Cztery stawki zamiast jednej
30 października 2026 r. Prezes URE ogłosił stawki opłaty mocowej na 2027 rok (Informacja nr 51/2026). Dla odbiorców innych niż gospodarstwa domowe — czyli dla firm, przemysłu i instytucji — po raz pierwszy w historii mechanizmu ustalono nie jedną, lecz cztery różne stawki kwartalne:
|
Kwartał 2027 |
Stawka [zł/kWh] |
|
I (I–III) |
0,1925 |
|
II (IV–VI) |
0,2141 |
|
III (VII–IX) |
0,1984 |
|
IV (X–XII) |
0,1950 |
W latach 2021–2026 obowiązywała jedna płaska stawka roczna (w 2026 r. — 0,2194 zł/kWh). Zmiana wygląda na czysto techniczną, ale niesie bardzo konkretny sygnał cenowy. I jest to sygnał ustawiony odwrotnie, niż wymaga tego transformacja energetyczna.
Najpierw o mojej sierpniowej prognozie
W sierpniu, w analizie na tym blogu, prognozowałem na 2027 r. stawkę rzędu 0,22 zł/kWh. URE ustalił średnio ok. 0,20 zł/kWh — czyli o blisko 10% mniej. Warto powiedzieć wprost, gdzie tkwiła różnica, bo jest pouczająca.
Najważniejsze założenie prognozy sprawdziło się niemal idealnie: koszt wrześniowej aukcji uzupełniającej na 2027 r. (ok. 2,4 mld zł) wyszedł prawie dokładnie tak, jak zakładałem. Rozjazd wziął się z czego innego — z przełożenia kosztu na stawkę: z salda rachunku opłaty mocowej (nadwyżka z rozliczeń obniża kwotę do pobrania) oraz z nieco większej bazy energii, na którą ten koszt się rozkłada. Pomyliłem się więc co do poziomu, nie co do kierunku kosztów.
I właśnie dlatego poziom opłaty nie jest tu najważniejszy. Ważniejsze i trwalsze jest to, jak ten koszt rozłożono w czasie.
Najdrożej wtedy, gdy sieć najczystsza
Najwyższa stawka — 0,2141 zł/kWh — przypada na II kwartał, czyli na miesiące najwyższej generacji z OZE: długie, słoneczne dni, silną produkcję fotowoltaiki i wiatru, nadwyżki taniej i czystej energii. Najniższa (0,1925 zł/kWh) obowiązuje zimą. Innymi słowy: opłata mocowa od jednostki energii jest najwyższa dokładnie wtedy, gdy energia jest najtańsza i najmniej emisyjna.
Skąd ten wzór? Mechanicznie wynika z konstrukcji opłaty: całkowity koszt rynku mocy jest stały, a pobiera się go od energii zużytej w godzinach szczytu. Wiosną pobór z sieci w tych godzinach jest najniższy (dużo autokonsumpcji z PV, łagodna pogoda), więc aby zebrać przypadającą na ten kwartał część kosztu, regulator musi ustawić wyższą stawkę jednostkową. Im zieleńsza sieć, tym mniejsza baza — i tym wyższa stawka za kWh.
To nie jest spisek przeciw OZE. To gorzej: to automatyzm wpisany w sposób naliczania, który — jeśli regulator go nie skoryguje — będzie karał zieloną energię co roku. A wpływy z opłaty mocowej trafiają w przeważającej części do jednostek węglowych i gazowych. Odbiorca, który świadomie przenosi zużycie na wiosenne godziny taniej fotowoltaiki, płaci za tę „cnotę” najwyższą składkę na utrzymanie bloków kopalnych.
Niewykorzystana szansa
Ustawa daje Prezesowi URE realny margines decyzji: to on wyznacza zarówno godziny poboru opłaty, jak i od tego roku jej kwartalne zróżnicowanie. Tej swobody można było użyć, by złagodzić obciążenie czystych godzin. Nie użyto.
Godziny poboru pozostały bez zmian: piętnaście kolejnych godzin doby w dni robocze, od 7:00 do 21:59, jednakowo we wszystkich kwartałach (Informacja URE nr 50/2026). Ten blok obejmuje południowy szczyt produkcji fotowoltaiki — moment, w którym ceny hurtowe bywają zerowe lub ujemne, a system wręcz zachęca do zwiększania poboru. Zamiast obniżyć opłatę w godzinach nadwyżki OZE (co proponowałem w sierpniowej analizie na tym blogu), regulator utrzymał tępy, całodzienny blok i dołożył do niego kwartalne zróżnicowanie uderzające w najbardziej zielony kwartał.
-Nie poziom opłaty, lecz jej profil. Dobrze zaprojektowana opłata powinna przesuwać popyt tam, gdzie energia jest tania i czysta. Ta robi dokładnie odwrotnie.
Czego URE nie zepsuł i kto/co za wzrost kosztów odpowiada?
Trzeba być uczciwym co do tego, czego ta decyzja nie zmienia. Podział na kwartały jest neutralny przychodowo: URE nie ustala wysokości całkowitego kosztu rynku mocy, a jedynie rozkłada go w czasie. Suma pobrana przy czterech stawkach kwartalnych jest w przybliżeniu taka sama jak przy jednej stawce płaskiej. Co więcej, średnia stawka na 2027 r. (ok. 0,20 zł/kWh) jest nawet nieco niższa niż w 2026 r. (0,2194 zł/kWh). To nie jest spór o wyższy rachunek — to spór o sygnał i o to, kto w obrębie tej samej kwoty zapłaci więcej.
Całkowity koszt jest zdeterminowany gdzie indziej: w ustawie o rynku mocy z 2017 r. i w wynikach aukcji prowadzonych na jej podstawie, z których zdecydowana większość nakładów trafiła na nowe i istniejące bloki węglowe i gazowe, często w kontraktach 15- i 17-letnich. To te zobowiązania, zaciągnięte za poprzednich rządów, obciążają rachunki aż do połowy lat 40. URE kroi ten tort — nie piecze go.
Dlatego ostrożnie z tezą o „kalendarzu wyborczym”. Można zauważyć, że najwyższa stawka wypada wiosną, z dala od jesieni — ale dane jej nie potwierdzają: najniższa stawka to I kwartał (0,1925), a nie IV (0,1950). Wzór po prostu podąża za bazą energii, nie za terminarzem politycznym. Prawdziwy problem jest trwalszy i poważniejszy niż jakakolwiek elekcja: jest wbudowany w samą konstrukcję opłaty.
Co powinno się zmienić
Rozwiązania są znane i leżą w zasięgu regulatora oraz ustawodawcy:
- Racjonalizacja godzin poboru — obniżona lub zerowa opłata w godzinach nadwyżki OZE (południowy szczyt PV), tak by składka nie obciążała energii, której system i tak ma za dużo.
- Profil kwartalny zgodny z transformacją, a nie wbrew niej — jeśli już różnicować sezonowo, to nie karać kwartału o najwyższym udziale OZE.
- Nagradzanie elastyczności — czytelniejsze sygnały dla DSR, magazynów energii i odbiorców przesuwających pobór; firmy mogą i powinny reagować magazynami ciepła i energii, ale potrzebują do tego właściwej taryfy.
- Docelowo — przegląd samego mechanizmu i ograniczenie kopalnego „lock-inu”, zanim kolejne aukcje domkną koszty na następną dekadę.
Unijny Plan Działania na rzecz Elektryfikacji nie rozwiąże tego za nas — problem jest krajowy i regulacyjny. Interesu odbiorców nie broni płaska suma, która po cichu najmocniej opodatkowuje czyste godziny. Broni go opłata, która ciągnie popyt ku energii taniej i czystej. Decyzja URE na 2027 r., w granicach wąskiego mandatu poprawna rachunkowo, tę szansę zmarnowała.