niedziela, marca 06, 2022

Rekordowa generacja energii elektrycznej z wiatru w dobie szantażu energetycznego potwierdza potencjał OZE w transformacji klimatyczno-energetycznej

W lutym 2022 roku, podobnie jak w styczniu, kluczową role w całej europejskiej energetyce odegrał silny wiatr. Już w styczniu udział generacji energii z wiatru był najwyższy w historii UE (ponad 19%), a w lutym wzrósł niemal do 24%, a udział wszystkich OZE sięgał 40%. Wysoki udział OZE zmniejszył zużycie paliw kopalnych w całej UE. Ich udziały spadły w ujęciu miesiąc do miesiąca odpowiednio o 22,8% (gaz), 20,5% (węgiel brunatny) i 19,7% (węgiel kamienny).

W Polsce udział pogodowo-zależnych OZE czyli energii z elektrowni wiatrowych i słonecznych w generacji był też najwyższy w historii i wynosił prawie 22% (w tym 19,6% to energia wiatru), przy czym wszystkie OZE odpowiadały za ponad 24% generacji. Było to ok. 4 pp. więcej niż w styczniu ‘2022 i aż o prawie 11 pp. więcej niż w lutym roku ubiegłego. Wysoki udział energii w OZE, przy obniżonym w stosunku do stycznia ‘2021 zapotrzebowaniu (o 10,5%) i spadku produkcji (o 10,3%) zmniejszyły zdecydowanie zużycie paliw kopalnych.

Polska

W lutym udział generacji energii z węgla kamiennego w Polsce osiągnął najniższy poziomy w historii -42,9% (spadek o 11,5% m/m, spadek był widoczny już w styczniu). Niski był też udział węgla brunatnego 23,6% (spadek o 20,3% w stosunku do stycznia), a udział energii z gazu spadł aż o 19%, do poziomu nienotowanego od 3 lat. Zestawienie danych ENTSO-E o strukturze produkcji energii elektrycznej w Polsce na przestrzeni ostatnich 12 miesięcy pokazano na wykresie poniżej. 

Widoczny, dzięki coraz dłuższym dniom i przyłączaniu do sieci kolejnych farm i prosumentów, wkład w produkcję zielonej energii wniosła fotowoltaika - 0,28 TWh (dwa razy więcej niż w styczniu). Ale historyczny wkład -z uwagi na prędkości wiatru i nowe poaukcyjne moce oddane do użytku w grudniu ub.r. – wniosła produkcja energii z wiatru -2,63 TWh (miesiąc wcześniej było 2,53 TWh). W środę 16 lutego (o godzinie 19:00) elektrownie wiatrowe wypracowały kolejny rekord efektywnej mocy - 6,7 GW w systemie w ciągu godziny dało 6,7 GWh (poprzedni wynosił 6,6 GW). Rekordy w kolejnych dniach byłyby wyższe gdyby nie spowodowane wichurami rozległe awarie sieci na terenie kraju i konieczność odłączania rozproszonych źródeł z KSE.

W lutym po raz kolejni potwierdzona została znana zależność, że wysoki udział energii OZE, a zwłaszcza wiatru, silnie obniża cenę energii. Na wykresie przedstawiono dzienne zmiany ceny energii w Polsce wg indeksu  RDN (wg TGE) w zależności od wielkości i struktury generacji energii. 

Różnice w cenach energii pomiędzy dniami z najwyższa generacją wiatrową, a dniami z najniższą sięgają 100%. Na tak duże różnice w cenach energii w zależności od bieżącej struktury wytwarzania wg źródeł mogą wpływać czynniki zależne nie tylko od technologii, w tym  koszty wytwarzania LCoE dla najtańszej technologii wiatrowej czy dynamika niezbilansowania generacji z potrzebami. Liczy się też wzrost -wraz ze wzrostem efektywnej zielonej mocy w systemie - realnego udziału i znaczenia większej liczby mniejszych (niezależnych) podmiotów na rynku energii z OZE, utrudniający realizację wysokich marż przez firmy mające dominującą pozycje na rynku. W dobie wysokiej inflacji indukowanej cenami energii, może to być cenna wskazówka dla krajowej polityki energetycznej i regulatorów rynku.

Niemcy

Podobnie jak w Polsce, także w Niemczech energetyka wiatrowa w lutym była głównym źródłem wytwórczym energii elektrycznej z udziałem aż 45,7% w całkowitej generacji. Elektrownie wiatrowe wyprodukowały o blisko 30% więcej energii niż miesiąc wcześniej. W lutym było to ponad 20,6 TWh, podczas gdy styczniowa generacja osiągnęła poziom około 16 TWh.  Produkcja fotowoltaiczna przekroczyła 2,2 TWh. Wszystkie źródła OZE w Niemczech odpowiadały za produkcję, aż 59% w całkowitej generacji. Sprzyjająca, wietrzna pogoda w lutym pozwoliła niemieckim operatorom bez problemów skompensować ograniczone zdolności wytwórcze, po wyłączeniu w styczniu połowy bloków jądrowych; pozostałe w systemie bloki wyperukowały tylko 2,7 TWh. Bardzo duży udział energii z wiatru i wzrost generacji z  fotowoltaiki pozwolił na dużą redukcje zużycia wszystkich paliw kopalnych. Generacja energii z gazu wyniosła tylko 3,6 TWh (spadek o 33% względem stycznia), natomiast łączna energia z węgla kamiennego i brunatnego wynosiła 11 TWh, miesiąc wcześniej 15 TWh (spadek o ok. 27%). Na wykresie przedstawiono strukturę generacji w Niemczech w ostatnich 12 miesiącach.

Unia Europejska

Luty ‘2022 przyniósł w całej UE podobną strukturę produkcji energii co styczeń. Większą niż w styczniu była lutowa produkcja z PV i wiatru. Elektrownie wiatrowe wytworzyły w lutym  49,2 TWh energii (w styczniu 45,6 TWh co oznacza wzrost produkcji o 8%), natomiast fotowoltaika 7,9 TWh i jest to o 46% więcej niż miesiąc wcześniej. Sumaryczny udział wszystkich OZE w produkcji energii elektrycznej w UE wynosił 39,5% - 5,8 pp. więcej niż w styczniu.

Zmiany m/m oraz r/r w produkcji energii elektrycznej w lutym 2022 w Polsce i w Niemczech na tle UE zestawiono w tabeli poniżej (oprac. IEO).

Nie tylko w Polsce i w Niemczech, ale w całej UE w lutym br. udział OZE rósł, a udział energii z wszystkich paliw kopalnych wyraźnie spadł, w przypadku węgla o 20%, w przypadku gazu o 23% i paliwa uranowego o 14%. 

Miało to wyraźny pozytywny wpływ na bilans handlowy i bezpieczeństwo energetyczne całej Wspólnoty i jej członków, ale też na spadek cen energii wytarzanej z pominięciem niezwykle drogich paliw kopalnych i jednoczesny spadek cen uprawnień do emisji  (podwójna korzyść dla odbiorców energii). W tym przypadku obecnie prowadzone polityki energetyczna i klimatyczna UE skutecznie i trwale ograniczają zależność od importu surowców energetycznych. Niestety transformacja potrzebuje czasu, którego zarówno w przypadku zmian klimatu jak i poprawy bezpieczeństwa zaczyna brakować.

Co dalej

Spadki zużycia paliw kopalnych, zwłaszcza w Niemczech (tu razem  z paliwem uranowym), ale też w Polsce i UE  mają obecnie większe znacznie niż kiedykolwiek wcześniej. Po tym co się wydarzyło na Ukrainie w ostatniej dekadzie od 21 do 28 lutego (i niestety dzieje się dalej), co prowadzi do dramatu milionów ludzi i w czego tle jest rosyjski szantaż gazowy i szaleńcza wojna także o surowce energetyczne, trudno na chłodno comiesięcznym komentarzu opisywać wyłącznie z perspektywy OZE, choć ich rola systematycznie rośnie i daje nadzieję na osłabianie agresorów wywołujących wojny o surowce energetyczne lub z powodu ich posiadania

Zawierucha wojenna, poza dramatem ludzkim i zniszczeniem, zawsze niesie ze sobą niedobory, inflację ale także wysokie marże spekulacyjne i daje możliwość dorabiania się na zamęcie przez biznes, też energetyczny. Także w Polsce obserwowaliśmy parcie na marże (Fundacje Instrat i Frank Bold rekomendują URE wszczęcie postępowania wyjaśniającego wysokie marże wytwórców energii w grudniu ‘2021; odpowiedź PKEE nie jest satysfakcjonująca) czy próby dalszej monopolizacji rynku i nieczytelnego przerzucania przez energetykę kosztów zaniechań odchodzeniu od paliw kopalnych na podatnika (np. wyłączenie ustawy o NABE z obowiązku zgłoszenia UOKiK i notyfikacji przepisów w Komisji). Marc Elsberg, autor "Blackout" pokazuje, że źródłem tego typu problemów są mętne relacje  "państwo-korporacje", a zapalnikiem nierówności społeczne i dezinformacja.

Jest obawa, że pod wpływem celni wymierzonej narracji prezydenta Putina cały europejski biznes dojdzie do wniosku, że opłaca się podtrzymywać rodzime monopole paliwowe (presja na odejście od dyrektywy rynkowej i zasad tworzenia wspólnego rynku), rozluźnić sankcje gospodarcze wobec Rosji, spowolnić transformację energetyczną i nie dopuścić do zaprzestania importu paliw, który najbardziej uderzyłby w podstawy obecnego reżimu w Rosji. Import z Rosji stanowi (więcej tutaj  aż  49,1% całości importu węgla, 34,5% - gazu i 25,7% - ropy i zrezygnowanie w ciągu roku z tych dostaw przez cała UE (nie przez jeden kraj) nie wydaje się nierealne, nawet jak nie będzie to tanie.  Niezwykle cenna jest tu w istocie pionierska deklaracja Polski przedstawiona przez premiera Morawieckiego szefowi Rady Europejskiej, że Polska chce embarga na węgiel z Rosji. To pierwszy krok, który nie zaboli energetyki, ale ciepłownictwa już tak. Rozwiązań trzeba szukać w elektryfikacji, wprowadzaniu taryf dynamicznych, wykorzystaniu kolektorów słonecznych i budowie sezonowych magazynów ciepła, zrównoważonym wykorzystaniu biomasy, a długoterminowo w głębokiej termomodernizacji). Ale gdy chodzi też o gaz, ropę -  bez solidarności i Unii energetycznej tego nie da się zrobić.

Tu potrzebna jest nie tylko zgoda obywateli na pewne (na szczęście krótkotrwale wyrzeczenia) i presja konsumentów na firmy wykorzystujące nie tylko „greenwashing”, ale też „warwashing” (takie dylematy mają IKEA, Siemens, ABB, Apple, firmy energetyczne na razie „siedzą cicho”).  Na szczęście, wobec dramatu Komisja Europejska, kraje demokratyczne i cała unijna energetyka, a zwłaszcza obywatele i konsumenci  stają na wysokości zadania i wyciągają dobre wnioski. Nieważne że spóźnione, cieszy że zgodę Niemiec na diametralną zmianę polityki wobec Putina wprowadzenie silnych sankcji wobec Rosji (blokada SWIFT) i na zaangażowanie militarne  wymusili obywatele (np. pół milionowa demonstracja w Berlinie), szkoda tylko że politycy dopuścili do luk w systemie sankcji już wprowadzonych .

Międzynarodowa Agencja Energetyczna zaprezentowała 10-punktowy plan pokazujący, w jaki sposób UE może uniezależnić się od dostaw gazu z Rosji. Już w ciągu pierwszego roku wdrażania takiego planu zależność od importu z Rosji  mogłaby spaść nawet o jedną trzecią. Jedna z najciekawszych propozycji adresowana do konsumentów mówi, że obniżenie temperatury w ogrzewanych pomieszczeniach o 1 stopień dałaby oszczędność 10 mld m3  gazu rocznie. MAE rekomenduje też „szybką ścieżkę” dla OZE -dodatkowe moce OZE, jakie można by uruchomić jeszcze w tym roku przekładają się na oszczędność 6 mld m3 gazu rocznie. Jest o poniekąd odpowiedź na postulat z poprzedniego artykułu aby agresywna inwazja Rosji na Ukrainę wpłynęła na przyśpieszenie transformacji energetycznej całej Europy, łącznie z Ukrainą, w kierunku OZE. Działanie szybkie i konsekwentne jest ważne, aby już za rok Rosja znowu nie szantażowała, tym razem bezpośrednio Polski „zimnymi grzejnikami”.

W lutym polskie OZE wytworzyły  3,4 TWh i w ten sposób zaoszczędziły umownie niemal 0,6 mld m3 gazu wysokometanowego (gdybyśmy chcieli  efektywnie przekształcić go z umowną najwyższą sprawnością konwersji na energię elektryczną rzędu 60%). Przy tak wysokiej generacji w ciągu całego roku jak to miało miejsce w lutym, OZE zaoszczędziłyby  umownie 7 mld m3 importowanego  gazu dla energetyki.

Polska póki co zużywa mało coraz droższego gazu do wytwarzania energii elektrycznej (zamierzała więcej, zwłaszcza w kogeneracji, co nie jest bezpiecznym rozwiązaniem), ale dla całej UE, która rocznie wytwarza  422 TWh energii z gazu (suma z ostatnich 12 miesięcy) i zużywa ok. 70 mld m3 gazu, te rachunki wyglądają zgoła inaczej. W UE w ciągu ostatnich 12 miesięcy OZE wytworzyły 904 TWh energii elektrycznej, czyli umownie ograniczają import gazu o 150 mld m3 rocznie, gdy tymczasem Rosja sprzedaje UE ok. 160 mld m3 gazu rocznie, zaspokajając 35% jej zapotrzebowania .

Analogiczne, proste rachunki, które można przeprowadzić dla innych paliw: ropy naftowej, węgla, uranu będą prowadzić do wniosku który właśnie dzisiaj warto przytoczyć.  OZE drastycznie obniżają w Polsce i w UE skalę importu i skalę spalania wszystkich paliw kopalnych. Na razie oczywiście potrzebują źródeł szczytowych i nie eliminują całkowicie zależności od importu, w tym z krajów niedemokratycznych i najbardziej agresywnych. Ale z każdym rokiem, wraz z inwestycjami w nowe zeroemisyjne moce służące wykorzystaniu lokalnych i niewyczerpalnych, odnawialnych zasobów energii, OZE redukują nie tylko emisje do atmosfery, ale trwale uodparniają nas wszystkich na szantaż energetyczny i ekonomiczny, obniżają ceny energii i oddalają widmo kolejnej wojny.  

Z uwagi na dramatyczne okoliczności jakie towarzyszą comiesięcznemu komentarzowi, nie sposób nie dodać, że w obecnej sytuacji dalsze blokowanie inwestycji w OZE, a w szczególności w lądowe farmy wiatrowe (tu można już mówić o sprowadzaniu na kraj katastrofy gospodarczej), prosumentów rozumianych szerzej niż tylko mikroinstacja PV i w  magazyny ciepła nie mieści w istocie polskiej racji stanu.

niedziela, lutego 27, 2022

Czy inwazja Rosji na Ukrainę przyśpieszy transformację energetyczną Europy w kierunku OZE

OZE to nie tylko najlepsza odpowiedź kryzys klimatyczny. W Europie wyczerpują się możliwości produkcji energii z własnych paliw kopalnych i rud uranu. W UE szybko spada wydobycie gazu ziemnego - o 38% w ciągu dekady. Udział gazu w energii pierwotnej  w 2020 roku wyniósł zaledwie 7,2%, ale import sięga 90%. Nie możemy obyć się bez jego importu z krajów niedemokratycznych. To nasza wina, bo od dawna wiemy jak wybrnąć z narastanych problemów, ale działamy kontrproduktywnie. Naraziliśmy na okrucieństwa Ukrainę i narażamy siebie .  

W UE i w Polsce od 10 lat rośnie jedynie produkcja energii z OZE. W 2020 roku produkcja energii z lokalnych  OZE w UE-27 stanowiła 40,8% całkowitej energii pierwotnej (produkcja energii z OZE wzrosła niemal o 40% w ciągu dekady). Na całość energii z OZE w 2020 roku składały się energia wyprodukowana z: biomasy  57%, wody 13%, wiatru 15%, słońca 7% i pozostałych OZE – ponad 8%.  


Niestety, w 2020 roku udział OZE w wytworzonej na własnym terytorium energii pierwotnej w przebogatej w odnawialne zasoby energetyczne Ukrainie wyniósł tylko 8,9%, co ma swoje konsekwencje. Plam Marshalla na rzecz odbudowy demokratycznej Ukrainy powinien  obejmować wsparcie inwestycji w OZE. Tak samo UE i Polska muszą działać na rzecz ciągle wolnej i demokratycznej Gruzji (są pierwsze jaskółki), Mołdawii i innych uzależnionych od "widzimisie? (chorych urojeń)  pokracznych plutokracji.  

Błędy w polityce energetyczne (-nie w klimatycznej) UE i słabe efekty starań o poprawę bezpieczeństwa energetycznego w Polsce 

Rozwoju OZE był jednak zbyt powolny i zbyt słabo zintegrowany z innymi działaniami, aby skompensować spadki produkcji paliw kopalnych z terenu UE.

Szczególnie niekorzystane trendy zaobserwować łatwo w przypadku gazu ziemnego. W 2019r. zależność od importu sięgała 90%, aby tylko w skutek pandemii spaść w 2020 roku do 84%. Niezmiennie rośnie uzależnienie od  importu ropy. 

Największym eksporterem paliw do UE jest Rosja.  Wg Eurostat  2020 roku import z Rosji stanowił aż  49,1% całości importu węgla, 34,5% - gazu i 25,7% - ropy.  Niestety dane z rynku wskazują także na rosnącą zależność UE, w tym w szczególności  Polski od importu biomasy energetycznej, głównie z Rosji, ale też z Białorusi i Ukrainy oraz na wzrost cen biomasy energetycznej z importu.  Wg Forum Energii  w latach 2000-2020 import paliw i energii  kosztował Polskę  ponad bilion złotych. W tym 733 mld zł (nie licząc kosztu importu  gazu, którego cena nie jest publicznie dostępna) trafiło do Rosji.

Polska niekorzystnie wygląda na tle rosnącej zależności od importu wszystkich paliw, których ogólny wolumen w 2020 roku przekroczył 6,6 tys. TWh - tabela. 

Tabela: Zmiana zależności od importu paliwem w UE, Niemczech i w Polsce w TWh (Źródło Eurostat, oprac. IEO).  

Narastający i nierozwiązywany problem zależności od importu ilustruje rysunek.

Kluczowym problem jest import gazu, który  wzrósł z poziomu 8 mld m3 w 2000 r. do 17,6 mld m3 pod koniec 2020 r.  Jak zauważa FE, wolumen importowanego gazu z Rosji wzrósł o 46% (z 6,6 mld m3 do 9,6 mld m3). Jednak dzięki terminalowi LNG w Świnoujściu i rewersowi z kierunku zachodniego - udział Rosji w całym imporcie spadł i wynosi obecnie 55% na rzecz Niemiec (21%), Kataru (13%), USA (6%) i Norwegii (2%).  Ale czy dywersyfikacja kierunków dostaw gazy rozwiąże problem? Jest to wątpliwe, głównie dlatego ze UE nie ma wystarczających własnych zasobów gazu, a jego cenę w Europie i tak ustala Rosja.    

Cała UE musi zdywersyfikować źródła energii i postawić na własne OZE (niczego innego nie ma), a nie na samo zwielokrotnianie dróg dostaw gazu (to tylko taktyka, a nie strategia), w szczególności ze wchodu, ale także z południa i północy. Obrazuje poniższy wykres  zaczerpnięty z raportu IEEFA  “EU Gas: Diversity of Supply or Diversity of Routes?” 

Zablokowanie NS2 to wielkie osiągniecie, ale pozostaje NS1, gazociąg turecki i inne. Nawet przy masowej rozbudowie sieci gazowej w celu zapewnienia bezpiecznych dostaw gazu, UE i Polska nie eliminują zależności od dostaw rosyjskiego gazu, bo ten jest wszędzie i dominuje na rynkach. 

IEEFA podkreśla, że głównymi beneficjentami masowej rozbudowy sieci gazowych i gazoportów LNG byli europejscy operatorzy  gazowi. Do pewnego stopnia to ma głęboki sens, ale spółki infrastruktury gazowej uzyskują gwarantowaną stopę zwrotu ze zatwierdzonych inwestycji kapitałowych. Im więcej budują rurociągów, tym więcej uzyskują przychodów. Czy te koszty zostaną odzyskane, czy popłynie nimi wodór zielony czy gaz innego koloru o to z tego samego kierunku? Prezydent Putin zapowiedział (więcej w tym artkule) niedawno stworzenie infrastruktury do produkcji wodoru (bynajmniej nie z OZE) jako surowca i źródła energii. 

Dlatego równie pilna jak rozwój lokalnych OZE bezemisyjnych jest  konieczności  budowy (stworzenia i rozwoju) potencjału do wytwarzania zielonego wodoru (z OZE), po to żeby rozbudowywane rurociągi nie zaczęły być wykorzystywane do transportu szarego wodoru z Rosji, jednocześnie zachowując  przydatność, i żeby skutecznie zdekarbonizować (uniezależnić od Rosji) także  sektory nieenergetyczne. Inaczej lepiej budować połączenia energetyczne z Ukrainą (o czym dalej) niż układać rury gazowe. 

Przeinwestowanie w infrastrukturę gazową bez strategicznej koncepcji ma jeszcze jeden skutek- zachęca do nadmiernego polegania na samym gazie, spowalniając inwestycje w OZE. Zarówno UE jak i takie kraje jak Polska i  Niemcy  muszą przedefiniować bezpieczeństwo energetyczne rozumiane nie jako różnorodność infrastruktury gazowej, ale jako prawdziwą różnorodność dostaw oparta na lokalnych i odnawialnych zasobach energii  i OZE, które są odporne na wpływy polityczne i mogą zmniejszyć ryzyko przyszłych kryzysów energetycznych.

Już w 2001 roku w  informacji „o stanie bezpieczeństwa energetycznego państwa i działaniach podejmowanych przez rząd” w tym zakresie pisaliśmy, że  „w przyszłości należy założyć coraz większe znaczenie lokalnego bezpieczeństwa energetycznego, jako efekt konsekwentnie wdrażanej reformy administracyjnej kraju, polegającej m.in. na delegowaniu szeregu uprawnień administracji centralnej na szczebel województw, powiatów i gmin”.

Strategia energetyczna UE wymaga drobnych korekt, ale strategie energetyczne takich krajów jak Niemcy i Polski muszą być zdecydowanie przewartościowane. Na błędnej strategii obecnie traci cala UE, ale najbardziej Niemcy (w zakresie gazu i ropy zasysanej przez niemiecki przemysł, w tym samochodowy, który ma też błędną strategię) i Polska (w zakresie gazu, ropy, ale też zbyt mało zelektryfikowanego ciepłownictwa i elektroenergetyki – czyli rynków końcowych).

Światełko w tunelu

To co się udało UE to pewna niezależność na rynku nośników końcowych energii w obszarze elektroenergetyki, gdzie utworzono wspólny rynek energii.  Na wykresie pokazano zależność krajów  UE od importu energii elektrycznej w 2020 roku.


W 2020 roku UE zaimportowała netto spoza swojego terytorium tylko 22 TWh energii elektrycznej (tylko 10% importu pomiędzy członkami UE). To dobry wynik wskazujący na zasadność integracji  sektorów oraz elektryfikacji ciepłownictwa i transportu w UE i w Polsce. Polska niestety, jako jeden z największych importerów (trendu nie zmieni bieżąca nadwyżka eksportu z przełomu 2021/2022)  z uwagi na zbyt małą ilość energii z OZE, jest w tym zestawieniu na drugiej stronie tabeli w porównaniu  Niemcami, które są znaczącym eksporterem energii. Właśnie dlatego powinna inwestować w OZE. 

Jak wykazano w poprzednim artykule generacja energii z wiatru i z OZE, zarówno w Polsce jak i w UE zmniejsza import gazu dla energetyki. Pakiet klimatyczny UE jest silnie osadzony w polityce bezpieczeństwa energetycznego całej Wspólnoty. Doraźne interesy np. Niemiec (które do tej pory miały  problem z wiarygodnością polityki klimatycznej) czy Węgier (które są nadzwyczaj wiarygodne w swojej prorosyjskiej polityce) nie zmieniają ogólnego obrazu. Wprowadzanie w życie pakietu FiT for 55 i dalszy istotny wzrost znaczenia OZE do elektroenergetyki, a dzięki temu elektromobilności i ciepłownictwa, stanowi największe zagrożenie dla interesów nie tylko Gazpromu, ale też Rosnieft, Łukoil i wszystkich niedemokratycznych plutokracji. 

Czy czegoś się nauczyliśmy po kryzysach energetycznych z lat  1973, 1979–1982, 1990, które immamentnie związane były z krwawymi wojnami o ropę? Po drugim kryzysie najmądrzejszą  decyzję podjęła Dania (kraj bez istotnych własnych zasobów paliw kopalnych). - Przy braku dostaw paliw wprowadziła podatek od paliw kopalnych (podatek węglowy), najpierw mały, potem rosnący, co pozwoliło na całkowite uniezależnienie się od importu (teraz importuje energię, ale tylko z bezpiecznego obszaru UE).  

Trudno sobie wytłumaczyć, że np.: (1) w obecnej sytuacji blokujemy rozwój taniej energetyki wiatrowej, najgłupszą i gospodarczo najbardziej szkodliwa ustawą nazywaną kłamliwie „o inwestycjach w zakresie elektrowni wiatrowych", (2) odmawiamy przyłączania OZE do sieci bez żadnego wysiłku i planu aby problem mitygować, (3) planujemy wprowadzać na zbyt szeroką skalę gaz (zamiast OZE z magazynami ciepła, zostawiając węgiel jedynie jako źródło szczytowe) do ciepłownictwa systemowego itd.  

 Eksport ropy, gazu i węgla stały się czynnikami decydującymi o kondycji  rosyjskiej gospodarki (65-70%wpływów eksportowych oraz nawet 45-55% dochodów budżetowych, o czym od dawna wiemy). Kraje demokratyczne nie powinny kupować paliw kopalnych i energii z krajów niedemokratycznych. Inaczej wnoszą, i my jako obywatele- co jest hańbą, składkę w budowę rakiet, które teraz spadają na miasta, ludność, szkoły i szpitale ukraińskie, a wkrótce mogą spaść na nasze miasta. Hodujemy sami potwora. 

Za parę lat psychopata i bandyta, ze swoim kolegą z sąsiedztwa i z rakietami zbudowanymi za nasze pieniądze można stanąć u naszych granic. Ile czasu sami będziemy się bronić? W 1939 roku dzielna Warszawa skapitulowała po 4 tygodniach i to był praktycznie koniec wojny i początek okropieństw. Potrzebujmy powrotu do Unii Energetycznej, wspólnych zakupów gazu i masowych inwestycji w OZE.


sobota, lutego 05, 2022

Rosnąca generacja energii z wiatru zmniejsza import gazu dla energetyki

Początek nowego 2022 roku, wraz z silnym wiatrem, przywiał argumenty zwolennikom siłowni wiatrowych na rzecz pilnej potrzeby złagodzenia ustawy odległościowej 10H. I to nie tylko w celu obniżenia cen energii, ale też zmniejszenie zależności od importu gazu z Rosji. W obliczu kryzysu gazowego i gazowego szoku cenowego Polska, ale też Niemcy najszybciej odchodzą od gazu w energetyce i uniezależniają się od jego importu. Większe wykorzystanie OZE w styczniu zmniejszyło zużycie wszystkich paliw kopalnych.

 W Polsce generacja energia z wiatru w styczniu była największa w historii, a różnica w stosunku do grudnia 2021 wyniosła aż 40%. W styczniu w strukturze wytwarzania energia elektryczna ze wszystkich OZE miała 19,1% udział, w tym wiatru i słońca  16,9%. Jest to o 5,2 pp. więcej niż w grudniu 2021 i aż o 8,2 pp. więcej niż w styczniu roku ubiegłego. Udział energii z węgla kamiennego i brunatnego, przez większy udział OZE, zmalał (w stosunku do grudnia 2021) był niższy odpowiednia o 4,2 pp. w przypadku węgla kamiennego i o 1,8 pp. brunatnego. Podobnie sytuacja miała się z drogim obecnie w całej Europie gazem ziemnym, który rok do roku zmniejszył udział o 0,6 pp. i miał najniższy - 7,3 procentowy udział od początku II kw. ‘2021.

Zestawienie danych o strukturze produkcji energii elektrycznej w Polsce w okresie ostatnich 12 miesięcy pokazani na wykresie poniżej. 

W styczniu br. krajowe zapotrzebowanie na energię nieznacznie zmalało m/m o ok.  3 pp. i wyniosło 15.746 GWh, co też zatrzymało ekspansję paliw kopalnych w wytwarzaniu energii. Wykorzystanie węgla kamiennego i brunatnego zmalało o ok. 10%. Pomimo krótkich dni w styczniu fotowoltaika wyprodukowała w Polsce 134 GWh energii co stanowi wzrost o 36% w stosunku do grudnia, ale nie było to znaczące w stosunku do całości produkowanej energii. Głównym źródłem energii z OZE w styczniu były siłownie wiatrowe, które wyprodukowały 2 532 GWh energii – najwięcej w historii. Znaczenie miał też wzrost mocy wiatrowych, które na koniec 2021 wynosiły 7306 MW. W sobotę 29 stycznia elektrownie wiatrowe pracowały z najwyższa dotychczas mocą 6 683 MW (w szczytowej godzinie 17-18 wyprodukowały 6646 MWh energii elektrycznej) i zapewniły 25% energii (w niedzielę 30 stycznia nawet 35%).

Generacja z wiatru w styczniu  odpowiadała za 9,3% krajowego zapotrzebowania, a łącznie z energią słońca źródła pogodowozależne (VRE) stawiły łącznie 88,7% całości energii z OZE. Był to kolejny rekordowy udział źródeł VRE  w Polsce (poprzedni rekord – 88,1% miał miejsce w miesiącu ubiegłym – grudniu 2021). W ostatnich 12-tu miesiącach średni udział VRE wynosił odpowiednio: 84,5% w generacji OZE i stanowił 14,3% w krajowym zapotrzebowaniu na energię.

Także w Niemczech energetyka wiatrowa w styczniu 2022 roku była głównym źródłem wytwórczym energii elektrycznej z udziałem aż 35%. Elektrownie wiatrowe wyprodukowały ponad 16 TWh energii elektrycznej (wzrost o ponad 31% względem miesiąca ubiegłego, ale nie był to rekord generacji wiatrowej- w lutym 2020 roku wynosiła ona 20 TWh. Swoją cegiełkę do miksu dorzuciły również inne źródła OZE w tym fotowoltaika produkując niecałą 1 TWh energii. Wszystkie źródła OZE w Niemczech odpowiadały za 48% całkowitej produkcjo energii elektrycznej. Sprzyjająca, wietrzna pogoda pozwoliła niemieckim operatorom bez problemów skompensować moce wytwórcze po wyłączeniu połowy bloków jądrowych z których produkcja wynosiła tylko 2,9 TWh. Pomimo dużej produkcji z energii z wiatru, zużycie węgla kamiennego także, choć mniej spektakularne, wzrosło o 8,2% (m/m), a najmniej gazu - o 5,8%. Spadek natomiast zanotował węgiel brunatny o 8,7% i olej (7,5%). Na poniższym wykresie została przedstawiona miesięczna struktura produkcji energii w Niemczech w ostatnich 12 miesiącach.

Początek roku w całej UE, w porównaniu do grudnia 2021, przyniósł podobną strukturę produkcji energii. Pomimo wietrznej pogody w części krajów, produkcja z wiatru stanowiła 19,2% całkowitej energii elektrycznej. W skali całej UE był to wzrost mniej spektakularny jedynie o 1,4 pp. (m/m). Elektrownie wiatrowe w UE wytworzyły 45,6 TWh energii w porównaniu z 41,9 TWh w grudniu’21 (wzrost produkcji o blisko 9%), natomiast fotowoltaika 5,4 TWh i jest to, aż o 45% więcej niż w miesiącu ubiegłym. Najbardziej emisyjne paliwa kopalne czyli węgiel kamienny i brunatny w styczniu miały o 6% mniejszy udział w produkcji. Niewielki wzrost udziału przypadł na gaz ziemny. Produkcja energii z gazu wzrosła z 45 TWh na 46,1 TWh. Tradycyjnie w styczniu spadek produkcji „zaliczyły” elektrownie wodne (pracujące głównie w mroźnej Skandynawii) o blisko 11%. Energetyka jądrowa, pomimo wyłączenia 4 GW mocy w Niemczech, utrzymała w UE poziom produkcji (odnotowała nawet niewielki wzrost z 61,2 TWh na 63,3 TWh).

Zmiany m/m oraz r/r w produkcji energii elektrycznej we styczniu ‘2022 w Polsce i w Niemczech na tle UE zestawiono w tabeli poniżej. Warto zauważyć, że nie sprawdziła się zbyt łatwo stawiana tez że wzrost udziałów generacji OZE (VRE) powoduje większe zużycie gazu w energetyce. Potrzebujemy przejściowo większych mocy gazowych, ale wcale nie więcej importowanego gazu jako paliwa przejściowego.  

W obliczu kryzysu gazowego i gazowego szoku cenowego Polska i Niemcy, które silnie zależą od dostaw z Rosji (w ostatnich 5 latach średnio 50-75%), najszybciej uniezależniają się od importu gazu. Także cała UE, zależna w 60% od importu paliw i energii, i aż 30% zależna od dostaw gazu z Rosji jeżeli tylko będzie konsekwentnie realizować swoją politykę klimatyczną i rozwijać generację z OZE, będzie w stanie ograniczać import ropy i gazu i uodparniać się na szantaż  gazowy ze strony Rosji. W tym kierunku idą kraje najmniej zależne od gazu, ropy i węgla  z Rosji; zwłaszcza Hiszpania (więcej w Politico), ale też Holandia, Belgia itd. Korzystne trendy w zmniejszaniu importu węglowodorów z Rosji i problem 2021 roku potwierdzają dane Eurostat. Kolejne dane Eurostat (będą opublikowane po III kw. br.) o imporcie gazu do UE pokażą na ile ledwie dostrzeżony trend na rzecz zmniejszania udziału gazu w energetyce się utrzyma.

Zmiany na rynku karzą też poddać weryfikacji inną wątpliwą już tezę, że polityka klimatyczna UE, a w szczególności FiT for 55 niesie nieuzasadnione koszty (wcześniejsza dyskusja w artkule) i służy interesom Rosji (hasło spotykane w publicystyce). Pakiet klimatyczny UE jest silnie osadzony w polityce bezpieczeństwa energetycznego całej Wspólnoty. Doraźne interesy np. Niemiec (które do tej pory miały  problem z wiarygodnością polityki klimatycznej) czy Węgier (które są nadzwyczaj wiarygodne w swojej prorosyjskiej polityce) nie zmieniają ogólnego obrazu.

Wprowadzanie w życie pakietu FiT for 55 i dalszy istotny wzrost znaczenia OZE do elektroenergetyki, a dzięki temu do elektromobilności, stanowi zagrożenie dla interesów nie tylko Gazpromu, ale też Rosnieft, Łukoil (UE w 40% zależy od importu rosyjskiej ropy). Polityka klimatyczna UE, wobec dramatycznego zapóźnienia Rosji w rozwoju OZE oraz mglistych i pozbawionych podstaw ekonomicznych  wizji produkcji i przesyłu  wodoru z atomu (jak w deklaracjach ze szczytu klimatycznego prezydenta Bidena), stanowi strategiczne zagrożenie dla całej Federacji Rosyjskiej.  

sobota, stycznia 22, 2022

Jak z raportu Pekao o wpływie pakietu Fit for 55 na polską gospodarkę wyciągnąć wnioski sprzeczne z wynikami analiz

W połowie 2021 roku Komisja Europejska przedstawiła program „Fit for 55” i wyznaczyła nowe cele dotyczące ograniczenia emisji gazów cieplarnianych do 2030 roku względem poziomu z 1990 r. Sprowadzają się do zwiększenia unijnego celu z 2014 roku redukcji emisji CO2 z 40% do 55%. Eksperci banku Pekao przygotowali raport „Wpływ pakietu Fit for 55 na polską gospodarkę” zestawiający  koszty, z jakimi w nadchodzących latach będą musiały się liczyć wszystkie sektory gospodarki Polski oraz korzyści. Niestety dyskusja wokół raportu, z udziałem  wicepremiera i wiceprezesa banku, dotyczy tylko kosztów, nie uwzględnia, że są one (zieloną) inwestycją i poważnie je zawyża. 

Rachunki Komisji

Wg Komisji Europejskiej - „Impact assessmnet” (IA), pakiet Fit-for-55 w stosunku do pakietu z 2014 roku (nazwanego „Fit for 40”), tylko nieznacznie podnosi koszty związane z wdrażaniem polityki klimatycznej w UE w latach 2021-2030 (z 11% do 11,5% PKB całej UE). Także nieznacznie podnosi udział wydatków gospodarstw domowych na energię z 24,1% do 25,1% (tu w stosunku do 2015r.).  IA wylicza też różne korzyści (które na poziomie UE per saldo przewyższaj koszty). Wśród korzyści IA wymienia też zmniejszanie kosztów ochrony zdrowia o 25-43 mld euro rocznie (efekt czystego powietrza), nowe inwestycje rzędu 2% rocznego PKB (UE ciągle wydaje niemal 0,5% PKB na subsydia do paliw kopalnych) i nowe miejsc pracy, zmniejszenie zależności całej UE (w tym Polski), od importu paliw (z 54% do 51-52%).

Policzenie kosztów i korzyści dla Polski ma sens i dlatego report Pekao to ważmy krok (i jak się wydaje dobra podstawa) aby rozpocząć poważną, merytoryczną  dyskusję nt. polskiej ścieżki dekarbonizacji całej gospodarki i transformacji energetycznej, w której niezwykle ważną role do spełnienia mają instytucje finansujące takie jak bank Pekao. Raport banku jest w tym przypadku znacznie bardziej wiarygodną podstawą do dyskusji o wpływie polityki na gospodarkę (OSR) i ew. decyzji niż np. raporty koncernów energetycznych czy ich stowarzyszeń i związanych z nimi lobbies.

Rachunki autorów raportu

Raport analityków Pekao jest naprawdę wysokiej jakości, oparty na przemyślanej metodyce, świadomości ograniczeń prowadzonych analiz (Fit-for-55 to pakiet bardzo złożonych 17 regulacji i sektorowych strategii klimatycznych i analiza Pekao nie obejmuje aspektów Fit55 dających np. korzyści finansowych z usług ekosystemowych dla rolnictwa i leśnictwa), starannie dobranych źródłach danych. Trudno się w nim doszukać większych błędów. Drobne, związane ze zbyt optymistycznym przedstawieniem roli OZE w polityce energetycznej PEP’2040, która jest wysoce niedopasowana do Fit for 55 (do  FiT for 40 też nie), nie mają wpływu na wyniki analiz.

Raport wskazuje że przejście z Fit40 na FiT55 może przynieść dodatkowe koszty 189 mld Euro, ale wylicza też korzyści, w tym zielone fundusze z UE, oszczędności dla gospodarki i nowe przychody dla budżetu państwa, jakie dać mogą zakładane inwestycje (realizowane w krótkim okresie jednej dekady). Różnica w wieloletnich przepływach finansowych wynosi 34 mld euro (ujemny bilans korzyści i kosztów). To niewiele jak na korzyści znaczących inwestycji w nowoczesne technologie i przemysły (a z inwestycjami, zwłaszcza z niską stopą inwestycji energetyce, Polska od wielu lat ma problemy). A ponadto  bilans nie uwzględniania wielu niezinternalizowanych kosztów zewnętrznych (społecznych) w stosunku do pozostawienia energetyki bez zmian (w dotychczasowej trajektorii), a w szczególności kosztów pozostania w status quo. Analitycy przedstawili ilościowo to co bankowcy mogą wiarygodnie policzyć.

W zasadzie nic dodać i należałoby tylko pogratulować Głównemu Ekonomiście i analitykom banku - Departament Analiz Makroekonomicznych solidnie przeprowadzonych  analiz, i odesłać do źródła - (link). Tym bardziej że, od publikacji raportu  (11 stycznia) samym źródłem media generalnie się nie zainteresowały. Warto jednak zauważyć czym, wokół wyników raportu, media żyły.

Przewodnicząca Komisji Ursula  von der Leyen, zapowiadając Fit for 55 stwierdziła, że gospodarka oparta na paliwach kopalnych osiągnęła swoje granice i że przyszedł czas na zeroemisyjne OZE (zgodnie z FiT55 w 2030 ma być 65% energii elektrycznej z OZE). Było jasne że takie postawienie sprawy będzie pożywką do ataku ze strony „tradycyjnie” usposobionych energetyków i polityków, którzy zazwyczaj bez czytania i analizy tysięcy stron od razu będą wiedzieli, że pakiet spowoduje np. wzrost cen energii i biedę, i jest efektem np. światowego spisku klimatycznego.

Dyskusja jest ważna tak jak raport tej wagi. Znany z historii  „Raport’2030” tworzony po przyjęciu w 2007 roku  pierwszego unijnego pakietu klimatyczno-energetycznego „3x20%”  (link do komentarza) wystawia teraz rachunek do zapłaty.  Ówczesna dyskusja źle poszła, ale wtedy za zachowawczy raport zapłacili tradycyjni energetycy (PKEE), a polemizowali z nimi bez skutku eksperci od gospodarki (IBnGR) i finansów. Może teraz będzie inaczej? Dyskusja trwa, warto ją zacząć od najważniejszych i najbardziej opiniotwórczych głosów.

Rachunki wicepremiera

W efekcie publikacji raportu media skupiły się na  alarmistycznej wypowiedzi Jacka Sasina, ministra aktywów państwowych: „Koszt pakietu klimatycznego jest nie do udźwignięcia przez Polaków, każdego obywatela obciąży to kwotą ok. 64 tys. zł” (DGP, 11/01/2022). Podany rachunek „dla obywatela” (64 tys. zł) nie dotyczy jednak kosztów podwyższenia celów redukcji emisji CO2 dla Polski z 40% na 55%, z uwzględnieniem jedynie finansowych przychodów  (jak mogłoby wynikać z kontekstu wypowiedzi w sprawie raportu pt. „Wpływ pakietu Fit for 55 na polską gospodarkę”), ale prostego podzielnia samych kosztów całkowitej redukcji emisji CO2 (527,5 mld euro) przez liczbę mieszkańców. Po podaniu wyników powyższego dzielenia premier Sasin stwierdził, że „unijni technokraci muszą zrozumieć, że forsowanie pakietu klimatycznego to katastrofalny błąd”.  Realnie policzone na podstawie raportu koszty finansowe netto wskazują, że koszt na obywatela będą 7-krotnie niższe i wyniosą 9 tys. zł  (bez korzyści społecznych takich jak miejsca pracy, czy poprawy bezpieczeństwa środowiskowego i energetycznego). Wicepremier odpowiedzialny za gospodarkę ze znacznie większą podejrzliwością czyta wyniki raportu (i Fit for 55) niż analitycy bankowi.

Dziennikarze DGP w komentarzach zwracali uwagę, że przyczyny wzmożonej licytacji kosztami ochrony klimatu na szczeblu rządu wynikają z wewnętrznych walk frakcyjnych i ścigania się radykalizmem antyklimatycznym. Redaktorzy Osiecki i Żółciak dostrzegają, że rachunki premiera Sasina i tak niewiele oznaczą wobec „ziobrystów”, którzy wzywają do wyjścia Polski z mechanizmów unijnej polityki klimatycznej. Słusznie zauważają, że zobowiązania klimatyczne przyjmuje na siebie nie tylko Europa, lecz także USA i Chiny, a to rodzi obawę, czy wobec odklejenia od światowej rzeczywistości rząd będzie w stanie działać w tej sprawie skutecznie na zewnątrz.

Rachunki wiceprezesa banku

To niestety to nie jedyny przypadek wykorzystywania raportu do głoszenia tez nie w pełni zbieżnych z wynikami analiz. Paweł Strączyński, wiceprezes Pekao, w którym raport powstał, w wypowiedzi z 20 stycznia (DGP) zgodził się ze słowami premiera Sasina, a nawet poszedł  dalej w stawianiu tez nie mających pełnego odbicia w raporcie i, co do zasady, nie stawianych w świecie coraz bardziej zielonych finansów. Wymienia wprawdzie kilka działań podjętych przez sam bank, które de facto wpisują się w Fit55, ale atakuje jego założenia z pozycji pozafinansowych jeszcze ostrzej niż wicepremier.

W tym przypadku ważny przedstawiciel świata finansów, który zdobył też doświadczenie w energetyce, stwierdził, że „przyspieszenie transformacji zwiększy popyt na usługi budowy odnawialnych źródeł energii, nisko- i zeroemisyjnych, zadziała podstawowe prawo popytu i podaży, inwestycje będą coraz bardziej kosztowne i to odbije się na ich rentowności, co dotyka banków”. To  oryginalna teza. Do tej pory nietrafne inwestycje bankowe dotyczyły raczej przeinwestowania w "czarne" aktywa. Fakty są też takie, że od 20 lat transformacja energetyczna przyspiesza, a koszty zeroemisyjnych OZE (zwłaszcza koszty energii) konsekwentnie spadają, podczas gdy zdecydowanie rosną koszty źródeł opartych na paliwach kopalnych, łącznie z atomem.

Prezes Strączyński dodał, że pieniądze na Fit55 będą pochodzić z kieszeni konsumentów, bo wdrożenie pakietu przyniesie wzrost cen energii, a rosnące ceny energii sprawią, że przestaniemy być konkurencyjni. To prawda, ale winą obarczył koszty uprawnień do emisji: „prognozy oparte na Fit for 55 pokazują, że ceny przebiją najpierw 100 euro, potem nawet 170”. Autorzy raportu posługiwali się symulacjami KOBIZE, zakładając, że  „Fit for 55 podbija ceny uprawnień EUA  do 76 euro na koniec 2030, a najbardziej agresywne, analizowane w raporcie  prognozy (można je uznać za doraźne wzmożenie wywołane obecną sytuacja nie podziale przez KE)  nie przekraczają 130 Euro. Czyli osoba odpowiadająca za finanse banku znacznie bardziej sceptycznie patrzy na politykę klimatyczną niż analitycy makrogospodarczy.

Rachunki odbiorcy energii

Prezes przestrzegł przed „greenflacją”, powiązaną z drożejącą energią. Zdaniem prezesa Strączyńskiego szybkie odejście od węgla jest niewykonalne, stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa energetycznego Polski i jedyną dzisiaj alternatywą dla węgla jest gaz ze Stanów Zjednoczonych, Norwegii itp. Kończy opinią, że pakiet Fit for 55 należałoby po prostu wyrzucić do kosza, choćby z obawy o zagrożenie obywateli ubóstwem energetycznym. Tymczasem Komisja Europejska wskazuje na inne główne przyczyny wzrostu cen energii, nawet w ekstraordynaryjnym 2021 roku „(…) wpływ wzrostu ceny gazu na wzrost ceny energii elektrycznej dziewięciokrotnie przewyższa wpływ wzrostu ceny emisji dwutlenku węgla”. Potwierdza to też tarcza antyinflacyjna, która z inicjatywy samego wicepremiera  Sasina, która daje dopłaty do cen (importowanego) gazu jako że te obecnie najbardziej uderzają sytuację ekonomiczna gospodarstw domowych i małych firm.

Rozterki klienta banku

Obydwaj komentatorzy raportu Pekao  dość daleko odeszli od wyników samego raportu i zabrnęli w rozważania odbiegające też od dostępnej wiedzy w innych źródłach. Prezes Strączyński, który znając doskonale raport, w komunikacji społecznej samego problemu spłycił jego treść i tym samym mimochodem poddał w wątpliwość także promowaną przez siebie zieloną strategię banku. Zarządy banków, w tym Pekao wiedzą, że jeżeli zlekceważą reguły polityki klimatycznej narażają swoje aktywa na ryzyko, a wraz z tym swoich klientów, w tym tych najmniejszych, takich jak ja, który ufnie powierzam Pekao od ponad 30 lat swoje oszczędności. Pisząc pozytywną recenzję samego raportu nie miałem wątpliwości, że bankowcy mają świadomość, że Fit55 wyznacza ramy zrównoważonego i zarazem bezpiecznego też dla banków finansowania gospodarki i energetyki. Po zapoznaniu się z dyskusja i komentarzami do raportu naprawdę ważnych osób, zacząłem się zastanawiać nad mechanizmami pogłębiania  lekceważenia wiedzy eksperckiej (Rada medyczna to jeden z przypadków) niewygodnej dla bieżących interesów politycznych oraz nad ryzykiem w dłuższym okresie, jakie dla sektora bankowego i gospodarki niesie zignorowanie Fit for 55. 

Jaką strategię ma Polska

UE  w postaci Zielonego ładu i Fit for 55 ma swój plan na energetykę i ochronę klimatu, i go konsekwentnie realizuje. Kraje UE wdrażają go na swój sposób wpisując się w megatrendy, których osią jest strategia UE, która jest trudną, ale jedyną drogą do zwycięstwa technologicznego i gospodarczego. Zaskakujący początek dyskusji wokół raportu Pekao pokazuje, że Polska nie ma jasnego planu (planem nie jest powiedzenie "Niet"). Nie można jednak powiedzieć, że działamy całkiem bez planu. Widoczny już chaos w działaniach wynika z tego, że rząd próbuje realizować doraźne (często ryzykowne i w szczególności w energetyce zawodne), ogłaszane doraźnie plany biznesowe poszczególnych spółek skarbu państwa i wpisane w nie kolejne plany monopolu energetycznego, co nie jest dobrą wiadomością dla odbiorców energii. Widać, że w sprawie Fit for 55 analitycy gospodarczy są bardziej optymistami niż ważni decydenci. Dlatego do dyskusji nad raportem Pekao, która może doprowadzić do dobrych rozwiązań, warto wrócić z myśleniem strategicznym, nieobciążonym dogmatem obrony kolein w jakie coraz głębiej się zapadamy (z których, zwłaszcza w energetyce coraz trudniej nam się wyrwać) i z realnym pomysłem na '2030.

sobota, stycznia 08, 2022

Polska osiągnie neutralność klimatyczną w 2130 roku? Podsumowanie roku 2021 w energetyce

Grudzień 2021 roku w Polsce przyniósł spektakularny wzrost zapotrzebowanie na energię elektryczną z 14,9 TWh w listopadzie do 16,2 TWh. Było to najwyższe miesięczne zużycie energii odnotowane w statystykach ENTEO-E. Ma to swoje skutki ekonomiczne i środowiskowe, które stają się bardziej oczywiste gdy na trendy miesięczne popatrzymy z perspektywy  całego roku, a nawet z szerszej perspektywy ostatnich trzech lat zakłócanych przez pandemię.

Biorąc po uwagę cały rok 2021 krajowe zapotrzebowanie na energie elektryczną wzrosło o 5,7% względem roku ubiegłego. Dominujący udział w produkcji energii w grudniu miały elektrownie na węgiel (76%), w tym brunatny (28,3%) i kamienny (47,7%), przy czym węgiel brunatny zanotował wzrost o 3,8 pp., a kamienny spadek o 2,8 pp. Trzecim źródłem energii były elektrownie wiatrowe odpowiadające za 11,6% (spadek o 0,2 pp., pomimo wzrostu generacji m/m o niemal 100 GWh).

Przy ogólnym wzroście produkcji energii, grudzień przyniósł spadki generacji trzech źródeł niskoemisyjnych: fotowoltaiki, elektrowni biomasowych i gazowych, a więc źródeł niskoemisyjnych. Wraz ze wzrostem generacji z najbardziej emisyjnych źródeł nastąpił jednocześnie, niespotykany wcześniej, wzrost cen energii. Przedłużył niekorzystne trendy w energetyce widoczne zasadniczo przez cały 2021 roku w Polsce, Niemczech i w niektórych innych krajach UE (o czym dalej).

Przyczyną regresu jest kilkuletni brak znaczących inwestycji w nowoczesne technologie (oszczędzanie na CAPEX) i przywiązanie do życia z renty zacofania, bez zwracania uwagi na kwestie środowiskowe i dobrostan społeczno-gospodarczy za 5-10 lat (doraźne „dosypywanie” paliw kopalnych do starych źródeł konwersji energii czyli „pompowanie” OPEX, bez baczenia na ceny energii). Transformacja energetyczna w kierunku OZE (nie wspominając nawet o klimatycznej) została spowolniona w wielu krajach i  nie  jest to tylko polska „specjalność”. Ale wystarczy popatrzeć na dane GUS (oczywiście niepełne); -nakłady inwestycyjne na wytwarzanie energii wynosiły 24,8 mld zł w 2019 roku, 23,3 mld zł w ‘2020 i tylko 12,2 mld zł z 2021. Przy rekordzie inwestycji w 2021 roku  w nowe mocy PV (nakłady rzędu 11 mld zł, choć PV wniosła tylko 0,6% energii w grudniu i 2,7% w całym 2021 roku), innych znaczących nowych inwestycji „CAPEX-owych” w nowoczesne technologie zasadzie nie było o dawna. Wpływ „nic-nie-robienia” odczuły pozytywnie biznesy zasiedziałe, a negatywnie odczują, pomijając kwestie środowiskowe (czyli problemy dotyczące nas wszystkich), odbiorcy energii.

W Polsce w 2021 roku sama struktura produkcji energii elektrycznej nie zmieniła się istotnie w porównaniu z rokiem ubiegłym. Spadek udziału węgla kamiennego wyniósł zaledwie 0,2 pp. natomiast udział węgla brunatnego wzrósł o 1,2 pp. Niewielki spadek nastąpił również w przypadku gazu ziemnego o 1,2 pp.

Po fotowoltaicznym boomie z 2020 roku, kolejny rok był również dobry pod względem przyrostu mocy zainstalowanej. Na koniec października 2021 roku moc zainstalowana w pV wynosiła 6687,5 MW, natomiast w roku 2020 wynosiła 3936 MW, czyli przybyło  2751,5 MW, a do koniec roku przewidywany jest dodatkowy wzrost. Udział energii z PV w wytwarzaniu energii  wzrosła z 1,5% do 2,9%. Na koniec listopada ‘2021 moc zainstalowana w elektrowniach wiatrowych wynosiła 7185 MW w porównaniu do 6350 MW na koniec 2020 roku. Pomimo wzrostu prawie o 1 GW mocy produkcja energii pozostała na podobnym poziomie, a w strukturze całego generacji udział energii z wiatru spadł z 10,8% do 9,4%.

Przyczyną regresu w OZE był nie tego fakt, że 2021 rok był gorszym pod względem wietrzności, ale przede wszystkim wzrost zapotrzebowania na energię elektryczną spowodowany został reakcją na wychodzenie z III fali pandemii – wzrostem zapotrzebowania na energię (mianownik).

Patrząc w perspektywie trzech ostatnich trzech lat 2019-2021 można postawić tezę, że struktura energetyki została zakonserwowana, a sektor  sprawnie przerzuca koszty na odbiorców i na podatnika. Patrząc z tej perspektywy zmiany nie są znaczące. W strukturze miksu energetycznego nastąpił niewielki spadek udziału węgla brunatnego o 0,2 pp. i węgla kamiennego o 2,6 pp.. Gaz ziemny stanowił 7,6% udziału w porywaniu do 7,3%  roku 2019. Największą zmianą jest wzrost udziału energii z fotowoltaiki z 0,5% do prawie 3% (wzrost nowych mocy o ponad 5,2 GW). W ciągu 3 lat wzrost udziałów energii elektrycznej z OZE wynosił 0,8% rocznie i doszedł o poziomu 13.6%.


Takie tempo transformacji w kierunku zerowej emisji „net zero”, jak w ostatnich 3 latach oznacza, że cel neutralności klimatycznej osiągniemy w … 2130 roku (!), pokonując wszystkich innych w utrwalaniu status quo. Chiny, Indie, a nawet Kazachstan i Wenezuela wobec Polski okażą się oderwanymi od realiów „progresistami” (net-zero ok. 2060-2070). Z tym, że Indie na COP-26 w Glasgow zapowiedziały, że co prawda net-zero będzie w 2070 roku, ale już w 2030 roku będą miały już 50% udział energii z OZE (Polska wg obecnych trendów w 2030 roku dojdzie do zaledwie 20,8% udziału energii z OZE, co postawiłoby nas na poziome krajów trzeciego świata i wykluczyło z gospodarki światowej).

W 2021 roku w Polsce produkcja energii elektrycznej z węgla wzrosła, aż o 16 pp. w stosunku do roku ubiegłego. Energia z gazu ziemnego pozostała na podobnym poziomi, tak samo jak zielona energia z elektrowni wiatrowych, które w przeciągu roku wyprodukowały ponad 15,2 TWh i są głównym źródłem zielonej energii. Starując z niskich poziomów, w roku 2021 duży wzrost podobnie jak w 2020 wykazała fotowoltaika, bo aż o 125 %. produkując 4,6 TWh (w roku ubiegłym było to ponad połowę mniej -2,05 TWh). Ilość energii elektrycznej produkowanej w 2021 roku wg źródeł wytwarzania przedstawia wykres poniżej. 


Tak jak zaznaczono na początku, polska energetyka nie jest osamotniona w przekonaniu  aby robić jak najmniej i dryfować, trwać wytrwale w walce z postępem, wiedzą naukową  i zmianami, strasząc np. blackoutem lub "straszną" UE . Nawet „zielone” deklaracje narodowych monopoli energetycznych i paliwowych, że dalej tak "na czarno" się nie da, odbierane są jak „bajki z mchu i paproci” (na użytek coraz bardziej zielonych rynków finansowych, czy dla zmylenia "znienawidzonych"  biurokratów unijnych). Ale koncerny zagraniczne też poczuły, że ciągła transformacja energetyczna (ile można?) jest trochę męcząca i naciskają swoje rządy  mówiąc "langsam".

I tak w Niemczech w 2021 roku struktura miksu energetycznego też nieznacznie się zmieniła względem roku poprzedniego, ale na niekorzyść transformacji. Udział węgla, zarówno kamiennego jak i brunatnego, wzrósł w strukturze wytwórczej energii: kamiennego o 3,3 pp. i brunatnego 2,7 pp., natomiast jego zużycie do produkcji energii wzrosło dużo więcej - węgla kamiennego o 49% a brunatnego 17%  w stosunku do 2020 roku (z 34,9 TWh do 51,8 TWh dla kamiennego i z 83,4 TWh do 98,1 TWh brunatnego). Pomimo rocznego spadku produkcji energii z elektrowni wiatrowych o 12,7% i tak energia wiatru stanowiła największy udział 23% energii elektrycznej w roku 2021 (spadek z 26,8%). Drugim największym źródłem OZE była fotowoltaika, które odpowiadało podobnie jak rok temu za 9,5% energii elektrycznej. Zapotrzebowanie krajowe na energię w Niemczech wzrosło niewiele, jedynie o 1,8%.

Spowolnienie „Energiewende” to nie jedyny problem naszego zachodniego sąsiada. Już 1 stycznia tego roku można było zauważyć skutki wprowadzania w życie planu wyłączania elektrowni atomowych w Niemczech. Z końcem 2021 roku zostały wyłączone z systemu elektroenergetycznego trzy jednostki jądrowe o łącznej mocy ponad 4 GW. Odpowiadały one za około połowę mocy elektrowni jądrowych w Niemczech (do końca 2022 roku wszystkie niemieckie elektrownie jądrowe zostaną zamknięte). Ubytek takiej mocy należało w sposób odpowiedni uzupełnić. Obecnie (początkiem roku), ze względu na panujące warunki pogodowe (nieznaczna generacja PV), brakującą energię wytwarzają elektrownie wiatrowe. Porównując 4 grudnia 2019 i 2021 roku, oraz 4 stycznia 2021 można zauważyć, że w tych dniach w dużym stopniu do zbilansowania miksu przyczyniają się elektrownie wiatrowe. Porównując pojedyncze dzień z roku 2019 i 2022 widać, że podobnym udziale energii z wiatru i zmniejszeniu mocy elektrowni atomowych, jedynie uzupełnieniem brakujących mocy jest węgiel kamienny.

Pomimo wcześniejszej deklaracji rządu Angeli Merkel odchodzenia od węgla do 2038 roku (i skrócenia tego okresu do 2030 roku wg  najnowszej deklaracji rządu Olafa Scholza), rok 2021 pokazał, że póki co zapowiedzi nie do końca są realizowane. Widać jednak (wybrany w celach porównawczych 4-ty stycznia br. to ostatniej dzień objęty analizą został porównany z 4-tym grudnia ub.r.), że tania energetyka wiatrowa  przejmuje deficyt generacji  po  wycofywanej w trybie decyzji politycznej (bez szans na „repowering”) drożejącej energetyki jądrowej, pomimo "wypadnięcia" 4 GW niemiecki system energetyczny działa bez zarzutu. Niemcy spowolnili, ale idą dalej.

Także w Europie w 2021 roku udział węgla brunatnego i kamiennego w produkcji energii  w 2021 roku wzrósł o około 1,1 pp., natomiast samo jego zużycie wzrosło w przypadku węgla kamiennego o 28,5%, a brunatnego o 19%. Ogólnie węgiel w produkcji energii elektrycznej w 2021 roku stanowił 16,26%.  Energetyka wiatrowa z udziałem 14,8% była największym źródłem OZE w strukturze generacji energii w UE w całym roku 2021. Elektrownie wodne miały udział 12,9%, a fotowoltaika blisko 5,5%. Ogólnie, OZE w produkcji energii elektrycznej w 2021 roku stanowiły 37,6% -to dobry wynik, dwukrotnie lepszy od krajowego. 

W elektrowniach jądrowych wyprodukowano 28% energii, niewiele więcej niż rok wcześniej. Na relatywnie podobnym poziomie w 2021 roku pozostało zużycie gazu ziemnego – 19,2%, jedynie 2,7 pp. mniej niż w roku 2020. Strukturę produkcji energii elektrycznej UE-27 wg źródeł przedstawia poniższy wykres.


UE wg Eurostat  osiągnęła też swój cel udziału energii z OZE (wszystkie rodzaje OZE i wszystkie nośniki) w końcowym zużyciu energii 2020 roku na poziomie minimum 20% (przekroczyła go o 2pp.), a znaczący udział - 22,1% - w tym miała energią elektryczna (w Polsce o realizacji 15 procentowego celu zdecydowały dane o zużyciu drewna w celach grzewczych, a energią elektryczna z OZE miała tylko 3,1% udział). Mamy w Polsce ewidentny problem z energią elektryczną z OZE.

Zmiany roczne na przestrzeni ostatnich trzech lat (2019-2021) w produkcji energii elektrycznej w Polsce w Niemczech na tle UE zestawiono w tabeli poniżej.


Na koniec 2021 roku obraz transformacji energetycznej i ochrony klimatu w UE nie jest jednoznaczny ani tym bardziej pozytywny. W dobie pandemii Polska, Niemcy i inne kraje spowalniają transformację, co oczywiście można zrozumieć. Ale w końcu pandemia się skończy, gospodarka ruszy swoim tempem, a kraje zaczną się zastanawiać nad energetyką. To właśnie UE (17% światowego PKB) „Zielonym Ładem”, systemem ETS (dopiero zaczyna działać), zieloną taksonomią, granicznym podatkiem węglowym i pakietem „Fit-for-55” (dyskusja właśnie się rozpoczyna) wyznaczy światowe trendy w energetyce w najbliższych latach. Inni będą spowalniać, krytykować, robić ostatnie interesy na resztkach paliw kopalnych i tworzyć przypisy do historii, ale już nic nowego do energetyki nie wniosą. 

poniedziałek, grudnia 27, 2021

Największe zdziwienie 2021 roku – genialny plan, przypadek czy cud statystyczny w energetyce odnawialnej?

Wiele wydarzeń z końca 2021 roku można było przewidzieć już rok wcześniej, np. czwartą falę pandemii, inflację, ale zapewne nikt nie przewidywał, że Polska z dużym zapasem spełni swoje międzynarodowe zobowiązanie uzyskania minimum 15 proc. udziału energii z OZE w 2020 roku.

Wg przekazanego w grudniu Komisji Europejskiej raportu GUS pt. „Energia ze źródeł odnawialnych w 2020 r.”, Polska w 2020 roku uzyskała 16,13% udziału energii z OZE w finalnym zużyciu energii brutto i w świetnym stylu (tzw. „rzutem na taśmę”) wypełniła swój przyjęty  jeszcze w 2009 roku cel, przekraczając minimalne zobowiązania aż o 1,13 punku procentowego (pp.). Komisja Europejska, z pomocą Eurostat, już zastawiła dane z krajowych urzędów statystycznych i okazało się że prawie wszyscy mają powody do zadowolenia. Cała Unia (UE-27) przekroczyła swój ogólny cel - 20 proc. udziału energii z OZE w 2020 roku - o niemal 2,1 pp. Jedynie 4 kraje członkowskie (Francja, Holandia, Belgia i Słowenia) nie spełniły swoich celów i nie wypełniły międzynarodowych zobowiązań.

O ile spełnienie celów przez UE i brak szans Francji i Holandii na wywiązanie się ze zobowiązań były spodziewane, to Polska zaskoczyła. Dane GUS za poprzedni rok wskazywały, że Polska miała udział OZE wynoszący 12,16% i do spełnienia 15 proc. celu wiele brakowało. Nawet jak w 2019 roku udział OZE został rekordowo podniesiony o niemal 0,7 punktu procentowego (pp.), to do osiągnięcia wymaganych za zaledwie 12 miesięcy 15 proc. było beznadziejnie daleko – aż 2,8 pp.!

Pewnie większość czytelników pomyśli, że o sukcesie mogły zdecydować takie czynniki jak  spowodowany pandemią spadek zapotrzebowania na energię (mniejszy mianownik) lub sukces fotowoltaiki w 2020 roku. Nie są to tezy, które dałyby się potwierdzić. To prawda że w 2020 roku spadło zapotrzebowanie na wszystkie nośniki energii razem wzięte o 3,6% r/r (rok do roku 2020/2019; nb. w latach 2019/2018 był odnotowany analogiczny spadek 1,9% r/r), ale nie jest to kluczowy czynnik. Gdyby zapotrzebowanie na energię nie spadło, dalej cieszylibyśmy się  sukcesem z udziałem OZE wynoszącym 15,6% (zysk rzędu 0,6 pp.). Również fotowoltaika wniosła znikomy wkład w realizację ogólnego  krajowego celu- zaledwie 0,23 pp. W zużyciu energii elektrycznej brutto (OZE dostarczyły 16,2% energii elektrycznej) udział PV był już zauważalny  i wynosił 1,15  pp. Tu wynik dała przede wszystkim energetyka wiatrowa z wkładem 8,8 pp., czyli grubo powyżej 50% całości zielonej energii elektrycznej.

Jak GUS wyjaśnia przyczyny i rozmiary sukcesu

Ogólnie, cel OZE Polska zrealizowała tak łatwo dzięki spalaniu drewna (ogólnie biomasy) w gospodarstwach domowych, która podniosła udziały energii z OZE o ponad 2 pp., choć nikt zmasowanych inwestycji w wykorzystanie biomasy na cele grzewcze nie widział. Zdaniem GUS energia pozyskiwana z OZE  w 2020 r. (w odniesieniu do krajowego zużycia całości energii finalnej brutto: tj. łączne zużycie energii elektrycznej+ ciepła+ paliw transportowych) pochodziła odpowiednio z biopaliw stałych (71,61%), energii wiatru (10,85%) i z biopaliw ciekłych (7,79%).

Wysoki udział biopaliw stałych (niemal 72%) w realizacji celu ogólnego OZE nie musi od razu budzić zdziwienia. Polska zawsze miała wysokie udziały biomasy w wytwarzaniu energii z OZE. Np. w 2017 roku udział biopaliw stałych w pozyskaniu energii z OZE wynosił 67,9%,  w UE – 42%, ale np. Finlandia i Litwa przekraczały odpowiednio 73 i 78%. Zdziwienie mogą budzić trendy z lat 2018-2020 prowadzące do sukcesu, które - zdaniem GUS - tak się prezentowały w odniesieniu do roku referencyjnego (2010) – kluczowy rysunek z raportu statystycznego.

Przełamanie niekorzystnego dla OZE trendu nastąpiło w 2018 roku. Jak wyjaśnia GUS, dane za lata 2018 i 2019 zostały skorygowane w stosunku do wcześniej opublikowanych w zakresie zużycia biopaliw stałych przez gospodarstwa domowe (skorygowane zostały trzy pozycje bilansowe dotyczące biopaliw stałych, tj.: pozyskanie, zużycie krajowe oraz zużycie finalne w gospodarstwach domowych), w efekcie rewizji metodologii obliczania ilości zużycia biopaliw stałych przez gospodarstwa domowe, która polegała na poszerzeniu zakresu danych wykorzystywanych do obliczania bilansu o dodatkowe źródła danych.

Zmiana metodologii w zakresie zużycia biopaliw stałych spowodowała zdecydowaną zmianę trendu obserwowanego jeszcze niedawno w poprzednich raportach GUS za lata 2018 i 2019.

Nie jest łatwo wyjaśnić co się stało w 2018 roku i dokładnie na czym polegała głęboka korekta w statystyce publicznej.  Metodologia zastosowana do przeprowadzenia korekty jest słabo udokumentowana w publicznie dostępnych źródłach informacji, brak także dostępu do danych źródłowych wykorzystanych w celu jej dokonania, w tym ich weryfikacji. Raporty GUS za lata 2020 i 2019 są bardzo lakoniczne. Wcześniejsze raporty 2012-2018 były bardzo szczegółowe (70-90 stron), także od strony metodologicznej, podczas gdy raporty za ostatnie dwa lata publikowane są w formie 7-stronicowych syntez.

Kluczem do zrozumienia sukcesu w rozwoju OZE w ostatnich latach jest policzenie ilości biomasy stałej zużytej w paleniskach gospodarstw domowych i jej kaloryczności. Metodyka liczenia celów OZE wg poprzedniej dyrektywy o OZE (2009/28/WE) i szczegółowa implementacja zasad liczenia celu wdrożona przez Eurostat zakładają, że w przypadku obliczania ilości ciepła z niekomercyjnych OZE liczy się wsad energetyczny biomasy, a nie faktyczna ilość ciepła z niej wytworzonej (innego rodzaju uproszczenia, bazujące na zakładanych współczynnikach wydajności zastosowano w przypadku pomp ciepła). Różnica zasadniczo nie jest aż tak duża, gdyż dobrej jakość kocioł automatyczny na biomasę ma sprawność ponad 90% (gorzej w przypadku kotłów wielopaliwowych starego typu i kominków bez płaszcza wodnego, a jeszcze gorzej jeżeli spalane drewno jest zawilgocone, nie jest w stanie powietrzno-suchym). Czyli do faktycznej oceny ilości ciepła z OZE w danym roku trzeba znać dobrze stan i strukturę urządzeń grzewczych oraz rodzaj i wilgotność zużywanej biomasy w każdym z kotłów, piecyków lub trzonów kuchennych

Na potrzeby sprawdzania realizacji celów OZE liczy się wsad, czyli powinniśmy znać zużycie różnego rodzaju biomasy w m3, wilgotność i wartość o kaloryczność. GUS kieruje się wytycznymi („Zasady metodyczne badań statystycznych z zakresu OZE” z 2016r.) jeśli chodzi o ciężar właściwy (od 10,5 do 0,8 t/m3) i wartość kaloryczną zużytej biomasy – tabela (wartości przeliczono na MWh/t).  Jak widać poruszamy się w bardzo dużym zakresie zmienności. Przyjmiemy dla ustalenia uwagi i uproszczenia, że zużyta biomasa miała uśrednione parametry:  gęstość średnio 0,64 t/m3 i wartość opałową równą 3,64 MWh/t.

Nie wiadomo jak głębokimi danymi z badań o strukturze zużycia drewna opływowego GUS dysponuje, ich wyniki nie są publicznie dostępne. Najpełniejsze dane mógł dostarczyć tegoroczny Narodowy Spis Powszechny, który co prawda nie pytał o rodzaj lub ilość zużytego drewna, ale wśród pytań  o  główny sposób ogrzewania mieszkania wystąpiły piece. Niemniej jednak na liście pytań NSP trudno doszukać się takiej pozycji, która pozwoliłaby w sposób ilościowy udokumentować  deklarowane wykorzystanie biomasy. Pełne, końcowe wyniki NSP będą dostępne dopiero w marcu ‘2024, po tzw. „consensus hub”. Poza tym badania dotyczyły roku 2021, a nie 2018, 2019 i 2020. Podjęcie próby zrozumienia istoty sukcesu w OZE wymaga oparcia się cząstkowych badaniach na małych próbkach (być może GUS takimi, poza dotychczas publikowanymi, dysponuje), a zasadniczo na szacunkach, założeniach i uproszczonych analizach.

Czy faktycznie mamy biomasę energetyczną – drewno opałowe ?

Przyjmując jako wartość referencyjną średnią wartość opałową drewna (3,64 MWh/t) można łatwo wyliczyć, że ze korekta metodologiczna za 2018 oznacza, że polskie gospodarstwa domowe (w zasadzie domy jednorodzinne) zużyłyby 26,3 mln ton biomasy drzewnej, czyli o 10 mln ton/rok więcej niż przed korektą – rysunek.


Są to olbrzymie ilości. Polska ma stosunkowo niskie wykorzystanie biomasy w systemach ciepłowniczych, stąd warto zrobić eksperyment myślowy w odniesieniu wyłącznie do ogrzewania indywidualnego. Ile drewna zużywałoby gospodarstwo domowe na potrzeby grzewcze i czy mamy w kraju wystarczająco drewna opałowego ? Założenie, że całość drewna na cele grzewcze jest zużywana bezpośrednio w gospodarstwach domowych  i tak zaniża zapotrzebowanie na drewno, gdyż w przypadku ciepłowni wg wymagań dyrektywy, do energii z OZE zalicza się faktyczna  ilość ciepła wytworzonego pomniejszona o sprawność, a nie wsad w postaci jego wartości opałowej.    

Ostatni spis powszechny z 2011 roku zatwierdzonymi wynikami wykazał, że było wtedy 4,346  mln domów jednorodzinnych (ogółem było wtedy 6 mln wszystkich budynków mieszkalnych), w tym na wsi 3,269 mln. Gdyby dla uproszczenia przyjąć, że wykorzystana w 2020 roku biomasa była używana do ogrzewania we wszystkich domach na wsi (wg stanu na 2011r.), średnie jej zużycie wyniosłoby 8 ton/budynek. Ale jak jest naprawdę?

Wg wcześniejszych  publikacji GUS („Zużycie energii w gospodarstwach domowych”), w 2018 roku paliwa stałe były wykorzystywane przez 45,4% gospodarstw domowych. Dwa najważniejsze i najpowszechniej stosowane paliwa stałe to węgiel kamienny i drewno opałowe. GUS podkreślał, że węgiel kamienny i drewno opałowe „zużywane są zazwyczaj jednocześnie lub zamiennie w tych samych kotłach i piecach”[podkreślenie aut.] Mniej gospodarstw domowych zużywało wyłącznie węgiel (15,3% gospodarstw) lub wyłącznie drewno (7,3%)

Jeżeli bardziej realistycznie przyjąć, że 30% domów jednorodzinnych spalało wyłącznie drewno na potrzeby grzewcze, to roczne zużycie w wiejskim domu jednorodzinnym wyniosłoby 26.8 ton/budynek, czyli 41 m3 na sezon grzewczy (ok. 57 metrów przestrzennych!). Osobom, które w praktyce ogrzewają się wyłącznie drewnem takie ilości mogą wydać się nierealne. Oczywiście gdyby założyć, że wszystkie paleniska w 2018 roku zużywały wyłącznie drewno w stanie wysuszonym (powietrznio suchym, wilgotność 15%), ilość drewna zużytego w 2018 roku wg nowej metodologii GUS spadłaby z 26,6 do 23,3 mln ton (sama korekta podniosłaby zużycie drewna o 8 mln ton/rok), a zużycie na jeden budynek mieszkalny wyniosłoby 7,1 tony czyli 36,5 m3 w sezonie grzewczym  (to też olbrzymia ilość drewna).

Wyliczone szacunkowe zużycie drewna wydaje się też niezwykle ambitne, jeżeli porównać je do globalnego pozyskania drewna w lasach publicznych (jest to gro pozyskiwanego drewna i najlepiej udokumentowane). Dla porównania całkowite pozyskanie drewna w lasach publicznych w  2018 roku wyniosło 45,6 mln m3 , w  tym pozyskanie całości drewna opałowego (grubizna liściasta i iglasta oraz drewno małowymiarowe) wynosiło tylko  5,1 mln m3.  Tymczasem  wyliczone powyżej zużycie drewna  wyłącznie na cele grzewcze (26,3 mln ton) w 2018 roku  jest równoważne 42 mln m3 .

Rok 2018 był ciepły, o małej liczbie stopniodni grzania, ale oczywiście można zakładać, że właściciele domów jednorodzinnych przez kilka lat gromadzili zapasy drewna na 2018 rok lub nastąpił masowy import drewna opałowego (niestety baza danych handlu zagranicznego też nie jest publicznie dostępna). Niezależnie od różnych hipotez, dane o zużyciu drewna na cele grzewcze w Polsce były imponujące, a po korekcie metodologicznej w 2018 roku mogą zaskakiwać


Implikacje nadzwyczaj dobrych wiadomości w segmencie OZE

Polska powinna walczyć o wykazanie w raporcie końcowym z realizacji dyrektywy 2009/28/WE każdą, wyprodukowaną w 2020 roku, kilowatogodzinę energii z OZE, a w szczególności z biomasy, skoro polskie OZE biomasą stoi. Taki jest interes gospodarczy kraju. Być może niektóre kraje wykorzystują brak precyzji dyrektywy (nie powinna powodować zbytnich obciążeń administracji) lub luki w systemach statystycznych (brak pełnego wdrożenia przepisów UE). Niech to weryfikuje Komisja, za to jej płacimy. Ale tym bardziej należy mieć nadzieję, że GUS opublikuje szerszy raport z danymi źródłowymi i rozwieje wątpliwości oraz uzyska potwierdzenie swojej metodologii w Komisji Europejskiej (póki co KE traktuje wszystkie dane jako wstępne - „provisional”). Jednak nikt (zwłaszcza rząd i branża OZE) po zakończeniu 10 letniego okresu wdrażania i rozliczania dyrektywy nie powinien być zaskakiwany dokonywaną już post factum, tak głęboką, korektą danych. Na rewizję metodologii lub zgłaszanie do Komisji ew. odstępstw od wymagań był czas (inne kraje to robiły).

Dlatego sam fakt głębokiej korekty w momencie rozliczania z obowiązku może budzić największe wątpliwości. Oznacza to bowiem, że rząd i inwestorzy przez dekadę działali nieracjonalnie i ponosili nadmierne koszty lub nie skorzystali z możliwości. Wcześniejsza wiedza o szykującej się nadwyżce mogła też przynieść dodatkowe przychody  budżetowe w postaci tzw. „transferu statystycznego” (mogliśmy sprzedać np. Holandii  1,16 proc nadwyżkę, czyli 9,7 TWh za co najmniej 800 mln zł; ceny transferów wynosiły ok. 20 Euro/MWh). GUS, wiedząc o rezerwach statystycznych w energetycznym wykorzystaniu biomasy powinien znacznie wcześniej wdrożyć procedury, które poprawiłyby wiarygodność danych statystycznych w zakresie biopaliw stałych.  W krajach, które stawiają  na biomasę na cele grzewcze dane statystyczne zbierają np. kominiarze (Austria).

Wykazany przez GUS „sukces dekady” w OZE może, równie nieoczekiwanie, stać się początkiem innego rodzaju kłopotów w kolejnej dekadzie. UE zakłada dalszy szybki wzrost OZE w latach 2021-2030 i coraz bardziej ogranicza niezrównoważone wykorzystanie biomasy  i oczywiście dostosowuje metodologię. Pierwszy punkt kontrolny postępów w rozwoju OZE wg nowej dyrektywy OZE  to udziały energii z OZE w 2022 roku (KE będzie weryfikowała dane w 2023 roku).  Do końca 2022 roku Polska powinna utrzymać stan z 2020 roku i dodatkowo osiągać 20% nowego celu z lat 2021-2030. Jeżeli nawet faktyczne w 2020 roku doszło do zbiegu wielu niezwykle korzystnych zjawisk, to trudno zakładać, że trend wzrostu wykorzystania biomasy bez realnych inwestycji w dedykowane kotły najwyższej klasy i pozyskanie dobrej jakości drewna się utrzyma, będzie raczej odwrotnie- nastąpi regres.

W ramach Fit-for-55 UE planuje objąć opłatami za emisję CO2 dotychczasowy sektor „non-ETS”, w tym m.in. indywidualne ogrzewanie domów jednorodzinnych i wielorodzinnych. Cele emisyjne w tym segmencie na 2030 rok będą liczone na zasadzie tzw. burden sharing, biorąc pod uwagę emisje w referencyjnym 2005 roku i ostatnie dostępne dane (prawdopodobnie za 2020 rok). Świetnym wynikiem za 2020 rok w wykorzystaniu biomasy w ogrzewnictwie wykazaliśmy olbrzymi postęp w redukcji emisji CO2 (wzrost ilości biomasy o 50% w latach 2005-2020) w sektorze non-ETS i zapewne czynnik ten będzie wzięty pod uwagę przy wyznaczaniu nowych, równie ambitnych celów. 

Możemy dowcipkować (co zresztą ma miejsce na forach branżowych) nt. „cudu statystycznego”, jednak byłoby to nie na miejscu wobec powagi sytuacji. Stajemy jako kraj wobec wątpliwości co do faktów, ale i niepewności co do dalszych trendów i skali wyzwań, które nas czekają. Dlatego w interesie nas samych leży wyjaśnienie być może największego zaskoczenia w całej energetyce w 2021 roku.