niedziela, kwietnia 11, 2021

Profesor Wiesław Gogół

 W 1988 roku prof. Wiesław Gogół (razem z prof. Staniszewskim) napisał artykuł „Współczesne problemy heliotechniki” w którym wprowadził pojęcie „heliotechniki” do polskiego języka technicznego i naukowego.  

W latach 1990-2000 regularnie spotykałem się z prof. Gogolem (raz na kwartał) na wieczornych rozmowach o przyszłości energii słonecznej w Polsce. W rozmowach w jego skromnym, zapełnionym książkami gabinecie, uczestniczyła zawsze Pani Elżbieta Gogół, żona Pana Profesora, też pracownik Politechniki Warszawskiej. Głównym dylematem rozmów było to, czy w perspektywie czasu naszej aktywności zawodowej świat powstrzyma globalne ocieplenie (mówił o "ryzyku szybkiego rozładowania w efekcie spalania paliw, >>magazynu węgla<< gromadzonego wolno, przez lata, w strukturach geologicznych w Ziemi") i czy energetyka słoneczna stanie się w Polsce elementem rynku energii.   

Wokół Profesora zebrał się krąg tych  którzy wtedy - w kraju węglowym położonym na średnich  szerokościach geograficznych (nieraz nawet mówiliśmy „high latitudes”) - chcieli rozwijać energetykę słoneczną. Chyba wszystkie osoby z tego kręgu pracowały wspólnie (to okazja do wymienienia naszych nazwisk obok Prof. Gogóła) nad jedną z ważniejszych dla energetyki słonecznej książek z tamtego okresu. Tak brzmi jej pełny przypis bibliograficzny: „Konwersja   termiczna energii  promieniowania  słonecznego  w warunkach krajowych”, J. Bogdanienko, A. Chochowski, D. Chwieduk, R. Damański, W. Gogół, J. Krzyżanowski, L. Laskowski, J. Mikielewicz, J. Pabis, Z. Pluta, J.  Podogrocki, W.  Pomierny,  G.  Wiśniewski,  R.  Wnuk;  Redakcja: Wiesław  Gogół,  Oficyna  Wydawnicza  Politechniki  Warszawskiej, Warszawa 1993.

W celu szerokiej popularyzacji energetyki słonecznej i potencjału wykorzystania Energii Promieniowania Słonecznego w różnych sektorach (bez wykluczania żadnej z technologii) wprowadził ogólny skrót EPS, pod którym szeroko rozumiał źródła ciepła, chłodu, energii elektrycznej i produktów konwersji biochemicznej. Dzięki temu Profesor mógł włączać do współpracy różne osoby i łączyć rożne, niestety czasami niechętne wobec siebie, nurty w energetyce słonecznej.

Choć zaczynał pracę naukową od termodynamiki i wymiany ciepła i miał w tych dziedzinach olbrzymi dorobek, szybko zaczął wspierać badania i promocję konwersji fotowoltaicznej energii promieniowania słonecznego angażując się najpierw w działalność Polskiego Towarzystwie Energetyki Słonecznej (PTES-ISES, a potem Polskiego Towarzystwa Fotowoltaiki (PV Poland). 

Do końca żywo interesował się rozwojem energetyki słonecznej w Polsce. Po raz ostatni zadzwonił do mnie kilka miesięcy temu dopytując o szanse na produkcję ogniw fotowoltaicznych w Polsce. Energetyce słonecznej poświęcił niemal 50 lat swojego życia, nakierowanego na skrupulatne badanie i rozwiązywanie fundamentalnych problemów jej rozwoju.

Prof. Wiesław Gogół zmarł 7 kwietnia w wieku 93 lat.  Warto aby branża energetyki słonecznej pamiętała o olbrzymim wkładzie Pana Profesora w jej obecne sukcesy i o cierpliwym wsparciu Pani Elżbiety Gogół, która została depozytariuszem dorobku Profesora i świadkiem historii początków energetyki słonecznej w Polsce oraz długiej, pracowitej  drogi do sukcesu. Energetyka słoneczna jest na rynku.

sobota, kwietnia 10, 2021

Magazyny ciepła – niewykorzystane korzyści dla systemów ciepłowniczych i elektroenergetycznych

Międzynarodowa Agencja Energii Odnawialnej (IRENA) opublikowała raport „Termiczne magazyny energii” o niezwykłych możliwościach wykorzystania  magazynowania energii w formie ciepła, zarówno w systemach ciepłowniczych i jak i elektroenergetycznych. Technologia jest komercyjnie dostępna, czysta i tania, i aż się prosi aby wykorzystać ją w polskich systemach ciepłowniczych i szerzej w Krajowym Systemie Energetycznym (KSE), które są wyjątkowo mało elastyczne z uwagi na to, że bazują na kotłach na paliwa stałe i jednocześnie z niespotykaną rezerwą podchodzą do źródeł pogodowozależnych. 

Magazyny ciepła lub termiczne magazyny energii (TES) zapewniają elastyczność, która  pozwala na znacznie szersze i tańsze wprowadzanie pogodowozależnych OZE (energia słoneczna i wiatrowa) do systemów energetycznych. TES ograniczają potrzebę nadmiernie kosztownych nakładów na wzmocnienie sieci energetycznych, pomagają zrównoważyć sezonowe zapotrzebowanie i wspierają przechodzenie na najtańsze OZE, bez których polska energetyka stanie się niekonkurencyjna. TES, a zwłaszcza te z zasobnikami wody naziemnymi (TTES) i podziemnymi (UTES), mają o rzędy wielkości niższe koszty i dłuższe okresy magazynowania niż wszystkie inne rodzaje magazynów. Ale z jakiś powodów są (a przynajmniej dotychczas były) omijane szerokim łukiem przez ustawodawcę i traktowane z  rezerwą przez regulatora.  

Jest szansa na zmianę podejścia, ale czy potrafimy to wykorzystać jeżeli energetyce (tzw. zawodowej) chodzi o zachowanie status quo (starych przyzwyczajeń)  i raczej o droższą niż tańszą energię? TES pojawiły się w przejętej właśnie przez rząd polityce energetycznej (PEP’2040), ale zasadniczo tyko w części dotyczącej ciepłownictwa systemowego. Nie ma odniesień np. do ciepłownictwa indywidualnego (gdzie już widać problem z nadwyżkami energii z instalacji prosumenckich i w każdym domu przydałyby się bojlery do dogrzewania cwu energią z PV) oraz do możliwości poprawy bilansowania mocy (i lepszego wykorzystania mocy OZE) w krajowym systemie elektroenergetycznym.  

PEP’2040 w tzw. celu szczegółowym 7– „Rozwój ciepłownictwa i kogeneracji” proponuje działania na rzecz popularyzacji magazynów ciepła. Ich zastosowanie „(…) pozwala na zmagazynowanie ciepła wytworzonego w dolinach zapotrzebowania, a następnie wykorzystanie go w okresach zwiększonego zapotrzebowania, co usprawnia działanie systemów ciepłowniczych. To rozwiązanie pozwala także na wykorzystanie nadwyżek energii elektrycznej wytworzonych przez niesterowalne OZE do podgrzania czynnika grzewczego”. Szerzej o TES jest napisane w Strategicznej ocenie oddziaływania dokumentu (PEP) na środowisko, a w szczególności na  powietrze i klimat. -„Magazyny ciepła pozwalają na bardziej efektywne wykorzystanie zasobów energii odnawialnej pogodowo zależnej, co powodować będzie zmniejszenie emisji zanieczyszczeń do powietrza z innych źródeł wytwarzających energię elektryczna i ciepło, w tym z węgla i gazu oraz na (…) zmniejszenie emisji gazów cieplarnianych w wyniku zastępowania energii ze źródeł kopalnych energią odnawialną”.

PEP wspomina tylko o „popularyzacji” (a nie np. wsparciu), ale przewidziano jednak 128 mln zł na budowę magazynów ciepła w latach 2021-2025. Stanowić to ma tylko 0,7% nakładów na modernizacji ciepłownictwa, ale dobre i to. Czy jednak takie „miękkie” zapisy mogą spowodować bardziej racjonalne, systemowe podejście do tej technologii?

Na razie nie widać efektów z dwu zasadniczych powodów. Pierwszy dotyczy  „silosowego” podejścia, które utrudnia tzw. integrację sektorów ciepła i energii elektrycznej, i mimochodem sprowadza się (w dobie „Zielonego ładu”(!) do promowania kogeneracji na paliwach kopalnych. Kogeneracja nie pasuje nie tylko do dążenia UE do neutralności  klimatycznej, ale też do nieelastycznych w Polsce systemów ciepłowniczych i elektroenergetycznych. Drugi powód problemów z wdrażaniem magazynów ciepła w Polsce dotyczy organicznej zdolności do myślenia systemowego w zakresie zdolności do integracji różnych rozwiązań. Część energetyków i polityków w niechęci do OZE dotknięta jest syndromem „Strasznych mieszczan w wierszu Tuwima, którzy „(…) widzą wszystko oddzielnie, że dom... że Stasiek... że koń... że drzewo...”. Chcą dokładać jeden magazyn do jednego pogodowozależnego źródła energii (jeszcze niedawno mówili o "gazówkach") , aby na siłę uczynić OZE zdolnymi do produkcji energii w źródłach węglowych przez minimum 40-60% godzin ciągu roku (bez zwracania uwagi, że np. zapotrzebowanie na energię nie jest stałe i wymaga elastyczności). Nikt inny na świecie na taką skalę tak nie myśli, bo z takiego podejścia wynikają tylko nieuzasadnione koszty dla odbiorców energii i wzrost emisji, niestety.

Powyższe tezy można było potwierdzić zarówno w dotychczasowej legislacji (klastry energii o nieodgadnionych założeniach) jak i w programach dla energetyki (usilne i oczywiście nieskuteczne wspieranie źródeł drogich o niskim potencjale). Jak nawet pojawiało się poparcie dla magazynów energii to (paradoks) razem z poparciem dla  źródeł "stabilnych" biogazu, energii wodnej i geotermalnej (które same magazynów nie potrzebują) razem z rynkiem mocy (wsparcie dla "stabilnych" paliw kopalnych) i jednoczesnym blokowaniem energetyki wiatrowej (gdzie tworzą się modele biznesowe na magazyny). Od niedawna programy i przepisy prawa są wzbogacane obecnie o elementy magazynowania energii razem z próbami promowania źródeł pogodowozależnych (to dobry znak), ale czy wystarczająco szybko?  

W 2019 roku  pojawił się ciekawy program NFOŚiGW „Ciepło powiatowe”, który po raz pierwszy dostrzegł rolę magazynów ciepła. Program pojawił się rok po ekspertyzie IEO „Ciepło z OZE”, gdzie przedstawiono założenia do ustanowienia programu wsparcia dla ciepłownictwa w zakresie budowy, modernizacji i rozwoju systemów ciepłowniczych współpracujących z OZE  i magazynami ciepła.  W zamyśle pierwotnym magazyny ciepła miały służyć całemu miejskiemu systemowi ciepłowniczemu (też nieelastycznym kotłom węglowym i jeszcze bardziej nieelastycznej kogeneracji) i miały być koniecznym warunkiem wsparcia dla ciepła z OZE (aby przekroczyć efekt skali).

Choć trzeba docenić sam program „Ciepło powiatowe” do którego wprowadzono jako koszt kwalifikowany (a nawet punktowany w ocenie wniosków – 2 punkty na 75), to warto zauważyć, że warunkiem udzielenia wsparcia na magazyn energii jest zintegrowanie go ze źródłem energii, które będzie realizowane równolegle w ramach projektu, a nie z systemem. To utrudnia racjonalne podejście i niepotrzebnie podnosi koszty. Nb. pozytywnie w „Programie” należy ocenić wyłączenie ze  wsparcia w formie dotacji projektów realizujących wyłącznie instalacje fotowoltaiczne i wiatrowe bez magazynu energii.

Po stronie legislacji ciągle nie jest wcale lepiej . Prawo energetyczne definiuje magazyn energii wyłącznie jako  instalację służącą do przechowywania energii, przyłączoną do sieci, mającą zdolność do dostawy energii elektrycznej do sieci. Definicja magazynu energii w ustawie o OZE  jest nieco szersza - za magazyn energii uznaje wyodrębnione urządzenie do przechowywania energii w dowolnej postaci, niepowodujących emisji będących obciążeniem dla środowiska, w sposób pozwalający co najmniej na jej częściowe odzyskanie. Ale już systemy wsparcia, np. aukcje na instalacje hybrydowe dotyczą tylko elektrycznych magazynów bateryjnych. Z kolei w definicji instalacji OZE jest mowa o „zespole z magazynem energii, w tym magazynem biogazu rolniczego”, ale nie z magazynem ciepła.

Takie zawężone ujęcie tematu magazynowanie oznacza tylko koszty. Studium Centrum Badawczego JRC Komisji Europejskiej pt. „Integration of the power and heating sector” pokazuje przepaść pomiędzy magazynami bateryjnymi typu “Tesla” i innymi formami magazynowanie energii, a magazynami w ciepła,  w szczególności TES (TTES to "magazynowanie w wodzie, UTES to magazyny typu PIT):

Poza kosztami na MWh liczy się też to, że magazyny energii elektrycznej magazynują w krótkim okresie (minuty i godzinny), a ich żywotność  jest bardzo ograniczona, podczas gdy magazyny ciepła  mogą magazynować w okresach tygodniowych (TTES) lub sezonowych, a nawet rocznych (UTES).

Próbą poprawy przez ustawodawcę sytuacji z magazynowaniem energii jest rządowy projekt ustawy o zmianie ustawy  Prawo energetyczne (druk sejmowy nr 808 z 2020-12-03). Za pozytywną zmianę w podejściu do problemu należy uznać postulat wprowadzenia uprawnienia do posiadania magazynów energii elektrycznej i zarządzania nimi przez OSP i OSD (odejście od myślenia "jedno źródło-jeden magazyn"), a nie obciążanie kosztami magazynowania wyłącznie każdego ze źródeł OZE „case by case”. Ale znowu magazyny energii są traktowane wybiórczo i w systemie wsparcia z opłaty OZE zwolniono tylko magazynowanie energii elektrycznej, a nie ciepła.  

Inaczej do problemu podchodzi np. energetyka w USA. Poza  tradycyjnymi elektrowniami szczytowo-pompowymi, które także  stanowią ciągle 95 procent zdolności magazynowych, drugą wg DOE i SANDIA najbardziej rozpowszechnioną technologią są magazyny ciepła (choć w USA nie ma rozpowszechnionych systemów ciepłowniczych i, co za tym idzie, wysokiego potencjału magazynowania w cieple), a dopiero potem  magazyny bateryjne.

Agencja IRENA pisze, że zdolność do magazynowania energii w dużych, sezonowych magazynach ciepła wzrośnie trzykrotnie do 2030 roku – z 234 GWh w 2019 r. do ponad 800 GWh 10 lat później. Mało jest krajów na świecie które mogłyby tak zyskać na rozwoju magazynów ciepła jak Polska. Wystarczy tylko pomyśleć systemowo i wokół szeroko rozumianych magazynów ciepła (sezonowe i prosumenckie, krótko- i długoterminowe) stworzyć kotwicę dla ekosystemu innowacji (polskie firmy dostarczają i mogą dostarczać coraz lepsze technologie) i ekosystemu biznesowego oraz dla zielonej transformacji.

niedziela, marca 14, 2021

Dlaczego energetyka wiatrowa w jednych krajach się rozwija, a w innych nie

 Od 5 lat polskie prawo w sposób  spektakularny, niespotykany w innych krach  blokuje rozwój najtańszej technologii energetycznej, która mogłaby przynosić korzyści, a naraża odbiorców energii na trwały trend wzrostu jej cen. Tym samym na własne życzenie pogarszamy pozycję konkurencyjną przemysłu na wspólnym rynku, na który trafia gro eksportu.

W poprzednim artykule „Najtańsza technologia energetyczna i gospodarka od 5 lat przegrywają z dziwnym prawem” (link) wykazano jedynie skutki restrykcyjnych przepisów i  zasadność ekonomiczną ich zmiany. Trudno jednak nie zapytać dlaczego takie przepisy się pojawiły akurat w polskim prawie. Przyjmowana domyślnie odpowiedź o „przyczynach politycznych” (skoro nie gospodarczych) nie wydaje się wystarczająca. Polityka zanurzona jest w kwestiach społecznych i wprowadzanie tego typu przepisów (wymierzonych w jednej technologię) musiało mieć w nich jakieś oparcie.Nie wiadomo np. dlaczego w momencie uchwalania przepisów społeczeństwo było obojętne, a odbiorcy energii nie dali sygnału ustawodawcy, że ich skutki będą daleko idące.

Z pewnością nie było jednego czynnika który doprowadził do regulacji blokującej rozwój energetyki wiatrowej. W niniejszym artykule zidentyfikowano niektóre z nich, pomijając zawiłości polityczne, ale zwracając uwagę na porównania międzynarodowe i problem (braku) zaufania społecznego, w tym oczywiście braku zaufania do branży.

Typowe ograniczenia  potencjału i rozwoju energetyki wiatrowej wynikają z braku przestrzeni do jej ekspansji i niemożliwości oddalenia miejsc lokalizacji elektrowni wiatrowych od zabudowań. Polska jest dużym obszarowo krajem j jak na warunki UE ma stosunkowo niską gęstość zaludnienia. Czy rzeczywiście Polska przesadziła z rozwojem energetyki wiatrowej, czy ekspansja wiatraków naruszyła ogólnie przyjęte obszarowe i ludnościowe wskaźniki nasycenia elektrowni wiatrowych?

Na rysunkach poniżej, w oparciu o dane IEO z monitoringu rynku, zilustrowano miejsce Polski na tle innych krajów UE pod wglądem mocy wiatrowych na jednostkę powierzchni kraju i na tysiąc mieszkańców. 


Dane na wykresach wskazują, że nasycenie mocami wiatrowymi w Polsce jest dwukrotnie niższe niż średnio w UE, zarówno w relacji do powierzchni kraju (18,9 do 36,2 MW na tysiąc km2), jak do liczby mieszańców  (0,16 do 0,31 MW na tysiąc mieszkańców). Jednocześnie narzucona prawem minimalna odległość elektorowi wiatrowych od zabudowań w Polsce jest (dane JRC)  dwukrotnie wyższa niż w  krajach  o wyższym od średniej unijnej nasyceniu mocami wiatrowymi. Są też kraje, które w tych zestawieniach wypadają jeszcze gorzej (prawa strona wykresów) niż Polska, która w odniesieniu do mocy  wiatrowych jest na 6 miejscu od końca.

Biorąc, w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie postawione na wstępie, pod uwagę z powyższego wykresu do dalszej analizy pierwsze 6 krajów (TOP-6) i 6 ostatnich (BOTTOM-6) i odrzucając na początek możliwość przypadku („wypadku przy pracy” legislacyjnej) można spróbować postawić i zweryfikować kilka hipotez w oparciu o proste statystki, np analizę ceny energii, postaw społecznych itd.

W prawdzie Polska ma najwyższe hurtowe ceny energii z, wyodrębnionych 12 krajów, ale zainstalowała jednak 6  GW mocy przed wprowadzenie restrykcyjnego prawa, które ceny energii obniżają. Analiza statystyczna dla wszystkich 12 krajów nie potwierdza istnienia istotnej korelacji pomiędzy cenami energii a mocami wiatrowymi. Trudno też korelować moce zainstalowane w poszczególnych krajach pod względem priorytetów w politykach energetycznych, gdyż te często się zmieniają (zazwyczaj na diametralnie przeciwne, np. Hiszpania) wraz ze zmianą ekip rządzących i trudno jest sprowadzić dane do tego samego "momentu historycznego".

Upolitycznienie polityki energetycznej, w tym wiatrowej, jest zazwyczaj osadzone w bardziej trwałych postawach społecznych  i instytucjach. W przypadku analiz dotyczących przyczyn wprowadzania przepisów regulujących odległości elektrowni wiatrowych od zabudowy mieszkaniowej oraz oceny stopnia zaangażowania (aktywności) inwestorów w budowę nowych mocy (limitowanych nie tylko prawem, ale i obawą o ew. protesty społeczne), kluczowe znaczenie mogą  mieć odpowiednio zaufanie społeczne (pomiędzy mieszkańcami) i zaufanie do instytucji prawa.

W tabeli zestawiono wskaźnik mocy zainstalowanej na tysiąc mieszkańców (dane przeliczne na km kw. prowadzą do podobnych obserwacji) z najnowszymi wynikami badan (Eurobarometer 10/07 - 26/08/2020) zaufania społecznego i zaufania do prawa w krajach z grup TOP-6 i BOTTOM-6.

Różnice w obu skrajnych grupach są bardzo wyraźne.Średnie zaufanie społeczne w krajach TOP6 (dysponują one 60% unijnej mocy zainstalowanej w UE) wynosi 85%, podczas gdy w krajach BOTTOM6  67% (przy ich 5% łącznej mocy zainstalowanej w UE). Jeszcze silniej obie grupy krajów odbiegają od siebie w przypadku porównania zaufania do prawa (TOP-6 – zaufanie 68%, BOTTOM-6 –zaufanie 32%). Tezę o zależność rozwoju energetyki wiatrowej w poszczególnych krajach UE od zaufania  potwierdza bardzo o wysoki współczynnik korelacji liniowej Pearsona (określający tu poziom zależności między mocą zainstalowaną a poziomami zaufania). Wynosi  on odpowiednio  0,88 przy zaufaniu do prawa 0,91 przy zaufaniu społecznym, co należy uznać za bardzo silne korelacje.

Korelacje byłaby jeszcze silniejsze gdyby pomiąć Republikę Czeską (gdzie jest stosunkowo wysokie zaufanie do prawa, pomimo niewielkich inwestycji w rozproszoną energetykę wiatrowa). Może to oznaczać, że w Czechach są jeszcze inne czynniki silnie oddziaływające na rynek energetyki wiatrowej (być może chodzi o silne poparcie dla fotowoltaiki  - technologii konkurencyjnej z którą identyfikuje się większość społeczeństwa).     

Przy silnym w Polsce poparciu społecznymi dla energetyki wiatrowej trudno racjonalnie wytłumaczyć   wprowadzenie przez ustawodawcę restrykcyjnego prawa i tak szeroki rozejście się polityków z oczekiwaniami większości i potrzebami gospodarki. Fakt wprowadzenia przepisów uderzających w prawa nabyte inwestorów jeszcze bardziej osłabił i tak niezwykle niskie zaufanie do prawa w Polsce i niesie za sobą dodatkowy efekt mrożący – całkowite zatrzymanie prac deweloperskich. Z drugiej strony takie prawo mogło stosunkowo łatwo być wprowadzone z uwagi na ogólnie niskie zaufanie społeczne (pokrzywdzone branże i grup społeczne nie mogą liczyć na solidarność). Powyższe spostrzeżenia wymagają dalszych pogłębionych analiz celem wyciągniecie konstruktywnych wniosków.

Nie wiadomo kiedy i czy zaufanie społeczne i zaufanie do prawa w Polsce wzrośnie do poziomu krajów zachodnich, a bez tego samo poluzowanie zasady „10H” może nie przynieść spodziewanych efektów. Na podstawie ww. uproszczonych analiz można jednak postawić tezę, że w Polsce dalszy rozwój generacji rozproszonej i OZE wymaga przeprowadzenia merytorycznej kampanii informacyjnej adresowanej do społeczności lokalnych oraz zawarcia porozumienia sektorowego rządu z branżą wiatrową i sojuszu branży wiatrowej z przemysłem narażonym na skutki wysokich cen energii. Jest także potrzeba powiązania rozwoju energetyki wiatrowej z rozwojem innych innowacyjnych technologii komplementarnych (fotowoltaika, wodór, hybrydy wiatrowo-fotowoltaiczne, sectors coupling, elektromobilność, smart grid), które nie mają szansy na rozwój przy drogiej  i wysokoemisyjnej energetyce.

wtorek, marca 09, 2021

Najtańsza technologia energetyczna i gospodarka od 5 lat przegrywają z dziwnym prawem

Po 5 latach od rozpoczęcia w trybie pilnym, z pomięciem rządu i trybu konsultacji, prac parlamentarnych nad wprowadzeniem ustawy o inwestycjach w elektrownie wiatrowe przyszedł czas na działania rządu. Po ponad rocznej pracy Ministerstwa Rozwoju, Pracy i Technologii nad poluzowaniem  tzw. zasady „10H” (zakazem budowania turbin wiatrowych w odległości mniejszej niż 10-krotność ich wysokości) wicepremier Jarosław Gowin oficjalnie  zapowiedział rządowy projekt zmian w ustawie. Głównym uzasadnieniem zmian w ustawie jest uznanie na najwyższym szczeblu rządowym faktu (potwierdzanego wynikami aukcji na energię z OZE), że "w polskich warunkach energia z wiatru jest najtańsza na rynku i że jej rozwój, to szansa na tańszą energię dla Polaków".

Już  czerwcu 2020 roku ówczesna wicepremier Jadwiga Emilewicz potwierdziła, że w ówczesnym ministerstwie rozwoju tworzone są założenia do korekty ustawy odległościowej, ale skupiały się one na weryfikacji zasadności najbardziej restrykcyjnej zasad odległościowej dla turbin wiatrowych w całej UE (obszarowo największe wykluczenia). Problem rosnących kosztów energii był już znanym (pierwsze rekompensaty za podwyżki cen prądu pojawiły się w 2019 r.), ale ówczesne  Ministerstwo Energii utrzymywało, że tanią energię zapewnią Polsce elektrownie węglowe, a potem jądrowe, OZE rozwijają się za szybko, a dopłaty do OZE są za wysokie.  Tymczasem podstaw ku takim tezom nie było i nie ma.

W latach 2018-2020 IEO kilkukrotnie analizował koszty wytwarzania energii w Polsce w zależności od tego ile nowych mocy wiatrowych zostanie dodanych w latach 2023-2020 w stosunku do scenariusza bazowego (KPEiK). Dodawanie nowych mocy wpływa na oszczędności wynikające z kosztów paliw i uprawnień do emisji CO2. W okresie do 2040 roku dodanie 6 GW przynosi oszczędności na poziomie 36 mld zł, a 11 GW - 50 mld zł. Scenariusz „11 GW” podnosi udziały OZE w elektroenergetyce w 2030 roku do 50% i pozwala na redukcje emisji CO2 o 35 mln ton. Z tego  wynikają zmiany w koszty generacji, co przekłada się na wysokość średnich cen hurtowych. Rysunek pokazuje niezwykle korzystny wpływ energetyki wiatrowej na ceny energii, ale też wpływ czasu reakcji ustawodawcy  na wydłużenie okresu wysokich cen energii.

 

Już w maju 2016 roku autor wykazał, przy okazji kolejnego zwiększania poziomu wsparcia energetyki węglowej wprowadzanego nowelizacjom ustawy o …OZE. Związane to było z podnoszeniem na rachunkach za prąd stawki tzw. „opłaty przejściowej”. O opłacie mocowej wówczas nie było jeszcze mowy, ale już wtedy dopłaty do węgla były wyższe niż dofinansowanie do OZE (link). Od 2015 roku autor wielokrotnie ostrzegał, że jest za mało OZE w miksie energetycznym. Dwa lata temu (marzec 2019) w innym artykule potwierdzającym że zrealizowanie przez Polskę celów OZE na 2020 rok jest niemożliwe, zwrócona została uwaga na fakt, że polityka wspierania węgla i blokowanie OZE prowadzą nie tylko do drenażu kieszeni odbiorcy energii, ale i podatnika. Chodziło o „miliardy” na kosztowne transfery statystyczne za brak realizacji celu OZE ‘2020 i problemy jakie spowolnienie rozwoju OZE może spowodować w zakresie dostępu do funduszy UE (link) i późniejszej ich absorpcji.

Świadomość tych faktów ekonomicznych i  gospodarczych narastała. Poza tym badania opinii publicznej (ostanie zostały zamówione przez Ministerstwo Klimatu i Środowiska) niezmiennie pokazywały, że Polacy (poza lokalnymi epizodami, znacznie mniejszymi niż protesty wokół odkrywek, podbijanymi hałaśliwie z powodów ideologicznych,) nie obawiają się elektrowni wiatrowych. Ale lekkomyślnie wprowadzone prawo ciągle wygrywa z technologią i z gospodarką. Tak się nieraz w historii zdarzało, ale warto szybko wyciągać wnioski z błędnych decyzji. W Japonii gdy w XVII wieku władca (cesarz z dynastii Edo)  zachęcony przez szogunów wprowadził zakaz używania koła, na wzór podobny do ustawy odległościowej, aby buntujące się społeczeństwo nie komunikowało się nadmiernie i nie spiskowało.  Poszlaki historyczne wskazują, ze Cesarz walnie tym przyczynił się do zastopowania rozwoju Japonii na niemal dwa wieki, a literatura podaje to jako przykład na potwierdzenie tezy, że „prawo może wygrać z technologią”.

W Polsce „zasada 10H”już 5 lat niszcząco działa bezpośrednio przede wszystkim na gospodarkę. Dotychczas w mniejszym zakresie działała na gospodarstwa domowe (efekt taryfowania i rekompensaty), w tym na kieszenie  posłów, którzy złym prawem psuli  gospodarkę i lekceważyli zasady racjonalności ekonomicznej i  neutralności technologicznej w energetyce. To też się kończy w efekcie opłaty mocowej, wydrenowania budżetu i inflacji jaką zdaniem NBP (marcowy raport o inflacji) wywołają rosnące koszty energii. Kończą się jednak możliwości dalszego przerzucania kosztów na gospodarkę.

W sposób obrazowy wyraził to w ostatnim artykule (link) Henryk Kaliś- prezes zarządu Izby Energetyki Przemysłowej i Odbiorców Energii (IEPiOE). Pisze w nim dobitnie, że dla rozwoju lądowej energetyki wiatrowej w Polsce nie ma technologicznej alternatywy, mając na myśli i trudne nadchodzące postcovidowe lata i całą, pełną wzywań obecną dekadę. Słusznie domaga się aby przy „luzowaniu” restrykcji 10H upraszczać procedury uzyskiwania pozwoleń na budowę i wydawania decyzji środowiskowych. Zaznacza przy tym, że nie ma racjonalnego uzasadnienia dla utrzymywania stanu prawnego, w którym tereny przemysłowe traktowane są identycznie jak tereny zabudowy mieszkalnej.

IEPiOE domaga się co najmniej istotnej modyfikacja zasady "10H" w odniesieniu do terenów przemysłowych np. poprzez zmniejszenie wymaganej odległości wiatraków od zabudowań mieszkaniowych do 500 metrów. Podobne postulaty stawiają np. rolnicy wielkotowarowi, którzy powinni mieć prawo budowania elektrowni  bez ograniczeń odległościowych, nawet obok własnych domów, wraz z brakiem konieczności odralniania swoich gruntów (wiatraki pozwalają na wielofunkcyjne wykorzystanie ziemi). To ważny głos z uwagi na rolę przemysłu w powstrzymywanie recesji (eksport) i wychodzeniu z kryzysu.

Wydaje się, że ostrożne i opieszałe naprawianie szkodliwej ustawy nie przyniesie szybko spodziewanych korzyści  gospodarczych, a obecnie o szybkie działania i efekty chodzi. Nowelizacja powinna wprowadzić jak najwięcej wyłączeń spod zasady „10H” i zostawić jak największa swobodę i samorządom i przedsiębiorcom, ale wprowadzić też daleko idące uproszczenie procedur lokalizacyjnych. Najprostszym sposobem nowelizacji byłoby dodanie w ustawie jednego nowego przepisu o 5-letnim terminie obowiązywania przepisów, które weszły w życie 2016-07-16. Przepis taki powinien być wsparty ogólnokrajową kampanią informacyjną nakierowaną na lokalne społeczności. Wtedy 17-go lipca 2021 roku wszyscy z ulgą pozbylibyśmy się odium nieprzemyślanego do końca kroku ustawodawcy sprzed kilku lat.