niedziela, października 06, 2019

Ceny energii w 2020 roku - problem tylko częściowo rozwiązany


Minister Energii Krzysztof Tchórzewski poinformował: „z ministerstwem finansów uzgodniliśmy, że na 2020 rok pozostanie obniżona akcyza i obniżona opłata przejściowa -te rzeczy już mamy domówione” (za TVP Info). Odbiorców energii oficjalna zapowiedź utrzymania niskiej stawki podatków i parapodatków (opłata przejściowa) z pewnością ucieszy. Ale co ona w praktyce oznacza i czy faktycznie oznacza brak wzrostu cen w przyszłym roku?

Uzgodnienie to samo w sobie to zaledwie wierzchołek poważnego, systemowego problemu, a raczej nie jego rozwiązanie. Oczywiście to dobrze że w sprawie podatków i opłat nakładanych na ceny energii elektrycznej rozmawiają ze sobą ministrowie ds. energii i ds. finansów (TVP Info nie poinformowała czy uzgodnienie  miało miejsce już obecnym ministrem Jerzym Kwiecińskim). Z pewnością jednak w tej ważnej sprawie zabrakło wcześniejszego porozumienia z ministrami ds. gospodarki (tu chodzi o osobę Jadwigi Emilewicz, która podejmowała wiele działań aby zminimalizować w gospodarce niekorzystne skutki kosztotwórczej polityki energetycznej) i z ministrem ds. pracy, zabezpieczenia społecznego i rodziny (tu chodzi o kosztowną, ale udaną i szeroko popieraną politykę na rzecz ograniczania wykluczenia społecznego i wyrównywania szans), czy też z ministrem ds. rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski, który patrzy z niepokojem na ceny energii z perspektywy  konkurencyjnością polskiego rolnictwa – głównego źródła przychodów z eksportu i szuka dla rolników rozwiązań np. w formule spółdzielni energetycznych.

Ponadto samo uzgodnienie nie dotyczy obecnie największego problemu - bezpośredniego administrowania samymi cenami (o tym dalej) i fundamentalnych przyczyn ich wzrostu. Dotyczy tylko zakresu czasowego i skali manipulowania składnikami cen energii (podatkami i parapodatkami). Warto doprecyzować jakich składników na rachunkach za prąd uzgodnienie dotyczy i jakie są granice manipulowania nimi.

Pozostawienie obniżonej opłaty przejściowej  na dotychczasowym poziomie to nic innego jak wycofanie się z nieuprawnionego jej podniesienia w 2016 roku o średnio 73% (wtedy gdy już znikały zobowiązania wynikające ze wsparcia dla elektorowi węglowych w ramach tzw. KDT i oplata przestawała być w ogóle potrzebna)  wprowadzonych niepostrzeżenie przy okazji nowelizacji ustawy o … OZE. Blog „Odnawialny” alarmował (link) o tej nieoczekiwanej i - w opinii autora - nieuzasadnionej, kosztownej (zwłaszcza dla MŚP), ale wprowadzonej po cichu wrzutce do ustawy i do rachunków za prąd. Wiele wskazuje że ta opłata w 2020 roku powinna całkowicie zniknąć z rachunków (minister finansów może prosić o szczegółowe analizy w tym zakresie).

Pozostawienie na 2020 roku obniżonej stawki akcyzy powinno cieszyć wszystkich odbiorców. Warto jednak zauważyć  że stawka akcyzy z tytułu sprzedaży energii elektrycznej w br. została już znacząco zmniejszona z 20 zł/MWh do 5 zł/MWh trwale (do czasu ew. kolejnej nowelizacji ustawy). Ale jej dalsze obniżenie może mieć zastosowanie  tylko dla wybranych sektorów i to w efekcie wniosku do KE. Akcyza na paliwa i energię (podobnie jak VAT) zaliczana jest w UE do tzw.  podatków zharmonizowanych i co do zasady w przypadku energii elektrycznej nie może być niższa niż 0,5 euro/MWh (gospodarstwa domowe) lub 1 euro/MWh (stawka minimalna dla firm, zbliżona do obecnie obowiązującej), za wyjątkiem wybranych sektorów (rolnictwo, leśnictwo i transport elektryczny) i to oczywiście powinno być zrobione (link). Stawka akcyzy może być obniżoną w stosunku do energii z OZE, która w Polsce wynosi zero, ale warto podkreślić, że w takich uwarunkowaniach generalne obniżane w br. stawki akcyzy w Polsce na energię pogarsza konkurencyjność energii z OZE w stosunku do energii z węgla o 15 zł/MWh.

Ale jest jeszcze jeden aspekt, słusznego społecznie i gospodarczo, obniżania stawki akcyzy na energię elektryczną. W wielu krajach zaliczanych do tzw. „państw dobrobytu”  sektor energetyczny wnosi swój wkład podatkowy do powiększania dobrobytu obywateli (wyższymi podatkami pośrednimi nakładanymi na energię umożliwi zwiększenie możliwości prowadzenia polityki rozwojowej, innowacji i polityk  społecznych czy usług publicznych). Korzystają z tego nie tylko kraje zachodnie (w szczególności Dania, Hollanda, Szwecja), ale też kraje naszego regionu; Estonia, Słowacja, Słowenia – rysunek  -zróżnicowanie stawek akcyzy dla gospodarstw domowych.
W Polsce energetyka nic nie wnosi do urzeczywistnienia koncepcji państwa dobrobytu (atrakcyjnej dla wielu idei podniesionej w kampanii wyborczej), a wręcz przeciwnie - transferami z budżetu do energetyki zmniejsza potencjalne możliwości państwa w zakresie rozwijania sfery dobrobytu.

I tu można przejść  do pytanie o ceny energii per se w 2020 roku (i dalszych), za wyłączeniem ww. podatków i parapodatków, o czym resort energii milczy. Tu jest inaczej niż w przypadku akcyzy, podtrzymanie interwencji oznaczałoby konieczność nowej inicjatywy legislacyjnej i kolejne uderzenie w budżet państwa (mało prawdopodobne). Ustawa o zamrożeniu cen energii spowodowała w 2019 roku transfery z budżetu (wpływy ze sprzedaży uprawnień do emisji CO2) w wysokości 8,5 mld zł, które poszły na rekompensaty dla przedsiębiorstw energetycznych (spółek obrotu) za brak podwyżek cen. Faktycznie jest to pośrednie wsparcie dla sektora wytwarzania w energetyce, gdyż zamrożenie cen zapewniło możliwość dalszego wzrostu zużycia energii elektrycznej, zwłaszcza energii z węgla, który dominuje w miksie paliwowym (tu warto byłoby postawić pytanie o zasadność wykorzystania środków ze sprzedaży uprawnień do emisji) i tym samym podtrzymało presję na wzrost zużycia energii ze źródeł które także w po 2020 oku będą ją produkować coraz drożej. Bez ustawy śmielej byłyby uruchamiane mechanizmy efektywności energetycznej, przynajmniej u części odbiorców energii, podczas gdy ci pozostali powinni być wspierani polityką społeczną (a nie transferami środków budżetowych do energetyki, która jest wystarczająco bogata, a w pewnym stopniu żyje z marży z transferów socjalnych i z powodu braku instrumentów nie angażuje się w organicznie zużycia energii).

Sprawa stanie się znacznie bardziej oczywista od 1 stycznia 2021 roku, od kiedy to powinna już obowiązywać transpozycja do polskiego prawa przepisu nowej dyrektywy UE (2019/944) w sprawie wspólnych zasad rynku wewnętrznego energii elektrycznej. Dyrektywa stanowi (art. 5), że dostawcom energii przysługuje swoboda w ustalaniu ceny, po jakiej dostarczają energię elektryczną odbiorcom (wszystkim, również gospodarstwom domowym- przyp. aut). Co prawda państwa członkowskie będą miały jeszcze prawo (przynajmniej do 2025 roku, kiedy można się spodziewać całkowitej odejścia od stosowania cen regulowanych) zapewnić ochronę dotkniętych ubóstwem energetycznym i wrażliwych odbiorców będących gospodarstwami domowymi, przede wszystkim za pomocą polityki socjalnej lub środków innych niż interwencje publiczne w zakresie ustalania cen za dostawy energii elektrycznej, ale „muszą być ograniczone w czasie i proporcjonalne w odniesieniu do ich beneficjentów” i „nie mogą pociągać za sobą dodatkowych kosztów dyskryminujących uczestników rynku”. Tych ograniczeń nie będzie jeszcze w 2020 roku i tu powstaje wątpliwość do prognoz wysokość regulowanych taryf grupy „G”, a ta niepewność przekłada się na pytanie o wysokość cen energii w segmentach nieregularnych (które mają zapewnić pokrycie kosztów firm energetycznych dla pozostałych grup taryfowych).

Rada Polityki Pieniężnej (RPP) w ostatnim raporcie o inflacji (link) podkreśla, że jednym z głównych czynników niepewności jeśli chodzi o stopy wzrostu PKB i inflacji jest niepewność regulacyjna kształtowania się cen energii elektrycznej w kolejnych latach. RPP przyjmuje prognozę wpływu cen energii (energii elektrycznej, ciepła i paliw- tu zakładany jest spadek cen) na wskaźnik cen konsumenta  inflacji (CPI) jak na rysunku.
W 2020 roku wskaźnik wzrostu cen w Polsce ma być wyższy od inflacji bazowej z powodu cen energii, a zasadniczo cen energii elektrycznej. RPP zakładając jednak brak dalszego administrowania samymi cenami energii elektrycznej przewiduje, że po wzroście cen energii CPI (r/r) w 2019 roku o 0,5%, w 2020 roku wyniesie on 4,1%. I tylko tyle obecnie w sprawie cen energii z oficjalnych dokumentów można wyczytać. 

Zduszone sztucznie w 2019 roku ceny energii dla odbiorców końcowych  muszą odbić, a rynek odreagować, nawet jeżeli ceny hurtowe już wzrosły znacznie więcej niż wzrost cen uprawnień do emisji CO2 i znaczne bardziej niż z w UE (link). Jeżeli mamy odejść od cen regulowanych nawet dla odbiorców wrażliwych (w 2025), ograniczać ceny energii i faktycznie chcemy budować państwo dobrobytu, konieczna jest radykalna zmiana polityki inwestycyjnej i jednoczesne rozbicie kartelu energetycznego (wydzielone z koncernów spółki obrotu powinny mieć swobodny wybór wytwórcy, a niezależne spółki dystrybucyjne powinny je traktować w sposób niedyskryminujący „nie swoich” – chodzi w istocie o normalny rynek energii). 
 
Energetyka staje się coraz większym problem, źródłem ryzyka a nawet zagrożeniem  dla gospodarki i dla państwa i ten problem bynajmniej nie zniknie w efekcie trwałego obniżenia akcyzy i opłaty przejściowej. To jest tylko próba leczenia objawów poważnej choroby w polskiej energetyce, bez leczenia jej przyczyn. Ostrzegawcze analizy (link), że beztroskie wyczekiwanie na wzrost cen energii po 2019 roku staje się niebezpieczne dla gospodarki i całego państwa są ignorowane. Czekający nas kolejny impuls do wzrostu cen energii w 2020 roku to tylko wstęp do kolejnych. Spółki obrotu i odbiorcy energii, firmy i obywatele powinni dostać wiarygodną informację o faktycznej sytuacji w energetyce, planach regulacyjnych (polityka taryfowa) i prognozach cen energii (polityka inwestycyjna), aby mieć podstawę merytoryczną do podejmowania racjonalnych decyzji o zakupach energii lub  inwestycjach w efektywność energetyczną lub prosumenckie OZE.

W sytuacji rozchwiania  podstaw systemu stanowienia prawa w zakresie energii i klimatu, coraz poważniejszego rozejścia się polityki w Polsce i w UE i narastającej z tego powodu niepewności regulacyjnej, trudno o podejmowanie decyzji inwestycyjnych, ale przede wszystkim niezwykle ograniczone są możliwości krótkoterminowego prognozowania cen energii. Spółki obrotu i odbiorcy energii muszą jednak już teraz zawierać  umowy na 2020 rok. Kierując się bardziej intuicją i mediami, bardziej założeniami polityki UE i opinią ministra finansów niż wskazanymi polityki energetycznej, spółki obrotu wychodzą z propozycjami ryzykownymi i dla siebie i dla odbiorców, którzy też mogą ulegać emocjom. Okazuje się że nawet dobrze ugruntowane, bazującej na kosztach (te są znane i wiadomo że nie spadną) prognozy cen energii, w takich okolicznościach nie muszą prowadzić do racjonalnych transakcji na rynku. Zainteresowanych odsyłam do komentarza Instytutu Energetyki Odnawialnej na bazie artykułu ”Zaczęło się straszenie prądem” (link).

Brak komentarzy: