środa, stycznia 23, 2008

Skąd Polska ma wziąć 15% ?

Już wiadomo jaka jest oficjalna propozycja Komisji Europejskiej dla Polski w sprawie obowiązku (a może raczej przywileju?) udziału energii ze źródeł odnawialnych z bilansie zużycia energii w 2020 r. W projekcie dyrektywy o promocji wykorzystania energii ze źródeł odnawialnych, jednym z elementów pakietu reform 3 x 20% http://ec.europa.eu/energy/climate_actions/index_en.htm , Polska ma mieć udział 15% aby, razem z innymi krajami członkowskimi UE w 2020 r. mogła osiągnąć 20%. Część krajów członkowskich zajęta jest obecnie kontestowaniem propozycji i szukaniem argumentów za obniżeniem poziomu dla każdego z nich oddzielnie, dodam, że kosztem innych. Wydaje mi się jednak, że choć negocjacje będą pewnie długie i męczące, to patrząc na dokumenty umieszczone na wskazanej powyżej stronie internetowej, Bruksela wydaje się być dobrze przygotowana do dalszych rozmów. Wydaje się że tym razem Komisja Europejska zadbała o PR, odwołując się np. w preambule projektu dyrektywy do wcześniejszych konsultacji, wyników barometru w krajach UE w sprawie poparcia obywateli UE nie tylko dla samej energetyki odnawialnej (60%) ale i zrozumienia poniesienia większych kosztów z tego tytułu (40%), jak i otwarciem kampanii na rzecz promocji zaproponowanego pakietu zarówno w Brukseli, jak i w krajach członkowskich, np. w Polsce w postaci briefingu zorganizowanego w Przedstawicielstwie UE w Warszawie http://ec.europa.eu/polska/news/080123_energy_pl.htm
Najważniejszym jednak argumentem w negocjacjach (niestety stricte politycznych) będzie wartość merytoryczna całego pakietu, jego spójność i jakość przedstawionych poszczególnych dokumentów.

Nieoficjalne projekty dokumentów, podobnie jak cel 15% były znane wcześniej. Ale przyznam, że w oficjalnej wersji z 23 stycznia, pozytywne wrażenie zrobił na mnie dodatkowy czynnik brany pod uwagę przy ustalaniu krajowych celów ilościowych w „odnawialnej” dyrektywie, uwzględniający nie tylko wysokość PKB na głowę mieszkańca, ale też bonus dla tzw. „early starters”, czyli tych, którzy nie czekali aż „będą musieć” , a robili swoje wcześniej bo tak chcieli, nawet jeśli to było realizowane pod przyszłe korzyści. Cały problem przy ustalaniu tego typu zobowiązań międzynarodowych bierze się stąd, że w każdej grupie nie brakuje sprytnych „pasażerów na gapę”, czy tych bardziej leniwych „jeżdżących na czyimś kole”, a wtedy trzeba szukać takich rozwiązań, które po pierwsze dają nagrodę tym ambitniejszych (a nie karzą ich dodatkowymi kosztami) i stwarzać sytuację, że tacy wyłamujący się jeźdźcy spotykać się będą z ostracyzmem ze strony innych, na których na krótką metę chcieliby żerować. Byłby problem, gdyby propozycja była nieprzemyślana, lub rażąco niesprawiedliwa, ale propozycja sprawia wrażenie profesjonalnej, dobrze udokumentowanej i powtórzę tu jeszcze raz, że cel 15% dla Polski jest realny i w kontekście innych krajów, sprawiedliwy. Dlatego też, choć z doniesień prasowych wynika, że rząd polski lepiej by widział 11-13% niż 15% i pewnie podejmie próbę negocjacji, to szanse powodzenia (przynajmniej w tym zakresie, a nie np. w kwestii zakresu międzynarodowego handlu certyfikatami) oceniam jako znikome. Poza wspomnianymi wyżej kłopotami z podjadaniem innym w systemie „ogrodzonego pastwiska”, problemem będzie brak dobrze udokumentowanych i nieegoistycznych argumentów.

Przypominam sobie bowiem nieco infantylne negocjacje z końca 2002 r. w sprawie ustalenia celu dla Polski na 2010 r. w zakresie zielonej energii elektrycznej w ramach analogicznej dyrektywy 2001/77/WE. Przystępując do negocjacji z Komisją Europejską (element traktatu akcesyjnego) rząd wystąpił z propozycją max 4%, podczas gdy Strategia rozwoju energetyki odnawialnej przyjęta przez Sejm RP w 2001 r. www.mos.gov.pl/1materialy_informacyjne/raporty_opracowania/energetyka określiła cel dla Polski na poziomie 7,5%-12,5%. Brukseli wystarczyło powołać się tylko na ten, bardzo mi bliski zresztą dokument, aby bez szemrania uzgodnić cel 7,5%. Przy okazji dodam, że proces tamtych uzgodnień i opis rozkład interesów oraz argumentów za, najpierw obniżeniem celu (czasami zresztą bezinteresownie, tak na wszelki wypadek), a potem jego rozwodnieniem (osłabieniem możliwoci wdrożenia), został bardzo ciekawie opisany przez Panią Iwonę Podrygałę z Free University of Berlin w pracy „Erneuerbare Energie im polnischen Stormsektor - Analyse der Entstehung aus Augestallung der Instrumente zur Forderung der Stromerzeugung und erneuerbaren Energien”, która będzie niedługo wydana przez wydawnictwo Ibidem-Verlag, w ramach serii wydawniczej Ecological Energy Policy. Polecam tę książkę jako lekturę, także ew. polskim negocjatorom w tej nowej sprawie, gdyż wydaje mi się, że zrozumienie prawdziwego interesu własnego kraju nie jest tak proste jakby się mogło wydawać zwolennikom prostego obniżenia celu na coś co nowe i pozostania gospodarki w starych koleinach, w których może ona grzęznąć po osie.

Pewnym paradoksem na dzisiaj jest także to, że nie ma innego oficjalnego o udokumentowanego celu dla energetyki odnawialnej na 2020 r. niż cel z tej samej „Strategii” – 14% w bilansie zużycia energii pierwotnej, czyli ponad 17% w bilansie zużycia energii końcowej, czyli także więcej niż proponuje i tym razem Bruksela. Ucieszyło mnie, że ten fakt został bardzo szybko (gratuluję refleksu i dobrej pamięci!) dostrzeżony przez Greenpeace Polska http://www.greenpeace.org/poland/wydarzenia/polska/energia-odnawialna
Nikt mi nie powie że to nie jest argument i chwała tamtemu rządowi i tamtemu Sejmowi III kadencji, którzy na taką smiałą wizję na początku XX wieku się zdobyli. Liczę też że obecnej ekipie wystarczy wyobraźni i w tej sprawie, i chęci do pracy pozytywnej.

Jeżeli zatem mamy do czynienia z dobrą propozycja i dla Polski, i dla UE, to może lepiej nie zastanawiać się jak tu ją utrącić, ale myśleć pozytywnie, jak to najlepiej zrobić, jak zrealizować zadanie optymalnie i najtaniej, tak, aby zameldować naszym dzieciom w 2021 roku – o jego wykonaniu, a nie powiedzieć „martwcie się teraz sami o siebie, ale o mnie też”. Skąd zatem najlepiej wziąć owe 15% w 2020r. aby potem młodszym pokoleniom było łatwiej wykonać 50% na 2050 r.? Wydaje mi się, że dyskusyjne mogą być stwierdzenia, oparte na dokumentach naszego rządu podane przez Komisje Europejską w materiale towarzyszącym pakietowi 3 x 20% : „Poland – Renewable Energy Facts Sheet”, http://ec.europa.eu/energy/climate_actions/facts_en.htm">http://ec.europa.eu/energy/climate_actions/facts_en.htm , gdzie jest napisane że "Polska ma największy potencjał w energetyce wodnej, biomasie i gazie wysypiskowym". Trudno mi dociec dlaczego akurat tak i w takiej kolejności? Czyli jest poważny temat do dyskusji. Wiem że Instytut Energetyki Odnawialnej chciał na dzisiaj, na 23 stycznia przygotować autorską prognozę skąd wziąć 15% do 2020r. Niestety nie udało się, bo wyliczenia i wyniki wymagają jeszcze dodatkowej weryfikacji. Ale jeszcze w tym tygodniu będzie się można z nimi zapoznać na stronie internetowej www.ieo.pl/aktualnosci/bilans2020.html Będę chciał z czytelnikami tego blogu (jeśli tacy są?) o tym porozmawiać, bo pewnie o tym właśnie warto.
PS. Od 25 stycznia pod powyższym adresem są dostępne wyniki "15%" prognozy na 2020r., łącznie z pierwszą próbą odpowiedzi na tytułowe pytanie - skąd Polska może te procenty brać?

11 komentarzy:

Kinga K. pisze...

15% do 2020...to będzie tak jak z wprowadzeniem świadectwa charakterystyki energetycznej na 4 stycznia 2006.

Bogdan Szymanski pisze...

W mojej opinii powinnyśmy sobie raczej zadąć pytanie, dlaczego rząd nie chce dojść do tych 15% w 2020 niż jak ma to zrobić. Tu się z Panem w pełni zgadzam, że te 15 % to nie jest wcale wygórowany pułap i przy potencjale, jaki posiada Polska nie powinno być problemu, aby go osiągnąć. A nawet drugie tyle zwłaszcza, jeżeli chodzi o energię cieplną. W mojej opinii główny problem leży w braku silnego lobbingu na rzecz OZE w Polsce za to jest bardzo silne lobby wspierające obecne źródła pozyskiwania energii z górnictwem na czele, choć nie tylko.

Oczywiste, bowiem jest, że wzrost energii pozyskanej ze źródeł odnawialnych nawet przy zakładanym wzroście popytu na energie będzie musiał odbyć się kosztem zmniejszenia pozyskiwania tej energii ze źródeł kopalnych.

Oczywiste jest równeż że OZE potrzebują przynajmniej w początkowej fazie rozwoju wsparcia od strony Państwa. Nie mówię tu o dopłatach bezpośrednich, lecz o formie stworzenia przyjaznego klimatu dla tego typu inwestycji. A patrząc jak działa Polska droga legislacyjna nie widzę tego dobrze mając w pamięci jak była tworzona ustawa o biopaliwach i te słynne „i inne rośliny” a stworzenie stabilnych podstaw prawnych to klucz do rozwoju każdej nowej branży nie tylko energetycznej.

Jako przykład podam tu Irlandie, z której mam ostatnio dużo danych. Tu podejście o OZE jest zupełnie inne. Począwszy od tak prozaicznych rzeczy jak informacja. Średnio, co tydzień w każdej gazecie można tu znaleźć artykuły na temat OZE, potrzebie ich rozwoju i potrzebie redukcji emisji CO2. Dodatkowo proste i szeroko zakrojone wsparcie dla źródeł odnawialnych w każdej formie. Od projektów dopłat do instalacji z zakresu OZE (kolektory, pompy ciepła, kotły na biomasę) dla prywatnych domów. Z oczywiście prostymi zasadami i warunkami ich przyznawania. Poprzez ułatwienia fiskalne dla korporacji pragnących zainwestować w energetykę odnawialną. Dzięki temu obecnie trudno w Irlandii znaleźć nowo budowany dom bez kolektorów na dachu czy innej formy wykorzystania czystej energii. A z poziomu 5,5% energii odnawialnej w bilansie w 2005 cel na 2010 został podniesiony z 13,5 na 15% a 2020 ma być 33%. I wcale nie potrzebowano genialnych rozwiązań jedyne, co zrobiono to stworzono ekonomiczne podstawy do rozwoju energetyki odnawialnej.

Jest jednak światełko w tunelu w końcu Donald Tusk obiecywał nam Irlandię.
bogdan szymanski

pozdrawiam uczestników dyskusji

Grzegorz Wiśniewski pisze...

Witam, postaram się tym razem odnieść tylko do wypowiedzi Pani Kingi, a przy następnej okazji wrócę do lektury i tez Pana Bogdana.
Pani Kingo, w Pani krótkiej wypowiedzi jest i oznaka sceptycyzmu (to raczej cecha osób starszych) i zniecierpliwienia (to raczej domena młodosci). Ja jako już stary człowiek i chyba już wystarczająco cierpliwy, patrze z nieco większym spokojem na 15%. Komisja Europejska wcześniej "postraszyła" rządy i przemsył czymś jeszcze bardziej ambitnym i pomimo dochodzących wrzasków (np. dzisiaj widziałem taki tytuł artykuł na tem temat w Gościu Niedzielnym pt. "Chyba nas skrzywdzili"), tak naprawde wszyscy są zadowoleni, bo mają mniej niż myśleli, a w dodatku, nie znając sytuacji w innych krajach, myślą, że inni dostali więcej :).
Biurokracja brulselska mając w ręku "twardy kwit" z deczyją Rady Europy z 8 marca o 20% na 2020r. (tak naprawde w tej dcyzji był pewien trik, ktory m.in. powoduje że teraz wszyscy myślą że mają mniej, bo wydawało się że chodzi o 20% w odniesieniu do zużycia energii pierwornej, a nie końcowej), mając swego rodzaju "rację moralną" i w sumie dobrą własną propozycję, przeprowadzi moim zdaniem skutecznie dyrektywę przez Parlament i Radę i wejdzie ona w zycie w połowie przyszłego roku. Potem będa oczywiscie opóźnienia, ale jak to zwykle to bywa z wdrażaniem dyrektyw, przed pierwszym okresem raportowania rządow w tej sprawie do Brukseli (30 czerwca 2011 r), w obawie przed karami rząd usprawni system wsparcia dla OZE i już w nowych uwarunkowniach prawnych inwestorzy dopełnią dzieła w terminie. Ta sama unijna biurokracja, działająca powoli ale konsekwentnie jak kamień młyński, dopilnuje także wdrożenia przepisu o którym Pani pisze (świadectwa charakterystyki energetycznej budynku wdrażane są w Polsce w ramach dyrektywy UE o efektywności energetycznej budynków). Szkoda tylko, że to co per saldo dobre dla wszystkich, robimy z miną męczennika czy "zbitego psa". Szkoda też tych opóźnień, bo przy obecnym boomie budowlanym, nawet roczne opóźnienie we wprowadzeniu tego typu przepisu w życie, skutkować może tym, że w 2020 roku ponad 100000 właścieli nowych mieszkań oddawanych teraz do użytku, bedzie musiało znacznie wiecej płacić za coraz droższą energię, bo bez powszechnego obowiązku, developerzy patrząc na dzisiejszy rynek mieszkaniowy jako rynek ceny i zerkajając na konkurencje, nie zaryzykują lepszej niż dotychczas ochrony cieplnej budynku.
Ale myśląc (czując :), że jest Pani sporo młodsza odemnie, zakończe czymś bardziej pozytywnym - wypowiedzią ministra Michała Boniego dla Newsweek Polska (nr 2/2008) na temat zawodów przyszłości. Choć ostatnio raczej zajmował się on takim cieżkimi przypadkami jak ja (nazywa je "50+"), to pisze tak: (...) w wyniku koniecznej modernizacji sektora energetycznego będą powstawały nowe zawody, których dziś nazw nie znamy(doradca ds oszczędności energii, inżynier energii alternatywnych)(...); symbolem polskiej ekspansji przez chwilę był hydraulik, wolalbm aby w przyszłości został nim technolog zdrowej zywności, monter wiatraków, inżynier środowiska". Osobiście myślę, że symbolem nowoczesności jest już obecnie audytor energetyczny, który w najbliższej przyszłości będzie wydawał profesjonalne świadectwa charekterystyki energetycznej budynków. Zarówno audytor energetyczny jak i monter wiatraków są nam potrzebni też do tych 15%, bo jednen pracuje nad tym, aby mianownik był mniejszy, a drugi powiększa licznik. Dziekuję zatem za wsparcie i proszę pilnować aby z tymi świadectwami opóźnienie było jak najmniejsze :)
Grzegorz Wisniewski
Grzegorz Wiśniewski

Grzegorz Wiśniewski pisze...

ObiecaŁem Panu Bogdanowi powrot do komentarza, ktory juz tydzien temu napisal, ale w tym czasie bylem Brukseli na tygodniowej "maga-konferencji" energetycznej, skladajcej sie z kilkudziesieciu mniejszych konferencji i seminariów zoranizowanych w ramach tzw. "tygodnia energetycznego" EUSEW http://www.eusew.eu. W zasadzie na kazdym z tych spotkan powtarzania "twenty, twendy, twenty for twenty twenty" i mam chwilowy przesyt tej tematyki, ale pewnie szybko mi przejdzie. Wróce do sprawy i tonu odbytej tam dyskusji na ten temat później, w odzielnym wpisie. Teraz, nawiazujac do tego co Pan napisal na koncu swojego komenatrza, dodam tylko tyle, że zarowno Polska, jak i Irlandia nie sprzeciwily sie celom zaproponowanym przez Komisje Europejska. Zrobiły to tylko Szwecja, Austria, Łotwa i Belgia (dalsza dyskusja przeniesie sie teraz na forum Rady Europy i Parlamentu Eurpejskiego). Te trzy pierwsze kraje chcą wynegocjowac dodatkowe korzysci z tego tytulu, ze juz obecnie maja w swoich bilnasach duzo wiecej niz 20% energii ze źrodeł odnawialnych. Belgia ma bardzo malo, ale za to ma duze problemu w polityce wewnetrznej (proba podzialu kraju, czy tez wybicia sie na samodzielmosc regionow). Na razie zatem jestesmy w grupie krajow "razem z Irlandią".

Widze ze w kraju też odchodzący tydzien był bardziej "energetyczny" niz zwykle i przez media przetoczyla sie (niestety, chyba niezbyt głęboka) dyskusja na temat "15%" dla Polski. Chyba njpelniejszy przeglad stanowisk został przedstawiony w przegladwym artykule zamieszczonym w newsletterze nr 75 Fundacji Rozwoju Edukacji Ekonomicznej FREE, autorstwa p. Mariusza Ruszela, wiecej: http://www.free.org.pl/pl/free_newsletter/art78.html . Chwilowo, zanim do tematu jeszcze raz na "odnawialnym" blogu powrócę, wyręczę sie tym artykulem jako syntezą tygodnia.

Dariusz Głowacki pisze...

Witam,
sprawę komplikuje nieco fakt, że jest to wyłącznie deklaracja polityczna. Uzyskanie 15% jest możliwe, ale do tego potrzebne jest finansowanie dotacjami a nie kredytami. Realnie patrząc energia z węgla jest w dalszym ciągu najtańsza i każda regulacja w zakresie OZE musi być przez kogoś sfinansowana. Przez producentów energii lub przez odbiorców (pewnie nie będą z tego zadowoleni). Wymuszenia prawne UE np. dyrektywa 2001/77/EC w sprawie uzyskania 7,5% energii elektrycznej z OZE nie jest w Polsce do zrealizowania. Jakie będą tego konsekwencje? Może Pan zna na to pytanie odpowiedź?
Pozdrawiam
Dariusz Głowacki

Grzegorz Wiśniewski pisze...

Znowu trafiło mi sie trudne, aczkolwiek zasadne pytanie, związane z nieuchronnoscia kar za za niewywiązywanie się z obowiązkow nakładanych w postaci dyrektyw na państwa członkowskie UE. Temat jest szeroki i dotyka nie tylko systemu prawa UE, ale i polityki. Poprzedni rząd np. wydawał sie w niektórych sprawach nieporuszony karami które mogła wyznaczać Komisja Europejska czy w trybie odwoławczym Europejski Trybunal Sprawiedliwosci i zecydowany je płacić (z kieszeni krajowego podatnika), w imię realizacji swoich celów. Tak więc nie tylko o formalna nieuchornność kar tu chodzi.

Ale wracając do konkretnego przykładu z dyrektywa 2001/77/WE, wypada na początek sie zgodzić, że rzecywiście Polska nie wypełni celu 7,5% udziału energii z OZE w bilansie zuzycia energii elekrycznej brutto w 2010 r. (w przybliżeniu 10,4% udziału zielonej energii w bilansie energii elekrycznej sprzedanej odbiorcowm końcowym). Wydaje się że 2007 r. był ostatnim, w którym wewnętrzny cel posredni (roczny) został przez przesiębiorstwa energetyczne zobowiązane, wypełniony. Wiem, że niebezpiecznym byłoby rozmywanie obowiązku, ale od siebie dodam jednak, że może lepiej nie wypełnić celu wewnętrznego na 2008, czy nawet oficjalnego na 2010, jezeli w dalszym ciągu miałoby to polegać na zwiekszaniu roli współspalania biomasy z węglem, bo to jest równoznaczne z ograniczaniem możliwości rozwoju innych, bardziej efektywnych, czasami nawet tańszych i zdecydowanie bardziej przyszlościowych opcji. Ten ostatni argument jest szczególnie ważnym, w sytuacji kiedy ustanawiane są nowe cele na 2020 r.

I tu pojawia się możliwość negocjacji pomiędzy krajami członkowskimi UE, a Komisją Europejską, co ma też związek z szerszym rozumieniem "nieuchroności kary". Jeżeli cel nie jest osiągniety w 2010 r., ale kraj członkowski udowodni, że jest na dobrej drodze, wobec znanego celu na 2020 r. (w tym celów pośrednich wskazanych w projekcie obencej dyrektyw ramowej), zapewne Komisja Europejska bedzie skłonna przyjąć dobrze udokumenowane argumenty i wyznaczyć krotki okres naprawczy. Dodam, że do tej pory w oficjalnych raportach z wdrażania dyrektwy 2001/77/WE, Polska nie była wskazywana (na razie na zsadzie "blame and shame") jako kraj nie realizujący zobowiązania i to także otwiera jakąs droge do dyskusji w przyszłości.

Przyznam, że w szczególnosci w przypadku dyrektywy 2001/77/WE jest jezcze jeden drobny problem z egzakucja kary za niewypelnienie obowiązku. To pierwasza "odnawialna" dyrektywa i swego rodzaju pilotaż. Dodam, że na etapie rozpoczynania prac w Parlamencie Europejskim, jeszcze na początku 2000 r., ta dyrektywa (projekt) miała zupełnie inna nazwę i dotyczyc miała liberalizacji rynku energii. Projekt przeszedł poważną ewolucję, takze w efekcie blokowania przez grupy związane z tradcyjna energetyką. Znamy jego ostateczną wersję, ale pewnym mankamentem tego dokumentu z punktu widzenia nieuchronnosci kary, jest fakt, że cel (dla Polski 7,5%) zapisany jest jako "indykatywny". W kolejnej już "odnawialnej" dyrektywie - 2003/30/WE - o poromocji biopaliw jest już wyraźnie mowa o celu obowiązkowym. Nie mam tu pełnej wykladni prawnej, ale choć wiem, że zapis o celach "indykatywnych" jest czasami kwestionowany jako bezwzględny obowiązek, to wydaje mi się, że Komisja Europejska od strony formanej, wychodząc z ogólnych przepisow prawa UE, byłaby w stanie wyegzekwować nawet tak "miękko" sformułowany obowiązek. Może to być jednak wykorzystywne przez niektore kraje jako domniemana okoliczność łągodząca w ewentualnym sporze z Komisja Europejska?

Znowu jednak dodam, że Komisja ma szczególnie silne w tym zakresie argumenty, wobec krajow szczodrze korzystających z pomocu UE w ramach funduszy spojnosci i funduszy strukturalnych. Nie wywiązywanie się bowiem z realizacji zobowiazań w postaci dyrektyw, może upoważnić Komisję Eurpejską do wstrzymania tej pomocy, a na to politycznie nawet tak eurosceptyzne rządy jak nasz poprzedni nie moga sobie pozwolić.

Nie bez znaczenia pozostaje też presja innych krajów (szczebel Rady Europy, a nie Komisji Europejskiej), ktore nie będa godzić sie na pracowanie za maruderów czy udawaczy. Jestem przekonany, że własnie z tego powodu, poczucie stanowienia twardego i konkretnego prawa w UE narasta i że nowa dyrektywa ramowa z celami na 2020 r. nie będzie pod tym wzgledem pozostawiała już żadnych wątpliwosci.

NDR pisze...

cytat z notki pod tytulem: "Ministerstwo Gospodarki do czerwca przedstawi politykę energetyczną Polski do 2030 r."
zdrodlo: http://gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33181,4889796.html
"Wzrost spożycia energii elektrycznej prognozowany był na 109%, energii ze źródeł odnawialnych - o 49%, a gazu - o 33%."
Dla mnie te liczby swiadcza o planowanym zmniejszeniu udzialu energii ze zrodel odnawialnych. Zreszta caly projekt jest dosyc marnej jakosci.

Grzegorz Wiśniewski pisze...

Witam ponownie w sprawie "15%", a w szczegolności w sprawie powyżej przytoczonej notatki dot. wypowedzi przedstawiela Ministra Gospodarki nt projektu nowej polityki energetycznej do 2030 r. Przyznam, że ministerstwo mnie ciagle zasakakuje niezabadanymi meandrami swojej polityki i komunikacji spolecznej.
Projekt nowej polityki energetycznej jaki znam, z wrzesnia 2007 r. "prognozował" udział energii ze źródeł odnawialnych w 2020 r. na 9% (udział w energii pierwotnej, ok. 11% w energii końcowej, dodam dla porządku że obecnie udział w energii końcowej jest szacowny na ok, 7,2%). Niewielki udział OZE uzasadniony miał byc nie tylko "niewielkim jego potecjałem" ale tez wzrostem zapotrzebowania na energię, ktory rozwadniał "odnawialne procenty". Wdawało się, że wraz z umiarkowaną 15% propozycją Komisji Europejskiej z 13 stycznia, trzeba będzie jednak owe nieudokumentowane 9% (11%) podnieść do 15% i jednoczenie odpowiednio obnizyc udział energii z wegla (druga noga pakietu 3 x 20% zwiazana z limitami CO2), ponownie rozwazyc opcje jadrowa, w szczegolnosci jej zasadność w zestawieniu z trzecia noga 3 x 20% - obnizeniem zapotrzebowania na energie końcową o minimum 1% rocznie. W notatce wszystko w zasadzie pozostaje zgodne z poprzednią wersja projektu polityki; najbardziej rośnie zapotrzebowanie na energię, "odnawialne" tylko o 49% a powinny o minimum 200% przy tak dużym wzroscie zapotrzebowania na energę, rośnie też (to jest zresztą dla mnie zrozumiałe), ale w stosunku do propozycji z wrzesnia znacznie wolniej zapotrzebowanie na energię elektryczną (tylko do 109% obecneo zapotrzebownia). Prawdę mówiac nie jestem w stanie nadać tym informacjom jakiegoś sensu i chyba nie ma potrzeby jego tu dochodzić.
Dość kuriozalnie dla mnie brzmią też zapowiedzi że "dokument będzie zawierać programy wykonawcze, m.in. czysty węgiel, program rozwoju energetyki jądrowej, program prywatyzacji, program rynek energii i program wzrost konkurencyjności". Ani słowa o efektywności energetycznej, strategii ograniczania emisyjnosci czy programie wykonawczym dla energetyki odnawialnej (do opracowania takich programow rzad bedzie zobligowany i tak omawiana tu dyrektywą ramowa).

Jezeli w tym nie ma sensu, to być może chodzi bardziej o lobbing i bieżącą "politykę", a mniej o energtykę per se. Podejrzewam, że jest to wystąpienie mające ugłaskać "wielkich" i wpływowych energetyków w momencie dyskusji o przydziele przez ministerstwo Środowiska zezwoleń na emisje CO2.

Do tak postawionej tezy nietrudno oczywiscie o argumenty. Tez w Gazecie Wyborczej, z 13 lutego w artkule "Czekają nas mniejsze podwyżki cen prądu - elektrownie dostaną więcej zezwoleń na emisję CO2" http://gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33181,4922916.html , anonomowy przedstawiciel Ministerstwa Srodowiska stwierdził "projekt (podziału uprawnień do emisji - przyp aut.) z grudnia nie miał szans na przejście przez rząd, bo siła przebicia energetyki jest zbyt duża, a podwyżki cen prądu zbyt drażliwe społecznie".

Dopóki energetyka zawodowa bedzie tak wpływowa, a rzad i jego zaplecze tak słaby, dopóty takie będą polityki energetyczne i środowiskowe. Inne teza może brzmieć tak, rząd nie jest slaby tylko cwany i "rżnie głupa" , przyjmując taktykę mówienia na zewnatrz że wspiera "słuszne" dązenia sektora i chce mu nieba przychylic, ale pod koniec 2008 r. powie mu "chłopy, bardzo chcielismy ale ta brzydka UE zmusiły nas do niekorzystnych dla was rozwizań i teraz martwcie sie sami". Odwlekanie decyzji i mamienie byłoby pewnie dla energetyki groźniejsze niż zaczęcie terapii już teraz.

I jeszcze jedno, moim zdaniem niezależnie od tego ile zezwoleń wplywowa energetyka zabierze hutnikom, chemikom i innym, podwyżki cen energii i tak będa, gdyż energetyka w stosunku do innych branż jest najbardziej zmonopolizowana i nie przepusci okazji aby zarobic "w starym stylu", zanim nie dotrze do nas liberalizacja w praktyce.

R.Ciach pisze...

Dyskusja dot. autorskiej prognozy IEO sposobu osiągnięcia 15% udziału OZE w Polsce w 2020.
1. Wydaje się koniecznym wyjaśnienie jaki resort lub resorty są odpowiedzialne za realizacje i osiągnięcie 15% udział OZE w 2020 oraz jakie są konsekwencje nieosiągnięci tego udziału!
2. Brak odpowiedzialnego resortu za powyższy cel, powoduje brak spójności polityki uzyskania 15% energii odnawialnej w 2020 roku z koniecznością zmniejszenia emisji CO2. Chociaż od strony merytorycznej wydaje się to oczywiste – to realizacja powyższych obu celów jest rozdzielona na różne resorty i nie jest ze sobą związana.
Np. Zakład energetyczny może kupić energię elektryczną pochodzącą z OZE albo zapłacić opłatę zastępczą. Podobnie jest z zakupem uprawnień do emisji CO2. Zakład może więc dowolnie kupić uprawnienia do emisji CO2, podnieść cenę prądu lub zmniejszyć produkcję, nie interesując się zwiększeniem udziału energii odnawialnej w skali krajowej.
Prowadzić to może do skrajnych rozwiązań np. w 2013 r., do aktualnej ceny prądu 140 PLN/MWh trzeba będzie dodać 120 PLN/MWh za kupno uprawnień do emisji CO2 (przy założeniu, że wyprodukowanie 1 MWh towarzyszy wyemitowanie do atmosfery 850-1000 kg CO2). Podwyższy to cenę prądu dwukrotnie. Dla energetyki może to być najprostsze założenie, z punktu widzenia ekonomicznego i interesu zakładu.
Wydaje się więc koniecznością przeanalizowanie składowych cen sprzedaży energii elektrycznej, ponieważ zasadniczy koszt tzn. zakupu i przesyłu energii jest rzędu poniżej 50% ceny sprzedaży energii, w pozostałych 50% powinien znaleźć się inwestycyjny koszt energii ze źródeł odnawialnych – podobnie jak jest to w niemieckim przemyśle energetycznym.
3. Jeśli optymistycznie założymy, że teraz mamy 5% energii ze źródeł odnawialnych, to uzyskanie dalszych 10% w roku 2020 z różnych rodzajów OZE budzi pewne uwagi:
- w przypadku biomasy – konieczne jest przeznaczenie ok.. 2 500 000 ha – na cele energetyczne tzn. ok. 15% powierzchni wszystkich gruntów uprawnych Polski (jak podaje np. prof. Popczyk); co spowoduje odpowiednie konsekwencje wzrostu cen artkułów rolnych
- zaś w perspektywie ogniw słonecznych – potrzebne by jedynie 216 000 ha czyli ok. 0,07 % całkowitej powierzchni Polski, dla zabezpieczenia całkowitego zabezpieczenia kraju w prąd.

Grzegorz Wiśniewski pisze...

Witam Panie Profesorze,
Dziękuję za podniesienie trzech problemów, w których dodam mieści się wiele innych, bardziej szczegółowych. Jednak dla uproszczenia, a początek postaram się je jeszcze bardziej zagregować. To co poruszył Pan w p. 1 i 2 to w zasadzie odwieczny (raczej nie do szybkiego rozwiązania :) problem „pokawałkowanej” polityki resortowej, a nie jej syntezy często nazywanej „polityka zrównoważonego rozwoju”. Tak jak mieszczanie w wierszu Tuwim o takim właśnie tytule „widzą wszystko oddzielnie, tu pies, tam zając a tu krzesło….”, tak też resorty zajmują się swoimi problemami podług tzw. „ustawy kompetencyjnej” i nawet trudno się dziwić, że jeden z nich odpowiada za redukcje CO2, a drugi za rozwój energetyki odnawialnej. Zasadniczy problem jest w tym, że sprawy te nie są skoordynowane. Osobiście nie wierzę w doraźną koordynację (raczej ścieranie się interesów w obliczu presji z zewnątrz) robioną na forum rady ministrów. Większe nadzieje pokładałbym we wspólnym i proaktywnym przygotowaniu jednolitego dokumentu państwowego, który byłby spójną odpowiedzią na wszystkie trzy elementy pakietu eko-energetycznego UE „3 x 20%”. Ale rząd (i ten obecny i ten poprzedni) na takie podejście się nie zdobył, przez co wydaje się, jakby miał zamiar ponosić 3 razy te same koszty aby uzyskać ten sam efekt końcowy. Energetyka zawodowa, także zdaje się oddzielnie patrzyć na odnawialne źródła energii i limity emisji jako albo niezależne źródła kosztów, albo nadzwyczajnych przychodów (sprzedaż „hot air” lub łatwo zarobionych na współspalaniu biomasy z węglem zielonych certyfikatów. Odbiorca końcowy za to myśli głownie o oszczędzaniu energii, a w dwu pozostałych dwudziestkach widzi tylko źródło dodatkowych kosztów. W takim systemie nietrudno i o „double counting” (głownie rzeczywistych kosztów lub wirtualnych korzyści) i o nonsensy, które Pan Profesor był łaskaw ujawnić/ponazywać powyżej.
Przyznam jednak, że nie bardzo potrafię na to coś zaradzić. Wiem, że w Niemczech (na które się Pan zresztą powołuje w swoim komentarzu), takie szerokie i uzgodnione studium „odnawialno-klimatyczne”) o jakim wspomniałem wyżej, zostało wykonane na zamowienie tamtejszego rządu w połowie 2007 roku, w ramach przygotowywania się do rozmów z Komisją Europejską przez doświadczone zespoły badawcze (DLR, „Fraunhofer”, „Wuppertal”…) . Jego wyniki zostały szeroko skonsultowane wewnątrz kraju. W Polsce żadnej większej debaty na tak szeroko sformułowany temat nie było. Może dlatego że rząd postanowił się „zanegocjować” w gabinetach ministerialnych z Komisja Europejka i bardziej strzec przed tzw. opinią publiczną swoją skromną zresztą wiedzę w tym zakresie przez wyparowaniem niż myśleć o jej wzbogaceniu w wyniku debaty publicznej. Zresztą do takiej pracy trzeba silnego interdyscyplinarnego zespołu i odpowiednio dużo czasu (o środkach już nie wspominając) , a nie jestem pewien ja czy jest tu z naszym kraju z czego wybierać… Wobec ciągle słabego pod tym względem merytorycznie rządu i rozproszonych po Polsce „grupek wiedzy”, o podziale kosztów i zysków z pakietu 3 x 20% zadecyduje zapewnie siła lobbingu silniejszych podsektorów i podziału doraźnych interesów . Nie musze dodawać, że najprawdopodobniej nie będzie to rozwiązanie optymalne ani dla kraju, ani na dłuższa metę dla przedsiębiorstw energetycznych. Przykro mi, że tak jakoś pesymistycznie i bez wiary mi się to tym napisało.
Na razie mniej poświecę trochę mniej refleksji trzeciemu problemowi zasygnalizowanemu przez Pana w komentarzu. Wątek związany z przewagą energetyki słonecznej (też energetyki wiatrowej) nad biomasą już wielokrotnie pojawiły się na tym blogu, w szczególności w komentarzach do wpisów „Wątpliwości odnośnie wykorzystania potencjału rolnictwa w energetyce” http://odnawialny.blogspot.com/2008/02/wtpliwoci-odnonie-wykorzystania.html oraz „Ewolucja czy rewolucja energetyczna” http://odnawialny.blogspot.com/2008/01/ewolucja-czy-rewolucja-energetyczna.html
Osobiście sądzę, że w dłuższej perspektywie energetyka wiatrowa i słoneczna wygrają z biomasą, ale z uwagi na trudności w odzwierciedleniu długookresowych korzyści w rachunku ekonomicznym i inercję systemów gospodarczych i technicznych, do 2020 r., ta ostatnia odegra jednak kluczową role w „renewable energy mix”. Obawiam się że nie zmienią tego nie tylko opinie na „odnawialnym” blogu, ale też np. wypowiedzi laureata Nagrody Nobla w dziedzinie Chemii – Paula Crutzena, który wyraźnie twierdzi, że biodiesel rzepakowy jest nawet 1,7 razy bardziej niekorzystny pod względem emisji CO2 niż olej napędowy, a bioetanol z kukurydzy (w wydaniu amerykańskim) jest 1,5 raza pod tym względem gorszy niż benzyna http://www.atmos-chem-phys-discuss.net/7/11191/2007/acpd-7-11191-2007.html, czy też dyskusja na blogu chemicznym http://prospect.rsc.org/blogs/cw/?p=xxx

GDP pisze...

http://energetyka.wnp.pl/energia-odnawialna-polsce-grozi-ponad-miliard-euro-kary-rocznie,51156_1_0_0.html

zapewne większosć z czytelników bloga Pana Grzegorza miała okazję przeczytać ten artykuł więc tylko ogranicze się do pełnego troski komentarza - skąd Polska ma wziąć 15%? No teraz to juz raczej nie ma na to szansy... ;)