poniedziałek, sierpnia 03, 2026

Komentarz do propozycji Rady przy Prezydencie RP w sprawie obniżenia kosztów sieciowych dla odbiorców energii elektrycznej

 Rada Energii i Zasobów Naturalnych przy Prezydencie RP zaproponowała udział wytwórców w finansowaniu infrastruktury sieciowej. W artykule (DGP z 24 czerwca) „Kto ma zapłacić za rozwój sieci” opisujących wyniki dyskusji pojawiła się  teza z którą trudno się nie zgodzić   „Transformacja energetyczna bez racjonalizacji kosztów sieci doprowadzi do trwałego i dotkliwego wzrostu rachunków dla wszystkich odbiorców”.  Więcej szczegółów znajduje się  w udostępnionej w sieci prezentacji wprowadzającej „Sprawiedliwy podział kosztów systemu elektroenergetycznego”.

Istota propozycji sprowadza się do obciążenie wytwórców energii kosztami sieciowymi wg modelu, który  (lepiej) odzwierciedla rzeczywisty wpływ źródła wytwórczego na koszty systemowe niż obecny system w którym to zasadniczo odbiorcy w swoich  taryfach płacą za koszty przesyłu i dystrybucji energii.  Gdyby to był powrót do koncepcji Prof. Jana Popczyka sprzed trzech dekad, wg której wytwórcy energii płacili za "rozbudowę i utrzymanie sieci", ale razem z wprowadzeniem opłat węzłowych dzięki czemu centralna elektrownia płaciłaby więcej za infrastrukturę sieciową i straty (a lokalna  generacja rozproszona mniej) to podjęcie ważnego tematu nie budziłoby wątpliwości. Wtedy udało się doprowadzić do podziału kosztów opłat sieciowych pomiędzy wytwórców i odbiorców w równej proporcji 50%/50%, co można było nazwać sprawiedliwym rozwiązaniem, symulującym obie strony do racjonalizacji zachowań. 

W aktualnej propozycji Rady nie ma czynnika lokalnego bilansowania, opłat węzłowych, czy  taryf dynamicznych, które racjonalizują zachowania uczestników rynku. Pojawiły się za to arbitralne propozycje dwóch współczynników: strefowego (lokalizacja źródła) i dyspozycyjności źródła (niższy dla źródeł niestabilnych, wyższy dla źródeł o dyspozycyjnym lub stabilnym profilu generacji energii), które maja zapewnić i obniżenie kosztów sieciowych i ich sprawiedliwy podział. O ile ten pierwszy współczynnik może być zgodny z kierunkiem transformacji energetycznej to ten drugi, który nie ma swojego odpowiednika za granicą,  wygląda jak „bat na OZE”. Takie podejście do racjonalizacji kosztów oznaczałoby że łączne koszty wytarzania i dostaw energii dla odbiorców zamiast spadać zaczną - wbrew deklarowanym celom proponowanie regulacji  - rosnąć. Przerzucanie tym „współczynnikiem” kosztów monopolu wytwórczego na OZE siłą rzeczy obniży presję OZE na obniżanie kosztów energii czynnej,  a każdy dodatkowy koszt sieciowy i tak w odpowiednej proporcji wejdzie do taryfy sieciowej dla odbiorców.

Na czym polega istota problemu kosztów sieciowych

Zgadzając się z tezą główną że transformacja energetyczna bez racjonalizacji kosztów sieci doprowadzi do wzrostu rachunków za prąd, warto od razu zaznaczyć, że propozycja przyjęta przez Radę wymaga znacznie szerszej refleksji zanim zacznie być przedmiotem prac nad nową regulacją. Dylemat czy wytwórców obciążać kosztami sieci, a jeżeli tak to w jaki sposób, nie może być zawężony do wytwórców OZE i rozbudowy sieci związanej z ich przyłączaniem. W szczególności budowa wielkoskalowej elektrowni jądrowej (EJ) czy nawet morskich farm wiatrowych (MFW) także wymaga wielkoskalowej rozbudowy sieci, więc ogniskowanie uwagi na rozproszonych OZE jest błędem założycielskim całej koncepcji. Kolejną jego warstwą jest ograniczanie uwagi wyłącznie do kosztów rozbudowy sieci (na etapie inwestycji w nowe zdolności wytwórcze), tak jakby koszty jej utrzymania już miały wytwórców nie dotyczyć.

Myślenie to nawiązuje  do koncepcji „trylematu” w niedawno rozpoczętej  dyskusji nad mapą drogowy rynku energii elektrycznej, zgodnie z którym rozwój OZE przeciwstawiany jest potrzebie zapewnienia  bezpieczeństwa energetycznego na równi z wyzwaniami kosztowymi.

Błąd propozycji przedłożonej przez Radę Energii i Zasobów Naturalnych przy Prezydencie RP wynikać może z niezrozumienia zagadnienia, na temat którego została podniesiona komentowana propozycja, oparta na jedynie powierzchownej obserwacji zachodzących procesów: racjonalizowanie bowiem powinno w pierwszej kolejności dotyczyć procesu kreowania kosztów a dopiero w dalszej kolejności zasad ich redystrybucji pomiędzy uczestników rynku energii.

Wszystkie koszty sieciowe wynikają (są pochodną) z majątku sieciowego (nakładów na majątek sieciowy), zarówno CAPEX co jest oczywiste, jak i OPEX – koszty utrzymania majątku sieciowego oraz generowanych przez niego strat bilansowych, natomiast koszty energii jako towaru są sumą kosztów wynikających z inwestycji w majątek wytwórczy, kosztów operacyjnych (paliwa i jego obsługi) oraz kosztów zewnętrznych, ponoszonych przez gospodarkę, choć nie ujawnionych w rachunkach za energię.

Jeżeli funkcją celu jest obniżenie rachunków za energię, to nie można uwagi ogniskować na wątku wybranym (wyizolowanym) z tej palety, tylko dążyć do harmonijnego minimalizowania wszystkich jej składowych.

Skupiając uwagę na sieci – jej koszt niezbędny do pokrycia jest konsekwencją:

  •          poziomu niezbilansowania w czasie,
  •  poziomu niezbilansowania w przestrzeni oraz
  • efektywności inwestycji objawiającej się na koniec jakością dostarczanej energii (wciąż brak jest mechanizmów oceny, czy dana inwestycja faktycznie jest niezbędna i czy jej realizacja została dokonana po racjonalnym koszcie (syndrom „złotych styków”).

Zagadnienia te zostały (jako „wyizolowane”)  dostrzeżone w propozycji Rady, ale tylko hasłowo i w sposób dalece uproszczony, wymagający komentarza.

Niezbilansowanie mocy w czasie i przestrzeni

Niezbilansowanie w czasie rośnie wraz z koniecznością zaspokajania coraz wyższych poziomów maksymalnego zapotrzebowania na moc względem zapotrzebowania minimalnego. Konsekwencją tego jest konieczność utrzymywania majątku sieciowego okresowo nie wykorzystywanego. To, że sieć jest pod napięciem to nie jest tożsame z tym, że pracuje jeżeli nie jest obciążona prądem. Dodatkową składową kosztów niezbilansowania w czasie jest różnica bilansowa zależna od kwadratu obciążenia sieci prądem, zatem rosnąca nieliniowo w okresach największego zapotrzebowania na moc.

To wszystko oznacza, że głównym animatorem kosztów sieciowych jako konsekwencji niezbilansowania w czasie jest adresowany do odbiorców końcowych fałszywy mit „prądu z gniazdka” (bierz kiedy chcesz i ile chcesz, bez oglądania się na aktualną sytuację w systemie elektroenergetycznym), skutkujący określonym profilem obciążenia. Do tego profilu dostosowywane są wszystkie działania operacyjne i inwestycyjne podejmowane przez przedsiębiorstwa energetyczne. Za ten indywidualny komfort systemowo nieefektywnych zachowań odbiorcy już dziś płacą nieefektywnie wysokimi rachunkami. W wyniku rozbudowy sieci nadal honorującej ten paradygmat płacić będą  jeszcze więcej.

Problem niezbilansowania w czasie gwałtownie się zaostrzył z rozwojem OZE pogodozależnych, które oferują podaż energii wg własnego scenariusza, oderwanego od tradycyjnie uformowanych potrzeb odbiorców. Brak sygnałów dostarczanych do odbiorców by ich popyt lepiej dostosowywać do aktualnej podaży w praktyce uniemożliwia znalezienie wyjścia z tej pułapki. Proste przerzucenie kosztów rozbudowy sieci kompensującej to niezbilansowanie na wytwórców (zwłaszcza przy wskazywaniu palcem OZE jako adresatów tego obciążenia) nie jest żadnym konstruktywnym rozwiązaniem, gdyż albo te koszty wrócą do odbiorców w rachunkach za energię albo jego wdrożenie spowoduje zablokowanie rozwoju OZE o zerowym koszcie zmiennym, co per saldo doprowadzi do wzrostu średniego kosztu wytworzenia energii, dostępnej już tylko z paliw tradycyjnych.

Niezbilansowanie w przestrzeni wynika ze wzajemnej dyslokacji w sieci źródeł względem odbiorów. Tradycyjnie elektrownie były budowane w pobliżu centrów zapotrzebowania (Górny Śląsk, PAK), problem zaczął narastać w miarę zaniku centrów przemysłowych na rzecz rozwoju inaczej rozmieszczonych metropolii, wymuszających większe wykorzystanie sieci przesyłowych, wizja budowy megaźródeł w rodzaju EJ czy MFW będzie ten problem dalej pogłębiać. Z drugiej strony, rozwój OZE rozproszonych w sieci dystrybucyjnej skutkuje aktualnie wyraźnym spadkiem wykorzystania sieci przesyłowej, która w tym sensie staje się źródłem kosztu osieroconego. Jak informuje PSE S.A., aktualnie gros przepływów energii realizowane jest za pośrednictwem sieci dystrybucyjnej. Warto odnotować, że im krótsza jest droga od wytworzenia energii do jej odbioru, tym niższe są straty techniczne wynikające z długości drogi transportu.

Racjonalnej zmiany wymaga sposób uwzględniania kosztów różnicy bilansowej w rozliczeniach za energię. Zgodnie z ustawą Prawo energetyczne koszt ten podlega indywidualnej ocenie przez Prezesa URE (metody jego optymalizowania przez analizy porównawcze straciły na znaczeniu wobec redukcji liczby OSD) i „wrzucane” do jednego worka z pozostałymi kosztami, celem ich rozdzielenia na stawki sieciowe dla poszczególnych grup taryfowych. W efekcie ocena zjawiska, na które składa się polityka majątkowa, ale także organizacja  pracy i efektywność ograniczania nielegalnego poboru energii, jest objęta tajemnicą przedsiębiorstwa i nie kreuje żadnej presji w kierunku jego poprawy. Tak jest choć tak być nie musi. Przykładowo, w Wlk. Brytanii OSD są zobligowani prawem do publikowania wskaźników różnicy bilansowej, które służą przedsiębiorstwom obrotu do stosownego podwyższania wolumenu energii kupowanej w kontraktach dla odbiorców. Dzięki temu:

·         odbiorcy za pośrednictwem spółek obrotu kupują energię  razem z tą, która jest zużywana na jej transport siecią

·         spółki sieciowe nie uczestniczą w obrocie  energią , czego formalnie zabrania im zasada unbundlingu ale w  Polsce  realnie  w ok. 10% rynku obrotu biorą udział, kupując energię na pokrycie różnicy bilansowej i następnie odsprzedając  ją w pakiecie z usługą dystrybucyjną,

·         spółki sieciowe są eksponowane na publiczne porównanie jakości ich działania w tym zakresie i motywowane do działania w kierunku jej poprawy

·         odbiorcy są chronieni np. przed ew. przewymiarowaniem najdroższych elementów sieci, jakimi są transformatory (by skonsumować zwrot na kapitale) ale też przed tolerowaniem w sieci transformatorów niedomiarowanych, wprowadzających zaburzenia jakości energii.

Wracając do kosztów majątku sieciowego , trzeba przyznać, że obowiązująca praktyka oparta jest na fałszywym założeniu kreującym sposób postrzegania majątku sieciowego i jego konsekwencji ekonomicznych, w tym taryfowych, że „sieć służy odbiorcom” (i tylko im), więc to oni wyłącznie powinni być obciążani kosztami jej istnienia i rozwoju. A przecież bez „wspólnej sieci” żaden biznes wytwórczy, za wyjątkiem autoproducentów zaspokajających wyłącznie własne potrzeby, nie miałby możliwości zaistnienia. Tak więc zobligowanie wytwórców do partycypowania w kosztach sieci (nie tylko różnicy bilansowej) ma sens, ale pod warunkiem, że obejmie wszystkich wytwórców, a nie tylko OZE pogodozależne.

Niemniej złożony obraz dotyczy racjonalizacji kosztów wytwarzania, a ściślej - kosztów wprowadzania energii do sieci. Automatycznie stosując jako nadrzędnie obowiązujące prawo popytu i podaży nie dostrzegamy, że przybiera ono przeciwstawne formy w obszarach sieci z niedoborem i nadmiarem generacji względem popytu. Cena energii dla obydwu stron jest ta sama i wynika z poziomu zbilansowania energii na poziomie krajowym: nie promuje wytwórców wprowadzających energię do sieci w węzłach/obszarach deficytowych i nie zachęca odbiorców do zwiększania popytu w węzłach/obszarach z nadmiarem energii.

Fundamentalnie błędnym założeniem, obciążającym przedmiotową propozycję jest schematyczne myślenie o sieci w kategoriach tzw. „miedzianej płyty” oznaczającej że cena dostaw energii musi być taka sama w całym kraju . Jego pokłosiem jest koncepcja „stawki bazowej odzwierciedlającej jednostkowy koszt korzystania z infrastruktury”. Wymaga napiętnowania, że jest to nawiązanie do opłaty abonamentowej, całkowicie oderwanej od sposobu korzystania z sieci (profilu poboru w czasie) i lokalizacji punktu poboru. To ostatnie jest kluczowe dla uzdrowienia relacji, jakkolwiek bardzo trudne do wdrożenia ze względów społecznych, gdyż jawnie sprzeczne z jakże popularną zasadą „jednakowych żołądków”. Natomiast przenoszenie  do stawek sieciowych kosztów usuwania ograniczeń jest de facto ponoszoną przez odbiorców ceną  za finansowanie fikcji jaką jest udawanie że sieć jest miedzianą płytą.

Alternatywa dla kosztownej rozbudowy sieci

Alternatywą dla „ciężkiej”  rozbudowy sieci umożliwiająca przepływy pomiędzy odległymi obszarami, ale oznaczająca wielkoskalowe inwestycje i – w konsekwencji – wielkoskalowe dociążenie rachunków są działania o charakterze organizacyjnym (bezinwestycyjnych), zatem niskokosztowych.

Niewątpliwie, scenariusz „organizacyjny” jest trudny z uwagi na konieczność zmiany dotychczasowych przyzwyczajeń, natomiast scenariusz „inwestycyjny”, w szczególności w kontekście ustawowej gwarancji taryfowego zwrotu z zaangażowanego kapitału, fundamentującego  EBIDTA grup kapitałowych  w skład których wchodzą OSD,  jest prostszy bo stanowi kontynuację status quo a co więcej, wprost służy interesom struktur monopolistycznych, które aktualnie dyktują warunki rynkowi, a także ustawodawcy.

Aby obniżyć dynamikę niezbędnych inwestycji w sieć, a w konsekwencji dynamikę wzrostu opłat sieciowych konieczne jest w pierwszej kolejności wykreowanie ekonomicznych narzędzi wpływu na krzywą poboru energii w czasie, tak by maksymalnie wypłaszczyć szczyty obciążenia w ciężar wypełniania jego dolin. Osiągnięcie tego nie jest możliwe na drodze pojedynczych rozwiązań, proste recepty brzmią atrakcyjnie, ale niestety zazwyczaj ich wdrożenie jest przeciwskuteczne.

Nietrudno dojść do wniosku, że całość zaproponowanej przez Radę koncepcji rysuje się jako kolejny pomysł na „legalne” wyeliminowanie z rynku energii OZE pogodozależnych, tak jakby były zagrożeniem a nie szansą dla realizacji celów polityki energetycznej.


wtorek, lipca 21, 2026

W unijnym planie elektryfikacji nie chodzi o ETS. -Plan działania UE na rzecz elektryfikacji wraz z projektem rozporządzenia w sprawie opłat sieciowych

 17 lipca 2026 r. Komisja Europejska (KE) przyjęła Plan działania na rzecz elektryfikacji (Electrification Action Plan, EAP)[1], a wraz z nim projekt rozporządzenia zmieniającego rozporządzenie (UE) 2019/943 w zakresie opłat sieciowych, podatków energetycznych, liczników i zasad przyłączania do sieci.

Poza tymi  kluczowymi dla KEiIS dokumentami, KE przyjęła dwa związane z ww. dokumenty robocze służb Komisji oraz powiązaną z pakietem na rzecz elektryfikacji rewizję systemu EU ETS. Pakiet w części strategicznej dotyczącej elektryfikacji przenosi ciężar europejskiej polityki energetycznej na stronę popytową rynku: na koszty energii dla przemysłu i usług, elektryfikację ciepłownictwa (wg KE - budynków) i procesów przemysłowych oraz elastyczność zużycia wspieraną magazynowaniem energii elektrycznej i ciepła. Komisja proponuje indykatywny cel elektryfikacji Unii na poziomie 46% końcowego zużycia energii w 2040 r. (wskaźnik referencyjny 32% w 2030 r.) oraz cel obniżenia relacji cen energii elektrycznej do gazu do maksymalnie 2,5 dla gospodarstw domowych i 2,0 dla przemysłu do 2030 r.

Elementem pakietu jest też niewielka korekta w systemie ETS, która od kilku dni dominuje w krajowej debacie, podczas gdy kwestie strategiczne nie są podejmowane. W zakresie ETS Komisja słusznie łagodzi niektóre swoje rozwiązania, w szczególności harmonogram dochodzenia do celów klimatycznych w 2050 roku (wolniejsze wygaszanie darmowych uprawnień dla sektorów objętych mechanizmem CBAM; faktycznie skromnie, bo sam CBAM jest za skromny). Wobec widocznego wzmożenia dyskusji  wyłącznie nad ETS w EAP – kilka środowisk gospodarczych i parę ośrodków politycznych wzbudziło nadmierne oczekiwania w tym zakresie i teraz musi odreagować. Zostawiam ten wątek, w którym w sumie niewiele można zdziałać, parytetom krajowym w przyszłych głosowaniach nad propozycją EAP w instytucjach UE.

Pomijając reformę ETS, stawka dla polskiej gospodarki jest wyjątkowo wysoka. Wskaźnik elektryfikacji Polski wynosi ok. 13–14% i należy do najniższych w UE, a relacja cen energii elektrycznej do gazu dla gospodarstw domowych jest — według danych Komisji za 2025 r. — trzecią najgorszą w Unii; dla przemysłu przekracza próg opłacalności elektryfikacji ciepła procesowego. Oznacza to, że warunek ekonomiczny elektryfikacji, od którego Komisja uzależnia powodzenie całego planu, nie jest dziś w Polsce spełniony. Według scenariusza WAM (czyli bardziej ambitnego)  Krajowego Planu na rzecz Energii i Klimatu (KPEiK) stopień elektryfikacji gospodarki wyniesie 20,3%  w 2030 roku i 26,3% a w 2040r.[2]

Oznacza to, że Polska pozostanie jedną z najmniej zelektryfikowanych gospodarek w Europie. Jednocześnie między publikacją pakietu KE a rozstrzygnięciami krajowymi (reforma taryf sieciowych przygotowywana w zespole przy Ministerstwie Energii, „Strategia transformacji ciepłownictwa do 2040 r." i spodziewana aktualizacja KPEiK) otwiera się okno regulacyjne, w którym należy zdecydować o  kosztach energii dla polskich przedsiębiorstw na najbliższą dekadę.

Ocena ogólna pakietu EAP

Kierunek pakietu należy ocenić pozytywnie, przede wszystkim z powodu rosnącej zależności UE od importu paliw kopalnych i możliwości ich substytucji lokalnie wytwarzaną energią elektryczną z najtańszych OZE. W 2024r. OZE stanowiły 47,5% zużywanej energii elektrycznej brutto w UE, w porównaniu z 28,6% w 2014r., a mimo to energia elektryczna stanowi tylko 23% końcowego zużycia energii. Komisja ocenia, że przy celu elektryfikacji wynoszącym 46% do 2040 r. możliwe jest obniżenie unijnego rachunku za import paliw kopalnych o 260 mld € rocznie do 2040 r. W całej UE  uzależnienie importowe wyniosło 85% dla gazu oraz 97% dla ropy i produktów ropopochodnych. Wg Forum Energii łącznie ok. niemal połowy (46%) zużywanej w Polsce energii pochodzi z importu[3].

Po raz pierwszy polityka UE tak wyraźnie łączy konkurencyjność przedsiębiorstw z obniżaniem kosztów energii po stronie popytu — poprzez reformę opłat sieciowych, wyrównanie opodatkowania energii elektrycznej i gazu, elastyczność i magazynowanie oraz elektryfikację ciepła opartą o tanią energię z OZE. Na szczególne poparcie zasługują: 

  1. prawnie wiążąca zasada, że akcyza na energię elektryczną nie może być wyższa niż na gaz, a z mocy prawa - zerowa stawka dla przemysłu energochłonnego
  2.  obowiązkowe elementy taryf zależne są od czasu użycia sieci,
  3. zasada, że opłaty sieciowe dla instalacji magazynowych mają odzwierciedlać korzyści dla sieci elektroenergetycznej, bez podwójnego naliczania opłat sieciowych (za wprowadzenie energii do magazynów, a potem za jej wykorzystanie),
  4. możliwość ustanawiania odrębnych reżimów taryfowych dla kategorii odbiorców o profilu obniżającym koszty sieciowe
  5.  możliwość częściowego finansowania kosztów rozbudowy sieci ze środków publicznych, ukierunkowanej na elektryfikację procesów produkcyjnych.

Elektryfikacja ma postępować w całej gospodarce, w tym w szczególności w przemyśle, ciepłownictwie i ogrzewnictwie oraz w elektromobilności.  Dla ciepłownictwa systemowego i przemysłowego (największy potencjał ekonomiczny i rynkowy w Polsce) pakiet tworzy spójne ramy: uznaje ciepłownictwo z pompami ciepła, kotłami elektrycznymi i magazynami ciepła za źródło elastyczności odciążające sieci elektroenergetyczne, wyznacza wskaźniki rozwoju (15% udziału ciepłownictwa i chłodnictwa systemowego do 2030 r., wzrost długości sieci o 6–7% rocznie, 11% ciepła z odzysku do 2050 r.). KE zapowiada kodeks sieciowy obejmujący integrację magazynów ciepła oraz kieruje strumień finansowania (Bank Dekarbonizacji Przemysłu — 100 mld EUR, ETS Investment Booster — 30 mld EUR, druga aukcja ciepła przemysłowego w Funduszu Innowacyjnym, inicjatywa EU Waste Heat, pilotaż European City Facility dla gminnych planów ciepłowniczych). Elektryfikacja jest technicznie możliwa dla 60% przemysłowego zapotrzebowania na paliwa, a technologie komercyjne pokrywają ciepło procesowe do 400–500°C — pakiet słusznie koncentruje pierwsze działania na tym paśmie temperatur (w tym paśmie działa też coraz więcej magazynów ciepła).

Jednocześnie można wskazać na luki i ryzyka istotne dla polskich odbiorców i to one mogą zdecydować o tym, czy szanse oferowane przez pakiet zostaną w Polsce wykorzystane, czy też cały wysiłek skoncentrujemy na walce o drobne korekty w reformie ETS i stracimy okazję do korzystnych reform systemu.

Ryzyka i luki pakietu z perspektywy polskich odbiorców energii i polskiego biznesu

1.    Furtka derogacyjna w zasadzie podatkowej. Projektowany art. 18c dopuszcza czasowe odroczenie zasady „akcyza na energię elektryczną nie wyższa niż na gaz" na wniosek państwa członkowskiego. Skorzystanie z tej furtki przez Polskę utrwaliłoby najgorszą w UE relację cen i zablokowało ekonomikę elektryfikacji na kolejne lata.

2.       Pominięcie ciepłownictwa w priorytetach przyłączeniowych. Katalog kategorii odbiorców, których przyłączenia mogą być priorytetyzowane przy przeciążeniu sieci (art. 18d), wymienia m.in. centra danych i przemysł energochłonny, ale nie wymienia operatorów ciepłowniczych ani instalacji Power-to-Heat — mimo, że to one konsumują lokalne nadwyżki OZE i zmniejszają  naprężenia w sieci energetycznej.

3.      Niejasny status regulacyjny Power-to-Heat z magazynem ciepła. Zasada korzystnych, nienaliczanych podwójnie opłat dla „instalacji magazynowych" (art. 18 ust. 2 lit. n) nie przesądza, czy objęte nią będą elektrycznie ładowane magazyny ciepła, które nie oddają energii do sieci elektrycznej. Bez jednoznacznego objęcia P2H+TES tą zasadą kluczowa dla Polski technologia pozostanie może nie skorzystać na reformie.

4.  Nieadekwatny cel dla magazynów ciepła. Pakiet zakłada potrojenie przemysłowych magazynów ciepła do zaledwie 1,5 GWh do 2028 r. i nie wyznacza żadnego celu dla wielkoskalowych i sezonowych magazynów ciepła w ciepłownictwie systemowym — przy celach 200 GW (2030) i 500 GW (2040) dla magazynów energii ogółem.

5.     Przeniesienie rozstrzygnięć na poziom techniczny. Wspólna struktura i zharmonizowana metodologia taryf zostaną określone w aktach delegowanych Komisji po rekomendacji ACER,  realna „walka” o kształt opłat sieciowych rozstrzygnie się więc w latach 2027–2028, poza główną debatą polityczną, co wymaga stałej obecności strony popytowej w dialogu eksperckim.

6.  Konkurencja o moc przyłączeniową. Równoległe programy dla centrów danych (Cloud and AI Development Act – skrócenie procedur do 12 miesięcy i potrojenie mocy data centres w UE), elektromobilności ciężkiej i przemysłu zwiększą presję na sieci; bez aktywnej polityki krajowej elektryfikacja ciepła komunalnego i przemysłowego może przegrać w kolejce przyłączeniowej.

7.   Komisja nie odnosi się do niezwykle kosztownego w Polsce mechanizmu rynku mocy (pod względem kosztów ewenement w skali UE), który w postaci opłaty mocowej (obecnie 220 zł/MWh) w godzinach nadpodaży energii z OZE przenosi się na i tak wysokie koszy sieciowe. Zalecenie KE aby „obowiązkowe elementy taryf były zależne od czasu użycia sieci” jest za słabe, bo opłata mocowa zależy od czasu, ale powoduje wzrost kosztów w systemie i przenosi je na odbiorców.  Racjonalizacja wysokości  opłaty mocowej w kolejnych latach i zmiana sposobu naliczania tej opłaty wymaga zmian w przepisach krajowych. 

8.  Brak oceny skutków regulacji taryf. Pakiet przyjęto w trybie pilnym, z odstąpieniem od oceny skutków i konsultacji publicznych projektu rozporządzenia, co zwiększa ryzyko korekt w toku prac Parlamentu i Rady pod presją interesów podażowych (widoczną już w raporcie z konsultacji EAP w sporze o rolę gazu w ogrzewaniu).

 

Do namysłu przed podjęciem działań

Nie wszystkie propozycje tzw. szybkiej i masowej elektryfikacji są godne poparcia w Polsce, zwłaszcza wtedy gdy niedostrzegany jest fakt, że mamy jedne z najwyższych w UE koszty energii elektrycznej,  koszty dystrybucji powyżej średniej.  Opozycja wobec OZE (sterowana w dużej mierze przez środowiska związane z paliwami kopalnymi i ich importem) jest obecnie jedną z najsilniejszych w UE , a tylko dzięki OZE  możemy tanio elektryfikować (póki co - tylko przez parę godzin dziennie, ale potencjał będzie wzrastał). Trzeba też dostrzec, że struktura kosztów w Polsce jest rezultatem (złego) prawa, zatem barierą pierwotną jest prawo (lub jego brak), o którego kształt zadbał tzw.  biznes zasiedziały, zainteresowany jak najwyższymi cenami energii.

Jednocześnie „tnąc” składniki  taryf sieciowych (tu słusznie KE otwiera pewną ścieżkę, a nie darmową autostradę) nie wolno zapomnieć, że są to strumienie przychodu OSD na pokrycie ich kosztów funkcjonowania. Bezkarnie można ciąć składniki, których koszty są już pokryte, zapobiegając nadmiarowym zyskom (tu jest rezerwa). W tym zbiorze instrumentów możliwych działań koszt różnicy bilansowej od przepływów nadwyżkowych energii z OZE jest pewnym kosztem realnym, więc pokryty być powinien

Polska nie ma strategii elektryfikacji.  Pojawiło się kilka ciekawych pomysłów (KIG[4], PSEW[5]), ale złożoność sector coupling nas przerasta. KE w swojej propozycji, odchodząc od obietnic w ubiegłorocznym „Pakcie dla czystego przemysłu” (Clean Industrial Deal)[6], w którym zobowiązała się, że przygotuje nie tylko EAP ale też „Strategię ogrzewania i chłodzenia” (I kw. 2026 r.), poszła na łatwe rozwiązania. Polska, przygotowując „Strategię transformacji ciepłownictwa do 2040 r.” (poprzedni artykuł)[7] robi krok w bardzo dobrym kierunku. Kształtując ten krajowy, sektorowy dokument pod kątem elektryfikacji i wytykając KE brak konsekwencji,  możemy znacznie więcej zyskać niż tupiąc nogami z niezadowolenia z powodu zbyt naszym zdaniem słabego  poluzowania systemu ETS.



[1] Electrification Action Plan. Źródło: analiza wstępna pakietu elektryfikacyjnego KE (COM(2026) 595, COM(2026) 600, SWD(2026) 595, SWD(2026) 596, SWD(2026) 600); dokument główny i dokumenty związane. URL: https://ec.europa.eu/commission/presscorner/detail/en/ip_26_1596

[3] Forum Energii:  Elektryfikacja dla bezpieczeństwa. Jak ograniczyć zależność Polski od importu paliw. URL: https://www.forum-energii.eu/elektryfikacja-dla-bezpieczenstwa

[4] Krajowa Izba Gospodarcza: Elektryfikacja ogrzewnictwa oraz ciepłownictwa – rekomendacje. URL:  https://kig.pl/opinia-2/elektryfikacja-ogrzewnictwa-oraz-cieplownictwa-rekomendacje/

[5]Polskie Stowarzyszenie Energetyki Wiatrowej: Elektryfikacja zdecyduje o konkurencyjności Europy. Polska musi przyspieszyć  https://www.psew.pl/elektryfikacja-zdecyduje-o-konkurencyjnosci-europy-polska-musi-przyspieszyc/

[6] The Clean Industrial Deal: A joint roadmap for competitiveness and decarbonisation COM/2025/85 final. URL: https://eur-lex.europa.eu/legal-content/RO/ALL/?uri=CELEX:52025DC0085

[7] G. Wiśniewski: Bruksela dopisała się do polskich postulatów. Plan elektryfikacji UE a „Strategia transformacji ciepłownictwa do 2040 r.”https://odnawialny.blogspot.com/2026/07/bruksela-dopisaa-sie-do-polskich.html