niedziela, października 10, 2010

Prezydent Obama i Prezes Rączka budują kolektory słoneczne czyli o przetargach i zielonych zamówieniach publicznych w Polsce i w USA

Zanim przejdę do bohaterów wspisu, parę ogólnych refleksji.
W oczekiwaniu na polski KPD (projekt opuścił Ministerstwo Gospodarki MG i trafił na Komitet ds. Europejskich Rady Ministrów) czepiam się też przygotowywanego w MG programu energetyki jądrowej (PEJ). Ew. domniemana makiaweliczność tej strategii zasadza się na odpowiadającym mojej wrodznej megalomamii założeniu, że MG zdecyduje się na szybsze ujawnienie KPD, aby w końcu dać mi zajęcie i oderwać od krytyki PEJ :). W każdym bądź razie może wybierać :). Zanim KPD pojawi się jako jeden z ostatnich na platformie przejrzystości KE i zanim stanie sie przedmiotem zapowiadanej od Nowego Roku analizy na „odnawialnym”, zainteresowanym syntetyczną ilościową analizą porównawczą KPD zgłoszonych dotychczas przez 21 kraje odsyłam do strony projektu EEA/ECN temu właśnie poświeconemu (baza danych zawiera dotychczas zestawienie danych zawartych w KPD z 19 krajów). Polecam analizę jako wprawkę do zajęcia się już (mam nadzieje wkrótce) problemem „UE a sprawa polska”.

Oczekiwanie na dokumenty z MG, to także dobra okazja na zajecie się branżą energetyki słonecznej termicznej, która rozwija się dobrze, pomimo tego (?) że MG dotychczas jej rozwoju nie wspierało instrumentami Prawa energetycznego, a minister finansow instrumentami podatkowymi. W polskim KPD branża ta oczekuje m.in. na ulgi podatkowe, a nawet zielone certyfikaty i ile zastępowana jest energia elektryczna, ale do tej pory w Polsce dla energetyki słonecznej termicznej liczyło się wsparcie dotacjami UE (PO IiŚ, RPO) oraz dotacjami i kredytami krajowych funduszy ekologicznych będących w gestii Ministerstwa Środowiska. W krajowych funduszach ekologicznych (to jest wyjątek, z którego w UE możemy być naprawdę dumni), po tym jak środki z UE już w praktyce wydaliśmy, dostrzegam obecnie jedyny jasny punkt, jeśli chodzi o dostępne (w warunkach spowolnia gospodarczego, wzrostu cen energii i problemów z deficytem budżetowym) instrumenty wsparcia wdrożenia nowej dyrektywy o promocji OZE. Chodzi jednak o to, aby te istotne, ale ograniczone środki dobrze wykorzystać.
Obecny czas to okres zwiekszonego na swiecie interwencjonizmu panstwowego, glownie wlasnie poprzez dotacje albo na rozwoj infrastruktury albo zielonych technolologii. Na środki publiczne ma apetety wielka energetyka systemowa i dążenia te nazywa to w nomenklaturze prezydenta Trumana - nowym Planem Marshalla. Ale słowem kluczowym jest „dekapitalizacja” infrastruktury i nie jest to słowo kluczowe obecnie typowe dla OZE. Ten sposób myślenia, a nawet alarm uważam za zasadny, ale sektor OZE, a w zasadzie zieloni próbują nazwać ten sam problem inaczej – w języku innego prezydent Roosvelta – Nowym Zielonym Ładem (w Polsce NZŁ, w UE ang. GND). Obecnie Ameryka prezydenta Obamy wraca do NZŁ, Europa w swojej nowej strategii ‘2020 próbuje łączyć NZŁ, np. ELENA z koncepcją planu Marshalla dla energetyki. Prace nad połączeniem tych koncepcji trwają w KE i mowa jest o mld Euro srodkow publicznych na infrastrukture sluzacą OZE. Jeżeli przymniemy, że ma tu zastosowanie nie podział polityczny, ale resorowy, to koncepcję Planu Marshalla może wdrażać MG, a koncepcję NZŁ – MS, w gestii którego są właśnie fundusze ekologiczne, w tym w szczególności NFOŚiGW. Fundusze te są w szczególności niezwykle ważne dla energetyki słonecznej i innych małoskalowych technologii OZE. Są one ważne dla instytucji publicznych, MSP oraz osób fizycznych inwestujących w OZE w kierunku których swoim nowym programem na dotację z kredytem dla kolektorów słonecznych pochylił się NFOŚiGW. Problemowi efektywnego wykorzystania tego program, w tym sposobowi organizacji przetargów w tym kryteriów technicznych mechanicznie i często bezrefleksyjnie stawianych, poświęciłem jeden z ostatnich wpisów. Inny problem związany częsciowo także z dotacajmi to przetargi instytucji publicznych jako tzw. „zielone zamówienia” (z własnej inicjatywy wspieranej też dyrektywami UE oraz w Polsce) lub jako ubieganie się o środki z funduszy publicznych.
Temu, przy okazji ogłoszonego przetargu na budowę kolektorów słonecznych na budynku NFOSiGW oraz właśnie zapowiedzianego przetargu na instalacje kolektorów słonecznych na budynkach Białego Domu chciałbym poświęcić dalszą część tego wpisu (przepraszam za długi rozbieg :). Choć prezes NFOSIGW to (jeszcze ?) nie kolejny ziolony prezydent USA to porównanie okoliczności tych przetargów i zielonych zamówień wydaje się być jak najbardziej na miejscu, bo poza bezposrednimi efektami rzeczowymi mają one zarówno wielką rolę promocyjną jak i edukacyjną oraz okreslają standardy. Przyjęte procedury będą miały duży potencjał replikacyjny i mogą służyć jako tzw. dobre praktyki, których zwłaszcza w Polsce nam bardzo brakuje (por. poprzedni wpis)

Przetarg organizowany przez NFOSiGW sprawia wrażenie przemyślanego i dobrze przygotowanego. NFOŚiGW wykonał projekt techniczny i stawia wymogi przyszłemu wyk owcy oraz technologii zarówno w SIWZ jak i w ramowej umowie jaką zawrze z wykonawcą. Polecam lekturę tych dokumentów. Wobec braku (wymaganego nową dyrektywą 2009/28/WE) krajowego systemu licencjonowania i certyfikacji instalatorów, NFOŚiGW zebrał różne wymagania. Podoba mi się postawienie nacisku na doświadczenie (wykonane w okresie ostatnich 5 lat co najmniej 2 podobnych robót). W stosunku do nieracjonalnej, żeby nie powiedzieć korupcjogennej praktyki dotychczasowych przetargów skupiających się na tzw. sprawności optycznej, odejściu od obowiązkowego certyfikatu Solar Keymark (spelnienie norm jest wystrczajace)oraz takiego np. kuriozum jak wymagane konkretne wymiary pojedynczego kolektora słonecznego, dostrzegam duży postęp. Ale nie mogę się powstrzymać (w szczególności patrząc na otrzymywane pytania w sprawach drugorzędnych dla instalacji, od potencjalnych dostawców technologii i wykonawców, ww. link) od uwagi, że wymogi co do współczynników absorpcji i emisji kolektora słonecznego, czy taki a nie inny kształt absorbera to już niepotrzebne przesztywnienie. Takie warunki przetargów utrudnią bieżącą konkurencję, a w przyszłości rozwój technologii, wprowadzanie na rynek nowych, lepszych rozwiązań. Wszak NFOSiGW powinno zależeć glownie na tym, aby zamontowany system pozwalał na gwarantowane w dłuższym czasie, określone faktyczne uzyski energii słonecznej w postaci zmniejszenia zużycia cieplej wody z dotychczasowego, konwencjonalnego systemu grzewczego, bo tylko to sie przekada na efekty finansowe i ekologiczne, a np. wymiary kolektora slonecznego, wsplczynniki emisji itp. oraz oferta cenowa to problem dostawcy. W budynku biurowym nie można oczekiwać cudów, ale (po prostych symulacjach) można postawić oczekiwanie dotyczące minimalnej wydajności końcowej (po stronie odbioru) systemu rzędu 300 kWh/m2*rok. Dać szansę na samodzielną pracę instalatora i dostawcy technologii. Przy tej wielkości instalacji, rzędu 40 m2, można też wymagać aby oferent zaproponował sam system monitorowania i sprawdzania ww. uzysków, a w SIWZ nic takiego nie dostrzegłem. Te wymogi można przenieść do umowy. Proponowana przez NFOsiGW umowa jako ogólny model nie jest zła, jeśli chodzi np. wymogi dotyczące trwałości – okresu gwarancyjnego, ale kryterium wydajności i jej monitorowania/sprawdzania nie ma. Nie ma też próby wprowadzenia elementów gwarantowania wydajności (tzw. guaranteed solar results), co byłoby nowością, ale jeżeli zakładamy, że przetarg może stanowić model na następne lata, to warto było to rozważyć.
Podsumowując stwierdzam, że dobrze się stało, że NFOSiGW uruchamiając w tym roku program wsparcia kolektorów słonecznych podjął b. dobrą decyzję aby pojawiły się one na jego siedzibie. Zielonym (Greenpeace), sektorowi energetyki słonecznej nie udało się do tego symbolicznego ruchu dotychczas przekonać ani MG (tu może z biogazownią lub wytwórnia biopaliw byłoby łatwiej rozpocząć rozmowę) ani nawet MS. Znając problemy z przetargami ogłaszanymi teraz choćby w ramach RPO sądzę, że omawiany przetarg jest krokiem naprzód, dobrym materiałem referencyjnym, ale nie tworzy jeszcze nowej jakości w kontekście dyrektywy 2009/28/WE bo za mało wybiega w przyszłość i ciągle zbyt silnie odwołuje się do tego co było do tej pory.

A jak do tego samego wyzwania podchodzi prezydent Obama, oczywiście pamiętając o proporcjach. Sprawę uroczystego obwieszczenia na jednej z ostatnich amerykańskich konferencji nt NGD i zamiaru budowy kolektorów słonecznych w rezydencji Obamy w East Wing szeroko opisują i komentują media, np., razem z przytaczaną historią kolektorów słonecznych na Białym Domu i spekulacjami co do opłacalności. Od szerszej strony biznesowej opisuje to Bloomberg. Chodzi głównie o kolektory słoneczne, ale w ramach przemyślanej zielonej akcji u Obamy pojawi się także niewielki system fotowoltaiczny. Blomberg pisze: The Energy Department said in a statement that it will hold competitive bidding to choose the company that will install the solar systems (prowadopodobnie bedzie chodziło o typowy w USA model “zaprojektuj i zbuduj”). I dalej ...Stephanie Mueller, an Energy Department spokeswoman, said in an e-mail that the criteria for the winning bidder will include “how well it showcases American technology, products and know-how.” The U.S. has fallen behind China and European countries such as Germany in renewable energy. Asia makes more than half the world’s wind and solar energy equipment and is widening its lead. China invested $34.5 billion in low-carbon energy technologies last year, according to Bloomberg New Energy Finance. The U.S. spent $18.6 billion. Czyli nie chodzi tu tylko o ekologię ale i o promocję amerykańskiej technologii, co nie jest oczywiście sprzeczne z narodową ideą GND, choc w praktyce może być sprzeczne ukladem o wolnym handlu GATT...

Ważne jest to, że ten mały ale znamienny i przemyslany, przewidziany na przyszły rok przetarg to element większej całości. Na stronie Białego Domu pojawiła się oficjalna informacja z linkami do ciekawych materiałow dla innych instytucji publicznych ogłaszających przetargi na kolektory słoneczne i systemu fotowoltaiczne (te przeważają). Jest tu bardzo dużo o wymaganiach stawianym instalatorom , a mniej wybranej przez nich technice solarnej.
W ww. przewodniku dla organizujacych przetargi wiele uwagi poświęca się kwestiom wymagań w trakcie eksploatacji (post commissioning performance, str. 41) związanych z potwierdzeniem wydajności np. w odnisieniu do PV: Performance verification should extend for a specified period after commissioning, and the verified performance should meet a predetermined threshold. An example of this is a PV system that requires quarterly performance verification for the first year of service, and a contractual mandate that system output must be at least 80% of calculated output based on actual solar insolation for the period. If desired, the project team and solar expert can develop a reasonable agreement with the developer for a guarantee of this nature. Long-term monitoring of the system to understand reliability and operations and maintenance costs also is an important part of continued performance and economic benefits. The DOE SETP can track performance and reliability of system installations…. Na stronach 90-95 są gotowe praktyczne formularze do wstępnej o końcowej oceny instalacji i wiele innych praktycznych wskazowek.

Amerykanie słyną z tego, że wiele spraw zostawiają wolnemu rynkowi i inwencji obywateli i firm. Ale tam gdzie chodzi o pieniądze publiczne, która mają by dobrze, modelowo wydane w ramach szerszej Koncepcji wsparcia zielonych technologii, nie zostawia się sprawy pojedynczym, co bardziej sprytnym firmom które „nauczą” samorządy i administratorów obiektów publicznych jak się ogłasza przetarg. Jak to się stało, że w Polsce instytucje pośredniczące i wdrażające fundusze UE, zanim ogłosiły przetargi nie opracowały takich przewodników? Dlaczego w przetargach RPO urzędnik przygotowując SIWZ musi posługiwać się niezrozumiałymi dla niego (znanymi oferentom) i nie mającymi większego znaczenia parametrami technicznymi i nie ma jasnych wytycznych na czym polega tworzenia wartości dla jego instytucji publicznej, dla przemysłu i dla kraju?

I tu móje sugestie w postaci pytan których adresatem w obecnej sytuacji może byc personalnie Prezes Jan Rączka, który obecnie jako jedyny dysponuje w ramach delegacji Ministra Srodowiska konkretnymi - nawet jak są skromne i gotowymi do użycia instrumentami. Czy na bazie dotychczasowych doświadczeń i na przykładzie ogłoszonego przetargu, możemy jako kraj dopracować się takich przewodników i przemyślanych wytycznych jak w USA, dla wszystkich inwestorów, w tym publicznych? Czy w tym momencie nie potrzebna jest poważna kampania informacyjna, nastawiona na budowanie trwałej wartości u odbiorców końcowych i w szczególności na aspekty techniczne i ekonomiczne? Nie chodzi tu już tylko o promocję czy wąsko rozumianą edukację ekologiczną, bo badania pokazują, że ludzie wysoko sobie cenią walory ekologiczne energii słonecznej. Chodzi o szybkie (zanim uporamy się z przygotowaniem sensownego KPD minie niestety kilka bezproduktywnych lat) i strategiczne wykorzystanie funduszy ekologicznych w obszarach gdzie dobrze się sprawdzają i gdzie mogą pracować jeszcze lepiej.

2 komentarze:

bloodysnowman pisze...

Zgadzam się z końcowymi sugestiami. Należy jak najlepiej (i jak najszybciej!) pożytkować fundusze na ogrzewanie solarne. Uważam też jednak, że wspomniana "edukacja ekologiczna" byłaby mimo wszystko pomocna, nie wszyscy zdają sobię sprawę z wartości ekologicznej energii słonecznej.

Krzysztof Turek pisze...

No i.... chyba na tym się to skończyło. Realizowane przez ostatnie kilka lat dofinansowania do kolektorów słonecznych ostatecznie zakończyły swoje działanie ustępując nowszemu programowi PROSUMENT. Niestety moim zdaniem źle wykorzystano szansę na dobry rozwój branży.
Instalatorzy wielokrotnie przewymiarowywali instalację aby osiągnąć jak największą.....cenę i teraz opinie o kolektorach słonecznych w kraju są co najwyżej przeciętne (i przez to bardzo krzywdzące). Systemy takie źle pracują.
Ruszyły za to dofinansowania do fotowoltaiki ale tu też zbyt ciekawie nie jest - pieniędzy jest mało a zainteresowanie ogromne.
Zobaczymy jak to się skończy. Niemniej dla osób zainteresowanych zapraszam na bloga o energii odnawialnej na którym staramy się rzetelnie opisywać możliwości wady i zalety OZE:
solarid.pl/blog