sobota, kwietnia 24, 2021

Unikanie jasnego stanowiska w sprawie polityki klimatycznej nie służy budowaniu pozycji Polski

Unikanie jasnego stanowiska w sprawie polityki klimatycznej marginalizuje Polskę nie tylko w UE, ale i na arenie międzynarodowej.  Wystąpienie prezydenta Andrzeja Dudy podczas zorganizowanego przez prezydenta Joe Bidena szczytu Leaders Summit on Climate potwierdza, że jako kraj ciągle jesteśmy w sprawach strategicznych zakładnikiem górnictwa i energetyki węglowej. Tymczasem górnictwo to problem krótkoterminowy, a przyszłość dużego kraju zależy od strategii długoterminowej.

Oczekiwania  przed szczytem, także w Polsce, były duże. Jedni uważali, że to okazja do nawiązania lepszych relacji z administracją Bidena. Drudzy, że to dobra okazja aby dopowiedzieć, że Polska realizuje unijny cel neutralności klimatycznej ‘2050. Inni wierzyli, że pojawią się plany śmiałych inwestycji w OZE w czasie wychodzenia z kryzysu i  okresie do 2030 roku  (możliwość wykorzystania funduszy UE i tworzenie miejsc pracy w regionach w których będzie ich ubywać z powodu zmniejszania udziału węgla w energetyce). Okazało się, że ci ostatni dobrze rozumieli intencje organizatora szczytu.

O kluczowym znaczeniu działań na rzecz ochrony klimatu jak i szybkiej transformacji energetycznej oraz tworzenia zielonych (postcovidowych) miejsc pracy w najbliższych 10 latach mówił i prezydent Biden i jego specjalny wysłannik John Kerry na zakończenie szczytu. Wystąpienie prezydenta Andrzeja Dudy poszło w innym kierunku. Było nakierowane na zapewnienie trwałości aktualnych miejsc pracy w górnictwie, na węglową historię oraz "tu i teraz", albo na przygotowania do działań, które można by realizować w tej dekadzie, ale będą realizowane znacznie później.

Warto jednak na wstępie odnotować, że na szczyt zostało zaproszonych 40 głów państw, z których 17 (w tym niechlubnych liderów: Chiny, USA, Indie, Rosja) odpowiadających  za ok. 80%  globalnych emisji i globalnego PKB. W tej grupie względnie „bogatych trucicieli”, co prawda na samym końcu lokuje się Polska. Prezydent Biden zaprosił także szefów innych krajów, które albo” demonstrują” silne przywództwo klimatyczne (np. Wielka Brytania i cała UE, ale obecnie też USA – redukcja CO2 do 52% do ‘2030) albo są szczególnie narażone na wpływ klimatu (kraje afrykańskie) wytyczają innowacyjne ścieżki prowadzące do gospodarki o zerowej wartości emisji netto (np. Dania, ale też Korea, a nawet Brazylia), przodują w zielonych innowacjach (np. Niemcy, Izrael). Dodatkowo zaprosił liderów biznesu i społeczeństwa obywatelskiego. Obrady odbywały się w  kilku sesjach w tym:

  • Ambicje klimatyczne (z udziałem m.in. premiera Johnsona, prezydenta  Putina oraz Kanclerz Merkel)
  • Inwestycje klimatyczne
  • Innowacje klimatyczne
  • Gospodarka na rzecz klimatu (z udziałem m.in. prezydenta Dudy i premiera Sancheza)

Za kluczowe zobowiązanie przedstawione przez prezydenta Dudę należy uznać to zdanie: W Polsce w ciągu najbliższych dwóch dekad zamieramy zbudować zeroemisyjny (?) system energetyczny dzięki czemu udział węgla  zmniejszy się z obecnych 70% do nawet (!) 11 % w 2040 roku. Liczby (udziały), przedmiot (paliwo, a nie CO2) ale i odległa data jeśli chodzi o wysoce emisyjne i drogie paliwo na wyczerpaniu) wyróżniają się konserwatyzmem w zestawieniu z ambicjami uczestników szczytu. Uspokojenie  światowej opinii publicznej mogło przynieść  potwierdzenie (w sumie najważniejsza deklaracja), że Polska partycypuje w cel UE  redukcji emisji do roku 2030 do co najmniej 55%, ale to raczej jest oczywiste dla wszystkich w przypadku członka UE. Dlatego deklaracje strony polskiej wypadły blado w odniesieniu choćby do przedstawionych w na samej sesji, hiszpańskich. 

Portal Politico zauważył, że Polska i Hiszpania pokazują dwa oblicza transformacji energetycznej na szczycie klimatycznym. Zdaniem portalu  Hiszpania jest prawie gotowa do pełnej dekarbonizacji i może teraz czerpać korzyści , podczas gdy Polska dopiero zaczyna i ledwie ogranicza emisję i nieśmiało wycofuje się z energetyki paliw kopalnych, a tymczasem właśnie o ambicje  chodziło na szczycie pod przewodnictwem USA. Brak ambicji klimatycznych prezydenta Trumpa spowodował, że USA przegrały i w energetyce węglowej i słonecznej (fotowoltaika- produkcja ogniw PV i paneli) oraz wiatrowej, a także w w kilku innych "green-tech", a kopalnie węgla i tak są zamykane z powodu braku rentowności i gospodarczego sensu ich eksploatacji.

Dopóki Polska nie przepracuje polityki klimatycznej i energetycznej taka konfrontacja na programy pro klimatyczne i rozwojowe będzie przynosiła  nam wszystkim coraz większe szkody na wielu frontach. Też w sojuszu transatlantyckim. Sekretarz generalny NATO Stoltenberg i inni członkowie (było to też pierwsze w historii spotkanie ministrów obrony poświęcone zmianom klimatycznym) zapowiedzieli plan działań NATO w zakresie bezpieczeństwa klimatycznego i wezwali kraje do szerszego uwzględnienia kwestii klimatycznych na forach wielostronnych, w tym w misjach pokojowych ONZ.

Niestety polskie stanowisko (przy odpowiedzialnosci za 1% globalnych  CO2) w kilku punktach było zbliżone do stanowiska Rosji (5% globalnych emisji). Oba kraje podkreślają szczególną rolę energetyki jądrowej i gazu w swoich działaniach klimatycznych (co jest zadziwiające zwłaszcza w przypadku Polski). Oba stawiają na absorpcję CO2 w ekosystemach. Rosja szczyci się „ogromnym wkładem w absorpcję globalnych emisji dzięki zdolności absorpcyjnej swoich ekosystemów”, które faktycznie z uwagi na obszar kraju  mogą być  znaczące (Władimir Putin oszacował je na 2,5 miliarda ton ekw. CO2 rocznie). Prezydent Duda z kolei postulował, że koncepcja Leśnych Gospodarstw Węglowych zasługuje na usankcjonowanie w ramach międzynarodowego porządku prawnego.  Obydwa kraje mówią też o CCS – najdroższej obecnie technologii, której rozwój od lat nie postępuje tak jak oczekiwano.

Zarówno w Rosji jak i w Polsce w rozmowach klimatycznych dominują odwołania  do (odległej już) historii. Prezydent Władimir Putin stwierdził, że  w porównaniu z 1990 r. Rosja zmniejszyła emisje gazów cieplarnianych o połowę - z 3,1 miliarda do 1,6 miliarda ton ekwiwalentu CO2, co było wynikiem „fundamentalnej restrukturyzacji rosyjskiego przemysłu i energetyki w ciągu ostatnich 20 lat”. Prezydent Duda wypowiedział się podobnie: „Polska wygospodarowała ogromną nadwyżkę redukcyjną CO2, którą zrealizowaliśmy postanowienia Protokołu z Kioto z 1997 roku. Ta nadwyżka przy założeniu 6% redukcji w naszym przypadku wynosiła aż 27%”.

Różnica pomiędzy Rosją, a Polską dotyczy sprawiedliwej transformacji (Rosja nie eksponuje tego tematu jako problemu). Zaskoczeniem było, że  Putin zapowiedział stworzenie infrastruktury do produkcji wodoru jako surowca i źródła energii (szkoda, że ten wątek nie pojawił się w polskim stanowisku, skoro jednak obok bez-wodorowej PEP mamy strategię wodorową) oraz działania na rzecz zmniejszenie emisji metanu (w tej cześć trudno było odgadnąć o co Putinowi chodzi- być może o obawę przed nałożeniem przez UE opłat za emisje uwalnianego metanu podczas wydobycia i przesyły gazu, a może myśli o wykorzystaniu Nord Stream do przesyłu deficytowego w UE wodoru?).

Szkodaże w kwestach polityki  klimatycznej musimy się licytować z Rosją w kosztowanej ale nieproduktywnej grze pozorów, a nie współtworzyć wspólną strategię z Zachodem. To nie przypadek, że w podsumowaniu  dyskusji prezydent Biden podkreślił, że działania na rzecz klimatu mogą stanowić największą gospodarczą szansę tego stulecia i wezwał  przywódców do skupienia się na tych możliwościach. Wydaje się, że w wystąpieniu  Prezydenta Andrzeja Dudy pobrzmiewają ciągle węglowe resentymenty z czasów rządów Premier Beaty Szydło i bieżące wydarzenia związane z podpisaniem porozumienia rządu z górnikami (sprawa ważna, ale nie strategiczna, zwłaszcza dla społeczności międzynarodowej), podczas gdy obecnie rząd i cały kraj są już znacznie dalej w akceptacji i praktycznej realizacji neutralności klimatycznej.

Polska ma czas na przygotowanie jeszcze bardziej strategicznie ukierunkowanego na gospodarkę i innowacje stanowiska na listopadowy COP 26 w Glasgow. Wypada mieć nadzieję, że rząd, we współpracy z kancelarią Prezydenta Dudy wypracują kolejne stanowisko  wybiegające w neutralną klimatycznie przyszłość (pierwszy krok to cele '2030), skupiające się na realnych zielonych inwestycjach do 2030 roku. W świetle dyskusji i zapowiedzi prezydenta Bidena o globalnych instrumentach finansowych na rzecz zielonej transformacji (całkowite wycofanie się z finansowania węgla i paliw kopalnych) grozi nam globalna marginalizacja.

Z drugiej strony poważniejsza refleksja po szczycie (o ile nadejdzie) może stać się okazją do wzmocnienia kadrowego administracji w tym strategicznym obszarze, włączenia w prace klimatologów i ekonomistów oraz przeprowadzenia dodatkowych analiz, które potwierdzą, że dalsze trzymanie się starej powęglowej narracji  nie broni się już ani gospodarczo ani społecznie. W tym sensie udział Polski i Prezydenta Andrzeja Dudy w  szczycie Leaders Summit on Climate może mieć bardzo korzystne następstwa w zakresie lepszego zrozumienia problemu i rozpoznania naszych strategicznych celów.

Brak komentarzy: