środa, listopada 11, 2009

PEP’2030: OZE tracą - ATOM zyskuje

Rząd przyjął „Politykę energetyczną Polski do 2030 r.” (PEP’2030) z najnowszymi październikowymi korektami w dokumencie.
Korekty "Last minute" dotyczyły głównie zwiększenia roli energetyki jądrowej i zmniejszenia roli OZE (za wyjątkiem dużych elektrowni wodnych stanowiących własność Skarbu Państwa, czyli niejako kosztem innych, niezależnych inwestorów i operatorów). Najwięcej „dobrych” wieści przybyło dla tych co chcą ją (latami zapewne) rozwijać.

W zasadniczym dokumencie i jego załączniku nr 2 dotyczący bilansów paliw i energii oraz prognozy do 2030 większych zmian nie ma, poza tym że PEP2030 utrzymuje że, wymagany Pakietem klimatycznym i dyrektywą 2009/28/WE, 15% udział OZE w zużyciu energii finalnej w Polsce na 2020 r., pozostaje w mocy także na .... 2030 r. Wcześniej była mowa choćby o 20% w 2030r. (taki jest oficjalny wskaźnik monitorowania wdrożenia dokumentu), co bylo i tak, w obliczu rozwoju OZE na swiecie i w UE, stosunkowo nikczemną propozycją. Zakladajac że rozwoju OZE nie będzie, rząd zamraża te źródła upychając w ich miejsce kolanem (przepraszam za mało wykwintne słownictwo) do bilansu energetycznego energetykę jądrową i konserwuje rolę węgla.

„Dobre wieści” dotyczące energetyki jądrowej pojawiają się szczególnie w „Programie działań wykonawczych na lata 2009-2012”, czyli w załączniku nr 3 do dokumentu zasadniczego.
Zacznę od złych wieści dla OZE, np. wycofanie się - znowu napisze nieelegancko-„chyłkiem” z wcześniej zaproponowanej i uzgodnionej ze srodowiskiem OZE propozycji ulg podatkowych dla obywateli, indywidualnych inwestorów na wsparcie zielonego ciepła. W sytuacji obowiązyania kosztownego pakietu klimatycznego,gdy teraz trzeba z dużą dbałością o rozwój zrównoważony, skutecznosć podejmowanych dzialań i niskie koszty po stronie obywateli wdrażać dyrektywę 2009/28/WE oraz gdy promocja "zielonego ciepła - jako ważny element dyrektywy i krajowego zobowiązania - jest tania, takie posunięcia nazwę delikatnie jako nieprzemyślane, niemądre, nieracjonalne, podyktowane doraźnymi emocjami politycznymi a nie solidną kalkulacją.
Brniemy w to co bezrefleksyjnie i bez przygotwania wynegocjowalismy na "malym szczycie UE" w Gdańsku 5 grudnia ub.r., w przededniu szczytu bruskelskiego 11-12 grudnia, ktory zatwierdzil pakiet klimatyczny. Parcie na doraźne, medialnie doniosle, rzekome sukcesy (por. "odnawialny" z 18 gudnia ub.r.)w negocjacjach z UE, prowadzą do tego że negocjajce nie są elementem strategicznego myslenia i dlugiego konswekwentnie realizowanego procesu, ale wazny proces staje sie elementem i skutkiem dosć przypadkowych negocjacji.

Zatrważa wręcz dysproporcja pomiędzy podejściem do energetyki jądrowej i odnawialnej w tym, oficjalnym już dokumencie, pod którym podpisał się cały rząd!

W programie działań wykonawczych, w tzw. Priorytecie III dotyczącym Atomu, doliczyłem się wpisanych w sposób konkretny sposób ponad 350 mln zł zarezerwowanych środków budżetowych i parabudżetowych do 2012 r. (i już wydawanych) na szeroko rozumiane "miękkie" li tylko dzialania na rzecz przygotowanie programu rozwoju energetyki jądrowej i cała litania innych, nieskwantyfikowanych życzeń pod adresem instytucji publicznych i funduszy publicznych. Nie ma tam nawet wskazania na środki publiczne regionów (1-2), które już teraz są wydawane na wsparcie programu atomowego z nadzieją na lokalne zyski kosztem kraju i innych regionów. Sądzę, że to dobrze, że jak ktoś proponuje program to rezerwuje środki. Ale dlaczego rezerwuje się środki na kolejne etapy programu zanim powstało studium wykonalności zasadnosci tego przedsięwzięcia i bez choćby, pomijając szersze analizy środowiskowo –społeczno-gospodarcze, zgrubnej oceny wpływu na budżet państwa, ceny energii oraz realność ekonomiczną tego stricte politycznego pomysłu?

W priorytecie IV, dotyczącym OZE jest zero (ZERO) środków na przygotowanie i wdrożenie, wymaganego bezwzględnie dyrektywą 2009/28/WE, bardzo trudnego w dobrym opracowaniu i szczegółowego programu (tzw. "action plan") rozwoju OZE do 2020 r. Dodam, że w tym roku Ministerstwo Gospodarki przeznaczyło na ten cel max do 200 tys. zł, podczas gdy tylko na wstępny projekt programu atomowego 1,5 mln zł. Czy nikt na szczeblu rządowym nie widzi w tym dysproporcji, w szczególności biorąc pod uwagę że w 2020 r. OZE mają dostarczyć (nawet powolujac sie na ten sam, niekorzystny dla OZE dokument) 3 razy więcej energii elektrycznej niż nierealna w tym czasie (ale wpisana do PEP'2030 jako produkująca energię) elektrownia jądrowa, a w przeliczeniu na energię pierwotną prawie 6 razy więcej! Tyle samo energii co pierwsza elektrownia jądrowa, ale po nizszym koszcie i szybciej, moglyby dostarczyć pierwsze 2-3 morskie farmy wiatrowe na Baltyku, ktore tez wymagaja programu "od zera", bo takiej technologii w Polsce tez nie bylo, ale na ten cel nie ma w PEP'2030 zarezerowanej ani zlotowki na choćby pierwsze studium...
Czy nie może też razić dysproporcja w braku państwowej agencji OZE, a tworzeniu wpierw Państwowej Agencji Atomistyki? Jak można wytłumaczyć plan stworzenia w przyszłym już roku w ministerstwie gospodarki 45 pełnych etatów w Departamencie Energetyki Jądrowej, podczas gdy w Departamencie Energetyki jest zaledwie kilka etatów zgromadzonych w malutkim wręcz zespole (nawet nie wydziale) odnawialnych źródeł energii. Pisałem już o tym w czerwcu na „odnawialnym” i o innych rysujących się wtedy dysproporcjach czy wręcz anachronizmach, ale nigdy nie sądziłem że skala dysproporcji dojdzie wręcz do absurdu.

Niestety, obawiam się, że apetyt na środki publiczne będzie rósł, w miarę jedzenia. Dziwnie się czuję to pisząc (jakbym wzywal "obce wojska" :), ale sądzę że nieuzasadnionych wystarczająco kosztów dla podatników, a przynajmniej ograniczenia skali dalszego narastania anachronicznych i kosztownych „dysproporcji”(wiem że to nazbyt eufeministycznie, za slabo, nazwalem) w trącących socjalizmem planach inwestycyjnych realizacji krajowej polityki energetycznej, może dokonać tylko Komisja Europejska, bo na szczęście obecnie w UE pomoc państwa dla elektrowni atomowych jest niedopuszczalna.

7 komentarzy:

Bogdan Szymański pisze...

Rzeczywiści zaproponowana polityka energetyczna nie jest przychylna dla OZE. Widać wyraźnie że zaproponowane poziomy pozyskiwanej energii odnawialnej zostały zapisane tylko ze względu na wymogi UE. Należy zauważyć że po 2020 po osiągnięciu wymaganych 15% przez 10 lat 2020 - 2030 planowany jest wzrost udziału OZE o 1 p. % :(

Chciałbym też zwrócić uwagę na szybki wzrost produkcji biopaliw. Mam nieodparte wrażenie że ta przychylność dla tego źródła jest puszczaniem oczka do lobby rolniczego. Tam wzrost w ciągu 10 lat jest prawie 20 krotny. Ciekawe tylko gdzie i przez kogo będą uprawiane te ilości rzepaku. Wg moich pobieżnych wyliczeń wynika ze osiągnięcie 636,5 ktoe dla biodiesla będzie wymakało prawie miliona ha czyli ok 8% gruntów ornych a do tego dochodzą biouprawy na metanol i wspólspalanie.

Chris pisze...

"...15% udział OZE w zużyciu energii finalnej w Polsce na 2020 r., pozostaje w mocy także na .... 2030 r." - 10 lat dreptania w miejscu. Polska musi posiadać wybitnych specjalistów, którzy dziś potrafią coś takiego zaplanować. Myslałem, że do osiągnięcia tak ambitnego planu wystarczy po prostu 'założyć ręce'.

Grzegorz Wiśniewski pisze...

@ p. Bogdan Szymański,
Komentarz dot. biopliw wydaje mi sie jednym z kluczowych dla oceny bilansow przedstwionych w PEP'2030 i wartych dalszej analizy. Korzystając z założeń p. Prof. Antoniego Fabera z IUNGu, można stosunkowo prosto wykazać, że wdrożenie PEP'2030 w jego obencym kształcie stwarza zapotrzebowanie na dobre grunty sięgające nawet 4 mln ha (ok 30% dostępnych obecnie areałow na uprawę żywności). Tylko skoncentrowanie się w kierunku wykorzystania odpadów z rolnictwa, typu nadwyżki słomy, gnojowica z hodowli oraz umiarkowanm wprowadzaniu uprawy mogace dawać plony także na nieużytkach (i dołogach coraz mniej ich jest), zmniejsza presję na areały uprawne do 2 mln ha.
Rzepak jako domunujacy surowiec do produkcji biopalw, to najgorszy z możliwych scenariuszy.
Wymgi dyrektywy 2009/28/WE, w tym kryteria zrównowazonosci dla bioplaiw, szybko wymuszą wprowadzenie korekt i większą racjonalność działania. Ograniczenie biopaliw I generacji wcale nie spowoduje zastapienia ich II generacją w blansach PEP'2030, ale otworzy furtkę na napedy elektryczne w trasnporcie, całkowicie zignorowane w tym dokumencie, nawet w perspektywie 2030.

@Chris,
moge się tylko uśmiechnąć :)z powodu celności komenatrza.
Jezeli jestem w stanie wyczytać w dokumencie kilka nowych i ciekawch wątków w zakrsie podnioszenia efektywnosci energetycznej czy działan wspierajacych ktore maja byc prowadzone z samorzadami terytorialnymi, to w zakresie OZE propozycja są słabe, zachowawcze, wręcz anachroniczne. Rząd, nie tylko Ministerstwo Gospodarki, nie rozumie tak naprawdę Pakietu klimatycznego i jego roli w UE, nawet jak o tym ciagle mówi i pisze. A Pakiet juz w tej chwili czyni przyjęty parę dni temu dokument przestarzałym, zwłaszcza w zakresie OZE. Tu jedni mają "ręce założone", innym one pewnie opadają :).
Podoba mi sie jeden z komenatatorów na formach internetowych podpiujący sie jako "3 x 20%". Przyjęcie przez rząd PEP'2030 skomenowal gdzies w taki (cytuje z pamieci) sposob: trzeba pracować nad korektą zaniechań
.....i wewnętrznych sprzeczności dokumentu; rząd "załatwił sobie" energetykę jądrowej, reszta jest mgławicą; warto spokojnie przemyśleć alternatywne scenariusze".
Dokument, w szczgólnosci w zakresie OZE wymaga duzo więcej ambicji. Być może zanim swoich instrumentow dopingujących użyje Komisje Europejska, sami sie zreflektujemy i albo dojdzie do autopoprawki rzadowej, albo debata sejmowa nad dokumentem do tego doporwadzi. Mam taką nadzieję.

Bogdan Szymański pisze...

Nie ujęcie elektrycznych pojazdów w bilansie i to tak odległym jak rok 2030 świadczy o wielkiej krótkowzroczności. Dla porównania w wielu krajach takich jak np Irlandia UK, Francja w okolicach 2025 planuje się zupełnie wycofanie lub znaczne ograniczenie sprzedaży samochodów spalinowych. Dla porównania w Polsce do 2030 planowany jest ciągły wzrost zużycia ropy. Jest to o tyle dziwne że z jednej strony dużo mówi się bezpieczeństwie energetycznym i ograniczenia importu z rosji z drugiej strony nie zauważa się szansy jaką dają w tym względzie EV

Grzegorz Wiśniewski pisze...

Panie Bogdanie
tzw. schemat Komisji Europejsiej przygotowania krajowych "planow dzialań" (action plans) na rzecz OZE do 2020 r. wrecz wymaga juz w tym okresie uwzglednienia napedów elektrycznych i to zielonych w transporcie.
Mysle ze scenariusz PEP'2030 w tym zakresie byl oparty na "starej matrycy" z PEP'2025, na zasadzie ekstrapolacji trendow i faktycznych korekt dostosowawczych do Pakietu klimatycznego, ale tylko w zakresie CO2. Z powodu braku odwagi i szerszej wizji, niedostrzeżono nie tylko nadejscia rewolucji technologicznej w energetyce (czy lagodniej - progu nowej epoki) , ale też dość oczywistego wymogu formalnego (Action plan) i, już zresztą dość wyraźnie zauważalnego trendu, ze w transporcie idzie "nowe" i że te rynek integruje sie z rynkiem energii elektrycznej.

Mogę postawić jeszcze jedną, bardziej ryzykowną tezę. Stawiam ją z pewną niesmialoscią..., też dlatego ze nie lubię teorii spiskowych i tez, że tylko własny, wąski interes sie liczy.
Import coraz droższej ropy, związany był czesto w Polsce z dopłatami do tzw. paliwa rolniczego. Temat wazny dla rolnikow ale kłopotliwy z wielu powodów i wycofujemy się z tego. Natomiast wysoka cena ropy, to też wysoka cena biopaliw transportowych i surowców do ich produkcji oraz silne polityczne uzasadnienie dalszego rozwoju biopaliw "za wszelką cenę", podobnie jak budowy gazoportów. Bo to niby nasze bezpieczenstwo, o ktorym Pan pisze.
Ot, kolejny paradoks PEP'2030.

Chris pisze...

Myślę, że autorzy tego dokumentu sami nie wierzą w to co napisali. Trochę nie mieści mi się to w głowie. Może jest to próba zmiatania problemu pod dywan by wyjść na przeciw oczekiwaniom jakiegoś lobby.
Moze jest to 'dalekosiężny' plan naszych dyplomatów. Ustawimy sobie wyjątkowo niską poprzeczkę na lata 2020-30 by poźniej w negocjacjach z UE powiedzieć: 'nie planowaliśmy tego ale ustąpimy trochę pod warunkiem, że..." i może coś w zamian 'wyrwiemy'. Trochę jak małe dziecko - łyknie lekarstwo pod warunkiem, że mama włączy bajkę. W Polsce życie jest bardzo upolitycznione. Wciąż skupiamy się na dyplomacji jak by to był złoty środek na wszystkie problemy. W latach 90-tych było to zrozumiałe bo chieliśmy wejść w zachodnie struktury do NATO i UE. Dziś jednak wypadałoby zrobić krok na przód i skupić się na rozwijaniu przedsiębiorczości i innowacyjności. OZE doskonale się do tego nadaje.

Grzegorz Wiśniewski pisze...

Odkrywa Pan głębsze pokłady problemu o jakim piszemy i sięga Pan do źródeł kłopotów.

Wrócę jeszcze nieskromnie do moich trochę nazbyt emcjonalnych, ale szczerych refeleksji sprzed roku (zresztą przywołanych we wpisie powyzej), zaraz po "wyneocjowaniu" Pakietu klimatycznego.

Widząc wtedy w przebiegu negocjacji Pakietu dziecięcą wręcz chęć centralnych osrodków władzy zaimponowania wyborcom (mysle, że niedocenionym pod wzgledem zdolnosci do samodzielnego rozumowania), podałem przykład naszego prawdziwego sukcesu dyplomatycznego, opartego na diametralnie innym, nazwę to "normalnym" podejściu. Przytoczyłem wtedy wspomienie ministra Stefana Mellera z czasu (2005 r.) negocjacji i ubiegania sie przez Polskę o środki w budzecie UE 2007-2014 na tzw. ścianę wschodnią”. Niezbyt wówczas jeszce wyrobiony Premier Marcinkiewicz natrafiając na problemy powiedział na zakończenie szczytu UE (cytat za min Mellerem): „Polska została pokrzywdzona; w imię solidarności europejskiej, nie możemy jednak stawiać weta... Na sali zapanowała cisza, prawie było słychać, jak wszyscy głęboko wciągają powietrze. Siedzieliśmy z Marcinkiewiczem, nagle zobaczyłem że Angela Merkel przywołuje mnie gestem ręki. Usłyszałem – wie Pan postanowiłam, że część pieniędzy jakie odstaliśmy na landy wschodnie, przeznaczę na Polskę "B". My sobie poradzimy, jesteśmy bogatym krajem, pokryjemy różnicę ze środków innych landów. Proszę pójść do Premiera i mu to powtórzyć”…. Po przerwie Angela Merkel zakomunikowala o swojej decyzji/popozycji na forum Rady UE.

Choć Maricinkiewicz był podówczas "jak małe dziecko", zyskał w UE wtedy wiecej, i to nie tylko w brzęczącej walucie, niz następne dwa rządy. Choć czasy sie zmieniają i może jest teraz trudniej, to jednak podstawowe zasady zaufania i partnerstwa pozostaja takie same. Jeszcze więcej dla Polski zyskały duplomacje rządów z lat 90-tych o ktorych Pan pisze. Tamtym rządom mogło byc łatwiej, ale następne, po wyczynach i "sukcesach" ostatnich dwu rządów bedzie jeszcze o wiele trudniej.

Polityka zagraniczna to tylko jedna strona medalu. Zgadzam sie z Panem, ze tu moze chodzic o tzw. "pozycję negocjacyjną" w UE, aby odrobię ustąpić i wyjść na swoje z małymi celami na OZE i na poszerzonymi derogacjami na CO2. Ale to oznaczałoby ze OZE to obiektywnie tylko koszt i kłopoty, a wegiel i jądrowka to szcześliwosc powszechna naszych obywateli. To z gruntu fałszywa teza w otwartym swiecie w jakim żyjemy.

Pomijajac sprawy merytoryczne, takie kluczenie, czy wręcz mataczenie, to robienie wody z mózgu Polakow, przedsiębiorców, konsumentow energii. Ci, ktorzy wierzą władzy, a nie będa świadomi makiawelicznej gry (choć mam wrażenie i nadzieję, że to raczej brak wiedzy i nietrafna ocena złożonej sytuajci), swoimi przyszłymi decyzjami narażą swoje firmy i rodziny (gospodarstwa domowe) na koszty, nietrafne decyzje inwestyctjne skutkujace "stranded assets", a całe społeczeństwo poprowadzone w złym kierunku utraci z czasem zaufanie do władzy i razem utracimy resztki kapitału społecznego. Tak jak kiedys w debacie z p. Miodowiczem powiedział późniejszy prezydent Wałęsa: "świat jedzie samochodem, a my chcemy gonić go na rowerze".
Świat jest bardziej ufny i nie obciążony takimi kompleksami i taką megalomanią (odróżniam ją od tak ważnej -dumy narodowej) jak my.

Mówiąc językiem piłkarskim, obawiam się, że nie tylko że ma Pan rację, ale że nasze rządy "zakiwały sie" same i zostawiły zdezorientowane firmy energetyczne i zdemotyowanych niezależnych inwestorów zielonej energii w sytuacji blokujacej aktywność i innowacyjność, do ktorej Pan slusznie zachęca.