środa, czerwca 23, 2010

Kto jest właścicielem promieni słonecznych czyli odnawialne źródła energii w kampanii wyborczej

Ponarzekałem sobie ostanio na głupotę i egoizm jako wrogów (i fałszywych przyjaciół) OZE. Aktualny projekt „Krajowego planu działań w zakresie energii ze źródeł odnawialnych” (KPD) wydatnie ułatwia stawienie tego rodzaju przygnębiających tez na dzisiaj. Wybory to zawsze okazja do myślenia o przyszłości. Ta generalnie powinna być optymistyczna i pozytywna, a myślenie „zaangażowane’ w szczególności jeśli chodzi o OZE.
Generalnie stało się inaczej. Dwu głównych kandydatów do pełnienia funkcji prezydenta pokłóciło się o przysłowiowe „Niderlandy” – o gaz łupkowy. Jasno o OZE wypowiedział się tylko „ten trzeci” - Grzegorz Napieralski - niespodzianka w pierwszej turze wyborów. Mówił. ..”w Polsce o ekologii, ochronie środowiska i nowych technologiach mówi się niewiele, a kampania wyborcza jest pozbawiona merytorycznych debat na ten temat”. Opowiedział się za edukacją ekologiczna i dodał: „nie będziemy ulegać pokusie, by myśleć, że to co związane z ochroną środowiska czy energią odnawialną musi być drogie i niedostępne"; jako przykład podał kolektory słoneczne – „powinny być one w Polsce powszechne”.
Warto zatem dla porządku ten fakt odnotować na "odnawialnym", tym bardziej że Napieralski nadał tym samym OZE wymiar powszechny, obywatelski, co się np. nie udało Waldemarowi Pawlakowi (który de facto miał argumenty w ręku) prezentującego biopaliwa i biogaz z p. widzenia nie obywateli i konsumentów energii, ale z stosunkowo wąskiej perspektywy klasowej.
Warto to podkreślić, zwłaszcza, gdy przychodzi czas na rozliczenie tych dwu wygranych(?) w wyborach. Pierwszy (Komorowski) reprezentuje bowiem tych co się dobrze zapowiadali (por. wpis na odnawialnym po zaprzysiężeniu obecnego rządu), a drugiemu (Kaczyńskiemu) zazwyczaj w głowie były sprawy odległe od OZE takie jak centralizacja, konsolidacja, etatyzm (por. wpis). Obydwaj zgadzają się co do promocji energetyki jądrowej i rur gazowych oraz terminali LNG i to ich rzeczywiście łączy i w pewnynm sensie godzi.

Ale wracając do „tego trzeciego” warto zauważyć, że uzyskał poparcie zielonych , co prawda za całokształt (widać że był prześwietlany :), ale w tym za patrzenie w przyszłość aby (z uzasadnienia): „środowisko, które nas otacza przekazać w najlepszym stanie naszym dzieciom i wnukom”. Może to mało odkrywcze, może nawet u nas naiwne, ale wszyscy wiemy jak w Polsce idea zrównoważonego rozwoju ciężko się przyjmuje i jak łatwo u nas o egoizm, trącący wręcz redukcjonizmem i darwinowskim (uznanym przez socjalizm :) nakazem maksymalnego sukcesu reprodukcyjnego, bez patrzenia na to co dalej …. Antropolog, prof. Tadeusz Bielicki twierdzi, że 90% historii człowieka upłynęło w ustroju zupełnie – egalitarnym, różnym od opartego na indywidualnej konkurencji.

Pomyślałem sobie, jakie na ten temat poglądy reprezentowane są w świecie obecnej ideologii lewicowej w Polsce i jak się ona miewa, po ustawowym uznaniu marksizmu za ideologię zbrodniczą, wręcz zakazaną.
Trafiłem na lewicującą "Krytykę polityczną" nr 19 z 2009 r. Minister Michal Boni, z obozu zwycięscy pierwszej tury wyborów, przyznaje że „gdy rozmawiamy o planie dla polskiej energetyki, w dyskusji tradycyjnie dominuje perspektywa sektora energetycznego…”. Zgadza się z tezą Edwina Bendyka, że „rozwój energetyki w oparciu o źródła rozproszone może sprzyjać budowie kapitału społecznego…” , co jest wyzwaniem w Polsce(w swiecie darwinizmu trudniej o rozwój takiego kapitalu). Dlaczego zatem Bronisław Komorowski tego temu nie podjął ?
Nikt nie musi, każdy może, chciałoby się powiedzieć...

W tym samym numerze "Krytyki politycznej" znalazłem perełkę pióra znanej pisarki Olgi Tokarczuk. Pisze tak: „wielu specjalistów utrzymuje, że technologicznie gotowi do wykorzystania zupełnie nowych źródeł energii (albo stosowania wielu) i to nie technologia, lecz raczej polityka trzyma nas w anachronicznym świecie ropy, węgla i gazu, które na dodatek - traktując je jako dobra prywatne – można sprzedawać. … Wydaje mi się to dziwaczne” i dodaje: „ ... to tak jakby ktoś ogłosił że jest właścicielem promieni słonecznych”. Przyznam, że przy całej kontrowersyjności i zaskoczeniu, że autorka np. „Prawiek i inne czasy” może tak atrakcyjnie prezentować paradoksy współczesnej polityki i przyszłej technologii. Warto o tym choć chwilę pomyśleć. prawda :)?

Oglądając stronę internetową Krytyki politycznej widać, że ferment zieloności z OZE w tle się rozwija. Jutro konferencja „W stronę polskiego okrągłego zielonego stołu” . Zieloni i lewica skradną partiom postsolidarnościowym nie tylko OZE ale i „okrągły stół”.
Nikt nie jest właścicielem promieni słonecznych (księżyca też nie można ukraść), na szczęście :). Ale każdy może się przy nich ogrzać; jak spiewal Stachura "dla wszystkich starczy miejsca pod wielkim dachem nieba...".
Pokombunujcie politycy.... Przed nami i wami cala seria wyborow.

niedziela, czerwca 13, 2010

Recepty stowarzyszeń branżowych i organizacji na poprawę rządowego projektu "KPD na rzecz OZE"

Poprzedni wpis na „odnawialnym” zakończony został zapytaniem jak zareaguje środowisko energetyki odnawialnej na publikacje projektu Krajowego planu działania na rzecz energii ze źródeł odnawialnych (KPD) i jak zareagują resorty i niezależne ośrodki opiniotwórcze. Konstrukcja prawna pakietu klimatycznego, dyrektywy 3009/28/WE i wynikających z niej wytycznych dla KPD jako zasadniczego krajowego instrument wdrożenia polityki klimatyczno-energetycznej ma kapitalne bowiem znaczenie dla całego sektora OZE (jego rozwój) i dla obywateli (koszty) w realnej dla nich perspektywie 10 lat. Przy słabym KPD, a ewidentnie z tym obecnie mamy do czynienia, wiele firm i organizacji, które dopiero zaczynają się tworzyć nie przetrwa najbliższych kilku lat, pozostałe nie będą się rozwijać lub będą dalej karleć.
We wstępie opinii Instytutu Energetyki Odnawialnej nt. KPD sam zwracałem uwagę, że istotą dość szczegółowego, 10-letniego planu jest dostarczenie inwestorom stabilnej i długookresowej polityki rozwoju OZE. Jak zastrzega bowiem Komisja Europejska raz wysłany w terminie do końca czerwca b.r. KPD nie powinien być zmienianym, a jeżeli w sytuacji wyjątkowej do takiej konieczności dojdzie, będzie ona rozpatrywana w kategoriach rozpoczęcia procedury karnej przeciwko krajowi członkowskiemu UE, który nie dopełnił wcześniej staranności w przygotowaniu KPD (to argumenty także dla rządu i podatnika). Organizacje sektora OZE w Polsce są w bardzo słabej kondycji i szczególnie powinno im zależeć na tym polski KPD był jak najwyższej jakości i aby „zaczął działać” bez zbędnej zwłoki, zanim ich bieżące kłopoty się pogłębią i zanim inwestorzy i rynki kapitałowe ominą Polskę szerokim łukiem.

Dlatego, po zamknięciu pierwszego etapu konsultacji społecznych dokonałem szybkiego przeglądu stron internetowych stowarzyszeń OZE aby zobaczyć czy uznały sprawę za ważną i czy zdołały zająć (najpierw przeczytać ze zrozumieniem) i wyrazić publicznie swoje stanowisko/opinię. Zorganizowane są raczej wokół rodzajów OZE lub poszczególnych wiodących/wybranych technologii, raczej nie wokół szerszych celów. Pewnie nawet wyspecjalizowany badacz organizacji pozarządowych i biznesowych w tym sektorze miałby kłopot w ustaleniu na czym im zależy i jak sobie wyobrażają sektor OZE. W tym szybkim z konieczności przeglądzie nie dotrę zapewne do wszystkich z nich, ale niech to będzie też dla czytelników odnawialnego wysoce subiektywna „wycieczka” po instytucjach tego sektora.

Zacznę od tych „milczących”, co nie znaczy że po cichu, bez wpływu na debatę społeczną i tak potrzebny wzrost świadomości otoczenia w jakim działają i obywateli, nie podjęły się jakiegoś lobbingu czy „załatwiania czegoś metodą korytarzową”.

Obie organizacje geotermalne: Polska Geotermalna Asocjacja - PGA (widać z winiety że pewnie zajęta promocją studiów podyplomowych) i Polskie Stowarzyszenie Geotermalne PSG, choć geotermii w KPD tyle co kot napłakał, nawet o kilkanaście procent mniej niż w PEP2030 (tu chciałem tylko krótko podziękować przemiłej czytelniczce odnawialnego z Wuppertal, która przysłała przejrzyste zestawienia KPD z PEP2030) i jest to świadczy też o bezcelowości podpisywanej wcześniej deklaracji w sprawie promocji geotermii i „załatwianie” spraw branżowych bez patrzenia na system i przed opracowaniem KPD (por. wpis o politycznym klientelizmie) i ogranicza niezależność.
W stosunku do geotermii, w KPD wręcz nieprzyzwoicie dużo więcej (w wartościach bezwzględnych nawet o 30% więcej niż w PEP 2030) jest biomasy. Tu milczenie organizacji branżowych jest jeszcze bardziej wymowne i można je z egoistycznego punktu widzenia zrozumieć, nawet jak organizacje promujące biomasę dostały w KPD puste procenty, puste kalorie, wręcz Niderlandy. Polska Izba Biomasy PIB chłodno podała tylko informuje o konsultacjach KPD. POLBIOM zwyczajowo, zwłaszcza gdy chodzi o szersze problemy rozwoju OZE milczy. Także Polskie Stowarzyszenie biogazu PSB sprawą KPD ignoruje. Wcześniej PSB zdobyło przyczółki lub nawet „uwłaszczyło się” na zbyt wcześnie (przed opracowaniem KPD) przyjętym przez MG i MRiRW projekcie programu rozwoju biogazowi (dalej jest to „projekt” i z całkiem racjonalnych powodów dobrze jakby tak pozostało i aby rząd takiego pustego i fruwającego w oblokach „programu” nie przyjął - por. wpis), wcześniej nazwanym trochę dziwnie pod elektorat rolniczy jako IERE. „Scenariusz” odpowiadający IERE, przypominający trochę „wishful thinking” wszedł do PKD (jakościowo są to porównywalne „programy”) i pewnie dla PSB lepiej nad tym cicho przejść do porządku dziennego, nawet jeżeli instrumentów jego wdrożenia w PKD brakuje. Milczy też Krajowa Izba Biopaliw KIB, która chyba tylko skutecznym lobbingiem doprowadziła biodiesel został w KPD wyniesiony niemalże pod niebiosa – ponad dwukrotnie większe wykorzystanie w 2020 r. niż w i tak „biopaliwowym” PEP2030. Może być też tak, że znane z entuzjazmu (nieważne że słabiutko uzasadnionego) wobec biodiesla sprawę załatwiło MRiRW, a KIB mógł się oprzeć na wręcz państwowym lobbingu, przez analogię choćby do rządowej promocji energetyki jądrowej. Transport ekologiczny w dyrektywie 2009/28/WE to nie tylko biopaliwa, a już z pewnością nie biodiesel i szkoda ze KIB bliżej się sprawie nie przygląda i nie próbuje wyjść z bieżących interesów i zastawionej pułapki biodiesla.

Poza małym wyjątkiem, milczą stowarzyszenia energetyki słonecznej. Tu też warto zauważyć, że podobnie jak w przypadku biogazu udało się przynajmniej termicznej energetyce słonecznej zaistnieć w KPD, ale bez szaleństw w sensie celu i bez systemu wsparcia. Związane z IPPT PAN i PW Polskie Towarzystwo Energetyki Słonecznej PTES, krytykuje do tej pory pionierską Strategię rozwoju energetyki odnawialnej z 2000 r., ale w sprawie KPD nie zajmuje publicznie stanowiska. Przy praktycznym „wyzerowaniu” w projekcie PKD fotowoltaiki, nie tylko głosu nie zabrało Polskie Towarzystwo Fotowoltaiki (PTF) które wręcz samo wyparowało z sieci; jeszcze niedawno publicznie funkcjonowało było pod adresem Centrum Fotowoltaiki, które zajmuje się teraz promocją szkolnego laboratorium… To bardzo niepokojący sygnał! Jest to o tyle ważne, że - związane z IMP PAN i PG - Polskie Towarzystwo Pomp Ciepła też głosu nie zabrało. Głos, wyłącznie w sprawach termicznej energetyki słonecznej zabrał tylko przemysłowy, nie posiadający osobowości prawnej „Panel Słoneczny 20x2020”. To w zasadzie jedyny głos, który zwraca uwagę na niebagatelną rolę jaką powinno odegrać zielone ciepło w KPD (nie ma tego głosu też w przypadku biomasy, która ma "przejść przez kominy elektrowni" po współspalaniu).

Z obu branżowych organizacji energetyki wodnej, glos zabrało Towarzystwo Energetyki Wodnej TEW. TEW, patrząc z perspektywy hydroenergetycznej, jest rozgoryczony i dzieli się (rozdzielnik stanowiska) tym w zasadzie ze wszystkimi istotnymi organami władzy i administracji państwowej, ale moim zdaniem zbyt słabo stara się o wpisanie energetyki wodnej w ramy i filozofie nowej dyrektywy i raczej bazuje na znacznie wcześniejszej argumentacji. Tu też widać, że nie mają żadnego sensu zupełnie oderwana od systemu, branżowe deklaracja o współpracy MG z KZGW. Towarzystwo Rozwoju Małych Elektrowni Wodnych TRMEW skupiające się ma małych obiektach, które mają jeszcze szanse do kontynuacji rozwoju w obecnej dekadzie milczy.

Odważnie i otwarcie swoje stanowisko sformułowało (dość systemowo) Polskie Stowarzyszenie Energetyki Wiatrowej PSEW, które także zdołało w tej sprawie zorganizować konferencję prasową. Miałem możliwość konsultowania tego stanowiska i znam tezy prowadzące do najdalej idącego postulatu PSEW aby obecny KPD odrzucić i opracować nowy, od początku. Domyślam się że rząd mimo wszystko z końcem czerwca wyśle „coś” do Brukseli, co mocno nie będzie odbiegało od obecnego projektu KPD (nie da się go znacząco poprawić), ale postulat aby opracować nowy, dobry i szeroko sformułowany plan dla Polski (nie tylko dla formalnego wywiązania się ze zobowiązań wobec Brukseli, z czym i tak będą poważne kłopoty) jest jednym z najważniejszych i najbardziej obecnie konstruktywnym. Związane z Gdańskiem i promujące morską energetykę wiatrową Polskie Towarzystwo Energetyki Wiatrowej PTEW tym razem nie prezentuje na swojej stronie swego stanowiska publicznie, a szkoda, bo strategiczna morska energetyka wiatrowa złowieszczo została wyzerowana w scenariuszu KPD.

Polska Izba Gospodarcza Energii Odnawialnej PIGEO przedstawiła dość szczegółowy wykaz uwag do KPD, skupiając się na dostępie OZE do sieci i postulowanych systemach wsparcia za którymi Izba lobbuje. Powołuje się przy tym na wyniki projektu międzynarodowego REPAP, realizowanego przez grupy lobbystyczne w UE razem z paroma instytutami zajmującymi się prognozami. Szkoda że opinia Izby nie wykorzystuje wyników projektu w sferze optymalizacji scenariusza KPD dla Polski i w choćby częściowym wypełnieniu braków systemowych obecnego projektu KPD, a powołuje się na REPAP tam gdzie nie wniósł wartości dodanej dla Polski, czyli w systemie wsparcia, opracowanym na potrzeby członków izby. PIGEO miało jedyną okazję, aby na bazie wykonanych symulacji szerzej spojrzeć na problem, bez upychania szczegółowych postulatów w obecnie bezpostaciowy KPD, który zresztą w tym zakresie treść raportu REPAP częściowo już uwzględnił.
Na tym tle za dość systemowe należy uznać uwagi Stowarzyszenia Niezależnych Wytwórców Energii w Skojarzeniu SNEWS, które krotko mieści się w zasadzie wyrażane wcześniej poglądy prof. Popczyka i jego zespołu.

Szkoda że tyle organizacji milczy lub nawet nie podejmuje sie przeczytania projektu KPD, ale z pewnoscią źle się dzieje, że na tle wątłego i raczej niespójnego (może poza sprzeciwem wobec promowania współspalania biomasy w elektrowniach) branżowego lobbingu, w sprawach systemowych (poza wcześniej cytowanym Instytutem Energetyki Odnawialnej) nie wypowiadają się państwowe instytuty typu Instytut Upraw Nawożenia i Gleboznawstwa, Instytut Paliw i Energii Odnawialnej, Instytut Ochrony Środowiska czy Instytut Energetyki. Nie wiadomo jak przebiegają konsultacje resortowe KPD, ale pewnie wobec tego że Ministerstwa Gospodarki nie chce środków (!) na wdrożenie, przebiegną one bez emocji i niestety głębszego zaangażowania Ministerstwa Finansów. Warto pewnie będzie się wsłuchać jedynie w opinię Ministerstwa Środowiska w tej sprawie, dla którego KPD to niebagatelny skladnik wdrożenia Pakietu klimatycznego, za który odpowiada.
Wiem, że swoje szersze stanowisko zdołała zaprezentować Koalicja Klimatyczna, czyli wspólny i cenny głos organizacji ekologicznych. Za niezwykle cenne uważam wczesniejsze (prewencyjne?), systemowe stanowisko Konwentu Marszałków RP , które udało się uzgodnić pomiędzy tak różniącymi się polskimi regionami.

W zaktywizowaniu tych ponadbranżowych środowisk - oby tylko chciały dalej się w sprawę angażować - oraz, poza orgnizacjami branzowymi, wlaczeniem organizacji konsumenckich i niezaleznych, niekoniecznie branżowych jednostek badawczych, ale przede wszystkicm budowaniu wyspecjalizowanego ośrodka wewnątrz rządu (rozpoczynając od powołania szerokiego zespołu międzyresortowego) widzę jedyną szansę na poprawienie KPD i sensowne wdrożenie dyrektywy 2009/28/WE w Polsce. Nie widzę sensu we wrzucaniu do poważnie chorego już systemu "branżowych dopalaczy" (stosowanych miejscowo i doraźnie doraźnie) i leczenia objawowego bo to skończy się szybko zawałem. Tu tylko cierpliwy i dobry lekarz medycyny rodzinnej może pomóc.

PS. cd. rozważań nt nie tylko branżowych dylematów wobec pierwszego projektu KPD, ale także resortowych sporów wokol drugiego projektu znajduje się we wpisie z 21-11-2010

wtorek, czerwca 01, 2010

Krajowy plan działania w zakresie energii ze źródeł odnawialnych – pierwsze refleksje

W piątek 28 maja, oprócz alertu czytelnika w komentarzu na „odnawialnym”, dostałem od Pani Minister Strzelec Łobodzińskiej oficjalne, pisemne zawiadomienie (datowane na 21 maja) o pojawianiu się w internecie, w biuletynie informacji publicznej Ministerstwa Gospodarki (MG) projektu Krajowe plan działania w zakresie energii ze źródeł odnawialnych z dnia 25 maja (nazwijmy dokument krótko - KPD). Uwagi można nadsyłać do 4 czerwca. Rozdzielnik jest krótki, ograniczony do 20 organizacji z sektora OZE, które mniej lub bardziej są rozpoznawane jako lobbystyczne (nie ma tam jednak firm energetycznych i wplywowych orgnizacji z sektora energetyki zawodowej, co dobrze odbieram), zazwyczaj reprezentujące wybrane branże OZE. Przy bieżących zobowiązaniach z trudem udało mi się przebrnąć przez lekturę liczącego 190 stron KPD i niestety po tym doświadczeniu można by sformułować co najmniej tyle samo stron samych pytań, wątpliwosci i uwag. Ale rozumiem że nie o to chodzi czytelnikom odnawialnego. Podzielę się zatem refleksjami natury ogólnej.

KPD ma w tytule słowo „Plan działania …” ale nie jest w żadnej mierze „planem” (z tym sie nam kojarza konkretne dzialania rozpisane w czasie z jasną odpowiedzialnoscią i kosztami oraz źródlami finansowania), także w myśl wymogów dyrektywy 2009/28/WE o promocji stosowania odnawialnych źródeł energii. Tym bardziej nie spełnia pod względem treści (pomimo zbliżonej do wymogów formalnych struktury dokumentu), nawet w minimalnym stopniu wytycznych Komisji Europejskiej -KE (decyzja z 30 czerwca 2009 r.) ustanawiających schemat KPD na mocy dyrektywy 2009/28/WE

Miejscami dokument sprawia wrażenie przeglądu literatury, na podstawie którego dopiero miałby być przygotowany właściwy plan działań. W przygotowywaniu „planu” nie użyto narzędzi właściwych ani pracom prognostycznym (modele symulacyjne, metoda scenariuszy, foresight, itp.). Nie ma diagnozy coraz trudniejszej niestety sytuacji dla OZE w Polsce (wyczerpane proste rezerwy rozwoju i spadające tempo rozwoju), ale nie ma też w dokumencie propozycji żadnego nowego elementu wsparcia aż do 2020 r. Trudno nie odnieść wrażenia, że opracowanie stawia sobie za cel udowodnienie słuszności dotychczas prowadzonej polityki wobec OZE i konieczności utrzymania stanu aktualnego. Jest mowa o wręcz mitycznej „spec” ustawie która ma dotyczyć OZE jako ew. instrumencie wdrożenia KPD, ale nie ma nawet ani słowa o celu czy zakresie proponowanej regulacji, a już z pewnością nikt nie wierzy w zapewnienie autorów KPD że ta ustawa będzie wdrożona w 2010 roku (choć data wdrożenia dyrektywy od strony prawnej jest wymogiem formalny dyrektywy 2009/28/WE).

Moim zdaniem autorzy nie do końca zrozumieli wytyczne KE, która aby ułatwić rządom przygotowanie KPD podała strukturę dokumentu i opatrzyła ją dodatkowymi pytaniami pomocniczymi. KPD to powinien być spójny, poważny strategiczny dokument rządowy, a nie kolekcja szkolnych odpowiedzi na pytania dotyczących bieżącej sytuacji prawnej. To nie informator, nawet jesli zebranie informacji jest ogolnie rzecz biorac przydatne. Część odpowiedzi pochodzi z różnych wypowiedzi zebranych w ramach współpracy z tzw. „sektorem” zebranych przez konsultanta MG – firmę CASE Doradcy, a znaczna część odpowiedzi jest wzięta wprost z opracowania lobbystycznego PIGEO, powstałego w ramach projektu REPAP. Takie opracowania jak powstałe w ramach REPAP są bardzo potrzebne, ale projekt dokumentu rządowego musi mieć swój kręgosłup (oparty na kosztach, analizach ekonomicznych, szerszych celach społecznych, gospodarczych) i być nakierowany na odbiorcę końcowego, konsumenta energii, podatnika, obywatela, a nie można procesu tworzenia dokumentu zaczynać od tych którzy przy okazji wdrażania KPD mają na nim (i na odbiorcy końcowym) zarobić. Nie oznacza to wcale że społeczeństwu i gospodarce chodzi o to aby nie było kosztów! Niższe koszty dzisiaj (o to zabiegają np. "zamartwiający" się o „swoich odbiorców końcowych” lobbyści, Baranki Boże z PGE, Tauron, Orlen, Lotos itd.) oznaczają wysokie koszty w 2020 roku, a może nawet jak to mówi Minister Kraszewski – pętlę na szyi. Chodzi o to, aby dokument był ambitnym, dawał absolutną pewność zrealizowania celu (wdrożenia dyrektywy i szerzej – Pakietu klimatycznego) ze znaczną nawiązką i aby przy najniższych kosztach dawał jak największe korzyści dla całego kraju.

Ale tu nie chodzi tylko o braki aksjologiczne i brak refleksji nad szerszym celem społecznym i krajowym. Tu chodzi też o zwykłe, zrozumiałe narzędzia wyboru i kryteria mierzenia realizacji wybranych celów. Jak to można zrobić jeżeli w dokumencie nie ma kosztów całkowitych wdrożenia proponowanego scenariusza, nie ma kosztów żadnego z proponowanych działań, nie ma informacji jakiej części (moim zdaniem znacznej) ogólnych kosztów wdrożenia całego Pakietu klimatycznego UE w Polsce (ocenianych na 300 mld Euro!) można uniknąć dzięki wdrażaniu przemyślanego KPD? Sądzę np., że tu podwyższenie celu z 15% do 18-20% obniży koszty wdrożenia Pakiety klimatycznego 3 x 20% w Polsce, a nie zwiększy ale gdzie jest taka analiza z ktorej wynika ze 15,5% to optimum? Jak zostały wybrane udziały poszczególnych OZE w zielonym energy mix: czy na podstawie minimalizacji kosztów na 2020, 2030, czy brano pod uwagę koszty redukcji emisji CO2 w 2020 roku, czy ktoś zrobił wcześniej analizę typu LCA (w całym cyklu życia; może za dużo wymagam?, ale dyrektywa o tym mówi), czy ktoś zrobił choćby najprostszą, wymaganą przy tego typu dokumentach strategiczną ocenę oddziaływania KPD na środowisko.

Nie, nikt nic takiego nie zrobił… Istnieje graniczące niemalże z pewnością domniemanie poważnego błędu metodycznego w pracy, sprowadzającego się do kreowania wyników i rekomendacji ex ante, zamiast określania celów i dobrania sposobu ich osiągnięcia. System wsparcia, wymagany dyrektywą 2009/28/WE explicite w KPD, powinien być efektem analiz i optymalizacji (głównie ekonomicznej) realizacji celów, a nie luźno sformułowaną możliwością czy doktrynalnym założeniem.

Wobec braku kręgosłupa, głębszych analiz, braku autentycznego włączenia w proces tworzenia organizacji o szerszym spojrzeniu na problem jak samorządy terytorialne, organizacje konsumenckie, zielone i myślące długookresowo NGO itp., obecny projekt KPD będzie szarpany jak czerwony sukno. Może MG celowo chce uprawiać politykę „dziel i rządź, bo w zaproponowanej koncepcji pracy na KPD i "konsultacji" dostanie tyle sprzecznych propozycji z różnych stron, że zostanie przy tym co jest. Zostawi tym samym wielki problem przyszłym rządom, bo tym obecnym KPD nie da się wdrożyć ani dyrektywy 2009/28/WE a nawet Pakietu klimatycznego w Polsce. Ale jeżeli nie, to powstaje pytanie co rząd zrobił aby (nawet jeżeli projekt KPD jest obecnie niezwykle niskiej jakości dokumentem) najpierw przygotować obywateli do szerszej dyskusji nad tak ważnymi sprawami i przeprowadzić ją z pożytkiem? Komisja Europejska proponując dyrektywę (jak zresztą każdy inny dokument) najpierw przygotowała tzw. citizens summary w którym skupia się na tym co dyrektywa ma rozwiązać i jakie korzyści zwykli obywatele z tego powodu magą osiągnąc. Robi to w prostych, zrozumiałych słowach, a pod nimi kryją się konkretne liczby. Dlaczego samorządy regionalne, powiatowe, gminne, konsumenci energii, grupy mieszkańców, MŚP i drobni inwestorzy i inni nie otrzymali takich informacji aby moc uczestniczyć w debacie? Dlaczego nie dostali założeń do konsultacji, a obecnie streszczenia i co mają zrobić z zawiłym, niejasnym, niespójnym i czasami sprzecznym wewnętrznie dokumentem teraz? Być może na wezwanie do kilkudniowych konsultacji zdołam odpowiedzieć, siedzę w tych zagadnieniach od dość dawna. Zdąży jeszcze paru innych zorganizowanych lobbystów. Ale jakie będą efekty takiej pracy, w sytuacji gdy już teraz o wszystkim decyduje kalendarz?

MG popełniło błąd prosząc wybranego w uczciwym przetargu konsultanta o „wypełnienie tabelek” na podstawie danych zebranych (bez ładu i składu) od lobbystów, a nie o szerokie studium analityczne, które byłoby podstawa do wypełnienia tabelek. Dane od lobbystów są niezwykle potrzebne, ale jeżeli funkcjonują w systemie, wzbogacają go, a nie tworzą. To pierwszy powód że polski KPD będzie gorszy niż np. niemiecki, a polska energetyka odnawialna będzie miała znacznie gorzej niż w krajach o silniejszym zapleczu merytorycznym i organizacyjnym na szczeblu rządu i instytucji współpracujących. Drugim błędem było nieupublicznienie wielce wątpliwych efektów pracy konsultanta w listopadzie/grudniu ubiegłego roku, bo to była okazja do silniejszych korekt. MG nie musiało tego robić, ale ułatwiło by to też działania na szczeblu Departamentu Energetyki, gdyż wobec braku otwartości rosną zawsze naciski silnych grup wewnątrz rządu czy też górę biorą stereotypy dotyczące różnych rodzajów OZE. Niezwykle przeszkadza nam fakt, że na szczeblu rządowym nie pojawiła się żadna instytucja która mogłaby zastąpić zlikwidowane 5 lat temu Rządowe Centrum Studiów Strategicznych i jest niedowład instytucji analitycznych i prognostycznych rządowych, pararządowych i pozarządowych. Czy ktoś odpowiada za przyszłość dalszą niż 4 lata?

W tej chwili chodzi głównie o reakcje innych, niebranżowych ministerstw „horyzontalnych”, tym przede wszystkim Ministerstwa Środowiska – odpowiedzialnego za Pakiet klimatyczny UE. Z drobniejszych spraw, nie pojawia w KPD pojęcie oceny oddziaływania na środowisko (OOŚ) czy decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach które w sposób fundamentalny wpływają na planowanie i przebieg procesu inwestycyjnego oraz pozwolenia i decyzje administracyjne, a pojawiają się historyjki o krajowym systemie certyfikacji. Niezwykle ważne jest Ministerstwo Finansów. Nie da się wdrożyć KPD o ile nieznane są koszty, o ile nie ma ich świadomości Minister Finansów i nie ma zaakceptowanego przez niego harmonogramu finansowego. Taki KPD będzie nie tylko niezoptymalizowany, ale wręcz martwy.

Z innych instytucji, za niezwykle ważną uznałbym opinię Instytutu Upraw Nawożenia i Gleboznawstwa (IUNG). KPD moim zdaniem przesadza z rolą biomasy i nie docenia kosztów z tym związanych oraz przecenia korzyści społeczne. Bo jakie korzyści mamy ze spalania w elektrowniach ukraińskiego słonecznika, azjatyckich odpadów kokosowych, masłosza czy palenia polskich lasów i ziarna zbóż, i kto na tym korzysta? W różnych miejscach dokumentu można wyczytać różne informacje o wielkości udziałów biomasy w KPD (od 60 do 82%, autorzy KPD plączą się w zeznaniach i nikt pewnie nie wie co jest tu rekomendacją a co błędem szacunków) ale skoro o taką skalę chodzi (bład tu wiele znaczy) i tak niechętnie rząd dywersyfikuje zielony energy mix i tak chętnie czyni go niezrównoważonym (np. biopaliwa pierwszej generacji) także w 2020 roku, to trzeba się temu porządnie przyjrzeć. IUNG jako instytut państwowy, który do tej pory moim zdaniem zachował niezależność i obiektywność sądów powinien się tej sprawie przyjrzeć z najwyższą uwagą i mam nadzieję że to zrobi, nawet w sytuacji gdy nie ma go na wspomnianym na wstępie rozdzielniku…

Bardzo długo już trwa stan zawieszenia w OZE a KPD jest obecnie praktyznie (pomimo wielu informacji) nieprzydatny do podejmowania decyzji, ale w przypadku użycia tego dokumentu jako bazy do jakichkolwiek decyzji, zwłaszcza inwestycyjnych, może wywołać różne problemy na wszystkich szczeblach i prowadzić do nieracjonalnego wykorzystania zasobów i środków jakimi dysponujemy. Zasobem którego nam obecnie najbardziej brakuje jest czas, choć Pakiet klimatyczny znany jest od ponad 3 lat, a dyrektywa OZE i zakres obowiązków związanych z KPD od 1,5 roku… Jak to nawet dziwnie zabrzmi, współczuję jakos MG, ale mam nadzieję, że obnażenie problemu miałkości i wieloletniego niedoceniania jakosci prowadzonej polityki wobec OZE w Polsce pomoże zarówno wzmacnianiu instytucji państwowych i potencjału merytorycznego w tym zakresie jak i OZE. Musimy widocznie przez to przejść, zanim natkniemy się na reakcje KE. Mam nadzieję, że opinie orgnizacji sektora OZE beda konstruktywne, nie beda nadmiernie rostrzelone, ulożą sie w system i poprawią w KPD to co sie na dzisiaj da.

piątek, maja 28, 2010

Czytam

Zmobilizowany m.in. przez komenatora "odnawialnego" - Pana Bartosza Królczyka (ostatni komentarz w poprzednim wpisie), czytam projekt "Krajowego planu działania w zakresie energii ze źródeł odnawialnych".

W tym nakrótszym w historii odnawialnego wpisie, chciałem tylko uprzejmie poinformować, że przebrnąłem przez pierwsze 48 stron (dopiero 25% calosci) dokumentu i zdecydowałem sie na dalszą przeprawę i koniecznosć zmagania z tekstem otworzyć butelkę Corvina di Verona (ze stajni Ripassso, piwnica Tinazzi w Veronie) z 2008 roku (rok gorącej debaty nad Pakietem klimatycznym UE 3 x 20). Polecam wszystkim innym czytelnikom "Krajowego planu...".

Czytlenicy Krajowego planu - lączcie sie, chciałoby sie zawołac :)

Panie Bartoszu, jak zdołam na tym szlachetnym dopingu dobrnąć do końca dokumentu, niezwlocznie odmelduję się na odnawialnym z wpisem- pierwszą merytorytczną refeksją. Jeżeli to sie szybko nie stanie, będzie to widomy znak ze w trakcie lektury zostałem zmuszny do znacznie poważniejszego drenażu mojej piwniczki...

niedziela, kwietnia 25, 2010

O koniecznym powrocie do debaty nt. rządowego planu działań na rzecz OZE i wdrożeniu dyrektywy 2009/28/WE…

Odnawialny zamilkł i ciężko powrócić do sążnistych :) wpisów i właciwej mu krytyki władzy (kazdej zresztą) że lekceważy przyszłosć, grzebiąc sie w przeszłosci...

Czas żałoby narodowej nie służy domaganiu się od rządzących tego co dla nowoczesnej energetyki w Polsce jest kluczowe na następną dekadę, albo i całe stulecie. Jeszcze przed katastrofą w Smoleńsku dobitnie swoje zdanie w tej sprawie zdążyło wyrazić niezwykle ważne dla OZE i całego Pakietu klimatycznego UE, gremium jakim jest Konwent Marszałków RP, zwracając uwagę na lekceważenie problemu przez Rząd, ale obecny czas nie służył twórczej debacie na ten temat. Szkoda, bo to bardzo ważne, mobilizujące rząd do działań stanowisko …

Niebezpiecznie skraca się czas na konsultacje, w tym (twórczą) krytykę rządowej propozycji „Krajowego planu działań na rzecz OZE”. Nie widać też krytyki rządu za brak przedłożenia do konsultacji społecznej ww. dokumentu, pomimo tego, że do przedłożenia go Brukseli, zgodnie z bezwzględnym wymogiem (zagrożonym sankcją) dyrektywy 2009/28/WE, pozostało tylko dwa miesiące.

Plan działań na rzecz OZE miał być głównym tematem na „odnawialnym” blogu w tym roku, ale nie sądziłem że przez cztery miesiące w zasadzie nic się nie wydarzy, a katastrofa smoleńska w zasadzie uniemożliwi zaistnienie medialne tego tematu i jakąkolwiek debatę. Nie wiem nawet czy do ludzi, a nawet bezpośrednich interesariuszy, dotarła taka świadomość, że jak czegoś nie będzie w „Planie działań …” to z pewnością nie będzie w rzeczywistości, bo z „Planem działań” związany jest (powinien być i będzie wymagany przez KE) system wsparcia. To jest trochę tak jak mój syn Konrad mówi, że „jak czegoś nie ma w Googlach to nie istnieje”…. Jest też tak, jak mówił jeden profesor na Wydziale Zarządzania UW, że „Polacy przeznaczają na planowanie działań 20%, a w UE jest to 60%”, a to znaczy, że po pierwsze dobrze nie planujemy i męczymy się potem z realizacją naszych projektów. Obecny czas dla OZE liczy się dwu, trzykrotnie i nie może być zmarnowany. Cały Pakiet klimatyczny wymaga dobrego planowania w okresie 10 letnim, a my mamy co najwyżej (złe) doświadczenia z planami 5-letnimi (tzw. „5-latki”) i to z tzw. minionej epoki. I nic nam nie pomoże twierdzenie, że dyrektywę wdrożymy na „zasadach rynkowych”, czyli że „sama się wdroży”. Łatwo jednak sobie wyobrazić w Polsce że jak coś będzie w „Planie działań” to też nie musi być wdrożone. Czy ktoś rozliczył w Polsce kiedyś kogoś, że polityki energetyczne czy jedyna „Strategia rozwoju energetyki odnawialnej” z 2000 r. nie zostały wdrożone? Aby próbować rozliczyć rządu trzeba się domagać aby dokumenty były konkretne i autorskie a to wymaga presji na etapie ich tworzenia, bo inaczej zostaną zbagatelizowane.

Ale jak wywierać presję w sytuacji gdy a) projektów dokumentów nie ma, b) nikt się ich nie domaga, c) jak się domaga (Konwent Marszałków) to pozostaje bez echa bo żałoba narodowa, d) jak żałoba narodowa to raczej patrzymy w przeszłość, e) jak przeszłość - to raczej nie energetyka tylko polityka, f) jak energetyka to raczej rosyjski gaz (synonim braku bezpieczeństwa energetycznego) niż rodzime OZE (faktyczne bezpieczeństwo…) ….

Związane z energetyką refleksie po katastrofie pod Smoleńskiem sprowadzają się w zasadzie do geopolityki i relacji polsko-rosyjskich i rur gazowych. Andrzej Kublik w gazecie Wyborczej pyta się o to jak po katastrofie pod Smoleńskiem będą wyglądać debaty o bezpieczeństwie energetycznym w sytuacji gdy ze sceny politycznej odeszli najgłośniejsi zwolennicy zapewnienia Polsce dostaw gazu i ropy z różnych źródeł.
Czy wobec tej tragedii elity są w stanie wyartykułować inną, bardziej nowoczesną koncepcję bezpieczeństwa energetycznego, oparta na rodzimych OZE i dalszej integracji z UE, czy dalej pozostaniemy (może jeszcze bardziej) w zamkniętym kręgu braku alternatywy wobec dotychczasowego myślenia, wzmocnionego niewyobrażalną skalą dramatu i szacunkiem dla tragicznie zmarłych ? Czy wobec podwójnego dramatyzmu historii ktoś jeszcze odpowiada w naszym kraju za przyszłość ? Czy w tej sytuacji, w kluczowym dla OZE momencie, można sobie wyobrazić krytykę dotychczas uprawianej polityki energetycznej?

Prezydent Lech Kaczyński i jego ekipa mają swoje formalne zasługi jeśli chodzi o Pakiet klimatyczny, gdyż w marcu 2007 r. popisał (nawet jak nie miał przekonania) zgodę polityczną na „3 x 20%”. Przeciwnicy polityczni, nieraz z pewną dozą ironii mówili potem: „trzeba zrobić wszystko, by spełnić zobowiązania złożone na Radzie Europy w marcu przez Prezydenta Kaczyńskiego (…) który zaakceptowali wspólny cel, że w 2020r. w Polsce i UE aż 20% w bilansie energetycznym będzie stanowiła energia odnawialna”. Potem Prezydent już do tego temu nie wracał, traktował go wręcz jako swoje mało chlubne osiągnięcie i skupiał się na geopolityce i gazociągach, twierdząc między innymi, że „bezpieczeństwo energetyczne nie ma ceny” i na gazoporcie mówiąc że musimy go budować „niezależnie od rachunku ekonomicznego”, co ma też swoje negatywne konsekwencje i czemu dawałem wyraz.

Nie sądzę, że w imię szacunku dla tragicznie zmarłego prezydenta i jego współpracowników, mających inne priorytety w polityce energetycznej niż wdrażanie Pakietu klimatycznego, ten ostatni powinien być dalej jedynie wstydliwym epizodem dla zwolenników IV RP. Życie może pokazać, że był to jedna z ważniejszych decyzji, podjęta bez nadmiernej zwłoki (vide Traktat Lizboński) i jako jedna z niewielu w dramatycznie zakończonej kadencji, rzeczywiście wybiegająca w przyszłość. Nie wstydźmy się zatem domagać także teraz, aby była realizowana z pełną determinacją.

poniedziałek, marca 22, 2010

Pierwsze przymiarki do krajowych planów działań ‘2020 na rzecz OZE i jak na tym tle Polska się prezentuje; ale tak naprawdę, nie na pokaz

Platforma przejrzystości KE w sprawie dyrektywy 2009/28/WE się przydaje. Opublikowano podsumowanie wstępnych prognoz rozwoju OZE krajach członkowskich.

W Polsce przedmiotowy (celowo nie użyłem słowa „stosowny”) dokument w końcu stycznia został przesłany do Brukseli, po przyjęciu przez Komitet Rady Ministrów do Spraw Europejskich (sprawy daleko zasłuży). Polska zdecydowała się zaproponować na 2020 r. wyższy niż wymagany 15% w postaci 15,48%. Liczna wyrażona w procentach z drugim miejscem po przecinku wskazywać może na wielką precyzję w symulacjach sektora energetycznego na 10 lat do przodu…. Ale, po tym jak przejrzałem pobieżnie dokument przygotowany przez firmę CASE Doradcy w listopadzie ‘2009 dla Ministerstwa Gospodarki (miał być podstawą prognozy rządowej) pt. „Plan działań: ścieżka rozwoju wykorzystania odnawialnych źródeł energii do 2020 roku” wraz z rekomendacjami” mam wątpliwości skąd ta precyzja się bierze. Niech sposób symulacji i dojścia tej prognozy na zawsze pozostanie słodką czy wstydliwą tajemnicą Ministerstwa, ale niech Ministerstwo zdecydowanie poważniej, zarówno od strony analitycznej jak i przede wszystkim wdrożeniowej, podejdzie do przygotowania właściwego Planu działań (termin mija na niewiele ponad 2 miesiące, sporo czasu upłynęło na żonglerce liczbami których niewiele niestety wynika).

I niech te działania będą tak przejrzyste i widoczne jak na platformie KE. Zawołam z „odnawialnego” , aby na stronie internetowej Ministerstwa Gospodarki pojawiła się platforma internetowa „OZE w Polsce” i aby było to miejsce gdzie cała nasza narodowa i najlepsza (wiem że skromna) wiedza oraz najbardziej aktualna, zweryfikowana (wiem jak obecnie niepełna a często zniekształcona np. bieżącym interesem politycznym) informacja mogła służyć wszystkim obywatelem, firmom i samorządom. Co ludziom bowiem po takiej informacji? Jeśli chodzi o przeszłość, to URE próbuje informować z wykorzystaniem mapy (to dobry pomysł, bo OZE to lokalna sprawa i bez mapy ich się nie da zrozumieć) o koncesjonowanych tylko OZE wytwarzających energię elektryczną, ale gdzie są już pewnie tysiące źródeł niekoncesjonowanych, gdzie są źródła/statystyki zielonego ciepła? Dyrektywa nakazuje traktować OZE jako całość. A czy ktoś opowiada za przyszłość ? Już 5-10 lat temu, do czasu kiedy Ministerstwo Środowiska odpowiadało za OZE, ludzie mieli znacznie więcej i bardziej przydanej i lepiej uporządkowanej informacji dostępnej na portalu ministerialnym.

Wracając do zestawień KE, daje się zauważyć kilka ciekawych faktów i można spróbować wyciągnąć kilka wniosków na przyszłość, wszak o 2020 r. tu co najmniej chodzi. Pięć krajów zgłasza, że nie będzie w stanie swoich celów na 2020 r. spełnić; MT, BE, LU i …IT, oraz DK!. O ile pierwsze trzy stosunkowo małe kraje jakoś można zrozumieć, Włochy trudno zrozumieć, ale chyba nie trzeba się dziwić, to Dania może zadziwić i do tego jeszcze wrócę.
Kraje o największej nadwyżce w stosunku do obowiązkowego celu to Niemcy, Hiszpania i Szwecja, wysoko jest Grecja (2% nadwyżka) ale tu, podobnie jak w przypadku Polski nisko oceniam wiarygodność tej deklaracji, podobnie jak dziwnych prognoz Bułgarii….
Per saldo wychodzi tyle ile trzeba, choć nie rewelacyjnie - 20,3%, czyli z małym zapasem 0,3%. Czyli jest miejsce na wykorzystanie takich instrumentów dyrektywy służących elastyczności realizacji celów, jak transfery statystyczne, wspólne projekty czy współpraca z krajami trzecimi. Zdaje się, że Włosi chcą współpracować z krajami trzecimi, głównie z Afryki śródziemnomorskiej (takie projekty jak Desertec , czy Ternea (współpraca z Tunezją) i ew. krajów bałkańskich.

Polska zakłada przekazanie nadwyżki w ramach transferów statystycznych innym krajom UE, na dzisiaj jednym z ww. pięciu. Pierwszy problem to czy będzie nadwyżka. Gdyby podstawą był „Planu działań” zaproponowany przez CASE twierdzę że jest to absolutnie niemożliwe. Z uwagi na stan wiedzy o OZE w Polsce i niezwykle wątłe siły Ministerstwa Gospodarki oraz brak innych głębszych i odpowiedzialnych opracowań dokładnie odpowiadających wymogom UE, niestety nie wierze w sensowną pełną propozycję przesłaną do Brukseli do końca czerwca ani we wdrożenie dyrektywy w Polsce do końca br. Nie da się nadrobić straconego czasu. Udawanie lub nieudolne wdrażania OZE spowodowało, że w latach 2001-2007 nie nastąpił faktyczny wzrost udziału OZE w Polsce, a w latach 2006/2007 zaobserwowano wręcz regres; udział OZE w bilansie zużycia energii finalnej spadł z 7% do 6,7%. Postęp byl poozrny i mierzony tylko wczesniejszymi (cząstkowymi) dyrektywami, a nie byl to rozwój organiczny i systemowy. Nastąpilo tylko przesuniecie strumienia biomasy z wydajnejszej produkcji ciepla na niefektywna produkcję energii elektrycznej we wspolspalaniu, produkcję biopaliw cieklych i eksport rafinowanych biopaliw stalych (pelety etc.), czyli zjawiska, jakie stanowia dla Polski, wg sposobow liczenia celow w dyrektywie 2009/28/WE, najwieksze ryzyko w osiąganiu celow dla OZE takze w tej dekadzie.

Brak ciągłości prac analitycznych i słabość instytucjonalna z jednej strony, a z drugiej skala problemu (modelowanie i optymalizacja przyszłości w nowym duchu Pakietu klimatycznego) z drugiej, powodują że moim zdaniem (odpukać) czeka nas opóźnienie i niezrealizowanie celu. Infrastrukturę OZE buduje się przez wiele lat a dyrektywa 2009/28/WE są testem na to kto budował, a kto udawał. Czeka nas dołączenie do MT, LU, BE, ew. Włoch jeżeli dogadamy się np. z Ukrainą w sprawie dotychczas nie przewidywanych przez rząd projektów z krajami trzecimi i ściągniemy sobie na głowę tamtejsza biomasę. To krótkowzroczne, ale będzie pewnie taniej niż pozyskiwać transfery z krajów takich jak DE, ES czy SE. Dramatem naszej polityki w obszarze OZE jest postawienie w PEP’2030 na biomasę, która ma stanowić aż (!) 84% w zielonym energy mix w 2020 r., a tak naprawdę krajowi rolnicy na tym nie zarobią, a napędzani tylko politycznie inwestorzy starcic mogą. Już obecnie w UE stanowi ona „tylko” 63% i jej udział musi maleć, jeżeli ma być tanio. Inaczej zostaniemy tylko z drogim węglem, deficytową biomasą (nieefektywnie wykorzystywaną) i drogim, coraz bardziej tracącym myszką atomem jako skansen nowoczesnej Europy. Ale tu na turystach zwiedzających kraje o zdecydowanie nienowoczesnej jak na 2020 r. strukturze wytwarzania energii nie da się zarobić…

Nadzieję budzić może współpraca z Danią, to lepsze niż wożenie tysiącami kilometrów biomasy. Wiele się naczytaliśmy o tym, jakim Dania zielonym krajem jest. Prawda jest taka, że Dania zielonym krajem była, ale od 2001 r. (wyborcza zmiana opcji politycznej) stopniowo traciła pozycję i teraz ma problemy z wypełnieniem Protokołu z Kioto. Nie przyrastają znacząco nowe moce w OZE, a jedyne co się naprawdę udało dotychczasowy zeroenergetyczny wzrost (przy dużej konsumpcji energii) i prawdziwy sukces - eksport duńskiej zielonej technologii, a w szczególności jednej sztandarowej firmy Vestas. I teraz rząd duński musi szukać możliwości transferu statystycznego i wspólnych projektów (za wszystko przyjdzie kiedyś zapłacić). Biorąc pod uwagę, że takie kraje jak Niemcy czy Irlandia oraz nawet Estonia wskazują na chęć współpracy przy rozwijaniu morskiej energetyki wiatrowej oraz ze na rozwój morskich sieci w regonie Morza Bałtyckiego (supergrid oraz Balic Ring) pójdą znaczące środki UE, Polska powinna zacząć rozmowy z Dania i Niemcami. Sprzyjać temu będzie fakt, że w okresie 2011/2012 Polska będzie z Dania (w tzw. trio z Cyprem) przewodniczyć UE i wtedy łatwiej będzie pozyskać dla tej współpracy inne kraje. Ale o tym trzeba myśleć już teraz, bo potem, nawet w tym przypadku nie będzie o czym już rozmawiać…


Moje obawy o wiarygodny „Plan działań” nie są odosobnionymi, choć z jakiś powodów nie są artykułowane. Ale na swoim ostatnim posiedzeniu w Kamieniu Śląskim, w tej sprawie głos zabrał Konwent Marszałków RP. Nie widzę w tej chwili w Polsce „wyborczej” i państwie zarządzającym węglowymi monopolami energetycznymi innej siły niż regiony, które – wymienione słusznie w dyrektywie 2009/28/WE jako najważniejszy „stekeholder”, mogą skutecznej od innych zwracać uwagę rządowi (tym poprzednim też), że zlekceważył sprawę o kapitalnym, cywilizacyjnym wręcz znaczeniu. Skupił się na i tak przegranym elemencie pakietu klimatycznego (ETS) a przegrywa tam gdzie miał szansę wygrać (OZE). Samorządy mają swoje graniczenia, tam też rządzi polityka i to czasami gorsząca polityka. Ale czy nie budzi optymizmu zaproszenie jakie dostałem z Dolnośląskiego Forum Samorządu Terytorialnego, które z okazji 20-lecia samorządu terytorialnego promuje debatę na 3 zasadnicze tematy: bezpieczeństwo publiczne, finansowanie samorządu w kryzysie i właśnie OZE. Przy tak ustawionych priorytetach, nawet jak wiemy, że nie wszystko co w regionach czy gminach jest „cacy”, można mieć nadzieję. Trzeba tylko pozwolić samorządom działać, autentycznie włączyć je w opracowanie Plani działań, jego wdrożenie (olbrzumia skala inwestycji) i monitorowanie, bo bez oddolngo monitorowania nie rozliczymy w ramach dyrektywy nawet tego co rzeczywiscie wyprodukujemy i zużyjemy w obecnych i setkach tysięcy nowych, rozproszonych instalacji OZE.

wtorek, marca 09, 2010

Energetyka wodna, ziarno zbóż, geotermia i co dalej, czyli polityczny klientelizm?

Jakie OŹE w Polsce mają największy potencjał, najniższe koszty, największe szanse rozwojowe do 2020 r. i szansę na to aby stać się narodową chlubą i perłą w koronie II dekady XXI wieku? Byłoby to dobre pytanie maturalne, ale nie dla rządu i parlamentu bo te już znają odpowiedź i swoje priorytety. Krotko je streszczę, choć uprzedzam, że przesądzenia decydentów mogą się różnić nieco od wiedzy podręcznikowej, o naukowej tu nie wspominając.

Z uwagi na potencjalnie znaczący (?) potencjalny wkład energetyki wodnej w realizację celów OZE, 27 października 2009 r. została (jako pierwsza z cyklu, o którym będzie dzisiaj) podpisana deklaracja o współpracy na rzecz energetyki wodnej promowana przez ministra gospodarki i właściciela państwowych (tylko!) elektrowni wodnych – ministra skarbu. Leszek Karwowski, prezes Krajowego Zarządu Gospodarki Wodnej po jej podpisaniu zapewnił, że podjęte zostały prace nad uproszczeniem warunków udostępniania terenów pod inwestycje w tego typu źródła energii.

Na marginesie polityka energetyczna (PEP2030) została przyjęta 10 listopada 2009 r., ale w zakresie energetyki wodnej zaczęto ją wdrażać 2 tygodnie wcześniej. Wygląda zatem na to, że niepotrzebnie się nieraz czepiam o detale i biję na alarm o rzekomych opóźnieniach w pracy rządu nad rozwojem OZE.

Inne porozumienie, przekute nawet niezwykle sprawnie (znowu dowód że się nieraz bez uzasadnienia czepiam braku determinacji i skuteczności inicjatyw rządowych i bez czekania na uzgodniony "Action plan"), bez oglądania się na malkontentów w regulację prawną dotyczącą współspalania zbóż z węglem, miało miejsce pomiędzy ministrem gospodarki, rolnictwa, Krajową Federacją Producentów Zbóż i elektrowniami o czym było juz wspomniane na odnawialnym i przeciwko czemu (znowu) nieśmiało i nieskutecznie zająłem także oficjalne stanowisko.

Zmilczę okoliczności wcześniejszego powstawania tzw. „programu biogazowego” o dziwnej oryginalnej nazwie IERE czy ustawy biopaliwowej i takowoż programu rozwoju, tworzonych i zawieszonych w systemowej próżni politycznej i legislacyjnej i pozbawionych elementów szerszej analizy, ba refleksji. Po co analizy i jakieś tam rzeczywiste potencjały, koszty, straty w innych sektorach gospodarki, kiedy każdego za kim stoi jakaś grupa (większe grupy zawodowe naturalnie ciążą ku bezpiecznej przeszłości) możemy czymś obdzielić, a ten ostatni też będzie się nawet z drobiazgu cieszył jak dziecko.

Zwrócić chce tylko uwagę na ostatnią kontynuację procederu uszczęśliwiania, w postaci wczorajszej deklaracji pomiędzy ministerstwem środowiska i ministerstwem gospodarki a Polską Asocjacją Geotermalną (tu mam wątpliwości czy rzeczywiście chodziło o PAG – bardziej wyrazistą „toruńską”, czy Polskie Stowarzyszenie Geotermalne PSG – bardziej umiarkowane, nazwijmy to „łagiewnickie”) na konferencji organizowanej przez stała Podkomisję ds. Energetyki Sejmowej Komisji Gospodarki. Tu Pani Minister powołała się z kolei na PEP2030 i zapowiedziała, że „w tym roku Polska musi wdrożyć unijną dyrektywę o odnawialnych źródłach energii, co skłoniła do weryfikacji systemu wsparcia stosowanego aktualnie dla energii odnawialnej, (...)zmiany dotyczyć będą zróżnicowania pomocy dla poszczególnych rodzajów energii zielonej", co jako żywo przypomina skteczną skadinąd zasadę "dziel i rządź". Pani Minister odysyła do PO IiŚ i NFOŚiGW, tak jakby uczestnicy konferencji o tym nie wiedzieli że tam póki co na wiele w sprawie geotermii nie można liczyć. Na stole pojawia się jednak konkret - propozycja zmiany w nowym projekcie ustawy Prawo geologiczne i górnicze, gdzie zrezygnowano z koncesji na poszukiwanie i rozpoznawanie złóż wód termalnych, opłaty za poszukiwanie, czy wykazania się środkami na prowadzenie działalności.

Jakimi argumentami przekonali za wsparciem? Mam nadzieję, że mi wybaczą, bo także w ich imieniu piszę. Argumenty moich przyjaciół geotermików trafiają one do wyobraźni bo PSG przytacza przykład Podhala, gdzie „działa taka ciepłownia geotermalna z której energia jest tańsza niż energia z Elektrowni Wodnej w Nieszawie i Farmy Wiatrowej w Kisielicach”. Kiedyś przyglądałem się kosztom tego obiektu i udzielonej mu skali pomocy publicznej i nigdy nie użyłbym tego przykładu jako broniącego geotermii od strony ekonomicznej, to niezwykle kosztowna dla podatnika instalacja demonstracyjna, która zdecywanie mogłaby być mniejsza i mniej kosztować. Nigdy bym nie porównywał wprost technologii produkcji ciepła do technologii wytwarzania energii elektrycznej (na rynku i w przeliczeniu na te samą jednostkę ciepła jest 3 x droższa) ani czegoś zamortyzowanego w ubieglym wieku z czymś nowym albo planowanym. Ale widać, że cel uświęcił środki.

Co będzie dalej z roszczeniami i argumentacją innych sektorów? Co dostaną od polityków i urzędników i dlaczego? Czy ktoś popatrzy na potencjały do wykorzystani i rzeczywiste koszty jakie za tym stoją w układzie komparatywnym? Czy ktoś zwróci uwagę na to, że 15% cel całościowo pomyślanej dyrektywy 2009/28/WE na 2020 r. odnosi się do wszystkich OZE, a ich przyjęta struktura określi szansę na jego osiągnięcie i koszty po stronie podatników i konsumentów energii, w tym kosztów redukcji emisji o wdrożenia w Polsce całego Pakietu klimatycznego UE? Czy ktos patrzy na sprawy w calym systemie i z wymagnej dyrektywą perspektywy optymalizacji udzialow koncowych nosnikow zielonej energii: elektrycznej, ciepla i napędów w transporcie?

Ta analiza potencjałów i kosztów wydaje się nie tylko zbędna politykom, ale nawet mogą taką wiedzę uznać za szkodliwą dla ich suwerennych decyzji, no bo jak wiedza może w czymkolwiek ograniczać demokratycznie wybranych przedstawicieli narodu i państwowych urzędników. Jak długo można podejmować decyzję na podstawie ogólnikowej i pozbawionej pod w tym względem głębszej w stosunku do OZE analizy PEP2030 czy, skrzętnie skrywanego przed widokiem osób postronnych, największej i w istocie przypadkowej kompilacji internetowej ubiegłego roku jakim było opracowanie ”Action Plan (Plan Wykonawczy): Ścieżki rozwoju wykorzystania odnawialnych źródeł energii do 2020 roku”. Na podstawie tego ostatniego opracowania można bowiem jak z kapelusza wyjąc dowolną liczbę, bo żadna do pozostałych nie pasuje i z nich nie wynika i nie burzy struktury owego zdumiewającego od strony metodycznej dokumentu. Nie można tylko wyjąc kosztów, bo ich tam ich jako żywo nie ma, czyli nie ma żadnej kotwicy blokującej swobodę decydenta. Może on zacząć realizować dowolny scenariusz oraz podjąć dowolną decyzję i zawsze da się to uzasadnić tak „inteligentnie” jak przepowiednie Sybilli (albo metodą „na Telimenę” która wszystko miała w biurku) pomyślanym materiałem źródłowym.
Kiedy merytorycznie wzmocnimy instytucje państwa tak, aby decyzje mogły zapadać na podstawie rzetelnej i wszechstronnej analizy ex post i ex ante, na wzór np. US Energy Administration z której jawnych i publicznie dostępnych opracowań korzysta i mały inwestor z Nebraski i Biały Dom?

Co i kto dalej? W kolejce czekają cierpliwie energetyka słoneczna i wiatrowa. Zawsze staram się stać po stronie pomijanych, ale teraz już chyba rzeczywiście nie ma innego wyjścia, one też powinny cos razem z rządem "zadeklarować", bo bezstronność i konkurencyjność (pomijam racjonalność) zostały poważnie zakłócone. Oczywiście zawsze można powiedzieć, że energetyka wiatrowa lądowa już dostała - wraz z ostatnią nowelizacją Prawa energetycznego - wsparcie ... odwrotne od tego oferowanego PSG, czyli obowiązkowe dodatkowe (bezzwrotne) kaucje za przyłączenie do sieci.... A kto się upomni o "nienarodzonych" które mają wszak swoje propaństwowe agrumenty, ale brak lobbies: morskie farmy wiatrowe, PV, itd.?

Ale czy z tego powstanie jakas calosć? I jak długo jeszcze potrwa ten niczym nie zmącony (z pewnością nie szeroką wiedzą i cywilizacyjną perspektywą) polityczny klientelizm?

sobota, stycznia 30, 2010

Czy koncerny energetyczne się uczą i czy z wrodzonej niechęci do nauki i obrony węgla (jak niepodległości) nie polegną pod Pakietem klimatycznym UE?

Czwartkowy Dziennik Gazeta Prawna doniósł że topnieją plany inwestycyjne krajowych koncernów energetycznych (cytat za WNP tutaj). Redaktor Ireneusz Chojnacki zauważa, że opóźnienia inwestycji energetycznych mogą wyniknąć również z tego, że nie wiadomo które nowe polskie elektrownie dostaną po 2012 roku darmowe uprawnienia do emisji CO2.

Rozumiem że jest to problem dalszego rozwoju energetyki węglowej ale też, w sytuacji blokowania przez owe koncerny energetyczne odpowiednich regulacji i rozwoju „niezależnych” mocy w energetyce odnawialnej i wobec postawienia na wielce wątpliwą energetykę jądrową, także problem dla zapewnienia pokrycia krajowych potrzeb energetycznych w perspektywie kolejnych 10-20 lat. A wobec wywalczenia ponad rok temu derogacji na uprawnienia do emisji CO2 w ramach Pakietu klimatycznego UE miało być tak wspaniale! Sektor energetyczny miał być konkurencyjnym, rentownym a biorcy energii mieli cieszyć się z niskiej ceny energii elektrycznej. Został odtrąbiony sukces negocjacyjny, Green Effort Group (reprezentujący interesy krajowych koncernów energetycznych) blokująca Pakiet klimatyczny UE została nagrodzona przez Premiera a jej uczestnicy obwieszczeni wręcz bohaterami narodowymi. Drobnych popiskiwań na blogu, że to może nie najlepiej dla przyszłych inwestycji nikt już nie pamięta…
Trochę refleksji, polemik i komentarzy z tego okresu pozostała na odnawialnym: patrz tutaj i tutaj.

W jednym z poprzednich wpisów na odnawialnym podane były przykłady do pewnego stopnia skutecznych działań koncernów przemysłowych nastawionych na realizacje swoich celów (normy emisji ze środków transportu, substancji niszczących warstwę ozonową, tłuszczów trans), ale nigdy to nie było dobre dla ludzi i w ostatecznym rozrachunku dla społeczeństwa. Pozytywne było tylko to, ze te firmy jak już widziały, że nie zatrzymają lawiny, w końcu przestawiły się na produkcję bardziej przyjazną dla środowiska. Chyba najbardziej zatwardziały był przemysł tytoniowy, który przez dziesiątki lat utrzymywał wątpliwości, że nie ma związku pomiędzy dymem papierosowym a rakiem płuc.
Ale wróćmy do naszych czterech narodowych championów energetycznych: PGE, Turon, Enion, Energa i może do dwu zagranicznych: RWE i Vattenfall. Czy one się zmieniają, bo jeżeli nie to problem wyżej zaznaczony ich nie dotyczy, bo za 10 -20 lat żadnego z takich koncernów które się nie zmienią nie będzie na rynku. Będą tylko konsumenci energii obciążeni kosztami ich krótkowzrocznego aczkolwiek skutecznego lobbingu sprzed 1-2 lat. Pomijam tu już kwestie jednej z najgorszych decyzji politycznych w energetyce ostatnich lat jaką była konsolidacja pionowa koncernów krajowych i fakt postawiania na węgiel jako zasadniczej bazy paliwowej „na wieki” niemalże, w krajowej polityce energetycznej PEP2030 i strategii zwanej Polska ‘2030 i także oficjalnej (państwowej) niechęci do zmian. Dodam tylko, że prof. Witold Orłowski w swojej najnowszej książce o nadrabianiu przez Polskę dystansu w rozwoju wobec Zachodu pt. „W pogoni za straconym czasem” zauważa, że na początku XVI wieku byliśmy największym krajem ówczesnej Europy zasobnym w ogromne puszcze, które były karczowanie i obsiewanie zbożem, które osiągało (chwilowo) wyższe ceny na Zachodzie. „Wzbogaceni do nieprzyzwoitości magnaci stopniowo przejmowali kontrolę nad Rzeczpospolitą. Zasoby taniej ziemi stały się więc w ostatecznym rachunku naszym przekleństwem. Zachód budował wtedy podstawy przemysłu, a my z systemu przedkapitalistycznego cofnęliśmy się do etapu gdzieś między feudalizmem a niewolnictwem. Znów znaleźliśmy się na peryferiach Europy”. Zwraca też uwagę na zjawisko jest znane pod nazwą „choroby holenderskiej”. Gdy w Holandii w latach 70. XX w. odkryto potężne złoża gazu i ropy, okazało się, że wcale nie przyczyniły się one do przyspieszenia rozwoju kraju. Przeciwnie, taki dar rozleniwia, zniechęca do rozwoju nowych technologii, poprawy wydajności pracy. Analogia tylko częściowo, ale jednak przypomina naszych narodowych energetycznych, ale już ubożejących magnatów …
Ale chciałbym na tym tle zastanowić się czy ci magnaci energetyczni mają zdolność do uczenia się i do autentycznej, a nie tylko PR-owskiej zmiany.
Peter Sengeg, założyciel Society for Operational Learning (stowarzyszenia uczących się organizacji) w swojej książce „The necesaary revolution” widzi, zapewne wzorem Ghandiego (najpierw cię nie dostrzegają, potem cię ignorują, potem zwalczają a potem wygrywasz) widzi kilka wyraźnych stadiów podejścia do zrównoważonego rozwoju w biznesie. 1) Na początku twierdzą, że dostosowanie będzie kosztowne a polityka jest błędna; wtedy potężne firmy zasiewają wątpliwości. 2) Firmy spełniają jedynie minimum wymaganego jedynie presją z zewnątrz twardym prawem. 3) Niektóre firmy zaczynają się podporządkowywać tym potrzebom dobrowolnie (np. oszczędność paliw we własnym zakładzie i chęć poprawy reputacji). 4) Włączenie dbałości o środowisko do strategii firmy stającej się ekologiczną ale też pozostającą przedsiębiorstwem dochodowym. 5) Dbałość o środowisko zajmuje poczesne miejsce w strategii firmy, wpływając na kształtowanie kapitału, budżetów, podstawową działalność i poszukiwanie nowych rynków i zmianę całego łańcucha dostaw.
Myślę sobie że koncerny krajowe jako całość są pomiędzy 1 i 2 etapem rozwoju, ale są „różnice osobnicze”. Trudno mówić o PGE, bo na okoliczność IPO za chwile PR-owsko zazielenił się w mediach, ale długofalowej polityki nie ma; jest realizacja koncepcji rządu (energetyka jądrowa) i pomijanie o tym co miał robić – morska energetyka wiatrowa (to cos dla narodowej firmy energetycznej) i wchodzenie tam gdzie nie ma dla PGE miejsca - biogaz. Tauron dopiero wychodzi z etapu 1 i niewiadomo kiedy zdoła dojść do etapu 2; baza i przywiązanie do przeszłości ciążą nad zmianami. Twardo chce wbrew trendom światowym budować głownie nowe elektrownie węglowe, pocieszające jest tylko to, że prezes Jak Kurp redukuje (pod wpływem okoliczności o których pisałem wyżej) zapał inwestycyjny w tym kierunku i tu warto pochwalic odpowiedzialnosc Prezesa Kurpa za slowa. 5 GW to też duzo i ambitnie, ale jeszcze rok temu sektor mówil o 15-30 GW!. Energa, poza chorobliwą i mało konstruktywną reakcją na energetykę wiatrową wydaje się już być na etapie 2, ale zerka na 3. Enion na etapie niezbyt spektakularnego IPO też „błysnął” spłowiałą nieco zielonością a potem pozostał szarym na etapie 2. Zieleń mógłby ożywić starający się jakiś czas temu o ten koncern bardziej intensywniej Vattenfall, ale teraz nie ma impulsu do poważniejszych zmian. I wreszcie Vattenfall, co do którego nie ma większych wątpliwości że jako światowy koncern (choć świadomy tego monopolista) jest pomiędzy etapem 4 a 5, gdzie firma jest przemięknięta narzucaną z góry misją ekologiczną i misją odpowiedzialności społecznej. Można powiedzieć, że to u nas nie zadziała (potop szwedzki?), ale jednak działa. Widać to w rozmowach z pracownikami średniego szczebla ale też widać że jest to też odpowiedzialność prezesa polskiego odzialu jakim ostatnio został Jacek Piekacz. Nie udaje że węgiel to jedyna przyszłość (choć w Polsce Vattenfall bazuje dalej na węglu i choć sam zaangażował się w promocje technologii czystego węgla) ale w tym przypadku zaleca ostrożność i szukanie alternatyw inwestycyjnych. Nawet jak w Polsce na poziomie opracyjnym różnice niędzy koncernami nie są aż tak duże, to widać przepasć w mysleniu perspektwicznym, nawet jezeli to perspektywa zaledwie Pakietu klimatycznego (10-letnia).

Pisząc o węglu, zerknąłem w tekst wystąpienia jaki już ponad 11 lat temu wygłosiłem w Sejmie: „Nie ma potrzeby, ani sensu, aby rozwój energetyki odnawialnej opierać na jej przeciwstawieniu sektorowi węglowemu, który stał się siłą napędową rozwoju gospodarczego Polski w XX wieku. To dzięki posiadaniu zasobów węgla mamy szansę na zbudowanie pomostu energetycznego w przyszłość i czas na systematyczny rozwój i wdrażanie technologii OZE, przy zachowaniu bezpieczeństwa energetycznego kraju. Musimy pamiętać, że przechodzenie z paliw kopalnych na odnawialne, będzie procesem długotrwałym, ale nie możemy wyczekiwać z ich wprowadzaniem w życie do momentu, kiedy … pod wpływem zewnętrznych okoliczności będziemy musieli działać w pośpiechu, a obszar wyboru zostanie niebezpiecznie zawężony…”

Nie sądziłem wtedy, że najpierw przez wiele lat trzeba budować most świadomości aby umieć połączyć stare z nowym . A „starzy magnaci” uczy się zdecydowanie za wolno i w tęsknocie do feudalizmu energetycznego i przywiązania do węgla blokują rozwój Rzeczpospolitej i naraża na utratę bezpieczeństwa energetycznego. Darmowe uprawnienia do emisji CO2 nie tylko rozleniwiają intelektualnie ale bywają zdradliwe. Ale może teraz Green Effort Group cos w końcu konstruktywnego wymyśli? Mam nadzieję, że nie będą to podwyżki cen energii, które pójdą na przejedzenie wewnątrz własnych grup zamiast na proekologiczną modernizację.

Wobec, moim zdaniem, trudnych do przekroczenia dla krajowych koncernów energetycznych barier w mysleniu o przyszlosci swoim i Polski, chcialbym zaproponowac aby znacząco poniesc w krajowym "Planie dzialan dla OZE" 15% cel dla Polski na 2020 r. Hiszpanie podniesli go o 3%, z 20 do prawie 23%, w tym tamtejszy rzad przewidzial 42,3% udzial zielonej energii elektrycznej w użyciu energii elektrycznej juz w 2020 r. Dokument jest tez do sciagniecia z opisanej w poprzednim wpisie platformy przejrzystosci KE.
Polska, bez żadnego ryzyka, moze ten cel zwiększyć o 3-4% i postawić na zieloną energię elektryczną. Wtedy moze tez krajowe koncerny zaczna sie szybciej uczyc :)

wtorek, stycznia 12, 2010

Platforma przejrzystości i przejrzystość Platformy

Wywiązując się z noworocznej zapowiedzi w sprawie śledzenia prac nad przygotowaniem przez rząd "Planu działań na rzecz OZE do 2020 r." i wdrożenia dyrektywy 2009/28/WE o promocji stosowania odnawialnych źródeł energii, zajrzałem na ustanowioną przez Komisję Europejską (KE) platformę na rzecz przejrzystości służącą informowaniu i monitorowaniu wdrożenia dyrektywy.

Widać, że do wczoraj 15 krajów członkowskich UE przesłało dokumenty z założeniami do prognozy wykorzystania OZE do 2020 r., ew. kosztów i korzyści oraz konkretne informacje takie jak: szacunkowa nadwyżka energii z OZE w poszczególnych latach (2012, 2014, 2016, 2018) aż do 2020 r., potencjał wspólnych projektów (do realizacji wspólnie z innymi krajami), ew. potrzebne transfery statystyczne z innych krajów, gdy dany kraj w którymś z okresów nie będzie w stanie wykonać celu z dyrektywy.

Wśród krajów które zobowiązanie wykonały - termin byl do konca grudnia ub.r - są 4 nowe kraje członkowskie (na 12) : Bułgaria, Czechy, Rumunia, Słowenia oraz 11 krajów „starej piętnastki”: Dania, Francja, Niemcy, Irlandia, Łotwa, Holandia, Hiszpania, Szwecja. Austria, Belgia, Portugalia. Nie ma Polski.

Jest to pierwsza konkretna „wpadka” formalna Polski, bo nawet o ile kraj członkowski może poprosić KE o nie ujawnianie szczegółów dokumentów związanych z prognozami, to samą prognozę, zgodnie z dyrektywą musi dostarczyć. Jak widać z podejściem Polski do wypełnienia zobowiązania specjalnie nie solidaryzują się Czechy (drugi po Polsce malkontent jeśli chodzi o Pakiet klimatyczny UE, dotychczas w sprawach energii i klimatu działający razem z naszymi przywódcami) i Słowenia, które doświadczyły już UE w czasie swoich trudnych dla nich prezydencji oraz najnowsi, problematyczni w inny sposób, członkowie UE; Bułgaria i Rumunia (jeszcze, tam gdzie jest to możliwe, starają się).

Głupi byłby jednak kraj, który z pełnej przejrzystości w tym zakresie by nie skorzystał. Brak publicznie znanych wstępnych prognoz i założeń to też większe w Polsce i u kilku innych maruderów w UE ryzyko inwestorskie i większe koszty oraz wolniejsze tempo rozwoju OZE. To też przepływ najcenniejszego kapitału tam, gdzie jest przejrzyście. Rząd, stawiając na wielce wątpliwą energetykę jądrową oraz de facto promując coraz mniej konkurencyjny węgiel i stwarzając wrażenie że popiera też OZE podniósł niepewność i ryzyko u inwestorów na wszystkich rynkach. Dyrektywa 2009/28/WE, jeżeli jest wdrażana, zmniejsza ryzyko i koszty w całej energetyce, a OZE są opcją technologiczną o minimalnym jedynie ryzyku, taką której promocji żaden kraj nie będzie żałował. My wiemy swoje i wolimy inaczej.

Niemcy podali do wiadomości publicznej swoje szczegółowe założenia do prognozy OZE na 2020 r. już w październiku 2009 r. Tamtejszy minister środowiska zaproponował dla Niemiec o 1% większy cel niż 18% wynikające wprost z dyrektywy i zapowiedział, że jeżeli konsultacje społeczne wykażą większe zainteresowanie OZE, Niemcy ten cel dalej będą zwiększać, proponując zapewne innym krajom (pewnie jednym z tych, których do dzisiaj nie ma na platformie przejrzystości KE) transfery statystyczne aby te mogły swoje cele wypełnić, płacąc kontrybucję na rzecz przemysłu niemieckiego lub płacąc karę na rzecz UE. Mechanizmy są znane wszystkim od dawna i proste i nasz rząd z pewnością je zna. Dlaczego zatem nie chce zmniejszyć ryzyka u własnych inwestorów, dlaczego naraża się i polskiego podatnika na wszczęcie postępowania przez KE za niespełnienie pierwszego, formalnego wymogu dyrektywy, dlaczego naraża skarb państwa na straty oraz lekceważy sprawę i nie dotrzymuje prostego terminu?

A jeszcze, z drugiej strony, dlaczego w tak szybkim tempie, bez wcześniejszych poważnych analiz ekonomicznych, realizuje kolejne kroki programu jądrowego, skoro ani jego potrzeba nie jest oczywista, ani tudzież jego realność i to w sytuacji kiedy nie realizujemy w ten sposób żadnego z naszych trudnych zobowiązań, a efekt jaki ew. uzyskamy będzie wielokrotnie mniejszy niż konsekwentny i pozbawiony ww. elementów ryzyka rozwój energetyki odnawialnej? Kto wie?

PS. Wczoraj, 28 stycznia, z ok. miesiecznym opóźnieniem Polska dostarczyla do Brukseli, jako 24 kraj czlonkowski UE zalozenia do krajowego RES Action plan. Dokument jest malo rozbudwany i wynika z niego ze Polska zamierza swoj cel na 2020 r. przekroczyc o prawie 0,5%. Bedzie to przemiotem bardziej szczeglowych analiz na odnawialnym.

sobota, stycznia 02, 2010

Czy Polacy rzeczywiście oceniają pozytywnie stanowisko rządu ws. Pakietu klimatycznego UE „broniące polskiego przemysłu”?

Sylwestrowo-Noworoczne wydania dzienników zamieszczają szereg „autorskich” (eksperckich”) podsumowań 2009 r., ale tylko Dziennik - DGP opublikował, zlecone wcześniej (firmie badawczej Homo Homini) szersze badania na temat oceny szeregu ważnych, choć oczywiście arbitralnie wybranych, wydarzeń przez Polaków. Generalnie Polacy wykazują się zdrowym rozsądkiem krytykując prywatyzację majątku Skarbu Państwa (63% ocenia negatywnie osiągnięcia w tym zakresie a tylko 26% pozywanie) czy ciesząc się z wyboru Jerzego Buzka na szefa PE (89% ocenia to jako sukces, a 10% jako porażkę). Uwagę moja zwróciły odpowiedzi respondentów na jedno z pytań– to tytułowe - brzmiące w przybliżeniu tak: „Czy oceniasz pozywanie stanowisko rządu ws. Pakietu klimatycznego UE broniące polskiego przemysłu?”; i odpowiedzi: "za" -43,1%; "przeciw" -15,6%.

Pytanie, choć ważne, nie należy do najlepiej sformułowanych, bo sugeruje „heroiczną” zapewne obronę przemysłu. Tak z pewnością nie jest, bo rząd nie bronił tej części polskiego przemysłu, która jest prorozwojowa i się rozwija (MŚP, OZE, efektywność energetyczna, nowe technologie itd.) i zamyka szase rozwoju tym dużym, nazwijmy to lagodnie - lekko ociażalym. Kolejny postsolidarnościowy rząd bronił tego co odziedziczyliśmy po epoce socjalizmu, co dalej (przyzjaneję, pomimo pewnych postępów) w znacznej mierze dalej jest anachroniczne i co jest skazane na (generujące koszty) dryfowanie i zamknął niejako temu przemysłowi drogę do modernizacji i konkurencyjności.

Wywalczone przez rząd w trakcie negocjacji Pakietu klimatycznego derogacje (odsuniecie w czasie w stosunku do innych krajów UE) sięgające 2020 r. (a nawet w ciepłownictwie do 2027 roku) z konieczności 100% nabywania, przez nowe elektrownie węglowe uprawnień do emisji CO2 to rodzaj typowego „strzału we własną stopę”. Elektrownie te nie należą do najnowocześniejszych w UE, a takie niejasne regulacje w UE dotyczące krajowych firm oznaczają większe dla nich ryzyko podjęcia jakichkolwiek działań na rzecz modernizacji (przyzwolenie polityczne i zdradliwa zachęta do kontynuacji tego, co nie ma przyszłości), konieczność pozyskania droższych środków z banków i rynków finansowych na takie tradycyjne inwestycje jak budowa elektrowni węglowych oraz wpychanie energetyki w CCS czyli niewyobrażalne ryzyko technologiczne i biznesowe. Jednocześnie znaki zapytania na tradycyjnych rynkach czarnej energii powodują także pogorszenie warunków finansowania inwestycji w zieloną energię w Polsce, a dodatkową przeszkodą dla OZE i „czystej energetyki węglowej” jest forsowanie mirażu o „taniej” (po 2020 r.???) energetyce jądrowej. Obawiam się, że w wyniku tego rzekomego (i dobrze odebranego przez Polaków, przy tak sformułowanym zapytaniu) sukcesu negocjacyjnego rządu, oznacza to dalszą utratę dystansu technologicznego i konkurencyjności wobec energetyki w UE oraz niewyobrażalne wprost koszty dla odbiorców energii z powodu pozostawienia na następne lata kosztów osieroconych (tzw. stranded costs). To też ryzyko upadku najbardziej ambitnych krajowych koncernów energetycznych, którym jednak mimo wszystko - po wyższym (właśnie z powodu derogacji) koszcie – uda się pozyskać środki i zainwestują w elektrownie węglowe z CCS czy wykorzystaniem technologii zgazowania węgla. Choć prognozowanie „we własnym kraju” nie jest dla mnie łatwe w Polsce, to dodam, że o tego typu obawach pisałem na gorąco bezpośrednio po przyjęciu Pakietu klimatycznego i w tym przypadku nie wycofuję się z tego.

Przy takiej obronie własnego przemysłu, na własne życzenie sprawimy, że już za kilka lat niewiele z niego zostanie; albo masa upadłościowa albo coś do oddania za bezcen inwestorom zagranicznym. Myślę, że Polacy, mimo powyższych wyników badania, za czymś takim się nie opowiadają.

Pomimo głośno wyrażanego sprzeciwu wobec Pakietu klimatycznego przez tradycyjne firmy energetyczne, trzeba wierzyć nawet w ich rozsądek i umieć oddzielić cyniczną walkę o utrzymanie monopolu bez żadnych zmian od szansy na podejmowanie przez nie, trochę skrytych, prób dostosowania do sytuacji. Wiemy z historii jak firmy udowadniały, że coś co miałoby dobre dla społeczeństw, będzie dużo kosztować lub że się nie da tego zrobić, lub że zmiany doprowadzą światową gospodarkę do bankructwa. Wystarczy sobie przypomnieć opór przemysłu samochodowego przez wprowadzeniem katalizatorów (bez tego obecnie większość z nas w miastach byłaby zapewne poważnie zatruta), ograniczeń dla emisji freonów z lodówek i klimatyzatorów i podpisaniem tzw. Protokołu Montrealskiego w sprawie dziury ozonowej w 1987 r. (firmy blokowały zmiany przez 15 lat), wprowadzenie norm energooszczędności na elektryczne urządzenia domowe (blokowane przez amerykański przemysł od 1978 r., aż po 15 latach prezydent Clinton pognał towarzystwo w 1993 r.) czy blokowanie od 1980 roku wprowadzenia informacji na produktach (wcale nie zakazu !) że stosowani tzw. tłuszczów trans szkodliwych dla zdrowia i życia (większość firm je wyeliminowała, ale jeszcze do dzisiaj niektóre zarabiają na nich). Prawie zawsze okazywało się, ze najwięksi truciciele, działając już z pełną świadomością na szkodę konsumentów i zarabiając na nich oraz zwalczając zmiany wynajmując nawet agresywnych lobbystów, w praktyce znacznie wczesnej podejmowały działania dostosowawcze, walcząc o utrzymanie pozycji na rynkach w ramach nowych antycypowanych regulacji. Niektóre z nich jak już czuły że uzyskaly np. technologiczna przewagę konkurencyjną "przywdziewaly zielone szaty" i stawały się rzecznikami zmian. Te które tego nie zrozumiały przestały istnieć.

Postawa rządu wobec Pakietu klimatycznego UE i uzyskane w negocjacjach efekty spowodowały, że tradycyjne, zatwardziałe i mające ciasne horyzonty firmy generalnie nie widzą potrzeby, a może i możliwości szybkich zmian. Rząd moim zdaniem pogorszył sytuację tych innowacyjnych co mogłyby, razem z polską gospodarką, na zmianach wygrać. Zarządy firm nie widzą co z tym „zwycięstwem” robić i tylko miotają się w sprzecznościach. Muszą być przygotowane na różne ewentualności, a to kosztuje.
Podam jednak pozytywny przykład z końca ubiegłego roku. Elektrociepłownia Rzeszów będąca w grupie PGE SA ogłosiła przetarg na budowę bloku kogeneracyjnego wytwarzania energii elektrycznej 30 MW i cieplnej w oparciu o dieslowskie silniki spalinowe na oleje roślinne (nowosć w Polsce, znacznie lepsza i bardziej zbiezna z Pakietem klimtycznym niz promowany w Polsce biodiesel w transporie). Ale wobec niepewności co do spełnienia w przyszłości kryteriów zrównoważoności dla biopaliw (wynikających z pakietu klimatycznego i odbiegających od tego co promuje polskie prawo; Prawo energetyczne i ustawa biopaliwowa) oraz niepewności co do rządowego kontraktu gazowego, dopisała w ogłoszeniu o zamówieniu że blok ma być realizowany w taki sposób, aby możliwe było w przyszłości dostosowanie bloku do spalania gazu ziemnego. Choć to kosztuje to pokazuje że firmy mają nieraz - w tym przypadku to ma podwójne znacznie :) - więcej oleju w głowie i elastyczności w myśleniu niż „broniący je” rząd.

niedziela, grudnia 27, 2009

Klimat i OZE w ‘2009 oraz o innych blogach na ten temat i o głównym temacie na ‘2010

Patrząc wstecz na kończący się 2009 r. wróciłem do wpisu na odnawialnym rok temu, kiedy to się mądrzyłem jaki to dla OZE (już wtedy w kontekście klimatycznym) był 2008 r. i snułem mętne wizje na 2009 r.; że będzie spokojniej i bardziej normalnie i że na początku 2010 r. więcej będziemy wiedzieli w jakim kierunku pójdzie energetyka a z nią OZE i że Ameryka przejmie pałeczkę od zmęczonej wewnętrznymi rozgrywkami UE w proekologicznej i innowacyjnej przemianie światowej energetyki. Na całej linii było akurat odwrotnie; dalej żyliśmy „w ciekawych czasach” i dalej nic się nie wyjaśniło. Tylko, zgodnie z przepowiednią, Ameryka na koniec COP-15 przejęła rzeczywiście inicjatywę (zresztą razem z Chinami) ale poszło to i tak zdecydowanie w innym kierunku niż sobie wyobrażałem.

Nie wiadomo do końca czy przyczyną rozmywania się spraw związanych z OZE i klimatem jest niechęć polityków do przekonywania wyborców do ponoszenia kosztów czy zbyt mała presja społeczeństwa obywatelskiego na podjecie spraw ważnych, jeżeli nawet są to sprawy trudne. Zachowawczymi politykami zajmowałem się wystarczająco dużo w ciągu całego roku- jałowa to robota :). Na koniec roku zadedykuję rządowi zasłyszany dowcip, niezbyt wyszukany, bo choć się starał, to w tym roku tylko na taki sobie zaslużył: Tej zimy rachunki za ogrzewanie są najwyższe od pięciu lat, ale rząd wie jak temu zaradzić. Jego plan to globalne ocieplenie…. Wcześniej amerykański komik Joy Leno adresował podobny dowcip do Georga Busha i chyba pomogło :).

Na tle powszechnej miałkości politycznych inicjatyw (lub ich braku) wspomnę tylko na prof. Macieja Nowickiego, który po dwu latach posługi jako Minister Środowiska – musiał się pewnie nieźle namęczyć rozpięty pomiędzy interesami PO i PSL – podał się do dymisji i który mimo wszystko do końca zachował niezależność, otwarty umysł i klasę.
Tym razem wspomnę szerzej na tę drugą stronę -pozarządową. Wiele ze sprzecznych sygnałów dla społeczeństwa, rozmywających problem i karmiących je ułudą przyszło ze strony mediów. OZE i sprawy klimatyczne przeszły ze szpalt naukowych, ekologicznych do działów gospodarczych, wrażliwych na potrzeby wielkiego biznesu i żyjących z reklam np. wielkiej energetyki, która choć sprzedaje się jako „zielona” to postrzega w OZE i wyzwania klimatycze jako najpoważniejsze zagrożenie dla swoich interesów, a to rodzi nie tylko skutki medialne i polityczne.

Niezwykle ważne są zatem niezależne ośrodki informacji i kompetencji w sprawach OZE i klimatycznych, w których w Polsce szczególnie brakuje. W tym, ważne są wspierające innowacyjne myślenie blogi i portale internetowe, bo ta drogą najtaniej i najszybciej można dotrzeć do odbiorców. To katalizator wiedzy, innowacyjności i pożądanych zmian społecznych (bez tego politycy będą czekać do czasu aż naprawdę wydarzy się coś dramatycznego). Zrobiłem mały przegląd linków ze strony „odnawialnego” i nieco je wzbogaciłem.

Warto podkreślić że z dotychczasowych linków poświeconych OZE w dobrej formie jest Blog Solaris – konsekwentnie i regularnie podejmuje praktyczne tematy i rozprawia się z niekompetencją. Blog Kocham Czytać daje o sobie znać nieregularnie, ale to doskonałe miejsce na szersze refleksję z szerzej perspektywy. Trochę mniej aktywny jest Blog ProEko, ale rozumiem, że jest to związane z powołaniem pierwszego radia „odnawialnego”, do którego pozwoliłem sobie umieścić stały link, bo to w Polsce chyba pierwsza tego typu próba -powodzenia. Dodałem link do Blogu Energetyczno-Paliwowego, który coraz częściej pisze o OZE, w tym celnie o biogazie (nowy, ważny i trudny temat).
Można jeszcze doszukać się kilkunastu blogów piszących czasami o OZE, ale to bardzo słabe wyniki jak na skalę problemu. Szkoda, że zamilkł blog Energooszczędność. Ogólnie brakuje blogów i stron internetowych poświęconych efektywności energetycznej, a wydaje mi się, że obecne pomysły na poprawę energooszczędności albo nie są wdrażane, albo są z innej epoki (gdy ceny energii były oderwane niemalże całkowicie od prawa wartości) i tu krytyczne spojrzenie by się bardzo przydało.

Zdecydowałem też dodać kilka linków poświeconych stricte sprawom klimatycznym. Prawdopodobnie, w dobie narastającej i często świadomej dezinformacji w tym zakresie, najlepszym źródłem informacji w ostatnim roku okazał się portal ChronmyKlimat.pl , poruszający też chętnie problematykę energetyczną i OZE. Portal utworzony przez Instytut na rzecz Ekorozwoju prezentuje stanowiska zbliżone do Koalicji Klimatycznej. Tu dygresja. W czerwcu 2002 roku byłem w Kazimierzu Dolnym gościem zjazdu założycielskiego Koalicji. Wtedy OZE były brane pod uwagę jako jeden z ważnych kierunków dzialania; np. taki fragment z ówczesnej propozycja działań: „Przeprowadzenie wspólnych spotkań z wybranymi grupami/organizacjami/ instytucjami co do pozyskania ich na rzecz aktywnej polityki klimatycznej (np. stowarzyszenia branżowe OŹE …)”. To jest dalej aktualny postulat, głownie dlatego, że środowiska OZE trochę zapomniały że ich najważniejszą i powszechnie uznaną misją jest właśnie ich pozytywny wpływ na klimat. Przyznam, że nie sądziłem wtedy że Koalicja będzie aż tak potrzebna w Polsce, bo nie wierzyłem, że horyzonty kolejnych rządów będą tak ograniczone, a postawy wobec problemów zmian klimaty pasywne, czy wręcz negatywne. Gdyby nie Koalicja obecnie byłoby znacznie mniej okazji do refleksji i uczciwej debaty w tych kwestiach.
Choć o OZE nie pisze to nie mogę nie podkreślić olbrzymiej pracy i niezwykle ważnej roli jaką w dbacie klimatycznej w ostatnim roku odegrał Blog Doskonale Szare, walcząc niestrudzenie z głupotą, niekompetencję i chodzeniem „w zaparte” w sprawie zmian klimatu dziennikarzy i niektórych przedstawicieli środowisk naukowych (na szczęście jest ich niewielu, zazwyczaj z obszarów z klimatem mającymi mało wspólnego, choć trzeba przyznać że są głośni). Doskonale Szare to tęgi umysł i dobre pióro.

Celowo ograniczam się tylko do skromnych krajowych zasobów internetu, ale wobec braku ewidentnych sukcesów energetyki odnawialnej i polityki klimatycznej, te nieliczne jeszcze blogi i portale są bardzo pozytywnym dorobkiem 2009 r. i symptomem rosnącego społecznego zaangażowania w ważne sprawy. Jeżeli czytelnicy odnawialnego mogą zarekomendować inne strony internetowe zajmujące regularne stanowiska wobec OZE, uprzejmie proszę o linki w komentarzach.

Kończąc ostatni wpis ‘2009 dla kronikarskiego porządku dodam, że to rok w którym weszły w życie Traktat Lizboński (nie było o tym wzmianki na odnawialnym)i dyrektywa 2009/28/WE o promocji stosowania odnawialnych źródeł energii (było dużo, ale ciągle nie wiemy co z niej w praktyce wyniknie dla Polski) .
Nie sądzę aby wiele osób przeczytało :) Traktat Lizboński, który w Polce obowiązuje od chwili ogłoszenia w Dzienniku Ustaw (nr 203, poz. 1569), co nastąpiło 2 grudnia 2009. Dlatego przytoczę te wybrane zapisy dokumentu, które przy dalszym tworzeniu prawa UE mogą być (?) dla OZE w Polsce szczególnie ważne. Np. w preambule: Unia (…) działa na rzecz trwałego rozwoju Europy, którego podstawą jest (…) wysoki poziom ochrony i poprawa jakości środowiska naturalnego. W art. 174 poświeconemu środowisku naturalnemu jest rozwinięcie tej myśli: celem UE jest „(…) promowania na płaszczyźnie międzynarodowej środków zmierzających (…) w szczególności zwalczania zmian klimatu.”; W art. 176a poświęconemu energetyce jest taki zapis: „w ramach (…) poprawy środowiska naturalnego, polityka Unii w dziedzinie energetyki ma na celu „(…) wspieranie efektywności energetycznej i oszczędności energii, jak również rozwoju nowych i odnawialnych form energii oraz (….) wspieranie wzajemnych połączeń między sieciami energii”. I dalej: „Bez uszczerbku dla stosowania innych postanowień Traktatów, Parlament Europejski i Rada, stanowiąc zgodnie ze zwykłą procedurą prawodawczą, ustanawiają środki niezbędne do osiągnięcia ww. celów” ale dalej jednak są pewne ograniczenia „ (… o ile nie naruszają one prawa Państwa Członkowskiego do określania warunków wykorzystania jego zasobów energetycznych, wyboru między różnymi źródłami energii i ogólnej struktury jego zaopatrzenia w energię. Oraz: „(…) na zasadzie odstępstwa od ww. ustępu Rada, stanowiąc zgodnie ze specjalną procedurą prawodawczą, jednomyślnie i po konsultacji z Parlamentem Europejskim, ustanawia środki, o których mowa w tym ustępie, jeżeli mają one głównie charakter fiskalny.” Streścić to można tak: ochrona środowiska, OZE i energetyka w ogóle zyskały w UE na znaczeniu („znacznie traktatowe”) ale staje się to przedmiotem skomplikowanych uzgodnień (podziału kompetencji) pomiędzy krajami i instytucjami UE. Nawet przy wprowadzonym Traktatem większościowym systemie głosowania/podejmowania decyzji, uzgodnienia w sprawach energii będą zapewne jak dotychczas męczące a samo ich obserwowanie może być dalej źródłem zgorszenia :). Ale w tym wszystkim jest jeden KONKRET i można sobie np. wyobrazić szybsze i aktywniejsze korzystanie z instrumentów podatkowych (wspólny rynek to kompetencja KE, która w tym zakresie dostała instrument). Może to czas na ekologiczną reformę podatkową i powszechny podatek węglowy. Oczywiście nie wspominam o tym jako o dodatkowym obciążeniu, ale jako o formie substytucji np. obecnego ETS i ograniczenia pazerności fiskusa jeśli chodzi o podatki dochodowe. Pewnie szybko, może już w 2010 r., staniemy się świadkami drobnej rewolucji w zakresie podatków energetycznych…

W tej zagmatwanej sytuacji dobrze że OZE mają swoją znacznie bardziej konkretną i wymagającą zarazem dyrektywę o promocji OZE, która weszła w życie 25 czerwca. Zgodnie z wytycznymi Komisji Europejskiej z 30 czerwca rządy przygotowują „Plany działań na rzez odnawialnych źródeł energii do 2020 r.” (tzw. „Action plans”). Ostateczne wersje rządowe Action plans muszą być znane do końca czerwca 2010 r. Ale założenia do „Action plans” powinny być przesłane przez rządy do Komisji Europejskiej do 31 grudnia i już 1 stycznia 2010 r. (najdalej w pierwszych dniach Nowego Roku) powinnyśmy zobaczyć co też kraje członkowskie UE, w tym Polska, wstępnie proponują na tzw. „platformie przejrzystości” Komisji Europejskiej(tu są też linki związane). Tym tematem odnawialny blog będzie się szczególnie interesował w 2010 r.

Wszystkim czytelnikom odnawialnego i autorom oraz komentatorom innych pokrewnych blogów i portali życzę pomyślności w Nowym Roku.

sobota, grudnia 19, 2009

Kac po Kopenhadze: czy to się leczy?

W świetle dotychczasowych wypowiedzi różnych osób w mediach i przedstawicieli rządu można odnieść wrażenie że więcej niż połowa obywateli RP powinna dzisiaj szaleć ze szczęścia. Długi i meczący Szczyt Klimatyczny ONZ w Kopenhadze w zasadzie zakończył się fiaskiem, UE nie podniosła własnego celu redukcji emisji gazów cieplarnianych z 20% do 30%, a w zasadzie – po fiasku „Kopenhagi” można oczekiwać także „ odwrotowych dzialań" także w Brukseli, gdzie pewnie przeniesie się debata klimatyczna i gdzie trzeba będzie leczyć kaca moralnego. Nie można wykluczyć, że będzie to brutalne ”leczenie klinem”. Zgodnie z sugestiami naszych polityków tego formatu co prof. Buzek – np. wywiad dla Rzeczpospolitej - „Jak się nie dogadamy (w Kopenhadze) to powstaje pytanie, czy odejść od naszego pakietu klimatycznego, czy nie. Ja postuluję, żeby się nad tym zastanowić: albo trzymać się unijnych zobowiązań, albo jeszcze trochę złagodzić”….

Debata kopenhaska wyzwoliła demony niewiedzy (jakoś ciężko byłoby pisać – „ciemnoty”) i egoizmu branżowego i narodowego i dlatego po takim „sukcesie” pewnej (nie przeceniajac tez samej skali poparcia społecznego dla tego sukcesu) trudno się cieszyć nawet „zwycięzcom”, bo moralnie (pomijam skutki rzeczowe/materialne) wszyscy jesteśmy przegranymi. Egoizm i krótkowzroczność natury ludzkiej trzymają się dobrze, nie tylko -ale też -nad Wisłą. I czy to w ogóle się leczy i w jakich środowiskach to może być uleczalne ? Ważne aby to leczyć, bo temat zmian klimatycznych (tak jak i obecny kac morlany) nieprzeminie sam i niestety na dlugo pozostnie w orbicie zainteresowań calego swiata, dzieląc ludzi takze na madrych i glupich.

Może już parę przykładów demonów ujawnionych w ostatnich dniach debaty kopenhaskiej w mediach. Skoro zacząłem od Rzeczpospolitej, kilka przywołań z tego dziennika, który zresztą regularnie informował o Kopenhadze, ale też w dość specyficzny sposób dobierał komentarze lub artykuły mające związek z tematem. Przywołam parę tekstów aby zilustrować miałkość, ale też egoizmy partyjne czy branżowe wspierane wielce wątpliwej jakości argumentami. Zostawię na chwilę :) w spokoju rząd, którym się zajmowałem w poprzednim wpisie i który mam nadzieję, ma choćby małego kaca po tym, jak nie zrozumiał o co w tym do końca chodzi i jak nie wyczuł że z pewnością spora cześć obywateli chce być mimo wszystko „w porządku” wobec innych. Podam dla równowagi inny przykład z gatunku egoizmu partyjnego po stronie obecnej opozycji parlamentarnej, która teoretycznie powinna wywierać na rząd presję w kierunku mniej egoistycznych zachowań, w szczególności dbać o promowanie zasad chrześcijańskich. Zacznę może nazbyt koniunkturalnie od odwołania do znanego już noworocznego ekologicznego orędzia Benedykta XVI, w którym pisze: „ Czy możemy patrzeć obojętnie na problemy związane z takimi zjawiskami, jak: zmiany klimatyczne, pustynnienie, degradacja i utrata produktywności rozległych obszarów rolnych, zanikanie różnorodności biologicznej, wzrost katastrof naturalnych, deforestacja regionów równikowych i tropikalnych? Czy możemy zapomnieć o rosnącym zjawisku, jakim są tzw. uchodźcy ekologiczni - osoby, które ze względu na zniszczenie środowiska muszą je opuścić?". Wedle Papieża "każda decyzja ekonomiczna ma konsekwencje o charakterze moralnym - musi również bardziej szanować środowisko", a rządy poszczególnych państw powinny przeciwstawiać się "wykorzystywaniu środowiska w sposób, który jest dla niego szkodliwy”. Pomimo jasnego stanowiska Kosciola, prominentny członek PiS, były minister środowiska i w swoim czasie szef Konwencji Klimatycznej (!), prof. Jan Szyszko mówi że … „Klimat się zmienia bez człowieka”. Roszczeniowość w wypowiedzi Pana Ministra wobec środowiska - abyśmy jego kosztem mogli się "rozwijać" - też kosztem innych i na krótką metę, oczywiście - przekracza moim zdaniem przyjęte standardy w krajach cywilizowanych i przesiąkniętych duchem chrześcijaństwa. Jest to zgodne z rozpoznanym przez PIS (czy dobrze?) stanem świadomości elektoratu, nawet jak trudno to pogodzić z domaganiem się ze strony srrodowisk wspierających PiS dużych kwot od podatnikow (takze z UE) na geotermię. „Kali mieć, Kali chcieć”... Tu zamiast leczenia dobre skutki moze tez przyniesc edukacja.

Jeżeli chodzi o interesy branżowe to zwrócił moją uwagę artykuł pod tytułem „Ochrona przyrody źle wpływa na wycenę energetyki” . Chodzi tu de facto o "ochrone klimatu..." a dokladnie o prywatyzację i wartość giełdową naszych „championów” energetycznych. Nie chodzi tu bynajmniej o odpowiednią do wartości wycenę energetyki zielonej, naszych odnawialnych zasobów energetycznych i innych wielkich atutów - aktywów, jakie w tym zakresie mamy. Chodzi o korporacyjny i wybitnie krótkookresowy efekt i przerzucenie kosztów i ryzyka na społeczeństwo. Biorąc pod uwagę tylko te wewntrzkrajowe (wszak w świetle sukcesu „kopenhaskiego” innymi się nie interesujemy), do kosztów zaliczyć tu trzeba przyszłych odbiorców energii i udziałowców (tworzona jest spirala kredytow - bańka zadłużenia „emisyjności”) ale też mieszkańców naszego kraju żyjących ciągle w wielu strefach w których jakość powietrza stanowi zagrożenia dla ich zdrowia, tylko dlatego, że ... nie mogą oni jeszcze skorzystać z pelnej ochrony prawnej UE. Np., na prośbę rządu RP dyrektywa w sprawie jakości powietrza z 2008 r. (tzw. CAFE) umożliwiła Polsce przedłużenie okresu dostosowania do normy w zakresie pylu PM10) i do normy w zakresie NO2 i benzenu (najpóźniej do 2015 r.), pod określonymi warunkami. Komisja Europejska, zdaniem Prof. Szyszko działająca zdaniem wiekszosci politykow zazwyczaj wbrew interesom naszego narodu (tak jakby zasmrodzony naród nie chcial mieć czystego powietrza), podjęła właśnie decyzje dotycząca łącznie 97 stref lub aglomeracji w odniesieniu takze do Polski o przedłużenie terminów dostosowania do unijnych przepisów w tej dziedzinie. W decyzjach Komisji zatwierdzono przedłużenie terminów w odniesieniu do PM10 w pięciu strefach, w których dokonuje się oceny jakości powietrza w Polsce i odrzucono wszystkie pozostałe wnioski. Na chwilę (ale tylko na chwilę :) przyjmijmy ze antropogenicznego globalnego ocieplenia nie ma, ale też widać że mała grupa intresariuszy przerzuca ukryte koszty (leczenia naszych rodaków, utraty statystycznej kilku lat życia, zakwaszenia lasów, gleb itd.) na innych. Ten sam mechanizm dotyczyłby np. wylewania fekaliów i wyrzucania odpadów stałych z naszego gospodarstwa na posesję sąsiada. Faktem jest, że koszty po naszej stronie byłyby znacznie niższe niż regularne płacenie za utylizację odpadów, czasami tylko przy niekorzystnych wiatrach trochę by się nam oberwało rykoszetem (po 10 latach takich praktyk nie dało by się pewnie żyć, ale wtedy byśmy się starali gdzieś przeprowadzić). Analogia jest mało wyszukana, ale jak inaczej można walczyć z postawami egoistycznymi w sytuacjach gdzie egoizm przynosi wymierne ale tylko dla pewnej grupy i krótkotrwale zyski ? Sadze że tu edukacja nie pomoze, tu trzeba przebudowy podstaw spolecznych rozwoju przemyslu i ponownego okreslenia jego miejsca na wolnym, liberalnym rynku.

Polityczne i branżowe egoizmy i partykularyzmy, w tym praktyki monopolistyczne przerzucanie kosztów na innych i czerpania watpliwych moralnie zyskow powinny w szczególności być napiętnowane przez liberałów do których należy większość przedstawicieli biznesu. Trudno obecnie tego wymagać od tradycyjnych monopoli energetycznych, nie widać też cienia zrozumienia dla sytuacji wśród (liberalnych) ekpsertow i publicystów gospodarczych. Ale w związku z 20-leciem ogłoszenia pakietu reform „Balcerowicza” z ciekawością przejrzałem cykl ciekawych artykułów na ten temat, tym razem w Wyborczej, oraz wywiad z samych głównym bohaterem tamtych czasów – prof. Leszkiem Balcerowiczem, zwracając uwagę na te z jego tez które mają lub mogłyby mieć związek z polityką klimatyczną. Balcerowicz, jako sztandarowy reformator, który ze swoją reformą, prawie jak Al Gore z „niewygodną prawdą”, pojawił się w sytuacji zagrożenia, mówi teraz o taktyce dzialań: „Stopniowe albo fragmentaryczne zmiany nic by nie dały m.in. dlatego, że nie przełamałyby inercji starego systemu. Ludzie szybciej zmieniają swoje postawy, jeśli zderzą się ze zmianami, które uznają za nieodwracalne - "podoba mi się czy nie - muszę się dostosować". Gdyby reforma pełzała, ludzie machnęliby ręką: "co się będę zmieniał, jakoś przeżyję". To moim zdaniem pasuję także do kontekstu, jak dotychczas, nieskutecznych zmagań klimatycznych, gdzie chodzi o masę krytyczną i wnioski z tak sformułowanej tezy mogłyby by być uzasadnieniem do wsparcia dążeń na rzecz uwzględnienia kosztów klimatycznych w biznesie. Dalej mówi: „w polityce jest zawsze trochę demagogów grających na emocjach ludzi niezorientowanych. Rzucają nośne hasła, że to się sprzeda za tanio, tamto to nasze srebra rodowe, albo coś jest "strategiczne". Co to w ogóle znaczy? Dlaczego miedź czy węgiel mają być "strategiczne"? Są etatystyczne przesądy rodem z Ameryki Łacińskiej, albo też tu chodzi o polityczne interesy - o poparcie związków zawodowych, o możliwość obsadzania stanowisk swoimi kolegami i stronnikami”. Dodaje, że powinniśmy: mobilizować się nie tylko przed wyborami, ale i pomiędzy. A poza tym trzeba to robić w zorganizowany sposób...." i podaje przyklad założonego przez siebie w 2007 r. Forum Obywatelskiego Rozwoju (FOR).

Cenię odwagę i niezaleznosć myslenia Balcerowicza, na odnawialnym przywolywane byly parę razy niekótore jego wypowiedzi (czekam jak po 20 latach zaproponuje cos bardziej dostosowanego do obecnych wyzwań). Zerknąłem co też "jego" Forum pisze w sprawie zmian klimatycznych i polityki ochrony środowiska, aby przyjrzeć się czy jego podejście do gospodarki może stanowić punkt wyjścia do popatrzenia na zapobieganie emisjom zanieczyszczeń i zmianom klimatycznym jako słuszną społecznie i gospodarczo inwestycję. W dziale FOR „Pogromca mitów” przeczytałem jak FOR "rozprawia się" z mitem o „wpływie wzrosty gospodarczego na ochronę środowiska”. Wnioski ze zmagania się FOR z mitem są takie: „Państwo może korzystnie oddziaływać na środowisko naturalne prowadząc odpowiednie działania, takie jak stosowanie podatków od zanieczyszczeń (n.b. nawet się ucieszyłem ze nie znalazłem tu w pozytywnym kontekście przedstawionego handlu emisjami - kom. odnawialnego), promowanie rozwoju świadomości ekologicznej czy ochronę prawa własności do zasobów. Państwo może też powstrzymać się od stosowania niekorzystnych dla środowiska środków, takich jak wypaczające rynek subsydia lub różnego rodzaju bariery zniechęcające do rozwoju nowych technologii”.
To pozytywne i choć generalnie z wywodu pachnie że najpierw musimy nasmrodzić aby potem posprzątać (lub aby inni to musieli robić) ale być może niektórzy liberałowie już uznali, że wystarczająco dużo nasmrodziliśmy i też mają kaca?

Źle to świadczy o naszym stanie świadomości, jeżeli w Polsce, pośród rożnych środowisk, szukam wsparcie dla odpowiedzialnej polityki klimatycznej w Balcerowiczu, ale może w celu przekonania środowisk gospodarczych (moze tych mniej zatwardziałych) tak trzeba? Sądzę, że emisja w skali globu dziesiątków miliardów ton CO2 i setek milionów ton w skali naszego kraju, nie ujętej w kosztach księgowych, jest nie tylko nie do zaakceptowania przez środowisko naturalne, ale też przez naszą gospodarkę i zwykle poczucie przyzwoitości.
Jeżeli nie działają argumenty moralne (a odpowiedzialny biznes jest jedynie chwytem marketingowym), to teraz ja dodam - cyniczne (!), że powinnyśmy to zrobić także dla zdrowia i konkurencyjności naszej gospodarki, bo zostaniemy w tyle tak, jak przywoływane przez Balcerowicza Ukraina, Białoruś czy nawet Rumunia i Bułgaria, które 20 lat temu uznały że świat się nie zmieni, że nie będą ponosić kosztów i "pełzając zamiast biec" pozostały na długo skansenem. Czy w sprawach ochrony klimatu i nieuchronnej potrzeby budowy gospodarki niskowęglowej dalej będziemy rżnąć głupa i dziada, i być przy okazji rozbójnikiem klimatycznym i chamem ryzykującym odrzucenie ze strony innych. Czy też stając się o wiele bardziej niż dotychczas wrażliwymi na innych, sami damy sobie szanse na to aby stać się o wiele bogatszymi? Jak już inaczej nie można, bądźmy zatem nawet egoistami, byle nie głupcami.