niedziela, czerwca 16, 2019

Rośnie rola fotowoltaiki i finasowania bankowego w energetyce

Zamrożenie cen energii na poziomie ub. roku, w ciągu zaledwie kilku miesięcy pokazało skalę braku konkurencyjności polskiej energetyki wobec krajów mających niższe koszty. Stabilizacja cen energii nie jest już problemem dla unijnej energetyki, tymczasem w Polsce spowodowała  dalsze gwałtowne spadki wartości giełdowej państwowych firm energetycznych - o ok. 20% oraz wyraźny spadek zysków. To z kolei zdecydowane ogranicza możliwości inwestowania przez koncerny w technologie trwale obniżające koszty energii w systemie energetycznym (i ceny dla odbiorców energii) i stopniową poprawę konkurencyjności. Pomimo zastoju inwestycyjnego w energetyce, gwałtownie rośnie – bez udziału koncernów - rynek inwestycji w fotowoltaikę, którego wartość już w 2019 roku przekroczy 3,5 mld zł, a jednocześnie rośnie jednocześnie rola systemu bankowego. Stwarza to warunki na racjonalizację kosztów i decyzji inwestycyjnych i daje szansę na długo-wyczekiwaną transformację energetyczną.


Wg informacji prezesa URE, na podstawie ankiet z ub. roku nt. planów inwestycyjnych koncesjonowanych przedsiębiorstw energetycznych w nowe moce wytwórcze w latach 2018-2032 (chodzi o źródła o mocach powyżej  50 MW), w br. miało powstać 1,8 GW nowych mocy w energetyce konwencjonalnej (węgiel i gaz) i wiatrowej. Państwowe firmy nie rozważały istotnych inwestycji w fotowoltaikę (PV). Szacowane nakłady inwestycyjne miały  zdecydowanie wzrosnąć i wynieść ponad 9 mld zł.  Ostatni  biuletyn informacyjny GUS wskazuje jednak, że pomimo zapowiedzi stopa inwestycji w duże źródła do wytwarzania energii elektrycznej dalej (już kilka lat z rzędu) spada i powyższe plany inwestycyjnej w br. nie zostaną zrealizowane.
W tej sytuacji od kilku lat rosnąć powinny inwestycje w OZE, które niestety od 2016 roku zamiast rosnąć spadają. Wg EurObserv’ER w 2017 roku łączne obroty w krajowym sektorze OZE (energia elektryczna + ciepło+ paliwa transportowe) wyniosły 14 mld zł, w tym ok. 5 mld zł to obroty w sektorze wytwarzania energii elektrycznej (wartość inwestycji plus energii) - tabela 1 (dane w mln euro)
W całej UE obroty na rynku OZE wyniosły 155 mld euro. Największe obroty (powyżej 10 mld euro) miały miejsce w energetyce wiatrowej, biomasie, pompach ciepła, biopaliwach i fotowoltaice (w tabeli zaznaczono inwestycje w te technologie OZE w krajach członkowskich UE, które  przekroczyły 1 mld euro). Krajowe obroty w UE stanowiły 2,2% , a największy udział miały biopaliwa i biomasa, podczas gdy technologie obniżające koszty energii elektrycznej - na tle całej UE-  miały znikomy udział: energetyka wiatrowa -1,4%, fotowoltaika – tylko 0,7%. Obroty w sektorze PV w ramach całego krajowego sektora OZE stanowiły w Polsce 2,4% (co i tak oznacza istotny wzrost), podczas gdy np. w Niemczech, Włoszech, Wielkiej Brytami, Belgii i Holandii wynosiły one od 10 do 20%.

Już od pewnego czasu jest wiadomym, że czym mniej energii wiatru i fotowoltaiki w miksie energetycznym, tym droższa jest energia elektryczna. Jak spowodować aby przy coraz bardziej ograniczonych środkach własnych sektora energetycznego na inwestycje zwiększać udział technologii OZE obniżających koszty energii i poprawiających konkurencyjność firm energetycznych?  Odpowiedź jest oczywista- tylko banki mogą sfinansować tak potężne potrzeby energetyczne. Ale banki nie będą finansować budowy źródeł niekonkurencyjnych pod względem kosztów wytwarzania energii, prawo bankowe jest pod tym względem jest bardziej restrykcyjne niż prawo spółek handlowych które czesto podejmują decyzje motywowane politycznie, a nie ekonomicznie..

Banki krajowe, podobnie jak europejskie, coraz częściej obierają strategię proekologiczną i zaprzestają współpracy oraz finansowania inwestycji i firm nieprzyjaznych środowisku. Początkowo banki sceptycznie podchodziły do finansowania inwestycji w OZE, mając w pamięci złe doświadczenia z inwestycji farm wiatrowych, w ramach których zawiódł system wsparcia tzw. zielonymi certyfikatami. Aktualnie banki odchodzą od finasowania inwestycji w paliwa kopalne i coraz bardziej otwierają się na finansowanie OZE, zwłaszcza tych najtańszych. Przykładem jest mBank, który od 1 kwietnia 2019 nie finansuje nowych kopalni węgla i bloków energetycznych opalanych węglem oraz energetyki atomowej. Nie będzie też nawiązywać relacji z firmami, w których udział energii elektrycznej z tego surowca wynosi ponad 50%. Podobnie ING Bank Śląski zamyka się na finansowanie nowych elektrowni węglowych oraz wprowadza do swojej oferty tzw. ekokredyty. Kolejne banki ogłaszają strategie służące zwiększonemu zaangażowaniu w finansowanie OZE, a w szczególności inwestycji w budowę farm fotowoltaicznych (tzw. „utility scale”), które wygrały aukcje OZE oraz inwestycji w segmencie prosumenckim, autoproducenckim w przemyśle i usługach (tzw. „commercials”).

Coraz większe zainteresowanie konsumentów energii elektrycznej możliwością produkcji energii na własne potrzeby pociąga za sobą potrzebę powstania nowych produktów finansowych na rynku, skierowanych bezpośrednio do podmiotów chcących stać się prosumentami, czy prosumentami biznesowymi.  Banki wychodząc naprzeciw prosumentom oferują różnego rodzaju ekopożyczki, zazwyczaj przeznaczone bezpośrednio na zakup i montaż paneli fotowoltaicznych. Na przykład Bank PKO BP oferuje Ekopożyczkę PKO na zakup paneli fotowoltaicznych.

W ramach Funduszu Gwarancyjnego wsparcia innowacyjnych przedsiębiorstw europejskiego Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój (POIR) Bank Gospodarstwa Krajowego realizuje instrument finansowy Gwarancja Biznesmax. Jest to bezpłatna gwarancja spłaty kredytu oraz możliwość otrzymania dopłaty do oprocentowania kredytu objętego gwarancją. Gwarancja może być przeznaczona na zabezpieczenie kredytów finansujących rozwój działalności gospodarczej firm z sektora MŚP, w tym inwestycje w odnawialne źródła energii. Zakres gwarancji może obejmować  do 80% kwoty kredytu,  maksymalna kwota gwarancji to 2,5 mln euro a maksymalny okres gwarancji 20 lat. Chęć skorzystania z podobnego instrumentu zgłaszają także inwestorzy planujące budowę dużych farm fotowoltaicznych poza system aukcyjnym (PPA), którzy chcą obniżyć ryzyko wchodzenia na przeregulowany rynek energii.

Rosnące ceny energii, spadek zdolności firm energetycznych do realizacji wielkonakładowych inwestycji w paliwa kopalne oraz polityka banków do odchodzenia od paliw kopalnych w kierunku OZE, a w szczególności fotowoltaiki, zmienia diametralnie strukturę inwestycji także w krajowej energetyce. Wiele wskazuje na fakt, że już w tym roku fotowoltaika stanie się wiodącym obszarem inwestycji. Potwierdza to najnowszy raport IEO „Rynek fotowoltaiki ‘2019”. Poniżej  przedstawiono szacunki IEO dotyczące inwestycji (w różnych segmentach sektora fotowoltaicznego) w całym 2019 roku oraz obroty na rynku energii elektrycznej z PV – tabela 2.

Wartość rynku inwestycji PV przekroczy 3,5 mld zł, a łączne obroty, łącznie z wartością energii wytworzonej w 2019 roku przekroczą 4 mld zł. A wobec spadku obrotów na rynku biomasy i biopaliw, fotowoltaika już w br. stanie się wiodącym obszarem energetyki odnawialnej (por. tabela 1), a być może także w całej krajowej elektroenergetyce.  Wg IEO, Polska z nowymi mocami rzędu 1 GW,  już w br. stanie się 4-tym krajem w UE (po przyspieszającej inwestycje Hiszpanii, Niemczech, Francji, ale przed Włochami) pod względem inwestycji w fotowoltaikę. To w dużej mierze zasługa finansowania bankowego. Dotyczy to zarówno  finansowania prosumenckich - wspieranych także dotacjami RPO, jak i  autoproducentów i farm fotowoltaicznych, także tych które zaczną sprzedawać energię na zasadach rynkowych.

W szybkorosnącej branży PV inwestycje dominują nad przychodami ze sprzedaży energii (są siedmiokrotnie wyższe). Jest to sytuacja diametralnie odmienna od całej energetyki, gdzie realne nakłady inwestycyjne to co najwyżej jedna siódma wartości sprzedanej energii i ta relacja ciągle się pogarsza. Poza tym inwestycje w energetyce realizowane są głównie na papierze, podczas gdy inwestycje w fotowoltaice mają charakter realny (dzięki krótkim cyklom inwestycyjnym trafiają do statystyk gdy są zmaterializują, a nie wtedy gdy koncerny ogłaszają ze zamierzają rozpocząć kolejną wielką budowę bez gwarancji jej ukończenia). Skala inwestycji w OZE, a zwłaszcza „szybkich” inwestycji w fotowoltaikę z coraz szerszym zaangażowaniem sektora bankowego zmieni  znacznie szybciej strukturę krajowego miksu energetycznego niż wynikałoby to z oficjalnych zapowiedzi w stylu „jeszcze długo węgiel będzie filarem polskiej energetyki”. Kontynuacja inwestycji w OZE spowoduje, że ani nowe elektrownie węglowe ani jądrowe nie zmieszczą się na rynku (w tzw. merit order), a kierowanie środków na te cele będzie pozbawiane znamion racjonalności gospodarczej. Nie oznacza to oczywiście, że istniejące zasoby wytwórcze energetyka węglowej nie będą jeszcze przez maksimum 10-20 lat filarem bezpieczeństwa energetycznego państwa, ale trudno sobie wyobrazić jakiekolwiek dalsze inwestycje w energetykę węglową, a tym bardziej w jądrową.

Polskie koncerny pod wpływem okoliczności zewnętrznych i banków (też państwowych) będą musiały (tak jak już uczynił to Tauron) zmienić strategie inwestycyjne i nie tylko wrócić do inwestycji w energetykę wiatrowa, ale także w dotychczas ignorowaną fotowoltaikę. Tego zwrotu ani zarządy ani udziałowcy nie będą żałować, w przeciwieństwie do dalszego trwania na dotychczasowych pozycjach. Warto pamiętać, że po upadku Enron w USA, na rynku została tylko jedyna jego zdrowa cześć – wiatrowe „GE Wind”. Z kolei po latach nierozważne zaangażowanie się tej samej gruoy GE (GE Hitachi Nuclear Energy razem z Westinghouse), już za czasów prezydentury  Donalda Trampa, w energetykę jądrowa (zamiast w OZE) ciągnie obie firmy ku bankructwu. Ten fakt powinno dać sporo do myślenia  polskim koncernom i politykom. Banki idą zawsze krok za polityką i nie są od robienia rewolucji technologicznych, ale dzięki trzymaniu się prostych zasad, ich rosnący udział w energetyce służy racjonalizacji decyzji inwestycyjnych.

niedziela, czerwca 09, 2019

Raport Europejskiego Trybunału Obrachunkowego o barierach w rozwoju energetyki wiatrowej i słonecznej ostrzeżeniem dla krajowych polityków i Komisji Europejskiej

Europejski Trybunał Obrachunkowy (ECA) opublikował właśnie sprawozdanie pokontrolne  pt. „Energia wiatrowa i słoneczna w produkcji energii elektrycznej – do osiągnięcia celów unijnych potrzebne są istotne działania. Kontrolerzy uznali, że w UE po 2014 r. nastąpiło spowolnienie w rozwoju produkcji energii elektrycznej z OZE, w tym w energetyce wiatrowej i słonecznej. Zdaniem ECA  Komisja powinna wezwać państwa członkowskie do wsparcia dalszego rozwoju tego rodzaju energii, m.in. poprzez organizowanie aukcji na energię z farm wiatrowych i elektrowni słonecznych w celu jak najszybszego uzyskania dodatkowych nowych mocy, promowanie uczestnictwa obywatelskiego i poprawę warunków rozwoju.


Badaniem objęte zostały działania na rzecz zwiększania produkcji energii wiatrowej i fotowoltaicznej, jako kluczowe do osiągnięcia celów krajowych i celu UE w zakresie udziałów  energii z OZE. Szczegółowo kontrolowane były polityki energetyczne, regulacje  i instrumenty wsparcia wytwarzania energii elektrycznej z farm wiatrowych i instalacji fotowoltaicznych w czterech krajach członkowskich UE – w  Niemczech, Grecji, Hiszpanii i w Polsce oraz analizowane były postępy w zakresie produkcji energii elektrycznej z OZE w całej UE.  Nb. już dobór krajów przez naczelny organ kontrolny UE powinien dać do myślenia zarówno tym, którzy mówią o dwóch prędkościach, jak i tym, którzy sugerują uprzywilejowanie niektórych krajów członkowskich UE.

Kontrolerzy nie widzą problemu ze zrealizowaniem przez całą UE 20% udziału energii z OZE w końcowym zużyciu energii w 2020 roku (cel z obecnej dyrektywy o OZE jest sumą wkładów wszystkich krajów członkowskich, które maja własne zobowiązania ustanowione w 2009 roku na zasadzie tzw. burden shearing  wg PKB), ale równocześnie ostrzegają, że dla połowy państw członkowskich osiągnięcie celów dotyczących energii ze źródeł odnawialnych wyznaczonych na 2020 r. będzie stanowiło poważne wyzwanie. Realizacja przez państwa członkowskie wiążących celów OZE na  2020 rok to nie jedyny problem. Rodzi się też obawa, czy nowy cel OZE sformułowany jedynie dla całej UE - 32% energii z OZE w 2030 -  zostanie zrealizowany bez dodatkowych działań zaproponowanych w nowej dyrektywie o OZE. Zdaniem ECA przy braku wiążących celów krajowych osiągnięcie tego poziomu dla całej UE może być trudne i poza finansowaniem unijnym, będą wymagane znaczące krajowe inwestycje publiczne i prywatne.

Pierwszym zadaniem jest jednak realizacja przez kraje członkowskie celów na 2020 rok. ECA potwierdziło, że 11 z 28 państw członkowskich osiągnęło już swój cel na 2020 r. Są to: Bułgaria, Czechy, Dania, Estonia, Chorwacja, Włochy, Litwa, Węgry, Rumunia, Finlandia i Szwecja. Grecja, Łotwa i Austria najprawdopodobniej osiągną swoje cele na 2020 r., jeśli nadal będą realizować działania w tym obszarze w obecnym tempie. 8 innych państw członkowskich (Belgia, Niemcy, Hiszpania, Cypr, Malta, Portugalia, Słowenia i Słowacja) powinno zwiększyć bieżące wysiłki gdyż w na początku 2018 roku brakowało im jeszcze 2-4 pp. do wywiązania się ze swoich międzynarodowych, prawnie wiążących zobowiązań. Zdaniem kontrolerów 6 państw członkowskich, którym na trzy lata przed rozliczeniem obowiązku brakowało więcej niż 4 pp., nie osiągnie swoich celów. Są to Holandia,  Francja, Irlandia, Wielka Brytania, Luksemburg i Polska.

ECA skupia się na przyczynach kłopotów z OZE w części krajów członkowskich UE.  Podaje przykłady krajów, gdzie w latach 2008-2010 miało miejsce nadmierne subsydiowanie projektów fotowoltaicznych, zwłaszcza w Niemczech, Hiszpanii  i Grecji. Nie krytykuje Polski, choć stwierdza, że ceny zbywalnych świadectw pochodzenia na energię z OZE  były także bardzo atrakcyjne do 2011 roku (nie precyzuje czy pisze o energetyce wiatrowej czy biomasie współspalanej z węglem). Największy problem w działaniach państw członkowskich ECA upatruje w  „skorygowaniu początkowych wysokich poziomów wsparcia, w szczególności w obszarze energii fotowoltaicznej, co zniechęcało potencjalnych inwestorów”.  Ograniczenie poziomów wsparcia przez państwa członkowskie wywarło negatywny wpływ na tempo wzrostu udziału energii wiatrowej i fotowoltaicznej w produkcji energii elektrycznej i staje się  przyczyną  opóźnień w realizacji celów OZE na 2020 rok i słabej pozycji niektórych krajów w realizacji nowych celów OZE na 2030 rok. Tu pojawia się z kolei krytyka wobec Polski:  „nieefektywne warunki przewidziane (??) w krajowym programie wsparcia (drastyczny spadek ceny świadectw pochodzenia i ustawa odległościowa) spowodowały, że wiele polskich farm wiatrowych ponosi straty”, ale pochwała Niemiec „przejrzystość i przewidywalność wsparcia podtrzymały wzrost inwestycji w energię wiatrową i fotowoltaiczną w Niemczech”. ECA podają tez Niemcy  jako przykład kraju, który poradził sobie najlepiej z upraszczaniem procedur inwestycyjnych dla farm wiatrowych i instalacji fotowoltaicznych.

Krajom odstającym od swoich celów OZE na 2020 zaleca:
  • wzmożoną  koncentrację na likwidacji niedoborów energii z OZE w dążeniu do osiągnięcia celów na 2020 r.
  • uproszczenie procedur i poprawę dostępności  aktualnych danych statystycznych
  • planowanie wystarczających aukcji i promowanie inwestycji w infrastrukturę sieciową
  •  zapewnienie lepszego monitorowania.


Ostrzeżenia ECA i słowa krytyki nie dotyczą tylko lekceważenia celów OZE przez niektóre państwa członkowskie, ale też niedoskonałości prawa  unijnego  w zakręcie obowiązku terminowego przekazywania przez państwa sprawozdań na temat postępów w obszarze OZE i pewnej opieszałości Komisji Europejskiej (KE) w jego egzekwowaniu i monitorowaniu postępów. Jest to o tyle istotne, że  KE użyje zaleceń ECA do sprawdzania realizacji wykonania obowiązku na  2020 rok. KE udzieliła odpowiedzi na tezy postawione w raporcie i odniosła się do rekomendacji. W załączonej do raportu odpowiedzi KE stwierdza, że ściśle monitoruje postępy we wszystkich państwach członkowskich i zapewnia wsparcie.

KE informuje, że już zaproponowała zmianę rozporządzenia w sprawie statystyki energii w kwietniu br., która przyspieszy publikację miesięcznych danych dotyczących energii elektrycznej i węgla kamiennego (w tym energii wiatrowej i słonecznej) o jeden miesiąc (z 3 do 2 miesięcy). Usprawiedliwia się,  że już w 2016 r. rozpoczęła z państwami członkowskimi projekt w celu przyspieszenia publikacji danych szacunkowych dotyczących rocznych statystyk energii, bilansów oraz wskaźników udziału energii z OZE. KE tłumaczy się miedzy innymi z działań podjętych wobec Holandii, gdzie – po najwcześniejszym ze wszystkich krajów UE zejściu ze ścieżki rozwoju OZE, nie udało się nakłonić rządu do aktualizacji/zmiany krajowego planu działania w zakresie energii ze źródeł odnawialnych, mimo, że było to wymaganym działaniem naprawczym. Jednak KE  prowadzi z władzami Holandii dialog w tej sprawie i w umowie potwierdzono  wyraźną wolę polityczną do zmobilizowania wysiłków na rzecz osiągnięcia przez ten kraj celu nie tylko na 2020 r. ale też znaczący wzrost do  2023 roku. [Holandia własnymi silami nie osiągnie celu , czyli musi się nastawić albo na import energii albo na transfer statystyczny. Trzeba jednak zauważyć, że perswazja KE w końcu zadziałała i w 2018 roku, po kilku latach zastoju, kraj ten stał się drugim po Niemczech  inwestorem w fotowoltaikę (przyrost o 1,4 GW) w całej UE.  przyp. autora]

KE wyjaśnia, że przyjmuje zalecenia i zwiększy wysiłki na rzecz aktywnego wspierania państw członkowskich w tym zakresie i ułatwienia niezbędnej współpracy i dodaje, że w razie potrzeby podjęte zostaną dalsze działania w celu egzekwowania zobowiązań państw członkowskich. KE zaleca  państwom członkowskim UE, które nie osiągną celów OZE, rozważenie możliwości wykorzystania transferów statystycznych (możliwość, w ramach umowy dwustronnej, ujęcia jako produkcji własnej nadwyżki produkcji z innego państwa członkowskiego), jak przewidziano w dyrektywie w sprawie odnawialnych źródeł energii, jako sposobu zapewnienia realizacji celu w sytuacji deficytu i dodaje, że jest gotowa aktywnie wspierać państwa członkowskie w tym zakresie i ułatwiać niezbędną współpracę.

Raport może trochę zaskakiwać faktem wzięcia pod  lupę tylko dwu technologii OZE.  Pewnym wyjaśnieniem jest fakt, że w latach 2005–2017 udział odnawialnych źródeł energii w produkcji energii elektrycznej w UE podwoił się – z poziomu około 15% do prawie 31%, głównie dzięki energii wiatru i słońca.  W 2017 r. na energię wiatrową i słoneczną przypadało odpowiednio 34% i 12%, które działając razem wnoszą dodaną wartość bilansową do systemu energetycznego. Czyli niemal połowa całkowitej produkcji energii elektrycznej z OZE w UE. Audyt skoncentrowany na energetyce wiatrowej i słonecznej może być wytłumaczony faktem, że przy szybko spadających kosztach produkcji, są to technologie „burzące” , naruszające interesy zasiedziałych biznesów, które z kolei wpływają na kraje członkowskie aby ograniczyć tempo ich rozwoju.  Wprowadzanie pogodowo-zależnych źródeł do tradycyjnych systemów  energetycznych, wytwarzających energię bez kultywowanych ciągle procesów spalania,  w tym niezwykle taniej energetyki wiatrowej i stałoprądowej rozporoszonej fotowoltaiki – koncepcji zapominanej i zignorowanej przez energetyków, wymaga poważnych zmian w prawie (kształt rynku energetycznego promującego elastyczność  i zasady dostępu do sieci)  i technologii (inteligentne sieci, magazyny, markets coupling). Audyt pokazuje, że prawa unijnego nie można wdrażać wybiórczo, gdyż, pomimo swojej niedoskonałości i zawieranych kompromisów, stanowi  ono system i dyrektywy o OZE nie mogą być wdrażane w próżni legislacyjnej rynku energii (nie w pełni wdrażane pakiety liberalizacyjne) i w oderwaniu od celów klimatycznych i środowiskowych oraz polityki budżetowej.

Wyniki raportu mogą zaskakiwać też tym,  że kłopoty inkryminowanych państw członkowskich z OZE przebiegają inaczej niż tradycyjny podział  stara Unia - nowe kraje członkowskie. Nowi członkowie, w tym w szczególności grupa Wyszehradzka  (poza Polską) są liderami w OZE.  Pomijając  Polskę, największe opóźnienia mają kraje o najwyższym PKB per capita: Luksemburg, Irlandia, Francja, Wielka Brytania. Poza tym Francja i Wielka Brytania i Holandia to poważni płatnicy  netto do budżetu EU, który w nowej perspektywie finansowej w  latach 2021-2027 w 30-37%, czyli niemal 72 mld euro,  ma iść na cele klimatyczne,  w tym w szczególności na  OZE, podczas, gdy Polska jest największym biorcą. W latach 2007-2020 (obie ostatnie ramy finansowe łącznie) UE przeznaczyła 8,8 mld euro, z czego Polska dostała (wg własnej propozycji) aż ponad 1,8 mld euro (21%). Dlatego z raportu pokontrolnego ECA wynika pośrednio, że KE postawiony został wymóg aby nie było pobłażania w szczególności dla krajów, które:  a) korzystają z funduszy UE, b) nie realizują celów UE w zakresie OZE, 3) nie dokonają transferu statystycznego, o ile własnym wysiłkiem inwestycyjnym w OZE lub działaniem na rzecz efektywności  energetycznej tego celu w 2020 roku nie spełnią.

Wyniki pokontrolne raportu ECA, podobnie jak wcześniejsze pokontrolne ustalenia NIK,  wymagają poważnej i szybkiej refleksji w Polsce, o czym wszyscy wiedzą. Można nie być prymusem, jak Szwecja, Dania, Finlandia, Włochy, Węgrzy, czy Czesi, ale  w strategicznym obszarze jakim jest OZE nie wolno siedzieć w oślej ławce. Na tej krótkiej ławeczce  są kraje, które spoczęły na nieco spłowiałych laurach zieloności, werbalnej jedynie dekarbonizacji, a zawiodły w OZE i efektywności energetycznej, czyli (warto wymienić prominentów) Francja, Wielka Brytania, Luksemburg, Holandia, Irlandia, a także spowolnione w transformacji energetycznej Energiewende Niemcy (obecnie na granicy celu OZE i z problemami jeśli i chodzi redukcję emisji CO2), gdzie (wszędzie) wyjątkowo dobre wyniki w wyborach do Parlamentu Europejskiego zdobyli Zieloni. Co prawda kraje te mają z czego płacić i mają środki aby szybko nadrabiać zaległości, ale w świetle raportu ECA nic im nie pomoże i jak nie osiągną celów OZE to, zapłacą (za gapiostwo i niskiej jakości kunktatorstwo)  zgodnie z unijnym prawem, mimo wszystko twardymi zapisami dyrektywy o OZE, ale przede wszystkim zgodzie z wolą ich suwerenów.

niedziela, czerwca 02, 2019

Beztroskie wyczekiwanie na wzrost cen energii po 2019 roku staje się niebezpieczne dla gospodarki i całego państwa


Mija rok od początku skokowego  wzrostu cen energii elektrycznej. Nikt nie dokonał solidnej diagnozy problemu. Energetycy beztrosko lub cynicznie tłumaczą wszystko wzrostem cen uprawnień do emisji CO2, bez poodejmowania działań mitygujących, na zasadzie „niech się martwią politycy”. Politycy z kolei koncentrują się wyłącznie na doraźnych działaniach wokół ustawy o zamrożeniu cen prądu, obliczonych na mniejszy lub większy efekt w 2019 roku i zdają się nie dostrzegać że ceny są związane z kosztami, a te dalej rosną i niestety – wobec braku działań - będą rosły

Raport o inflacji Rady Polityki Pieniężnej NBP (z marca 2019r.) zakłada, że zamrożenie cen energii elektrycznej w ustawie z 28 grudnia 2018 r. dotyczy jedynie 2019 r. W ścieżce „centralnej prognozy inflacyjnej” przyjęto zatem, że od 2020 r. taryfy, także dla gospodarstw domowych, będą kształtować się zgodnie z wcześniejszymi mechanizmami (przy uwzględnieniu jedynie utrzymania obniżonej akcyzy i opłaty przejściowej). Autorzy przyznają, że ważnym źródłem niepewności dla przyszłej inflacji jest kształtowanie się hurtowych cen energii elektrycznej oraz rozłożenie w czasie wpływu zmian tych cen na taryfy dla odbiorców końcowych, ale przyjmują że ceny wszystkich nośników energii wzrosną  (liczone r/r) jedynie o 1,2% w br. roku i o 4,3% w 2020 roku (niestety, przy zmniejszeniu się wkładu cen paliw i energii na koszyk inflacyjny w UE, co relatywnie dodatkowo pogarsza sytuację polskich przedsiębiorców). Oznaczać to może,  biorąc pod uwagę udział energii elektrycznej w koszyku indeksu cen wszystkich nośników energii , że w prognozie inflacyjnej przyjęto założenie o  znacznie wyższym wzroście cen samej energii elektrycznej w 2020 roku.

Docelowo i na trwałe metodami prawnymi nie da się zahamować wzrostu cen, przynajmniej dla znaczącej grupy odbiorców. Nieunikniony wzrost cen energii elektrycznej wynika zasadniczo z przesłanek fundamentalnych. Wpływ na to ma kilka czynników, a przede wszystkim

  1. ciągle wysokie ceny węgla kamiennego w Polsce (i rosnące koszty)
  2. rosnące ceny uprawnień do emisji CO2
  3.  konieczność  modernizacji  części  bloków  energetycznych  dostosowujących  je  do restrykcyjnych norm emisji BAT
  4. konieczność  budowy  nowych  mocy  wytwórczych  w  związku  z  rosnącym zapotrzebowaniem w energię, przy niezwykle kosztotwórczej obecnej polityce inwestycyjnej w energetyce
  5. zmonopolizowanie rynku przez skonsolidowane państwowe  grupy energetyczne, łączące w jednym ręku wytwarzanie i obrót energią (możliwość manipulowania cenami hurtowymi niezależnie od rzeczywistego średniego jednostkowego kosztu wytwarzania i dyktat cenowy wobec odbiorców energii).
Pomijając  udział czynnika nr 5 (symptomy problemu w postaci jednostkowych manipulacji ujawnił  Prezes URE, kierując zawiadomienia do prokuratury), ale uwzględniając pozostałe, Instytut Energetyki Odnawialnej (IEO) bazującej na założeniach projektu „Zintegrowanego planu klimatyczno-energetycznym do 2030” (przesłanego w styczniu br. przez Ministerstwo Energii do akceptacji Komisji Europejskiej) zaktualizował prognozę kosztów energii. Zgodnie z nią koszt wytwarzania energii elektrycznej w Polsce w latach 2018-2020 wzrośnie o niemal 50% (w cenach stałych, bez inflacji), odpowiednio z 191 zł w 2017 roku do 274 zł/MWh w 2019 roku i  283 zł/MWh w 2020 roku. Pełny raport będzie dostępny wkrótce. Niestety poprzednia prognoza IEO, zwiastująca  problemy (i trend wiodący do tego aby ceny energii w Polsce były najdroższe w UE), opisana we wpisie blogowym z 17/06/2018  To było nieuniknione - energia elektryczna drożeje; o fundamentalnych przyczynach wzrostu cen” - okazała się zbyt ostrożną.

W przypadku prognozy „gołych” kosztów ustawa o cenach prądu nie ma znaczenia, ale zamrożenie cen w 2019 roku, przy rosnących kosztach da olbrzymi cen energii w 2020 roku (lub dalszych latach, o ile rząd zdecydowałby się dalsze narażanie spółek państwowych na straty przedłużając obecny nieskuteczny mechanizm rekompensowania wytwórcom energii części wzrostu cen także w kolejnym roku, przedłużając tym samym stan paraliżu inwestycyjnego).
Rys. 1. Prognoza kosztów energii w Polsce w oparciu o miks energetyczny zaproponowany przez Ministerstwo Energii w projekcie KPEiK. Źródło: prognoza IEO.

Energetyka jest, zgodnie ze Strategią na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju, „obszarem wpływu” na gospodarkę i życie obywateli. W tym kontekście największym problemem jest trwały, wzrostowy trend kosztów w energetyce. Przy drastycznie rosnących kosztach nie będzie możliwości uniknięcia wzrostu cen w 2020 roku, przynajmniej dla firm (w szczególności dla MŚP) i samorządów. Wzrosty cen energii dla firm spowodują utratę konkurencyjności gospodarki. Już w 2016 roku najmniejsze  MŚP o zaczęły płaci za energię elektryczna o 36% więcej niż w Niemczech, a od dawna płacą więcej niż średnia w UE (rysunek). Niekorzystny trend się pogłębia i coraz silniej dotyczy także większych odbiorców energii.

Rys. 2. Trendy ceny energii dla MŚP w Polsce, DE i UE zużycie 20 MWh/rok. Dane Eurostat. Oprac. IEO

Wysokie ceny energii wcale nie będą się przekładać na wzrost zysków państwowych spółek energetycznych, gdyż coraz szerzej (nowe dyrektywy UE, oferta giełdy energii TGE, umowy PPA) otwierają się możliwości kupowania przez przemysł  tańszej i mającej dla firm i ich klientów dodatkową wartość ekologiczną energii elektrycznej z krajów UE oraz tworzone są nowe  możliwości rynkowe dla autoproducentów (energetyka przemysłowa). Ustawa o cenach prądu przyspieszyła  odsłonięcie innego rodzaju problemu.

Państwowe koncerny energetyczne do ostatniej chwili nabywały lub budowały węglowe zasoby wytwórcze, a obecnie, z uwagi na ich rosnące koszty eksploatacyjne (oraz nasilanie się proekologicznych oczekiwań odbiorców energii), będą zmuszane do wyłączeń przynajmniej najmniej efektywnych  elektrowni węglowych i odpisów majątkowych. Zapomniały o doświadczeniach największych europejskich koncernów (incumbents) sprzed dekady, które przy spowolnieniu gospodarczym po przyjęciu pakietu klimatycznego z 2007 roku i zbyt późnym rozpoczęciu transformacji ku OZE, w latach 2008–2013 straciły 500 mld euro na wartości dla akcjonariuszy, a ich całkowite zyski spadły o prawie 30% (35 mld euro)- por. raport McKinsey&Co. Dopiero potem zaczęły się dramatyczne odpisy zasobów węglowych, teraz inwestując w OZE wychodzą ma prostą.

W Polsce, po dekadzie wiary w iluzje, jako pierwszy – słusznie, nawet jeżeli z konieczności  – ruch w tym kierunku podjął właśnie Tauron. Plany odejścia od węgla w kierunku OZE zakładają uzyskanie 25% energii z OZE w 2015 roku (głównie farmy wiatrowe i fotowoltaika), a w 2030 roku już  66% mocy wytwórczych ma być  zero- lub niskoemisyjnymi. Trzeba przyznać, że Tauron był zawsze najbardziej postępowym polskim koncernem  jeśli chodzi o generacje rozproszoną, w tym inwestycje prosumenckie OZE. Jako jedyny przygotował produkt „Tauron Fotowoltaika”, który miał funkcjonować w systemie „taryfy gwarantowanych” uchwalonych w 2015 roku, zanim po roku przepisy zmieniono na mniej korzystny system „opustów” i produkt przestał być atrakcyjnym. Obecny „zielony zwrot” Tauron powinien być doceniony przez giełdę, ale czy faktycznie znajduje on oparcie w polityce państwa i regulacjach? Znowu wypada wątpić.
W sytuacji kiedy koszty w energetyce zmniejszają
  • dekarbonizacja (patrz ww. czynniki 1-3; karbonizacja koszty podnosi)
  • inwestycje w OZE i dezinwestycje w energetyce węglowej  (czynnik 4)
  • decentralizacja, dywersyfikacja i dekartelizacja  (czynnik 5),
Polska nie koncentruje działań właśnie w obszarach w których są widoki na szybkie i trwale eliminowanie źródła eskalacji kosztów.

Tworzone instrumenty regulacyjne i finansowe są spóźnione, a często generują dodatkowe, niepotrzebne koszty w energetyce. W szczególności rząd niedostatecznie wspiera najtańsze OZE o największych potencjałach (energetyki wiatrowej i słonecznej i najkrótszych cyklach inwestycyjnych  (autoproducenci), i niedostatecznie energicznie eliminuje bariery inwestycyjne i ciągle nadmierne obciążenia administracyjne. Co prawda Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii przygotowało pakiet zmian pro-prosumenckich i wspierających autoproducentów (prosumentów biznesowych MŚP), którzy,  razem z energetyką przemysłową, powinni wziąć część odpowiedzialności za energetykę. Ale z uwagi na opór ze strony resortu energii, finansów, spraw wewnętrznych nosi on obecnie nazwę zaledwie „pakietu minimum”, a procedura uchwalenia ustawy się niebezpiecznie wydłuża. Harmonogram prac w zasadzie uniemożliwia wykorzystanie tegorocznej aukcyjni (najszybciej może być przeprowadzone dopiero jesienią) do zwiększania  produkcji energii w 2020 roku i zapewnienia istotnego wkładu w realizację zobowiązań OZE. Analizy NIK z ub. roku mówiąc o czekających Polskę w 2020 roku extra kosztach budżetowych  zakupu brakujących ilości zielonej energii w formie transferu statystycznego w krajach UE wynoszących 4 mld zł, czy tegoroczne (I kw.) wyliczenia IEO wskazujące na 5,2 mld zł, wobec opóźnień i paraliżu, szybko stają się silnie niedoszacowanymi. Ponadto opóźnienie inwestycji w OZE oznacza dalsze narastanie spirali kosztów w energetyce konwencjonalnej. Rząd jako całość nie potrafi dostrzec złowieszczej synergii opóźnień i zaniechań w energetyce (nie wspominając o braku empatii wobec przyszłego ministra ds. energii  i nowego rządu).

Troski o minimalizacje kosztów energii nie widać tez w stanowisko rządu dotyczące Rozporządzenia Parlamentu i Rady w sprawie Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego i Funduszu Spójności  na lata 2021-2027. Dokument jest sprzed roku, co tylko trochę może tłumaczyć brak wyczulenia w sprawie cen energii. Wobec tego co się z cenami dzieje od III kw. ub. roku stanowisko powinno zostać  aktualizowane. W stanowisku kierowanym do UE rząd RP „za wyjątkowo niekorzystne uznaje wyłączenie wspieranie inwestycji związanych m.in. ze spalaniem paliw kopalnych (…) oraz inwestycji realizowanych w instalacjach objętych EU ETS” i dalej uznaje, że „(…) zasadne jest uwzględnienie wsparcia instalacji objętych EU ETS, w tym niskoemisyjnych instalacji wytwórczych opartych na paliwach kopalnych”. Nie widać tu zrozumienia, że kogeneracja w oparciu o paliwa kopalne będzie podnosiła koszty energii i że znacznie korzystniej byłoby zaangażować środki dotacyjne UE w inwestycje CAPEX-owe (o prawie zerowych kosztach eksploatacyjnych), co nie wiązałaby się to z ryzykiem ich niewykorzystania lub zwrotu (trwałość projektów).  W kontekście coraz trudniejszej sytuacji spółek energetycznych należących do państwowego kartelu, pojawił się twardy postulat rządu, aby z finansowania „nie wyłączać dużych przedsiębiorstw ze wsparcia w sektorze energetyki odbije się negatywnie na inwestycjach związanych z produkcją energii z OZE lub z kogeneracji”. Nie dyskredytując całkiem postulatu rodzą się kolejne zagrożenia które warto rozważyć: a) czy słowo „lub” nie oznacza nadmiernych inwestycje w wielkoskalową kogenerację i związanych z tym kosztów na przyszłość b) wspieranie oligopolu kosztem małych, słabszych niezależnych wytwórców energii nie przynosi nigdy obniżki cen energii (obniża tylko nieznacznie dużym bieżące koszty ich funkcjonowania), c) wobec widocznej stałej utraty konkurencyjności państwach koncernów energetycznych, może dojść do ich przejmowania przez firmy zagraniczne (razem z dotacjami z UE, o które Polska tak usilnie walczy).

Po wynikach wyborów do PE widać, że polityka klimatyczno-energetyczna UE będzie z pewnością kontynuowana, a może nawet zaostrzana. Szkodliwe dla procesów inwestycyjnych i odbiorców energii, w tym prosumentów, staje się wmawianie sobie i innym, że „abstrahując od cen CO2, energią z węgla jest najtańsza”. Powodów inwestowania w OZE i szybszego niż obecnie odchodzenia od paliw kopalnych jest znacznie więcej. Dalsze mamienie odbiorców energii magią ustaw „prądowych” jest nieuczciwe. Stanowisko rządu wobec kształtu funduszy UE i wobec OZE oraz regulacji rynku energetycznego powinno być zrewidowane w oparciu o najnowsza wiedzę dotyczącą wpływu polityki państwa na koszty energii i konkurencyjność gospodarki. Firmy i obywatele powinni dostać wiarygodną informacje o sytuacji w energetyce i prognozach cen energii, aby mieć podstawę merytoryczną do podejmowania racjonalnych decyzji o inwestycjach w efektywność energetyczną lub prosumenckie OZE. Zapowiada się niezwykle trudny, nie tylko dla energetyki, rok 2020. Na szczeblu rządowym, parlamentarnym lub pod auspicjami Prezydenta powinien być powołany zespół do ciągłego monitorowania cen energii i skutków ich wzrostu dla określonych grup odbiorców. Dalsza ukrywanie informacji/brak debaty o narastających i niepokrywanych kosztach w energetyce oraz bezczynność wobec ryzyka spirali wzrostu cen energii stają się niebezpieczne dla całego państwa.