piątek, października 11, 2019

Spalimy 10 miliardów złotych. Współspalanie wraca na niespotykaną skalę w aukcjach ‘2020 na energię z OZE

W dniu 10 października na stronie Rządowego Centrum Legislacji pojawił się skierowany do konsultacji (w terminie 7 dni) projekt rozporządzenia Rady Ministrów w sprawie maksymalnej ilości i wartości energii elektrycznej z  OZE, która może zostać sprzedana w drodze aukcji w 2020r. (link).

W uzasadnieniu i w ocenie skutków regulacji (OSR) rząd podkreślił słusznie, że aukcje  planowane do ogłoszenia w  2020r.  będą  miały  zasadnicze  znaczenie  dla  realizacji  projektów  OZE,  które  pozwolą  Polsce  na wypełnienie  zobowiązań  wynikających  z rozporządzenia  o  zarządzaniu  unią  energetyczną,  zgodnie  z  którym  do  2022r.   trajektoria  udziału  OZE  musi  osiągnąć  co  najmniej  18% łącznego  wzrostu udziału energii z OZE liczonego od wiążącego celu krajowego danego państwa członkowskiego na 2020r. do jego wkładu w osiągnięcie celu na 2030r. (wiążący cel dla całej Unii na 2030 r. wynosi 32% udziału OZE w końcowym zużyciu energii brutto).

Warto zauważyć, że dyskusja o udziale OZE w Polsce w 2030r. jeszcze trwa. Rząd zaproponował 21%, Komisja Europejska domaga się co najmniej 25% i nie ma jeszcze propozycji rządu w jakim zakresie cel zrealizujemy energią elektryczną z OZE, czyli nie ma też jasnej podstawy do planowania aukcji, a to otwiera pole do doraźnych decyzji stricte politycznych.Wiadomo natomiast nie od dziś, że obecnie największym problemem jest niezrealizowanie przez Polskę celów OZE na 2020 rok.

Zarówno tegoroczne wolumeny podobnie jak przyszłoroczne nie wpiszą się w realizację polskich wiążących zobowiązań na energię z OZE w 2020 roku, gdyż energia z nich najwcześniej popłynie od sieci dopiero w 2022 roku. Także tegoroczne aukcje migracyjne – dla istniejących źródeł -  na energię z OZE (w planach aukcyjnych na 2019 rok nie ma współspalania) ze źródeł funkcjonujących obecnie w systemie zielonych certyfikatów nie wpłyną na zmiany w ilości produkowanej energii. Aukcje migracyjne zwiększają tylko koszty energii – do tej pory w sposób uzasadniony były organizowane z sukcesem tylko dla tych OZE, których właściciele mieli  problemy z przetrwaniem na rynku w dobie niskich (za niskich do pokrycia kosztów bieżących) cen świadectw pochodzenia.

Wg propozycji rządowej aukcja w 2020 roku ma pozwolić na zainstalowanie ok. 1,6 GW nowych mocy OZE (w tym 900 MW w farmach wiatrowych i 500 MW o fotowoltaicznych) i nie jest to liczba wygórowana jak na możliwości i potrzeby polskiego rynku. Jeśli chodzi o aukcje na energię z nowych OZE, to planowane przez rząd do zamówienia w przyszłym (2020)  roku wolumeny na 15 lat w wysokości 37 TWh.

Znamienne i nieoczekiwane jest to, że na 2020 rok zaplanowano olbrzymią aukcję migracyjną dla współspalania biomasy z węglem. Chodzi o technologię nie pozwalającą na planowanie przez rząd dostaw energii z OZE (w latach 2012-2018 produkcja energii ze współspalania biomasy zmniejszyła się 10-krotnie i stała się źródłem olbrzymich niepewności i ryzyk na rynku OZE), mającą powszechnie od co najmniej 5-6 lat, złą opinię z uwagi na wcześniejsze wieloletnie szkody, jakie spowodowała w energetyce i na rynku energii;   szkody, za które płacili na bieżąco (żadnej trwałej korzyści z tego nie odnosząc) i ciągle płacą (kosztowne naprawy systemów spalania węgla po okresie ich zasilania paliwem z biomasy, czyli  niezgodnie z przeznaczeniem) odbiorcy energii. W latach 2005-2015 elektrownie współspalające biomasę z węglem uzyskały najwyższe, spośród wszystkich OZE wsparcie w formie zielonych certyfikatów w kwocie 9,8 mld zł. Dodatkowo doprowadziły do znaczącego wzrostu importu odpadów pochodzenia rolniczego i paliw biomasowych, np. z Ukrainy (w „szczycie” współspalania ponad milion ton rocznie).

Dlatego już w 2014 roku, wraz z końcowym projektem ustawy o OZE, rząd i parlament zapowiedziały ograniczenie i wycofanie się ze wsparcia dla współspalania biomasy. Pomimo wielu sposobności (i podszeptów)  rząd Prawa i Sprawiedliwości przez 4 lata nie zdecydował się na jakiekolwiek wsparcie tej technologii, co zostało opisane i poddane szerokiej analizie w artykule „Niejasna rola współspalania biomasy z węglem” (link). Co prawda dyskusje na ten temat były podejmowane, ale były też na poziomie Rady Ministrów skutecznie gaszone przez MPiT, przemysł drzewny i co bardziej odpowiedzialnych energetyków (pożary w elektrowniach) i opinię publiczną z uwagi na afery towarzyszące tej technologii (link).

Tym razem jednak coś pękło. Rząd pisze w uzasadnieniu do projektu rozporządzenia, że właśnie „ze względu na konieczność zrealizowania do 2022  roku co  najmniej  18  % łącznego  wzrostu udziału energii z OZE na lata 2021-2030, planowany jest wolumen energii elektrycznej wytworzonej w aukcji migracyjnej dla istniejących dedykowanych instalacji spalania biomasy”. Wskazane w uzasadnieniu  moce we współspalaniu - 300 MW, które w tej technologii mają zacząć działać w systemie aukcyjnym, nie oddają istoty proponowanej aukcji, gdyż w efekcie nowe moce nie powstaną, a potencjał bloków węglowych, które już współspalały biomasę i bez nakładów lub niewielkim nakładem można je dostosować do definicji „dedykowanej instalacji spalania biomasy”, z różnym jej udziałem (do 15%), sięga 20 GW.  Czyli rząd chce dać szansę z nawiązką (brak konkurencji o dostępne wolumeny) wszystkim, którzy tematem mogą być zainteresowani.

Ma to być szansa na 10 mld zł (!), czyli na skalę wcześniej nie spotykaną i nieporównywalną z wcześniejszym wsparciem OZE w postaci zielonych certyfikatów, czy dotychczasowymi kosztami systemu aukcyjnego i wszystkim aukcjami zaplanowanymi na 2020 rok.  W tabeli zestawiono wyniki dotychczasowych  aukcji  migracyjnych 2016-2019, łącznie z  planem na 2020 rok (dla porównania, z uwzględnieniem także wolumenów na energię nowych OZE zaplanowanych na przyszły rok).
Próbę otworzenia możliwości zintensyfikowania współspalania w systemie aukcyjnym podjęto w 2018 toku (2018/AZ/1), ale z uwagi na twardy wówczas prawny wymóg dostarczania przez 15 lat  zakontraktowanej przez państwo energii (pod groźbą kary), jeszcze wtedy niskie cen uprawnień do emisji CO2 oraz zainteresowanie tych samych graczy równoległymi intratnymi kontraktami z aukcji rynku mocy (współspalanie osłabia gotowość bloków do dostarczani energii), aukcja okazałą się nieudaną. Warto zauważyć, że umieszczanie współspalania z innymi technologiami (wartymi wsparcia, takimi jak biogaz, czysta biomasa) blokuje ich szanse i zniechęca innych inwestorów do udziału w aukcji.

Planowany teraz wolumen na aukcję migracyjną w 2020 roku dla technologii współspalania przekracza nawet propozycje z 2018 roku i jest 4 razy większy niż wszystkie dotychczasowe aukcje migracyjne 2016-2018. W całej aukcji na 2020 rok, elektrownie współspalające chcą zagospodarować 36% całkowitego zamawianego przez rząd wolumenu i aż 39% całego budżetu aukcyjnego, uwzględniając zarówno migracje i nowe OZE. Minister Energii nie przedłożył jeszcze do konsultacji rozporządzenia z cenami referencyjnymi w przyszłorocznej aukcji dla różnych technologii OZE, ale z porównania planowanych wolumenów energii i zarezerwowanego budżetu, rząd zakłada że elektrownie współspalające będą sprzedawać energię po średniej cenie 470 zł/MWh, podczas gdy cena dla wszystkich nowych źródeł została założona na poziomie 420 zł/MWh.

W koszyku IV -przewidzianym farm słonecznych i wiatrowych-  rząd zakłada cenę 370 zł/MWh. W praktyce w tym koszyku, przynajmniej dla mocy wyższych niż 1 MW, ceny zejdą znacząco - tak jak w poprzedniej aukcji wiatrowej - do poziomu 200 zł za MWh. Tymczasem ceny na energię ze współspalania, z uwagi na małą liczbę graczy (w praktyce 2-3 duże koncerny energetyczne)  i duże wolumeny przekraczające podaż,  niestety nie zejdą istotnie poniżej spodziewanej ceny referencyjnej.

Wiele wskazuje na to, że – biorąc pod uwagę że obecnie elektrownie współspalające mogą uzyskać  ok. 120 zł/MWh za świadectwa pochodzenia plus 215 zł/MWh za energię (TGe24) oraz biorąc pod uwagę wysokie ceny uprawnień do emisji CO2 (biomasa obniża koszty) -  propozycja rządu zapewni elektrowniom zysk  nadzwyczajny rzędu 150 zł/MWh. 

Koszty współspalania ponoszą natychmiast  odbiorcy  - technologia współspalania z powodu braku inwestycji wchodzi na rynek niemalże natychmiast po rozstrzygnięciu aukcji i przełoży się na wzrost opłaty OZE już w 2020 roku. Znając dotychczasową retorykę i praktyki komunikacji sprzedawców energii w tym względzie, odpowiedzialnością za ów wzrost opinia publiczna obarczy znów wiatraki i, tym razem zapewne fotowoltaikę… Wzrost zapotrzebowania na biomasę, przy tak wysokiej marży zysku na energii i przy nowych wymogach jej certyfikacji z uwagi na zrównoważoność  środowiskową  dla źródeł o mocach wyższych niż 20 MW (dyrektywa REDII), przełoży się na skok cen biomasy do poziomów nieakceptowalnych w ciepłownictwie (gdzie nie ma wsparcia eksploatacyjnego na OZE). W następstwie promocji  współspalania w celu zakładanego uzyskania wzrostu udziałów w finalnym zużyciu energii w 2022 roku, efekt końcowy będzie odwrotny – przez ograniczenie zużycia biomasy w ciepłownictwie i zwiększanie zużycia węgla udziały OZE mogą znacząco spaść. Poza tym, warto podkreślić, że ciepłownictwo w przeliczeniu na energię finalną wykorzystuje biomasę ze sprawnością 85%, a współspalanie ze sprawnością  30%, co dodatkowo zmniejszy wkład biomasy w realizację krajowych celów OZE.  Straty poniesie też przemysł drzewny i krajowi eksporterzy wysoko przetworzonych produktów z drewna (meble) i będzie to miało miejsce przy wzroście  importu biomasy na cele energetyczne i pogorszeniu bilansu handlowego kraju.

Te i inne niekorzystne zjawiska nie przyniosą żadnych trwałych korzyści, a w szczególności postulowanych przez rząd wysokich udziałów OZE 2030 roku (do tego odwołuje się rząd w OSR i uzasadnieniu do projektu rozporządzenia). Gigantyczne pieniądze na wparcie OZE polecą z dymem, a trwałych, tak potrzebnych mocy w 2030 roku nie będzie z uwagi na wiek i zużycie węglowego parku wytwórczego uprawiającego współspalanie. Przegrają firmy energetyczne, a państwo będzie miało jeszcze jeden problem jeśli chodzi o zabezpieczenie dostaw energii. Firmy mogą się bowiem uchylić od dostaw, gdyż zgodnie z tegoroczną nowelizacją ustawy o OZE w ramach której wytwórcy energii z OZE dostali prawo do jednorazowej zmiany planowanego harmonogramu dostaw energii zmienią go tak, aby móc wczesnej zaprzestać  produkcji (w przypadku współspalania już sam projekt rozporządzenia skraca  obowiązek dostaw do 10 lat, pozostałe źródła muszą mieć plan dostaw na  15 lat).  

Czy naprawdę nie można 10 mld zł wydać lepiej, rozsądniej, biorąc pod uwagę  nie tylko chciwość paru firm, ale skutki ekonomiczne dla gospodarki (niepotrzebnie wysoka opłata OZE i zagrożenie dla branży drzewnej i ciepłowniczej), bezpieczeństwo energetyczne kraju (brak inwestycji  w zwiększenie rezerwy mocy oraz zagrożenie awaryjnego wyłączenia z systemu bloków węglowych), czyli  zwyczajnie  rację stanu? Jeżeli rządowi naprawdę zależy na zrealizowani ścieżki OZE w pierwszym okresie kontrolnym (2022), to warto np. zaważyć, że "Krajowy plan rozwoju mikroinstalacji OZE" autorstwa IEO (link) potwierdza (w oparciu o realny potencjał, też przyłączeniowy i możliwości wykonawcze), że w 2022 roku źródła fotowoltaiczne na domach i w małych firmach mogą wyprodukować 4,2 TWh energii, czyli dwukrotnie więcej niż technologia współspalania wg założeń projektu rozporządzenia (21 TWh/10 lat=2,1 TWh). Bedzie nie tylko czyściej i bezpieczniej, ale i taniej. Dawno temu synonimem skandalicznej rozrzutności byli nowobogaccy, zapalający sobie cygaro banknotem dużej wartości dla chwilowej uciechy, chyba jednak akurat tej tradycji polska energetyka nie powinna pielęgnować.


1 komentarz:

Kris pisze...

Panie Grzrgorzu a wie Pan może kiedy uruchomiono ostatnie instalacje współspalające ?