sobota, października 18, 2008

Rząd na pasku energetyki czyli jak Pakiet Klimatyczny UE znalazł się na zakręcie, zanim wyszedł na ostatnią prostą

Ostatni szczyt UE w Brukseli odbył się w cieniu kryzysu finansowego, który jeszcze bardziej przyćmił kryzys klimatyczny, za który niewielu już chce politycznie umierać. W sytuacji kryzysu „portfelowego” przywódcy państw UE zdecydowanie bardziej postanowili zadbać o nasze dzisiejsze kieszenie niż przyszłe pokolenia (czemu pewnie trudno się dziwić) i pakiet klimatyczny zamiast wyjść na ostatnią prostą przed kolejnym grudniowym szczytem, wyszedł w ostry wiraż, z którego wyjdzie (jeżeli wyjdzie) mocno poobijany.

Znając wczesniejszą debatę, nie dziwi także to, że Polska w przypadku nowelizacji dyrektywy o systemie handlu emisjami (EU-ETS) w ramach której, firmy emitujące CO2 miałyby od 2013 roku kupować uprawnienia do emisji na otwartych aukcjach (środki z zakupu uprawnień miałyby wpływać na specjalny fundusz rządowy na wsparcie nowych inwestycji służących ochronie klimatu, o czym dalej) stała się na szczycie przywódcą niezadowolonych. Polska delegacja, w cieniu kryzysu finansowego, zmontowała „węglową” koalicje i odniosła sukces. Opiniotwórcze media: Rzeczpospolita i Gazeta Wyborcza, odtrąbiły zwycięstwo rządu (a nawet Prezydenta) w postaci wywalczenia „weta klimatycznego”. Także europejskie dzienniki jak European Voice odnotowaly kluczową rolę Polski w przekonaniu prezydencji francuskiej do rewizji zapisów pakietu dotyczącego systemu aukcjoningu CO2, zwłaszcza w byłych krajach komunistycznych i zmianie systemu głosowania nad przejęciem pakietu. Czy to nie jest jednak „pyrrusowe” zwycięstwo?

Polegać ono ma na tym, że w grudniowym głosowaniu na Radzie Europejskiej w sprawie zatwierdzenia pakietu klimatycznego będzie obowiązywała jednomyślność. Stanie się tak dlatego, że w ubiegły czwartek na szczycie przegłosowana została uchwała Rady, aby decyzje o przyjęciu pakietu przesunąć ze szczebla rady ministrów środowiska UE, na której obowiązuje głosowanie większościowe, na grudniowy szczyt UE, gdzie wymagana jest jednomyślność. Jeżeli popatrzeć na sprawę z punktu widzenia znaczenia pakietu klimatycznego, to takie przesunięcie decyzji na wyższy szczebel ma swoje uzasadnienie. Przesuwając decyzję na wyższy poziom, uzyskaliśmy zarówno my, jak i inne kraje, prawo weta wobec ostatecznych zapisów pakietu klimatycznego. Jednocześnie jednak znaczenie polityczne pakietu w politycznej agendzie UE tak spadło, że cieszyć się wypada nawet z tego, że przeszedł apel, by pakiet był uzgodniony do grudnia, bo odwleczenie głosowania zwiększa już obecnie niebagatelne ryzyko jego całkowitego upadku.

Rząd decydując się na takie rozwiązanie wsłuchał się głównie w głos dochodzący z krajowych (państwowych) monopoli energetycznych: PGE, Turon, Enea, Energa, które najpierw w ramach PKEE sfinansowały raport o długim tytule, zwany „Raportem ‘2030” mówiący o tym, że wdrożenie pakietu klimatycznego w Polsce będzie kosztowało od 2010 roku coraz drożej i w 2030 roku trzeba będzie na jego wdrożenie przeznaczyć aż 500 mld zł (15% PKB!), a emeryci będą musieli przeznaczać 20% swoich dochodów na energię. Wyniki Raportu 2030, różnią się diametralnie np. z wyliczeniami zaprezentowanymi w krótkim raporcie Instytutu Energetyki Odnawialnej dla Greenpeace Polska (4MB), zwanym "Energy [R]evolution" (więcej) , ale trudno oczekiwać, aby rząd brał bardziej pod uwagę głos cicho popiskujących zielonych NGOsów i instytutów niż własnych championów, "posiadająych" 80% rynku energii elektrycznej. Różnice w wynikach raportów wynikają z przyjętych założeń. Założenia do "Raportu ‘2030", są albo nieznane, albo niezwykle kontrowersyjne (wzrost zapotrzebowania na energię elektryczną o 51-68%, pomimo wyszacowanego przez autorów wzrostu cen energii o 250%!), czy wręcz tendencyjne (kontynuacja obecnego, nieefektywnego systemu wspierania OZE i naliczanie kosztów aż do 2030 r., pomimo że cena czarnej energii staje się wyższą od zielonej i brak założenia o spadku kosztów energetyki odnawialnej). Mając taki raport w ręku (czy na stole, bo ponoć to prawie 2000 stronicowe dzieło z założenia miało stanowić argument do negocjacji z Komisja Europejską, która nie może sobie pozwolić na przeczytanie takiej „cegły”, zwłaszcza w języku polskim), polskie champions rozpoczęły lobbing na forum rządu, a dopiero potem (z przyzwoleniem rządu) na forum Komisji Europejskiej. Lobbing na w Brukseli i Paryżu (prezydencja francuska) został zorganizowany w ramach zgrabnej, choć trochę megalomańsko i przewrotnie nazwanej grupy nieformalnej „G-6 - Green Effort Group”, do której obok krajowych koncernów energetycznych dołączyły także grupy przemysłowe Forum CO2 i Forum Odbiorców Energii Elektrycznej i Gazu. Te dwie ostanie organizacje, mające cele raczej zgodne z filozofią pakietu klimatycznego UE, nadały wiarygodność inicjatywie. Cele tej grupy i prowadzony lobbing opisane są syntetycznie na portalu czasopisma Nowa Energia.

Lobbing prowadzony przez koncerny energetyczne w rzeczywiście istotnej sprawie niczym nie dziwi. Prof. Jan Popczyk w najnowszym numerze Czystej Energii, pisząc o zagrożeniach dla OZE i pakietu klimatycznego stwierdził, ze jest nim „(…) wielkoskalowa, konserwatywna energetyka korporacyjna, która nie chce i jest też na razie niezdolna do funkcjonowania w nowym obszarze, gdzie czeka ją realna konkurencja ze strony niezależnych inwestorów”. W tym kontekście można nawet pogratulować skuteczności, zwłaszcza że "G-6"udało się przestawić własne cele, jako cele Kowalskiego, a zwłaszcza ... emeryta (przyklad troski o odbiorcę uprawnionego). Choć nie widziałem jeszcze aby światowe i krajowe koncerny energetycznego walczyły o niskie ceny dla odbiorców końcowych, to rząd uznał argumenty przedstawiane przez G-6 jako ważne. Cele walki rządu na ostatnim szczycie omówił krótko red. Konrad Niklewicz w Gazecie Wyborczej. Postulaty Polski sprowadzają się do dwu, późno ale zaskakująco skutecznie zgłoszonych, pomysłów: a) aby stopniowo wprowadzać obowiązek kupowania zezwoleń do emisji CO2 na aukcjach od 2013 r. (od zera do 100% w 2020 r.) oraz b) aby zezwolić, by najnowocześniejsze elektrownie węglowe zawsze dostawały darmowe zezwolenia, a elektrownie mniej nowoczesne płaciły tylko za część emisji, przy nieznacznym wzroscie obciążeń o jedynie 1% rocznie(w sam raz do wrzucenia w koszty i "nic-nie-robienia"). W tym ostatnim przypadku chodzi o tzw. benchmarking, w moim rozumieniu pojęcie(jako zbyt płynne)- nie do zastosowania w regulacji prawnej, ale napuszona, trochę wzięta z żargonu brukselskiego, trochę z języka giełdy, a trochę polityki gospodarczej) nowomowa postulatów G-6 (pakiet pojęć zestawil koordynujący dzialania grupy - prof. Krzysztof Żmijewski) jest znacznie szersza; windfall profits i product surplus, mityczne severeign wealth funds, czy modne carbon leakage. W tym ostatnim przypadku, na podstawie paru zaledwie doniesień w czasopismach energetycznych, grupa sądzi że limity emisji CO2 w UE to główny powód ucieczki przemysłów energochłonnych do np. Chin, a nie widzi że chodzi tu jak dotychczas głównie o brak oczyszczania ścieków, gospodarki odpadami, poszanowania praw pracowniczych tamże itd. oraz nie dostrzega, że to nie firmy UE ale z Chin „rozjadą" nasz przemysł, jeżeli UE, także poprzez własne zobowiązania klimatyczne nie uzyska argumentów do rozmów z Chinami, Indiami itp.

Warto się zastanowić co byłoby efektem takich zmian w pakiecie klimatycznym. Z pewnością rząd uzyska niższe wpływy z zakupu uprawnień do emisji przez przedsiębiorstwa energetyczne, a te poniosą niższe koszty nabycia uprawnień.
Niewiadomo jednak, co się stanie z tak wywalczoną nadwyżką w przedsiębiorstwach. W warunkach wymarzonych przez G-6, prezesi spółek energetycznych, zachowując się zresztą racjonalnie, będą wrzucać zmniejszone koszty nabycia uprawnień w koszty funkcjonowania firm, ale ceny energii będa widnować do takiego poziomu do jakiego pozwoli konkurencja, której zresztą w scenariuszu G-6 w Polsce będzie brakować. Rynek uprawnień do emisji będzie rynkiem europejskim, a więc znowu, prezesi firm energetycznych zachowywali by się nieracjonalnie, gdyby nie nabywali i nie sprzedawali nadwyżkowych uprawnień po cenie innej niż rynkowa. Cena energii sprzedawanej odbiorcom, będzie też rynkową cena „europejską”, niezależnie od wielkości ustępstw w pakiecie klimatycznym uczynionych dla Polski i dla wytwórców energii elektrycznej z węgla. Patrząc na dotychczasowe działania największych krajowych przedsiębiorstw energetycznych, trudno sobie wyobrazić że środki „darowane elektrowniom” pójdą na inwestycje w bardziej czyste i bardziej efektywne technologie wytwarzania energii i jej wykorzystania. Presja będzie za mała, aby firmy zaczęły inwestować, a warunki ramowe promować będą tych co kupują wolno narastający wolumen uprawnień (wolniej niż cena energii) i maksymalizując cenę energii, będą krótkookresowo maksymalizować zysk i wyniki spółek, za co zresztą, nawet "politycznie" powoływane, zarządy firm odpowiadają. Nie będzie się bowiem opłacać robić więcej niż „przetrwać”, bardziej ambitni będą natychmiast eliminowani z zachowwaczego i coraz bardziej zmonopolizowanego rynku.

Gdyby presja kosztowa była wyższa i nieuchronna i gdyby środki z nabycia uprawnień do emisji (mowa jest nawet o 6 mld Euro w latach 2013-2020) trafiały do rządowego funduszu który za pozyskane środki mógłbym organizować strategiczne przetargi (np. za pośrednictwem URE) na budowę nowych mocy wg kryteriów zgodnych z celami pakietu klimatycznego, rząd uzyskałby faktyczną zdolność i instrument koordynacji realizacji polityki państwa i co najważniejsze skutecznie wymuszać (razem z rynkiem idącym, zgodnie z pakietem klimatyznym, w tym samym kierunku) pożądane inwestycje.
Czyli G-6 (a może bardziej G-4, bo do końca sam nie potrafię zidentyfikować celów Forum CO2 i Forum Odbiorców Energii Elektrycznej i Gazu) „robi sobie dobrze”, ale nie sądzę aby dobrze robiła odbiorcom energii i rządowi, który akceptując politycznie nośne, ale puste hasła, zabiera sobie jedyny sensowny instrument wpływania na inwestycje w nowe technologie. Ulegając magii arytmetyki liczenia kosztów na poziomie elementarnym i tkwiąc mentalnie w starej epoce energetyki centralnie sterowanej, rząd traci też szanse na wprowadzanie nie tylko nowych mocy, ale i tak potrzebnych innowacji do energetyki. Rachunek przedstawiony przez G-6 zgadza się bowiem tylko na (przygotowanym przez nich) papierze z wąskim i statycznym podejściem do kosztów i tylko wtedy, gdy ekologia i przeciwdziałanie globalnemu ociepleniu traktowana są w kategoriach kosztów, a nie inwestycji służących rozwojowi. Konserwowanie starej struktury i starego układu w energetyce i uleganie koncernom przemysłowym w kontekście pakietu klimatycznego jest o wiele groźniejsze dla kraju niż uleganie PZPN w sprawie Euro 2012.

Paradoksalnie, jedyny pożytek z takiego obrotu sprawy może mieć … energetyka odnawialna. Bo jest niezwykle mało prawdopodobne, aby rząd RP grożąc wetem w sprawie CO2, zdecydował się na „dodatkowe” grożenie na forum UE obniżeniem celu (20% dla UE, 15% dla Polski) dla OZE. Mało tego, stawiając na koncerny energetyczne, paradoksalnie stawia też na OZE (albo przerzuca na nie obowiazek rozwiązania kryzysu w przyszłosci), bo te pierwsze nie będą w stanie zapewnić ani niskich cen energii ani bezpieczeństwa energetycznego i raczej wcześniej niż później problemy zaopatrzenia w energię rozwiąże Kowalski z kolektorem słonecznym czy turbinką wiatrowa czy na dachu lub mikro CHP w piwnicy, przemysł stawiający na oszczędność energii i lokalną kogenerację i wspierające jednych (wyborcy) i drugich (dostawcy lokalnych podatków) samorządy terytorialne. Na coraz bardziej otwartym rynku radzić też sobie będą lepiej, bardziej otwarte na świat i nie liczące na "specjalne traktowanie" koncerny zagraniczne w Polsce (Vattefall, RWE, CEZ, EDF, Electrabel i inne).

Być może rząd ma plan, aby grając w ten sposób z energetyką i z UE (aby sam się nie „zakiwał”) chce tylko wywalczyć „węglową” kompensatę finansową dla Polski i jednak znacznie lepszą, moim zdaniem, dla Polski propozycje Komisji Europejskiej utrzymać, ale aż mi się nie chce wierzyć w aż w taką jego przenikliwość i wyobraźnię, bo to wymaga patrzenia poza najbliższe wybory (chyba że ktos jednak wierzy w drugą kadencję?). Jestem jednak ciekaw co rząd na grudniowym szczycie UE z takim, moim zdaniem, wątpliwym „zwycięstwem” zrobi. I czy aby (odpukać) goniąc za słupkami bieżącego poparcia politycznego i scigając się (w dominującej częsci na pokaz) z PiS, nie przewróci całej konstrukcji razem z projektem dyrektywy o promocji stosowania OZE (pakiet ma wartosć największą jezeli będzie przyjęty jako spójny i kompletny system). Może nawet chciałbym zobaczyć minę premiera i członków rządu, nie zaraz po całkiem możliwym grudniowym "sukcesie", ale w momencie pierwszej poważnej refleksji - po takim ewntualnym "ostatecznyn zwyciestwie" nad całą "bogatą" UE. Wtedy, kiedy kończąc rozgrzebaną politykę energetyczną '2030, zrozumieją co to znaczy radzić sobie samemu z problemami bez pakietu klimatycznego i wziąć odpowiedzialnosć za unowoczenienie energetyki, jej restrukturyzację, bezpieczeństwo energetyczne i niskie ceny energii, bez instrumentów przewidzianych w pakiecie. Znacznie lepiej będzie jednak wtedy, gdyby nasze najwyższe i zadowolone z siebie władze same sobie wyobrażą taką scenkę, najpoźniej w listopadzie.

5 komentarzy:

Bogdan Szymański pisze...

Pakiet klimatyczny z pewnością uderzy w nasze niereformowalne i stojące na bakier z innowacją "championy energetyczne". I nic dziwnego że próbują się bronić jak dinozaury przed wymarciem. Dodatkowo krótko wzroczność rządu nie wybiegająca poza jedną kadencję ułatwia im sprawę.

W naszym pięknym kraju dużo się robi aby nic nie robić a nie daj Boże aby coś się nie zmieniło w starym monopolu energetycznym. Weźmy chociażby OZE które mimo wsparcia często większego niż na zachodzie nie mogą rozwinąć skrzydeł - jakby celowo środki kieruje się tam gdzie ich nie potrzeba. Bo czy elektrownia wodna bez specjalnej taryfy przestałaby produkować prąd? Oczywiście nie ale mało kto się nad tym zastanawia a rząd zawsze ma argument że OZE nie mają przyszłości gdyż mimo taaaaakich wielkich sum wsparcia nie mogą się rozwinąć i być konkurencyjne.

Grzegorz Wiśniewski pisze...

Panie Bogdanie,
nasze chamiopny nie sa monoliem i wsrod nich tez są rózni ludzie i roznie myslacy, choć na zewnatrz rzezywiscie przeważa interes grupowy
Nawet jednak ten monolit i zawnątrzny sceptycyzm wobec zmian trafia na dwojakiego rodzaju problemy.
Zerknalem na ostatni wpis na Pana blogu http://solaris18.blogspot.com, gdzie Pan zauwazyl, że tak wielkie firmy natrafiają na problemy np. z urzędami antymonolowowymi (w tym czasie te male wdzieraja im procen po procencie z rynku). Z tego pwowodu (kar i roznych przymusów administracyjnych oraz niecuhronnej utraty rynku) moga byc nieszczęsliwe. Zreszą, nie tak dawno bylem z wizyta w najwiekszych niemickich koncernach energetycznych (RWE, EoN, EnBW, Vattenfall) i musze przyznac, że wbrew pozorem, nie sa to "szczęsliwe" firmy, choc sa bardzo bogate. Małe i srednie "statwerke" (muliiutilities) maja tam teraz dobry czas.
Ale naze koncerny maja jeszcze jeden problem. Czekaja na opoźniona prywatyzację. Jak patrze na prospekty i reklamy to widze np. ze ENEA (odwoluje sie Pan do poblemow - kary dla tej firmy za blokoanie dostepu do sieci na swoim blogu), zarowno ta najblizsza wejścia na gielde firma , jak i PGE, ale tez ENERGA promują sie jako zielone firmy. Na tym chca budowac wartosc firmy, ale jezeli jest to tylko na pokaz, to nie bedzie dzialac. Czy aby tej sytacji nie dało by sie wykorzystac do rzezcywistego zazielenienia naszych koncernow energetyznych"? Niech zielone robi zielone :)!
A co do grzeszków OZE czy tez obiektywanej sytuacji cenowej w sekorze zielonej energii, to niestety jest tez prawda co Pan napiał. Moge tylko sie odwolac do jdnego z poprzednich wpisaów i komenatrzy na "odnawialmym" http://odnawialny.blogspot.com/2008/09/walczc-z-kosztami-pakietu-klimatycznego.html
Serdecznie pozdrawiam
Grzegorz Wisniewski

Bogdan Szymański pisze...

Panie Grzegorzu
Wydaje mi się że nigdzie na świecie energetyka zawodowa nie jest zadowolona z OZE gdyż jest to dla nich konkurencja i zagrożenie zysków zwłaszcza w długiej perspektywie.

Polski problem jest w tym że mimo oficjalnie deklarowanego wsparcia dla OZE jednocześnie zaciąga się hamulec ręczny! Wystarczy zapytać inwestorów którzy próbują inwestować w OZE aby dostać litanię problemów i to głównie nie natury finansowej.

Grzegorz Wiśniewski pisze...

Są wielkie i do niedawana tradycyjne koncerny (typowe ologopole) jak GE czy Vattenfall, ktore przynajmniej wizerunek mają wybitnie zielony. Takim sztandarowym przykladem uczieczki w zielone czy "do przodu" za oceanem jest GE, np. wywiad z prezesem Immeltem sprzed roku: http://thegreenagenda.blogspot.com/2007/12/jeff-immelt-talks-about-economy-global.html. W Europie takim zielonym (z wierzchu?) jest Vattenfall, np ostatnie (rewlacyjne) deklaracje prezesem Josefssona http://www.cire.pl/item,35427,1.html o totalnej redukcji emisji CO2 w koncernie do 2050r.

Czasmi słowa i czyny nie w pełni ida w parze, ale jezeli pakiet klimatyczny wejdzie w zycie w formie niekadłubkowej, takich deklaracji z podobnych firm pojawi sie szybko wiele, w tym z kilku polskich. Jezeli przejdzie wersja "soft" lub żadna, wtedy trzeba bedzie teoche poczekać, ale nie tak długo, bo ile można jechac na zaciagnietym hamulcu?

kakos pisze...

W jaki sposob wplyneło to na planowane inwestycje w energie? Orlen, Ryszard Krauze, Jan Kulczyk i inni inwestuja w nieekologiczne sektory. Tak wiec dla tych sektorow to zysk.

Moim zdaniem, w czasie recesj itrzeba zadac o terazniejszosc a nie daleka przyszlosc.