poniedziałek, sierpnia 24, 2009

Czy spalanie ziarna zbóż w kotłach energetycznych jest ekologiczne, odpowiedzialne społeczne i innowacyjne?

Pełzający kryzys dociera także do rolnictwa i branży rolno-spożywczej. Mamy ponownie nadprodukcję żywności. Rafał Mładanowicz, prezes Krajowej Federacji Producentów Zbóż (KFPZ) alarmuje w rozmowie z serwisem PortalSpozywczy.pl, ze w ciągu tygodnia ceny zbóż dramatycznie spadły.(…) Nawet przy wysokich plonach, rolnikom nie zwracają się koszty produkcji Chodzi o możliwość dostarczania ziarna słabej jakości, m.in. owsa elektrowniom. Według jego szacunków, za tonę zboża sprzedanego zakładom energetycznym, producenci mogliby otrzymać ok. 380 zł (obecna cena za owies to za owies 180-200 zł/t). Pierwsza partia ziarna energetycznego, ma trafić do jednej z pomorskich elektrociepłowni jeszcze w sierpniu. - To program pilotażowy, ułatwi nam rozmowy z kolejnymi elektrowniami, liczymy też na pomoc ministra rolnictwa i resortu gospodarki - mówi Rafał Mładanowicz. Temat, w ramach misji dobrej woli i w sojuszu robotniczo- chłopskim podjęli i rozwinęli energetycy, przytaczając szybko wyliczenia na portalu WNP.PL , że skoro GJ energii w skupie z biomasy kosztuje w Polsce od 22 do 27 zł, to wartość zboża energetycznego - którego 1 tona średnio posiada 16 GJ - wynosi ok. 380 zł/t.
Można by pomyśleć, że to dobrze pojęty interes gospodarczy, który stabilizuje sytuację rolników, taki innowacyjny element pakiety antykryzysowego i skupu interwencyjnego w okresach nadprodukcji. Twierdzę jednak, że powstawanie takich pomysłów to jedynie przyklad i przejaw poważniejszej choroby w naszym systemie gospodarczym i pomijam tu najbardziej oczywiste argumenty moralne związane z naszym stosunkiem do chleba powszedniego i głodujących (może tym się zajmą prawdzie autorytety moralne, choć mimo wszystko to nie jest raczej temat rozwojowy, o kardynalnym znaczeniu).

Moim zdaniem źródłem choroby jest system wsparcia zielonej energii, a w szczególności bioenergii. Pomimo próby uszczelniania spalania w kotle wszystkiego co „organiczne” w nowej dyrektywie o promocji stosowania odnawialnych źródeł energii w postaci tzw. kryteriów zrównoważoności”, w Polsce chętnie wtłaczamy to systemu wsparcia spalania odpadów (nie mam nic przeciwko zgodnym z prawem termiczną utylizacja odpadów) generując więc ssanie na odpady i zmniejszając tym samym presję (koszty) na ograniczanie ich powstawania u źródła. W najlepsze brniemy dalej w wykorzystanie nasion rzepaku do produkcji biodiesla, choć wiemy że po 2015 roku w świetle ww. dyrektywy nie będzie można tego marnotrawstwa uznać za energię z OZE mającą prawo do wsparcie i do wliczenia do 15% celu OZE (i 10% celu dla paliw „alternatywnych”) dla Polski na 2020 r. Nie możemy się wyplątać ze współspalania biomasy leśnej, mówiąc wprost cennej „papierówki” w kotłach węglowych. Pomysł ze spalaniem „niskiej jakości ziarna” (czyli nie ziarna które jest zepsute, ale ziarna „taniego”) to kolejny niewinnie wyglądający krok w kierunku strefy mętnych, krótkowzrocznych interesów. Nie ma to nic wspólnego z tzw. zrównoważonym rozwojem ani racjonalną (w szerszym sensie) gospodarką, jest zwykłym krótkookresowym cwaniactwem „wioskowego głupka”, ale ma swoje źródło w prawie krajowym.
Kryje się za tym, wysoka cena zielonego certyfikatu. Cena jest na krótko, ale pomysły jakie na tym tle się pojawiają są właśnie doraźne i prawie że „bezinwestycyjne” w stylu szare na zielone. W przywoływanym często m.in. przez coraz silniejsze krajowe lobby jądrowe (w szczególności przed dr Andrzeja Strupczewskiego) wyniki badań projektu UE „Extern-E”, koszty zewnętrzne (uniknięte kosztom środowiskowym powodowanym przez energetykę konwencjonalną) wytwarzania energii z paliw kopalnych w Polsce (np. Biuletyn miesięczny PSE S.A., nr 1/2 2006) wynoszą 26,9 mEURO/kWh energii elektrycznej, czyli ok. 110 PLN/MWh energii elektrycznej. Bieżaca cena zielonego certyfikatu to ok. dwa razy więcej i ta cena jest jednakowa zarówno dla fotowoltaiki, zamortyzowanych dużych (państwowych) elektrowni wodnych, jak i współspalania w kotłach papierówki czy ziarna zbóż ew. odpadów w ramach szeroko rozumianej w Polsce definicji „odpadów biodegradowalnych”, wśród których np. mączka kostna to czyste paliwo. Moim zdaniem zaliczenie do OZE tych ostatnich paliw i płacona na tę okoliczność zbyt wysoka to źródło patologii gospodarczej a nie dbałości o ochronę środowiska.

Drugi aspekt tej sprawy to wchodzenie we współprace dwu najsilniejszych krajowych lobbies: rolniczego (to potęga, choć jeszcze nie tak zmonopolizowana jak energetyka) i energetycznego (słabizna w porównaniu z rolnictwem, ale silnie zmonopolizowana). Taki alians potrafi wygenerować olbrzymie korzyści, ale raczej nie w imię ochrony środowiska i w interesie obywateli, tylko dla siebie kosztem konsumenta żywności i odbiorcy energii. Czy URE, w ramach obecnych przepisów może nie wydać zielonego certyfikatu na spalone ziarno (dlatego, że przez moment jest tanie)? Na razie to mająca doraźne wsaprcie polityczne "niewinna zabawa", ale czy takim "strategcznym aliansom" nie powinien się przyglądać się UOKiK czy choćby, slabe u nas, organizacje konsumenckie?

Czy takie pomysły nie trafią w postaci wniosku do Programu Operacyjnego „Innowacyjna Gospodarka” zabierając środki na prawdziwe innowacje? Prawie 20 lat temu będąc na stypendium w Ohio State University brałem udział w realizacji takiego projektu badawczego i komercyjnego zlecenia zarazem związanego ze spalaniem fluidalnym ziarna kukurydzy, pochodzącego z tzw. rezerw żywnościowych Stanów Zjednoczonych (likwidacja ziarna nie nadającego się do konsumpcyjnego i paszowego wykorzystania), ale te partie przed spaleniem musiały mieć „certyfikat” stosownego urzędu i nikomu nie przyszło do głowy aby dawać z tego powodu komukolwiek nagrodę w postaci certyfikatu. Przyznam jednak, że potem, za kadencji prezydenta Georga W. Busha nie takie cuda się także w Ameryce działy, a gigantyczne subsydia rolne dla właścicieli wielkich farm, cła zaporowe na import brazylijskiego bioetanolu i zerowe cła na import wenezuelskiej ropy, itp. (pisałem o tym kiedyś i pisze o tym czasami w Wyborczej Pan Andrzej Lubowski w kontekscie zmagań Prezydenta Obamy z tą spuścizną „wolnego rynku”) popsuły ten obraz rozsądku jaki zapamiętałem z tamtych czasów. Wydaje mi się, że stajemy się kontynuatorem nikczemnych elementów polityki prezydenta Busha, który twierdził m.in. , że „to nie zanieczyszczenia zagrażają środowisku naturalnemu; jego prawdziwymi wrogami są nieczystości w wodzie i powietrzu” :).

Zastanawiając się nad tym wszystkim, postanowiłem sprawdzić zerknąłem czy KFPZ i „Pomorska Elektrociepłownia” mogą być w świetle swoich planów działań i naszych standardów uznani jako organizacje „społecznie odpowiedzialne”. Na stronie internetowej tworzonego w Polsce przez Magazyn Forbes i Giełdę Papierów Wartościowych nowego indeksu typu Corporate Social Responsibilty (CSR) o nazwie RESPECT (od "dostojnych" Responsibility, Ecology, Sustainability, Participation, Environment, Community, Transparency) przejrzałem ankietę , jakie kryteria musza spełniać spółki, które taki indeks będą tworzyć. W trakcie lektury ankiety zauważyłem, że ww. organizacje byłyby wręcz wzorowym przykładem CSR, bo np. (odwołuję się do punktów ankiety nr 32,33,24 z sugerowanymi odpowiedziami wskazującymi w tym przypadku jednoznacznie na „tak” ):
-Czy w trakcie ostatniego roku finansowego spółka podjęła działania na rzecz ograniczenia zużycia energii lub wody? tak, zgodnie z naszą strategią monitorujemy poziom zużycia i podejmowaliśmy konkretne kroki by zużycie ograniczyć
-Czy firma monitoruje wpływ podejmowanych przez siebie działań na klimat? tak, zgodnie z naszą strategią szacujemy ilości emitowanych gazów cieplarnianych pochodzących z istotnych źródeł
-Czy firma segreguje odpady i odzyskuje surowce wtórne? - tak, recycling dotyczy większości istotnych odpadów nadających się do wtórnego przetworzenia (...)

Czyli czego ja się czepiam? KFPZ i, do tej pory woląca pozostać animimową, „Pomorska Elektrociepłownia” to w naszych warunkach biznesowe wzory do naśladowania, a mnie, "ciemnemu chłopu ze wsi" się tylko Ameryka Obamy przyśniła. Problem zatem nie tkwi w tych firmach - dzialają na rynku w ramach obowiązujących regulacji, tylko w zasadach leżących u podstaw naszej polityki energetycznej, rolnej i ochrony środowiska oraz polityki wspierania przedsiębiorczości, w tym sposobom promocji społecznej odpowiedzialnosci biznesu - CSR. Tak jak zaznaczyłem wczesniej, sprawy mentalnosci, etyki, moralnosci, empatii zostawilem lepszym od siebie specjalistom.

4 komentarze:

Bogdan Szymański pisze...

Panie Grzegorzu

Biomasa to prawie jak energia odnawialna. W przypadku spalania ziarna wpływ na środowisko tak wytworzonej energii będzie negatywny. Intensywna uprawa rolnicza wiąże się w olbrzymimi emisjami CO2 który w bilansach się zazwyczaj pomija a który związany jest z:
- nawożeniem i wytwarzaniem nawozów
- używaniem środków ochrony roślin
- używaniem maszyn rolniczych oraz transportem płodów rolnych
- i największa związana z emisją CO2 z gleby poddanej orce

Biomasa redukuje emisje jedynie na papierze i rzeczywiście taką redukcje jesteśmy w stanie w przypadku spalania zbóż wykazać - Pytanie czy o taką redukcję chodzi?

Grzegorz Wiśniewski pisze...

Panie Bogdanie,
starałem się nie wchodzić w poblematyczny LCA technologii energetycznego wykorzystania biomasy, bo w szczegolnosci dla ziarna zbóż (nie jako odpadów z przerobu) wynik byłby druzgocący.

Chciałem tylko pokazać, że w majestacie polityki, prawa, w sumie pozytwnego społecznego stosunku do tego inicjatyw i działań, uszczupla sie zasoby do wykorzystania w innych obszarach gospodarki i dodatkowo, przerzuca koszty na konusmentów. I za to przedsięborstwo mozna jeszcze kandydować i do tytułu "innowatora" i "społecznie odpowiedzialnego". Tego typu inicjatwy powinby być od strony systemowej śledzone przez "watch dogi" i mających wyczucie dziennikarzy, prześwietlane przez "think tanki" i brane pod uwage przez polityków i ustawodawcę.

Wrcajac do biomasy, to oczywiscie, tak jak Pan zauważył, nad całym systemem wparcia i promocji gdzieś unosi sie CO2; wszak OZE są elelementem pakietu klimatycznego.

I tu rzeczywiscie, sytacja, przynjmniej dla rolnictwa, jest co najmniej niejednoznczna. Np. w Czwartym Raporcie Rządowym dla Konwencji Klimatycznej można wyczytać, że emisja CO2 w Polsce, łacznie z tzw. "sektorem 5" (pochłanianie w wyniku zmiany użytkowania gruntów) spadła co prawda z 441 mln t w 1988 do 290 mln ton w 2004 r., ale pochlanianie spadło z -36 do -26 mln ton. Nieznacznie spadła emisja ze spalania odpadów roślinych ale wzrosła ze spalania odpadów ogółem. Czyli nawet w tego typu ramowych bilansach (na tym się opiera wszak polityka ekologiczna i energetyczna) i nie chodząc z operacje jednostkowe i LCA, spalanie ziarna zbóż i odpadów nie ma niewiele wspolnego z ochroną klimatu i tu nie tylko zgadzam się z Pana tezą, że "nie chodzi o taką redukcję", ale powstaje pytanie czy w ogóle o redukcję emisji tu chodzi.
Czyli w imię czego uszczuplamy zasoby i w imię czego źle nimi gospodarujemy?

Bogdan Szymański pisze...

Panie Grzegorzu

Czyli w imię czego uszczuplamy zasoby i w imię czego źle nimi gospodarujemy?
Na to pytanie odpowiada Pan w poście

W mojej ocenie główny problem leży w dopłatach. Rolnik otrzymuje dopłatę bezpośrednią do upraw zbóż a następnie energetyka otrzymuje dopłatę do wytworzonej energii z ówcześnie dotowanych półproduktów. W tak irracjonalnym systemie trudno szukać racjonalności trudno też dziwić się że ktoś korzysta i zarabia na złym systemie.

ustanawiając odpowiednio wysoką dopłatę można uzyskać rentowność ekonomiczną produkcji energii elektrycznej nawet z truskawek

Grzegorz Wiśniewski pisze...

Panie Bogdanie,

poruszył Pan drugą stronę medalu - wsparcie dla rolnictwa w ramach CAP. Obency kierunek zmian w CAP jest taki, że na poczatek UE wycofuje sie ze wsparcia upraw energetycznych (CAP był tworzony w latach permamentnej nadprodukcji zywności, co obecncie nie jest już faktem) i z olbrzymiej skali dopłat do produkcji żywności (budżet UE tego nie wytrzymuje).

Ale rzezywiscie, także ze wsparciem ww dotacji w ramach CAP ze srodkow krajowych, żyjemy jeszcze przyzwyczajeniami z ubiegłej epoki i cieszymy się ze stosowanych jeszcze siłą rozpędu (przywyczajenia/roszczeń) wysokich subsydiów w ramach jednolitego systemu dopłat, ktore, n.b.. miały mieć charakter ekologiczny...

Jeżeli na rzecz energetycznego wykorzystania biomasy działaja i subsydia energetyczne i rolne jednocześnie, mamy szanse na głębokie odejscie od zdrowego rozsądku i mamy doczynienia z czyms co w totolotku nazywałoby sie nadzwczajną "kumulacją wygranych". To zawsze wywołuje emocje, ale w "totku" jak to w "totku", nikt nie myśli o całej rzeszy anonimowych przegranych - cała zabawa polega na tym aby jeden wygrał.
Zdrowa gospodarka wymaga jednak wielu wygranych i nie polega tylko na zrywaniu nisko wiszących owoców, nawet jeżeli miałyby to być "leżace wprost na ziemi" truskawki :). System wsaprcia powinien byc tak dobrany, aby sięgać wyżej.