wtorek, września 09, 2008

Walcząc z kosztami pakietu klimatycznego zacznij od siebie

Mialo być (tak zapowiadalem) o polityce energetycznej ministerstwa gospodarki, ale jak patrze na jej rzeczywiscie polityczną (w sesnie podzialu bieżących interesów, a nie wspólnej i spojnej oraz dalekosieżnej wizji), ale chyba też oszukańczą tresć, to wole jej recenzję, jak "kielich goryczy", odsunać na potem. Dlatego, zanim zajmę sie krytyka że takze w sektorze OZE nie wszystko jest cacy, choc wiem, że to nie glównie podmioty tego sektora wine za pewne niekorzystne zjawiska ponoszą.

Asumt do takiego myslenie dala mi ankieta Czystej Energi (nr 9/2008) nt kosztów wdrożenia pakietu klimatycznego "Pakiet wymaga niekonwencjonalnych dzialań". Już o tych kosztach bylo sporo na "odnawialnym" , ale trudno, bedzie jeszcze raz. Razem zczterema innymi kolegami po fachu z branzy zostalimy poproszeni o krokie wypowiedzi na zadany temat. Zauważylem, że pojedzyncze i czasami nieporadne wypowiedzi mogą być bardziej przekonujące niz lączna sila argumentow pięciu facetow z branży. Bylem w bardzo dobrym towarzystwie (Wach, Mroczek, Kassenberg, zarzad PIGEO), ale chyba zabraklo nam w sumie troche samokrytyki i moze nie bylismy tak wiarygodni jak ostatnio McCain, ktory krytykujac na konwencji republikanów podniósl ich notowania w sondażach wyborczych (chyba go niedocenilem w poprzednim wpisie)?

Stąd tytul wpisu "Walcząc z kosztami, warto zacząć od siebie".
Wspierając przez jeszcze kilka lat intensywnie energetykę odnawialną, trzeba pamiętać o wyborze jak najbardziej efektywnych instrumentów wsparcia i, tak jak to robią inne kraje (np. Niemcy), stopniowo zmniejszać intensywność wsparcia i określić ostateczny termin/okoliczności zaprzestania stosowania tej pomocy. Przy braku takiej wizji końca wsparcia, energetyka odnawialna sama daje asumpt do wykazywania jak jest i będzie drogą dla odbiorcy energii. Ale są też w systemie nieuzasadnione bieżące koszty. Czy możemy dalej przymykać oczy na wsparcie absorbowane przez wielkie zamortyzowane elektrownie wodne czy elektrownie prymitywnie współspalające biomasę z węglem, bo prawie nic z tego na przyszłość nie wynika, poza bieżącymi kosztami? Nieuprawnionym społecznie beneficjentem twego systemu jest energetyka konwencjonalna. Czy nikogo nie razi fakt, że drogi i nieefektywny system zielonych certyfikatów utrzymuje Towarową Giełdę Energii S.A., której członkami są przedstawiciele wyłącznie wielkiej energetyki? W ten sposób, zyski energetyki konwencjonalnej dopisywane są po stronie kosztów energetyki odnawialnej. Czy wobec stosunkowo wysokich cen za zielone certyfikaty oraz wzrostu cen energii „czarnej”, uzasadnione są próby przeforsowania dodatkowego wsparcia zielonej energii certyfikatami z tytułu kogeneracji, tylko dlatego, że pod szyldem rzekomo równego traktowania technologii i walki z ociepleniem klimatu można dla niektórych jeszcze parę dodatkowych groszy wyciągnąć? A gdzie w uzasadnieniu takich oczekiwań jest pełniejsza i porównawcza analiza cyklu życia ? Czy OZE rozwijamy tylko dlatego żeby zmniejszyć emisje CO2 (wszak nawet w Polsce przeszły spod kurateli resortu środowiska do gospodarki) i czy przypadkiem niektóre z tych technologii kogeneracyjnych nie wpływają bardziej negatywnie od innych (pozbawionych tej cechy) na uszczuplenie zasobów w innych sferach gospodarki (gospodarka żywnościowa, turystyka)? Czy nie jest tak, że wysokie wsparcie powoduje nieefektywność i brak chęci wykorzystania ciepła odpadowego (patrz wcześniejsze trendy rozwoju biogazu w Niemczech czy energetyki wiatrowej, gdy wsparcie dla zielonej energii było zbyt wysokie), a dobrze zbilansowane wsparcie do takich zachowań pro- efektywnościowych jest wystarczającą zachętą aby każdy odpadowy strumień ciepła efektywnie wykorzystać? Tak więc nie tylko energetyka tradycyjna, ale też odnawialna (w całym systemie) ma spore rezerwy jeśli chodzi o koszty, w tym koszty wdrożenia pakietu energetycznego i docelowo ustanowić może poziom cen, którego energetyka konwencjonalna w obawie przed utratą rynku nie będzie mogła już przekroczyć. Ale jak ustawi ten poziom zbyt wysoko, zadziała na swoją niekorzyść; skorzysta w dwójnasób mniejsza grupa beneficjentów przy małym łącznym efekcie i niewielkich korzyściach dla ogółu.
Znając smutną opinie społeczeństwa o biznesie, będąca tezą że „pierwszy milion każdy przedsiębiorca musiał ukraść” i wynikający stąd m.in. brak zaufania do przedsiębiorców (ktory jest obecnie nie lada barierą w podnoszeniu innowacyjnoci i konkuencyjnosci firm), zwykła ostrożność i wrodzona przekora każe mi podnosić tego typu wątpliwości, nawet gdyby szły w poprzek bieżących interesów sektora za którego zrównoważonym rozwojem próbuję się właśnie nieco opacznie ujmować.

7 komentarzy:

Bogdan Szymański pisze...

Osobiści zawsze stałem na stanowisku że publicznie pieniądze powinny być wydawane na działania niwelujące bariery, oraz barania a nie dopłaty do OZE.

Jednym z głównych Polskich barier rozwoju OZE jest np stary system elektro energetyczny który w znacznym stopniu utrudnia i znacznie ogranicza przyłączanie dalszych mocy OZE. W takiej sytuacji dotacje do OZE niewiele pomogą dopóki linie przesyłowe nie zostaną zmodernizowane.

Grzegorz Wiśniewski pisze...

Jeśli chodzi o sieci, to całkiem się zgadzam z Pana diagnozą. Na jednej z konferencji usłyszałem nawet od przedstawciela stworzyszenia energetyki wiatrowej postulat aby przesunać środki publiczne na dofiansowanie inwestycji OZE na rozwój sieci. Zaskakujące.
Ale sam przekornie myśle, że może lepiej nie modernizować "starego grata", a nawet wywołać "kontrolowany kryzys przesyłowy" (wiem, że na poparcie tu liczyć nie mogę:), aby z niego zrodziły sie nowe sieci, intelientne, dwukierunkowe, dostosowane do generacji rozproszonej. Może nie warto angażować olbrzymich środkow w technologie XX wieku, ale żeby tworzyć oplacalne sieci XXI wieku, wiecej musimy mieć instalacji OZE.

Co do usuwania barier, to przyznam, że przynajmniej z tymi administracyjnymi nam sie nie udaje i dlatego w ramach kopensaty musimy angażować wiecej środkow publicznych.
Ale już z B+R to mamy prawdziwą katastrofę, nawet jesli pojawiły sie wieksze srodki na te sfere w rzadowym projekcie przyszłorocznego budzetu. Nawet gdyby rzad Tuska zwiekszył nakłady kilkukrotnie, to nie wierze, że te srodki potrafimy dobrze wykorzystać. Inaczej mówiac nie ma sensu pompować srodkow do nieefektywnego systemu o archaicznej strukturze. Wczesniej rząd powinien wstarząsnąc systemem badań naukowych w Polsce (nie tylko pogrozić paluszkiem), a dopiero potem daś środki.

Jezeli całość tak działa, to niby dlaczego w energetyce odnawialnej miałoby by być akurat lepiej?

Kinga K. pisze...

System elektroenergtyczny wymaga całkowitej modernizacji delikatnie mówiąc. Ale tylko mówiąc, bo od słów do czynów w Polsce bardzo dlaeka droga. Jak można przeczytać na Cire wciągu najbliższych czterech lat ceny energii elektrycznej mogą wzrosnąć nawet dwukrotnie(potwierdziło to URE).
A główną przyczyną wzrostu cen jest przestarzała i niewydolna sieć energetyczna w Polsce. Koncerny energetyczne będą musiały wydać do 2030 roku 135 mld zł na nowe elektrownie i sieci przesyłowe. Docelowo zapłacą za to klienci. Fala podwyżek zacznie się już w styczniu przyszłego roku, gdy uwolniony zostanie rynek energii... Nic dodać nic ująć...
Pozdrawiam,

Grzegorz Wiśniewski pisze...

Problem też widzę ogromny Pani Kingo!, ale może za dużo już widziałem, aby się tak naprawdę zatrwożyć tą rzeczywiście groźnie wyglądającą sytuacją.
To co wypisują spragnieni dużych inwestycji (ściśle - środków na inwestycje) energetycy na CIRE zawsze dzielę przez 2 lub 4 :). We wzmiankowanych we wpisie wypowiedziach w "Czystej Energii" dr Wach przypomniał, że podobni energetycy w latach 70-tych przewidywali, ze w 2000 roku będzie w Polsce zainstalowanych minimum 70 GW mocy elektrycznej. Na razie radzimy sobie całkiem dobrze przy zrealizowaniu połowy z tych ambitnych planów...
URE mówiąc o grożącym wzroście kosztów, też jakoś próbuje uzasadnić swoje istnienie. Wzrost kosztów energii bowiem powoduje zawsze jej spadek zużycia i włącza typowy mechanizm sprzężenia zwrotnego ujemnego powodującego oszczędności w zużyciu energii i powstrzymującego, nawet na silnie zmonopolizowanym rynku, dalszy wzrost cen energii. Nawet jeżeli wahnięcie cen energii będzie np. o 100%, to pewnie stabilizacja nastąpi przy np. na poziomie "jedynie" 50%. Wytrzymamy, mam nadzieje :)
To czego się boje, to dotkliwości poruszonych przez Panią problemów dla niewielkich odbiorców energii na niskim napięciu, gdzieś np na ścianie wschodniej. Daleko od sieci przesyłowych przy niewielkim poborze energii, to przy obecnych mechanizmach rynku energii oznacza „drogo” i trochę tak samo ciężko jak na starym filmie „Daleko od szosy”. Ale w tym też tkwi pewna szansa dla OZE :). Pozdrawiam.

Bogdan Szymański pisze...

obecna licytacja wzrostu cen energii elektrycznej przypomina niedawne wizje "ekspertów " paliwowych mówiące o 200 $ za baryłkę przed końcem 2008. I po przekroczeniu 145 światowa gospodarka nie wytrzymała spadło zużycie a z nim ceny(o kapitale spekulacyjnym już nie wspomnę).

Wracając do energii elektrycznej jak podał wczoraj TVN CNBC polacy płacą najwięcej za energię elektryczną spośród naszych sąsiadów (poza Niemcami). Nawet wzrost o 50% spowoduje że staniemy się absolutnym liderem cenowym pytanie tylko kto kupi polską energię skoro na zachodzi wschodzi i południu będzie taniej?

Grzegorz Wiśniewski pisze...

Warto zadac pytanie z czego sie biorą owe koszty? Odpwiedź jest chyba prosta. Wcale nie ze starań na rzez redukcji CO2. One sie biorą z niegospodarnosci w panstwych koncernach i monopolu wspartego w 2007 przeprowadzeniem tzw "konsolidacji pionowej". Jezeli popatrzymy a ceny energii oferowanej odbiorcom, to w zasadzie wszystkie prywatne firmy a nawet monopole zaganiczne maja w Polsce tansza ofertę niz nasze "narodowe championy" z socjalistycznym nawisem w postaci roszczeniowych związkow zawodowych.

Czy ktorys z tych "czempionow" moze tak zbankrutowac jak amerykanska elektrocieplownia gazowa w Starachwowicach http://www.wnp.pl/wiadomosci/59749.html ?. Nie!, pomijac wiele ciekawych i dramatycznych zarazem watkow do rozwianiecia na bazie przytoczonego wyzej przypadku.

Paradoksem jest to, że chroniac wlasny monopol, nie rozwijalismy mozliwosci przesylowych z sasiadami. Wtedy mozna bylo energie elektryczna eksportować(byla tansza niz w innych krajach). Teraz jak juz doszlismy do absurdalnych cen, musimy te polaczenia szybko rozwijać, aby energie importowac, bo zacznie jej brakowac i bedzie za droga dla odbiorcow w Polsce. To spowoduje jednak, ze energia moze nie podrozeje nawet o 50%. I o to chyba chodzi?

Bogdan Szymański pisze...

dodam że jak Pan je określił "narodowe championy" :) wg planów świeżo upieczonego eksperta rynku energetycznego p. Kazimierza Marcinkiewicza należy połączyć i stworzyć "super championa" aż strach pomyśleć co z tego wyjdzie.