niedziela, maja 20, 2018

EKG: zmiana narracji w stosunku do OZE, ale jeszcze nie przełom

Brak długofalowej polityki energetycznej powoduje, że jedynie jej namiastka jest tworzona ad hoc i jest komunikowana mniej lub bardziej udolnie na kongresach gospodarczych. Po raz pierwszy rząd (wraz z nim spółki skarbu państwa) wysyłał sygnały o gotowości do zmian w realizowanej  polityce energetycznej, w tym w stosunku do węgla i OZE na Forum Ekonomiczne w Krynicy we wrześniu ub.r. Portal Biznes Alert pisał wręcz o „dokonanym w Krynicy zwrocie w polityce energetycznej Polski”. Zmiana premiera i rekonstrukcja rządu stworzyły okazję do rzetelnej oceny dwuletnich dokonań resortu energii i rewizji polityki, w tym zmiany podejścia do unijnej polityki energetyczno-klimatycznej UE (i stojących za nią założeń budżetu 2021-2030). Zakończony właśnie Europejski Kongres Gospodarczy (EKG) potwierdził gotowość rządu do zmiany narracji, ale też ujawnił trudności w ocenie efektów dotychczasowej polityki i sprzeczności w doraźnych pomysłach na energetykę i hasłach im towarzyszącym, i ujawnił frustracje związane z koniecznością zmiany.


OZE nie są winne za wyższe ceny energii, dlaczego zatem rosną?
Na kluczowym dla energetyki panelu minister Krzysztof  Tchórzewski zauważył rozbieżne interesy zarządów koncernów energetycznych (dążenie do wykazana zysku „co kwartał”), ale podkreślił, że celem nie może być dostarczenie prądu po „cenie zaporowej” dla obywateli i przedsiębiorstw. Do tej pory udawało się to w stosunku do obywateli (dzięki taryfowaniu), ale „nie mogąc się odkuć na obywatelach” (wyborcach?) korporacje wrzucają własne koszty i zyski w ceny energii tam gdzie mogą, czyli firmom i gospodarce. Faktyczny brak konkurencji na rynku energii dla państwowych spółek energetycznych i dobre relacje spółek z „jednolitą władzą” stwarzają pokusę do drenowanie opłatami za energię kieszeni najbardziej bezbronnych mikrofirm. Rząd słuszne oferuje im deregulacje (tzw. konstytucja biznesu z pakietem ustaw, które właśnie weszły w życie i mają ułatwiać życie przedsiębiorcom), ale drugą ręką państwowa energetyka wyciąga ew. oszczędności z deregulacji. Deklarowana na kongresach gospodarczych „walka” o obniżanie cen energii energetyce władzy w praktyce nie wychodzi i nie można już obarczać za to winą OZE. Załamanie rynku OZE w latach 2015-2017 spowodowało bowiem, że np. „opłata OZE” na rachunkach za energię elektryczną w 2018 roku spadła do zera, ale ciągle znacząca jest  „opłata przejściowa”, a odbiorcy energii muszą być przygotowani na wyższą „opłatę mocową” (te dwie ostatnie z promocją OZE nie mają nic wspólnego). 

Tanie klastry energii?
Panel EKG poświęcony klastrom energii pokazał, że w pełni zrozumiałą troska o niskie ceny energii nie jest traktowana ortodoksyjnie, także w przypadku programowania i wspierania rozwoju OZE. Polityka rządu okazała się skuteczna jeśli chodzi i spowolnienie rozwoju OZE, ale jest kontrproduktywna jeśli chodzi o ograniczanie kosztów energii z OZE. W systemie aukcyjnym wspierania (kontraktowania) energii z OZE preferencję mają technologie droższe. Uczestnicząca w panelu przedstawicielka IEO zadała pytanie o „wartość dodaną” klastrów, w tym  o to czy nie jest to ochrona odbiorców końcowych przed nadmiernym wzrostem cen energii?  Przedstawiciel Ministerstwa Energii – dyrektor Departamentu Energii Odnawialnej i Rozproszonej p. Andrzej Kaźmierski, podobnie jak i przedstawiciele spółek skarbu państwa (OSD i wytwórcy energii) byli zaskoczeni pytaniem, co potwierdza, że ich perspektywa jest inne niż odbiorcy energii, ale w końcu uznali że obniżanie cen energii w klastrach i dzięki klastrom jest niemal oczywiste. Ale dowodów na to nie przedstawiono, bo po dwóch latach promocji klastrów są tylko inicjatywy klastrowe czekające na ew. dotacje. Zamówiona przez ministerstwo ekspertyza „Koncepcja funkcjonowania klastrów energii w Polsce”, nie potwierdziła istnienia modelu biznesowego dla klastrów, ale za to wykazała potrzebę wprowadzenia dodatkowej opłaty (sieciowej) w postaci stawki stałej w taryfie klastrowej (taryfy „K”) aby budżety stron dały się domknąć. Tezę o braku możliwości obniżania kosztów energii w klasterach potwierdza też nieudany ubiegłoroczny konkurs POIiŚ na klastry, który pomimo oferowanych wysokich dotacji (rzędu 50% i więcej) skończył się fiaskiem. 

Sukces rynku prosumenckiego?
W trakcie panelu  poświęconego OZE (regulacje i rynek) pojawiły się trudności w ocenie efektów wsparcia prosumpcji indywidulanej (tu bez możliwości dzielenia się nadwyżkami we wspólnocie)  wprowadzonych w ustawie o OZE w 2016 roku, w postaci dodatkowej opłaty wnoszonej przez prosumenta za usługę magazynowania energii w sieci. Już sam mechanizm „wsparcia prosumenta przez dodatkową opłatę” brzmi dziwnie.  Dyrektor Kaźmierski uznał jednak ten mechanizm za sukces i podał przykład obrazowy przykład z IV kw. 2017 roku, w którym codziennie przybywało średnio 35 mikroinstalacji. To prawda, ale wzrost nastąpił zasadniczo nie dzięki wsparciu ustawą o OZE tylko projektom  gminnych dotacji grupowych (wsparcie z RPO)  i końcówce programu „Prosument” (NFOŚiGW-BOŚ). Nawet jeżeli przyjąć, że dotacje będą kontynuowane (na razie się kończą i nie ma planów dalszych dotacji) to bardzo łatwo dojść do odwrotnych wniosków. Udział mikroinstalacji w produkcji energii z OZE w 2016 roku to tylko 0,1%, a razem z małymi instalacjami niewiele więcej niż 0,5%. Gdyby przez kolejne lata przybywało w tempie 35 szt. mikroinstalacji dziennie  to roczny wzrost utrzymywałby się na poziomie  12 tys. szt. a na koniec 2020 roku byłoby tylko 50 tys. prosumentów. Taki przerost prosumentów, przy wzroście zapotrzebowania na energię elektryczną rzędu 3,5 TWh/rok (w 2017r.), ich udział w rynku energii nie będzie rósł.  Ustawa o OZE z 2015 roku (dane z OSR tzw. poprawki prosumenckiej wprowadza jej taryfy gwarantowane) zakładała (i ograniczała wsparcia tylko w tym systemie zarazem), że w 2020 roku będzie 200 tys. prosumentów. W Niemczech jest obecnie już niemal 4 mln prosumentów. Oznacza to, że Polska (przy utrzymaniu obecnego poziomu dotacji przez kolejne lata) będzie potrzebowała ponad 300 lat aby osiągnąć obecny poziom w Niemczech. Czy to jest powód do ogłaszania sukcesu?

Aukcje na energię OZE nie muszą prowadzić do obniżania cen energii
Przy odpowiednim systemie wsparcia prosumenci mogliby wnieść istotny wkład w realizacje celów dot. OZE w 2020 roku, ale dyskusja na EKG koncertowała się jednak na dużych instalacjach OZE i sytuacji w energetyce wiatrowej. I tu znowu niespójności. Faktycznie, tak jak podkreślał dyr. Kaźmierski,  branża OZE czeka na szybkie uchwalenie nowelizacji ustawy o OZE, która ma odblokować system aukcyjny wsparcia OZE. Jeżeli pominąć nierozwiązany problem ustalenia winnych za opóźnienia (dyr. Kaźmierski uważa, że to wina poprzedniego rządu, faktem jest jednak że znaczna cześć obecnej nowelizacji to poprawienie tej z 2016 roku), to jednak nie sposób zauważyć, że na koniec 2016 roku udziały energii z OZE spadły, a inwestycje realizowane obecnie i planowane do realizacji w systemie aukcyjnym stoją  pod znakiem zapytania. Powodem niepełnej możliwości skorzystania z systemu aukcyjnego są finanse, a w zasadzie brak możliwości ich pozyskania na inwestycje realizowane w systemie aukcyjnym. Banki (działy ryzyka) uznały bowiem, że państwo polskie (niezależnie od tego który rząd jest bardziej temu winny) w obszarze energetyki i OZE utraciło zaufanie rynków finansowych. Zarówno przedstawiciele BOŚ i Europejskiego Banku Inwestycyjnego  jak i inwestorów uczestniczących w panelu, spokojnie i już bez emocji wyjaśniali, że najpierw trzeba rozwiązać problem inwestycji realizowanych w systemie zielonych certyfikatów (11 mld niespłaconych kredytów), potem skutki ustawy „antywiatrakowej”, potem dopiero przyjedzie czas na analizę zmian prawa w systemie aukcyjnym. To wszystko oznacza ze część  zwycięskich projektów nie znajdzie finansowania, a dla wszystkich wzrosną koszty kapitału. Tym samym wzrosną też koszty energii z OZE (wzrost oprocentowania kredytu 2% podnosi koszt energii LCOE średnio o 7%). To z kolei wpłynie na wzrost  opłaty OZE i wzrost cen energii dla odbiorców końcowych.

U kogo konieczność "zmiany po zmianie" wywołuje  emocje?
Jeśli chodzi o ogólna politykę wobec OZE to z jednej strony minister Krzysztof Tchórzewski zapewniał, że Polska chce mieć energetykę otwartą na OZE. Zaraz jednak dodawał, że w branży OZE górę biorą emocje (cytat za DGP) , a zakończył, że energetyka odnawialna to cywilizacyjny szpan zdrowotno-komfortów (cytat za BA). Tego typu retoryka pokazuje praktyczną trudność w dokonaniu zapowiadanej wraz ze zmianą premiera zmiany w energetyce; minister energii jest członkiem rządu Mateusza Morawickiego, ale ciągle jeszcze jedna nogą tkwi w rządzie Beaty Szydło. Prezes PGE Henryk Baranowski w podobnym duchu apelował, aby „nie traktować OZE religijnie”. Każdy obserwator rynku energii może sobie odpowiedzieć na pytanie, które ze źródeł energii w Polsce to „religia państwowa” (czy aby nie węgiel?), które to emocje i ideologia romantyczna (czy aby nie energia jądrowa?), a które prezentują zwykły pragmatyzm i odpowiedzialność. Wspomniany powyżej panel poświęcony OZE pokazał, że to właśnie ten sektor, który religijnej wiary w cuda i złudnego romantyzmu pozbył się już dawno.

Faktyczna zmiana podejścia do OZE wymaga zatwierdzonej polityki energetycznej państwa i nowego wymaganego przez UE planu działań do 2030 roku
Powyższe sprzeczności w narracji na kilku tylko przykładach pokazują, że o konieczny i zgodny z exposé Premiera Morawickiego, przełom w stosunku do OZE wcale nie będzie tak łatwo.  Stare już podejście i zapowiadane nowe do siebie nie pasują, tak jak ciasteczka nie można zjeść i go mieć. Spójnej polityki energetycznej nie da się wymyślać i w sposób niesprzeczny ad hoc formułować na kongresach. Ponownie zapowiedziano, że polityka energetyczna jest niemal gotowa i będzie przyjęta przed końcem roku. Bardziej wiarygodna wydaje się inna zapowiedź dyr. Andrzeja Kaźmierskiego, że do końca roku rząd przyjmie tzw. „Zintegrowany plan w zakresie energii i klimatu na lata 2021-2030” (tzw. nowy „KPD”). Taki plan, wynikający z „Pakietu zimowego” UE  jest  wymagany przez Komisję Europejską (KE) do końca czerwca br., a wiec faktycznie powstanie. Tu też będą sprzeczności: -UE stawia na konsumenta, Polska na producenta (i ignoruje prosumentów). Ale właśnie w tym planie powinny być zawarte spójne odpowiedzi na wszystkie pytania (zgodnie z wymogami KE mają w nim być m.in. oceny skutków prowadzonych polityk i ich wpływu na ceny energii) na które przedstawiciele  rządu z rożnym skutkiem próbowali odpowiedzieć na EKG, ale każdy z problemów prezentowali oddzielnie, a nie jako zintegrowany i spójny pakiet rozwiązań systemowych.

Zmiana atmosfery wbiec OZE się liczy
Bodajże najważniejsza deklaracją w sprawie energetyki odnawialnej na EKG było stwierdzenie dyr. Kaźmierskiego, że z pewnością (wraz z rekonstrukcją rządu, ministerstwa i po dwóch latach prowadzenia polityki na rzecz spowolnienia rozwoju OZE, przy. aut.) zmianie ulegnie narracja i atmosfera wokół OZE. I o tego typu stwierdzenia przede wszystkim chodzi na kongresach gospodarczych.  Jeśli chodzi o atmosferę to liczy się też to, że rząd przestał zaatakować politykę energetyczno-klimatyczną UE i tracić bezproduktywnie czas na udowadnianie, że np. Niemcy prowadzą ją w sposób błędny. Lepsza atmosfera się liczy - toruje drogę do działań pragmatycznych. 

czwartek, maja 03, 2018

Zapomniany czy przemilczany przegląd mechanizmów wspierających wytwarzanie energii z OZE?

3-go maja minęły trzy lata od wejścia w życie większości przepisów ustawy o OZE z 20 lutego  2015 roku. Art. 217. zobowiązał Radę Ministrów do dokonania „przeglądu funkcjonowania mechanizmów i instrumentów wspierających wytwarzanie energii elektrycznej lub ciepła z OZE oraz wytwarzanie biogazu rolniczego i do przedłożenia Sejmowi informacji o skutkach jej obowiązywania nie rzadziej niż raz na 3 lata”. Ale ustawodawca domaga się aby pierwszego przeglądu wraz z propozycjami zmian Rada Ministrów dokonała nie później niż w terminie do dnia 31 grudnia 2017r. Przepis ma swoje uzasadnienie nie tylko w tym, że ustawa o OZE już w momencie uchwalania prawdopodobnie  nie była najlepszym prawem o OZE na świecie (potem było tylko gorzej), ale także z uwagi na nonszalancję z jaką już uchwalone prawo było wdrażane.


Trzy lata w przypadku technologii OZE to epoka. W UE coraz więcej projektów OZE jest realizowanych już bez wsparcia. UE jako Wspólnota 28 krajów śmiało  zmierza do przekroczenia 20% ustalonego niemal 10 lat temu celu na udział energii z OZE w zużyciu energii w 2020 roku. Polska jakby odwrotnie; średnie ceny referencyjne na energię elektryczną z OZE rosną, udział energii z OZE spada, a cel 15 procentowy na energię z OZE w 2020 roku nie zostanie osiągnięty „o własnych siłach”. Dziwić może, że rząd nie domaga się od Ministerstwa Energii wyjaśnień i propozycji wyjścia z dryfu, a  Parlament w tak ważnej sprawie nie zadaje pytań.

Już w czerwcu 2015 roku Komisja Europejska w swoim rutynowym raporcie z postępów we wdrażaniu dyrektywy 2009/28WE  ostrzegała (link), że dwa kraje (Węgry i Polska) w zakresie OZE mogą  mieć problem z realizacją swoich zobowiązań. W grudniu 2017 roku GUS potwierdził, że w latach 2016-2017 udział energii z OZE w Polsce obniżył się 11,9% do 11,3% (po roku stagnacji tempo rozwoju zamiast wzrastać spadło o 5% - link), w styczniu br. Eurostat poinformował, że udział energii z OZE w UE-28 w 2016r. przekroczył 17% i potwierdził że średnie - z ostatnich 15 lat - tempo przyrostów udziałów OZE przekracza 6%/rok. W przypadku OZE trudno mówić o Europie dwu prędkości, tu raczej chodzi o dwa przeciwne kierunki. 

Rosnące ryzyko braku realizacji krajowych celów i kosztów z tym związanych, już samo w sobie powinno zachęcać do uważnego monitorowania dokonań rządu. Tym bardziej, że  kierunek w jakim zmierza Polska w praktyce wyklucza nasz kraj z grona beneficjentów rozwoju technologii , a częściowo także z grona beneficjentów obecnych (o czym dalej) i przyszłych funduszy UE. Na dodatek brak też pomysłu co zrobić z sektorem energetycznym bez silnej branży OZE, a debaty branżowe od 15 lat zapętlają się wokół tych samych pytań, bezrefleksyjnie i bezkrytycznie dodając tylko kolejne lata na wykresach z ogólnodostępnymi danymi statystycznymi.

Wkrótce Najwyższa Izba Kontroli opublikuje swój kompleksowy raport „Rozwój sektora odnawialnych źródeł energii”, wraz z zaleceniami pokontrolnymi. Wiadomo też, że Europejski Trybunał Obrachunkowy przeprowadza kontrolę wykonania zadań dotyczącą wsparcia wytwarzania energii elektrycznej w instalacjach wiatrowych i słonecznych, udzielanego przez państwa członkowskie i Komisję Europejską. Efektem końcowym kontroli stanie się publikacja sprawozdania w III kw. br., które będzie zawierać zalecenia skierowane do Komisji Europejskiej dotyczące sposobów poprawy systemów wsparcia dla sektora OZE, a w szczególności energetyki wiatrowej i słonecznej (PV). Nie jest tajemnicą, że Polska dyskryminuje obie wymienione technologie OZE. Także w rządowym  projekcie nowelizacji ustawy o OZE z 6 marca br., który niedawno trafił do Sejmu, elektrownie fotowoltaiczne i wiatrowe o mocach do 500 kW zostały wyłączone z systemu wsparcia małych źródeł OZE taryfami gwarantowanymi, choć to właśnie systemami PV najbardziej są zainteresowani rolnicy i MŚP, i te źródła mogłyby po racjonalnych kosztach (obniżając koszy w gospodarce, u odbiorców na  najdroższych taryfach) najwięcej wnieść w szybszy przyrost energii elektrycznej z OZE. 

Stan wykorzystania (zakontraktowania w podpisanych umowach) funduszy UE na koniec 2017r. przekroczył w Polsce 50%, ale w przypadku OZE wykorzystanie oscylowało w okolicach zaledwie 10%, zawiodła m.in. koncepcja klastrów. Wstrzymywany przez w lata - w oczekiwaniu na doprecyzowanie przez Ministerstwo Energii „co to jest klaster energii” -  największy z planowanych konkurs na OZE w ramach programu operacyjnego ( POIiŚ), poza tym, że zamroził potrzebne środki,  okazał się całkowitym niewypałem. I stało się to oczywiste właśnie teraz, w momencie średniookresowego (półmetek) przeglądu wydatkowania funduszy UE przez Komisje Europejską, co z pewnością nie służy rządowi (ministerstwu ds. rozwoju) w potwierdzeniu do tej pory bezdyskusyjnej tezy, że Polska pozostaje liderem w absorpcji środków unijnych.

Niedawno, przy okazji opinii o kolejnej nowelizacji ustawy o OZE, IEO podtrzymał wcześniejszą opinię, że konieczny jest niezależny audyt prawny i całościowy przegląd merytoryczny celem  przywrócenia logiki i ładu w całym systemie prawnym (link). Patrząc tylko po wątpliwych efektach i nawet abstrahując od oczywistego obowiązku prawnego (choć tu łamanie prawa może mieć wyjątkowo niekorzystne następstwa), łatwo dostrzec, że jest wystarczająco wiele powodów merytorycznych i ekonomicznych aby Rząd i Sejm z najwyższą uwagą przyjrzały się  mechanizmom wspierającym wytwarzanie energii  z OZE.

niedziela, kwietnia 15, 2018

Czy prawa prosumentów powinny być chronione w konstytucji? - Refleksje w sprawie włączenia problematyki prosumpcji do katalogu pytań w referendum konstytucyjnym

Trwają konsultacje w sprawie referendum konstrukcyjnego. Ostatnia debata w tej sprawie była poświęcona gospodarce. „Osobiście podoba się to, że w naszej Konstytucji jest mowa właśnie o społecznej gospodarce rynkowej, o zrównoważonym rozwoju, o tych elementach, które dla mnie stanowią fundament do budowy nowoczesnego państwa. ( …) Czy one są dobrze uregulowane, czy nie? (…) Czy jesteśmy w stanie lepiej to uregulować? -Tak pytał i zachęcał do dalszej dyskusji Prezydent RP Andrzej Duda na konferencji „Wspólnie o Konstytucji, wspólnie o gospodarce”, zorganizowanej w ramach procesu konsultacji, zbierania i formułowania pytań do referendum konstytucyjnego.


Czy w ogóle działalność gospodarcza powinna być chroniona w konstytucji? Odpowiedzi mogą być różne i różne kraje różnie do tej kwestii podchodzą.  Także Prezydent ma wątpliwości czy warto chronić na tak wysokim szczeblu „zwykłą działalność gospodarczą”, ale inaczej jest z działalnością realizowaną wg idei społecznej gospodarki rynkowej, zrównoważonego rozwoju, ekonomii dzielenia czy poważnie traktowanej społecznej odpowiedzialności biznesu. Jeżeli te szczytne idee (o ile nie stają się jedynie instrumentem marketingowym) nie są chronione to łatwo przegrywają na rynku z tradycyjnym podejściem biznesowym.

Bytem nowym i zagrożonym zarówno rynkiem ultraliberalnym jak i zmonopolizowanym, który jako byt nowy nie mogli trafić do obecnie obowiązującej Konstytucji,  jest prosumpcja.   Czy na pewno prawo obywateli do prosumpcji i prawa prosumentów są w Polsce wystarczająco chronione zwykłymi ustawami? Można mieć wątpliwości i przy okazji debaty  konstytucyjnej warto się nad tym zastanowić czy problem nie jest jeszcze nazbyt egzotycznym jak na pytanie konstytucyjne ale też nad tym czy brak konstytucyjnej  ochrony tej nowej formy działalności  nie spowoduje ze ona nigdy w Polsce się nie rozwinie, z zwłaszcza w energetyce przez którą (czyż to nie paradoks?) trafiła do świadomości społecznej.

Prosumpcja  to zagadnienie szerokie i coraz częściej wchodzące do debat nad kształtem społeczeństwa, gospodarki i państwa. Światowa debata publiczna nad nowoczesną działalnością prosumentów przyszła wraz z rozwojem technologii informatycznej i energetycznej. Alvin Toffler cztery dekady temu w swojej książce „Trzecia fala” wskazał prosumpcję jako nowoczesny sposób funkcjonowania jednostki w gospodarce, który będzie dotyczył coraz większej części społeczeństwa.
W Polsce kwestie prosumpcji zostały podjęte dość późno, dopiero w obecnej dekadzie. Michał Michalski w „Prosumpcja, wolność, państwo opiekuńcze” (2014)  postawił tezę: „w obliczu aktualnych wyzwań – takich jak niewydolność „turbokapitalizmu” i państwa dobrobytu (…) prosumpcja może stanowić zarówno sposób na przetrwanie kryzysu, jak i rezerwuar przedsiębiorczości, innowacyjności i solidarności, które (…) będą niezbędne w najbliższych latach. Prosumpcja (…) jawi się jako potencjał, dzięki któremu z jednej strony społeczeństwa odtwarzają swoje kluczowe zasoby, a z drugiej potrafią przezwyciężać porażki i niedostatki rozwiązań politycznych i rynkowych”.

Do połowy obecnej dekady prosumpcja w Polsce nie była przedmiotem debaty publicznej. W Programie Prawa i Sprawiedliwości z 2014 roku pojawił się postulat „zapewnienia wsparcia dla tzw. energetyki obywatelskiej (prosumpcji)”. Prawdziwa debata polityczna zaczęła się na przełomie 2014/2015 roku z inicjatywy legislacyjnej posła Artura Bramory, wspartej jedynie przez części posłów PSL i dotyczyła lokalnej prosumpcji na jednym z najbardziej zmonopolizowanych rynków - na rynku usług energetycznych. Stało się to przy okazji wprowadzania do rządowego projektu ustawy o OZE, tzw. poprawki prosumenckiej określającej zasady sprzedaży do sieci energii elektrycznej wyprodukowanej w przydomowych mikroinstalacjach. Ustawa z „poprawką” została uchwalona 20 lutego 2015 roku. To właśnie ta dyskusja, po raz pierwszy, zaangażowała w idee prosumpcji tysiące obywateli, w tym ok. 10-20 tys. faktycznie aktywnych dotychczasowych odbiorców energii (konsumentów). Po tym wydarzeniu poparcie społeczne dla działalności  prosumenckiej  wg różnych badań przekroczyło 80-90%, co potwierdza tezę o niewykorzystanym potencjale społecznym i niedostatkach rozwiązań politycznych i rynkowych w tym zakresie.

Bezpośrednio po  uchwaleniu ustawy podjęto działania ograniczające przyznane obywatelom prawa i nakładające na prosumentów (w rozporządzeniach wykonawczych, interpretacjach podatkowych, kodeksach sieciowych, praktyce monopoli,  a w końcu w nowelizacji ustawy o OZE z czerwca 2016 roku) dodatkowe koszty i obowiązki czyniące nieopłacalną działalność prosumencka na rynku energii. Zagrożeniem jest system taryfowania energii, który jest nieprzejrzysty, nieprzewidywalny, a prosumenci nie mają na niego wpływu. Wśród  tych zagrożeń największym wydaje się dążenie sprzedawców energii do wprowadzania taryf "abonamentowych" przy których nie opłaca się oszczędzać energii z sieci państwowej (też poprzez produkcję energii na własne potrzeby).
Z definicji prosumenta wyłączono (wbrew zaleceniom Parlamentu Europejskiego, o czym dalej) przedsiębiorców, w tym mikroprzedsiębiorców. Niekorzystne zmiany rozpoczęły się w 2015 roku, w którym to latem z powodu niedostatków mocy w energetyce korporacyjnej miały miejsce kilkudniowe, masowe ograniczenia dostaw energii dla 8 tys. przedsiębiorstw. Przedsiębiorcy ponieśli miliardowe straty, a na 10-krotym skoku ceny energii w tym okresie zarobiły koncerny.

Okres pilotażu i próby promocji działalności  prosumenckiej w latach 2015-2017 wykazały, że przynajmniej w energetyce prawa prosumentów nie są wystarczająco chronione. Zachętom do prosumpcji ze strony państwa i (od pewnego czasu)  koncernów energetycznych towarzyszy stopniowe wywłaszczane prosumentów z korzyści. Nie podlegają oni w pełni prawu konsumenckiemu, przez co działają w strefie niejasnego prawa, która sprzyja nadużyciom. Wielkie korporacje energetyczne zastosowały neoliberalną sztuczkę i pod szczytnymi hasłami „promocji prosumpcji” wprzęgnęły  konsumentów w procesy produkcji czystej energii (od czego same stronią), wywłaszczając ich jednak z możliwości zarabiania i transferując wielorakie korzyści do siebie. W takiej sytuacji potrzebna państwu i społeczeństwu działalność prosumencka nie będzie się rozwijać i w końcu zaniknie wraz z porzuconym i niewykorzystany dla społeczeństwa potencjałem rozwojowym. Przedstawiane doświadczenie dotyczy energetyki, ale upowszechnienie postawy prosumenckiej stanowi potencjał także dla innych dziedzin gospodarki i życia społecznego.

Przepisy UE w sprawie tzw. „wewnętrznego rynku energii” od wielu lat wspierają prosumpcję. Parlament Europejski (PE) w  „Rezolucji z 2013 r. w sprawie mikrogeneracji – wytwarzanie energii elektrycznej i cieplnej na małą skalę”: „mając na uwadze, że umożliwienie konsumentom wytwarzania własnej energii elektrycznej i cieplnej może doprowadzić do powstania bardziej zrównoważonego i integracyjnego społeczeństwa” oraz wnioskuje o „umożliwienie przekazywania energii między producentami a konsumentami na małą skalę oraz na przykład w sąsiedztwie lub w ramach spółdzielni”. Dla prosumenta kopaliny, znajdujące się w zasobach geologicznych skarbu państwa, są mniej atrakcyjnym źródłem energii niż słońce czy wiatr, do tej pory traktowanymi jako dobra wolne. W każdej chwili mogą one jednak zostać znacjonalizowane i obłożone daniną. To ograniczyłoby inwestycje w wykorzystanie tych zasobów w mikroskali i oznaczało dalsze wywłaszczanej obywateli z prawa wykorzystania tych zasobów. Skutkiem byłoby ograniczenie skuteczność działań ma rzecz ograniczania niskiej emisji (smogu). Prosumenci dzielą przekonanie, że powietrze jest naszym wspólnym dobrem – będąc konsumentami, w procesie produkcji energii pamiętają o jej społecznych konsekwencjach. Ta refleksja nie musi towarzyszyć eksploatacji zasobów energii przez koncerny, które działają bez zobowiązań społecznych.

Wobec niekorzystnego dla konsumentów obrotu sprawy i utraconych nadziei narasta niezadowolenie rolników (typowych prosumentów, dysponujących olbrzymim niewykorzystanym potencjałem odnawialnych zasobów energii) i spółdzielni (w tym energetycznych) oraz mikroprzedsiębiorców. Ale problem ma znacznie szerzy zasięg i skalę odziaływania. Polska przechodzi przyśpieszoną transformację społeczno-gospodarczą. Na takim etapie prawo nie powinno ograniczać rozwoju technologii i nowych idei oraz innowacyjnych rozwiązań w polityce społeczno-gospodarczej.
Powyższa argumentacja (przedstawiona na przykładzie rozproszonej, małoskalowej i „przydomowej” energetyki odnawialnej) za zwiększeniem ochrony prawnej prosumenta i jego roli w nowoczesnej gospodarce Polski, zachęca do refleksji postawienia pytania konstytucyjnego o większą niż dotychczas ochronę praw prosumentów. Przykład energetyki i ograniczonych praw aktywnych konsumentów, zarówno tych szukających nowych możliwości jak i tych, którzy szukają ucieczki przed ubóstwem energetycznym oraz wielu obywateli szukających przestrzeni do wdrażania innowacji społecznych, gospodarczych i technologicznych w tym obszarze, może posłużyć do zadania generalnego pytania o potrzebie konstytucyjnej ochrony obywateli, którzy są, stają się lub będą jednocześnie konsumentami i producentami.

Niespokojne czasy w jakich żyjemy (być może jesteśmy niestety na progu rewolucji lub wojny, które łatwiej teraz niż wcześniej podpalić) zwiększają zapotrzebowanie na samozaopatrzeniem się i dzielenie się zasobami w małych wspólnotach. Osoby zainteresowane rozwinięciem argumentacji za zapytaniem Polaków o wybiegające w przyszłość kwestie prosumenckie proszę o bezpośredni kontakt gwisniewski@ieo.pl  .

sobota, marca 24, 2018

Czy roszady personalne w Ministerstwie Energii zwiastują zmianę polityki rządu wobec OZE?

Odwołanie Andrzeja Piotrowskiego z funkcji wiceministra energii odpowiedzialnego za OZE i za atom nie stało się powodem do rozdzierania szat wśród branżowych ekspertów. Reszta społeczeństwa i  tak nie zna wiceministrów i ich dokonań. Ale dymisja jest dobrym powodem do zadania kilku pytań: z jakiego powodu wiceminister został odwołany, czy został wykonany bilans jego dokonań i z jakim bagażem spraw do załatwienia będzie musiał się zmierzyć jego następca (lub następcy), czy odwołanie nie stanie się dobrą okazją do zainicjowania głębszych  zmian strukturalnych w ministerstwie i rewizji realizowanej polityki energetycznej.


O ile opinia publiczna nie zna wiceministrów, to ich wpływ na obszary za jakie odpowiadają jest olbrzymi. Nawet jeżeli działają w kierunkach ściśle wyznaczonych polityką rządu i priorytetami swojego przełożonego, są oni faktycznymi ministrami wykonawczymi w swoich obszarach, których minister konstytucyjny zazwyczaj „nie ogarnia” i musi bazować na ich opinii.

Wiceminister Piotrowski zostawił branżę OZE w stanie chaosu i upadku oraz niespotkanego nigdy wcześniej spowolnienia inwestycyjnego, i to tuż przed nadejściem okresu (‘2020)  rozliczenia się Polski ze zobowiązań unijnych. Osłabił dobrze zapowiadający się Departament Energii Odnawialnej, Rozproszonej i Ciepłownictwa (DEO) oraz wzmacniał w swoim przekazie medialnym, a zewnętrzną tzw. zamawianą „ekspertyzą” wzmacniał równoległy Departament Energii Jądrowej (DEJ). W czasie swojego urzędowania działalność DEO wsparł jedynie jedną ekspertyzą zewnętrzną w wątpliwym obszarze klastrów (na które zresztą nie zgodziła się Komisja Europejska notyfikując ustawę o OZE), podczas gdy na rzecz obszaru w którym działa DEJ zostało zamówione aż 25 ekspertyz. Tuż przed swoją dymisją, na forum Narodowej Rady Rozwoju mówił, że pierwsza polska elektrownia jądrowa będzie wytwarzać energię elektryczną po 200 zł/MWh (trzy razy taniej niż określa to literatura naukowa i dwa razy taniej niż twierdzą lobbyści atomowi), a jednocześnie (odpowiadając za ich rozwój) krytykował OZE, które z pewnością w perspektywie 2030 roku będą zdecydowanie  tańsze od atomu.

Dziennikarze (np. pani Baca-Pogorzelska) oraz posłowie (np. pani Gabriela Lenartowicz) donoszą, że nadzór w ME nad OZE (i DEO) będzie pełnił sekretarz stanu Grzegorz Tobiszowski - odpowiedzialny przede wszystkim za węgiel (faktycznie mający tu sukcesy) oraz cały bagaż problemów związanych z poprawieniem i możliwie najszybszym uchwaleniem kolejnej nowelizacji ustawy o OZE (projekt rządowy z 6 marca). Program energetyki jądrowej (i DEJ) trafi do podsekretarza stanu Tadeusza Skobla, który  dopiero od niedawna jest odpowiedzialny za wykorzystanie funduszy unijnych, zwłaszcza tych na OZE z których wykorzystaniem,  miedzy innymi z powodu ww. ambiwalentnej polityki wobec OZE i ryzykowanych eksperymentów swojego poprzednika z klastrami, są olbrzymie problemy. Nie jest też wykluczone, że DEO zostanie pozbawione kompetencji w obszarze „energii rozproszonej i z ciepłownictwa”, a tematyka ta trafi do Departamentu Energetyki, czyli pod nadzór  ministra Skobla.

O ile to się potwierdzi, OZE do wytwarzania energii elektrycznej będą w pionie zarządczym razem z węglem, a atom z funduszami unijnymi i ciepłem.  Ale nawet jak taki podział pracy kierownictwa ME wydaje się dziwnym, to ma stosunkowo małe znaczenie. Liczyć się będzie zaangażowanie i podejście wiceministrów do obszarów za które odpowiadają i szerszy plan działania ministerstwa na najbliższe lata, którego jeszcze nie ma.

Czy minister Tobiszowski, kojarzony z sektorem węglowym i związany ze Śląskiem będzie mógł i poświęci tyle samo czasu i uwagi - tak na to nowe zadanie trzeba patrzeć - zaniedbanym OZE (i choćby z tego powodu wymagającym atencji) co ostatnio dopieszczanym (i przez to wymagającym jednak asertywności) kopalniom? Wielu zapewne e to wątpi. Czy przekona do OZE całe kierownictwo resortu i da silne argumenty kancelarii premiera na rzecz wsparcia ich rozwoju przez cały rząd i lepszej współpracy, a w szczególności z szerzej patrzącymi na OZE ministerstwami ds. środowiska (minister Kowalczyk) czy ds.przemysłu (minister Emilewicz)? Do tego potrzebne są pozytywny pro-rozwojowy (a nie indyferentny, jak ostatnio)  plan działania i wsparcie premiera. W Polsce OZE nie były dyskryminowane faktycznie wtedy, gdy miały szersze wsparcie całej administracji, w tym wsparcie premiera. Tak było np. w przypadku rządu Jerzego Buzka 1997-2001, którego w bezpośrednio w kancelarii wspierał znany skądinąd minister Piotr Woźniak oraz rządu Waldemara Pawlaka 2007-2012, który był jednocześnie ministrem  gospodarki, a za OZE w ministerstwie odpowiadał Mieczysław Kasprzak w randze sekretarza stanu. Inaczej niż premier Beata Szydło,  premier Mateusz Morawiecki w swoim expose  wspominał na OZE, np. w tym fragmencie: „…chciałbym zadbać, by również alternatywne źródła energii mogły się w Polsce swobodnie rozwijać…”, a jednocześnie dodał,  że „…rząd nie chce z węgla rezygnować”. Pogodzenie tych dwóch wskazówek to największe wyzwanie (jak pogodzić ogień z wodą) dla ministra Tobiszowskiego.

Mieliśmy w historii wielokrotnie (nawet zazwyczaj) wiceministrów  odpowiedzialnych jednocześnie za węgiel i za OZE, np. Andrzej Karbownik czy Joanna Strzelec-Łobodzińska, ale OZE nie były wtedy „pieszczochami” swoich pryncypałów (choć minister Strzelec Łobodzińskiej trudna zarzucić brak życzliwego zainteresowania OZE, nawet jak ostatecznie z tego zaangażowania wyszło współspalania biomasy z węglem). Tym razem trzeba mieć nadzieje, że koegzystencja węgla i OZE w jednym zarządzie okaże się w pełni możliwa i że OZE nie staną się znowu niechcianym politycznym gorącym kartoflem oraz obiektem dominacji i zwalczania przez tracące skądinąd rynek  podmioty branży węglowej. W zamyśle premiera Morawieckiego Śląsk, n a rzecz które minister Tobiszowski poświęcił także ostatnie dwa lata swojej pracy w ME, ma się stać "zagłębiem nowych technologii". W expose premier wymownie nie dopowiedział czy ma na myśli OZE czy technologie węglowe. Jest zatem przestrzeń na przewartościowania i doprecyzowania roli węgla i OZE w dotychczasowej polityce energetycznej.

Wymiana jednego czy drugiego wiceministra, czy też zmiany zakresów kompetencji mają oczywiście znaczenie i (zwłaszcza te pierwsze) koncentrują na sobie uwagę opinii publicznej. Ale kwestie te schodzą na drugi plan wtedy, gdy zaczyna chodzić o głęboką, dobrą zmianę w obszarze gdzie poprzednia próba się ewidentnie nie udała, a OZE to właśnie największa dotychczasowa porażka ME. Utworzenie ME zawęziło pole dyskusji o energetyce i gospodarce, a jednocześnie zamknęło OZE w getcie, gdzie kosztem rozwoju są one zadziobywane przez zasiedziałe i wpływowe lobbies branżowe o silnych bieżących interesach. Dalsze polityczne przyzwalanie na rugowanie OZE z debaty o strategii gospodarczej rządu oraz z miksu energetycznego będzie miało bardzo negatywny wpływ na odbiorców energii i rozwój całego kraju. 

Wymiana wiceministra otwiera co prawda możliwość zmiany języka i narracji, ale sama w sobie nie jest warunkiem wystarczającym do tego. aby to była naprawdę dobrą, a obecnie także konieczną zmiana. Sama zmiana w statucie czy regulaminie wewnętrznym ME też nic nie da o ile nie będzie wpisania w program rządu i nie będzie temu towarzyszyło powstanie poszerzonej platformy ciągłej dyskusji programowej przedstawicieli administracji i zaproszonych gości o OZE, np  w postaci tematycznego zespołu międzyresortowego. Udanymi namiastkami takiej platformy są organizowane regularnie "spotkania na forum unijnym" organizowane przez NFOŚiGW, czy spotkania sekcji Narodowej Rady Rozwoju organizowane konsekwentnie przez Kancelarię Prezydenta RP, ale wnioski z tych dyskusji ciągle w zbyt małym stopniu przekładają się na politykę resortu wobec OZE i na poszerzenie ciasnej perspektywy "silosu" z jakiej ME dotychczas patrzyło na OZE.

niedziela, marca 04, 2018

Rządowy projekt nowelizacji ustawy o OZE to nie jest tylko sprawa Ministra Energii


Projekt nowelizacji ustawy o odnawialnych źródłach energii autorstwa Ministerstwa Energii, po ośmiu miesiącach prac rządowych i po przyjęciu przez Komitet Stały w dniu 15 lutego, utknął  na Radzie Ministrów. Stało się tak pomimo faktycznie odbytych konsultacji (trzy poprzednie nowelizacje tej ustawy podobnie jak ustawa o inwestycjach wiatrowych były niekonsultowanymi inicjatywami poselskimi) i uzyskaniu po raz pierwszy pozytywnej decyzji notyfikacyjnej Komisji Europejskiej, nawet jeżeli notyfikacja nie oznacza, że sama propozycja jest potrzebna i dobra.


Od trzech lat nie było dobrej okazji aby rząd konkretnie pochylił się nad OZE. Były tylko konflikty między ministerstwami o kwestie drugorzędne (drewno energetyczne, biomasa rolna) i spory o hasłowe traktowanie OZE w pracach nad strategią Morawickiego i w expose Premiera („chciałbym zadbać, by również alternatywne źródła energii mogły się w Polsce swobodnie rozwijać”).  Co w tym przypadku dla ustawy, dla OZE, dla polityki energetycznej oznaczają dodatkowe dyskusje na Radzie Ministrów? Nie wiadomo czy chodzi o dalsze „dokręcanie śruby” wiatrakom (nowelizacja w obecnej wersji ma przynajmniej częściowo ulżyć branży wiatrowej), czy otoczenia Premiera zauważyło, że opóźnienia i lekceważenie (blokowanie) rozwoju OZE poszły za daleko,  w sensie zagrożeń dla polityki wewnętrznej i międzynarodowej, czy też zwyczajnie chodzi o poprawę oczywistych niedoróbek.

20-go lutego minęły już trzy lata od daty uchwalenia ustawy, a zostały niecałe dwa do tego aby przed  końcem 2019 roku polski sektor OZE osiągnął pełne zdolności produkcyjne - tak aby był w stanie w 2020 wypełnić ilościowe zobowiązania RP w zakresie ilości energii z OZE - ustawa  praktycznie nie działa. Choć ME do tej pory utrzymywało rząd i opinię publiczną w przekonaniu, że tempo rozwoju OZE jest „za szybkie”, to jednak chaos legislacyjny i niepewność inwestycyjna spowodowały, że udziały energii z OZE zamiast szybko rosnąć, zaczęły spadać (co potwierdza GUS i Eurostat, a nieskuteczność instrumentów wsparcia OZE potwierdzą wkrótce takie instytucje jak Europejski Trybunał Obrachunkowy i KE), ceny energii zamiast spadać (zablokowanie rozwoju OZE spowodowało wyeliminowanie opłaty OZE do zera) zaczynają z innych zgoła powodów rosnąć, podobnie jak emisje zanieczyszczeń, w tym emisje CO2 (w 2016r.).

Legislacyjna beztroska, czy brak odpowiedzialności wobec dalszego rozwoju OZE obciąża polityczne i finansowo cały rząd. Indywidualnie  najbardziej uderza w ministerstwa ds. rozwoju (wydatkowanie funduszy UE i planowanie pozyskania nowych na lata 2021-2027), finansowców (koszty rozwoju OZE i jeszcze wyższe koszty budżetowe niezrealizowania celów OZE, olbrzymie dodatkowe koszty biurokratyczne po stronie regulatora), rolnictwa (zawiedzeni rolnicy i rosnące koszty zaopatrzenia ich w energię), środowiska (spełnienie wymogów w zakresie redukcji emisji zniszczeń do powietrza), przemysłu (koszty energii dla MŚP i rozwój zielonego przemysłu), spraw zagranicznych (dodatkowe kłopoty w relacjach z KE i inwestorami zagranicznymi), spraw społecznych (niepotrzebnie zawyżane  koszty energii i ubytek miejsc pracy) itd.

Przy nadmierny skomplikowaniu systemu wsparcia (nic wtedy nie dają drobne uproszczenia, o których mówi uzasadnienie) i tradycyjnej nieprzejrzystości rozwiązań proponowanych przez ME, trudno liczyć na ew. merytoryczne poprawki w Parlamencie. Przesłanie niedopracowanego, jak obecny, projektu nowelizacji ustawy o OZE do Sejmu skończy się uchwaleniem kolejnego (piątego z kolei bubla prawnego do kolejnej poprawki, na co nie ma już czasu), który faktycznie niewiele wniesie w rozwój OZE.  W dotychczasowych pracach nad ustawą,  ME - jako jej gospodarz  - miało skłonność komplikowania i wymyślania nader „innowacyjnych” rozwiązań legislacyjnych (opusty, klastry, abstrakcyjne koszyki aukcyjne, hybrydy, cyrklem -a nie instrumentami ekonomicznymi- wyznaczane promienie dostaw biomasy, „taryfy premium” dla niszowych segmentów rynku, „pedagogika” wprowadzania OZE na rynek  i inne ciekawostki), które nie działają, odwracają uwagę od meritum i zasadniczo nie służą realizacji celu – wzrostowi udziału OZE po możliwe niskich kosztach i zapewnieniu wywiązaniu się Polski ze zobowiązań międzynarodowych w tym zakresie.

W obecnym, newralgicznym momencie procesu legislacyjnego warto pochylić się nad kwestiami systemowymi, nad istotą proponowanej regulacji, a nie nad pudrowaniem nie najlepiej  wyglądającej  rzeczywistości. Propozycja legislacyjna sama w sobie, ani jej uzasadnienie czy ocena skutków nie dają odpowiedzi na pytanie jak ME chce zrealizować zobowiązania Polski w zakresie OZE  na 2020 rok i czy to co proponuje jest realne i efektywne. Słusznie zatem 19-go lutego Kancelaria Premiera poprosiła ME o uzupełnienie uzasadnienia projektu ustawy, o ocenę przewidywanego jej wpływu na działalność przedsiębiorców oraz o projekty aktów wykonawczych. Są to poważne braki formalne i merytoryczne, ale też otwieranie dużego pola do politycznych „wrzutek” na etapie prac parlamentarnych. Akceptacja „w ciemno” propozycja ME w sytuacji gdy czarne chmury już widać na horyzoncie  oznaczałby bowiem wzięcie za kłopoty odpowiedzialności przez cały rząd i brak realnego wpływu na regulację na etapie prac parlamentarnych (a tam mogą się dziać różne rzeczy, tym bardziej, że OZE- kwestie prosumenckie, wiatrowe, geotermia, współspalanie  itp.  dzieli też większość parlamentarną).  

Dlatego warto zwrócić uwagę na okoliczności i kluczowe propozycje merytoryczne w obecnej wersji projektu, w szczególność w odniesieniu do jego wersji wyjściowej z czerwca ub.r. omówionej wówczas dość szczegółowo w analizie IEO

Zacząć wypada od tego, że KE nie notyfikowała szeregu przedstawionych przez ME instrumentów w nowelizacji uchwalonej niefrasobliwie w lipcu 2016r., a tym mechanizmu rozliczeń dla prosumentów, wsparcia dla instalacji hybrydowych, klastrów energetycznych i biomasy lokalnej, ale też niektórych rozwiązań uchwalonych jeszcze w 2015 roku (np.  mechanizmu obowiązkowego odbierania energii elektrycznej z mikroinstalacji należących do firm po średniej cenie rynkowej za ostatni kwartał, aukcje dla instalacji zmodernizowanych oraz zasady obowiązkowego odbierania oferowanego ciepła wytwarzanego z OZE). Z większości rozwiązań ME samo się wycofało, ale np. koncepcje klastrów próbuje forsować pod zmienioną nazwą (nienotyfikowanych „instalacji hybrydowych”  lub zmieniając, a faktycznie psując dotychczasową definicję spółdzielni energetycznej), co niepotrzebnie wprowadza kolejne elementy ryzyka do projektu i sprowadza dyskusje na boczne tory.

Notyfikowany został mechanizm wsparcia taryfami gwarantowanymi dla elektrowni wodnych i biogazowni  o mocy zainstalowanej mniejszej niż 0,5 MW (i taryfami FiP dla tych samych rodzajów OZE o mocy 0,5-1,0 MW), ale przy ustaleniu ich na poziomie 90% (w pierwotnej wersji 80%) nowej i identycznej dla wszystkich „dopuszczonych” do instrumentu ceny referencyjnej - 630 zł/MWh. Choć ME zakłada zbudowanie w tym systemie  do 2020 roku ledwie 35 MW nowych mocy w małych elektrowniach wodnych (co i tak wydaje się nazbyt ambitnym, jak na realia inwestycyjne) oraz 40 MW nowych biogazowni, to mechanizm będzie zasadniczo służył przeprowadzaniu („migracji”)  istniejących instalacji z systemu świadectw pochodzenia do systemu aukcyjnego ze stałą ceną i, pomimo rozwinięcia skomplikowanego instrumentarium legislacyjnego, energii  z OZE od tego powodu nie przybędzie. Głównym powodem małej efektywności oraz kosztowności i kadłubkowości proponowanego rozwiązania (na zasadzie „dziel i rządź) jest wykluczenie z prawa do korzystania z instrumentu fotowoltaiki, ale także systemów mikrokogeneracyjnych na biomasę oraz małych wiatraków.

W obecnej propozycji są niestety zmiany „ciche”, o których nie ma słowa w uzasadnieniu i ocenie skutków. Bez konsultacji wprowadzono opodatkowanie VAT  energii elektrycznej do sieci, a także pobieranie tej energii z sieci przez prosumentów, właścicieli mikroinstalacji (art. 4) oraz właścicieli małych instalacji  (art. 92). Opodatkowanie nie musi być złe, ale tu pogorszy ono i tak dramatyczną sytuacje prosumentów, którym w 2016r. (zamiast taryf gwarantowanych, do których teraz wybiórczo powrócono!) zaoferowano już na początku nieopłacalne rozwiązanie w postaci opustów, a ponadto - też bez konsultacji (w formie zatwierdzanie nowej instrukcja ruchu i eksploatacji sieci dystrybucyjnej) - przerzucane są na nich przez operatorów sieci dodatkowe koszty (por. dyskusja na portalu GwZ) zabezpieczeń,  konieczności stosowania drogich inwerterów oraz ryzyko wyłączeń. Postępująca kompromitacja systemu opustów mogła być powodem ze małym instalacjom (bardziej świadomy inwestor) zaproponowano taryfy FiT, Ale prosumenci tym bardziej, poza nowymi kłopotami do rozwiązania, wniosą w rozwój OZE do 2020, a mogliby dużo, choćby z uwagi na krótkie cykle inwestycyjne.  Jest to też politycznie bardzo niewygodne, bo wyborczy program partii rządzącej zakładał promocje porsumeryzmu (a nie wyzysk prosumentów).  

Pozytywnie należy ocenić zmiany zaproponowane przez ME w strukturze koszyków aukcyjnych, w tym wyeliminowanie koszyków: „termiczne przekształcanie odpadów” (niestety przy okazji kontrowersyjnych  zmian w definicji biomasy)  oraz „klastry” (tu są proponowane rozwiązania zastępcze, wymagajcie wszczęcia kolejnej procedery notyfikacji, czyli energii z OZE z tego koszyka do 2020 r. nie będzie. ME wycofuje się z największego swojego dziwoląg, koszyka w którym źródło zaliczane do OZE miało mieć emisję CO2 poniżej 100 g na kWh i pracować powyżej 3504 godzin na rok (czego nie spełniała ani skrywana pod tą "technologicznie neutralną" nazwą energetyka wodna ani węglowa). Obecnie system aukcyjny, w proponowanej wersji, jest w zasadzie gotowy do efektywnego użycia, gdyż już w projekcie nowelizacji ustawy (zamiast w rozporządzeniu) są podane znaczące wolumeny aukcyjne dla najtańszych i przynajmniej w części możliwych do zrealizowania jeszcze do 2020 roku w koszykach z biomasą, energetyką wiatrową i fotowoltaiką (wraz z cenami referencyjnymi, które jednak niestety dalej są ustalane w oparciu o niejasne założenia o kosztach).  

To czego najbardziej brakuje do świadomej decyzji rządu to raportu z dotychczasowych dokonań ME i planu realizacji celu w zakresie zielonej energii elektrycznej w 2020 roku (z uwzględnieniem możliwego i komplementarnego  wkładu wsparcia instrumentami dotacyjnymi np. w ciepłownictwie lub w segmencie prosumenckim), planu aukcji do końca 2020 roku, oceny realność realizacji inwestycji w oparciu o analizę projektów i cykli inwestycyjnych w różnych segmentach  OZE oraz optymalizacji kosztów OZE realizacji celów i zobowiązań. Konieczne wydaje się skupienie ME, w możliwe najszerzej ujmowanych obecnych ramach politycznych, na pracy merytorycznej  i umożliwienie rzeczowej, rzetelnej i skrupulatnej pracy urzędnikom, aby nie musieli realizować niezbornych zamysłów polityków (męki urzędników ministerialnych w pogodzeniu logiki, lojalności i odpowiedzialności z partykularnie i doktrynersko rozumianą polityką widać przy uważnej lekturze uzasadnienia i OSR). 

Trzeba mieć nadzieję, że Rada Ministrów, po niemalże 3 latach niefrasobliwych eksperymentów, przyjmując projekt nowelizacji OZE i kierując go (też z jasnymi wytycznymi dla ME) do Sejmu , będzie baczyć na twarde fakty, a nie na populizm, uprzedzenia i propagandę. Niestety, czas też tu się liczy, ale jeszcze bardziej rozwaga, bo kolejnych bubli legislacyjnych nie przeżyją ani OZE ani rząd.

Szersza analiza obecnego projektu nowelizacji (wersja 9 z 19 lutego) pojawi się wkrótce na stronie internetowej IEO. 
PS. (6-03-18). Analiza IEO, po przyjęciu projektu przez rząd, jest już dostępna pod tym linkiem

sobota, lutego 03, 2018

Jak Polska wspiera rozwój energii wiatrowej i słonecznej? Odpowiedź da kontrola Europejskiego Trybunału Obrachunkowego

Europejski Trybunał Obrachunkowy (ETO) rozpoczął kontrolę w celu ustalenia, czy wsparcie wytwarzania energii wiatrowej i fotowoltaicznej  przez UE i państwa członkowskie jest skuteczne. Energia wiatrowa i fotowoltaiczna stanowią obecnie dwa główne źródła energii z OZE, które przez ostatnie dziesięć lat rozwijały się w Europie i na świecie w sposób najbardziej dynamiczny i na naszych oczach stają się najtańszymi formami wytwarzania energii elektrycznej.


Kontrolerzy ETO zbadają m.in. wdrażanie unijnych i krajowych strategii rozwoju energetyki wiatrowej i fotowoltaicznej od 2009r. (rok wejścia w życie dyrektywy 2009/28/WE o promocji OZE) oraz unijne i krajowe finansowanie ich rozwoju w UE i państwach członkowskich. ETO w uzasadnieniu kontroli dodaje, że w okresie programowania 2014–2020 przeznaczono 45 mld euro ze wszystkich europejskich funduszy strukturalnych i inwestycyjnych na wsparcie przejścia na gospodarkę niskoemisyjną, w tym na inwestycje w OZE, a dodatkowo 58,5 mld euro na tzw. smart grid (inteligentne systemy przesyłu, magazynowania i dystrybucji energii). Wskazując na istotę problemu i zasadność kontroli ETO dodaje, że udział energii z OZE w oszczędnościach w imporcie paliw kopalnych w 2015 r. wyniósł 16 mld euro, a  w 2030 r. ma wynieść 58 mld euro.

Kontrola obejmie cztery państwa członkowskie UE: Niemcy, Grecję, Hiszpanię i Polskę. Udziały energii z OZE w zużyciu energii elektrycznej z OZE tych krajach na koniec 2016 wyniosły odpowiednio: 32,2%, 23,7%, 36,6% oraz (w Polsce) 13,4%. Wybór krajów do kontroli  wydaje się zasadny biorąc pod uwagę kontrowersje i zainteresowanie europejskiej opinii publicznej. Zdaniem tradycyjnych koncernów energetycznych  Niemcy przesadzili ze wsparciem dla energii wiatru i słońca. Grecy posądzani byli o nadużycia w wydatkowaniu funduszy UE, potem zostali dotknięci kryzysem, ale od  2012 roku dalej inwestują w OZE. Hiszpanie zatrzymali rozwój OZE w 2011 roku i w sposób niezgodny z prawem wycofali obiecane wsparcie, uderzając retroaktywnie  w inwestorów (w efekcie przegrali z nimi proces w Trybunale Sprawiedliwości UE).

Polska środkami prawnymi i politycznymi  niezwykle skutecznie zahamowała rozwój energetyki wiatrowej, w zarodku ogranicza  rozwój fotowoltaiki, uważając energię wiatrową i słoneczną za źródła „niestabilne” i niepożądane. Tym samym nie rozwija zdywersyfikowanego miksu energetycznego i generacji rozproszonej (równowaga pomiędzy energetyką wiatrową i słoneczną, źródłami dużymi i małymi)  oraz inteligentnych sieci energetycznych, które umożliwiłyby  zwiększenie udziału najbardziej czystych i najtańszych OZE w systemie energetycznym. Polska jest ciekawym przypadkiem do kontroli i do analiz, bo po 4 latach w obecnym okresie programowania ma większy problem z wydatkowaniem funduszy UE na OZE niż w analogicznym okresie w latach 2007-2013 (próbuje poprawić statystyki przeznaczając miliardy na rzekome zwiększenie możliwości przyłączania OZE do sieci, bez ich faktycznego przyłączania)  i jednocześnie nie realizuje celu na OZE, z którego rząd ma się rozliczyć w 2020 roku.Oczywiście rząd nie musi rozwijać energetyki wiatrowej i słonecznej o ile jest w stanie po akceptowalnych kosztach (to ważne dla odbiorców energii) wypełnić zobowiązania innymi (droższymi) rodzajami OZE.

Publikacja sprawozdania ETO z kontroli planowana jest na początek 2019r. ETO sformułował szereg pytań do agend odpowiedzialnych w poszczególnych krajach, takich jak ministerstwa ds. energii, instytucje wdrażające fundusze spójności i RPO, operatorzy sieci, regulatorzy itp.  Przykładowe z pytań, które wchodzą w zakres kontroli ETO, porządkują myślenie i dają okazję do przemyśleń. Te które  w sposób szczególny mogą dotyczyć Polski, wymieniono poniżej:

  • Czy krajowa strategia rozwoju OZE uwzględnia potencjalne potrzeby inwestycji uzupełniających OZE? (np. rozbudowa sieci i wzajemnych połączeń międzysystemowych, magazynowanie energii, inteligentne sieci energetyczne, inteligentne liczniki, rozwiązania wspierające  pogodowozależne  OZE itd.)
  • Czy krajową strategię rozwoju OZE uzupełniają polityki dotyczące efektywności energetycznej, rynków energii elektrycznej, ekoprojektu, innowacyjności itd.?
  • Czy określono potrzeby finansowe i środki finansowe niezbędne do wdrożenia strategii krajowej?
  • Czy zaistniały przypadki, w których podjęto działania naprawcze lub należało je podjąć?
  • W jaki sposób państwo członkowskie zapewnia monitoring oraz wiarygodność i kompletność danych? Jak często krajowi decydenci (np. komisje parlamentarne) są informowani o wdrażaniu strategii rozwoju OZE?  Czy sprawozdawczość obejmuje działania naprawcze, które podejmowane są w przypadku nieosiągnięcia etapów pośrednich i celów?
  • Czy ramy prawne pozwalają na istnienie „prosumentów”?
  • Czy koszt kapitału w państwie członkowskim jest atrakcyjny w przypadku inwestycji w energetykę wiatrową i słoneczną (PV) w porównaniu z innymi państwami członkowskimi? Czy poziom ryzyka przeniesionego na inwestorów jest wystarczająco niski, aby przyciągnąć inwestycje?
  • Czy ramy krajowe dotyczące konkurencji stawiają energetykę wiatrową i PV w gorszej pozycji w porównaniu z innymi rodzajami OZE oraz tradycyjnymi elektrowniami wytwarzającymi energię z paliw konwencjonalnych?
  • Czy ramy prawne są odpowiednie, tj. czy wniesiono wiele skarg i czy wprowadzono liczne zmiany do pierwotnych przepisów? Czy wprowadzono jakiekolwiek zmiany prawne  z mocą wsteczną?
  • Czy państwo członkowskie przydzieliło i wykorzystało wszystkie środki unijne i krajowe na rzecz wykorzystania regionalnego potencjału w zakresie energetyki wiatrowej i PV?
  • Czy potencjał regionów został oceniony pod względem OZE i potrzeb rozwoju infrastruktury? (spójność działań na szczeblu krajowym i regionalnym)
  • Czy wystąpiły problemy dotyczące trwałości zrealizowanych projektów spowodowane zmianami w otoczeniu regulacyjnym?

Gdyby Polska nie miała problemu z realizacją ustalonej ścieżki rozwoju OZE,szczególnie problematyczne  byłoby pytanie dotyczące "zmian prawa z mocą wsteczną", ale zejście z ustalonej ścieżki i brak realnego planu naprawczego czyni wszystkie z ww. pytań aktualnymi. Krajowa administracja, z powodu m.in. spóźnionych, niespójnych, nieadekwatnych i nieefektywnych działań oraz niedostatecznego monitoringu sytuacji, może mieć problemy z udzieleniem wiarygodnej odpowiedzi na znaczną część z powyższych pytań . Nie chodzi tu bynajmniej o brak umiejętności administracji  sformułowania „okrągłej” odpowiedzi (najlepiej na każde pytanie oddzielnie) czy obietnic bez pokrycia (te padają na co dzień), ale o istotę pytań i stojących za nimi realnych problemów oraz rysujących się coraz wyraźniej bezpośrednich konsekwencji zaniedbań (por. np. wpis blogowy z grudnia '2017). Nie wchodząc w odpowiedzialność poszczególnych organów państwa za obecnie wysoce niezadowalające oraz za ostateczne efekty 10-letnich działań, czy też za jeszcze trudno mierzalne skutki, które mogą wychodzić także w przyszłą perspektywę finansową UE, same okoliczności i zakres kontroli ETO dają ostatnią okazję do poważnej refleksji w obliczu rychłej konieczności rozliczenia się kraju ze zobowiązań, w tym doboru instrumentów i wydatkowanych środków.  

Blog „Odnawialny”, który przez ostatnia dekadę monitorował postępy we wdrażaniu unijnych i krajowych strategii (PEP, KPD, ustawa o OZE itp.), podda ww. pytania niezależnej analizie. Aktualizacja i synteza blogowych  wpisów z lat 2009-2018,  na okoliczność przygotowania się Polski do rozliczenia z realizacji zobowiązań w zakresie OZE na 2020r., wraz ze  wskazywaniem korekt, które w tak krótkim okresie mogłyby przynieść jeszcze jakieś wymierne efekty, będą (obok tzw. „Pakietu zimowego” i konieczności rozpoczęcia realizacji kolejnych celów na 2030r.) tematami podejmowanymi na blogu w br.