piątek, lutego 06, 2009

O przyczynach „odnawialnej niedoli” czyli o tym jak chłopcy z Wiejskiej i okolic oraz eksperci i urzędnicy grają w klocki, każdy w swoje

Tym razem zamiast wpisu pozwalam sobie przenieść wczorajszy komentarz Pani Iwony Bilskiej do poprzedniego wpisu, bo to było coś znacznie więcej niż komentarz. Robię to po raz drugi w historii "odnawialnego", bo tekst jest wyjątkowy, ciekawy, autentyczny i choć pisany odruchowo, to głęboki. Pozwoliłem sobie tylko na zaproponowanie tytułu i drobne dostosowania redakcyjne z zachowaniem oryginalnego i żywego języka. Ale teraz oddaję łamy odnawialnego autorce i jednocześnie przenoszę pod obecny wpis jeszcze raz także wczoraj dodany przez Pana Romualda Bartkowicza "komentarz do ówczesnego komentarza" Pani Iwony. Polecam do lektury i zachęcam do dalszych komentarzy. Grzegorz Wisniewski

Nie chodzi o to, żeby Polska, jako samodzielny kraj, na światowych rynkach, zaczęła być ‘dominą’ nowoczesnych technologii - czy to energetycznych, czy innych - i niczym ożywiony Kopernik – który nawet jeśli kiedyś nie był kobietą, to teraz w imię jakichś szczególnych priorytetów, pewno musiałby się nią stać – dokonywała rewolucyjnych, technicznych przewrotów. Chodzi o to, by wewnętrznie, na każdym kroku, co kadencję, nie zsuwać wszystkich klocków z planszy do szuflady, i nie rozstawiać ich ciągle na nowo.
Tym bardziej, że energetyczno-ekologiczne klocki, zsuwane co kadencję do szuflady, mają to do siebie, że zazwyczaj w trakcie tych ‘zabaw’ ulegają trwałym uszkodzeniom. Ja też już trochę straciłam nadzieję, że w obszarze badań i rozwoju własnych (polskich) technologii wykorzystujących ‘odnawialne’, wykroczymy kiedykolwiek poza wizerunek, garstki ‘nawiedzonych i sfrustrowanych wizjonerów, z zachwianą oceną ‘rzeczywistości’, przyodzianych w sweter z roku tysiąc dziewięćset siedemdziesiątego i w okularach ze szkłami, przypominającymi denka od słoików po ogórkach, którzy przy pomocy kawałka sznurka, arkusza blachy i wiaderka czernidła, będą próbowali na kolanach, udowodnić, że ‘TO NAPRAWDĘ MOŻE SIĘ OPŁACAĆ’.
Dawno temu, kiedy zaczynałam zajmować się odnawialnymi (a był to rok zdaje się 1997), Państwo, jeszcze jako EC BREC, zapoczątkowali (jak dla mnie) fantastyczną falę, która rzeczywiście, gdyby rzetelnie kontynuować taką politykę wespół z ‘energetycznie i ekologicznie uświadomionym rządem’ wraz z całym instrumentarium legislacyjnym, sprawiłaby, że o bezpieczeństwo energetyczne naprawdę, nigdy nie musielibyśmy się martwić. Odnawialne, mała energetyka, kogeneracja, praca u podstaw w gminach. Aż nie mogłam wyjść z podziwu, że to się dzieje w Polsce :) Kujawy, Pomorze, pięknie przygotowane pod inwestycje Podkarpacie, zbilansowane zasoby, zidentyfikowane istniejące instalacje. Dostęp do informacji. Dostęp do danych. No tylko brać pisać systemowe programy, maksymalizować wykorzystanie ‘polskiej siły roboczej’ i inwestować. Tyle, że u nas takie programy pisze się albo dla megamolochów, podejrzewam, że ze ściśle określonymi ‘przepływami pieniężnymi’, albo ‘ustaw się w kolejce – zadzwonimy do ciebie’ ;)
A jakaż to piękna nisza dla rozwoju POLSKICH małych i średnich przedsiębiorstw, zaopiekowanych MĄDRYM, MERYTORYCZNYM PROGRAMEM, który kompleksowo i UCZCIWIE potrafiłby ogarnąć całokształt zjawiska.

I tu wróćmy do ‘sprawy Rydzyka’ (z poprzedniego wpisu). Pomijając mój stosunek do przeplatania biznesu z religią i zakładając, że mimo wszystko pozycja akurat tego inwestora wymuszałaby na nim krystaliczną wręcz uczciwość - no bo wiadomo, w razie czego świadomość wiecznych, piekielnych mąk – to uważam, że nie do końca dobrze się stało, jak się stało.
Jeżeli już w roku 2007 jakaś część środków, została mu przyznana, na realizację tego przedsięwzięcia, to najprawdopodobniej były ku temu jakieś podstawy.
Niechże do jasnej Anielki, ktoś w końcu zacznie za coś odpowiadać. Wyzbądźmy się tej kretyńskiej uznaniowości w podejmowaniu decyzji, które mogą się przecież opierać na rzetelnych ekspertyzach, wykonywanych przez rzetelnych fachowców.
A ja oglądam ‘ Warto rozmawiać’, i tam w studiu, jeden że 60 °C, nie warto, drugi, że jeszcze sto metrów i będzie 80 stopni, trzeci, że tak naprawdę to nie chodzi o temperaturę tylko o finanse, na to dwóch, że pieniądze już walą drzwiami i oknami z Unii, wszelakich ‘partnerstw’, w rezultacie okazuje się, że właściwie to nie ma żadnych przeszkód.
I teraz, gdyby dociekać sprawiedliwości to trzeba by wziąć za fraki tych co przyznali pieniądze na odwierty (na jakiej podstawie), wyniki aktualnych ekspertyz – temperatury, wydajności (decyzja odmowna), weryfikacja ekspertyzy na wniosek tych co twierdzą, że wyniki są inne gdyby jeszcze ciut pokopać (ciągle się pojawia w dyskusjach 80ºC) - a ten co się pomylił, niech za swą niekompetencję zapłaci. To akurat taki medialny przypadek, ale co się dzieje podczas realizacji mniejszych inwestycji MEW, wiatraczków, innych, kiedy zacznie się przedeptywać urzędowe szlaki miedzy biurowymi pokojami, a czyni się to z pozycji ‘nieupozycjonowanego intruza i zakłócacza biurowego rytuału picia porannej kawy’ – tego już tu pisać nie będę bo i tak wyczerpałam wszelkie dopuszczalne normy długości komentarza ;)

Pozdrawiam i przepraszam za chaotyczną nieco wypowiedź, ale to poryw chwili był i troski nad tą odnawialną niedolą :)
Iwona Bilska

12 komentarzy:

Grzegorz Wiśniewski pisze...

Romuald Bartkowicz pisze...
Jak Pan to robi, Panie Grzegorzu, że w "Odnawialnym" większość postów natychmiast komentowana jest przez parę osób i zawsze można tutaj liczyć na interesującą i pouczającą lekturę? :)... A do włączenia się w tę rozmowę zmobilizował mnie właśnie znakomity tekst Pani Iwony (która nie ma za co przepraszać, prosimy o więcej :).

Określenie: "energetycznie i ekologicznie uświadomiony rząd" brzmi świetnie, lecz wydaje się dotyczyć bardziej rządu amerykańskiego niż naszego... Cóż, wydaje mi się, że naszym politykom niestety nie będzie "chciało się chcieć" działać w kierunku rozwoju energetyki odnawialnej dopóty, dopóki nie przetrzepie ich wiatr historii oraz nie nastąpi pokoleniowa zmiana warty. Na ludzi wyedukowanych proekologicznie i rozumiejących z funkcjonowania tego świata nieco więcej niż wysokość "słupków" w statystykach popularności i widzących więcej niż czubek własnego nosa.

Póki co rzeczywiście "praca u podstaw w gminach" może przynosić nadspodziewanie dobre wyniki; uważam, że od samorządowców (z których często wywodzą się późniejsi politycy najwyższego szczebla) zależy bardzo wiele. Od kilku lat rozmawiamy o tym z p. Józefem Neterowiczem (ekspertem Związku Powiatów Polskich od spraw OZE) i uważamy, że absolutnie niezbędne jest przeprowadzenie ogólnopolskich szkoleń właśnie "uświadamiających energetycznie i ekologicznie" pracowników urzędów gminnych i powiatowych.

(Tu nasuwa mi się smutna konstatacja - na Forum Samorządowych Specjalistów d.s. eko-energetyki (www.renewables.pl) kompletna cisza... I w ogóle utworzone na bazie materiałów z "Odnawialnego" Forum Dyskusyjne OZE nadspodziewanie marnie się rozwija!)

Czytam kilka razy jakże mądre zdanie p. Iwony o "rozwoju POLSKICH małych i średnich przedsiębiorstw, zaopiekowanych MĄDRYM, MERYTORYCZNYM PROGRAMEM, który kompleksowo i UCZCIWIE potrafiłby ogarnąć całokształt zjawiska" i aż mnie skręca
z bezsilnej złości, że nikt z decydentów na to nie odpowie, nikt nie zawoła: to takie proste, bierzmy się za to!

A z polską geotermią to też nie jest takie proste, jak się to w mediach przedstawia. Puszczane jest w obieg parę chwytliwych haseł, sprawę omawia niewielu ekspertów, przeciętny telewidz czy słuchacz nie może sobie wyrobić sensownego zdania a z kolei ktoś kto ma trochę pojęcia o minusach tej technologii, o realnych kosztach i trudnościach zżyma się na teoretyczne opowieści o potencjalnych zasobach energii elektrycznej produkowanej z gorącej wody...

W miejsce audycji emitowanych trochę na zasadzie sprzedaży taniej sensacji powinni dostać czas antenowy uznani eksperci i specjaliści, którzy są w stanie przybliżyć zwykłemu zjadaczowi chleba każdy temat związany z OZE .

pozdrawiam serdecznie
luty 05, 2009
Romuald Bartkowicz

Bogdan Szymański pisze...

Z niektórymi tezami Pani Iwony trudno się nie zgodzić jak np odpowiedzialność za błędne decyzje i ekspertyzy. W Polsce skala przekłamań naginania faktów i niekompetencji w OZE jest zastraszająca i często uniemożliwia prowadzenie rzetelnego biznesu.

Co do jednego się nie zgodzę a mianowicie że nie chodzi o to aby polska była "domianą" nowoczesnych technologii.

Nowe technologię są kluczem rozwoju kraju i wzrostu PKB. To samo dotyczy energetyki.
Droga i czysta energia nie jest rozwiązaniem. Panuje mylne przekonanie że jeżeli zainstalujemy w Polsce tysiące MW turbin wiatrowych i ogniw PV po obecnych cenach oraz całe paliwo zastąpimy biopaliwem po 5-6zł/litr to wygenerujemy wzrost gospodarczy ? Nic bardziej mylnego.

Kluczem do rozwoju zielonej energii jest jej cena - a cenę można zredukować inwestując w nowe technologie.

Korzyści gospodarcze i społeczne z inwestycji w oze następują wtedy gdy cena takiej energii jest niższa od ceny "brudnej" energii + koszty negatywnego wpływu tej energii na środowisko.

Osobiście uważam że Polskim problemem jest system wsparcia OZE który sprzyja inwestycjom w "odnawialny beton" stare technologie bez potencjału redukcji ceny i bilansujące się jedynie dzięki dotacji. To czego brakuje mi w Polsce to właśnie wizjonerstwa decydentów. Wśród władz jest kompletny brak rozeznania które technologie dobrze rokują na przyszłość i zasługują na wsparcie a które są właśnie "odnawialnym betonem" wysysającym jedynie publiczne pieniądze.

Grzegorz Wiśniewski pisze...

Wątków jest wiele, może odniosę się do trzech.

1) Brak woli do rzeczywistego reformowania energetyki i jej konsekwentnej modernizacji:
Są okresy reform i są okresy zastoju. Np. lata 90-to, to wspaniały okres reform, kiedy politycy nie bali się myśleć długookresowo, nie myśląc tylko o sobie i tracąc nawet krótkookresowo. Takie okresy zdarzają się rzadko, ale są znaczące. Idąc niejako z falą reform, od pod koniec lat 90-tych i na przełomie z obecnym 10-leciem, udało się niewielkiej grupie zapaleńców przeprowadzić przez Sejm uchwalę o konieczności wsparcia dla energetyki odnawialnej (1999), przez rząd (2000) i sejm (2001) Strategię rozwoju energetyki odnawialnej –dodam, że nie bez kłopotów:), ale potem już na poziomie Rady Ministrów i Sejmu grzęzły takie dokumenty jak: (w 2002 r.) Program wykonawczy do Strategii czy (w 2003 r.)- ustawa o wykorzystaniu odnawialnych źródeł energii i promocji odnawialnych źródeł energii (tu dodam że pewne elementy w 2004 r. w okrojonej formie przeszły jednak do art. 9a obecnego Prawa energetycznego). Pogorszyła się jakość polityków (zdecydowanie!) i wzrósł opór zagrożonego utratą kawałka tortu sektora energetyki konwencjonalnej, a sektor OZE nie zdążył wybić się na samodzielność, także polityczną za która stałoby np. minimum 100 tys. osób zatrudnionych. Od 2004 r. w zasadzie robimy tylko to co musimy aby po wejściu do UE nie być narażonym na ew. sankcje, ale i tu „My Naród” coraz „śmielej” sobie poczynamy i w naszym pędzie budowy gazoportów i gazociągów (wiemy lepiej!) nie pozwolimy sobie na to aby nam ktoś w kaszę dmuchał. Pakiet klimatyczny, obecny kryzys i powiew świeżości z USA stwarzają okazje na nowy etap reform, ale już teraz widać, że Polska tej szansy nie wykorzysta. W życiu jest tak, że szanse trafiają się rzadko, a już jak są to trzeba umieć tę sprzyjającą koniunkturę i swój czas wykorzystać. Centrum polityczne i gospodarcze kraju nie jest w stanie nic więcej w dobie obecnej światowej rewolucji wymyślić niż elektrownię jądrową (to potrafił nawet Kim Ir Sen :( i w jakości myślenia (ach Obama :) i braku odwagi w myśleniu widzę źródła niekończącej się „odnawialnej niedoli). Trzeba jednak robić swoje.

2) Praca u podstaw w gminach, o której pisze Pani Iwona (podając budujące regionalne przykłady) i do czego nawołuje Pan Romuald (słusznie wskazując na nie wykorzystywanie wszelkich sposobności) to jest najlepsza reakcja na „marazm na górze”. Na górze trzeba umieć „zapunktować” na fali coraz bardziej subtelnych wymuszeń z UE. Jest trochę lepiej niż za poprzedniej anytrefrmatorskiej i antyunijnej koalicji, ale trudno sobie wyobrazić aby obecny rząd zdecydował się robić więcej niż musi i „zaopiekował się tymi małymi”. Ale rzeczywiście, wiele spraw można zrobić na niższym szczeblu. Zbliżają się wybory samorządowe i mamy wielu wspaniałych; myślących i odważnych polityków samorządowców. To jest taka prosta zasada, jak masz niezbyt przyjaznego premiera czy niezbyt przyjaznego prezydenta to nie czekaj z założonymi rękoma 4-6 lat nadzieją , że może przyjdzie ktoś rozsądniejszy, pamiętaj, że wśród 16 marszałków, 379 starostów, 2478 wójtów (i burmistrzów) znajdziesz ludzi mądrych i nawet jak w 2 regionach, 20 powiatach i 200 gminach uda ci się cokolwiek zrobić, to i tak będzie to pewniejszy wkład w wyjście z „odnawialnej niedoli” niż czekanie w Polsce na Obamę :).

3) Nowe technologie: Powiem tak, że wsparcie dla nich, jest obok przyjaznej polityki i instrumentów budowy rynku, drugim elementem wychodzenia z „odnawialnej niedoli”. Szkoda, że (i tu zgadzam się z Panem Bogdanem), że w Polsce jest niewielka korelacja pomiędzy nimi i zwykłe marnowanie sił i środków, nie mówiąc już o klockach :). Ale, poza koniecznością tworzenia spójnego systemu, przy ograniczonych środkach i możliwościach trzeba szukać proporcji pomiędzy skalą wsparcia rynku, a skalą wsparcia nowych technologii. To tak jak w nauce gdzie trzeba szukać proporcji pomiędzy teorią i praktyką (praktyka bez teorii jest bezużyteczna a teoria bez praktyki jest niebezpieczna …) czy tak jak obecnie w USA, gdzie Al Gore opowiada się bardziej za wsparciem rynku, a Steven Chu (minister energetyki) za wsparciem przede wszystkim rozwoju technologii. Myślę, że w Polsce mamy za słaby przemysł OZE aby był w stanie zaabsorbować i wprowadzić na rynek wielkie i rzeczywiste (nie pozorne) innowacje. Mamy tu błędne koło, ale sądzę że przełamywać je (przy ograniczonych zasobach) powinniśmy budową rynku i wspierać nowymi technologiami, będącymi w zasięgu przemysłu. Czeka nas długa droga, aby Polska stała się kreatorem nowych technologii typu „breake through” a nie tylko ich „copy maker-em”, ale potrzebna jest tu żelazna konsekwencja i stabilna polityka zmniejszająca ryzyko po stronie inwestującego w nowe.

Iwona Bilska pisze...

Nie spodziewałam się, aż takiego wyróżnienia mojego wpisu :) To bardzo miłe uczucie, wiedzieć, że intuicja nie zawodzi, i że pewne sprawy najprawdopodobniej postrzegamy w podobny sposób.
Zwłaszcza w ostatnim czasie, kiedy namnożenie różnorakich politycznych absurdów zdaje się przybierać na sile. Ale tak jak Pan Grzegorz wspomniał, może istotnie należy szukać optymizmu lokalnego, i niejako oddolnie pewne mechanizmy wypracowywać.
Oczywiście, również i ten etap pracy u podstaw, mam gdzieś za sobą ;) bo jeszcze pracując w dużym przedsiębiorstwie związanym z energetyką zawodową, poszukując nowych nisz energetycznych w momencie zastoju na ‘dużym rynku’, wespół z Katowickim i Opolskim WFOŚem i kilkoma jeszcze kooperantami, próbowaliśmy ganiać z kagankiem oświaty ekologicznej. Udało się przeszkolić wiele Gmin, ale proporcjonalnie na sto wysłanych zaproszeń zainteresowanie wykazywało dwadzieścia, trzydzieści Gmin (po intensywnym lobbingu ;P), mimo, że szkolenia za darmo (bo dofinansowane z WFOŚ).
Z tego może pięć Gmin istotnie skorzystało merytorycznie, bo przysyłane były osoby, które istotnie tematem były zainteresowane. Reszta, często po wypiciu kawy, schrupaniu cateringu, pragnęła jak najszybciej uwolnić się z tego edukacyjnego ucisku : )
A był to okres, kiedy na Gminy nałożono obowiązek sporządzania ‘Planów Zaopatrzenia w Ciepło i Energię Elektryczną, z uwzględnieniem odnawialnych’, więc wydawać by się mogło, że trudno się będzie opędzić.
Jeszcze długi czas po terminie wypełnienia tego obowiązku, próżno było w Gminach o takie plany pytać. Na sto Gmin, taki plan miało może Gmin pięć. Przy czym, gdy rozmawiało się z przedstawicielami tych pięciu, to zwykle pluli sobie w brodę, że są w gorącej wodzie kąpani i niepotrzebnie wyskakiwali przed szereg, ponosili koszty, bo inni nie zrobili nic, i jakoś konsekwencji nie ponoszą.
I taka jest niestety prawda, o mocy i egzekwowaniu większości ustaw i aktów wykonawczych, o zapale do szkoleń i chłonięcia wiedzy.
- (ależ ja jestem zgorzkniała:) !) – tak było - może teraz jest inaczej, OBY :)
Mam nieodparte i napawające mnie grozą wrażenie, że tak naprawdę, to Rząd, kompletnie nie identyfikuje się ani z zadaniami priorytetowymi jakie wynikają ze strategii i zobowiązań unijnych, ani też ze zobowiązaniami, które wynikają ze strategii własnych. Skoro się nie identyfikuje, to ryzykownym byłoby oczekiwanie, że przedsięweźmie kroki i będzie się angażował.
Jest to punkt do odfajkowania, do którego wraca się gdy ‘gonią terminy’. Na tę okazję wymyśla się jakiś wytrych w rodzaju ‘współspalania biomasy z węglem’, żeby łatwiej było wypełnić statystykę, a jeszcze dokonać czegoś, co przez długi czas wydawało się niemożliwe :) – w pewnym sensie ożenić lobby węglowe z odnawialnymi :) – no jakież z tego mogło powstać małżeństwo ;)?!!

***
Pan Romuald pisze i powątpiewa, pisze, że dopiero pokoleniowa zmiana warty, ;)
Ależ Panie Romualdzie! To ileż na tę zmianę warty czekać?, toż to już mamy MŁODYCH, PIĘKNYCH, LOTNYCH, BYSTRYCH, OTWARTYCH i raczej chętnych do pracy ludzi. Wystarczy nie podcinać im skrzydeł i nie kazać brnąć w tym - niczym rodem z dramatów Kafki – oceanie Montypythonowskich paradoksów. Proszę spojrzeć u Pana Grzegorza, przecież w Centrum lwia część kadry to młodzież – czego im brakuje? (znaczy się, nie wiem jak jest teraz, ale wiem, że tak było za czasów kiedy jeździłam do nich na konferencje).
Oni naprawdę kiedy jadą za granicę to dobrze sobie radzą i są mile widziani, gorzej kiedy wracają do Polski i chcieliby to transponować, to może powalić każdego, nawet największą Siłaczkę :) A nie przymierzając, gdy ten metaforyczny naukowiec w swetrze z tysiąc dziewięćset siedemdziesiątego (z mojej poprzedniej wypowiedzi), przedrze się jakimś cudem, do ‘obcych i cywilizowanych krajów’, to gwarantuję Panu, że za chwilę jest we wszystkich branżowych publikacjach, patentach, a jego zagraniczne audytorium podczas wystąpień konferencyjnych, cmoka z zachwytem i uznaniem ;) I zazwyczaj dopiero wtedy, nasz Rząd się budzi i pragnie go do Polski ściągnąć, choćby i na odczyt, choćby na chwil parę. A już niechby dostał Nobla, to pobiją się między sobą, który pierwszy ma sobie zrobić z nim zdjęcie :) Takie jest to polskie piekło.
Dlatego Panie Romualdzie, właściwie to już wszystko było, fakt, że w momencie jeszcze przedakcesyjnym, więc jedyna nadzieja, że teraz podejście i głód lokalnej wiedzy jest większy :)

***
Pan Bogdan pisze, o nowych technologiach, że są kluczem rozwoju, wzrostu PKB, że instalowanie tysięcy MW z OZE, to mylne przekonanie, że kluczem cena za energię…
Myślę, że to zawsze zależy od aktualnej sytuacji kraju i ‘palących priorytetów’, podstawą jest rzetelny SWOT, warto też uczyć się na cudzych błędach i umieć przeskakiwać pewne ‘chybione etapy’ rozwoju sektora. Te tysiące MW z OZE, to takie piarowskie zaśpiewy, żeby rozdrażnić lobby węglowe:) OZE są do wypełniania nisz, dla energetyki rozproszonej, dla sieci wydzielonych, dla ‘obszarów wybitnie korzystnych’, jako jeden z puzzli do wypełnienia energetycznej mozaiki. Po to, żeby nie wieźć wagonów węgla ze Śląska do Suwałk, a na Śląsku na siłę nie udowadniać, że to wybitny obszar dla wykorzystania biomasy .
Każdy obszar jest predestynowany do czegoś, ważne żeby lokalnie umieć to jak najlepiej określić.
Nie wyważać otwartych drzwi, nie ściągać nieefektywnego złomu, jeżeli patrzeć w przyszłość to rzeczywiście zaczynać z czymś NOWYM, może jeszcze w technologiach wodorowych, może obszar akumulowania energii, no i te megatony śmieci i odpadów, z którymi trzeba będzie coś zrobić – no to już źródła alternatywne.
Jeżeli chodzi o cenę energii, to oprócz efektu skali, w poszczególnych technologiach, tak jak Pan wspomina, ważny jest sposób przeprowadzania tego ‘rachunku efektywności ekonomicznej’. I tu ewidentnie musi nastąpić przewartościowanie, i wyeksponowanie nowych kryteriów, które będą uwzględniały ‘uniknione ekologiczne straty’, ale do tego trzeba właśnie tej ekologicznej świadomości. A u nas, jak to u nas, ekolog, zaczął się już niestety kojarzyć, z chłopakiem do wynajęcia, który za sto złotych, potrafi się przybić na kilka godzin, do dowolnego drzewa, w dowolnej puszczy, i jeszcze trzeba mu napisać na kartce przeciwko czemu protestuje.
I tak co idea, to ktoś kto musi się w tę ideę wpakować jako pośrednik, albo przeszkadzasz, co często niestety jest u nas synonimem.
Redukcja ceny, poprzez inwestowanie w ‘nowe’, to przynajmniej we wczesnym etapie rozwoju technologii dosyć ryzykowny pomysł :) tym bardziej, że zwykle obarczone sporym ryzykiem, więc i o dobry montaż finansowy trudniej.

A wie Pan, gdyby faktycznie udało się stworzyć ‘odnawialny beton’, i jeszcze do tego ekologiczny i wpasowany w energooszczędne technologie budowlane, to kto wie, czy od tego nie nastąpiłby najszybszy skok PKB :). ‘Odnawialne’ w nowoczesnym, energooszczędnym budownictwie! – to fantastyczna sprawa.

Przede wszystkim mądre gospodarowanie energią, energooszczędne budownictwo, rzetelne zbilansowanie posiadanych zasobów, a następnie efektywne ich wykorzystywanie z uwzględnieniem lokalnej specyfiki – to mój POSTULAT i CREDO ;)

Bardzo serdecznie pozdrawiam Gospodarza bloga,
jak również pozostałych dyskutantów,
jeżeli coś zabrzmiało ‘niesympatycznie i zgrzędliwie,
to proszę o wybaczenie, to z miłości do Ojczyzny :)
i jeszcze raz dziękuję za ‘wyróżnienie’ :)

PS, Następny komentarz obiecuję, że będzie krótszy :)

Bogdan Szymański pisze...

I tu się nie zgadzam z Panią Iwoną obecnie technologie OZE w większości skazane są na rolę uzupełniania energetyki zawodowej i to właśnie z powodu ceny. Jeżeli chcemy rewolucji energetycznej musimy inwestować w nowe technologie które będą w stanie zredukować tą cenę.
To jest ciekawa sprawa wzrost PKB czy bardziej po ludzku wzrost krajowego dobrobytu zwiększa się jeżeli. Zwiększamy wydajność pracy, obniżamy koszty w wyniku czego redukujemy cenę produktów. Te same prawa są w energetyce i jeżeli połowa polaków zacznie pracować w dotowanym długiem publicznym sektorze energetycznym to wcale nie staniemy się bogatsi.

pozdrawiam
bogdan

Iwona Bilska pisze...

Dziwne, bo po przeczytaniu tego co Pan napisał, wydaje mi się, że raczej Pan się ze mną zgodził :). Chodziło mi o przynależność ‘odnawialnych’ do sektora energetyki rozproszonej, który naturalnie uzupełnia sektor energetyki zawodowej, no ale mniejsza o to.
Pytanie, czy chcemy REWOLUCJI energetycznej? Czy może zrównoważonej koegzystencji w zdywersyfikowanym sektorze, różnych podmiotów, aż do momentu, gdy w naturalny sposób, któraś technologia zdobędzie pozycję przeważającą lub dominującą?
Podkreśla Pan rolę ceny, tak, cena jest rzeczą niezwykle istotną, ale wszystko zależy od okoliczności.
Gdyby okazało się, że próg wydolności klimatycznej Ziemi, przy utrzymującym się sposobie gospodarowania energią, zostanie przekroczony dajmy na to za dwa lata, i w związku z tym, bezwzględnie to gospodarowanie należy zmienić, bo inaczej w drastyczny sposób będzie to zagrażało życiu i zdrowiu ludzkiej populacji, to na ile wycenimy wtedy jednostkę czystej energii? Na ile wycenimy pylicę, nowotwory, alergie, astmy, inne … Jak uwzględnimy to w rachunku efektywności? Czy uwzględnienie ‘kosztów leczenia’ w rachunku ekonomicznym załatwi sprawę i będzie wystarczającym rozgrzeszeniem, czy należy dodać do tego jeszcze parę złotych, dla czystszego sumienia?
Czym jest w tym ujęciu społeczny dobrobyt? Tym, że do gniazdka z prądem włączymy jeszcze kilka domowych ‘urządzeń rozleniwiających’?
Czy może tym, że za jakiś czas, nasi potomkowie nie będą musieli nosić ‘maseczek filtrujących powietrze’?
W spektralnym rachunku ekonomicznym ‘odnawialne’, już są mocno konkurencyjne, co nie zmienia faktu, że nadal jest to sektor do penetracji i poszukiwań, co wymaga inwestycyjnych nakładów.

„… i jeżeli połowa polaków zacznie pracować w dotowanym długiem publicznym sektorze energetycznym to wcale nie staniemy się bogatsi.”

Może należałoby przystanąć i zapytać się siebie: „czy naprawdę jesteśmy aż tacy biedni?” i czy rzeczywiście wygrywanie konkurencji w zalewaniu planety śmieciami i przodowanie w wyścigu bezmyślnej konsumpcji, to aż takie powody do dumy?

Proszę prześledzić pozycja po pozycji drugie dno PKB, ile chlebów zakupionych, ile chlebów zmarnowanych, ile żywności w śmieciach, ile śmieci w lumpeksach, ile śmieci na złomowisko-parkingach, ile ołowiu na ulicach, ile śmieci i odpadów w rzekach, morzach oceanach… tu jest prawdziwy dług publiczny pogrzebany.
Tu jest drugie dno PKB – niestety druzgoczące jako podsumowanie cywilizacji człowieka.

Iwona Bilska pisze...

Przepraszam za ten trochę fanatyczny ton, ale jakoś mocno drażni mnie, ciągłe powoływanie się na dewaluujące się we współczesnym, świadomym otoczeniu kryteria i ciągłe podkreślanie kompleksu "polskiej biedy". Trwonienie własnych zasobów, niegospodarność, popadanie w ideologiczne skrajności - w zależności od tego kto 'inspiruje' - to właśnie nas gubi jako Naród. Brak szacunku dla siebie samych i nieumiejętność uczenia się na błędach popełnionych w tych podobno "cywilizowanych krajach".
Tak jak na giełdzie dobry gracz potrafi wygrywać na 'spadkach', tak może my jako społeczeństwo, powinniśmy wyciągać wnioski i nauki z trudnych doświadczeń, których nie szczędziła nam historia? Mamy całe spektrum pewnych ścieżek, którymi przeszły kraje wysoko rozwinięte. Patrząc wstecz i stojąc u początku drogi, możemy wybierać rozwiązania najlepsze. A my często, z oślim uporem, chcemy brnąć tymi drogami, z wiernym odtworzeniem wszystkich wpadek i potknięć.
Ze słabości uczynić siły! :) - to mój kolejny postulat :)

Dobrze, zamilknę już na dłużej, :) bo zdaje się wychodzę na fanatyczną dominę bloga,
ale moja wypowiedź ma na tyle uniwersalny charakter, że myślę, że powinna być pożyteczną.


Dołączam serdeczne pozdrowienia,
i pozostaję z nadzieją na bardziej sprzyjający rozwój naszego sektora :)
Iwona,

Bogdan Szymański pisze...

Muszę powiedzieć że zawiało populizmem.

Ko nie chciałby żyć w czystym środowisku bez spalin i wojen gdzie pieniądze się nie liczą. Ale czy to jest realne alternatywa?

100 lat zajęło europie tak naprawdę dostrzeżenie problemów ekologicznych i czy wieży pani że kraje rozwijające się i sama europa zrezygnuje z rozwoju aby ratować środowisko ?? - Wystarczy popatrzeć na skutki konferencji klimatycznych które maja efekt bliski 0. - to jest okrutna prawda

Przystańmy być europejskimi snobami żyjącymi w przekonaniu że nas stać na eko energie a jak kogoś nie stać to niech jej nie używa.

Świat do rozwoju potrzebuje energii i wszystkiego energooszczędnością nie załatwimy. USA, Europa (Unia) jest zadłużona po uszy i jeżeli zaczną pojawiać się problemy z płynnością i sprzedażową obligacji drogiej eko energii też się oberwie. I mało kto będzie wtedy myślał o klimacie czy środowisku.

Skończmy z populizmem tylko szukajmy rozwiązań do zaakceptowania dla współczesnej cywilizacji

Osobiście bardzo popieram OZE lecz uważam że kluczem jest rozwijanie technologii które w przyszłości bedą w stanie być konkurencyjne cenowo. Wspieranie OZE tylko dla tego że są eko mija się z celem.

Grzegorz Wiśniewski pisze...

Miałem nosa :), dawno tak ciekawej dyskusji nie było na odnawialnym. Nie dotyczy ona bowiem ciekawostek ściąganych z Internetu, ale istoty problemu.

Jestem właśnie w Brukseli, na tzw. European Sustainable Energy Week (EUSEW). Spotykają się tu dwa programy UE wspierające OZE; jeden IEE (na pokonywanie tzw. barier nietechnicznych, rynkowych, świadomości, itp.) i drugi 7PR (na pokonywanie barier technicznych, związanych z rozwojem technologii). Nie wiem który w danym momencie ważniejszy, raczej się uzupełniają, niż konkurują ze sobą. Konkurują tylko grupki urzędników za nimi stojące (ci od 7PR traktują per noga tych od IEE, a ci od IEE mówią że naczelną zasadą 7PR jest „never solve a good problem”:), ale ta konkurencja o klienta wszystkim wychodzi na dobre, bo ktoś wyżej ciągle „te same klocki” coraz lepiej do siebie dopasowuje.
Ogólnie jest tu pozytywnie i …bojowo i zaczynają być widoczne efekty „polityki klimatycznej” i B+R. Pewnie nawet będący na bieżąc Pan Bogdan się zdziwi, że już niedługo stwierdzenie „obecnie technologie OZE w większości skazane są na rolę uzupełniania energetyki zawodowej” nie będzie prawdzie, a nawet w jednej konkurencji już nie jest. W 208 roku nowe moce zainstalowane (24 GW) w Europie, były większe – 51% w energetyce odnawialnej (głownie wiatr, PV i potem biomasa) niż w konwencjonalnej (w kolejności: gaz, węgiel, atom).
Stało się tak, nie dlatego, że tylko poprawiła się sprawność technologii OZE. Zadziałał cały system, który zmniejszył ryzyko inwestycyjne po stronie OZE (dyskusja nad pakietem klimatycznym, próba wyceny w biznes planach ceny emisji CO2, powolne kruszenie „nieodnawialnego” betonu np. przez świadomość ekologiczną wyborców, regulatorów rynku, etc. …)., a zwiększył po stronie energetyki konwencjonalnej.
Jak firmy trochę grosza zarobią na rynku, to pewnie więcej zainwestują w B+R, a wyższe PKB też nie jest przeszkodą :), ale bogactwo różnie można tworzyć i różnie wykorzystywać.

Paradoksem jest np. to, że w bogatej Francji, subsydia państwowe dla najuboższych idą na zakup przez nich z EDF energii elektrycznej z … elektrowni jądrowych do … ogrzewania. Dwa nonsensy techniczne i ekonomiczne w jednym i trudno się dziwić ze Francja nie jest na czele innowacji i przemysłu energetyki odnawialnej w UE, ale też że Areva dominuje w innowacjach w energetyce jądrowej. Ten francuski know-how, pewnie z całym dobrodziejstwem inwentarza zostanie sprzedany Polsce...

Romuald Bartkowicz pisze...

Podobnie ja - Panie Grzegorzu - też miałem kiedyś nosa :) namawiając Pana i p. Bogdana do pisania blogów...

W tym miejscu chciałbym zareagować na słowa Pani Iwony, która wyżej napisała: "zamilknę już na dłużej". Przyznam, że zastanawiałem się mocno jak nakłonić autorkę tak interesujących i niebanalnych wypowiedzi do kontynuacji rozpoczętych wątków i wychodzi mi na to, że jedyny sposób to "zaproszenie do klubu" czyli propozycja założenia kolejnego bloga z "odnawialnej" serii !

Mówię całkiem serio i namawiam Panią Iwonę bardzo gorąco, ponieważ zdaję sobie sprawę z korzystnego (w tym poznawczego, edukacyjnego) oddziaływania mądrze i jednocześnie lekko pisanych tekstów, o tematyce przecież merytorycznie trudnej i mocno zaniedbanej w naszych mediach.

Im więcej takich blogów (promujących się nawzajem) tym więcej czytelników. Myślę, że warto.

Grzegorz Wiśniewski pisze...

Panie Romualdzie,

po pierwsze to jest mi miło mi, że w czasie mojej tygodniowej nieobecnosci ktoś jednak "urpawiał odnawialny" i jeszcze bardziej sie cieszę że z tej uprawy (taksamo wyszlo - "trójpolówki" na "odnawialnym ugorze":) jeszcze bardziej trwałe niż do tek pory owoce mogą się zrodzić :)
Życzę nam aby Pana propozycja (zresztą bardzo a'propos) też trafiła na podatny grunt i zostala przyjęta :).

Pomyslalem sobie za nieskromnie wesprę Pana, wspierajac sie sam na Profesorze Pitrusinskim, ktory w najnowszej książce „Ekspansja pięknych umysłów” :) pisze m.in tak: "Przed nami nowy renesans – era jednostek zachłannych na wiedzę i mądrość, wolnych od fanatyzmu i z dystansem do siebie. (..) Myślę o kompetencjach egzystencjalnych, jak umiejętność kontaktów z ludźmi, autorefleksja, autoironia".

Czy nie mozna przez chwile zalożyc, że ze Pan Profesor pisał o ... blogerach :)))))

Iwona Bilska pisze...

Panowie to potrafią zmotywować :)

Blog już jest, gorzej z 'felietonami'
Trzeba będzie wytężyć ten 'piękny umysł'
- póki co ożywczy szablon i nazwa :)

http://energetycznespa.blogspot.com/