało się, że koszty energii (także w dłuższym okresie niż kadencja polityków) są wyższe od cen. Tłumaczyć to można było na dwa sposoby: (1) pionowo zintegrowane koncerny przerzucają koszty z wytwarzania na dystrybucję, (2) system energetyczny  nie inwestuje, aby w rocznych (a nawet kwartalnych) sprawozdaniach poprawiać wyniki. Trudne do wytłumaczenia wyłącznie na gruncie nauk ekonomicznych okazały się też dwie sprzeczne tendencje: rosnące zyski koncernów energetycznych, a jednocześnie drastyczny  spadek ich wartości giełdowej. 

W I kwartale 2018 roku średnia hurtowa cena energii elektrycznej na Rynku Dnia Następnego wyniosła 184 zł/MWh i była wyższa o 19% od średniej ceny notowanej w analogicznym okresie ubiegłego roku. W II kwartale bardzo mocno wzrosły ceny energii w kontraktach terminowych na sierpień, wrzesień oraz cały trzeci kwartał 2018. Ceny grubo przekraczają 300 zł za MWh. Zgodnie z modelem IEO, oznacza to powrót do ekonomicznej „normalności”, jakże bolesnej po latach dominacji polityki nad ekonomią oraz przewagi myślenia krótkookresowego nad długookresowym, czego wyrazem może być faktycznie naganna spekulacja na giełdzie energii, ale jednocześnie brak możliwości ścigania spekulantów politycznych. W efekcie Komisja Nadzoru Finansowego, Urząd Regulacji Energetyki, Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów zapowiadają kontrole na Towarowej Giełdzie Energi  oraz u głównych graczy z dominującą pozycją na rynku energii.  Celem kontroli jest zbadanie ewentualnych nieprawidłowości w  zachowaniu podmiotów gospodarczych.
Pojawiają się różne hipotezy co do przyczyn wzrostu cen energii. 

Wszyscy powinniśmy się cieszyć, gdyby okazało się, że przyczyną wzrostu cen okazały się doraźne  nieprawidłowości w funkcjonowaniu rynku energii, które można by usunąć np. zwiększaniem obligo giełdowego (obecnie tylko 30% energii musi być sprzedawane na pośrednictwem TGE) lub poprawą informacji i przejrzystości transakcji na tym rynku. Panuje zgoda, że przyczyny wzrostu cen energii mają swoje obiektywne podstawy, które będą prawdziwe także w średnim okresie: wzrost cen węgla (trend światowy) i uprawnień do emisji CO2 (trend europejski). Ale to wszystkiego nie tłumaczy, gdyż obecnie spalany jest jeszcze tańszy węgiel, korzystamy z derogacji, a ceny uprawnień do emisji rosną nadal zbyt wolno aby wywołać aż takie skutki. W mediach nie natomiast widać opinii, które wskazywałyby na przyczyny strukturalne związane np. z efektem skonsolidowania energetyki i grą prowadzoną wewnątrz grup energetycznych (wytwarzanie i dystrybucja) oraz efektem ubocznym „hodowli” przez kilkanaście lat (od 2006 roku - „Program dla elektroenergetyki”) państwowych monopoli w energetyce.  Od niedawna do przyczyn strukturalnych można by też zaliczyć powstanie Ministerstwa Energii (ME), sprawującego wobec państwowych spółek jednocześnie funkcję właścicielską i regulacyjną, ale ten „problem” też nie jest przedmiotem dyskusji. Nikt nie stawia tezy, że przyczyny wzrostu cen mają charakter jeszcze bardziej fundamentalny, związany z polityką energetyczną, inwestycyjną (wpychanie polskiej energetyki w technologie których koszty rosną), a przede wszystkim z regulacjami, które coraz częściej  nie mają oceny skutków regulacji (OSR), a jeżeli nawet mają, to pozbawione są ilościowej  analizy wpływu na koszty energii dla odbiorców końcowych. 

Planowanie inwestycji w energetyce powinno być przedmiotem szczególnie uważnego monitorowania i optymalizacji. Tak się dzieje w wielu krajach gdzie rządy zlecają niezależne analizy dotyczące cen energii, a parlamenty pod tym kątem kontrolują rządy. Nienormalny w Polsce jest brak długoterminowej prognozy cen energii, zwłaszcza wobec zgłaszania do realizacji ad hoc dość lekkomyślnych koncepcji energetycznych, przy braku całościowej polityki energetycznej.  W cytowanej powyżej pracy  „Ceny energii elektrycznej w obliczu polityki energetycznej”, autorzy podjęli się opracowania prognozy kosztów energii w oparciu o zapowiedzianą przez ME i w ub. roku (co prawda jedynie w mediach i na konferencjach, gdzie  nikt nie pytał o koszty i ceny ) strukturę mocy wytwórczych i miksu paliwowego w elektroenergetyce do 2050 roku. Struktura ta była przedmiotem weryfikacji przez IEO jedynie pod kątem realności technicznej (rezerwa mocy, cykle inwestycyjne), ale bez ingerencji w prognozę zapotrzebowania na energię i priorytety ME , w tym spowalnianie OZE i efektywności energetycznej, próba przyspieszenia rozwoju energetyki jądrowej i inwestycje w nowe i modernizacyjno- odtworzeniowe w elektrownie węglowe. W efekcie powstał scenariusz  referencyjny stanowiący realizację aktualnej polityki perspektywie 2050 roku – rys. 1. 
Rys. 1. Krajowy miks energetyczny w okresie prognozy wg scenariusza zbieżnego z propozycjami ME z końca 2017 roku

Przy takich priorytetach technologicznych (niski udział energii wiatrowej i słonecznej) na ceny energii wpływają przede wszystkim koszty eksploatacyjne. W efekcie należy oczekiwać wzrostu łącznych kosztów w sektorze wytwarzania energii z 37 mld zł w 2015 roku do 68 mld zł w 2030 roku – rys.2.
 
Rys. 2. Łączny koszt energii elektrycznej dla całej gospodarki i gospodarstw domowych przy średniej cenie sprzedaży energii elektrycznej. Wysokość kosztów podano w cenach stałych z 2017 roku (zł’17).

To wszystko w sposób istotny, już od pewnego czasu, przekłada się na cenę energii i obciążenie poszczególnych grup odbiorców. Obecna dyskusja o kosztach energii i obawach zgłaszanych przez odbiorców energii (jako pierwsi obawy zgłosili ci najwięksi, korzystający z taryf A, nazywani „energochłonnymi”) stała się inspiracją do  prognozy cen energii w poszczególnych grupach taryfowych – rys. 3.
Rys. 3. Dezagregacja prognozy średnich cen energii elektrycznej w Polsce na poszczególne zespoły grup taryfowych (grupy odbiorców energii). Koszty energii podano w cenach stałych z 2017 roku (zł’17).

Wyniki analiz prowadzą do wniosku, że w latach 2015-2030 cena energii dla odbiorców energii (ceny stałe z 2017 roku, bez inflacji) na taryfach C wzrośnie o ponad 19,2%, a na taryfach G o 22,3%. Przy tak wyraźnym wzroście cen energii (i towarzyszącemu im analogicznemu - o czym dalej wzrostowi kosztów dystrybucji), energia elektryczna dla tych grup odbiorców może stać się jedną z najdroższych w UE, tym bardziej, że w UE, OZE o niskich lub zerowych kosztach zmiennych zaczynają już obecnie obniżać koszty energii.

IEO przygotował również ostrożną prognozę jednostkowych kosztów dystrybucji w perspektywie 2030 roku, która  prowadzi także do wzrostu kosztów (stawki netto w cenach stałych z 2017 roku (zł’17):
·         grupa taryfowa C (MŚP, usługi , handel, drobny przemysł) : 13% (do poziomu 291 PLN/MWh)
·         grupy taryfowa G (gospodarstwa domowe): 32% (do poziomu 317 PLN/MWh)

W analizach kosztów sieciowych nie uwzględniono ich korelacji z planowanym przez ME szybszym niż dotychczas wzrostem zapotrzebowania na energię elektryczną. Ta korelacja, w szczególności łącznie z planami kontynuowania scentralizowanego modelu generacji, nierozwiązanego problemu roszczeń z tytułu tzw. „służebności przesyłu” itp., może istotnie podnieść prognozowaną powyżej skalę wzrostu jednostkowych kosztów dystrybucji.

Wyniki pokazują (pełny raport IEO będzie opublikowany wkrótce), że jeżeli nawet proponowana wstępnie  przez ME  struktura miksu energetycznego, w obliczu polityki UE i kosztów, będzie jednak optymalizowana także pod względem ekonomicznym (a nie tylko z uwagi na tzw. „logikę wyborczą”)  i dostosowywana do realnych warunków w celu obniżenia presji kosztowej, to i tak wzrostu kosztów energii w Polsce w średnim okresie nie da się już powstrzymać. 

Wobec ograniczonych możliwości technicznych w wymianie handlowej z sąsiadami powyższe zjawiska spowodują, że najpoważniejszym skutkiem i największym problemem polskiej energetyki i gospodarki w obliczu polityki energetycznej indukującej wzrost kosztów w systemie staną się ceny energii i taryf dla końcowych odbiorców energii, w tym najbardziej wrażliwych. Dlatego nie wolno czekać. Sama energetyka nie dokona szybkiego zwrotu, gdyż zbratała się z polityką i ugrzęzła w nazbyt konserwatywnych koleinach. Ale konsumenci energii, jeżeli tylko dostaną właściwe sygnały cenowe z rynku mogą inwestować i dzięki temu mogą też pomóc zatrzymać nadmierne apetyty inwestycyjne w nowe źródła węglowe czy te najbardziej kosztotwórcze - jądrowe. Mogą też ograniczyć jedynie do niezbędnych nakłady na modernizacje istniejących bloków węglowych, które mają być masowo realizowane w ramach rynku mocy oraz wobec konieczności dostosowania się źródeł węglowych do nowych wymogów dyrektywy o emisjach przemysłowych. IEEFA na przykładzie PGE szacuje, że tylko to zwiększy koszty wytwarzania energii o 10-15%, o ile kontynuowany będzie węglowy wariant rozwoju energetyki.

To konsumenci energii w obliczu wzrostu jej cen, mogą przyspieszyć rozwój generacji rozproszonej opartej na OZE, inwestycji prosumenckich oraz inwestycji u przemysłowych autoproducentów energii. Takie właśnie inwestycje w energetyce rozproszonej, obniżające koszty energii dla odbiorców i jednocześnie ograniczające zbędne koszty rozwoju sieci w systemie, należy w obecnej sytuacji promować. 

Ale to nie znaczy, że można zwlekać z poważniejszymi korektami w polskiej polityce energetycznej, co będzie olbrzymim wyzwaniem dla uśpionych perspektywą braku konkurencji państwowych koncernów energetycznych. Były one do tej pory jedynymi interesariuszami polityki energetycznej, których opinie brane były pod uwagę.  Jednakże wraz ze wzrostem cen energii nie można pominąć interesów odbiorców końcowych, a  w ich obronie staje UE z „Pakietem zimowym” nakierowanym na konsumentów i prosumentów (consumer centred clean energy transition). W czasami wręcz fanatycznej obronie prowadzonej od co najmniej kilku już lat polityki energetycznej trzeba też znacznie bardziej powściągliwie używać argumentów o bezpieczeństwie energetycznym, bo oczywistym się staje to, że (przy kontynuacji polityki) poza rosnącym importem węgla z Rosji, zacznie płynąć do Polski z UE coraz szerzej tania energia z OZE. Kończy się etap mydlenia oczu konsumentom, że to UE, zieloni i cykliści itp. są winni wzrostowi cen energii. Ale nawet tak bolesna dla energetyki prawda jest lepsza niż dalsze życie w ułudzie.

niedziela, maja 20, 2018

EKG: zmiana narracji w stosunku do OZE, ale jeszcze nie przełom

Brak długofalowej polityki energetycznej powoduje, że jedynie jej namiastka jest tworzona ad hoc i jest komunikowana mniej lub bardziej udolnie na kongresach gospodarczych. Po raz pierwszy rząd (wraz z nim spółki skarbu państwa) wysyłał sygnały o gotowości do zmian w realizowanej  polityce energetycznej, w tym w stosunku do węgla i OZE na Forum Ekonomiczne w Krynicy we wrześniu ub.r. Portal Biznes Alert pisał wręcz o „dokonanym w Krynicy zwrocie w polityce energetycznej Polski”. Zmiana premiera i rekonstrukcja rządu stworzyły okazję do rzetelnej oceny dwuletnich dokonań resortu energii i rewizji polityki, w tym zmiany podejścia do unijnej polityki energetyczno-klimatycznej UE (i stojących za nią założeń budżetu 2021-2030). Zakończony właśnie Europejski Kongres Gospodarczy (EKG) potwierdził gotowość rządu do zmiany narracji, ale też ujawnił trudności w ocenie efektów dotychczasowej polityki i sprzeczności w doraźnych pomysłach na energetykę i hasłach im towarzyszącym, i ujawnił frustracje związane z koniecznością zmiany.


OZE nie są winne za wyższe ceny energii, dlaczego zatem rosną?
Na kluczowym dla energetyki panelu minister Krzysztof  Tchórzewski zauważył rozbieżne interesy zarządów koncernów energetycznych (dążenie do wykazana zysku „co kwartał”), ale podkreślił, że celem nie może być dostarczenie prądu po „cenie zaporowej” dla obywateli i przedsiębiorstw. Do tej pory udawało się to w stosunku do obywateli (dzięki taryfowaniu), ale „nie mogąc się odkuć na obywatelach” (wyborcach?) korporacje wrzucają własne koszty i zyski w ceny energii tam gdzie mogą, czyli firmom i gospodarce. Faktyczny brak konkurencji na rynku energii dla państwowych spółek energetycznych i dobre relacje spółek z „jednolitą władzą” stwarzają pokusę do drenowanie opłatami za energię kieszeni najbardziej bezbronnych mikrofirm. Rząd słuszne oferuje im deregulacje (tzw. konstytucja biznesu z pakietem ustaw, które właśnie weszły w życie i mają ułatwiać życie przedsiębiorcom), ale drugą ręką państwowa energetyka wyciąga ew. oszczędności z deregulacji. Deklarowana na kongresach gospodarczych „walka” o obniżanie cen energii energetyce władzy w praktyce nie wychodzi i nie można już obarczać za to winą OZE. Załamanie rynku OZE w latach 2015-2017 spowodowało bowiem, że np. „opłata OZE” na rachunkach za energię elektryczną w 2018 roku spadła do zera, ale ciągle znacząca jest  „opłata przejściowa”, a odbiorcy energii muszą być przygotowani na wyższą „opłatę mocową” (te dwie ostatnie z promocją OZE nie mają nic wspólnego). 

Tanie klastry energii?
Panel EKG poświęcony klastrom energii pokazał, że w pełni zrozumiałą troska o niskie ceny energii nie jest traktowana ortodoksyjnie, także w przypadku programowania i wspierania rozwoju OZE. Polityka rządu okazała się skuteczna jeśli chodzi i spowolnienie rozwoju OZE, ale jest kontrproduktywna jeśli chodzi o ograniczanie kosztów energii z OZE. W systemie aukcyjnym wspierania (kontraktowania) energii z OZE preferencję mają technologie droższe. Uczestnicząca w panelu przedstawicielka IEO zadała pytanie o „wartość dodaną” klastrów, w tym  o to czy nie jest to ochrona odbiorców końcowych przed nadmiernym wzrostem cen energii?  Przedstawiciel Ministerstwa Energii – dyrektor Departamentu Energii Odnawialnej i Rozproszonej p. Andrzej Kaźmierski, podobnie jak i przedstawiciele spółek skarbu państwa (OSD i wytwórcy energii) byli zaskoczeni pytaniem, co potwierdza, że ich perspektywa jest inne niż odbiorcy energii, ale w końcu uznali że obniżanie cen energii w klastrach i dzięki klastrom jest niemal oczywiste. Ale dowodów na to nie przedstawiono, bo po dwóch latach promocji klastrów są tylko inicjatywy klastrowe czekające na ew. dotacje. Zamówiona przez ministerstwo ekspertyza „Koncepcja funkcjonowania klastrów energii w Polsce”, nie potwierdziła istnienia modelu biznesowego dla klastrów, ale za to wykazała potrzebę wprowadzenia dodatkowej opłaty (sieciowej) w postaci stawki stałej w taryfie klastrowej (taryfy „K”) aby budżety stron dały się domknąć. Tezę o braku możliwości obniżania kosztów energii w klasterach potwierdza też nieudany ubiegłoroczny konkurs POIiŚ na klastry, który pomimo oferowanych wysokich dotacji (rzędu 50% i więcej) skończył się fiaskiem. 

Sukces rynku prosumenckiego?
W trakcie panelu  poświęconego OZE (regulacje i rynek) pojawiły się trudności w ocenie efektów wsparcia prosumpcji indywidulanej (tu bez możliwości dzielenia się nadwyżkami we wspólnocie)  wprowadzonych w ustawie o OZE w 2016 roku, w postaci dodatkowej opłaty wnoszonej przez prosumenta za usługę magazynowania energii w sieci. Już sam mechanizm „wsparcia prosumenta przez dodatkową opłatę” brzmi dziwnie.  Dyrektor Kaźmierski uznał jednak ten mechanizm za sukces i podał przykład obrazowy przykład z IV kw. 2017 roku, w którym codziennie przybywało średnio 35 mikroinstalacji. To prawda, ale wzrost nastąpił zasadniczo nie dzięki wsparciu ustawą o OZE tylko projektom  gminnych dotacji grupowych (wsparcie z RPO)  i końcówce programu „Prosument” (NFOŚiGW-BOŚ). Nawet jeżeli przyjąć, że dotacje będą kontynuowane (na razie się kończą i nie ma planów dalszych dotacji) to bardzo łatwo dojść do odwrotnych wniosków. Udział mikroinstalacji w produkcji energii z OZE w 2016 roku to tylko 0,1%, a razem z małymi instalacjami niewiele więcej niż 0,5%. Gdyby przez kolejne lata przybywało w tempie 35 szt. mikroinstalacji dziennie  to roczny wzrost utrzymywałby się na poziomie  12 tys. szt. a na koniec 2020 roku byłoby tylko 50 tys. prosumentów. Taki przerost prosumentów, przy wzroście zapotrzebowania na energię elektryczną rzędu 3,5 TWh/rok (w 2017r.), ich udział w rynku energii nie będzie rósł.  Ustawa o OZE z 2015 roku (dane z OSR tzw. poprawki prosumenckiej wprowadza jej taryfy gwarantowane) zakładała (i ograniczała wsparcia tylko w tym systemie zarazem), że w 2020 roku będzie 200 tys. prosumentów. W Niemczech jest obecnie już niemal 4 mln prosumentów. Oznacza to, że Polska (przy utrzymaniu obecnego poziomu dotacji przez kolejne lata) będzie potrzebowała ponad 300 lat aby osiągnąć obecny poziom w Niemczech. Czy to jest powód do ogłaszania sukcesu?

Aukcje na energię OZE nie muszą prowadzić do obniżania cen energii
Przy odpowiednim systemie wsparcia prosumenci mogliby wnieść istotny wkład w realizacje celów dot. OZE w 2020 roku, ale dyskusja na EKG koncertowała się jednak na dużych instalacjach OZE i sytuacji w energetyce wiatrowej. I tu znowu niespójności. Faktycznie, tak jak podkreślał dyr. Kaźmierski,  branża OZE czeka na szybkie uchwalenie nowelizacji ustawy o OZE, która ma odblokować system aukcyjny wsparcia OZE. Jeżeli pominąć nierozwiązany problem ustalenia winnych za opóźnienia (dyr. Kaźmierski uważa, że to wina poprzedniego rządu, faktem jest jednak że znaczna cześć obecnej nowelizacji to poprawienie tej z 2016 roku), to jednak nie sposób zauważyć, że na koniec 2016 roku udziały energii z OZE spadły, a inwestycje realizowane obecnie i planowane do realizacji w systemie aukcyjnym stoją  pod znakiem zapytania. Powodem niepełnej możliwości skorzystania z systemu aukcyjnego są finanse, a w zasadzie brak możliwości ich pozyskania na inwestycje realizowane w systemie aukcyjnym. Banki (działy ryzyka) uznały bowiem, że państwo polskie (niezależnie od tego który rząd jest bardziej temu winny) w obszarze energetyki i OZE utraciło zaufanie rynków finansowych. Zarówno przedstawiciele BOŚ i Europejskiego Banku Inwestycyjnego  jak i inwestorów uczestniczących w panelu, spokojnie i już bez emocji wyjaśniali, że najpierw trzeba rozwiązać problem inwestycji realizowanych w systemie zielonych certyfikatów (11 mld niespłaconych kredytów), potem skutki ustawy „antywiatrakowej”, potem dopiero przyjedzie czas na analizę zmian prawa w systemie aukcyjnym. To wszystko oznacza ze część  zwycięskich projektów nie znajdzie finansowania, a dla wszystkich wzrosną koszty kapitału. Tym samym wzrosną też koszty energii z OZE (wzrost oprocentowania kredytu 2% podnosi koszt energii LCOE średnio o 7%). To z kolei wpłynie na wzrost  opłaty OZE i wzrost cen energii dla odbiorców końcowych.

U kogo konieczność "zmiany po zmianie" wywołuje  emocje?
Jeśli chodzi o ogólna politykę wobec OZE to z jednej strony minister Krzysztof Tchórzewski zapewniał, że Polska chce mieć energetykę otwartą na OZE. Zaraz jednak dodawał, że w branży OZE górę biorą emocje (cytat za DGP) , a zakończył, że energetyka odnawialna to cywilizacyjny szpan zdrowotno-komfortów (cytat za BA). Tego typu retoryka pokazuje praktyczną trudność w dokonaniu zapowiadanej wraz ze zmianą premiera zmiany w energetyce; minister energii jest członkiem rządu Mateusza Morawickiego, ale ciągle jeszcze jedna nogą tkwi w rządzie Beaty Szydło. Prezes PGE Henryk Baranowski w podobnym duchu apelował, aby „nie traktować OZE religijnie”. Każdy obserwator rynku energii może sobie odpowiedzieć na pytanie, które ze źródeł energii w Polsce to „religia państwowa” (czy aby nie węgiel?), które to emocje i ideologia romantyczna (czy aby nie energia jądrowa?), a które prezentują zwykły pragmatyzm i odpowiedzialność. Wspomniany powyżej panel poświęcony OZE pokazał, że to właśnie ten sektor, który religijnej wiary w cuda i złudnego romantyzmu pozbył się już dawno.

Faktyczna zmiana podejścia do OZE wymaga zatwierdzonej polityki energetycznej państwa i nowego wymaganego przez UE planu działań do 2030 roku
Powyższe sprzeczności w narracji na kilku tylko przykładach pokazują, że o konieczny i zgodny z exposé Premiera Morawickiego, przełom w stosunku do OZE wcale nie będzie tak łatwo.  Stare już podejście i zapowiadane nowe do siebie nie pasują, tak jak ciasteczka nie można zjeść i go mieć. Spójnej polityki energetycznej nie da się wymyślać i w sposób niesprzeczny ad hoc formułować na kongresach. Ponownie zapowiedziano, że polityka energetyczna jest niemal gotowa i będzie przyjęta przed końcem roku. Bardziej wiarygodna wydaje się inna zapowiedź dyr. Andrzeja Kaźmierskiego, że do końca roku rząd przyjmie tzw. „Zintegrowany plan w zakresie energii i klimatu na lata 2021-2030” (tzw. nowy „KPD”). Taki plan, wynikający z „Pakietu zimowego” UE  jest  wymagany przez Komisję Europejską (KE) do końca czerwca br., a wiec faktycznie powstanie. Tu też będą sprzeczności: -UE stawia na konsumenta, Polska na producenta (i ignoruje prosumentów). Ale właśnie w tym planie powinny być zawarte spójne odpowiedzi na wszystkie pytania (zgodnie z wymogami KE mają w nim być m.in. oceny skutków prowadzonych polityk i ich wpływu na ceny energii) na które przedstawiciele  rządu z rożnym skutkiem próbowali odpowiedzieć na EKG, ale każdy z problemów prezentowali oddzielnie, a nie jako zintegrowany i spójny pakiet rozwiązań systemowych.

Zmiana atmosfery wbiec OZE się liczy
Bodajże najważniejsza deklaracją w sprawie energetyki odnawialnej na EKG było stwierdzenie dyr. Kaźmierskiego, że z pewnością (wraz z rekonstrukcją rządu, ministerstwa i po dwóch latach prowadzenia polityki na rzecz spowolnienia rozwoju OZE, przy. aut.) zmianie ulegnie narracja i atmosfera wokół OZE. I o tego typu stwierdzenia przede wszystkim chodzi na kongresach gospodarczych.  Jeśli chodzi o atmosferę to liczy się też to, że rząd przestał zaatakować politykę energetyczno-klimatyczną UE i tracić bezproduktywnie czas na udowadnianie, że np. Niemcy prowadzą ją w sposób błędny. Lepsza atmosfera się liczy - toruje drogę do działań pragmatycznych. 

czwartek, maja 03, 2018

Zapomniany czy przemilczany przegląd mechanizmów wspierających wytwarzanie energii z OZE?

3-go maja minęły trzy lata od wejścia w życie większości przepisów ustawy o OZE z 20 lutego  2015 roku. Art. 217. zobowiązał Radę Ministrów do dokonania „przeglądu funkcjonowania mechanizmów i instrumentów wspierających wytwarzanie energii elektrycznej lub ciepła z OZE oraz wytwarzanie biogazu rolniczego i do przedłożenia Sejmowi informacji o skutkach jej obowiązywania nie rzadziej niż raz na 3 lata”. Ale ustawodawca domaga się aby pierwszego przeglądu wraz z propozycjami zmian Rada Ministrów dokonała nie później niż w terminie do dnia 31 grudnia 2017r. Przepis ma swoje uzasadnienie nie tylko w tym, że ustawa o OZE już w momencie uchwalania prawdopodobnie  nie była najlepszym prawem o OZE na świecie (potem było tylko gorzej), ale także z uwagi na nonszalancję z jaką już uchwalone prawo było wdrażane.


Trzy lata w przypadku technologii OZE to epoka. W UE coraz więcej projektów OZE jest realizowanych już bez wsparcia. UE jako Wspólnota 28 krajów śmiało  zmierza do przekroczenia 20% ustalonego niemal 10 lat temu celu na udział energii z OZE w zużyciu energii w 2020 roku. Polska jakby odwrotnie; średnie ceny referencyjne na energię elektryczną z OZE rosną, udział energii z OZE spada, a cel 15 procentowy na energię z OZE w 2020 roku nie zostanie osiągnięty „o własnych siłach”. Dziwić może, że rząd nie domaga się od Ministerstwa Energii wyjaśnień i propozycji wyjścia z dryfu, a  Parlament w tak ważnej sprawie nie zadaje pytań.

Już w czerwcu 2015 roku Komisja Europejska w swoim rutynowym raporcie z postępów we wdrażaniu dyrektywy 2009/28WE  ostrzegała (link), że dwa kraje (Węgry i Polska) w zakresie OZE mogą  mieć problem z realizacją swoich zobowiązań. W grudniu 2017 roku GUS potwierdził, że w latach 2016-2017 udział energii z OZE w Polsce obniżył się 11,9% do 11,3% (po roku stagnacji tempo rozwoju zamiast wzrastać spadło o 5% - link), w styczniu br. Eurostat poinformował, że udział energii z OZE w UE-28 w 2016r. przekroczył 17% i potwierdził że średnie - z ostatnich 15 lat - tempo przyrostów udziałów OZE przekracza 6%/rok. W przypadku OZE trudno mówić o Europie dwu prędkości, tu raczej chodzi o dwa przeciwne kierunki. 

Rosnące ryzyko braku realizacji krajowych celów i kosztów z tym związanych, już samo w sobie powinno zachęcać do uważnego monitorowania dokonań rządu. Tym bardziej, że  kierunek w jakim zmierza Polska w praktyce wyklucza nasz kraj z grona beneficjentów rozwoju technologii , a częściowo także z grona beneficjentów obecnych (o czym dalej) i przyszłych funduszy UE. Na dodatek brak też pomysłu co zrobić z sektorem energetycznym bez silnej branży OZE, a debaty branżowe od 15 lat zapętlają się wokół tych samych pytań, bezrefleksyjnie i bezkrytycznie dodając tylko kolejne lata na wykresach z ogólnodostępnymi danymi statystycznymi.

Wkrótce Najwyższa Izba Kontroli opublikuje swój kompleksowy raport „Rozwój sektora odnawialnych źródeł energii”, wraz z zaleceniami pokontrolnymi. Wiadomo też, że Europejski Trybunał Obrachunkowy przeprowadza kontrolę wykonania zadań dotyczącą wsparcia wytwarzania energii elektrycznej w instalacjach wiatrowych i słonecznych, udzielanego przez państwa członkowskie i Komisję Europejską. Efektem końcowym kontroli stanie się publikacja sprawozdania w III kw. br., które będzie zawierać zalecenia skierowane do Komisji Europejskiej dotyczące sposobów poprawy systemów wsparcia dla sektora OZE, a w szczególności energetyki wiatrowej i słonecznej (PV). Nie jest tajemnicą, że Polska dyskryminuje obie wymienione technologie OZE. Także w rządowym  projekcie nowelizacji ustawy o OZE z 6 marca br., który niedawno trafił do Sejmu, elektrownie fotowoltaiczne i wiatrowe o mocach do 500 kW zostały wyłączone z systemu wsparcia małych źródeł OZE taryfami gwarantowanymi, choć to właśnie systemami PV najbardziej są zainteresowani rolnicy i MŚP, i te źródła mogłyby po racjonalnych kosztach (obniżając koszy w gospodarce, u odbiorców na  najdroższych taryfach) najwięcej wnieść w szybszy przyrost energii elektrycznej z OZE. 

Stan wykorzystania (zakontraktowania w podpisanych umowach) funduszy UE na koniec 2017r. przekroczył w Polsce 50%, ale w przypadku OZE wykorzystanie oscylowało w okolicach zaledwie 10%, zawiodła m.in. koncepcja klastrów. Wstrzymywany przez w lata - w oczekiwaniu na doprecyzowanie przez Ministerstwo Energii „co to jest klaster energii” -  największy z planowanych konkurs na OZE w ramach programu operacyjnego ( POIiŚ), poza tym, że zamroził potrzebne środki,  okazał się całkowitym niewypałem. I stało się to oczywiste właśnie teraz, w momencie średniookresowego (półmetek) przeglądu wydatkowania funduszy UE przez Komisje Europejską, co z pewnością nie służy rządowi (ministerstwu ds. rozwoju) w potwierdzeniu do tej pory bezdyskusyjnej tezy, że Polska pozostaje liderem w absorpcji środków unijnych.

Niedawno, przy okazji opinii o kolejnej nowelizacji ustawy o OZE, IEO podtrzymał wcześniejszą opinię, że konieczny jest niezależny audyt prawny i całościowy przegląd merytoryczny celem  przywrócenia logiki i ładu w całym systemie prawnym (link). Patrząc tylko po wątpliwych efektach i nawet abstrahując od oczywistego obowiązku prawnego (choć tu łamanie prawa może mieć wyjątkowo niekorzystne następstwa), łatwo dostrzec, że jest wystarczająco wiele powodów merytorycznych i ekonomicznych aby Rząd i Sejm z najwyższą uwagą przyjrzały się  mechanizmom wspierającym wytwarzanie energii  z OZE.