sobota, marca 03, 2012

Departament Energii Odnawialnej

Na wniosek Wicepremiera Pawlaka i decyzją Premiera Tuska w Ministerstwie Gospodarki (MG) tydzień temu utworzony został Departament Energii Odnawialnej (DEO). W strukturze ministerstwa departament podlega Ministrowi Mieczysławowi Kasprzakowi – sekretarzowi stanu w ministerstwie - de facto pierwszemu zastępcy ministra gospodarki i obecnie wicepremiera.

Wymieniam te nazwiska i stanowiska aby podkreślić, że energetyka odnawialna staje się właśnie samodzielnym obszarem administracji państwowej i mam nadzieję, że odrębna ustawa o odnawialnych źródłach energii wkrótce ten fakt przypieczętuje. Wolalbym "rynkowe" wdrażanie OZE a nie "instytucjonalne", ale rynku nie ma też w energetyce, gazie łupkowym czy tym bardziej energtyce jądrowej. Powołanie departamentu jest oczywiście znamienne, bo dzieje się w dobie mniej lub bardziej (raczej to pierwsze) skutecznej deregulacji w gospodarce i programowego jej odbiurokratyzowania oraz ciecia kosztów w administracji państwowej. To zapewne nie była łatwa decyzja do przeprowadzenia (może właśnie szum wokół projektu ustawy o OZE paradoksalnie okazał się pomocny), ale na obecnym etapie stała się koniecznością.
Był taki moment przed naszym wejściem do UE (2000-2003) kiedy do stworzenia podstaw politycznych i prawnych rozwoju branży OZE wystarczył horyzontalny (wielozadaniowy) Departament Ochrony Środowiska w Ministerstwie Środowiska, którym kierował dyrektor Kamieński. Radził też sobie jako wicedyrektor odpowiedzialny już w MG za OZE w latach 2005-2007. Gdy został Dyrektorem Departamentu Energetyki i potem gdy został odwołany problemów zaczynało przybywać lawinowo, głównie z powodu Pakietu klimatycznego UE, kiedy larum wobec ETS podniosła energetyka korporacyjna i jako zorganizowany wpływowy lobbysta wsparta ministrem skarbu przejęła inicjatywę w debacie i zaczęła jeszcze silniej wpływać na politykę energetyczną, Prawo energetyczne także na sektor OZE spychając go na margines dyskusji i próbując wykorzystać (np. współspalanie) jedynie jako przejściowy instrument wdrażania ETS, a nie nowy obszar do trwałego rozwoju.

Do tej pory za OZE odpowiadał i nadzorował Wydział Odnawialnych Źródeł Energii (naczelnikiem wydziału był p. Mariusz Radziszewski) - wicedyrektor departamentu energetyki - Janusz Pilitowski, który obecnie kieruje DEO. To w Wydziale powstawał projekt ustawy o OZE. Projekt krytykowany ale mający jednak kilka dobrych pomysłów (nawet jak za słabo zinstrumentalizowanych) jak ograniczenie wsparcia dla współspalania i dużej energetyki wodnej czy promocji mikroinstalacji, a więc pomysłów które jednak nie zrodziły się w głowach korporacji energetycznych. Nowy departament wymaga wzmocnienia kadrowego. Jest mowa obecnie o 15 pracownikach i choć byłby to wzrost zatrudnienia w tym zakresie w MG o 100% i znaczący postęp, i choć bezwzględnie, co do zasady popieram ograniczanie biurokracji i etatów w administracji to nie sądzę że taki stan zatrudnienia okaże się wystarczającym. Liczy się tez jakość pracowników a takich co znają problemy branży OZE i jednocześnie mają już zdobyte doświadczenie/przygotowanie administracyjne w zasadzie nie ma poza MG. Zostało tylko kilka etatów w MRiRW oraz w MŚ.

Kończy się właśnie termin zgłaszania kandydatur na dyrektora DEO. Wśród wymagań związanych ze stanowiskiem pracy wymienia się m.in. umiejętności z zakresu "... zarządzania konfliktem, efektywnej komunikacji". W świetle uciążliwego „rozwodu” części pracowników przechodzących do DEO z departamentem energetyki, konieczności „wewnętrznego „rozpychania” się w ministerstwie, ale przede wszystkim wobec dalece niedopracowanego projektu ustawy ilości (na dzisiaj 131!) i zakresu uwag (zapewne ok. 1000 stron rozstrzelonych uwag do tekstu który trudno zrozumieć) nadesłanych do projektu ustawy - pisma z uwagami pod linkiem – te właśnie kompetencje dyrektora nowego departamentu mogą się okazać się kluczowe :).

Nowy departament wymaga też wsparcia organizacyjnego i merytorycznego oraz poparcia politycznego zarówno wewnątrz MG, jak i na zewnątrz. To moim zdaniem dobrze, że nie podlega podsekretarzowi stanu nadzorującemu departament energetyki - tzw. „energetykę z elektroenergetykę”, która coraz bardziej przypomina masę upadłościową o dużych roszczeniach i wymaga diametralnie odrębnego podejścia regulacyjnego (tu: deregulacyjnego). OZE wymagają innego podejścia i ochrony w okresie rozwoju i to dobrze że DEO podlega sekretarzowi stanu. Minister Kasprzak ma trudne i nieoczywiste zadanie – pisałem o tym niedawno, ale wierzę że sobie poradzi – nie ma zbyt wielu departamentów bezpośrednio podległych i konkurencyjnie wyciągających zasoby czasowe i ma dość dobre umocowanie formalne. Może praktycznie pełnić funkcję pełnomocnika rządu ds. OZE i na mocy obecnej ustawy kompetencyjnej koordynować także pracę innych ministerstw i wcale nie żałuję, że tej funkcji formalnie nie ma, bo departament to trwała struktura z potencjałem rozwoju do konkretnej pracy, a pełnomocnik to zazwyczaj doraźna, podatna na lobbing efemeryda polityczna i zawsze wielka niewiadoma.

Jeszcze ważniejsze od wsparcia wewnętrznego jest wsparcie zewnętrzne – czyli środowisk związanych z OZE. Sytuacja jest trudna, choćby z następujących powodów: a) wyczerpanie się możliwości wsparcia OZE instrumentami Prawa energetycznego wzmocnione wyczerpaniem się dotacji z UE na OZE, b) uzasadnione emocje wokół ustawy o OZE oraz c) widoczne już dryfowanie i wyhamowanie rynku oraz d) rosnący zakres niewypełnionych zobowiązań (także terminowych związanych z raportowaniem) wobec KE i to wszystko w okresie „reorganizacji w biegu”. Uważam, że trzeba dać DEO czas na spokojną pracę i duży kredyt zaufania. Ale trzeba wymagać poprawienia i przeprowadzenia ustawy OZE przez rząd i Sejm i Senat, wraz z podpisem Prezydenta przed końcem roku. To najważniejsze i najtrudniejsze przedsięwzięcie nowego departamentu. Harmonogram tego "projektu z krytyczną ścieżką" DEO powinien rozpisać z rezerwą czasową tak, aby w kluczowej sprawie nie zawieść.

PS. Po ponad trzech latach działania DEO do tematu wróciłem w znacznie bardziej refleksyjnym tonie   http://www.odnawialny.blogspot.com/2015/09/ministerstwo-energetyki-owszem-ale.html . DEO jest dalej potrzebne, nawet jeszcze bardziej, ale otoczenie jest jest trudniejsze niż było, a problemy do rozwiązania są jeszcze większe...

9 komentarzy:

Jakub pisze...

Czyżby pierwszy wyczuwalny zapach wiosny Pnie Grzegorzu? :)
Ma Pan może jakieś przecieki, do kiedy ma powstać projekt ścieżki dojścia do ustawy OZE?

Grzegorz Wiśniewski pisze...

Panie Jakubie,
Pewnie, że wiosna! Zapewne Pana też rano budzą poranne ptasie trele morele. Mieszkam praktycznie na wsi i od 4:30 już jest wesoło. Ornitolodzy mówią ,że już przeleciały skowronki czajki a ok 20-go marca można spodziewać się bocianów. A jak bociany to wiadomo :).
Co do terminarza prac nad ustawa, to rozumiem że mnie Pan pyta o czym nasza rodzime wróble ćwierkają. Mam nadzieję, że DEO lub minister Kasprzak przedstawią taki harmonogram i zobowiązanie jednocześnie. Od siebie dodam tylko że, choć chodzi o jakość regulacji to niekoniecznie w tym przypadku sprawdzi się rzymskie przysłowie „śpiesz się powoli”, które często wykorzystuje w praktyce działania brać urzędnicza. Czas jest tu ważny bo bez regulacji stare podmioty na rynku mogą upaść a nowe nie powstaną (ryzyko i embargo kredytowe).

Jakub pisze...

No jakże miło słyszeć Pana w takim rześkim nastroju i to pomimo niewyspania :) A przy okazji, Pański blog jako jeden z niewielu, jeżeli nie jedyny w kraju jest cytowany w prasie fachowej.


Natomiast jest jeszcze jedna - nie wiem czy dobra ale ciekawa wiadomość odnośnie kampanii promującej energetykę atomową. Otóż, jak w nim czytamy, Pan Piotr Żbikowski z MG mówi, że:
"...celem resortu nie jest promocja ''atomu''. W swoich założeniach kampania będzie miała charakter stricte informacyjny. Chcemy, by Polacy zostali wyposażeni w wiedzę, która pozwoli im racjonalnie ocenić wszelkie za i przeciw tego przedsięwzięcia..."

Super, prawda? :)

Jakub pisze...

przepraszam, źródło cytatu się w poprednim komentarzu nie zamieściło.

Grzegorz Wiśniewski pisze...

Panu Piotrowi Żbikowskiemu należy chyba życzyć powodzenia w skutecznym 'poinformowaniu" społeczeństwa.
Wg mojej wiedzy Niemcy są bardzo dobrze poinformowani; są też wyposażeni w szeroka i najnowsza wiedzę pochodzącą bezpośrednio od niemieckich ekspertów (którym ufają). Ale jakoś nie chcą głosować "za atomem" :).
Dobrej nocy.

Jakub pisze...

W różnych miejscach (głównie konferencjach) słyszy się forsowaną tezę, że to jest "decyzja przedwyborcza" Niemców i przed następnymi wyborami powrócą do atomu. Trzeba przyznać, że do wyborów trudno weryfikowalne.

Jolanta pisze...

Drogi panie Grzegorzu,
Niedawno natknelam sie na Pana blog i chcialam Panu bardzo podziekowac - tak rzeczowych, i jednoczesnie pelnych pasji i swiadomosci misji, analiz na temat OZE nie znalazlam do tej pory na polskim horyzoncie blogowym.
Odnosnie wpisu pana Jakuba, pracuje juz od 2 lat w Niemczech w firmie zajmujacej sie doradztwem energetyczno-srodowiskowym i, po kilku konferencjach w NIemczech na ten temat, musze powiedziec, ze podejscie Niemcow do spraw srodowiskowych jest duzo mniej uwarunkowane wyborami i krotkowzrocznym podejsciem (wciaz dominujacym w polskiej polityce). Oczywiscie, Niemcy zdaja sobie sprawe z kosztow "Energiewende" (ostatnio debata na ten temat w Niemczech w niektorych mediach niemieckich przybiera niepokojace rozmiary... - w ostatnim artykule w FAZ przeczytalam "analize" porownujaca niemiecki system FIT z socjalizmem/komunizmem "najgorszego typu", co uwazam za skandal i historyczne ignorancje autora) ale wiekszosc Niemcow jest zgodna ze decyzja przeciw atomowi byla dobra. Fakt, ze Niemcy chca tu pokazac droge reszcie Europy i swiatu (nieco narcystyczny argument, ale w kwestiach srodowiskowych przydatny) jest tu tez istotny, jak rowniez niechec Niemcow do zmieniania raz obranego celu.
Dziekuje raz jeszcze za Pana blog - cenne oaze informacji w czesto pustynnym internecie! Serdecznie pozdrawiam ze slonecznego Darmstadt, Jolanta Jasina.

Grzegorz Wiśniewski pisze...

Pani Jolanto
dziękuję za komentarz i miłe słowa.
Moim zdaniem aktualna niemiecka koncepcja energetyczna nazywana słusznie „Energiewende” (rewolucja, przełom) jest przedstawiana w Polsce celowo jednostronnie, w złym świetle. Dobrze że Pani z kolei pokazuje jak to naprawdę wygląda z drugiej strony.
Sprawa nie jest prosta. Na razie próbujemy jedynie w wąskim zakresie zaimplementować w Polsce FiT i jestem przekonany że po ujawnieniu się zalewie paru pierwszych mankamentów w praktyce inwestycyjnej, komentarze w naszej prasie będą znacznie bardziej nieprzychylne (z pewnością się pojawią, nawet widzę już tytuły, np. "polski biedny konsument wspiera bogaty niemiecki biznes"...) od tego przez Panią zacytowanego, który pojawił się w FAZ. Łatwo będzie o dezawuowanie i FiT i całej koncepcji OZE.
Wprowadzenie FiT wymaga i konsekwencji i mądrego dostosowywania intensywności wsparcia do zmienianych się obecnie b. szybko warunków. Dlatego takie Pani spostrzeżenia i wiedza o tym co się dzieje w Niemczech są ważne dla mnie i dla nas, tu nad Wisłą.
Jak Niemcom się uda całościowo i nam się uda przez ten etap wprowadzania FiT przejść, może inne elementy Energiewende też pojawia się w polskiej polityce energetycznej, a polityki klimatyczne staną się bardziej zbieżne (teraz ssą rozbieżne). To byłoby dobre dla Polski.

Jakub pisze...

Pani Jolanto,

dla mnie, osoby o nieporównywalnie mniejszej wiedzy niż Pana Grzegorza bo zdobywanej z takiego hobbystycznego przyczółka obserwacyjnego, również bardzo ważny jest Pani komentarz. Faktycznie emocje wokół Energiewende rosną i to chyba nie tylko w Polsce. Na dodatek coraz częściej słychać wypowiedzi osób na coraz bardziej eksponowanych stanowiskach i to nawet wśród tych, którzy postrzegani są jako stonowani i wyważeni komentatorzy.

No cóż, takie prawa ma rewolucja i jej kurz.

Niemniej również dziękuję za ten głos, który pozwala mi spojrzeć na temat z kolejnej perspektywy, jakże ważnej bo perspektywy tych najbardziej zainteresowanych czyli wnętrza obozu rewolucjonistów ;)

Tak przy okazji mam nieśmiałe pytanie. Kanalizując to swoje hobby, o którym wspomniałem na początku, uruchomiliśmy portal, na którym staramy się z szumu informacji, metodą jak największej ilości punktów widzenia, przybliżyć sobie i innym fakty dotyczące koncepcji energetycznych, w miarę możliwości w jak najbardziej obiektywny sposób. Na początek skupiliśmy się na porównaniu energetyki jądrowej i OZE. Portal jest bardzo świeży więc proszę wybaczyć, że powstaje trochę z haosu ale gdyby znalazła Pani czasem chwilę, żeby podzielić się swoim punktem widzenia, mogło by to być nieprzecenialnie użyteczne a liczy się dla nas każda wskazówka, nie tylko nowe fakty ale również pokazanie, gdzie mijamy się z rzeczywistością.

Formę pozostawilibyśmy Pani w miarę dowolną - bezpośrednio na portalu, na facebooku, na google+ czy jakkolwiek byłoby Pani wygodnie.

Oczywiście zdaję sobie sprawę, jak wszyscy w dzisiejszym świecie jesteśmy zabiegani więc zrozumiała będzie każdą Pani decyzja.

Panie Grzegorzu, Pana przy tej okazji też oczywiście serdecznie zapraszam. Chciałem to uczynić trochę później, kiedy już będzie mniej popiołu a więcej feniksa w tym portalu i kiedy będziemy poszukiwać wybitnie eksperckiej wiedzy, jaką Pan posiada ale skoro już tak sobie to ślepy los zaplanował...