niedziela, czerwca 02, 2019

Beztroskie wyczekiwanie na wzrost cen energii po 2019 roku staje się niebezpieczne dla gospodarki i całego państwa


Mija rok od początku skokowego  wzrostu cen energii elektrycznej. Nikt nie dokonał solidnej diagnozy problemu. Energetycy beztrosko lub cynicznie tłumaczą wszystko wzrostem cen uprawnień do emisji CO2, bez poodejmowania działań mitygujących, na zasadzie „niech się martwią politycy”. Politycy z kolei koncentrują się wyłącznie na doraźnych działaniach wokół ustawy o zamrożeniu cen prądu, obliczonych na mniejszy lub większy efekt w 2019 roku i zdają się nie dostrzegać że ceny są związane z kosztami, a te dalej rosną i niestety – wobec braku działań - będą rosły

Raport o inflacji Rady Polityki Pieniężnej NBP (z marca 2019r.) zakłada, że zamrożenie cen energii elektrycznej w ustawie z 28 grudnia 2018 r. dotyczy jedynie 2019 r. W ścieżce „centralnej prognozy inflacyjnej” przyjęto zatem, że od 2020 r. taryfy, także dla gospodarstw domowych, będą kształtować się zgodnie z wcześniejszymi mechanizmami (przy uwzględnieniu jedynie utrzymania obniżonej akcyzy i opłaty przejściowej). Autorzy przyznają, że ważnym źródłem niepewności dla przyszłej inflacji jest kształtowanie się hurtowych cen energii elektrycznej oraz rozłożenie w czasie wpływu zmian tych cen na taryfy dla odbiorców końcowych, ale przyjmują że ceny wszystkich nośników energii wzrosną  (liczone r/r) jedynie o 1,2% w br. roku i o 4,3% w 2020 roku (niestety, przy zmniejszeniu się wkładu cen paliw i energii na koszyk inflacyjny w UE, co relatywnie dodatkowo pogarsza sytuację polskich przedsiębiorców). Oznaczać to może,  biorąc pod uwagę udział energii elektrycznej w koszyku indeksu cen wszystkich nośników energii , że w prognozie inflacyjnej przyjęto założenie o  znacznie wyższym wzroście cen samej energii elektrycznej w 2020 roku.

Docelowo i na trwałe metodami prawnymi nie da się zahamować wzrostu cen, przynajmniej dla znaczącej grupy odbiorców. Nieunikniony wzrost cen energii elektrycznej wynika zasadniczo z przesłanek fundamentalnych. Wpływ na to ma kilka czynników, a przede wszystkim

  1. ciągle wysokie ceny węgla kamiennego w Polsce (i rosnące koszty)
  2. rosnące ceny uprawnień do emisji CO2
  3.  konieczność  modernizacji  części  bloków  energetycznych  dostosowujących  je  do restrykcyjnych norm emisji BAT
  4. konieczność  budowy  nowych  mocy  wytwórczych  w  związku  z  rosnącym zapotrzebowaniem w energię, przy niezwykle kosztotwórczej obecnej polityce inwestycyjnej w energetyce
  5. zmonopolizowanie rynku przez skonsolidowane państwowe  grupy energetyczne, łączące w jednym ręku wytwarzanie i obrót energią (możliwość manipulowania cenami hurtowymi niezależnie od rzeczywistego średniego jednostkowego kosztu wytwarzania i dyktat cenowy wobec odbiorców energii).
Pomijając  udział czynnika nr 5 (symptomy problemu w postaci jednostkowych manipulacji ujawnił  Prezes URE, kierując zawiadomienia do prokuratury), ale uwzględniając pozostałe, Instytut Energetyki Odnawialnej (IEO) bazującej na założeniach projektu „Zintegrowanego planu klimatyczno-energetycznym do 2030” (przesłanego w styczniu br. przez Ministerstwo Energii do akceptacji Komisji Europejskiej) zaktualizował prognozę kosztów energii. Zgodnie z nią koszt wytwarzania energii elektrycznej w Polsce w latach 2018-2020 wzrośnie o niemal 50% (w cenach stałych, bez inflacji), odpowiednio z 191 zł w 2017 roku do 274 zł/MWh w 2019 roku i  283 zł/MWh w 2020 roku. Pełny raport będzie dostępny wkrótce. Niestety poprzednia prognoza IEO, zwiastująca  problemy (i trend wiodący do tego aby ceny energii w Polsce były najdroższe w UE), opisana we wpisie blogowym z 17/06/2018  To było nieuniknione - energia elektryczna drożeje; o fundamentalnych przyczynach wzrostu cen” - okazała się zbyt ostrożną.

W przypadku prognozy „gołych” kosztów ustawa o cenach prądu nie ma znaczenia, ale zamrożenie cen w 2019 roku, przy rosnących kosztach da olbrzymi cen energii w 2020 roku (lub dalszych latach, o ile rząd zdecydowałby się dalsze narażanie spółek państwowych na straty przedłużając obecny nieskuteczny mechanizm rekompensowania wytwórcom energii części wzrostu cen także w kolejnym roku, przedłużając tym samym stan paraliżu inwestycyjnego).
Rys. 1. Prognoza kosztów energii w Polsce w oparciu o miks energetyczny zaproponowany przez Ministerstwo Energii w projekcie KPEiK. Źródło: prognoza IEO.

Energetyka jest, zgodnie ze Strategią na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju, „obszarem wpływu” na gospodarkę i życie obywateli. W tym kontekście największym problemem jest trwały, wzrostowy trend kosztów w energetyce. Przy drastycznie rosnących kosztach nie będzie możliwości uniknięcia wzrostu cen w 2020 roku, przynajmniej dla firm (w szczególności dla MŚP) i samorządów. Wzrosty cen energii dla firm spowodują utratę konkurencyjności gospodarki. Już w 2016 roku najmniejsze  MŚP o zaczęły płaci za energię elektryczna o 36% więcej niż w Niemczech, a od dawna płacą więcej niż średnia w UE (rysunek). Niekorzystny trend się pogłębia i coraz silniej dotyczy także większych odbiorców energii.

Rys. 2. Trendy ceny energii dla MŚP w Polsce, DE i UE zużycie 20 MWh/rok. Dane Eurostat. Oprac. IEO

Wysokie ceny energii wcale nie będą się przekładać na wzrost zysków państwowych spółek energetycznych, gdyż coraz szerzej (nowe dyrektywy UE, oferta giełdy energii TGE, umowy PPA) otwierają się możliwości kupowania przez przemysł  tańszej i mającej dla firm i ich klientów dodatkową wartość ekologiczną energii elektrycznej z krajów UE oraz tworzone są nowe  możliwości rynkowe dla autoproducentów (energetyka przemysłowa). Ustawa o cenach prądu przyspieszyła  odsłonięcie innego rodzaju problemu.

Państwowe koncerny energetyczne do ostatniej chwili nabywały lub budowały węglowe zasoby wytwórcze, a obecnie, z uwagi na ich rosnące koszty eksploatacyjne (oraz nasilanie się proekologicznych oczekiwań odbiorców energii), będą zmuszane do wyłączeń przynajmniej najmniej efektywnych  elektrowni węglowych i odpisów majątkowych. Zapomniały o doświadczeniach największych europejskich koncernów (incumbents) sprzed dekady, które przy spowolnieniu gospodarczym po przyjęciu pakietu klimatycznego z 2007 roku i zbyt późnym rozpoczęciu transformacji ku OZE, w latach 2008–2013 straciły 500 mld euro na wartości dla akcjonariuszy, a ich całkowite zyski spadły o prawie 30% (35 mld euro)- por. raport McKinsey&Co. Dopiero potem zaczęły się dramatyczne odpisy zasobów węglowych, teraz inwestując w OZE wychodzą ma prostą.

W Polsce, po dekadzie wiary w iluzje, jako pierwszy – słusznie, nawet jeżeli z konieczności  – ruch w tym kierunku podjął właśnie Tauron. Plany odejścia od węgla w kierunku OZE zakładają uzyskanie 25% energii z OZE w 2015 roku (głównie farmy wiatrowe i fotowoltaika), a w 2030 roku już  66% mocy wytwórczych ma być  zero- lub niskoemisyjnymi. Trzeba przyznać, że Tauron był zawsze najbardziej postępowym polskim koncernem  jeśli chodzi o generacje rozproszoną, w tym inwestycje prosumenckie OZE. Jako jedyny przygotował produkt „Tauron Fotowoltaika”, który miał funkcjonować w systemie „taryfy gwarantowanych” uchwalonych w 2015 roku, zanim po roku przepisy zmieniono na mniej korzystny system „opustów” i produkt przestał być atrakcyjnym. Obecny „zielony zwrot” Tauron powinien być doceniony przez giełdę, ale czy faktycznie znajduje on oparcie w polityce państwa i regulacjach? Znowu wypada wątpić.
W sytuacji kiedy koszty w energetyce zmniejszają
  • dekarbonizacja (patrz ww. czynniki 1-3; karbonizacja koszty podnosi)
  • inwestycje w OZE i dezinwestycje w energetyce węglowej  (czynnik 4)
  • decentralizacja, dywersyfikacja i dekartelizacja  (czynnik 5),
Polska nie koncentruje działań właśnie w obszarach w których są widoki na szybkie i trwale eliminowanie źródła eskalacji kosztów.

Tworzone instrumenty regulacyjne i finansowe są spóźnione, a często generują dodatkowe, niepotrzebne koszty w energetyce. W szczególności rząd niedostatecznie wspiera najtańsze OZE o największych potencjałach (energetyki wiatrowej i słonecznej i najkrótszych cyklach inwestycyjnych  (autoproducenci), i niedostatecznie energicznie eliminuje bariery inwestycyjne i ciągle nadmierne obciążenia administracyjne. Co prawda Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii przygotowało pakiet zmian pro-prosumenckich i wspierających autoproducentów (prosumentów biznesowych MŚP), którzy,  razem z energetyką przemysłową, powinni wziąć część odpowiedzialności za energetykę. Ale z uwagi na opór ze strony resortu energii, finansów, spraw wewnętrznych nosi on obecnie nazwę zaledwie „pakietu minimum”, a procedura uchwalenia ustawy się niebezpiecznie wydłuża. Harmonogram prac w zasadzie uniemożliwia wykorzystanie tegorocznej aukcyjni (najszybciej może być przeprowadzone dopiero jesienią) do zwiększania  produkcji energii w 2020 roku i zapewnienia istotnego wkładu w realizację zobowiązań OZE. Analizy NIK z ub. roku mówiąc o czekających Polskę w 2020 roku extra kosztach budżetowych  zakupu brakujących ilości zielonej energii w formie transferu statystycznego w krajach UE wynoszących 4 mld zł, czy tegoroczne (I kw.) wyliczenia IEO wskazujące na 5,2 mld zł, wobec opóźnień i paraliżu, szybko stają się silnie niedoszacowanymi. Ponadto opóźnienie inwestycji w OZE oznacza dalsze narastanie spirali kosztów w energetyce konwencjonalnej. Rząd jako całość nie potrafi dostrzec złowieszczej synergii opóźnień i zaniechań w energetyce (nie wspominając o braku empatii wobec przyszłego ministra ds. energii  i nowego rządu).

Troski o minimalizacje kosztów energii nie widać tez w stanowisko rządu dotyczące Rozporządzenia Parlamentu i Rady w sprawie Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego i Funduszu Spójności  na lata 2021-2027. Dokument jest sprzed roku, co tylko trochę może tłumaczyć brak wyczulenia w sprawie cen energii. Wobec tego co się z cenami dzieje od III kw. ub. roku stanowisko powinno zostać  aktualizowane. W stanowisku kierowanym do UE rząd RP „za wyjątkowo niekorzystne uznaje wyłączenie wspieranie inwestycji związanych m.in. ze spalaniem paliw kopalnych (…) oraz inwestycji realizowanych w instalacjach objętych EU ETS” i dalej uznaje, że „(…) zasadne jest uwzględnienie wsparcia instalacji objętych EU ETS, w tym niskoemisyjnych instalacji wytwórczych opartych na paliwach kopalnych”. Nie widać tu zrozumienia, że kogeneracja w oparciu o paliwa kopalne będzie podnosiła koszty energii i że znacznie korzystniej byłoby zaangażować środki dotacyjne UE w inwestycje CAPEX-owe (o prawie zerowych kosztach eksploatacyjnych), co nie wiązałaby się to z ryzykiem ich niewykorzystania lub zwrotu (trwałość projektów).  W kontekście coraz trudniejszej sytuacji spółek energetycznych należących do państwowego kartelu, pojawił się twardy postulat rządu, aby z finansowania „nie wyłączać dużych przedsiębiorstw ze wsparcia w sektorze energetyki odbije się negatywnie na inwestycjach związanych z produkcją energii z OZE lub z kogeneracji”. Nie dyskredytując całkiem postulatu rodzą się kolejne zagrożenia które warto rozważyć: a) czy słowo „lub” nie oznacza nadmiernych inwestycje w wielkoskalową kogenerację i związanych z tym kosztów na przyszłość b) wspieranie oligopolu kosztem małych, słabszych niezależnych wytwórców energii nie przynosi nigdy obniżki cen energii (obniża tylko nieznacznie dużym bieżące koszty ich funkcjonowania), c) wobec widocznej stałej utraty konkurencyjności państwach koncernów energetycznych, może dojść do ich przejmowania przez firmy zagraniczne (razem z dotacjami z UE, o które Polska tak usilnie walczy).

Po wynikach wyborów do PE widać, że polityka klimatyczno-energetyczna UE będzie z pewnością kontynuowana, a może nawet zaostrzana. Szkodliwe dla procesów inwestycyjnych i odbiorców energii, w tym prosumentów, staje się wmawianie sobie i innym, że „abstrahując od cen CO2, energią z węgla jest najtańsza”. Powodów inwestowania w OZE i szybszego niż obecnie odchodzenia od paliw kopalnych jest znacznie więcej. Dalsze mamienie odbiorców energii magią ustaw „prądowych” jest nieuczciwe. Stanowisko rządu wobec kształtu funduszy UE i wobec OZE oraz regulacji rynku energetycznego powinno być zrewidowane w oparciu o najnowsza wiedzę dotyczącą wpływu polityki państwa na koszty energii i konkurencyjność gospodarki. Firmy i obywatele powinni dostać wiarygodną informacje o sytuacji w energetyce i prognozach cen energii, aby mieć podstawę merytoryczną do podejmowania racjonalnych decyzji o inwestycjach w efektywność energetyczną lub prosumenckie OZE. Zapowiada się niezwykle trudny, nie tylko dla energetyki, rok 2020. Na szczeblu rządowym, parlamentarnym lub pod auspicjami Prezydenta powinien być powołany zespół do ciągłego monitorowania cen energii i skutków ich wzrostu dla określonych grup odbiorców. Dalsza ukrywanie informacji/brak debaty o narastających i niepokrywanych kosztach w energetyce oraz bezczynność wobec ryzyka spirali wzrostu cen energii stają się niebezpieczne dla całego państwa.

Brak komentarzy: