sobota, stycznia 14, 2017

Czy naprawdę smogowi winne są kominki?

Mamy zimowy smog, fakt. Kluczowe pytanie dotyczy co jest rzeczywistą przyczyną i jak zaradzić. W tle tego pytania jest inne – kogo obwinić i na czym zarobić. W walce ze smogiem zdecydowałem stanąć po stronie kominka, głównie z powodu słabości zarówno dowodów na jego winę jak i praktycznie dostępnych rozwiązań alternatywnych i substytutów.

Ministerstwo Energii proponuje transport elektryczny na węgiel i ogrzewanie elektryczne na sam węgiel i na współspalanie biomasy z węglem.  Węglowe przedsiębiorstwa ciepłownicze proponują przyłączenie do swojej sieci tych którzy jeszcze nie są przyłączeni. Lokalnie to przyniesie pewien efekt jeśli chodzi o pyły („pewien”, bo zastąpienie na siłę np. ogrzewania gazowego lub lokalnego OZE ogrzewaniem z centralnego źródła da per saldo efekt odwrotny), ale spalanie węgla i jego współspalanie  z biomasą  leśną (zawłaszcza mokrym drewnem iglastym) w dużych jednostkach to (poza mniejsza emisją pyłów) też wysoka innym miejscu emisja tlenków siarki, azotu, kancerogennych benzopirenów (węgiel i biomasa) i rtęci oraz CO2 (węgiel). Naraz wszyscy chcą walczyć z tym co widać nad kominem (pyły PM10) i co czuć (niedopalone węglowodory) i to co jest kancerogenne i jest mierzone (ułamek procenta powierzchni kraju), a nie o to czego nie widać nawet jak jest groźne (CO2) czy tego co nie jest wokół nas mierzone a jest zabójcze (np. związki rtęci).

Za mało krytykowane są niestandaryzowane paliwa (brak norm) bo to mogłoby być odczytane jako ryzykowany atak na polski węgiel o niestety niskiej jakość i na polskie drewno leśne w którym dominuje bogaty w żywice (źródło emisji furanów i związków chloru oraz dioksyn) surowiec z drzew iglastych na którym zarabiają Lasy Państwowe. Słusznie ostrze krytyki nakierowane jest na kotły rusztowe narzutowe, ręcznie obsługiwane, tzw. „kopciuchy”, w których oprócz węgla spalane są plastyki, obuwie gumowe (czasami Gazeta Wyborcza lub Nasz Dziennik, czyli wszyscy są winni) oraz silniki diesla, zwłaszcza w starych samochodach z wyciętymi filtrami. Dobrze że narasta świadomość społeczna w tym zakresie i że podejmowane są działania naprawcze przez rząd, samorządy oraz budzą się lokalne inicjatywy i oddolne ruchy  mieszkańców na rzecz czystego powietrza. 

Szkoda, że są to działania impulsowe, sezonowe (w znacznej części przeminą wraz z sezonem grzewczym) i że nie są wsparte długofalowym działaniem systemowym opartym na  solidnych  naukowych podstawach i rzetelnej edukacji, ale już dawno nic tak Polaków tak nie zaktywizowało jak tegoroczny smog i dawno jako społeczeństwo nie przeszliśmy tak szybkiego procesu uświadamiania sobie naszego dobrobytu od czystego powietrza oraz naszego komfortu życia od polityki ekologicznej.

Dlatego z pewną nieśmiałością wracam do sprawy kominków domowych na drewno, które w efekcie nazbyt powierzchownej oceny też znalazły się pod pręgierzem społecznej rewolucji antysmogowej, która jak każda rewolucja ma skłonność do lekkiej przesady. Mimo niesprzyjających okoliczności i nastrojów chciałbym stanąć w obronie kominków.

Red. Ewa Podolska przeprowadzając dzisiaj w TOK FM wywiad ze znanymi działaczami ruchu antysmogowego Piotrem Siergiejem i Jakubem Jędrakiem postawiła wprost pytanie czy  palenie drzewem w kominku jest zdrowe, bo nie produkuje CO2? W bardzo ciekawej audycji wspartej telefonami od słuchaczy  potwierdzono, że z kominkami, choć gdy są dobrze użytkowane to nie emitują CO2, siarki czy rtęci, też trzeba zrobić porządek i np. zwiększyć zużycie paliw kopalnych i do tego sektora  wpompować nakłady inwestycyjne na moce szczytowe i przetransferować zyski. Zasadniczym argumentem były wyniki zaledwie kilkugodzinnych pomiarów zapylenia w pomieszczeniach z kominkiem zarejestrowane na filmie Warszawskiego Alarmu Smogowego i opisane wcześniej m.in. w artykule Jakuba Chełmińskiego w Gazecie Wyborczej pod wiele mówiącym tytułem „Romantyczny smog z kominka, czyli jak fundujemy sobie smog pod własnym dachem”.  

Pomiar wykazał, że  norma na całodobowy (nie chwilowym bo takiej nie ma)  dopuszczalny -50 µg/m3 poziom zapylenia (PM10) w pokoju z kominkiem była kilkukrotnie okresowo przekraczana.  Pochwalić wypada  pomysł, że dobry bo pokazuje wprost ze nie tylko sąsiadom, ale i sobie możemy bezpośrednio szkodzić. A to znacznie lepiej działa na nasze poczucie odpowiedzialności niż świadomość że emitując CO2 stanowimy zagrożenie dla całego świata (wtedy bowiem ono się rozkłada na miliardy mieszkańców globu, a my prywatyzujemy doraźne zyski np. z nieponoszenia kosztów ochrony środowiska, a kosztami obciążamy dokładnie wszystkich). Dodam też, że doceniam podzielenie się wynikami nawet wyrywkowych pomiarów zapylenia udokumentowanych na filmie. Nie widziałem tego typu badań robionych przez zawodowych kominiarzy czy państwowe służby ochrony środowiska, a nawet szerszych badań (większa próba losowa i długookresowych) wykonywanych przez ośrodki naukowe. Naukowcy wolą pracować dla energetyki zawodowej bo ona płaci jak ma interes, a wtedy państwo dopłaca, gdy tymczasem Kowalski nie zapłaci, a państwo nie ma bezpośredniego interesu aby pokazać, że słabo działa.
  
Autorzy badań stawiają tezę, że na warszawskich willowych osiedlach takie jak zielona Białołęka (gdzie mieszkam i gdzie o tej porze czuję ciężki zapach siarki, czyli spalanego węgla) może być 30 tysięcy kominków, które w zasadzie należałoby wyłączyć. Przyznając że mam w domu kominek i będąc jednocześnie narażonym na wyziewy białołęckich kominów, nie zgadzam się jednak z daleko idącym uogólnieniem wniosków z w sumie wyrywkowych i amatorskich badań, bez ich weryfikacji statystycznej i naukowej. Dotyczy to zarówno interpretacji poziomów emisji, jej przyczyn w pokoju z kominkiem, wątpliwych alternatyw do kominków, jak i szerszych skutków jeśli chodzi o ewentualne proponowane rozwiązania prawne.
  • Źródłem emisji pyłów nie jest tylko samo palenisko.  Jest nim także tzw. sucha destylacja kurzu, która powstaje przy ogrzewaniu wysokotemperaturowymi grzejnikami np. elektrycznymi, wywołując konwencyjną cyrkulację kurzu obecnego w pomieszczeniu i u wielu reakcje alergiczne. Nie można zatem wyciągać wniosków z badania emisji pyłu z kominka nie porównując go z emisją w pokoju ogrzewanym w inny sposób
  • Kominki są użytkowane zazwyczaj tylko kilka godzin na dobę, a czasami tylko w szczytach zapotrzebowania na ciepło (siarczyste mrozy, gdy jest bardzo dobre spalanie i gdy właściciel kominka odciąża przeciążone w takich momentach w Polsce systemy elektroenergetyczny, gazowniczy czy ciepłowniczy). Nie można wyników chwilowego pomiaru zestawiać z normami dobowymi. Poza tym rozpalane okazjonalnie (zamiast kominków) szczytowe źródła elektrowni i ciepłowni też silnie kopcą.
  • Nie można wyciągać wniosków z badania kominka bez wcześniejszego badania jakości spalanego drewna. Nie chodzi tylko o to czy jest to drewno suche, ale czy jest to drewno liściaste i czy nie ma np. zanieczyszczeń i pleśni (np. na korze, drewno pozajakościowe). W wywiadzie była też mowa o tym, że w jednym z eksperymentów spalane było nie czyste suche drewno liściaste ale brykiety drzewne niewiadomego pochodzenia (wiemy jak zanieczyszczeniami może różnić się czysta szynka parmeńska od przemysłowo robionej kiełbasy lub pasztetu)
  • Jest też pytanie o alternatywę w postaci np. kotła węglowego. Jeżeli chodzi o kwestie ekologiczne to nie doświadczyłem (choć nie wykluczam) aby właściciele komików spalali w nich (w swoich pokojach dziennych) np. obuwie gumowe, odpady z warsztatu czy pety (takie rzeczy widziałem niestety w domowych kotłowniach węglowych), ale jeśli chodzi o niezależność ekonomiczną od monopoli i lokalne (samodzielnie, bez pomocy państwa zapewniane) bezpieczeństwo energetyczne to co możne pobić drewno jako paliwo w sytuacjach ekstremalnych?
  • Kominek dla nas ludzi gromadzących się od tysięcy lat wokół żywego ognia, pełni taką rolę tak jak świeca i wieczorna lampka  czerwonego wina (też uchodzącego za szkodliwe) przy wspólnej kolacji z bliskimi osobami.  Nie wzięcie aspektów społecznych nie jest błędem przy pomiarach, ale -przy zbyt daleko idących rekomendacjach- tak.
Nie zgadzam się z postulowanym mechanicznym zakazaniem przez warszawskich radnych w planowanej uchwale antysmogowej palenia drewnem w kominach.  Jestem za to za wprowadzaniem norm na drewno kominkowe, które powinno być chronione przed jego spalaniem  w elektrowniach i ciepłowniach węglowych, bo one do tego nie zostały zaprojektowane  (kominki tak i efektywniej edukują emisje CO2) i bezrefleksyjne  spalanie w nich drewna podnosi jego ceny i wtedy właśnie ludzie sięgają bo tanie substytuty.Wyeliminowanie kominków wcale nie będzie świadczyć o nowoczesności, ale raczej o małej wyobraźni i nazbyt wąskim patrzeniu na w sumie złożone sprawy na styku ekologii i energetyki. Tu trzeba lekarza rodzinnego, bo problem jest, ale nie chirurga, który wytnie coś co możne dobrze służyć i wstawi kosztowany i nie mający tej samej funkcjonalności  implant.

W słynnej książce Marc'a Elsberga „Blackout” totalna awaria systemu energetycznego przypada na okres zimowy, a bohaterem jest … kominek na drewno i agregaty prądotwórcze na drewno, będące w rękach nielicznych szczęśliwców (dzięki drewnu w tymże naukowym thrillerze najlepiej w Europe bez prądu radzili sobie ceniący na co dzień czyste powierzę Austriaccy) .

Czysta, bogata i innowacyjna Norwegia jest prawdziwym zagłębiem kominków i wielkiej kultury czystego palenia drewnem. W niezwykłej książce  Larsa Myttinga "Porąb i spal. Wszystko co mężczyzna powinien wiedzieć o drewnie" autor pokazuje jak mądrze gospodarować drewnem i jak się z nim trzeba obchodzić. Taka lub podobna książka – poradnik powinny trafić do każdego polskiego domu z kominkiem. Norwegowie mają tani własny niekomisyjny gaz i tanią zieloną energię z elektrowni wodnych, którymi się ogrzewają. Ale wśród regulacji mówiących, w co musi być wyposażony domek jednorodzinny, mają jedną bardzo mądrą: dom (ogrzewany elektrycznie lub gazowo) musi mieć drugie, zapasowe źródło energii, którym w praktyce jest  kominek. Dzięki temu Norwegowie radzą sobie z okresowymi klęskami żywiołowymi i odciążają system energetyczny w szczycie zapotrzebowania unikając blackoutów.

Przykład ceniących kominki i ekologię Norwegów jest znamienny. Po pierwszej części Pucharu Świata w Wiśle oraz Zakopanem Norwescy skoczkowie narciarscy pomiędzy pucharowymi weekendami w Polsce wrócili do swojego kraju kominków, a media podają,  że powodem takiej decyzji w trosce o ich formę jest nasz polski … smog, który okazał się silniejszym argumentem za wyjazdem niż nasza polska gościnność.

5 komentarzy:

Bartosz Krolczyk pisze...

Cekawy artykul. Niestety Grzegorzu w Swoich wywodach zatrzymaleś się zbyt wcześnie. Nie udalo Ci się dojść do sedna problemu, którym nie jest takie, czy inne źródło ciepła, ale fatalna charakterystyka energetyczna budynków, w których żyjemy i pracujemy. Głęboka termomodernizacja budynków (realna redukująca zapotrzebowanie na energię do grzania o 90%, a nie jak się to zwykle robi - o 10-20%) to jedyny realny sposób na rozwiazanie problemu obu emisji: tej "niskiej" i CO2, ale również sposób na poprawę komfortu życia i pracy, obniżenia rachunków za energię i jednocześnie zwiększenie wartości infrastruktury budowlanej. A to wszystko wspierając tylko lokalne firmy - bez transferu funduszy do #BigEnergy i Rosji.

Grzegorz Wiśniewski pisze...

Bartoszu, dziękuję że dopowiedziałeś.
Artykuł sam w sobie nie mógł pomieścić za dużo (i tak jest za ciężki). Jest kilka (wcale nie tak dużo) alternatyw do rozważenia. Poprawa izolacyjności termicznej to jedna z nich. Jedno nie wyklucza drugiego. Doprowadzenie do powszechnej głębokiej termomodernizacji zajmie nam wiele lat, a smog mamy teraz. Eliminując kominki w swojej masie zaczniemy zużywać więcej wysokoemisyjnych paliw kopalnych w szczycie zapotrzebowania czym wiążą się dodatkowe inwestycje i koszty, w tym za jakiś czas osierocone.
Ale z dobrze użytkowanym kominkiem jest jeszcze coś, czego nie zastąpi bezdymna imitacja. Pięknie ujęła do Agnieszka Osiecka: "życie jest formą istnienia białka. Tylko coś czasem w kominie załka. Tylko coś gwizdnie, tylko coś śmignie. Coś się pokaże w samej bieliźnie"... Ognisko domowe (nieprzypadkowa nazwa). dobrze rozpalone i umiejętnie podtrzymywane to składnik naszego człowieczego archetypu.

Unknown pisze...

Drogi Grzegorzu,
pozwól że się z Tobą nie zgodzę co do kwestii małej szkodliwości kominków
- chciałbym żebyś lepiej poznał problem.
W tym momencie nie obowiązują żadne standardy w produkcji kominków w Polsce. Poprzedni polski rząd wywalczył okres przejściowy do wprowadzenia wymogów ekoprojektu do 2022.
Za emisję benzoalfapirenów odpowiadają głównie złej jakości kominki oraz złe paliwo (niesezonowane).
Jeżeli chcesz walczyć o dobre kominki (których nie jestem przeciwnikiem, sam mam w domu kominek rekreacyjney ale b. dobrej jakości) to proszę włącz się w walkę o przesunięcie terminu wdrożenia ekoprojektu np. od 2019 czy 2020 r.

Pozdrawiam w Nowym Roku

Paweł Lachman

Grzegorz Wiśniewski pisze...

Pawle, Polska jest mistrzem UE w derogacjach dyrektywy środowiskowych i energetycznych. Najwięcej i najdłużej trwających derogacji (dających prawo do smrodzenia nawet do 2027 roku) dotyczy spalania węgla. Przy wieloletnich derogacjach dla węgla, każde przyspieszenie wdrażania rozwiazan UE w innych obszarach czyni je jeszcze bardziej nieopłacalnymi.
Podam przykład jak to działa: przyśpieszyliśmy odchodzenie od zielonych certyfikatów i od taryf gwarantowanych i nawet z wyprzedzeniem (a co!) wprowadziliśmy system aukcyjny na energię elektryczną z OZE i zablokowaliśmy jej rozwój.
Równoległe trzeba zatem wdrażać wszystkie dyrektywy z obszaru o jakim piszemy, aby nie dać się nabrać i nie wygenerować kosztów dla technologii prawdziwie czystych i w efekcie preferencji dla technologii najbrudniejszych.

Sądzę, że przyspieszenie ekoprojektu aby obowiązywał w zakresie kotłów na biomasę, a także dla wkładów kominkowych np. na 2020 to dobry pomysł, bo od 2021 roku wejdą w życie wszystkie przepisy nowej dyrektywy OZE (REDII) i mogą (?) poprawić/uzupełnić obecne regulacje. Ale kominki to sprawa poważniejsza niż tylko wkłady kominkowe. Kominek sprawny i czysty przede wszystkim to zdun i właściciel domu z kominkiem oraz dobre drewno. Dziwie się, że w ramach certyfikacji UDT instalatorów OZE wśród 1800 certyfikowanych jest tylko 60 w zakresie kotłów na biomasę, a zakres szkolenia marginalnie traktuje kominki,na które brakuje norm i laboratoriów badawczych. Brakuje też standardów na drewno kominkowe. A to wszystko razem musi podniesienie koszty i albo da fory dla spalania węgla, albo zachęci do spalania najdziwniejszych paliw w starych kominkach. Uchwała anty-smogowa wyleje wtedy dziecko z kąpielą

Aby zatem drewno było używane w najwyższej jakości wkładach i profesjonalnie wykonanych kominkach trzeba by ograniczyć nieefektywne współspalanie drewna energetycznego ale dać albo preferencje podatkowe lub szkolenia kominiarskie dla użytkowników wraz z systemem kontroli. To się wszystko da zrobić, ale problem jest znaczne poważniejszy niż tylko dyrektywa ekoprojekt.

Oczywiście to wszystko mnie przekracza, zwłaszcza obecnie :). Od czego zacząć? Może od założenia dwóch stowarzyszeń: 1) użytkowników kominków, 2) zdunów kominkowych.

robert jarkiewicz pisze...

Bardzo ciekawy artykuł. Temat rzeka, wiele jest przyczyn powstawania smogu, a najprościej szukać winnych tam gdzie ich nie ma. Kominki z pewnością nie są winne powstawaniu smogu (i nowoczesne piece na eko-groszek też). Pozdrawiam z Krakowa.