piątek, stycznia 18, 2008

Wiatr i biomasa po jednym hulały polu…

…wiatr szkodził ptakom i widokom, biomasa wszystkim pospołu:). Grafomańskie to, ale skoro samo się napisało, to niech zostanie…. Chciałem nawiązać do dyskusji jaka odbyła się na konferencji „Energetyka jądrowa- bezpieczeństwo czy zagrożenie”, zorganizowanej przez Polski Klub Ekologiczny – Odział Dolnośląski (PKE-OD) we Wrocławiu. Pomimo sugestywnego tytułu (i bardziej jednoznacznego niż tytuł tego wpisu), konferencja została pomyślana szeroko i stwarzała możliwości do nieskrępowanej ale merytorycznej konfrontacji ze sobą najważniejszych opcji rozwoju krajowej energetyki, gdzie energetyka jądrowa byłą tylko jedna z nich. Więcej informacji o programie oraz następstwach konferencji (na razie tylko stanowisko PKE-OD, ale zgodnie z zapowiedzią organizatorów niedługo będą dostępne także referaty i zapis dyskusji oraz wnioski) można znaleźć na stronie internetowej http://www.ekoklub.wroclaw.pl/index3.php?link=l07 .
Poszczególne opcje rozwoju energetyki: jądrowa, węglowa, gazowa, efektywności energetycznej prezentowane były przez znaczących ich przedstawicieli i propagatorów, którzy skupiali się na kluczowych dla każdej z nich możliwościach ale też problemach (pewnie po to aby uprzedzić ew. ciosy :). Przypadł mi udział reprezentowania sektora energetyki odnawialnej, gdzie i lista możliwości i lista problemów, jakie widać na horyzoncie 2020 r., są wyjątkowo długie. Takie sytuacje i debaty zmuszają do uproszczeń i uwypuklenia tego co najistotniejsze jest per saldo. Mam wątpliwości, czy się spisałem… Przy całej różnorodności energetyki odnawialnej, jako reprezentatywny dla niej i jednocześnie realny kosztowo wobec innych opcji energetycznych, wybrałem scenariusz który można by nazwać jako „wiatrowo-biomasowy”, starając się udowodnić że te właśnie dzięki tym rodzajom rodzaje OZE, sektor może wnieść największy udział w bilans energetyczny w 2020r. Jednocześnie jednak, tu dodam że razem z moją koleżanką po fachu – Panią Katarzyną Michałowską-Knap, postawiliśmy tezę, że taki scenariusz oparty jest na dostępnej znaczącej przestrzeni rolniczej (oba potencjały są do wykorzystania właśnie na tytułowych, otwartych „polach” uprawnych), ale wymaga poważnego uwzględnienia ograniczeń środowiskowych (chodzi tu, tak jak w tytule, o możliwy niekorzystny wpływ na krajobraz, awifaunę oraz bioróżnorodność i rolnictwo). Jak dyskusja pokazała, nie tyle wielkość oszacowanych przez nas odnawialnych zasobów energetycznych, ale kwestie środowiskowe wzbudzają najwięcej kontrowersji.

W tej właśnie sprawie, jedne z najciekawszych pytań dostałem od Pana Michała Śliwińskiego z Instytutu Biologii Roślin Uniwersytetu Wrocławskiego, które (za zgodą Pana Michała, pozdrawiam) przytaczam poniżej, razem z odpowiedziami. Sądzę, że pytania są dużo lepsze niż moje odpowiedzi. Dodam, że nie jestem z wykształcenia ani biologiem, ani rolnikiem, ani ekologiem, a problem jest interdyscyplinarny i pomyślałem sobie że może dzięki wzmiance na blogu, niektórzy czytelnicy pomogą w udzielaniu odpowiedzi na pytania Pana Michała.
Oto pytania:
1. Z tego, co wiem, Polska widzi źródło dla biomasy w uprawach kukurydzy, wierzby energetycznej i – podejrzewam – z trzciny. O ile szuwar trzcinowy charakteryzuje się obecnością innych gatunków, to plantacje wierzby i kukurydzy to ubogie monokultury. Nie są porównywalne do upraw zbóż, którym towarzyszy roślinność segetalna, a duże powierzchnie, które mogą być zajęte pod uprawy energetyczne, stwarzają wizję utraty różnorodności gatunkowej na dużych powierzchniach. Słusznie stwierdził Pan, że gatunki te nie będą rosły na nieużytkach i ugorach – w jakich warunkach widzi Pan te uprawy i kosztem jakich obszarów? Wspomniał Pan też o gatunkach inwazyjnych, które są idealne, jako źródło dla biomasy. Znam taką – należy tu m.in. rdestowiec. Chciałbym wiedzieć, czy (mimo uzasadnionego sprzeciwu botaników) są realne plany utworzenia wielkopowierzchniowych upraw tych roślin na nieużytkach i terenach rekultywowanych?
2. Obszary Natura 2000 – zarówno siedliska, jak też ostoje ptaków – nie są terenami objętymi ochroną ścisłą i działalność gospodarcza, w ramach szeroko pojętego zrównoważonego rozwoju, jest na tych obszarach dopuszczalna. Na konferencji potraktował Pan Naturę 2000, jako blokadę, uniemożliwiającą rozwój odnawialnych źródeł energii. Czy faktycznie przyrodnicy wyrażają sprzeciw dla umieszczenia na tych obszarach np. wiatraków i upraw energetycznych?

I próba odpowiedzi na nie:
Pytanie nr 1 dotyczy tego, na jakich użytkach rolnych i kosztem jakich innych upraw rozwijać się biedą plantacje energetyczne, jakiekolwiek by one były i czy mamy wpływ na to jakie one będą, i czy w szczególności będą to wielkołanowe monokultury, a w dodatku rośliny inwazyjne. Niestety na tak postawione pytania trudno obecnie odpowiedzieć w sposób budujący dla ekologa. W obecnych uwarunkowaniach o wszystkim będzie decydować opłacalność w sensie mikroekonomicznym, a nie makroekonomicznym czy tym bardziej społecznym. Wcześniejsze badania prowadzone w Instytucie Energetyki Odnawialnej nad dochodowością z ha użytków rolnych przeznaczanych na cele tradycyjnej produkcji żywności oraz wykorzystywanych alternatywnie jako celowe plantacje energetyczne (na przykładzie wierzby) wykazały brak opłacalności produkcji wierzby na małych areałach (poniżej 20 ha) i to w każdym modelu użytkowania innym niż intensywny. Ogólnie, czym większy areał i czym większa intensywność uprawy, tym rośnie przewaga energetycznego wykorzystania przestrzeni rolniczej nad żywnościowym. Potwierdzenie tej tezy można też znaleźć we wnioskach składanych do ARiMR o dopłaty obszarowe do upraw roślin energetycznych. Wnioski te, na ponad 170 tys. ha, choć jak na razie dotyczą głównie rzepaku, są zdominowane przez właścicieli gospodarstw wielkoobszarowych. Na pytanie, jakie to będą uprawy w przyszłości, można odpowiedzieć krótko - takie jakie będą się najbardziej opłacać i niekoniecznie wśród nich nie będzie rdestów i innych roślin inwazyjnych. Wchodzimy bowiem w obszar, gdzie decyzje podejmowane są na szczeblu rolnika i gdzie wpływ państwa na te decyzje będzie ograniczony, o ile nie jest to teren chroniony w sposób specjalny, jako choćby obszary Natura2000 (patrz też odpowiedź na drugie pytanie). Na pytanie jakim/czyim kosztem nastąpi rozwój plantacji energetycznych, można by odpowiedzieć analogicznie, ale wchodząc bardziej w szczegóły można postawić tezę, że w pierwszy rzędzie plantacje energetyczne nie tyle będą wchodziły w nieużytki (gorsza ekonomika i raczej kłopotliwa organizacja produkcji wielkołanowej) ile na tereny użytków zielonych, dających w tradycyjnym rachunku ekonomicznym niższą dochodowość z hektara. Ta niekorzystna z ekologicznego punktu widzenia ocena możliwego kierunku rozwoju plantacji energetycznych może ulec zmianie pod wpływem całkiem prawdopodobnych przepisów nowej dyrektywy ramowej UE z celami ilościowymi dla energetyki odnawialnej, której projekt będzie w styczniu 2008 r. ogłoszony oficjalnie przez Komisję Europejską i który to projekt najprawdopodobniej będzie zawierać listę tzw. wskaźników zrównoważoności, ograniczających możliwości wsparcia dla upraw (i biopaliw z nich produkowanych) nie spełniających powyższych kryteriów. Nieoficjalny jeszcze projekt dyrektywy dostępny jest na stronie internetowej http://www.ieo.pl/aktualnosci/16122007/Draft_RE_Directive.pdf

Jeżeli chodzi o pytanie 2, dotyczące wpływu wyznaczenia obszarów NATURA2000 na inwestycje w energetyce odnawialnej, to podstawowy problem jest jednak taki, że te obszary nie są jeszcze ostatecznie wyznaczone, ani tez nie ma dla nich opracowanych planów ochrony i trudno zatem definitywnie stwierdzić jakie skutki dla inwestycji mogą one wywołać. Paradoksalnie, mają i będą miały one jednak zdecydowanie większy wpływ na nowe inwestycje w, uważanej za zdecydowanie bardziej ekologiczną, energetyce odnawialnej, niż w tej obecnej opartej na eksploatacji paliw kopalnych i zbudowanej wcześniej przy braku tego typu ograniczeń środowiskowych. Poglądy na temat wpływu NATURA2000 na rozwój energetyki odnawialnej są różne wśród ekologów i inwestorów, ale też wśród i samych inwestorów zdania na ten temat są podzielone i silnie zależą od rodzaju odnawialnego źródła energii, którego wykorzystanie jest planowane. Są wśród nich źródła których ograniczenia typu NATURA2000 w Polsce praktycznie nie dotyczą, jak choćby energetyka słoneczna, geotermalna; takie które będą spotykały się z pewnymi ograniczeniami, jak energetyka wodna (pewna cześć obszarów "naturowych" pokrywa się z rzekami i terenami przyległymi), czy energetyczne wykorzystanie biomasy (tu problemy mogą być w szczególności przy próbie wprowadzania upraw wieloletnich na obszarach objętych dyrektywą siedliskową) i takie które w zasadzie wykluczają obszary naturowe, a nawet strefy oddziaływania na nie z inwestycji (te obszary praktycznie są wyłączone z inwestycji w energetykę wiatrową). Nie twierdziłem i nie twierdze wobec tego, że obszary "naturowe" są "blokadą" dla energetyki odnawialnej, ale są czynnikiem który musi być brany pod uwagę i który ogranicza realny potencjał niektórych odnawialnych zasobów energii w Polsce, a w szczególności energetyki wiatrowej. Jednak jednocześnie warto dodać, że w związku z tym że Polska jest krajem o dużej powierzchni i jednocześnie krajem zdecydowanie rolniczym (na takich rozległych ternach wykorzystuje się energetykę wiatrową), nawet całkowite wyłączenie obszarów naturowych (ok. 20% powierzchni kraju) i wszystkich innych terenów objętych jakąkolwiek ochroną (to powinno usatysfakcjonować przyrodników) z miejsc nadających się pod inwestycje w energetyce wiatrowej, nie ograniczą znacząco jej potencjału.

Poruszone przez Pana Michała problem, coraz częściej gości w mediach, zaczynają się nim zajmować coraz poważniejsze gremia (Komisja Europejska i jej agendy wykonawcze, Parlament UE, OECD, ONZ i wiele organizacji ekologicznych oraz orodków badawczych) i z pewnością zasługują na szersze omówienia. Spodziewam się, że wokół tych spraw przetoczy się już niedługo szersza dyskusja zarówno w UE jak i w Polsce, choćby przy próbie oceny możliwości realizacji celów na 2020 r. dla krajów członkowskich, które zostaną zaproponowane w nowej dyrektywie ramowej.

10 komentarzy:

Romuald Bartkowicz pisze...

Zainspirowany tym tekstem napisałem w swoim blogu parę zdań, które nie są dosłownie głosem w dyskusji, ale są uwagami które dawno chciałem wyartykułować, a które dotyczą spraw tu poruszonych http://proeko.blogspot.com/2008/01/kilka-zda-o-kierunku-rozwoju-plantacji.html#links
(nawiązuję do smutnej historii technologii produkcji metanolu z biomasy, przy udziale syntezy jądrowej o zerowym bilansie emisji CO2, która nie może doczekać się sensownej dyskusji w branży).

Pozdrawiam

Romuald Bartkowicz

Bogdan Szymanski pisze...

Bardzo budujące jest dla mnie, że rozpoczyna się dyskusje majaczą na celu ustalenie wpływu poszczególnych odnawialnych źródeł energii na środowisko. W obecnym stanie środowiska naturalnego nie stać nas na kolejne eksperymenty. Nie możemy eliminować jednego zagrożenia kosztem tworzenia innego. Jako że nie jestem z wykształcenia biologiem trudno mi się konstruktywnie odnieść do zagrożeń, jakie niosą duże mono kulturalne uprawy, Jednak tego typu uprawy od dawna są stosowanie pytanie jest tylko, jaki będzie ich potencjał wzrostu przy pełnej skali upraw energetycznych. Z pewnością większe zagrożenie będą miały rośliny inwazyjne i ich wpływ powinien być zbadany przed ich wykorzystaniem.

Przy okazji chciałby poruszyć kontrowersyjny temat związany z wykorzystaniem biomasy. Populacja Świata wynosi obecnie ok. 6mld ludzi w, 2020 do której odnosi się dyrektywa UE będzie prawie 8mld czy przy obecnie panującym głodzie na świecie mamy moralne prawo wykorzystywać duże tereny pod uprawy energetyczne? Czy przy wzroście liczby ludności i wzroście zapotrzebowanie na żywność uprawy energetyczne będą opłacalne? Czy polskie społeczeństwo jest gotowe płacić więcej za żywność?

Oczywiście, jeżeli chodzi o Polskę to raczej powinniśmy się liczyć ze spadkiem populacji jednak musimy pamiętać, że egzystujemy w globalnej gospodarce i nie możemy egoistycznie patrzeć tylko na siebie.
Bogdan Szymański

Romuald Bartkowicz pisze...

Panie Bogdanie, pytanie które Pan zadał ("czy przy obecnie panującym głodzie na świecie mamy moralne prawo wykorzystywać duże tereny pod uprawy energetyczne?")jest bardzo istotne, natomiast obawiam się, że odpowiedź nie jest taka prosta i oczywista. Trzeba pamiętać, że produkcja żywności to jest jednak biznes jak każdy inny, rządzą nim prawa rynku i tak naprawdę to niewiele można zrobić w sprawie sprawiedliwego podziału żywności. Poza tym, na nieużytkach niewiele da się zasiać i zebrać na potrzeby wyżywienia, a uprawy roślin energetycznych - i owszem. Poza tym przypominam sobie, że w tzw. krajach cywilizowanych często występuje problem nadprodukcji żywności i nikomu nie przychodzi jakoś do głowy oddawanie nadwyżek potrzebującym w krajach zacofanych (bywa, że dokonuje się nawet niszczenia zapasów). Tak więc chyba nie musimy mieć wyrzutów sumienia z powodów przez Pana wskazanych...

Pozdrawiam
Romuald Bartkowicz
ProEko.blogspot.com

Grzegorz Wiśniewski pisze...

Dyskusja jest juz prowadzona obecnie na dwu równoleglych blogach (dziekuje Panie Romualdzie za nawiazanie do tematu na swoim blogu) i sprobuje dodac cos od siebie w tej sprawie, uwzgledniajac takze stanowisko p. Bogdana. Zasadnicze pytanie p. Romualda sprowadza sie to okreslenia przyczyny, dlaczego innowacyjny pomysl przedstawiony w publikacji "Paliwa i energia szansą dla wsi" w sprawie produkcji metanolu z biomasy, nie spotkał sie z jakąkolwiek reakacją politykow, ani nie jest obecnie przedmiotem dyskusji wśród naukowcow. Pewnie nie jest to problem ktory dotyczy wylacznie profesorow Ciechanowicza i Szczukowskiego, ale wszystkich pionierow rozych idei, dodam sluszych i niesluszych, realnych i nerealnych. Mysle, ze brak reakcji jest zawsze czyms nieporzadanym, ale trzeba tez sie zastanowic czy przypadkiem nie ma tu niedopatrzeń po stronie samych autorow, ktorzy swoimi nazwiskami pomysl firmują. Trzeba powiedzieć, że technologia jaką proponują jest trudna do wdrozenia. Po pierwsze nowa technicznie, a po drugie trudno akceptowalna spolecznie (najprosciej mowiac metanol jest trucizną). To wszystko powoduje ryzyko nie tylko dla polityków ale i dla przemyslu w tym przypadku motoryzacyjnego, ktory jest wyjatkowo konserwatywny. Czyli aby przekonac politykow, dobrze byloby najpierw przekonac przemysł, a to jak zaznaczylem nie jest proste. Zamiast tego, konsorcjum "Bioenergia na rzecz rozowju wsi" strało sie pozyskać dla swojej inicjatwy rolnikow, ktorzy z natury nie sa przeciwni bioenergii, ale i tak uprawiajać beda to co im sie bardziej oplaci i niesie ze soba mniejsze ryzyko.

Dodam tez, że omawiana idea, jak dotyczas nie znalazla tez specjalnego uznania zagranicą i to zarowno w USA, skąd przysla, jak i w UE, gdzie nie tyko nie stala sie przedmiotem upowaszechania ale nie jest tez priorytetem w programach badawczych UE poswieconych bioenergii. Nie znaczy to jednak, ze nie powinna byc dyskutowana szerzej wsrod naukowcow, a jak wyjdzie obronna ręką z krytyki naukowej, powinna stac sie przedmiotem rozawazan ze strony przemyslu. Wydaje się że caly problem z zafunkcjonowaniem tej idei w Polsce wzial sie z próby zbyt szybkiego jej upowszechnienia w swiecie politykow (pamietam, ze pomysl ten byl forsowany jako niedoszły priorytet w NPR 2004-2006) i rolnikow. Ale samą publikację polecam jako inspirującą lekturę.
A co do problemow demograficzno-zywnosciowych, o których pisze Pan Bogdan, to trudno sie niezgodzić, le jeszcze trudniej napisac ze jest nas za duzo :). Trzeba zatem szukac najefektywniejszych technologii, wymagajacych wyjecia spod uzytkowania rolniczego jak najmniejzych areałow ziemi uprawnej, a tu licza sie i najlepsze (ale nieinwazyjne) uprawy jak i najefektywniejsze technologie konwersji. Poki co za takie uznaje sie produkcje syntetycznego biodiesla metoda Fisher-Tropsh i bioetanolu z surowcow lignocelilozowaych oraz biogazu. Metanol pozostaje caly czas w odwodzie, ale jego szanse na zwyciestwo w tej konkurencji nie sa wielkie.
Grzegorz Wiśniewski

Romuald Bartkowicz pisze...

Panie Grzegorzu, jest Pan przekonujący w tym wyjaśnieniu ale mimo, iż zgadzam się, że wspomniana technologia jest kontrowersyjna i trudna w realizacji, to jeśli spojrzeć inaczej, można widzieć w niej poważne plusy. Jest to - jak podkreślają autorzy - jedyna i chyba niepowtarzalna okazja do włączenia polskiej gospodarki w tworzący się światowy rynek metanolu. Trzeba dodać, że nie ma tu znaczenia iż metanol jest trucizną, bo nie jest przewidziany do bezpośredniej dystrybucji jako paliwo, a jedynie jako łatwe do przechowywania i transportu źródło wodoru do ogniw paliwowych. Wprawdzie w futurystycznych przewidywaniach wybitnych specjalistów wszystkie działania na rzecz rozwoju różnego rodzaju OZE mają zakończyć się jednoznacznym, zdecydowanym triumfem technik solarnych, przetwarzających bezpośrednio energię słoneczną na elektryczną, ale - póki co - przed nami najprawdopodobniej era ogniw paliwowych. I wtedy już będzie za późno na nasz udział, kto inny będzie dużym graczem. Będziemy kupować, nie sprzedawać...

Ale jest nadzieja, że coś jeszcze nam zostanie: w vortalu http://www.energieodnawialne.pl/aktual_s.php?aid=261
zamieściłem właśnie ciekawego newsa o mającej się odbyć w Paryżu pierwszej ogólnoświatowej konferencji o uzyskiwaniu paliw płynnych z węgla World CTL 2008.

Pozdrawiam
Romuald Bartkowicz

Chris pisze...

Proszę mi wybaczyć tą przesadną długość mojego wpisu. Trochę się tego nie spodziewałem. Chciałem się z Panem I czytelnikami podzielić wątpliwościami jakie mam odnośnie wykorzystania rolnictwa w energetyce. Cieszę się, że w polskim internecie pojawił się wreszcie głos fachowca I to na dodatek kogoś kto ewentualne błędy w moim rozumowaniu potrafi skorygować w sposób taktowny I rzeczowy zarazem. Pod tym względem jest Pan w Polskim internecie ewenementem.
Myśle, że chyba warto zadać sobie pytanie dlaczego mielibyśmy wydawać ogromne kwoty na energię odnawialną. Co osiągniemy wybierając takie a nie inne rozwiąznie? Jeśli przyjmiemy, że naszym głównym celem jest ograniczenie emisji CO2 to należy się zastanowić czy nasz wkład (w sensie Europy a nie samej Polski ) w przypadku zastosowania biopaliw czy biomasy będzie miał jakieś większe znaczenie. Potrzebujemy wziąć pod uwagę fakt, że w krajach takich jak Chiny czy Indie zużycie energii w przeliczeniu na liczbę mieszkańców jest kilkakrotnie niższe niż na Zachodzie i w wyniku obecnego gwałtownego rozwoju tych gospodarek zapotrzebowanie na nią będzie rosnąć w dramatcznym tempie. Jak podaje BBC Chiny stawiają dwie duże elektrownie węglowe tygodniowo (China building more power plants - http://news.bbc.co.uk/1/hi/world/asia-pacific/6769743.stm ). Nie możemy oczywiście mieć im tego za złe. Dobrobyt zachodniego świata został w dużej mierze zbudowany w oparciu o tanią energię. I dopiero w miarę bogacenia się zachodnich społeczeństw, gdy podstawowe potrzeby zostały zaspokojone zaczęto więcej uwagi poświecać ochronie środowiska. Z resztą obecne zainteresowanie energią odnawialną wynika w większej mierze ze wzrostu cen ropy naftowej i gazu niż z obaw o następujące zmiany klimatyczne (co dość dobrze obrazują wahania cen akcji firm produkujących panele słoneczne - rosną bądź spadają wraz ze zmieniającą się ceną ropy - mocno w oderwaniu od ich wyników finansowych ).
Tak więc czy biomasa jest technologią, która może być zastosowana na skalę masową? Na pewno nie w Azji. Dzięki tzw. zielonej rewolucji Indie znacząco zwiększyły ilość produkowanej żywności stając sie niemal samowystarczalne. Stopniowe bogacenie się społeczenśtwa I szerszy dostęp do medycyny oznacza, że średnia długość życia w tym kraju w XX wieku podwoiła się. (komentując wciąż rosnącą populację Ziemi pewien dyplomata z ONZ powiedział - ...'to nie jest tak, że zaczeliśmy się rozmnażać jak króliki. My jedynie przestaliśmy padać jak muchy').Zatem pomimo spadającej dzietności Hindusek (spadek z sześciorga dzieci w 1950 r. do 3.2 obecnie) populacja tego kraju będzie jeszcze długo rosnąć a wraz z nią zapotrzebowanie na żywność i energię. Dodatkowo wzrost zamożności tych społeczeństw oznacza zmianę diety. Gwałtowny wzrost spożycia mięsa w Chinach przekłada się na ceny zboża gdyż do ‘wyprodukowania’ jednego kg wołowiny potrzeba 7 kg ziarna. Jak te zmiany w kraju liczącym ponad miliard mieszkańców wpłyną na ceny żywności na świecie jeszcze się okaże.
Myślę, że jeszcze jakiś czas temu wiele osób zastanawiało się czy biopaliwa I biomasa nie pomogą rolnikom, którzy w krajach rozwijających się nie byli w stanie wydostać się z nędzy gdyż (po części dzięki sybsydiom dla rolników w UE I USA) ceny żywności (po uwzglednieniu inflacji I wzrostu zarobków) nieustannie spadały. Unia jak napisał pan Romuald nie musiałaby płacić rolnikom za nieobsiewanie pól itd. Jednak entuzjastyczne podescie do biopaliw w USA I Unii doprowadziło do gwaltwnego wzrostu cen żywności (ceny kukurydzy w Meksyku wzrosły o 70 % w ciągu 6 miesięcy-http://www.technologyreview.com/Energy/18173/). Podobna sytuacja wystąpiła w Europie co ostatnio dość obszernie opisał Der Spiegel (The Choice between Food and Fuel- http://www.spiegel.de/international/world/0,1518,530791,00.html). Wygląda na to, ze inwestując w biomasę przepłacimy podwójnie. Na spadek kosztów pozyskiwanej w ten sposób energii nie bedzięmy mogli liczyć gdyż jej koszt jest wyższy niż paliw kopalnych. Dodatkowo na wzrost dochodów będą też oczekiwać rolnicy. Zatem cięzko oczekiwać obniżenia kosztów. Nie ograniczajac tego typu upraw do określonego poziomu doprowadzimy również do wzrostu cen żywności dostając po kieszeni po raz kolejny.
Tak więc czy to rozwiązanie ma jakieś perspektywy? W przypadku energii słonecznej każde podwojenie produkcji obniża ceny o 20 procent. Pojawienie się nowych technologii jak np. CIGS, jak również znacznie zwiększona podaż krzemu w 2009 r. oznacza, że w ciągu najbliższych 2-3 lat ceny paneli spadną prawdopodobnie o 50 %. Również w przypadku turbin wiatrowych masowa produkcja I ciągłe udoskonalenia sprawiły, że w niektórych krajach koszty są niemal porównywalne z kosztami dość powszechnych na zachodzie elektrowni gazowych.
Jednak czy nie powinniśmy patrzeć na to bardziej regionalnie I inwestować w biomasę? No właśnie nie jestem przekonany. Choć wielu ekologów zdaje się wspierać np. żywność ekologiczną to ja mam świadomość, że lasy I inne tereny zielone ostały się w Europie w dużej mierze dzięki sztucznym nawozom I środkom owadobójczym (coś za coś). Dziś w naszym dążeniu do ograniczenia emisji mielibyśmy ten pozytywny proces odwrócić?
Szkoda, że Polska nie idzie śladem krajów zachodnich, które widzą sens w finansowaniu badań naukowych. Wierzę, że energia odnawialna z czasem odegra znaczącą rolę w energetyce krajów rozwiniętych jak I rozwijających się. Będzie to jednak wynikać z ciągłego rozwoju technologii I spadających kosztów a nie poświęcenia bogactwa, którego ludzkość nie ma w nadmiarze - ziemi.

Grzegorz Wiśniewski pisze...

Dziękuje za ostatni komenatarz. Przeprasam, że nie moge od razu materiału szczegółowo przeanalzować i merytorycznie sie do niego odnieść. To chyba zbyt poważny tekst na zdawkową odpowiedź, a ja jestem od paru tygodni w praktycznie nieustannych i bardzo zajmująych podróżach zagranicznych. Nie chcąc też aby tego rodzaju komentarz spoczywał bezczynnie gdzieś głęboko skryty i pozostawał bez odpowiedzi, zdecydowalem sie go z krotkim wstepem wprowadzić na czoło "odnawialnego" blogu (zapraszam do wpisu z 11 lutego), tak aby nie tylko mnie samemu, ale i innych czytelnikom mógł sluzyc jako inspiracja. Obiecuję, że wrócę do bardziej rzeczowego skomentowania postawionych przez Pana tez, ale juz pod tym obecnie najnowszym wpisem. Pozdrawiam

Bogdan pisze...

Spotkałem ciekaw.ą prezentację na temat biomasy http://www.krzysiek.informacja.pl/wspsp/biomass.html
Pokazuje ona że biomasa to nie jedynie pożytki, ale również spore utrudnienia w produkcji energii.
Wskazuje również że część energii ze spalanego w biomasie węgla jest marnotrawiona na ogrzewanie wody w niej zawartej.
Niestety muszę się zgodzić z tymi opiniami.
Alternatywą dla węgla są raczej wiatr i energetyka atomowa niż biomasa......

Grzegorz Wiśniewski pisze...

Dziekuje, rzeczywiscie ciekawe i wywazone informacje.
Dobry skutek koncentracji na jednym zaganieniu i łaczenia teorii z praktyką. Mam nadzieje, że autor temat dalej konsekwentnie temat i problem zgłębiał.
Spokojnie można polecać innym.

Romuald Bartkowicz pisze...

Co do fragmentu "część energii ze spalanego w biomasie węgla jest marnotrawiona na ogrzewanie wody w niej zawartej" to dziwi mnie to trochę w kontekście informacji jakie kiedyś uzyskałem o doświadczeniach szwedzkich, gdzie - o ile dobrze pamiętam - do spalania wilgotnej biomasy stosuje się specjalne urządzenia - z rewelacyjnymi wynikami. Odszukam te informacje i zacytuję.