poniedziałek, grudnia 08, 2008

Kosztowne inwestycje w przeszłość i wysokie ceny energii czyli co rząd wynegocjował na „małym szczycie UE w Gdańsku w sprawie pakietu klimatycznego

Półmetek szczytu klimatycznego ONZ w Poznaniu zbiegł się z małym klimatycznym szczytem UE w Gdańsku, gdzie przebrany za Św. Mikołaja Sarkozy zaproponował, aby kraje najbardziej zależne od węgla od 2013 do końca 2019 r. stopniowo dochodziły do kupowania 100 proc. praw do emisji CO2 na aukcjach. Benchmarking niedopracowane hasło ale forsowany m.in. przez Premiera Pawlaka, jako alternatywa co „siekiery CO2” w postaci ETS+aukcje, pozostał jako bez poparcia UE. Red. Konrad Niklewicz na swoim nowym „klimatycznym blogu” podał trochę szczegółów propozycji Sarkozy’ego; „rząd Francji zgadza się, żeby aż do 1 stycznia 2020 r. polskie elektrownie mogły dostawać część zezwoleń na emisję dwutlenku węgla za darmo. W 2013 r. tych darmowych zezwoleń byłoby dokładnie 70 proc. Potem, z każdym rokiem, procent darmowych zmniejszałby się (aż do zera w 2020 r.).

Choć wygląda to na sukces, to potencjalnie największy beneficjent ww. „ustępstw” wobec Polski - Grupa Tauron, nie wykazuje entuzjazmu. Wiceprezes Turon -Stanisław Tokarski - mówi w cytowanej na wstępie Rzeczpospolitej: „do 2019 r. niewiele się zmieni w strukturze produkcji energii w Polsce, może wprawdzie być większy udział źródeł odnawialnych i gazowych, ale nie będzie jeszcze na dużą skalę stosowanych technologii węglowych, które by znacząco ograniczyły emisję CO2”.
Czyli w efekcie „sukcesu” Gdańsko-Poznańskiego, nie ma entuzjazmu ani warunków do zmian. Przepychamy problem pare lat do przodu, aby wrocil ze zdwojoną silą.

Ale zmiany jednak będą. Jak informuje Gazeta Wyborcza „Tusk powiedział również, że uzgodnił z Nicolasem Sarkozym, że Francja pomoże Polsce w budowie elektrowni jądrowych. Przedstawiciele rządu twierdza ze formalna i decyzja ma zapaść w styczniu. Naturę tej transakcji dość obrazowo skomentował Pan Romuald Bartkowicz na swoim blogu, ja pominę ten sukces milczeniem.

Do sukcesu dążymy też na trzecim froncie. W niedzielę w Będlewie pod Poznaniem rozpoczęła się konferencja „Czyste technologie węglowe i nuklearne w zwalczaniu zmian klimatu. Tu rzeczywiście zapowiada się na sukces, tak jak i w drugim ww,. przypadku, bo za własne pieniądze. Andrzej Przybycin z Ministerstwa Środowiska. – smiało zadeklarował, że na badania nad CCS wydamy ok. 34 mln zł z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska (jak twierdzi - jest to też koszt odwiertu jednego otworu do zatłaczania CO2 ). Koszt jest porównywalny z 10 letnim budżetem krajowym na badania naukowe i rozwój w zakresie OZE i z …. odwiertami geotermalnymi w Toruniu. Zarówno te pierwsza jak i nawet druga alternatywa więcej rokują perspektywicznie, ale w przypadku wsparcia CCS decyzje zapada równie szybko jak w przypadku zakupu technologii jądrowej. Ale to tylko początek kosztów. Prof. Jerzy Buzek wyliczył, że zwrot inwestycji w CCS w instalacjach konwencjonalnych z CCS (bez poligneracji) to nawet 30-50 lat, ale do 2020 r. w CCS Polska powinna zainwestować ok. 380 mln euro.

Pominę już pytanie, skąd tak duże srodki, skoro presja na redukcje emisji będzie mnijsza a presja na bieżace zyski wcale nie (por. ww derogacje w aukcjach)? Dodam tylko, że nie tak dawno liczyłem z zespołem, że całkowity nakłady inwestycyjne na osiągniecie 15% udziału OZE w bilansie zużycia energii w Polsce to …60 mln zl, a okresy zwrotu nakładów (bez dotacji) to 10-20 lat. Ale o tym ani w Poznaniu ani w Gdańsku ani w Warszawie ani w Brukseli przedstawiciele rządu nie chcą mówić. Nie podejmują też w sprawie tak spektakularnych decyzji i nie składają ŻADNYCH deklaracji.

Za to, rząd upojony wręcz swoimi sukcesami, w obliczu pewnych kosztów i wątpliwych korzyci, powinien się zastanowić nad kolejnym szasną na kolejny "sukces" - wszak wszystko to co robi, robi ponoć na rzecz taniej energii dla kowlaskiego. Problemem, ten był już kilkukrotnie dyskutowany na odnawialnym i ma wielkie szanse stać się takim samym, a może nawet ostateznym "sukcesem" jak te ww. Media do tej pory twardo staly za strategią negocjacyjną rządu. Ale Łukasz Ruciński w Rzeczpospolitej pod znamiennym i trafnym tytułem „Sukces w negocjacjach, ale prąd i tak zdrożeje” pisze, że „gabinet Tuska stanie w obliczu kilku naprawdę poważnych problemów, bo mobilizując polską opinię publiczną przeciw projektowi pakietu, rząd straszył obywateli, że po przyjęciu propozycji Komisji Europejskiej ceny prądu wystrzelą w kosmos. Problem w tym, że także w obecnej sytuacji – gdy Unia zgodziła się na nasze postulaty – prąd może zdrożeć, i to dość mocno. Po pierwsze – ekonomiści już zaobserwowali w innych krajach, że elektrownie, którym przyznano darmowe limity CO2, i tak podwyższają ceny energii, tak jakby musiały za te limity płacić. Po drugie – polska energetyka to niemal przedpotopowy skansen, który potrzebuje ogromnych pieniędzy na modernizację”. W tej sprawie tyle się już wcześniej mądrzyłem, że także pominę ostateczną konstatację „sukcesu negocjacyjnego” milczeniem.

Negocjacje się powiodły ale pacjent nie wytrzyma. Pełna sprzeczności mieszanina propozycji i rozwiązań jakie wyszły z dzielnych negocjacji Polski z UE to prawdziwa bomba z opóźnionym zapłonem. Najtańsze, najlepsze i najbardziej perspektywiczne rozwiązania, które n.b. miał promować pakiet klimatyczny (OZE i efektywność energetyczna, których potrzebujemy jak powietrza), w Polsce przegrywają z tym co drogie, nieinnowacyjne i uwsteczniające i tak zacofany gospodarczo kraj. Polska traci szansę.

Staram się nie używać ostrzejszych słów, bo wiem że natura problemu o jakim piszę od pewnego czasu nie jest banalna, ale aż się prosi taka oto smutna puenta: co by tu jeszcze i w pakiecie klimatycznym UE, i na szczycie ONZ w Poznaniu i w Polsce spieprzyć! Pozytywne jest tylko to, że chyba już nic.

8 komentarzy:

Bogdan Szymański pisze...

dla wytwórców prądu pokroju Grupy Turon jakakolwiek perspektywa zmian nie będzie odbierana za sukces niezależnie czy będzie to 10, 20 ,30 lat oni porostu nie chcą się zmienić.

Z tego co Pan pisze utopimy niestety nasze fundusze w CCS. Jedyne pocieszenie to takie że inne kraje widzą jednak przyszłość w OZE i w nie inwestują a w czasach globalizacji przyjdzie to w końcu do nas. Nie chciałbym tylko aby zachwyt polskich władz tanim i czystym węglem sprawił że nawet nowe technologie zaczniemy importować z Indii i Chin gdyż nawet te kraje bardziej wspierają OZE niż my.

Grzegorz Wiśniewski pisze...

Co do nieuświadamianych lub marginalizowanych strategicznych skutków ich decyzji w sprawie pakietu klimatcznego, w tym konieczności imortu technologii OZE nawet z krajów rozwijajacych (a nie tylko obwawy przed carbon leakeage) trzeba zabierać jak najczęsciej głos. Ale wobec odporności na argumenty merytryczne, warto też użyć mniej elegenckich metod "uświadamiajacych", tak jak to robią choćby organizacje zielonych.

Problem zdaje sie nie dotyczyć tylko rządu RP, ale niespodziewanie, poza tzw Grupa Wyszehradzką (na czele z PL) i ceptycznymi Wlochami z kontrowersyjnym premierem Berlusconim (styl pezydenta Klausa), do tego grona wydaje sie dołączać też Kanlerz Merkel. Zjawisko to dość jednoznacznie określił w debacie w Paralemencie Europejskim Claude Turmes (posel sprawozdawca od "pakietu"): "Barack Obama będzie popierał nowe, wydajne i przyjazne środowisku technologie. UE tradycyjnie ustala standardy i pełni role przywódczą w sprawach ochrony środowiska, ale teraz pojawia się ryzyko, że ulegnie presji koncernów z najbrudniejszych sektorów. Czy chcemy pozwolić, aby konserwatyści jak Tusk, Berlusconi, Merkel powstrzymywali postęp Europy?"

Przyznam, że najbardziej zatstanawia mnie zwrot Angeli Merkel. Chce to tłumaczyc odreagowaniem na bezszczelną krytykę pakietu przez np. Polskę (połaczoną z proba wytarowania za duzo dla siebie) i pokazaniem ze Niemcom az tak nie zalezy, jakby sie Polsce i innymi sceptykom mogło wydawać.
Portal ChronmyKlimat.pl stawia pytanie czy zmiana polityki klimatycznej Niemiec nie jest aby konsekwencją uległości francuskiej prezydentury w ich kierunku w kwestii pakietu.

Tam gdzie sie rządy kłóca tam zyskują konserwatywne firmy a te bardziej ambitne coraz bardziej wysoko oceniają ryzyko polityczne i to jest njwiększa bariera do koniecznych zmian.

Bogdan Szymański pisze...

Panie Grzegorzu
Jak Angela Merkel popierała pakiet klimatyczny perspektywy dla Niemiec mówiły o wznoście pkb na poziomie +2 w ciągu ostatniego roku z +2 zrobiło się od -1 do -4. Perspektywa kurczenia gospodarki w tempie -4, załamane się rynku motoryzacyjnego, a flagowy BASF - ma poważne problemy finansowe. Taki obraz gospodarki może dać do myślenia i mało który polityk miałby odwagę w takiej sytuacji pojmować "ryzykowne" decyzje które dotknęłyby przemysł. Kryzys przywództwa widać nie jest tylko nasza specjalnością. Angela Merkel też patrzy na słupki a CSU siostrzana partia CDU po raz pierwszy w historii nie wygrała w swoim bastionie w Bawarii

Grzegorz Wiśniewski pisze...

Panie Bogdanie, poszukajmy zatem polityka z odwagą:)

Są różne reakcje na kryzys. Angela Merkel była związana z zachowawczym przemysłem zanim została Kanclerzem a kanclerstwo te związki wzmacnia (np. w kontekście pieniędzy potrzebnych na wybory i krótkoterminowej ciszy przed wyborami). Ale można też inaczej reagować na kryzys gospodarczy i klimatyczny jednocześnie. Zdaniem International Herald Tribune http://www.iht.com/articles/2008/12/10/healthscience/climate.php Barack Obama, myślący jeszcze nie w kategoriach koterii gospodarczych tylko obywateli USA, w kontekście COP-14 i kryzysu gospodarczego proponuje “a climate bill designed to quickly pass though the U.S. Congress with concrete short-term goals like improving energy efficiency and creating "green" jobs …
Parę dni temu, http://www.iht.com/articles/ap/2008/12/07/america/Obama-Economy.php podając szczegóły swojego planu gospodarczego, który wcale nie ma na celu podtrzymania przemysłu - choćby tego samochodowego z Detroit (a jeżeli już to tylko wtedy gdy przestawi się na produkcje energooszczędnych, wielopaliwowych i hybrydowych samochodów)- poszedł dalej z konkretami. Podkreślając fakt skali kryzysu, że tylko w listopadzie prace w USA straciło ponad 530 tys. osób!!! (w sumie w tym roku już 2 mln) proponuje olbrzymie publiczne projekty w kwocie na skalę dotychczas nie spotkaną 400-700 mld $, z tego większość na ‘zielone miejsca pracy”. Jak twierdzi nie chce finansować „starej, tradycyjnej polityki, ale szybki impuls gospodarczy, który przyniesie długotrwale efekty. Wprost mówi o: efektywnych energetycznie budynkach publicznych, intrnecie, inteligentnych sieciach elektrycznych, zakupie hybrydowych autobusów, rozwojowi ekologicznego transportu kolejowego, produkcji alternatywnych paliw, elektrowni wiatrowych, systemów PV i słonecznego schłodzenia w budynkach. W obliczy największego do 50 latr kryzysu nie wspomina ani o energetyce jądrowej ani o CCS, ani o tym, aby blokować porozumienie klimatyczne.

Na tym polega prawdziwe przywództwo polityczne, odwaga, niezależność od koterii przemysłowych, nawet jeśli to jest niezwykle trudne i niesie element ryzyka. To ryzyko jest jednak nieporownywlane niskie w zestwieniu z subsydiowaniem tradycynego przemysłu.

Bogdan Szymański pisze...

Czyli śmiało możemy mówić już nie tylko o polskim lecz Europejskim kryzysie przywództwa. Ja osobiście nie widzę przywódcy w UE który chciałby wprowadzać a nie tylko o nich mówić daleko idące zmiany.

Grzegorz Wiśniewski pisze...

Panie Bogdanie,
w takim razie poszukajmy razem, jako wzoru, odważnego przywódcy Państwa w Europie. Ja zaczynam:)

Co Pan powie na przywódce najmniejszego terytrialnie państwa w Europie, który realizuje taką politykę jak ... Obama: "in an effort to become the first carbon-neutral state, the Vatican is also growing a 37-acre forest dubbed the “Vatican Climate Forest” in Hungary to offset its annual carbon dioxide emissions"? Wiecej: http://www.catholicnewsagency.com/new.php?n=14405

Bogdan Szymański pisze...

Ja osobiście nie widzę w Europie odpowiednio silnego przywódcy najlepiej pokazują to szczyty unijne gdzie mimo wcześniejszych ambitnych deklaracji zazwyczaj wśród wszystkich polityków następuje przeciąganie liny i liczą się jednostkowe interesy tak aby jak najwięcej ugrać dla siebie.

Dużo łatwiej byłby znaleźć godnych naśladowania polityków z 2 czy 3-ciego szeregu działających w gminach czy województwach. Tu nawet w Polsce mamy wiele godnych naśladowana osób.

Grzegorz Wiśniewski pisze...

Panie Bogdanie,
Ci w trzecim szeregu w Warszawie nie poprowadzą niestety na szczyty.
Ale co do tych lokalnych przywóców politycznych w gminach, miastach i województwach, to z satysfakcja przyznam, że w robieniu nowoczesnej polityce energetycznej w znacznej mierze przwyższają wiedzą i wyobraźnią tych liderów z pierwszych szeregów w Warszawie.