czwartek, września 01, 2016

Spadek inwestycji w energetyce wzmacniany kagańcową ustawą o OZE

W najnowszym biuletynie statystycznym GUS podał alarmujące dane o spadku nakładów inwestycyjnych w gospodarce, który pogłębił się w ciągu dwu pierwszych kwartałów br. W pierwszym kwartale wyniósł niemal 2%, w drugim spadek zbliżył się do 5%. W stosunku do pierwszej połowy 2015 roku znacznie poniżej średniej nakłady spadły w gospodarce komunalnej (50%), górnictwie węgla (17%)  i energetyce (10%). Energetyka ma duży, niemal 20% udział w inwestycjach ogółem, co świadczy o olbrzymim wpływie koniunktury w energetyce na wskaźniki inwestycyjne w gospodarce. Nakłady inwestycyjne w dziale „wytwarzanie i dostarczanie energii, gazu i ciepła” w I półroczu br. wyniosły 9,1 mld zł (przy 10,1 mld zł w analogicznym okresie 2016 roku).


O ile drastyczny spadek inwestycji w gospodarce komunalnej związanej często z inwestycjami samorządów można tłumaczyć "doliną" lub nawet przerwą w ciągłości finansowania unijnego, o tyle przyczyn spadku inwestycji w górnictwie i energetyce należy szukać gdzie indziej. 

Spadek inwestycji, o ile będzie się utrzymywał, będzie stanowił olbrzymi problem dla „planu Morawieckiego” w którym w części diagnostycznej dostrzeżony został spadkowy trend udziału inwestycji w PKB (spadek z 23% w 2008 roku do 19% PKB w 2014 roku) i gdzie zaproponowane zostały bilionowe inwestycje z wyższym niż dotychczas udziałem kapitału krajowego.


Inwestycjami plan Morawieckiego stoi … A co najmniej powinien. Inwestycje w energetyce zostały też uwzględnione w obecnie konsultowanej przez Ministerstwo Rozwoju Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju (SOR). Energetyka została uznana za  jeden z 5 obszarów kluczowych wpływających na osiągniecie celów SOR. Jednym z proponowanych kierunków interwencji jest „stworzenie warunków do inwestycji w infrastrukturę wytwarza energii elektrycznej oraz w zwiększenie udziału OZE”.

Panuje powszechna zgoda co do tego, że inwestycje w energetyce są potrzebne, a nawet niezbędne. Nowy resort energii w ciągu trzech kwartałów swojego istnienia nie mógł jeszcze wiele zrobić, aby umożliwić realizację ambitnych celów. Jest to zrozumiałe. Zastrzeżenia można mieć tylko do tego, że Ministerstwo Energii w efekcie odroczenia wejścia w życie ustawy o OZE, a potem jej „kagańcowej” nowelizacji promującej m.in. „bezinwestycyjne” współspalanie biomasy z węglem, zatrzymało dobrze zapowiadające się inwestycje w energetyce odnawialnej. Zdążyło też stworzyć tak dużą niepewność i nieprzewidywalność co do dalszych działań w sektorze, że od połowy br. stanęły nie tylko inwestycje ale prace nad nowymi projektami (znikome nakłady na inwestycję rozpoczęte). Mało wiarygodnie w kontekście SOR brzmią stwierdzenia, że Polska „przeinwestowała w OZE” podążając za celem ilościowym na 2020 rok, zwłaszcza w kontekście ponownej promocji  "bezinwestycyjnego" współspalania, które przez dekadę było największym beneficjentem dotychczasowego systemu wsparcia. Nawet jeżeli w I półroczu br. przybył rekordowy 1 GW mocy wiatrowych (odpowiednik 50% wszystkich nakładów inwestycyjnych w energetyce) to był to „rzut na taśmę” i przyśpieszona wyprzedaż portfeli („spontaniczna” kontrybucja w SOR i w rozwój), a reszta branży OZE stała w blokach i powoli zastanawia się, czy z nich nie wyjść. 

Zgodnie z nowymi analizami IEO łączne obroty na rynku inwestycji w OZE w celu zrealizowania naszych podstawowych zobowiązań unijnych w okresie 2016-2020 miały  wynieść ponad 66 mld zł, w tym 25 mld zł na rynku ciepła z OZE, 41 mld zł na rynku energii elektrycznej oraz 24 mld zł na nowym, dotychczas perspektywicznym  rynku tzw. małych źródeł i źródeł prosumenckich. W efekcie ostatnich prac legislacyjnych  w najbliższych kwartałach i latach energetyka odnawialna będzie ciągnęła wskaźnik inwestycji w dół, przy jednoczesnym, wydającym się już nieuchronnym, wzroście kosztów energii ze źródeł kopalnych w całej gospodarce.

„Nie szkoda róż gdy płoną lasy”, ale warto przypomnieć i podać konkretny przykład na to jakie straty w inwestycjach przynoszą złe regulacje. Dokładnie dwa lata temu na wysłuchaniu publicznym w Sejmie IEO zgłosił potrzebę wprowadzenia do ustawy o OZE tzw. „poprawki prosumenckiej” wraz z oceną skutków, a potem opublikował szerszą analizę na ten temat. W efekcie wprowadzenia postulowanych przez IEO taryf gwarantowanych FiT na różne rodzaje mikroinstalacji o mocy do 10 kW miało powstać 200 tys. elektrycznych instalacji prosumenckich o łącznej mocy 800 MW. Nakłady inwestycyjne do 2020 roku miały wynieść niemal 18 mld zł. W 2016 roku, dzięki bezpiecznemu inwestowaniu gospodarstw domowych (obecne aktywa w tym segmencie, bez zobowiązań, to niemalże 1,2 bln zł)  i mających znaczące oszczędności małych firm, miało powstać ok. 160 MW nowych, rozproszonych terytorialnie mocy, a łączne nakłady inwestycyjne miały sięgnąć 3,5 mld zł. W pierwszym półroczu 2016 inwestycje prosumenckie mogłyby zatem stanowić nawet 20% wszystkich nakładów inwestycyjnych w energetyce.

Na te rozwiązania czekały gospodarstwa domowe, które teraz dzięki zwiększeniu dochodów rozporządzalnych w efekcie programu 500+ mogłyby jeszcze łatwej spłacać  tanie kredyty inwestycje pozyskiwane pod system FiT. Ale czekała też branża instalatorska i producenci urządzeń, bo rozwój krajowego przemysłu i technologii był zawsze kluczowym efektem wprowadzenia FiT. Dane GUS pokazują, że w niezwykle innowacyjnym dziale „produkcja urządzeń elektrycznych” nakłady inwestycyjne niestety  także spadły w pierwszym półroczu br. do 520 mln zł (z 565 mln zł rok wcześniej). Na fali zainteresowania obywateli wzbudzonego przez planowane wprowadzenie FiT korzystają do dziś „sprzedawcy gruszek na wierzbie” dla inwestorów indywidualnych, przekonujący ich, że system „opustów” również będzie dla nich korzystny. Obywatele, choć zainteresowani OZE, chronią swoje oszczędności i nie za bardzo chcą ryzykować i tracić na nowej niepewności legislacyjnej.

Kwotowo znacznie bardziej poważne skutki jeśli chodzi o inwestycje przyniesie proponowany w ustawie OZE system aukcyjny i ustawa o inwestycjach w zakresie elektrowni wiatrowych. Alternatywne pomysły Ministerstwa Energii w postaci „ciężkiego” inwestowania w kaskadyzację Dolnej Wisły czy nawet rozważane w SOR koncepcje budowy elektrowni atomowych są ciągle syrenim śpiewem odległej przyszłości, bez wpływu na bieżące procesy gospodarcze. W efekcie początkowych zaniechań, a potem ostatecznie podjętych radykalnych decyzji w kwestii OZE polska energetyka niefortunnie wpisała się w SOR. Jest to o tyle groźne, że realne inwestycje w każdej branży przemysłowej łatwo jest zatrzymać, ale znacznie trudniej jest ponownie je pobudzić.

3 komentarze:

Michał Michałowski pisze...

Bardzo ciekawa analiza. Kaganiec na ustawie o OZE daje efekty. Ciągłe prawne zawirowania nie zachęcają nikogo do inwestycji, która jednego dnia może okazać się opłacalna, a drugiego katastrofalna.

Grzegorz Wiśniewski pisze...

@Michał Michałowski
Jakiś czas temu zastanawiałem sie nad tym. Zadałem sobie pytanie czy warto zastanawiać się nad tym co w danej chwili wymyśli polityk i ile firm jedną niemądrą decyzją, a nawet głupim gadaniem doprowadzi do bankructwa i ile projektów w toku (zmarnowane środki) uczyni bezprzedmiotowymi.
Doszedłem do wniosku, że trzeba szukać rozwiazan rynkowych, bo rynek łatwiej przewidzieć.
Wtedy "opłacalność" będzie bardziej trwałym pojęciem, a nie zlewiskiem znikającym po zachodzie słońca (jak polityk zaśnie i jeszcze się nie obudzi z nowym, równie absurdalnym ale innym pomysłem)
Poza tym zależność od polityków jest stresująca, a w niektórych przypadkach wręcz uwłaczająca
Pozdrawiam

Patrycja Beczka pisze...

Jeszcze do niedawna rozważałam inwestycję w fotowoltaikę, znjomi mają i bardzo sobie cenią, w 2014 roku zakupili panele fotowoltaiczne o takich parametrów http://ozeshop.pl/bez-montazu/85-zestaw-fotowoltaiczny-3-kw.html mając czteroosobową rodzinę. Bardzo sobie chwalili system więc chcieliśmy również przejść na fotowoltaikę, w obecnej sytuacji i zawirowaniach nie jesteśmy już do tego tak przekonani