piątek, grudnia 19, 2014

Wolny obywatel, czy bezwolny odbiorca energii Konsekwencje odrzucenia poprawki prosumenckiej do projektu ustawy o odnawialnych źródłach energii



Chciałbym podzielić się z czytelnikami tekstem który powstał w Instytucie Energetyki Odnawialnej, w ramach wigilijnej dyskusji nad istotą energetyki prokonsumenckiej, w kontekście przebiegu prac Rządu RP i Sejmu nad projektem ustawy o OZE oraz w kontekście stosunku ustawodawcy do energetyki obywatelskiej, który najdobitniej ujawnił się w sposobie podejścia rządu i posłów do poprawki prosumenckiej posła Artura Bramory.

Instytut zwraca się do Sejmu aby nie odrzucać  mechanicznie  poprawki, tak jak to miało miejsce w  dotychczasowym przebiegu procesu legislacyjnego  i aby wykorzystać drugie czytanie projektu ustawy w Sejmie do poprawienia regulacji w kierunku pro-obywatelskim. Zwraca uwagę, że regulacja uchwalona w obecnym kształcie - bez poprawki prosumenckiej, może wolnych  obywateli uczynić bezwolnymi petentami przedsiębiorstw energetycznych.

Od siebie dodam, że takie zagrożenie jest o tyle groźne, że nie chodzi tu o zwykły błąd legislacyjny, ale błąd  o poważnych i nieodwracalnych konsekwencjach Trudno będzie bowiem przekonać ludzi do ponownej aktywności obywatelskiej w obszarze energii, także wtedy, gdy już wszyscy będą przekonani o takiej konieczności. Uchwalenie obecnej wersji projektu ustawy o OZE bez poprawki prosumenckiej, spowoduje że aktywni (jeszcze)  obywatele pozostaną „bezwolnymi petentami przedsiębiorstw energetycznych” na zawsze, no może za smutnym wyjątkiem, gdy swoje domy jednorodzinne – potencjalne zielone elektrownie -  zamienią na lokum w domu pomocy społecznej.
Szanowni  Posłowie, źle zrobicie jeżeli w tej sprawie będziecie działać mechanicznie, bez wykazania wrażliwości na kwestie fundamentalne.
Zapraszam do zapoznania się ze stanowiskiem Instytutu  Energetyki Odnawialnej.

W dniu 16 grudnia, na posiedzeniu Komisji Nadzwyczajnej do spraw rozpatrzenia rządowego projektu ustawy o OZE, jej członkowie zdecydowaną większością głosów odrzucili poprawkę dotyczącą wprowadzenia po raz pierwszy w Polsce systemu taryf gwarantowanych (FiT) dla najmniejszych wytwórców energii z OZE - mikroprosumentów. Wcześniej Podkomisja Nadzwyczajna w ogóle nie uwzględniła tej poprawki w swoim sprawozdaniu przekazanym Komisji. W efekcie, autor poprawki - poseł Artur Bramora - musiał od nowa zgłaszać poprawkę na posiedzeniu Komisji. Poprawkę negatywnie zaopiniował rząd. Wiceminister gospodarki Jerzy Pietrewicz, ocenił, że oznacza ona rozszerzenie katalogu prosumentów, a to "element większej dyskusji". Jednak wcześniej prezydium Podkomisji wraz ze stroną rządową do takiej dyskusji nie dopuściło. Poseł Bramora zapowiedział, że poprawkę zgłosi jeszcze raz w trakcie drugiego czytania projektu ustawy w Sejmie, jako tzw. wniosek mniejszości. Nie można jednak wykluczyć, że pojawią się inne, nieznane jeszcze obecnie przeszkody, które uniemożliwią dyskusję także na forum Sejmu.

Poprawka ta, spośród katalogu kilkudziesięciu innych zgłoszonych i rozpatrywanych najpierw przez Podkomisję, a potem przez Komisję, wzbudzała zdecydowanie największe zainteresowanie mediów, poparło ją kilkadziesiąt poważnych organizacji, obywatele podpisują petycję w tej sprawie. Przedstawiciele komisji powołanych do rozpatrzenia projektu ustawy nie chcą nawet na ten temat rozmawiać. Dlaczego? Czy poprawka jest niemądra? Czy propozycja zawiera jakieś groźne treści? A jeżeli stwarza zagrożenie, to dla kogo?

Poprawka daje obywatelom możliwość wyboru. Po 25 latach wolności chodzi o realną, a nie pozorną (taką oferuje obecny kształt projektu ustawy) możliwość wyboru pomiędzy kupowaniem energii od dostawcy, sprzedażą własnej energii z domowej mikroinstalacji do sieci lub produkcję na własne potrzeby. Poprawka wraz z uzasadnieniem jest sformułowana w sposób przejrzysty. Nie wydaje się być bluźnierstwem, które akurat w Sejmie wypada okładać klauzulą milczenia lub ignorować bez zapoznania się z jej istotą.

Problemu nie można zrozumieć bez kontekstu, w jakim projekt regulacji powstał. Czteroletni okres prac rządowo-parlamentarnych na projektem regulacji to zapis ociosywania wolnego obywatela, zwodzenia wyborcy i tworzenia z nich petentów korporacyjno-urzędniczej machiny oraz płatników utrzymujących tę machinę. Pierwsze wersje projektu ustawy autorstwa Ministerstwa Gospodarki z lat 2011-2012 kształtowane były z myślą o aktywnym obywatelu jako podmiocie regulacji. Kolejne wersje projektu ustawy z lat 2013-2014 to historia sprowadzenia obywatela do roli jednowymiarowego „odbiorcy energii”. Jest to żargon z Prawa energetycznego, który ma oznaczać konsumenta. Zdegradowana forma nieświadomego klienta ponoszącego opłaty, o którego mają zadbać fachowcy: energetycy i urzędnicy. Rząd zamiast dbać o tworzenie przejrzystego i prostego prawa, ostatecznie zaproponował projekt ustawy, którego zapisy są niezrozumiałe i niejasne  dla obywatela. Posługuje się językiem przedsiębiorstwa energetycznego i jest napisany w jego interesie, a dotychczasowe prace sejmowe nie doprowadziły do poprawy regulacji.

Ustawa o OZE miała pierwotnie uczynić z odbiorcy energii aktywnego konsumenta, czyli prosumenta, a uczyniła płatnikiem, nieświadomym sponsorem swojego dostawcy energii, któremu prosument za bezcen ma oddawać nadwyżki energii oraz urzędnika, który zainkasuje podatek pośredni z deficytowej (niejako z mocy ustawy) działalności prosumenckiej. Łatwo tę tezę potwierdzić odwołując się do znowelizowanego Prawa energetycznego, które od 2013 roku stało się kanwą prac nad projektem ustawy o OZE. Prosument może sprzedawać energię do sieci po cenie 0,14 zł/kWh, która stanowi zaledwie 43% ceny, po jakiej zmuszony jest kupować energię z sieci. Różnica (0,19 zł/kWh) jest w 2/3 dofinansowaniem dostawców energii i w 1/3 przychodem budżetu państwa. Proponowane w projekcie ustawy o OZE rozwiązania w postaci podniesienia ceny sprzedaży nadwyżek z 14 do 18 zł/kWh i nowych zasad rozliczania półrocznego praktycznie nie poprawiają sytuacji najmniejszych „mikroprosumentów”.

Komu zabiera prawa i korzyści, kogo naraża na straty i kogo najbardziej krzywdzi obecny projekt ustawy o OZE, w wersji bez poprawki prosumenckiej? Z danych Eurostatu wynika, że chodzi o  53,7 proc. Polaków mieszkających w domach jednorodzinnych, bo oni najłatwiej i najszybciej mogliby się stać prosumentami mającymi możliwość wyboru różnych mikroinstalacji. Ich domy stałyby się zielonymi elektrowniami i zielonymi ciepłowniami. Obywateli, których pozbawia się realnego prawa wyboru ciągle przybywa. Już obecnie stanowią oni większość społeczeństwa, a liczba osób przeprowadzających się corocznie z centrów miast do domów jednorodzinnych na wieś i obszary podmiejskie to 40-50 tysięcy. Wszystkie budynki jednorodzinne to ponad 46% budynków mieszkalnych. Autorzy „Strategii modernizacji budynków: mapy drogowej 2050” wskazują na konieczność termomodernizacji tych budynków z wykorzystaniem mikroinstalacji OZE i podkreślają, że nasze państwo tej grupie właścicieli budynków w ich modernizacji nigdy nie pomogło.

Bard wolności, Jacek Kaczmarski śpiewał „Słowa palą, więc pali się słowa: nikt o treści popiołów nie pyta”. I pouczał nas wszystkich: „Lecz niech czyta, kto umie, niech nauczy się czytać!”. Komisja sejmowa nie powinna bać się słów i nie ma prawa spalić poprawki prosumenckiej, a posłowie powinni ją przeczytać w trakcie drugiego czytania projektu ustawy i choćby w segmencie energetyki prosumenckiej poprawić regulację w duchu obywatelskim. Reprezentują bowiem wolnych, świadomych obywateli, którzy w efekcie stanowienia złego prawa stać się mogą bezterminowo bezwolnymi petentami przedsiębiorstw energetycznych.


Instytut Energetyki Odnawialnej, 18 grudnia 2014 roku

1 komentarz:

Mateusz Wiatrak pisze...

dziękuje za przytoczenie tego tekstu tutaj. jak zwykle można się tu dowiedzieć wielu ciekawych rzeczy, których nawet nie ma co szukać w ogólnodostępnych mediach.