W majówkowy weekend pojawił się w Gwardian ciekawy artykuł szefa największego dostawcy energii na Wyspach Brytyjskich pt. „Niektórzy klienci zaakceptowaliby przerwy w dostawie prądu w zamian za niższe rachunki”- link do źródła Octopus Energy boss: some people would accept blackouts if bills cut
Autor - Greg Jackson- szef Octopus Energy zastrzega się na wszelki wypadek, że nie opowiada się za blackoutami. Nie pamiętam jednak aby ktokolwiek w Polsce w ogóle stawiał taki problem - czy całkowita nieprzerwalność dostaw energii jest bezwzględnym priorytetem, czy może krótkotrwałe i lokalne przerwy (blackouty) są dopuszczalną ceną za tańszą energię i mniej rozbudowaną infrastrukturę. Jackson argumentuje, że przy dzisiejszej technologii (laptopy z bateriami, domowe akumulatory) tolerancja społeczna na sporadyczne przerwy jest wyższa niż się powszechnie zakłada — i że upieranie się przy absolutnej niezawodności sieci może po prostu być zbyt kosztowne dla przeciętnego odbiorcy. Nawet jak nie wszyscy odbiorcy nawet krótkie przerwy w dostawach energii przejdą równie łatwo to jego zdaniem utrwalanie wysokich kosztów energii przez wydatkowanie dziesiątków miliardów funtów na sieci przesyłowe i dystrybucyjne - bez wystarczającej przejrzystości co do tego, czy wszystkie te wydatki są rzeczywiście konieczne - jest w Wielkiej Brytanii wysoce wątpliwe.
Odważne słowa Jacksona jako pierwszy odnotował je tygodnik Utility Week — w rocznicę iberyjskiego blackoutu. Wielu mieszkańców Hiszpanii, gdzie Octopus Energy dynamicznie rozwija swoją działalność, deklaruje gotowość zaakceptowania „sporadycznej przerwy w dostawie prądu" w zamian za rachunki za energię elektryczną niższe o 25%.
Choć Octopus Energy próbował sił w Polsce jako dostawca energii i pomp ciepła to poruszony dylemat jest u nas traktowane jak tabu, a pytanie o "jakość dostaw energii elektrycznej" i ile jesteśmy skłonni za nią zapłacić nawet nie jest stawiane. Typowa odpowiedź operatorów narzucana politykom to „za wszelką cenę”. Brytyjski operator NESO pośrednio oskarżany przez Jacksona o nazbyt kosztowne inwestycje w sieci odpowiada w sposób bardziej zniuansowany, że spodziewana jest „skokowa zmiana" w sposobie korzystania z energii elektrycznej przez gospodarstwa domowe, która jednak „nie sięgnie poziomu blackoutów", ale w typowym dla operatorów stylu zastrzega dalej, że inwestycje w sieć energetyczną są nadal niezbędne.
Tymczasem absolutny brak przerw to "jakość nieskończenie dobra". Sektor – w szczególności państwowe grupy energetyczne z sieciami i centralnymi elektrowniami nas przekonuje, że taką jakość oferuje, a przynajmniej się stara, bo do tego się czuje zobowiązany, ale za tym idą nieskończone koszty do poniesienia (przez odbiorców oczywiście). Oczywiście żaden polityk nie ma odwagi głośno nawet zapytać "Czy aby na pewno do dobra droga”?
Dodatkową komplikacją jest to, że jakość dostaw ma charakter obszarowy, a na jednym obszarze przyłączeni są odbiorcy o zróżnicowanych wymaganiach i zdolności płatniczej. Zapotrzebowanie na jakość dostaw jest zindywidualizowane i unifikuje się dopiero kiedy dąży do nieskończoności. Być może to jest powód, że jesteśmy mamieni jakością nieskończona (wygodne pozbycie się problemu). Bo w tym obszarze aksjomat monopolu państwa na zapewnienie jakości dostaw energii jest kotwicą, podobnie jak coraz bardziej jednak krytykowane tzw. „1000-letnie” wały, które mogą dawać fałszywe poczucie bezpieczeństwa. W przypadku ich przerwania skutki powodzi mogą być znacznie bardziej katastrofalne dla terenów, które czuły się w pełni chronione.
Ciekawe, że nawet przy okazji analizy przyczyn i skutków niszczącej powodzi z września 2024 roku oraz wskazywania rozwiązań na przyszłość Zespół ds. Odbudowy Odporności po Powodzi Komitetu Nauk o Wodzie i Gospodarki Wodnej przy Prezydium PAN skrytykował maksymalistyczne podeście że … rezerwy powodziowej (zbiorniki retencyjne, wały itp.) nie należy powiększać bez względu na okoliczności. Powołując się na doświadczenia zagraniczne stwierdził: „W wielu krajach UE tradycyjne rozwiązania techniczne (zapory, kanalizacja rzek, obwałowania) osiągnęły granicę oddziaływań na rzecz ochrony przed powodzią. W konsekwencji dąży się do stworzenia przestrzeni dla rzek i miejsca dla powodzi tam, gdzie zagrożenie ludności i gospodarki jest małe. Dla ograniczenia ryzyka, konieczne jest zaangażowanie władz lokalnych i społeczności, co … jest uznane za jedno z bardziej efektywnych doświadczeń w walce z powodzią”.
Może to naiwne, ale w energetyce potrzeba byłoby politycznej zgody na dwa burzące spokój monopolu założenia:
- Jakość dostaw energii MUSI być zwymiarowana i wyceniona zamiast obecnie iluzorycznego "zawsze" w kolizji do "za społecznie akceptowaną (jaką ?) cenę". Kiedyś PSE liczyło LOLP- ang. Loss of Load Probability - jako parametr wyceniający jakość dostaw energii, ale – jak się wydaje po wprowadzeni reformy rynku bilansującego ta praktyka uzasadniająca potrzebę ponoszenia kosztów jednostronnego zapewnienia mocy nie jest obecnie eksponowana.
- Odpowiedzialność za zapewnienie jakości dostaw energii musi być podzielona pomiędzy Państwo i odbiorcę energii w sposób ekonomicznie zasadny, odpowiadając na lokalnie wyższe zapotrzebowanie na wyższą jakość dostaw budowaniem środków indywidualnych, a nie wzmacnianiem całego systemu ponad poziom satysfakcjonujący resztę odbiorców.
Przy okazji analizy odważnego artykułu energetyka młodszego pokolenia wraca uzasadnienie np. dla Taryf Dynamicznych (dla przypomnienia – chodzi o dystrybucję energii) czy opłat węzłowych spychanych na margines przez myślnie „za wszelką cenę, zawsze i dla wszystkich jednakowo”, ale najwięcej oczywiście i najbardziej bogato dla propagatorów tej kosztownej koncepcji.



