czwartek, grudnia 26, 2013

Krótkodystansowość w polityce groźna dla energetyki i zabójcza dla OZE

Być może Beniamin Franklin miał rację twierdząc  czas to pieniądz, ale dla energetyki w Polsce rok 2013 oznaczał  tylko tony papierów, bynajmniej nie wartościowych.  Dla energetyki odnawialnej to czas znaczony kolejnymi,  coraz bardziej agresywnymi i absurdalnymi  atakami rządzących, zwłaszcza jeśli chodzi o sens i znaczenie rozwoju OZE, i przypisywane im koszty. Głowy kluczowych  decydentów (o nich za chwilę) zaatakował wirus, przenoszący się na środowiska  niechętne  zmianom w energetyce. Prace nad ustawą OZE wróciły do punktu wyjścia sprzed dwóch lat, stan świadomości i gotowości do rozwoju sektora spadł do poziomu sprzed ponad dekady.

Już prawie dwa lata temu zacząłem mieć złe przeczucia  jeśli chodzi o OZE w Polsce.  Czułem, że ustawa o OZE nie będzie uchwalona i że minie dużo czasu zanim ruszą w górę indeksy giełdowe firm  zielonej gospodarki, wskaźniki sprzedaży i optymizmu, a na blogu odnawialnym znowu będzie można pisać pozytywnie i  tworzyć wartość dodaną, a nie tylko kontemplować smutek straconego czasu.
Faktów i czasu minionego nie zmienię, ale po dwu latach wypada zmienić perspektywę. Można zaczerpnąć z mądrości ludowej o szklance pełnej do połowy i skonstatować, że każdy kolejny stracony rok  to też rok bliżej do momentu gdy OZE będą miały swój  czas także w Polsce, na Białorusi, w Rosji, w Iranie itp., a nie tylko w krajach bardziej cywilizowanych, nowoczesnych  i rozwiniętych.
Ile musimy na to czekać?  Jestem przygotowany na  długi  dystans. Gdy 25-26 lat temu kończyłem studia i zastanawiałem  się co w życiu robić, przeczytałem w Przeglądzie Technicznym, że OZE będą na rynku „za kilka lat”.  Wtedy nie doczytałem na którym rynku i gdzie :), ale zdecydowałem, że będę pracował w energetyce odnawialnej bo chciałem uczestniczyć w tworzeniu czegoś nowego, potrzebnego ludziom, czegoś , co można w rozsądnym czasie zrealizować w praktyce.
W tym kontekście na ironię losu zakrawają tegoroczne wypowiedzi tych, którzy obecnie decydują o tym,  kiedy przyjdzie ten moment. Na tych, moim zdaniem, kluczowych decydentach i wypowidziach się skupię, choć nie będzie to budujące. Są  wątpliwe merytorycznie, słabe intelektualnie  (zapewne ci cytowani poniżej mężowie stanu mieli też lepsze) i wręcz  podejrzane moralnie (w takim sensie jak ściema) . Ale Panowie ci -  a mowa aż o trzech premierach: Tusku, Piechocińskim i Bieleckim  - trzymającymi teraz bezpośrednio władzę także nad OZE,  mają wystarczająco skuteczne instrumenty, aby nawet na kilka lat zatrzymać przemiany w całym polskim sektorze energetycznym. Przy uprawianym przez nich myśleniu politycznym najdalej  na rok lub dwa do przodu („energetyka polityczna, a nie odwrotnie), faktycznie  „betonują” cały sektor na lata. W takie myślenie  trudno wpisać OZE jako technologicznie i organizacyjnie najbardziej żywiołowy składnik na rynku energetycznym, który, jak wszystko co nowe, nie może jednak wystartować bez przychylności politycznej.

Premier Tusk po kilku miesiącach po tym jak zadecydował,  żetrzeba wstrzymać OZE aby ruszyć węgiel, atom i łupki, ogłosił na swojej (KPRM) stronie internetowej „Model optymalnego miksu energetycznego dla Polski do roku 2060” , w którym uznany został jako  realny  scenariusz prowadzący do tego, że udział OZE w zużyciu energii elektrycznej  pozostanie na poziomie  19,1% w 2020 roku (obecny wymóg KPD), bez zmian aż do 2060 roku. Jest też scenariusz rekomendowany (tzw. „wariant ekonomiczny”), w którym aż do 2060 roku praktycznie nie ma OZE na rynku albo w najlepszym przypadku –wysokich cen uprawnień do emisji CO2 – OZE dochodzą do  ok 30%.  Czyli udział OZE w zasadzie miałby pozostać bez zmian w stosunku do 2013 roku.  Nie udało mi się znaleźć innego kraju na świecie w którym tak zachowawczy  scenariusz jest  poważnie rozważany. Na szczęście nie jest on możliwy  do wdrożenia w  Polsce i są znacznie korzystniejsze  dla kraju scenariusze – por. raport IEO, jednak przez jakiś czas może funkcjonować w obiegu jako prawda objawiona i skutecznie blokować dyskusję merytoryczną.
Premierowi wtóruje wicepremier Piechociński , który zapowiadając nową politykę energetyczną mówił  "… w 2050 roku węgiel będzie dominującym źródłem energii w Polsce”, a "jego udział w produkcji energii przewidywany jest na poziomie nie niższym niż 50%" i dodaje:  "Polska zdecydowanie protestuje przeciwko próbom przyjęcia w ramach Unii jeszcze dodatkowych celów dotyczących udziału OZE na okres po 2020 roku".  Wygląda na to, że rząd chętnie widziałby za to cel unijny  w postaci  wysokich udziałów  energii z węgla w latach 2020-2050, choć zasoby węgla, których eksploatacja byłaby opłacalna szybko się w Polsce kurczą. Jednocześnie premier Piechociński podaje  koszt energii z OZE równy 200 euro/MWh, co nie jest  dzisiaj co do zasady prawdą  nawet w Polsce, gdzie polityka nie sprzyja obniżeniu kosztów OZE. Średnia cena energii ze wszystkich obecnie  nowo budowanych OZE stosowanych w Polsce zgodnie z najnowszymi analizami  wynosi bowiem 470 zł/MWh (czyi niewiele wiecej niż 100 euro/MWh) i oczekiwany jest jej spadek. To zastanawiające, że inne kraje UE nie biorą pod uwagę kosztów podanych przez premiera Piechocińskiego w kontekście celów na 2020 i dyskutując ocelach na kolejne dekady.

Zastanawia samozadowolenie z tego „unikalnego” myślenia, a nawet  pewna doza arogancji w tym zakresie obu premierów oraz tego trzeciego - Jana Krzysztofa Bieleckiego, który też jest z nieznanych przyczyn przekonany, że zna się na OZE lepiej niż specjaliści i politycy krajów, które mają w tym względzie większe doświadczenie. Premier Bielecki, który obecnie jako  szef Rady Gospodarczej wpływa na Kancelarię Prezesa Rady Ministrów (KPRM - tu powstał ww. ”optymalny miks energetyczny” i założenia do mającego powstrzymać rozwój OZE projektu ustawy o OZE), uzasadnia pragmatyzmem takie oportunistyczne podejście. Mówi  generalnie i z wyższością o nieskutecznych „kawiarnianych reformatorach” i o „wizji bez implementacji jako o halucynacji”. Oczywiście nie wszystkie wizje udaje się wprowadzić na poziom implementacji i część z nich nigdy nie wyjdzie poza poziom kawiarnianego stolika, z tym, że to akurat jest mało destrukcyjne. Natomiast tu mamy do czynienia z samą implementacją życzeniowego myślenia, bez wizji, strategii i niezbędnej wiedzy leżącej u jej podstaw, ale przez polityków mających akurat realną władzę i przekonanie, że wiedzą lepiej. Jak to ładnie określono w rządowym „Modelu energetycznego miksu   ... z punktu widzenia centralnego planisty. A można wskazać konstruktywne, odważne ale zakończone wdrożeniem, przykłady działania na rzecz rozwoju rynku przywołując choćby wizję rozwoju sektora energetyki słonecznej cieplnej, sformułowaną w 2009 roku w oparciu o solidne podstawy  teoretyczne i znajomość funkcjonowania rynku w tym zakresie. Jej wdrożenie przez NFOŚiGW zaowocowało  w  ciągu zaledwie czterech lat  awansem Polski z 9-go na 2-gie  miejsce pod względem nowo-instalowanych  kolektorów słonecznych w Europie i adekwatnym rozwojem sektora produkcji i eksportu kolektorów. Lepiej wspierać trudniejsze ale nośne idee  niż skutecznie wdrażać te wątpliwe.

Inwestowanie w technologie, których koszty  rosną, a nie spadają to oczywiste marnowanie pieniędzy. Ogłoszony  ostatnio przez poddany rekonstrukcji rząd  plan nie robienia niczego poza wydawaniem pieniędzy unijnych i brak atrakcyjnego celu spowoduje niezdolność kraju do przeprowadzenia  gruntownych zmian w energetyce, o rewolucji energetycznej na wzór Niemiec czy Danii nie mówiąc.
Faktów takich jak rozwój technologii czy światowe trendy gospodarcze żaden polityk nie zmieni (choć ww. Panowie - premierzy ewidentnie i usilnie próbują), ale mając niezwykle silną władzę może wykreować takie warunki, że wbrew logice gospodarowania krajowymi zasobami energetycznymi  i podstawom ekonomii przez kolejne lata OZE nie będą  dopuszczone do krajowego rynku.  Rząd ma w ręku instrumenty odziaływania zarówno na opinię publiczną (np.  mówiąc nieprawdę lub półprawdę, co przy słabej świadomości społecznej w zakresie OZE jest bardzo łatwe) i na inwestorów w energetyce.   Jeżeli kolejne rządy trwałyby zwrócone  w kierunku przeszłości i obywatele akceptowali wstecznictwo i oportunizm, czekanie na nadejście rynku na OZE w Polsce może się znacznie wydłużyć w stosunku do moich oczekiwań  sprzed ćwierć wieku. Zdaje się, że osobisty cel musze przesunąć o parę dekad, ale jako uparty i praktykujący maratończyk dam radę :), bo cel jest tego wart.

Premier Tusk zapowiedział, że jako polityk jest też maratończykiem i jest gotów do następnej rundy (2014-2018) , i że chce przebiec prawdziwy maraton.  Panie Premierze, życzę Panu oczywiście powodzenia w obu maratonach, ale przy takiej  wizji energetyki szkoda Pańskiego wysiłku, bo pójdzie na marne. Wizja jaką Pan i rząd macie zasługuje nie na maraton ale raczej na człapanie w kondukcie pogrzebowym.   Czy to, co obecnie proponuje się w zakresie OZE to jest wizja? Czy tak ma wyglądać pragmatyzm?  Czy to co rząd robi w OZE ma porwać ludzi, wywołać efekt domina (reinwestycji)  w gospodarce  i zapewnić Panu sukces wyborczy i miejsce w historii? Maraton ma to do siebie, że wymaga systematycznego treningu i wytrwałości, a nie tylko zrywów raz na cztery lata, albo kiedy sponsor sypnie groszem. Po co się męczyć bieganiem maratonów jak się widzi tylko najbliższy punkt żywieniowy? Warto mierzyć dalej i wyżej, zwłaszcza w Nowy Rok.

10 komentarzy:

Jakub Łabiga pisze...

Bardzo dobrze powiedziane. Myśle że już ww Panowie tak nabroili, że nawet oni sami nie wiedzą "jak" z tego bagna wyjść.

Grzegorz Wiśniewski pisze...

Panie Jakubie, przyznam, że liczę na w tym świątecznym i trochę magicznym czasie na taką refleksję premiera, wicepremiera i byłego premiera. Dobrze by było gdyby chodziło tylko o pretekst, o wyjście z twarzą ze ślepej uliczki w jaką się zapuścili. Wiem, że politycy w Polsce nie mają zwyczaju przyznawać się do ew. błędów czy słabości i że za obecną koncepcją energetyczną stoją silni beneficjenci utrzymania starego porządku,który Pan był łaskaw trafnie nazwać bagnem. Z bagna, jak już się ugrzęźnie po osie lub po pachy trudno się wychodzi, ale bądźmy dobrej myśli :).

mizgal pisze...

Panie Grzegorzu, łyżka dziegciu od praktyka: oto bowiem stawia Pan siebie w roli obserwatora, nie mając do tego legitymacji. A mianowicie trudno jest Panu być wiarygodnym recenzentem, jeśli jednocześnie pisze Pan poufne raporty dla Ministra Gospodarki Pietrewicza, które wykorzystuje on do udowadniania, że OZE nie są opłacalne. Tak więc, świątecznie czy noworocznie, życzę Panu nieco więcej krytycznego spojrzenia na Pańską rolę w obecnej sytuacji. Pan jest współtwórcą obecnej sytuacji.

Grzegorz Wiśniewski pisze...

Rozumiem zniecierpliwienie i być może frustrację, ale nie wiem o jakich „tajnych” raportach Pan pisze. Niemalże wszystkie które kiedykolwiek zrobiłem z jakimkolwiek udziałem środków publicznych są dostępne na stronie IEO . Doprawdy nie wiem co w nich jest takiego (jakie treści), co przyczynia się do pogorszenia sytuacji. Będę wdzięczny za podpowiedź. Także ten ostatni raport „dla ministra Pietrewicza”, o której szeroko informowaliśmy zanim praca zaczęła być realizowana, po to właśnie aby zebrać dane bezpośrednio z biznesu i aby zachować przejrzystość i otwartość, wiecej. Znajomość i ciągłość analizy kosztów jest w niezbędna aby uchronić przed wzmiankowana we wpisie „energetyką polityczną”, czyli ręczną reglamentacją wg siły lobbingu. Niestety nie mogę odpowiadać za to co minister z pracą robi (ani nawet kiedy opublikuje), tak samo za to co Pan o niej pisze. Jedyne co w przypadku ministra IEO mógł zrobić, to poinformować go – oświadczenie - i opinię publiczną, że wyniki pracy wykorzystuje niezgodne z przeznaczeniem i wymogami analiz ekonomicznych. Nie w tym jednak tkwi problem.
Short-termism o którym de facto traktuje blogowy wpis, jest ogólnoświatową i powszechną przypadłością, choć w Polsce objawia się wyjątkowo ostro. Krótkowzroczność dotyka nie tylko polityków ale też biznesu, także w zróżnicowanej wewnętrznie krajowej branży OZE, której - czy chce czy nie chcę - jestem częścią i która w debacie społecznej jest „współtwórcą” też krótkoterminowego podejścia. Keynes – ideolog wolnego ryku - pisał, że „w długim okresie i tak wszyscy będziemy martwi” i ta teza, wykoślawiona oczywiście przez „niezrównoważony” biznes i wykorzystywana przez ultraliberalnych polityków, szeroko funkcjonuje. Faktem jest to, że przez ćwierć wieku moich prób wspierania rozwoju OZE, coraz mniej skuteczne były te działania, które wybiegały dalej niż na kilka/parę lat do przodu. W tym kierunku zmieniły się postawy polityków, obywateli i biznesu. Niestety za to też nie mogę odpowiadać, nawet jakbym bardzo chciał. Ale przyznam, że w tych dość dramatycznych okolicznościach (tak źle w OZE jeszcze nigdy nie było, choć byli naprawdę nieprzychylni politycy) coraz trudniej jest mi znaleźć przekonujące argumenty, bo żadna ze stron nie chce myśleć długoterminowo. A myśląc tylko krótkoterminowo, w perspektywie życia takich osób jak ja, a może nawet takich jak Pan, wygra węgiel, atom, gaz...

Patryk R pisze...

Witam Serdecznie,
Panie Grzegorzu, muszę szczerze przyznać, że tylko tacy ludzie jak Pan dają mi wiarę, że w Polsce również może dojść do rewolucji energetycznej. I uparcie w to wierzę.

Ja swój maraton (mam nadziej, że nie będę musiał czekać tyle lat co PanJ) związany z OZE rozpocząłem podobnie jak Pan. W 2011 roku po ukończeniu studiów na UMK kierunek Ochrona Środowiska (o zgrozo przez 5 lat ani jednego przedmiotu związanego z OZE. Co jest również zasługą polityków którzy usilnie z Uniwersytetów chcą stworzyć kolejną machinę biurokracji) postanowiłem swoje zainteresowania odnawialnymi źródłami przenieść na płaszczyznę życia zawodowego. Pełen optymizmu po lipcowym projekcie ustawy o OZE założyłem firmę i zacząłem uświadamiać ludzi co to jest OZE i jakie przynosi korzyści. Każdy przeciętny Kowalski, mały i duży przedsiębiorca wykazywał i wykazuje zainteresowanie inwestycją w przyszłość, bo w takich kategoriach należy traktować OZE. Do tego grona nie mogę zaliczyć biurokracji samorządowej, z ich strony można odczuć tylko niechęć, a o totalnej niewiedzy na ten temat nawet nie wspomnę. Październikowy projekt spowodował u mnie w pewnym sensie euforie, praca po 20 h dziennie, organizowanie szkoleń (za darmo) dla wszystkich chętnych, ciągłe doskonalenie i wiara że w Polsce też to się może udać. Niestety kolejne puste obietnice dotyczące terminu wejścia ustawy w życie powodowały narastającą irytację.
O kłopotach finansowych nie wspomnę. Prowadzenie w Polsce firmy, szczególnie dla młodej osoby, jest drogą przez mękę, a tym bardziej działając na tak dziewiczym rynku jak OZE. Pieniądze miały przyjść jak wejdzie ustawa...Niestety węgiel, górnictwo i zawodowa energetyka są ważniejsze niż dziesiątki tysięcy młodych ludzi. Jak się nie podoba to zawsze można wyjechać - tak właśnie odbieram obecną politykę "naszego" rządu.
Jednak nie poddam się, wytrwałem rok, wytrwam i kolejne.
Rządzący nami decydenci nie rozumieją dzisiejszego świata, gospodarki, nie biorą przykładu z rozwoju branży solarnej w Polsce, a tym bardziej nie znają ludzi tu mieszkających. Nie spotkałem na swojej drodze osoby, która na słowo polityka nie użyłaby małego lub większego przekleństwa. To pokazuje jaki stosunek do rządzących ma społeczeństwo. Ludzie chcą iść do przodu, ale stado oszołomów skutecznie nam wszystkim na to nie pozwala.
Krótkowzroczność polityków, niesamowite powiązania na linii polityka – górnictwo – energetyczne molochy na glinianych nogach, stara się postawić Polskę w bardzo niekorzystnej sytuacji jaką będziemy mieli za kilka lat, jeżeli ten cyrk na kółkach będzie dalej trwał. Przytaczane w tekście wypowiedzi politycznej Trójcy, plany i programy rozwoju Polski są dobitnym przykładem na to, że coś niedobrego dzieje się na poziomie sejmowej polityki. Dopóki rządzą nami i spółkami skarbu państwa ludzie, który kiedyś razem pili wódkę i pieli się do góry, dopóki nie przestanie działać „reguła zobowiązania”, dopóty w Polsce będą się dziać rzeczy co najmniej dziwne, przeczące wszelkim regułom logiki, ekonomii etc.

Mam nadzieję, że kiedyś będzie okazja (może razem z Panem ramie w ramię) stanąć przed tymi ludźmi i powiedzieć im ile lat straciła Polska ekonomicznie i gospodarczo. Wiem że nic to nie da, ale przynajmniej pozbędę się ciągle narastającej frustracji. Ja tym panom już dziękuję...

Panie Grzegorzu czekam na kolejne wpisy na blogu i mam szczerą nadzieję, że kolejny będzie w optymistycznym tonie J

Pozdrawiam

Grzegorz Wiśniewski pisze...

Drogi Panie Patryku
Pana komentarz to w zasadzie „najnowsza historia OZE w Polsce” w pigułce, bardzo prawdziwa i miejscami wzruszająca.

Wtedy gdy Pan zaczynał, IEO kończył 10 lat i z tego powodu oraz na fali budzącego się rosnącego zainteresowania OZE wśród nowych, młodych, innowacyjnych firm i nadziei dla tych starszych, zaprosiliśmy je do podzielenia się swoimi przemyśleniami .

W ciągu roku wpisało się ok. 60 firm. Kreślą one entuzjastyczną „panoramę emocji i postaw” w branży z pierwszej połowy 2012 r. np.: Czekamy na ustawę o OZE… (REN Energy Sp. z o.o.); Z niecierpliwością oczekujemy Ustawy o OZE… (Sunpark Polska Sp. z o.o.); Od 2013 r. w związku z wejściem w życie Ustawy o OZE nastąpi dynamiczny rozwój… (SOLEO PV) albo Rozwój OZE jest niezbędny dla rozwoju innowacyjnej gospodarki (GS ENERGIA); Choć już wtedy pojawiały się głosy pokazujące zagrożenia: Sektor energetyki wydaję się być niedoinwestowany i rozproszony, nietrudno zauważyć, że zamiast współpracy i konsolidacji mamy do czynienia z ostrą konkurencją między dostawcami technologii i urządzeń OZE (SOLAR-PRO Sp. z o.o.).

W tej chwili większość z tych naprawdę wartościowych firm nie działa już w branży. Jak normalny kraj może marnować taki zasób innowacyjnych MŚP i entuzjazm młodych osób je tworzących? Jak można nie wykorzystywać najbardziej aktywnej części społeczeństw i nie dawać perspektywy dla klasy średniej ani szans dla konsumentów energii, rolników i innych aby stali się prosumentami i uciekli przed coraz wyższymi rachunkami, a już niedługo także przed brakiem energii? Tego się nie da wytłumaczyć w kategoriach interesu państwa, jak to jest przedstawiane i nawet przy najlepszym PR nie da się długo utrzymać mandatu politycznego do dłuższego rządzenia krajem w taki sposób. W tym właśnie, w kartce wyborczej jest szansa dla OZE, ale musimy umieć przedstawić OZE w kategoriach szerszego interesu społecznego.

Chciałbym Panu na Nowy Rok zadedykować piękny i mądry film „Czwarta rewolucja – autonomia energetyczne”, zrobiony niedługo przedtem zanim Pan zaczął przygodę z OZE (ponad 2 lata temu) i zrealizowany z udziałem dwu pionierów OZE; dr Hermanna Scheera i dr Prebena Magaarda, których miałem możliwość dobrze poznać i ich życiowe misje. Dr Scheer zmarł wkrótce po zrealizowaniu filmu. Ale obaj spędzili po 40 lat rozwijając OZE i w ich krajach (Niemcy, Dania)przyniosło do kapitalne efekty. Nam będzie już łatwiej idąc ich śladami. Film pokazuje entuzjazm, upór tych ludzi i czynniki ich i może też naszego sukcesu. Zapraszam:

WinryElrick pisze...

Nie zastanawiałam się nad tym wcześniej, ale jak tak czytam to rzeczywiście robi się z tego problemem. Niestety tymczasem nic na to nie poradzę, wrócę na razie do swojego pit 38, a potem chyba coś więcej na ten temat poczytam ;)

Paweł Wilewski pisze...

"Czwarta rewolucja", oglądałem ten film. Nie tylko fajny dokument, ale też po prostu film bardzo inspirujący... ;]

---------------------
Pompy ciepła gruntowe

Bloger pisze...

Panie Grzegorzu, Dziękuję za tak celny komentarz:
"W tej chwili większość z tych naprawdę wartościowych firm nie działa już w branży. Jak normalny kraj może marnować taki zasób innowacyjnych MŚP i entuzjazm młodych osób je tworzących? Jak można nie wykorzystywać najbardziej aktywnej części społeczeństw i nie dawać perspektywy dla klasy średniej ani szans dla konsumentów energii, rolników i innych aby stali się prosumentami i uciekli przed coraz wyższymi rachunkami, a już niedługo także przed brakiem energii? Tego się nie da wytłumaczyć w kategoriach interesu państwa, jak to jest przedstawiane i nawet przy najlepszym PR nie da się długo utrzymać mandatu politycznego do dłuższego rządzenia krajem w taki sposób. W tym właśnie, w kartce wyborczej jest szansa dla OZE, ale musimy umieć przedstawić OZE w kategoriach szerszego interesu społecznego."
Eh .... Pozdrawiam

Mikro Elekrownie pisze...

Dziękuję Panie Grzegorzu za mądry wpis na blogu i bardzo interesującą dyskusję. Dziękuję także za świetny blog, który stanowi dla mnie inspirację. Pozdrawiam