wtorek, września 14, 2021

20 lat Instytutu Energetyki Odnawialnej – spółka z nieograniczoną odpowiedzialnością za przyszłość

20 lat temu, u zarania nowoczesnej energetyki odnawialnej w Polsce, postał Instytut Energetyki Odnawialnej. IEO działając na rynku był królikiem doświadczalnym (elegancko "pionierem”), świadkiem i barometrem rynku OZE. W tym sensie historia IEO, dobre i gorsze czasy, to też historia OZE. Nie chciałem aby ten tekst był li tylko laudacja dla Jubilata. Mam nadzieję, że jest to szersza refleksja o nowożytnej historii energetyki odnawialnej w Polsce,  która zaczęła się z początkiem XXI wieku.

Powstanie IEO związane było z przemianami, które zachodziły w polskim myśleniu o energetyce od początku nowego stulecia. Impulsem do założenia IEO było przyjęcie przez Sejm w 2001 roku „Strategii Rozwoju energetyki odnawialnej” – pierwszego rządowego i zatwierdzonego przez Sejm dokumentu wyznaczającego cele udziału OZE w krajowym bilansie energetycznym na 2010 rok (7%) i długoterminowym na 2020 rok – 14%, co po 20 latach się potwierdziło.

W opracowaniu dokumentu aktywny udział brali późniejsi pracownicy IEO. Zespół ten opracowywał  założenia do rządowej „Strategii” i miał zamiar wziąć aktywny udział w jej wdrażaniu.  Nie było to jednak możliwe w ówczesnej formule, w jakiej zespół działał.

Mało kto dziś pamięta okoliczności jakie doprowadziły do założenie IEO, który jest spółką z o.o. (co niektórzy lubią odkreślać jako wadę, a z czego zarząd jest bardzo dumny). Wtedy dla nas – założycieli – 23 entuzjastów OZE, formuła spółki (pracowniczej) wydawała się znacznie bardziej demokratyczna i niezależna niż rozważana jako alternatywa Fundacja. W ten sposób zostaliśmy - jak to niektórzy nazywają – „spółka z nieograniczoną odpowiedzialnością za przyszłość”.

Kamienie milowe w rozwoju rynku OZE w Polsce

Początkowe nadzieje na rozwój rynku OZE i zapotrzebowanie na usługi naukowo-badawcze i doradcze okazały się zbyt optymistyczne. W ciągu tych lat Instytut przeżywał szereg zawirowań w polityce i prawie (fakt, czasami sami byliśmy sprawcami części z nich 😊), które zazwyczaj poprawiały sytuację na rynku i stawały się kamieniami milowymi dla całej branży OZE. Wymienić wypada:

1)   pierwszy w Polsce projekt ustawy o OZE  z 2003 roku i jej uchwalenie dopiero w 2015 roku (jedna z najdłużej procedowanych ustaw w historii III RP);

2)   ustalenie w 2003 roku, w negocjacjach przedakcesyjnych,  polskiego celu w zakresie OZE – 7% na 2010 rok  (zgodnego ze „Strategią” dla OZE  z 2001 roku;

3)   przystąpienie do Unii Europejskiej w 2004 roku;

4)   trzy unijne pakiety klimatyczno-energetyczne, w tym system handlu emisjami ETS (2004), dekarbonizacja (2011) i neutralność klimatyczna (2020);    

5)   trzy dyrektywy o promocji OZE z 2001, 2009 i 2019 roku

6)   wprowadzanie systemu zielonych certyfikatów (od 2005 roku), jako formy wdrożenia pierwszej dyrektywy o OZE.

Pomimo pozytywnych impulsów w postaci dokumentów strategicznych UE, sposoby wdrożenia ich do polskiego prawa, a także praktyka rynkowa kształtowana przez krajowe regulacje pozostawiały wiele do życzenia. Niestety, z tych powodów miały miejsce sytuacje trudne dla branży lub regulacje nietrafione, lub zdecydowanie spóźnione jak dla pionierów (takich jak IEO), takie jak:

1)           antyekologiczna i oszukańcza ustawa o biopaliwach, niestety z wrzutką z „innymi roślinami” z 2003 roku;

2)           brak woli politycznej do koniecznej już w 2011 roku reformy systemu zielonych certyfikatów i mniej lub bardziej świadome doprowadzenie do „gnicia” rynku, które trwało aż do uruchomienia systemu aukcyjnego (2018);

3)           zablokowanie w 2016 roku rozwoju energetyki wiatrowej niemądrą regulacją „10H”, która, jak żadna inna, podkopała zaufanie inwestorów i ciągle negatywnie wpływa na ceny energii, wskaźniki ekorozwoju i klimat inwestycyjny w Polsce;

4)           ignorowanie alarmujących informacji o ryzyku niewypełnienia 15% celu OZE na 2020 rok (pierwsze sygnały wychodziły z IEO już w 2015 roku, ostatni raport dla rządu, kiedy można było jeszcze podjąć działania naprawcze, został przygotowany na wiosnę 2018 roku);

5)           zablokowanie wprowadzenia taryf gwarantowanych dla prosumentów w 2016 roku, które na szczęście skompensowane zostało programu dla prosumentów „Mój prąd” (2019).

Uważamy w IEO, że niemądre prawo w końcu  przegra z technologią, postępem i racjonalnością ekonomiczną oraz fundamentalnymi zasadami zrównoważonego rozwoju. Pomimo psucia rynku, właśnie rynek i przemysł były podstawowym źródłem przychodów IEO od początku działalności. O ewentualne dotacje z unijnych programów badawczych walczyliśmy w warunkach pełnej konkurencji z o wiele większymi grupami międzynarodowymi.

Co się udało?

Przychody w branży OZE to sytuacja bardzo zmienna i każdy praktykujących w tej branży  o tym wie. Dlatego wobec częstych zawirowań, cechą charakterystyczną IEO była zawsze dość szeroka oferta usług i produktów oraz elastyczność i dostosowanie się do potrzeb klienta, przy zachowaniu misji organizacji jako think-tanku, promując myślenie w kategoriach strategicznych.

Byliśmy bardzo aktywnym kreatorem i uczestnikami szybko rozwijającego się od 2001 rynku energetyki wiatrowej, niezależnie od tego że przeżywał nie tylko spektakularne wzloty, ale i upadki. W latach 2001-2003 byliśmy autorami projektu pierwszej profesjonalnej farmy wiatrowej o mocy rzędu 50 MW.  Obecnie, po 20 latach, w obliczu nieracjonalnej regulacji „10H”, aktywnie poszukujemy miejsc i rozwijamy projekty rzędu 5 MW na obszarach przemysłowych, aby obniżyć ceny energii dla przemysłu. Wiele energii poświęcamy na to, aby wykazać szkody dla gospodarki kraju jakie przynosi uporczywe trwanie przy złej regulacji „10H. 

Wdrażaliśmy do produkcji przemysłowej własny patent na kolektor słoneczny. Integrowaliśmy rozproszony sektor energetyki słonecznej cieplnej i w 2009 roku doprowadziliśmy do pierwszego w Polsce programu mikro dotacji NFOŚiGW dla kolektorów słonecznych, a potem następcy - programu „Prosument”.

Przygotowywaliśmy kluczowe dla rządu, stowarzyszeń branżowych i firm dokumenty strategiczne z obszaru OZE i roli energetyki odnawialnej w miksach energetycznych. Zwracaliśmy uwagę (już przed 2010 rokiem) na znaczący potencjał morskiej energetyki wiatrowej, w tym możliwość zaangażowania polskich podmiotów w jej rozwój.

Zaproponowaliśmy po raz pierwszy w Polsce metodykę rozłożonego koszty energii LCOE jako kryterium porównawcze dla różnych technologii OZE i energetyki konwencjonalnej, konsekwentnie twierdząc, że OZE musi stać się konkurencyjne na rynku. Tą metodą wykazywaliśmy np. że, już po katastrofie w Fukushimie (2011) energetyka wiatrowa stała się tańsza od atomu i (już w 2012) że instalacje prosumenckie staną się opłacalne w 2020 roku.

W 2012 roku postawiliśmy na fotowoltaikę, stwierdzając, że znaczący spadek kosztów tej technologii zwiększył jej potencjał ekonomiczny na terenie Polski w stosunku do naszych poprzednich przewidywań. Była to długoterminowa inwestycja, na którą dopiero w 2019 roku udało się uzyskać znaczące wsparcie rządowe.

Co do zasady nasze przewidywania były słuszne, choć w momencie ich przedstawienia niewielu się podobały i trzeba nam było iść pod prąd.

a)   Tak było np. przy pracach nad KPO i KPEiK  z uznanymi za optymistyczne ocenami potencjałów wykorzystania OZE do 2010 i do 2020 roku oraz z pesymistyczną prognozą rozwoju rynku zielnych certyfikatów na energię z OZE.

b)   Podjęliśmy pierwszą w Polsce próbę oszacowania potencjału wszystkich źródeł „prosumenckich” i pilotażu z wprowadzeniem taryf gwarantowanych i był to kierunek, który w latach 2012-2017 nie podobał się energetyce zawodowej i wywoływał kontrowersje w Parlamencie.

c)   Pomimo tego że w latach 2014/2015 autorską, tzw. „poprawką prosumencką” do ustawy o OZE inicjowaliśmy ruch prosumencki, na przełomie 2020/2021, jako pierwsi poinformowaliśmy (ku powszechnemu niezadowoleniu), że prosumenci indywidualni, czyli największy segment napędzający całą branżę PV „dostaje zadyszki” i trzeba uruchomić inne segmenty. 

d)   Już w 2016 roku wskazywaliśmy że trzeba równolegle rozwijać prosumentów biznesowych (autoproducentów przemysłowych), którzy ponoszą nieproporcjonalnie wyższe koszty zaopatrzenia w energię i mają olbrzymie wolne moce przyłączeniowe.

Ale pomimo krytycyzmu, denerwującego rządzących (a czasami też branżę OZE), zawsze próbowaliśmy jednak poszukiwać się konstruktywnych propozycji  zmian – sama krytyka jest zbyt łatwa.

a)     Od dekady wydajemy raport „Rynek fotowoltaikę”, zapewne najważniejszą, najbardziej wyczekiwaną corocznie w maju  publikację, która dokumentuje rozwój branży, jest barometrem koniunktury  i wyznacza trendy technologiczne.  Optymistyczne dane i prognozy z edycji 2019 i 2020 pomogły branży nie tylko przetrwać trudny czas pandemii, ale skanalizować na niej uwagę rynków finansowych i całej energetyki, wspierając obecny boom inwestycyjny.

b)     W pandemicznym 2020 roku, obserwując załamanie się łańcuchów dostaw postawiliśmy na rozwój krajowego przemysłu produkcji urządzeń PV (aby Polska nie była uzależniona w 100% od importu ogniw fotowoltaicznych z Chin) i zainicjowaliśmy szereg działań w Polsce (np. „mapa drogowa przemysłu PV” oraz, we współpracy z Ministerstwem Klimatu porozumienie sektorowe branży PV z rządem).

c)     Aktywnie wpływaliśmy na inicjatywy UE w tym zakresie  (np. kampania „Solar Europe Now” i fotowoltaiczną inicjatywę naukowo-przemysłową  IPCEI).

d)     Zainwestowaliśmy w projekt przemysłowy a potem w spółkę Giga PV S.A., która podjęła ryzyko produkcji, po raz pierwszy, w Polsce ogniw PV na skalę „gigawatową”. 

Wierzymy, że wnieśliśmy swój istotny wkład (nie tylko poprzez stawianie „scenariuszy ostrzegawczych”) w sukces polskiej fotowoltaikę. Z satysfakcją jako pierwsi w Polsce  informowaliśmy w znanych od dekady raportach nt. rynku PV, że Polska znalazła się najpierw na 5-tym miejscu pod względem nowych  mocy zainstalowanych w UE w 2019 roku i na 4-tym w 2020 roku.

Najtrudniej wycenić wkład w rozwój kapitału ludzkiego - najważniejszego czynnika w rozwoju nowej branży. Setki młodych osób podejmowało pierwszą pracę w IEO, przychodziło na staże, praktyki; -często nie kończyło się na jednych wakacjach, dziesiątki zostawało na dłużej, a część, po odejściu ze zdobytą wiedzą do dużych firm i organizacji takich Komisja Europejska, ministerstwa, NFOŚiGW, URE) stanowi niezwykle cenne grono stałych współpracowników. Zainicjowane i prowadzone przez specjalistów IEO, we współpracy z renomowanymi uczelniami technicznymi i ekonomicznymi  studia podyplomowe „Inwestycje w OZE”, których od dekady jestem opiekunem merytorycznym, wykształciły i ukierunkowały na rozwojowe obszary energetyki pond 500 wysokiej klasy specjalistów od fotowoltaiki, energetyki słonecznej i ekonomiki OZE, pracujących w najbardziej renomowanych firmach w energetyce.

Wyzwania i plany

Z czasem i z postępem technologicznym coraz bardziej stawialiśmy na źródła zeroemisyjne, choć początkowo rozważaliśmy również inne technologie. Ostatecznie jednak doszliśmy do wniosku, że Polska powinna „rzucić palenie”. 

Postawiliśmy na źródła wiatrowe i słoneczne, jeszcze wtedy gdy wielu uważało, że wyłącznie spalanie odpadów organicznych, biomasy i biogazu są jedynymi OZE właściwymi dla Polski lub, że zeroemisyjne źródła to ewentualnie geotermia i energetyka wodna.

Jak w innych przypadkach wprowadzania nowych technologii, tak i teraz nie brakuje sceptyków odnoście wybranej przez Europę drogi transformacji energetycznej, których na szczęście jest coraz mniej, z uwagi na następujące fakty. Jeszcze dekadę temu wielu energetyków twierdziło, że źródeł pogodowo-zależnych w systemie nie może być więcej niż 1-5%, tymczasem obecnie w Polsce jest to 10%, w Danii ponad 50%. Taka jest siła postępu i taki jest, oparty na podbudowie naukowej,  kierunek zmian.

Chcemy poświęcić kolejną dekadę naszych zmagań o to aby innowacyjne OZE były kluczowym elementem rynku energii i ochrony klimatu.

 Uczestniczyliśmy lub uczestniczymy łącznie w 50 międzynarodowych projektach badawczych finansowanych przez UE. W  2010  roku IEO nominowany był do nagrody tzw. „Kryształowej Brukselki” (za skuteczny udział w programach badawczych UE).

 Obecnie, szukając nowych perspektyw wdrożeniowych dla zeroemisyjnej energetyki realizujemy dwa  projekty badawcze z programu UE „Horyzont ‘2020” i dwa projekty finansowanie przez NCBiR, które torują drogę do pokonania nowych wyzwań związanych z magazynowaniem energii i integracją dużych udziałów OZE.

Wielkie nadzieje wdrożeniowe wiążemy obecnie z dwoma projektami NCBiR:

· „Ciepłownia Przyszłości, czyli system ciepłowniczy z OZE”;

· „Elektrociepłownia w lokalnym systemie energetycznym”,

które realizujemy w konsorcjum Rafako Innovation w polskich ciepłowniach w Końskich i w Radzyniu Podlaskim. Te projekty to zwieńczenie kilkuletniej pracy IEO nad otwarciem się polskiego ciepłownictwa i administracji publicznej na wprowadzanie do miksu ciepłowniczego zeroemisyjnych OZE oraz magazynów ciepła. W pierwszym przypadku chodzi o system ciepłowniczy z 80% udziałem ciepła z OZE, w drugim – dzięki technologiom wodorowym  -100%.

Staramy się jednak jak zawsze szukać rozwiązań na przyszłość i działać tak jak robiliśmy to przez ostatnie 20 lat. Pod tym względem historia nas za wiele nie nauczyła, ale też (mam nadzieję) nie zepsuła, nie nauczyła konformizmu.

Ambitnemu zwiększaniu udziałów zeroemisyjnych OZE w systemach energetycznych powyżej 50%, integracji  źródeł zielonego ciepła i energii elektrycznej w inteligentne mikrosieci, wprowadzaniu magazynów ciepła i technologii zielonego wodoru i oraz szukaniu rozwiązań dla prosumentów przemysłowych uciekających przed drogą energią i wysokim śladem węglowym, chcemy poświęcić kolejną dekadę naszych zmagań o to aby OZE były kluczowym elementem rynku energii i ochrony klimatu.

Zapraszam na migawki (link) z jubileuszowego spotkania tych którzy byli i są z nami przez ostatnie 20 lat. Jeszcze raz dziękuję za daną możliwość aktowego uczestniczenia w postępującym od początku wieku nieodwracalnym już  procesie zmian, polegającym nie przechodzeniu energetyki kopalnej na odnawialne zasoby energii.

 

środa, sierpnia 11, 2021

Spalanie węgla odpowiedzią energetyki na zmiany klimatu? Ostatnie dane miesięczne o rynku energii wskazują na odwrotne trendy niż zakładają polityki klimatyczne

Lipiec unaocznił Europejczykom jak mogą wyglądać skutki zmian klimatu, gdy pozostaną bierni i niesolidarni wobec wyzwań klimatyczno-energetycznych. Wtedy gdy Europa północna osuszała domy, środkowa sprzątała po wichurach i nawałnicach, południowa walczyła z suszą i pożarami, unijna energetyka wróciła do spalania węgla na skalę nienotowaną od dawna.

Dane ENTSO-E dotyczące produkcji energii elektrycznej za lipiec ‘2021 pokazują, że w Niemczech, w Polsce jak i w UE wzrasta ilość energii z węgla. W UE i w Niemczech nietypowo wzrosła ilość zielonej energii z wiatraków i wyraźnie spadła generacja z fotowoltaiki. W Polsce odnotowano podobna strukturę wytwarzania jak w czerwcu, z niewielkim wzrostem OZE w porównaniu do miesiąca poprzedniego (o 0,2%), w tym wzrostem udziałów energii z PV. Fale upałów, poza innymi anomaliami klimatycznymi i słabnącą pandemią, wywoływały wzrost zapotrzebowania na energię i windowały ceny energii.

W lipcu fotowoltaika w Polsce wyprodukowała o 13% więcej energii niż miesiąc wcześniej (685 GWh/m) i o 160% więcej niż w analogicznym miesiącu roku poprzedniego. Produkcja energii pochodzącej z elektrowni wiatrowych wzrosła o 8% (m/m), co stanowi 671 GWh/m, ale w porównaniu do lipca ub.r. zmalała o 18%. Na dzień 1 czerwca ‘2021 moc zainstalowana w fotowoltaice przekroczyła 5 GW, moc farm wiatrowych ponad 6,8 GW. W lipcu, po raz pierwszy w historii, energetyka słoneczna w Polsce dała o 2,1% energii więcej niż energetyka wiatrowa – rysunek poniżej.

Energia wiatru i słońca stawiły łącznie 83,1% całości energii z OZE, wobec 81,9% w ostatnich 12-tu miesiącach. Dla możliwe najlepszego zrównoważenia Krajowego Systemu Energetycznego i pełnego wykorzystania możliwości przyłączeniowych, te dwa wiodące źródła w miksie OZE, w warunkach polskiego klimatu, powinny rozwijać się w podobnym tempie (też jako hybrydy, łącznie z magazynami ciepła i wodoru). Wzajemnie się uzupełniając i łagodząc „stresy” w KSE oraz obniżając koszty dla odbiorców energii i tworząc modele biznesowe dla tzw. „enabling technologies” (heat&power sectors coupling, smart grids, e-mobility&hydrogen mobility), stanowią kluczowe rozwiązanie dla lipcowego pakietu klimatycznego Komisji Europejskiej zwanego „Fit-for-55” i stanowią najlepszą, zeroemisyjną odpowiedź na dramatyczne wyzwania klimatyczne ujawnione w sierpniowym raporcie IPCC. Niestety rozkiwają się za wolno w stosunku do potrzeb.

Biomasa jako jedyne źródło OZE zanotowała spadek o 11% (m/m), ale w porównaniu z lipcem 2020 (r/r) zaobserwować można jej wzrost aż o 233%. Wzrost wykorzystania biomasy w ciągu całego roku wynika z większego wykorzystania zdolności predykcyjnych w obliczu wzrostu cen uprawnień do emisji CO2.

Całkowity udział energii wyprodukowanej z OZE w lipcu w stosunku do czerwca wzrósł minimalnie z 11,1% do 11,9%. W lipcu udział energii elektrycznej wyprodukowanej przez źródła pogodowo-zależne wyniósł 9,4% i jest to wynik podobny do miesiąca poprzedniego.

Niejako wbrew technologicznym trendom rozwojom, innowacjom i potrzebom środowiskom  oraz oczekiwaniom odbiorców energii rozwija się produkcja energii z węgla (kamiennego i brunatnego) w Polsce w lipcu wzrosła o około 10%, głównie ze względu na 14% wzrost udziału w generacji energii węgla kamiennego. To zrozumiałe z uwagi na brak wcześniejszych inwestycji w OZE, ale przeglądające się na emisję i wzrost kosztów energii, o czym dalej.

Problem z transformacją i odchodzeniem od węgla ma nie tylko Polska, ale cała UE. Dlatego warto analizować całość produkcji energii z OZE (i stan mocy wytwórczych) w szerszym kontekście międzynarodowym.

W Niemczech, w lipcu nastąpił wzrost produkcji energii elektrycznej z elektrowni wiatrowych o 38% w stosunku do czerwca, przy dużym spadku w stosunku do maja – o ponad 61%. Analizując dane dla UE można zauważyć, że okres letni - z zazwyczaj bezwietrzną pogodą w Europie kontynentalnej - nie sprzyja elektrowniom wiatrowym. Fotowoltaika, w porównaniu do miesiąca ubiegłego, w odróżnieniu od Polski, odnotowała  niewielki spadek w Niemczach i całej UE (odpowiednio o 1% i 18%). Porównując produkcję energii z OZE, ciągle widać szybsze tempo rozwoju w Polsce niż w Niemczech czy UE. Lipcowy wzrost wyniósł w Polsce 7%, w Niemczech 1%, natomiast w całej UE zaledwie 0,3%.

Dużo mniejsza w UE produkcja energii z wiatru i brak wzrostu energii z PV, przy wzroście  zapotrzebowania na energię, musiały być skompensowana przez elektrownie zużywające paliwa kopalne, w tym przypadku głównie przez węgiel kamienny. W Niemczech wykorzystanie węgla kamiennego wzrosło o 14% (m/m), natomiast w UE aż o 32% (w tym mieści się przede wszystkim wkład polskich i niemieckich elektrowni węglowych).

W lipcu spadek udziałów zanotowały elektrownie gazowe – spadek o ponad 18% w Niemczech i 6% w UE (m/m). Porównując z analogicznym okresem roku ubiegłego jest to odpowiednio 40% mniej w Niemczech i 29% mniej w UE. Zmiany m/m oraz r/r w produkcji energii elektrycznej w lipcu ‘2021 w Polsce w Niemczech na tle UE zestawiono w tabeli poniżej.

 Ważnym wskaźnikiem do analizy krajowych rynków energii w lipcu, w tym w szczególności udziałów energii z węgla i OZE, są porównania w obrębie całej UE dotyczące cen energii elektrycznej. UE od dawna nie miała tak wysokich cen energii, napędzanych zasadniczo przez „kraje węglowe”, w tym Polskę (najwyższy udział energii z węgla) i Niemcy (największe zużycie węgla). W lipcu ceny energii elektrycznej osiągnęły swoje maksimum zarówno w Niemczech jak i w Polsce – rysunek.

 Wg ENTSO-E średnie ceny hurtowe energii elektrycznej w lipcu w najbardziej węglowych krajach UE były wyrównane i wynosiły odpowiednio 81,4 euro/MWh w Niemczech i 81,7 euro/MWh w Polsce. Są to ceny niespotykanie wysokie (o 54% wyższe niż średnie ceny energii w UE w I kw. 2021 roku). Ceny energii elektrycznej rosną w całej UE, spektakularnie też w Hiszpanii i Wielkiej Brytami, czyli w wychodzących z pandemii krajach o niskiej zdolności wymiany międzynarodowej i dłużej niż to było konieczne żegnających się z węglem oraz obarczonych stopniowo rosnącymi kosztami utrzymania energetyki jądrowej. Najlepiej z presją na wzrost cen energii w UE radzi sobie Skandynawia, gdzie energia jest najtańsza i skąd tradycyjnie najchętniej importujemy energię.

Ale w lipcu aż o 83% niższe było saldo wymiany międzynarodowej, które w lipcu wyniosło 43,9 GWh i było najniższe w całym 2021 roku i niższe niż w 2020 roku. Saldo wymiany było bardziej korzystne z powodu zwiększonej produkcji energii z węgla kamiennego. Dane o cenach energii w lipcu wskazują na możliwe powody spadku wymiany międzynarodowej w handlu energią i dlaczego energetycy, w przeciwieństwie do obiorów energii, mogą nie przejmować się zmianami klimatu i dlaczego nie spieszą się ze zmianą miksów energetycznych na bezemisyjne. W czasie stresów klimatycznych i pandemicznych klienci są w stanie zapłacić wiele za energię elektryczną. Nie wiadomo tylko jak długo zechcą i jak długo będą mogli sobie pozwolić na trwanie w systemie wysokich cen energii, napędzając jednocześnie wzrost emisji CO2 i zmiany klimatu.

 

poniedziałek, lipca 26, 2021

Pakiet klimatyczny „Fit-for-55” zachętą do opracowania krajowej zeroemisyjnej mapy drogowej i rzetelnej oceny skutków ekonomicznych dla energetyki

Propozycja Komisji Europejskiej pakietu klimatycznego „Fit for 55” z 15 lipca jest konsekwencją przyjętego w grudniu 2019 r. Europejskiego Zielonego Ładu oraz zaakceptowanego rok później przez wszystkie państwa UE (także Polskę) zwiększonego celu redukcji emisji o 55% (wobec wcześniejszego celu 40%) do 2030 roku. Jest także potwierdzeniem pełnej determinacji UE do osiągnięcia neutralności  klimatycznej do 2050 roku (Polska jako jedyny członek UE oficjalnie tego celu nie poparła).

Jak słusznie zauważa Instytut Jagielloński, najprawdopodobniej w najbliższych 2-3 latach nie będzie ważniejszego tematu na forum unijnym i polska debata publiczna powinna to odzwierciedlać. Różne podejście  do celów klimatycznych (średnio i długookresowych) może wpłynąć na różne postrzeganie  Fit-for-55 w UE i w Polsce. W szczególności w Polsce debata będzie gorąca (już jest, o czym dalej). Niestety cały wysiłek intelektualny może się sprowadzić do kombinowania jak skorzystać z funduszy UE na ochronę klimatu (efektywność energetyczną i OZE, ale już bez inwestowania w rozwój technologii cleantech, o co trudno bez perspektywy długookresowej) i do tego dalej spalać paliwa kopalne (importowane, w szczególności z Rosji, niestety). 

Oś dyskusji została jasno wyartykułowana przez Przewodniczącą Komisji Ursulę  von der Leyen, która zapowiedziała, że gospodarka oparta na paliwach kopalnych osiągnęła swoje granice i że przyszedł czas na zeroemisyjne OZE. Np. udział energii elektrycznej z OZE w 2030 roku na wynieść 65%, czyli tyle ile obecnie w Danii. Jasne postawienie sprawy będzie pożywką do ataku ze strony „tradycyjne” usposobionych energetyków (np. krajowy system energetyczny nie przyjmie więcej energii z OZE, nowe moce OZE nic nie dają itd.) i polityków, którzy zazwyczaj bez czytania i analizy tysięcy stron od razu będą wiedzieli, że pakiet np. spowoduje wzrost cen energii i biedę i jest efektem światowego spisku klimatycznego. Dalej już nie będzie o czym dyskutować poza sporem z wykreowanym wrogiem. 

Taki scenariusz źle to wróżyłby jakości dalszej dyskusji, tym bardziej, że właśnie szczególnie w sprawach klimatycznych nie potrafimy rozmawiać. Jako społeczeństwa nie mamy też wiedzy na ten temat, a i po latach lekceważenia tematu, samych klimatologów w Polsce, w szczególności w gremiach doradczych zacnych energetyków i decydentów, trzeba ze świecą szukać. Choć transformujemy energetykę już od ponad 30 lat, a w Polsce jest główne źródło emisji i choć wiedzieliśmy co nas czeka w sprawach klimatu (konwencja klimatyczna '92, protokół z Kioto '97, wprowadzenie ETS '2004, strategia dekarbonizacji UE '2011, neutralność klimatyczna UE '2019 i teraz Fit-for-55), to zmianami klimatu nie zaprzątamy sobie głowy nadmiernie (może poza rolnikami, którzy jako pierwsi już bezpośrednio doświadczają skutków). Skutecznie za to zwalczamy lub co najmniej lekceważymy tych, którzy o zmianach klimatu nam mówią.

Chaos w zapowiadającym się sporze pogłębić może fakt, że Fit-for-55 to pakiet bardzo złożonych 17 regulacji i sektorowych strategii klimatycznych (w tym 5 zupełnie nowych regulacji i instrumentów). Nie ma w nim projektów zmian dyrektyw i rozporządzeń dotyczących rynku energii i zmian w większości instrumentów finansowych (poza Funduszem Modernizacyjnym związanym z systemem handlu emisjami ETS i nowym Klimatycznym Funduszem Socjalnym). W tych dwóch ostatnich kwestiach Polska już wyraziła swoje zainteresowanie aktywną dyskusją, ale są to tylko elementy znacznie większej całości i trudno będzie „zjeść ciasteczko i go mieć”. Trudność ta jest tym większa, że w pakiecie nie znalazło się jeszcze rozporządzenie o tzw. zielonej taksonomii (czyli o kryteriach finansowania zgodnych z zasadą „nie szkodzić klimatowi” - DNH), a w tle zmian w dyrektywach szczegółowych są zmiany w rozporządzeniu o zarządzaniu Unią Energetyczną, które ogranicza możliwości krajów lubiących jeździć na gapę (w tym firmy specjalizujące się w „ekościemie”).

Teraz warto przede wszystkim rozmawiać o istocie pakietu Fit-for-55, czyli jakimi środkami technicznymi i prawnymi, będącymi w naszej własne gestii i opartymi na własnych zasobach i naszych silnych stronach, możemy najkorzystniej osiągnąć cele pakietu w energetyce, gdzie kluczowe są OZE. Komisja Europejska nam w tym nie pomaga, zostawia nam wolną rękę na szukanie rozwiązań.

Niestety, w  Fit-for-55  brakuje generalnego wprowadzenia pokazującego, poza kosztami wdrożenia pakietu, także koszty braku działań, które są też policzalne.Takim opracowaniem był np. w 2006 roku 700 stronicowy raport ekonomisty Nicholasa Sterna (Stern Review on the Economics of Climate Change), przygotowany na zamówienie rządu JKM, który spowodował, że Wielka Brytania poznała szacunki kosztów zmian klimatycznych w postaci utraty PKB, miejsc pracy, zagrożenie bezpieczeństwa i stanęła na czele działań na rzecz neutralności klimatycznej. Niektóre z ww. kosztów są ujęte w OSR projektów regulacji Fit-for-55, ale każdy kraj w ramach pracy domowej powinien sam umieć je policzyć, przemyśleć i przekalkować ekonomicznie i politycznie. To jest też zadanie dla rządu RP, gdyż takie zjawiska towarzyszące zmianom klimatu jak susze (Syria ‘2011), powodzie (‘1997 w Polsce i obecnie także w Niemczech i Europie Zachodniej), huragany  (Katrina ‘2005) niosą olbrzymie ludzkie dramaty i szybkie zmiany świadomości, i przy okazji zmiatają z powierzchni ziemi także rządy (i nie ma tu mowy o straszeniu, ani o życzeniu).

Polska energetyka ma okazję spokojnie przemyśleć propozycje, zanim (jak to bywało wcześniej) rozpocznie zmasowaną krytykę „klimatycznych pomysłów brukselskich biurokratów”, nic z tego nie mając. Energetykom i politykom zasadniczo nie zainteresowanych zmianami klimatu warto choć polecić OSR (Impact Assessment) nowelizacji dyrektywy o OZE, który zawiera pogłębioną analizę skutków zwiększenia celu OZE z 32% do 40%. Oznacza odpowiednie  zwiększenie celów cząstkowych na udziały w 2030 roku energii elektrycznej z OZE (do 64-67%) ciepła z OZE (do 39-42%) i energii z OZE w transporcie (do 22-26%). Kryjąca się pod tymi celami rewolucja technologiczna w miksie energetycznym nie przekłada się np. na dalszy nadmierny wzrost kosztów energii elektrycznej ponad te, jakie już w tej chwili mamy w Polsce (mogą być niższe o ile rozpoczniemy transformacje energetyczną). Czasami, a zwłaszcza w przypadku tak szeroko zakrojonych regulacji, warto zacząć czytanie projektów właśnie od OSR, nawet jak w Polsce od czytania solidnych OSR (może poza projektem ustawy luzującej zasadę „10H”) odwykliśmy, niestety. 

Trzeba  podkreślić, że Fit-for-55, w stosunku nakierowanego na konsumentów do Pakietu Zimowego, nieznacznie podnosi koszty w latach 2021-2030 (z 11% do 11,5% PKB), i w stosunku do 2015 podnosi udział wydatków gospodarstw domowych na energię z 24,1% do 25,1%. Tu nie ma powodów do radości, ale OSR odnosi się do 2015 roku, w sytuacji gdy w Polsce w latach 2016-2021 koszty energii już relatywnie bardziej i nadmiernie wzrosły. Poza tym Fit-for-55 tworzy wspomiany wyżej klimatyczny fundusz społeczny. W zamian, poza redukcją emisji CO2 o 55% i niskich emisji i smogu (emisje PM2,5, PM10 and VOCs spadają o 10% w stosunku do 2020r., a koszty ochrony zdrowia o 25-43 mld euro rocznie), pakiet generuje inwestycje rzędu 2% rocznego PKB, tworzy więcej miejsc pracy i zmniejsza  zależność całej UE, w tym Polski, od importu (z 54% do 51-52%).

Polska potrzebuje technologicznej mapy drogowej i refleksji w co i na ile szybko inwestować, aby zachować konkurencyjność polskiej energetyki i gospodarki. Jeśli chodzi o redukcje emisji mamy olbrzymie, proste rezerwy do wykorzystania, taniej niż inne kraje UE. Podobnie jest z ciepłownictwem, które w  Fit-for-55 stało się ważnym adresatem i potencjalnie wielkim beneficjentem instrumentów polityki klimatycznej. Podniesieniu celów ciepła z OZE i obowiązków w zakresie wzrostu udziałów  ciepła z OZE (do minimum 1,5 pp./rok) towarzyszy szereg cennych analiz np. jak ciepłownictwo może skorzystać na elektroenergetyce (sectors coupling) dając jej elektryczność. Zebrane przez Komisję materiały zmuszają do nowego spojrzenia np. na rolę kogeneracji gazowej (gaz w UE to nie tyle paliwo dla wysokosprawnej kogeneracji i spóźnionych inwestycji w tym zakresie, ile źródło szczytowe pracujące kilkaset godzin w roku). OZE i wodór to też nowe cele postawione w Fit-for-55 dla przemysłu, który w Polsce ma interesy aby w sprawie transformacji zrobić więcej niż energetyka i jeszcze bardziej osłabić już obecnie silnie nadwątloną konkurencyjność.

Na tak postawione pytania nie znajdziemy właściwej odpowiedzi w dotychczasowych polskich dokumentach takich jak PEP’2040 czy KPEiK’2030. Inspiracji możemy szukać w Impact Assessments, ale też w cennych mapach drogowych w pełni relewantnych z Fit-for-55, które obejmują także Polskę. Oczywiście kluczowym dla Komisji jest model równowagi rynkowej PRIMES (Price-Induced Market Equilibrium System). Ale Komisja użyła też inne i są inne, które w sposób szczególny nadają się do symulacji systemów z OZE. Często zawierają symulacje „godzina po godzinie” systemów elektroenergetycznych i ciepłowniczych z 80-100% udziałem OZE.  Zaliczyć do nich można:

  • Alborg University, Dania: Heat Roadmap Europe project (model pokazujący potencjał i kierunki rozwoju nowoczesnego ciepłownictwa w UE, w tym sectors coupling, thermal storage szeroko cytowany w OSR)
  • Artelys, Francja: Model METIS (model matematyczny szeroko cytowany w OSR, umożliwiający analizę europejskiego systemu energetycznego w zakresie energii elektrycznej, gazu i ciepła z uwzględnieniem elastyczności popytowej, symuluje działanie systemów i rynków energetycznych co godzinę przez rok, jednocześnie biorąc pod uwagę niepewność, taką jak wahania pogody, pozwala analizować godzina po godzinie wpływ większego zużycia OZE pogodowozależnych
  • Lappeenranta University of Technologu (LUT, Finlandia): Energy System Transition Model- Energy Transition Across Power, Heat, Transport (model symulujący globalny system energetyczny do 2050 roku oparty w 100% na OZE )
  • Stanford University, model „100% Wind, Water, and Solar (WWS)” (model posłużył do symulacji godzina i po godzinie i opracowania map drogowych dla 139 krajów, w tym dla Polski oraz „amerykańskiego zielono ładu” wdrażanego przez administracja Bidena; kierujący zespołem Prof. Jacobnson, który w swoim czasie musiał stoczyć prawdziwy bój naukowy z administracją Trumpa, w swoich symulacjach idzie najdalej – wyklucza OZE bazujące na procesach spalania, wprowadzana dynamiczne cenotwórstwo i magazynowanie energii w cieple i wodorze,  i bada stabilność systemów energetycznych).

Łatwo zauważyć, że powyższe modele i symulacje prowadzą do pokrycia przez OZE wszystkich potrzeb energetycznych globu, regionów i krajów (otwartych na nowe technologie i współpracę),  zarówno w zakresie energii elektrycznej, ciepła i transportu po cenach naszych niż obecne systemy oparte na paliwach kopalnych i przy pełnym zatrudnieniu. Wczytanie się w te modele, nawet z niedowierzaniem,  zmusza do zastanawiania czy w dobie polityki klimatycznej takie ustawy jak np. o rynku mocy i o promowaniu energii elektrycznej z wysokosprawnej kogeneracji mają sens ekonomiczny i czy nie podnoszą zbędnie lub nadmiernie kosztów energii dla odbiorców końcowych w porównaniu do innych rozwiązań oraz stawiają pytania czy warto działać na krótką metę.

Do tej pory tego typu analizy przez polskich energetyków omijane były szerokim łukiem. Mieliśmy swoje jak „Raport 2030”, który skupiał się na wykazywaniu, że w sprawie klimatu (poza nieskutecznym lobbingiem w Brukseli) nic nie warto robić. Poza tym, że modele pomagają w poznaniu rzeczywistości i w rzeczowej dyskusji, ważne jest zatem też to, w jakim celu (konstruktywnym czy destruktywnym) chcemy modeli używaćPublikacja i, miejmy nadzieję, rzeczowa lektura Fit-for-55 może otworzyć nie tylko oczy (czasami przerażone) i umysły na nowe możliwości, ale też ryzyka związane z „nic-nie-robieniem” w tej sprawie. Wystarczy popatrzeć na wartość giełdową niemieckich koncernów energetycznych, które po przyjęciu pakietu klimatyczno-energetycznego „3x20%” w 2007 roku pomyślały ze ich to nie dotyczy i, zanim się zreflektowały, w ciągu zaledwie 5 lat, straciły na wartości 100 mld euro.

W tym kontekście warto zwrócić się też do polityków, aby dali sobie i innym czas na poważną  analizę  Fit-for-55, zanim zaczną zmasowaną krytykę Komisji na podstawie „pierwszego wrażenia” lub jedynie wyobrażeń. Niestety są już przykłady. Wyśmianie i atakowanie urzędników i całego złożonego pakietu zaledwie  dzień po jego publikacji, tak jak to można przeczytać w wywiadzie europoseł Anny Zalewskiej z góry postawionymi tezami „krzyczącymi” już w samym tytule „To ekoterroryzm. Z dokumentów wynika, że obywatele mają zapłacić za niepoliczalne cele”, nie ułatwia merytorycznej debaty o ważnych sprawach, utrudni jakąkolwiek merytoryczną komunikację i może zaszkodzić polskiej energetyce.

Otóż rzekomo „niepoliczalne cele” są uzasadnione i raczej solidnie i w dobrej wierze policzone, ale oczywiście można je policzyć lepiej i taniej zrealizować, do czego warto zachęcać. Tradycyjne dyskredytowanie z góry propozycji Komisji może znowu uśpić, zahibernować energetykę („wszak to pakiet klimatyczny, a nie energetyczny”, „nie nasza sprawa”, „i tak nie przejdzie”) i zachęcić do dalszego uporczywego robienia tego samego co do tej pory, co skutkować będzie tylko dalszym wzrostem cen energii i importu oraz upadkiem. Amerykański filozof Santayana mówił: „fanatyzm polega na podwojeniu wysiłku, gdy zapomnieliśmy o celu”. Jeśli wbrew europejskim i światowym dążeniom klimatycznym i coraz bardziej zielonej rewolucji technologicznej w energetyce dalej będziemy robić to samo co wcześniej, to polska energetyka już za kilka lat będzie zmuszona wyprzedać swoje aktywa, tym którzy do  Fit-for-55 podejdą bez uprzedzeń i z należytą powagą.