poniedziałek, listopada 05, 2018

Osobliwości polskiej energetyki umykają teoriom ekonomicznych noblistów

Polska energetyka funkcjonuje w całkowitym oderwaniu od praw ekonomii, a w szczególności od najnowszych teorii ekonomicznych, za którymi stoją zarówno tegoroczni nobliści jak i poprzedni. Bez wpisania się w światowe trendy rozwojowe, bez żadnej konkurencji, w sensie ekonomicznym jest czarną dziurą funkcjonującą dla siebie, wg własnych zasad, wyobrażeń i zabobonów. Mogłaby funkcjonować na księżycu. Wyłamanie się energetyki z orbity nauk ekonomicznych nie byłoby czymś groźnym, gdyby nie generowała coraz wyższych kosztów dla gospodarki, nie żądała dla siebie kolejnych przywilejów, a w przede wszystkim nie domagała się w nieskończoność pieniędzy tylko za to, że nie chce się zmienić i dostosować do realnej gospodarki i ogólnoświatowych trendów.

  
Tegoroczny nobel z ekonomii przypadł w udziale dwom amerykańskim uczonym za włączenie do długookresowych analiz makroekonomicznych zmian klimatycznych (prof. William Northaus)  i innowacji technologicznych (prof. Paul Romer). Komitet Noblowski wskazał tym samym nie tylko na potrzebę analizy zjawisk ekonomicznych w dłuższym okresie ale także na potrzebę integralności („włączenie”) i interdyscyplinarności (dwa różne czynniki i dwóch noblistów).  Na styku, skrzyżowaniu  (intersection) tych dwóch czynników wzrostu  gospodarczego leży energetyka lub tam należałoby się jej spodziewać. W ten sposób  doznałem zaszczytu (będącego równocześnie nie lada wyzwaniem) włączenia się w dyskusje panelową o dorobku noblistów w ramach seminarium Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego (PTE) pt. (nawiązującym do uzasadnienia Komitetu Noblowskiego) „Innowacje, środowisko, klimat, zrównoważony wzrost gospodarczy”.

Prezentacje panelistów i materiały z seminarium są dostępne na stronie PTE (aktualności 30/10/2018). Dorobek Paula Romera prezentował prof. Krzysztof Malaga, dorobek Williama Northausa – prof. Stanisław Czaja. Energetykom bardziej znany może  być Northaus, który zajmował się między innymi wyznaczeniem stopy dyskonta dla działań  na rzecz ochrony klimatu i analizą instrumentów ochrony klimatu (preferuje podatek węglowy zamiast handlu emisjami). Romer docenił innowacje w oryginalnej koncepcji endogenicznego wzrostu gospodarczego. Teoria Romera, przynajmniej w założeniach  pasuje do koncepcji rozwoju gospodarczego przyjętej w „Strategii na rzecz odpowiedzialnego rozwoju” (SOR). Postęp techniczny u Romera rozumiany jest jako akumulacja wiedzy naukowo-technicznej i kapitału ludzkiego, będących skutkiem decyzji inwestycyjnych konsumentów i producentów, którzy postępują racjonalnie. Trzecim podmiotem wpływającym na decyzje o alokacji kapitału jest państwo, wybierające strategicznie konkretne sektory gospodarki.

Moje zadanie pokazania, jak kwestie klimatyczne i  innowacje zostały w Polsce w praktyce włączone do długookresowych analiz gospodarczych na przykładzie polityki klimatycznej i strategii energetycznej okazało się niezwykle trudne. Ramy artykułu nie pozwalają na szersze uzasadnienie, dlatego wymienię tylko kilka przykładowych trudności na jakie natrafiłby pewnie każdy analizujący przy tak postawionym problemie polski przypadek:
  1. pomimo przypisania energetyce służebnej roli w SOR, jest ona co najwyżej luźno związana z gospodarką (funkcjonuje jako ekonomiczna „czarna dziura” urządzająca się po swojemu kosztem gospodarki)
  2. reguły gry w energetyce określone hermetycznym, skomplikowanym i często zmienianym prawem (niezrozumiałym dla konsumentów, a także dla ekonomistów) nie służą podejmowaniu racjonalnych decyzji mikro-ekonomicznych i makroekonomicznych
  3. kwestie klimatyczne nie są w sposób odpowiedzialny włączone do strategii energetycznej (co zwiększa ryzyko wzrostu kosztów energii dla gospodarki i ich nieracjonalnego podziału)
  4. innowacje technologiczne przegrywają z anty-innowacyjnymi regulacjami i modelem zarządzania energetyką (monopolizacja wspiera modele biznesowe polegające  na ochronie stanu posiadania i zmniejszaniu kosztów poprzez efekt skali, a nie przełomowe innowacje).
Ostatecznie skupiłem się na analizie wpływu unijnej polityki klimatycznej i strategii innowacyjnej oraz krajowej polityki energetycznej na koszty energii elektrycznej w gospodarce (link do prezentacji), ale m.in. z powodu powyższych trudności, ani w zakresie zmian klimatu, ani innowacji nie udało się wykorzystać aparatu pojęciowego i teorii tworzonych przez wybitnych ekonomistów.

Trudności nr. 3 i 4 praktycznie uniemożliwiają udział krajowej energetyki w światowym wyścigu technologicznym, ani tym bardziej w programach badawczych UE. W tym drugim obszarze Polska zajmuje przedostatnie miejsce w Europie (w przeliczeniu na mieszkańca) jeśli chodzi o pozyskanie środków na badania i rozwój w obszarze energetyki. Może dlatego, że adekwatny priorytet w ramach którego należałoby ubiegać się o środki w obszarze „Energia” zatytułowano „Low carbon economy”… Jeżeli krajowe konsorcjum naukowe napisze wniosek mający szanse na wdrożenie (nieambitne wskaźniki środowiskowe i przestrzale technologie oparte na paliwach kopalnych) to grantu nie dostanie. Jak konsorcjum postawi na ambitne cele badawcze i środowiskowe to nie uzyska współfinansowania krajowego i nie wdroży innowacji. Polska nie wprowadzając progresywnych regulacji proklimatycznych zamyka się w silosach, energetyka nie otwiera się na świat i na światowe innowacje w obszarze mitygacji zmian klimatu (utracone tzw. business opportunities wg Romera). Gdy monopole energetyczne kupują krajowe start-upy do przysłowiowej szuflady i gdy w konsekwencji spada w rankingach innowacyjności trudno też mówić o endogenicznym wzroście w rozumieniu Romera. Idee i kapitał ludzki są bezpowrotnie marnowane, a z pomysłow na życie z renty zacofania pozostało już tylko zacofanie.  

Trudności 1 i 2 (oderwanie od życia i prawdy ekonomicznej) to niestety nie tylko problem dla panelisty  próbującego włączyć  w warunkach krajowych innowacje, środowisko, klimat, zrównoważony wzrost gospodarczy w teorie takich noblistów ekonomicznych jak Romer i Northaus. Romer, jako ten bardziej „niegrzeczny” z noblistów wdawał się w krytykę tych, którzy Używają  niewiarygodnych argumentów i nadużyć (często pod osłoną przematematyzowania – „mathiness” ) do osiągania własnych egoistycznych celów, ale nigdy pod kątem niespójności argumentacji nie tropił osobliwości w energetyce. Niepodziewanie pewne światło na problem „niedopasowania” ww. czynników  rzuca inna przywoływana na seminarium PTE  para (też amerykańskich) wcześniejszych laureatów Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii: prof. George Akerlof i prof. Robert Shiller. Są oni autorami książki „Złowić frajera- ekonomia manipulacji i oszustwa” (‘2015), niezwykle solidnie wydanej w Polsce przez PTE (2017), z przedmową prof. E. Mączyńskiej i w profesjonalnym tłumaczeniu dr Z. Matkowskiego. Także w tym przypadku próba przeniesienia teorii ekonomicznych, które dość dobrze oddają sytuację za oceanem na grunt krajowy, a w szczególności krajowej energetyki  nie jest prosta, ale łatwiejsza niż w przypadku  Romera i Northausa (nawet jak Akerlof i Shiller korzystali z prac Romera, który zajmował się też ciemniejszymi stronami gospodarki).

Akerlof i Shiller przyznają, że współczesna gospodarka wolnorynkowa faktycznie skutecznie dąży do zapewnienia coraz lepszych warunków życia kolejnym pokoleniom, ale rozpleniły się z niej rozmaite oszustwa, które negatywnie rzutują na nasz dobrobyt. Zajmują się specjalnym przejawem oszustwa, szwindlu, manipulacji rynkowych, który nazywają „phishingiem” (informacyjnym). Ofiarą phishingu pada „rybka”, czyli tytułowy „frajer”, niedoinformowany, zmanipulowany przez „rybaka” (sprzedawcę) kontrahenta. Zdaniem autorów książki państwo musi zwalczać nieuczciwe praktyki handlowe, regulować funkcjonowanie rynków, chronić konsumentów przed pazernością monopoli. Na gruncie amerykańskim trudno im jednak było sobie wyobrazić, że właścicielem firm energetycznych może być państwo, które w takich okolicznościach zamiast chronić obywateli, może mieć interes, aby czerpać z pazerności monopoli i ograniczonej kontroli społecznej. Wśród wielu przykładów manipulacji w zasadzie nie ma energetyki. Wyjątkiem jest przypadek prywatnego koncernu Enron, który przez wiele lat prezentował się jako najbardziej innowacyjna firma (potwierdzały to rankingi magazynu Fortune) i oferował z pozoru tylko atrakcyjne akcje (masowo nabywane przez niepoinformowanych) korzystając z zafałszowanej rachunkowości.  

Energetyka tkwiąc za parawanem skomplikowanych regulacji ma zbyt dużo możliwości naciągania niedoinformowanych uczestników rynku. Po co męczyć się na żmudnych ale  prawdziwych innowacjach, skoro bez większej pracy i bez społecznego napiętnowania można zarobić na manipulacjach. Parę konkretnych przykładów i tez bazujących na generalnych ustaleniach Akerlofa i Shillera:
  • wpychanie nieświadomym klientom pozornych potrzeb pozbawionych (w określonych warunkach regulacyjnych) sensu ekonomicznego, np. wyciąganie w systemie „opustów” środków prywatnych  i dotacji za pośrednictwem prosumentów (przy jednoczesnym dążeniu do modelu abonamentowego), oferowanie taryf antysmogowych na niezbilansowaną energię elektryczną droższych od taryf zwykłych (nobliści przywołują przykład kupna drukarki wg kryterium ceny, bez uwzględniania kosztu atramentu; tylko 3% badanych klientów miało tego świadomość),
  • bajdurzenie w mediach (bez niezbędnych  badań i wiarygodnych analiz porównawczych z innymi krajami) , też na użytek kampanii wyborczych 2011, 2015  (Akerlof i Shiller nazywają to „storytelling”) o tym, że na każdą jednostkę mocy OZE trzeba zbudować tej samej mocy jednostkę węglową, jako przykrywka do wprowadzenia kolejnych opłat na rachunkach (oplata mocowa, opłata przejściowa, która poza wiedzą konsumentów stała się „kosztem stałym”),
  • obszerne i głośne informowanie o niosących koszty pozorach działań, w tym np. planach wprowadzania innowacyjnych technologii i planowanych inwestycjach, a następnie odwlekanie tych działań lub wycofywanie się z nich, już „po cichu”; przykłady to choćby koncepcja budowy morskich farm wiatrowych powracająca jak bumerang od co najmniej 10 lat i nadal nie mogąca przejść w fazę realizacji, czy inteligentne liczniki z infrastrukturą „smart grid”, których masowe wprowadzenie od lat się odwleka,
  • Akerlof i Shiller stawiają niezwykle prawdopodobną na krajowym podwórku energetycznym tezę, że  w ramach skomplikowanych regulacji niosących korzyści (tzw. „ekonomiczna teoria regulacji”) oraz braku informacji i jawności, a w efekcie zdzierstwa cenowego i kumulacji nadwyżek finansowych ułatwione jest stopniowe przejmowanie przez silną grupę interesu kontroli (np. przez  „karuzelę stanowisk” w zarządach i radach nadzorczych) nad działalnością organów regulacyjnych.
To nie są okoliczności służące wzrostowi konkurencyjności i innowacyjności, niestety. Energetycy grasują w gospodarce jak kieszonkowcy, nie wiadomo kiedy, kto z czego zostanie oskubany, ale zawsze najgorzej na tym wychodzą najmniej poinformowani i najsłabsi. Potwierdza to najnowszy raport NIK o „Ochronie praw konsumenta energii elektrycznej  który pokazuje (co prawda nie wszystkie) mechanizmy manipulacji klientem w energetyce poprzez ograniczenie go w dostępie do informacji lub mających sens ekonomiczny instrumentów ochrony jego pozycji (nieopłacalność roszczeń z tytułu niedostarczenia energii, iluzoryczność zmiany sprzedawcy w sytuacji monopolu, brak dostępu do informacji  pomiarowej,  brak liczników inteligentnych i instrumentów zachęcających do oszczędzania energii itp.). Akerlof i Shiller podają jak silną rolę w zwalczaniu phishingu informacyjnego w USA odgrywają społeczeństwa obywatelskie (choć dotychczasowy „czysty model ekonomiczny” ich nie uwzględnia) i organizacje konsumenckie. Przywołują „Consumers Union”, aktywistów ekologicznych jako ważnych uczestników krucjaty przeciw manipulacjom silnych przeciw słabszym. Zresztą skutki takich działań łatwo zauważyć. Także w OZE. Wystarczy zajrzeć do  Kodeks Etyki Biznesowej amerykańskiego stowarzyszenia energii słonecznej (SEIA), który spośród członków wyklucza automatycznie tych którzy stosują zwodnicze hasła reklamowe i nieuczciwe i oszukańcze praktyki. Zwracają uwagę na to, aby narzędzia prognozy cen energii elektrycznej (do oceny opłacalności inwestycji w fotowoltaikę) były weryfikowalne i zawierały prognozę średniego tempa wzrostu cen w okresie dłuższym niż pięć lat, a w umowach dostawca  gwarantował określone oszczędności pod rygorem rekompensaty. Na tym tle szczególnie przykro czyta się ogłoszenie największej polskiej (publicznej, państwowej) spółki obrotu, która właśnie po wyroku UOKiK informuje, że oszukała konsumentów poprzez podawanie ceny energii elektrycznej bez VAT (konsumenci rozumieli inaczej).  

Wydaje się, że energetyka nie tylko wyrwała się spod kontroli społecznej, ale też spod radarów ekonomistów i nie ponosi pełnej odpowiedzialności gospodarczej za skutki swoich działań. Poza seminarium PTE, pierwszym formalnym sygnałem ze strony ekonomistów, że wyizolowany resort zaczyna zbyt silnie kosztotwórczo oddziaływać na gospodarkę jest najnowszy raport  NBP (Nr 04/18 październik 2018 r.) „Szybki Monitoring NBP- analiza sytuacji sektora przedsiębiorstw”. Ekonomiści piszą: w perspektywie 2019 r. prognozy własnej sytuacji gospodarczej ankietowanych przedsiębiorstw nieznacznie pogarszają się. Wynikać to może ze wzrostu kosztów części surowców i pracy oraz przewidywanych znaczących wzrostów kosztów energii. Przewidywany w 2019 r. silny wzrost cen energii może pogorszyć sytuację finansową zwłaszcza tych przedsiębiorstw, które  odznaczają  się wysokim udziałem kosztów energii w kosztach (są to m.in. „Działalność związana z obsługą rynku nieruchomości”, „Produkcja włókien chemicznych”, „Górnictwo i wydobywanie” czy „Dostawa wody” i inne). Jednocześnie ekonomiści zauważają, że  w przypadku hipotetycznego 30% wzrostu kosztów energii (przy niezmienionym pozostałych kosztach i przychodach i przy pominięciu efektów wtórnych takiego wzrostu) udział firm ponoszących straty wzrósłby o ok. 6,6 pp.

Obecnymi wzywaniami w energetyce, w związanymi z funkcjonowaniem w zintegrowanej gospodarce europejskiej, w tym problemami które mogą nie mieścić się w głowach amerykańskich ekonomistów powinni znacznie głębiej zająć się polscy, też patrząc na nie poprzez pryzmat zarządzania mikroekonomicznymi uwarunkowań efektywności gospodarczej. Energetyka w zdrowej gospodarce i dobrze zorganizowanych państwie i społeczeństwie nie może funkcjonować poza prawami ekonomii i w oderwaniu od ocen ekonomistów, przy abstrahowaniu od zmian klimatu, bez konkurencji i presji na innowacyjność, bez prognoz ekonomicznych i niezależnych analiz.

niedziela, października 28, 2018

Bieżące decyzje zawężają pole manewru w polityce energetycznej po 2020 roku


Ne początku października Minister Energii poinformował, że polityka energetyczna Polski – PEP (do 2040 roku) została przyjęta przez kierownictwo resortu i że razem z krajowym planem na rzecz energii i klimatu – KPEiK (do 2030 roku) zostaną przedstawione do końca br., przy czym KPEiK powinien być przedstawiony Komisji Europejskiej do zatwierdzenia.  Razem z tymi dokumentami powinien być przedstawiony miks energetyczny i plan redukcji emisji gazów cieplarnianych, zgodne zarówno z Pakietem zimowym (i wytycznymi Komisji do opracowania KPEiK) oraz z unijną strategią dekarbonizacji przygotowywaną przez Komisję na COP-24 w Katowicach.

Skończy się bezprecedensowy okres działań doraźnych w energetyce, którego wyrazem jest niespotykany chaos inwestycyjny spowodowany przede wszystkim brakiem aktualizacji PEP. Ustawa nakłada na właściwego ministra ds. energii jej  aktualizację co 4 lata, a  ostatnia polityka energetyczne została zatwierdzona w 2009 roku.

Trudno byłoby nie zauważyć skuteczności pewnych doraźnych działań resoru energii, prowadzonych bez uzgodnionej polityki energetycznej, takich jak zatrzymanie niekontrolowanego ryzyka bankructwa energetyki węglowej czy dobrze rokujące działania na rzecz wsparcia transformacji ciepłownictwa (umożliwienie wsparcia także dla nieefektywnych systemów ciepłowniczych), ale działanie bez szerszego planu przyniosło też wiele problemów i zmarnotrawiło czas na transformacje energetyki.

„Czas to luksus, którego nie mamy” zauważył w 2015 roku  papież Franciszek pisząc w Laudato si’ o konieczności prośrodowiskowej transformacji w  energetyce. Tymczasem resorty odpowiedzialne w Polsce za energię w tym zakresie dość swobodnie czasem dysponowały.  Powabna możliwość działania bez skrępowania ramami politycznym spowodowała, że od kilku lat odbywał się koncert mniej lub bardziej niespójnych (czasami wręcz niedorzecznych) pomysłów na energetykę, np. rozwój elektromobilności w oparciu o drożejący węgiel, niezwykle kosztowne rozwiązania jak rynek mocy i klastry oraz niebilansujące się ekonomicznie plany inwestycyjne w pierwszą elektrownię jądrową i jeszcze jedną (!) węglową. Pomysły te u zarania nie były przedmiotem szerszej debaty. Głosy ekspertów jak i efekty prac UE nad nową strategią klimatyczno-energetyczną były ignorowane, a realizacja stricte politycznych pomysłów ciągle zajmuje czas urzędniczy na podejmowanie innych działań -  bardziej przyszłościowych i efektywnych.  W efekcie koszty energii zaczęły niepokojąco rosnąć, a ryzyko niezbilansowania podaży krajowej paliw i energii (z krajowych zasobów) z popytem wcale nie zaczęło spadać.

Czy jednak zapowiedź rychłego przyjęcia KPEiK i PEP oznacza  większą odpowiedzialność za kolejne „energetyzujące” pomysły?  Plan działań zawarty w KPEiK (nie wiadomo na ile konkretna będzie PEP, ale nie jest kluczowe, że konkretne działania będzie zawierał wyłączenie KPEiK) będzie obejmował okres od 2021  roku, czyli pozostają jeszcze dwa lata w których resort energii będzie miał dalej niezwykle daleko  posuniętą swobodę działania. Niektóre z już podjętych i podejmowanych (ale też zaniechanych) działań w energetyce mogą budzić niepokój choćby z dwóch powodów: 1) wpływ na ceny energii w gospodarce i 2) „nieprzejmowanie” się polityką klimatyczno-energetyczną UE (co nie pozostanie bez wpływu na koszty i ceny). Chodzi przede wszystkim o podejmowane w próżni i w odizolowaniu  bieżące działania legislacyjne (lub ich brak) oraz ich długotrwałe skutki. Nie sposób ponad wszelką wątpliwość udowodnić ryzyk z tym związanych, które układają się w pewną sekwencje.Znacznie łatwiej jest postawić kilka pytań. 

Czy PEP stworzy odpowiednio ramy do powstrzymywania najważniejszego obecnie problemu wzrostu kosztów energii?
W ME przygotowana została szeroka nowelizacja Prawa energetycznego (Pe), a w niej zmiana w art. 13 dot. PEP. Obecnie „celem polityki energetycznej państwa jest zapewnienie bezpieczeństwa energetycznego kraju, wzrostu konkurencyjności gospodarki i jej efektywności energetycznej, a także ochrony środowiska”. W nowej wersji celem PEP ma być „bezpieczeństwo energetyczne kraju, przy zapewnieniu wzrostu konkurencyjności gospodarki, a także zmniejszenia negatywnego oddziaływania sektora energii na środowisko”. Nie ma powodu aby snuć teorie spiskowe, ale czy nie może zastanawiać fakt, że biorąc pod uwagę kompetencje w ustawie o działach, ME po uchwaleniu zmian może wszystkim innym ministerstwom i  interesariuszom powiedzieć, że PEP jest od tego aby resort energii ze swoimi spółkami zależnymi dążył do (zdefiniowanego przez siebie) bezpieczeństwa energetycznego (trudno wymiernego- każde koszty można uzasadnić). Mniejsza o to "po ile" – bo to cel drugorzędny i mniejsza o to "jakim kosztem środowiskowym" – możliwości odsuwania w czasie. Naruszona zostanie wypracowana wcześniej bezpieczna, interdyscyplinarna równowaga pomiędzy "Moskwą" (bezpieczeństwo energetyczne), "Brukselą" (konkurencyjność, innowacyjność) i "Kioto (ochrona klimatu). Byłaby to cicha, niekonsultowana, robiona po partacku i ryzykowana zmiana niepisanej doktryny, niezgodna ze „Strategią na rzecz odpowiedzialnego rozwoju” (SOR), gdzie chodziło o „ponadresortowość”, a „dział energetyka” miał przede wszystkim (jako tzw.  „dział wpływający”) zapewnić  konkurencyjność gospodarki.

Czy PEP jest pisany (tak jak unijny Pakiet Zimowy) z uwzględnieniem interesów konsumentów energii i czy zdołają oni wziąć udział w konsultacjach projektu PEP
Półtora miesiąca po przyjęciu projektu PEP przez kierownictwo resortu -  zgodnie z zapowiedzią Ministra Krzysztofa Tchórzewskiego - w  połowie listopada ME chce przedstawić PEP do uzgodnień międzyresortowych. Tymczasem jego spółki podległe ME zgromadzone w PKEE w żarliwej jak i naciąganej, a miejscami nawet absurdalnej obronie („Elektrownia Ostrołęka C … wspiera rozwój OZE”; tak jakby nie było racjonalnych, bardziej elastyczniejszych źródeł w miksie i tańszych metod wsparcia OZE!)  przed wieloma uzasadnionymi obawami i zarzutami Instytutu Jagiellońskiego  (ujętymi zbiorczo w raporcie „Czas przezbrojenia? O wpływie cen energii elektrycznej na gospodarkę”)  piszą że wiedzą co zawiera KPEiK. Czyli znają dokument, zanim o jego zawartości dowiedzą się członkowie rządu, konsumenci energii i konkurenci. Można wysnuć wniosek że PKEE współtworzy PEP i KPEiK jako pierwszy konsultant. Późne poddanie tych dokumentów pod publiczne konsultacje i spodziewane krótkie terminy budzą obawy konsumentów energii.  Rozporządzenie o zarządzaniu Unią energetyczna wymaga aby opinia publiczna miała możliwość wczesnego i skutecznego udziału w przygotowaniu projektu KPEiK. Zapewne użyty zostanie argument że to KE pilnie żąda dokumentów do końca roku, ale czy KE ograniczała ME we wcześniejszym przedstawieniu dokumentów (zalecała styczeń 2018) do konsultacji w kraju i szerokiego dzielenia się pomysłami na etapie założeń?

Czy miks energetyczny w PEP będzie zoptymalizowany pod kątem kosztów energii i kosztów dla podatnika?
KE w swoich wytycznych do KPEiK zaleca aby rządy przedstawiły analizę i zbilansowanie środków ma transformację (tego się nie da zrobić bez prognozy taryf). Niepokój konsumentów energii budzić mogą szczątkowe informacje o zawartości PEP przedstawione przez ME na Komisji Sejmowej , a w szczególności znaczące plany inwestycyjne  koncernów (6 GW) w energetykę konwencjonalna i kogenerację. Powołując się na prace nad PEP ministerstwo twierdzi że tylko PGE do 2030 roku PGE bierze pod uwagę rozpoczęcie inwestycji w 3,2 GW nowych mocy, które „mają one dotyczyć energetyki konwencjonalnej, kogeneracji i OZE”. Jeżeli kolejność nie jest przypadkowa i jeżeli jest mowa o węglu i paliwach kopalnych, i jeżeli w tym zakresie ME uzyska w KE notyfikacje wsparcia dla kogeneracji, to warto  zauważyć, że UE zgodnie z Pakietem Zimowym  i pakietem finansowym 2021-2027 wyklucza wsparcie po 2020 roku dla kogeneracji na węglu, a nawet każdym innym paliwie kopalnym. Ew. prawo do realizacji inwestycji w systemie wsparcia kogeneracji - aukcje  lub uznaniowe premie gwarantowane dla jednostek istniejących - przyznane  w latach 2019-2020 będzie oznaczało też „prawo do rosnących opłat za emisje CO2”, co powinno niepokoić nie tylko odbiorców energii elektrycznej ale i ciepła. 

Czy OZE (też te instalowane u konsumentów energii) będą potraktowane w PEP jako przyczyna wzrostu kosztów po 2020 roku czy jako remedium na nadmiernie koszty energii z paliw kopalnych?  
Dwuletnia próżnia pomiędzy "tu i teraz", a wejściem w życie konkretnych, uzgodnionych i nawet odpowiednio skonsultowanych zaleceń KPEiK nie będzie też sprzyjała bieżącej  mobilizacji ME do podejmowania skutecznych działań na rzecz trwałego zwiększenia udziałów OZE, w tym minimalizowania deficytu energii  z OZE w 2020 roku. Swobodne traktowanie (bezproduktywne dla inwestycji) upływającego czasu i brak radykalnych działań szybko przełożą się na wymierne koszty.   Dotychczasowe szacunki (z 2017 roku) mówiące o 12,5-17,5 mld zł na konieczny transfer statystyczny (koszt podatników)  i import  biopaliw II-ej generacji (koszt po stronie kierowców i pasażerów) jako okupu dla innych krajów UE za unikajcie jeszcze wyższej kary "traktatowej" za niewypełnienie celów OZE,  wydają się już zaniżone. Jeżeli KPEiK oraz PEP będą w sprawie OZE zawierały to samo co projekt „Polityki Ekologicznej Państwa do 2030” (z lipca br.), to Polska nie uzyska wymaganych zobowiązaniami międzynarodowymi przyrostów OZE, a wykaże jedynie koszty. Projekt polityki ekologicznej zakłada bowiem rozwój tylko wartościowych ale najdroższych źródeł: „(…) podejmowane będą działania dotyczące m.in. wprowadzania innowacyjnych technologii OZE, w tym rozwój geotermii, czy też realizacji koncepcji leśnych gospodarstw węglowych. Wspierane będą m.in. (…) ciepłownie geotermalne i pompy ciepła, biogazownie i małe elektrownie wodne”, czyli tylko droższa część zielonego miksu energetycznego. Fakt, - polityka ekologiczna zgodnie z ustawą nie musi być nastawiona -tak jak obecnie PEP - na obniżanie kosztów energii, ale projekt dokumentu nie powstał bez konsultacji z ME, a ostatecznie powinien być spójny z PEP. Może zatem być zwiastunem także kosztownego miksu OZE w PEP?

Krótkoterminowe ryzyka większe niż niepewności długookresowej strategii ?
Doceniając myślenie strategiczne, długookresowe-  czego wyrazem mają w końcu być długo oczekiwane KPEiK i PEP oraz działania niepartykularne -  nie można pozwolić aby ramy rozwoju tworzyć lub  ograniczać metodą faktów dokonanych. W tym przypadku "prawo Kaduka" nie mające oparcia w polityce przyjętej zgodnie z prawem,  nie zostawi wartościowego spadku, tylko koszty osierocone do zapłacenia przez konsumentów energii. Ryzyka pojawienia się kosztów osieroconych i niebezpiecznie zawężonej z uwagi na zmarnowany czas możliwości zmiany strategii energetycznej rosną w obecnym okresie wyborczym i narastają. W 2021 roku będzie już za późno na racjonalne i zaplanowane korekty, nawet mając plan znowu będziemy musieli się chaotycznie dostosowywać do uwarunkowań zewnętrznych, od nas niezależnych.
Jako jeden z najbardziej uprawnionych „sygnalistów” racje ma prezes URE twierdzącnadchodzące miesiące to bardzo trudny okres dla energetyki, gospodarka będzie musiała się zmierzyć z oczekiwaniami wynikającymi z kampanii wyborczej. Musimy pamiętać, że to czas wielkich deklaracji, nierzadko nierealnych. Nie zapominajmy o tym, że niechcący możemy stać się narzędziem w czyichś rękach i deklaracjach”.
Czekanie biernie konsumentów energii  na PEP i KPEiK (których oficjalnie nikt postronny nie widział i nie wiadomo czy ktoś taki zdąży te dokumenty skonsultować) samo w sobie nie rozwiąże wszystkich problemów. W szczególności nie rozwiążemy problemu rosnących kosztów dla gospodarki, które oczywiście najsilniej ujawnią się po wyborach. Warto jeszcze raz wrócić do wniosków z jednego z poprzednich artykułów na blogu „Odnawialnym”.  Energetyka działa w sposób wyizolowany z gospodarki, inaczej niż to było zakładane w SOR, gdzie miała pełnić rolę służebną wobec gospodarki.  Powstanie w styczniu 2016 roku ME będącego zarazem właścicielem spółek energetycznych i regulatorem utorowało drogę do budowy swoistego „państwa w państwie”.(…) Wydaje się ze Komitet Ekonomiczny Rady Ministrów, który jeszcze za poprzedniego rządu (i pod przewodnictwem wicepremiera Mateusza Morawieckiego) miał koordynować  prace ministerstw gospodarczych, nie do końca był w stanie zintegrować działania resortu energii i pozostałych.

środa, października 03, 2018

W obliczu wzrostu cen energii rząd ulega presji doraźnego rozdawnictwa przywilejów zamiast stymulowac powszechne inwestycje w OZE i w generację rozproszoną


W  czerwcu 2016 roku, po zabraniu taryfy gwarantowanych prosumentom  i uczynnieniu inwestycji gospodarstw domowych w mikroinstalacje OZE nieopłacalnymi  IEO radził , aby to  MŚP inwestowały w OZE, bo jeszcze szybciej niż „Kowalskich” dopadną je rosnące ceny energii. Alarmująca sprzed roku prognoza IEO wzrostu kosztów energii przełożyła się na proroczy tytuł artykułu w RzeczpospolitejZa walkę z OZE zapłacimy wyższymi rachunkami”.  Kolejna jej aktualizacja, po kolejnych 6-ciu miesiącach prognozy IEO potwierdzająca groźbę jeszcze szybszego wzrostu cen znalazła odzwierciedlenie w innym wakacyjnym tytule tego samego dziennikaCeny prądu nas porażą. Droga energia zatopi firmy”. Dopiero teraz nie ma wątpliwości, że "sygnalista" miał rację i nie ma też sensu aby teraz wypominać tym co głosili odmienne tezy lub ignorowali problem.

Mam pewne podstawy aby przypomnieć że tak pisałem cztery lata temu: „Przykre jest to, że już ponad 6 lat temu niekorzystne skutki polskiej polityki opóźniania i niewdrażania prawa UE  przewidywałem (także na blogu „Odnawialnym”), ale  żadnego konstruktywnego działania korekcyjnego nie było. -Chyba wreszcie ulegnę namowom współpracowników i kupię sobie koszulkę z napisem „a nie mówiłem”. W dalszym ciągu jednak nie rozumiem skąd bierze się u rządzących w Polsce to przekonanie, że wbrew oczywistym argumentom zrobimy UE (czyli, jako kraj członkowski samych siebie) w konia.

Trzeba jednak patrzeć do przodu. Poruszany i ignorowany już całkiem świadomie od ponad 2 lat problem jest na tyle poważny, że nie wolno po raz kolejny dać się  ponieść zgoła innemu populizmowi i kolejnej krótkowzroczności. Nie wolno leczyć dżumy cholerą i w emocjach pozwolić działać jedynie tym, co chcą na nieszczęściu - jakim dla ludzi i dla gospodarki jest problem gwałtownego wzrostu cen energii (problem przemilczany i odkładany na potem i przerzucany na innych) -  zbić krótkoterminowy kapitał. Bedzie dobrze uzasadniona gra na podwyżki cen i nie zabraknie "dzielnych" obrońców interesów branżowych (nie wiadomo gdzie byli jeszcze parę miesięcy  temu). W takich sytuacjach zawsze wygrywają silniejsi, ci lepiej zorganizowani. Najpierw trzeba mieć całościowy plan obniżania kosztów w całym systemie energetycznym, zarówno tym wytwórczym jak  i po stronie odbiorców (DSM).

Doraźne ruchy, jak np. ten aby - zawsze kosztem innych, słabszych  - wybiórczo wspierać już widać. Np. tylko duże przedsiębiorstwa energochłonne, które choć płaca za anergię najmniej to  dużo jej zużywają i dożo ona znaczy w kosztach niektórych z nich. Tu partykularnej presji i nastrojom najwyraźniej uległ nawet taki fachowiec jak wiceminister Tomasz Dąbrowski ogłaszając za szybko że Rząd [tylko doraźnie] wesprze przemysł porażony drogim prądem. O tym aby chronić  tylko „Kowalskich” od początku kryzysu "cenowego" mówi i zaklina doświadczony polityk - minister Krzysztof Tchórzewski.  Te, czasami kosztowne plastry "na przeczekanie" nie rozwiążą jednak istoty problemu, bo nawet jak wzrost cen uprawnień do emisji znowu na trochę przyhamuje to i tak tylko na chwilę, a wszystkich w taki sposób nie uratujemy, zwłaszcza tych, którym do tej pory żaden polityk nigdy nie pomógł. - Raczej obciążył na rachunkach za prąd rozdawnictwem przywilejów dla innych, często bogatszych niż naprawdę potrzebujących jak np. MŚP, rolnicy towarowi, rzemiosło. Takimi działaniami zniechęcimy tylko do inwestycji tych co jeszcze mogą (nie piszę o tych najsłabszych, ale im też warto inaczej, mądrzej pomóc i to  raczej instrumentami polityki społecznej, a nie energetycznej).

Bez właściwych sygnałów cenowych Polskę jeszcze bardziej pogrążymy w rozdawnictwie konsumenckim bez wyjścia i zatopimy też polską energetykę. Jedyne rozsądne wyjście to skierowanie reszty zasobów prywatnych i pomocy państwa na inwestycje w punktową  konwencjonalną generacje rozproszoną w większych firmach i masowe inwestycje w OZE, które właśnie dojrzały do tego aby obniżać koszty w nowym systemie energetycznym i mogą dać ludziom i firmom szansę i nadzieję na bardziej trwałe wyrwanie się ze spirali wzrostu kosztów (efekt fundamentalnej pomyłki w sprawie strategii energetycznej), i umożliwić bardziej sprawiedliwy ich podział.

Zamiast długo pisać tym razem zapraszam do przeczytania  i odsłuchania okazyjnego wywiadu na Kongresie Nowego Przemysłu, na którym poruszony problem wielokrotnie wybrzmiał niezwykle prawdziwie, a podaję link znowu nieskromnie tylko do jednej wypowiedzi, która jednak wiernie oddaje emocje i autentyczny ton dyskusji jaka odbyła w Katowicach.