Kiedy 10
lat temu kierowałem pracami nad pierwszym projektem ustawy o OZE, najtrudniejszym
dla mnie problemem było takie skonstruowanie regulacji aby jej beneficjentem
była jak najszersza rzesza obywateli oraz aby dotrzeć z ideą ustawy do jak
najszerzej grupy obywateli i ją odpowiednio przedstawić także tym, których na
rynku jeszcze nie było.
niedziela, listopada 03, 2013
Aukcje dla OZE bez oceny skutków regulacji - droga na skróty czy na manowce?
Autor:
Grzegorz Wiśniewski
4
komentarze
niedziela, października 27, 2013
Aukcje na energię z OZE - unikalny przykład gorliwości rządu we wdrażaniu prawa UE w obszarze środowiska i klimatu, niezrozumienie czy blef?
Oficjalna teza jest taka, że nowa, zaskakująca propozycja legislacyjna to proste następstwo refleksu, przezorności, planowania i wręcz przejaw krajowego kunsztu w zakresie podejścia do "rynkowego" wdrażania prawa UE. Na dzisiaj bardzo trudno jest to potwierdzić. Pierwsza z tez przeciwnych mówi o tym, że kilku wielkim korporacjom nie podobał się projekt ustawy OZE. Zamówiły u osób którym nie są bliskie problemy OZE opracowanie, które wesprze zainicjowanie regulacji korzystnej dla nich. W efekcie taki pomysł pod sztandarami tworzenia (pozornego) rynku i wątpliwej liberalizacji oraz pozornych oszczędności został podrzucony do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów (KPRM), która niezbyt świadoma powagi zadania ale przekonana do jakiejś swojej szerszej idei, podjęła się „uzdrowienia” chorej sytuacji w sektorze OZE. Przy obecnym stanie rozwoju ryku OZE w Polsce aukcje rzeczywiście mogą „wyleczyć” sektor OZE, ale z konkurencji i po szybkim "oczyszczeniu" przedpola z mniejszych podmiotów oddać go niemalże w całości w ręce korporacji. Druga teza mówi o tym że do KPRM dotarła informacja że Komisja Europejska (KE) pracuje nad nowymi wytycznymi dotyczącymi pomocy środowiskowej i energetycznej na lata 2014-2020 („Nowe Wytyczne Środowiskowe”- NWŚ), gdzie w pierwszej wersji dokumentu pojawiły się aukcje jako jeden z preferowanych systemów wsparcia OZE. Jest jeszcze teza o blefie polegającym na znalezieniu przez rząd pretekstu (np. obserwowanie wyników pojedynczych aukcji dla wybranych technologii OZE na Dalekim Wschodzie, Afryce i Ameryce Łacińskiej jako "taniego" modelu dla Polski) do przerwania prac nad poprzednią wersją ustawy o OZE, aby spowolnić rozwój OZE (do tego biurokratyczny system aukcyjny się nadaje) i przenoszone w taryfy koszty w okresie najbliższych 2 latach, tzn. do wyborów. Wtedy zostałoby po staremu, tzn. zarabialiby ci co dotychczas (dosłownie „garstka” podmiotów czerpiąca garściami z systemu wparcia), a płaciła cała reszta. Tak odczuwana niesprawiedliwość jeszcze bardziej zdyskredytuje branżę w oczach społeczeństwa, która bez poparcia społecznego nie będzie mogła się rozwijać także w dalszej perspektywie.
Brak odpowiedzi na pytanie "dlaczego aukcje" nie służy konstruktywnej debacie i odpowiedzialnej krytyce.
Nie warto teraz zanurzać się w spiskowych teoriach (to zadanie dla NIK i ew. innych państwowych służb o znanych trzyliterowych skrótach). Oczywistym wydaje się tylko, że w tej sytuacji potrzeba poszerzenia perspektywy, a złożoność i waga problemu (wszak chodzi też o duże pieniądze) oraz dynamika zmian otoczenia uzasadniałyby na okoliczność diagnozy, monitorowania i korekt w systemie wsparcia OZE powołanie np. stałej rady lub interdyscyplinarnego zespołu ds. aktualizacji kosztów OZE i weryfikacji niezbędnego poziomu wsparcia.
Wobec braku pełnej informacji o kulisach i przesłankach prac rządowych można skupić się jedynie społecznej ocenie jakości i wyników prac, ale ze znacznie szerszej perspektywy.
Z pewnością wcześniej warto przyjrzeć się znacznie bardziej przejrzystym, choć nie mniej kontrowersyjnym pracom UE nad NWŚ oraz ew. uznaniem systemu aukcyjnego, który może się okazać jednym z preferowanych systemów wsparcia OZE po 2014, roku jako ważnym czynniku, który powinien być brany pod uwagę i twórczo wykorzystany w polskich regulacjach rynku energii (nie tylko rynku OZE).
Wróćmy zatem do krótkiej historii idei aukcjoningu w promocji OZE i jej przedziwnej i błyskawicznej kariery w Polsce.
W ub. roku Dyrektoriat ds. Konkurencyjność ( DG Comp.) zaczął prace nad NWŚ. Jak zwykle pierwszym etapem były konsultacje z państwami członkowskimi. Przesłany do KE w październiku 2012 przez UOKiK dokument , jeśli chodzi o OZE, w zasadzie dobrze opisał sytuacje w Polskę, poza jednym elementem. Odpowiadając na pytanie dot. p. 109C obecnych „wytycznych” UE - czy biomasa w Polsce rzeczywiście potrzebuje wsparcia – przemilczał pomoc dla współspalania, a odniósł się tylko do „drogich” instalacji dedykowanych które zdaniem urzędu wymagają wysokiego wsparcia.
Ale cała dotychczasowa praca KPRM i MG poszły w kierunku samych aukcji na tzw. stałą taryfę, oderwaną od rynku energii, a nie nad zrozumieniem istoty FiP i wskazuje na brak refleksji nad istotą NWŚ.
Dokument ten wywołał konsternację w krajach członkowskich. W szczególności Niemcy wyraziły olbrzymie niezadowolenie że dokument ten miałby dopuścić w jakiejkolwiek formie do pomocy publicznej dla energetyki jądrowej. Komisarz Almunia z DG Comp. osobiście się z tego tłumaczył i już zrewidował swoje stanowisko. Dokument wywołał też olbrzymie kontrowersje wewnątrz KE, gdyż uderza w fundamenty UE: zasadę zrównoważonego rozwoju, pomocniczości itd. i – zdaniem brukselskich prawników - wychodzi poza zakres w jakim w ramach traktatu lizbońskiego KE może się poruszać.
Mamy zatem w Polsce sytuację taką, że z wielkim zapałem i mechanicznie wdrażamy jeszcze nieistniejący dokument stosukowo niskiej rangi, który nie wiadomo jakie ostatecznie będzie zawierał wytyczne dot. wsparcia OZE, podczas gdy od 3 lat nie wdrożyliśmy zasadniczej dyrektywy o promocji OZE, obowiązującej od 4 lat (nie mówiąc o innych dyrektywach dot. środowiska i rynku). Wtedy gdy przyjmowana była dyrektywa UE zalecała i jeszcze zaleca zupełnie inne podejście do pomocy publicznej dla OZE. Chcemy tym razem przeskoczyć pewne etapy, które nie są do przeskoczenia dla tych którzy solidnie nie pracują.
Nie bierzemy też pod uwagę, że NWŚ będą tylko wytycznymi, a nie obowiązkiem i każdy narodowy, uzasadniany zrównoważonym rozwojem OZE system wsparcia możemy notyfikować w KE. Aukcjoning w OZE generalnie sprzyja spowolnieniu rynku i uprzywilejowaniu wielkich, korporacyjnych inwestorów, kosztem inwestujących w małe, rozproszone źródła. Tylko niektóre kraje z naprawdę "mocnymi", zdywersyfikowanymi i stabilnymi rynkami rozwiniętymi innymi instrumentami (FiT, TGC, FiP) będą mogły sobie na to ew. pozwolić. Jest wątpliwym aby ktokolwiek inny mógłby się zdecydować na "ortodoksyjną" wersję proponowaną obecnie przez polski rząd (aukcjoning "totalny", z jednym/dwoma koszykami), w istocie doktrynerską.
Skupiając się w pracy i debacie na „aukcjach” a nie na rzetelnej ocenie sytuacji w sektorze OZE w kraju i wybiórczo czytając dokumenty tworzone w Brukseli, proponujemy „pisany na kolanie” system wsparcia, który będzie drogim, zawęzi konkurencję na rynku OZE i uniemożliwi wejście na rynek taniejących technologii innowacyjnych, oderwie ten sektor od rynku energii oraz paradoksalnie, jeszcze bardziej oddali kraj od realizacji zasadniczych unijnych celów zarówno jeśli chodzi o OZE jak i budowę rynku energii i ochronę klimatu.
Więcej w kolejnym wpisie na odnawialnym.
Autor:
Grzegorz Wiśniewski
0
komentarze
niedziela, października 20, 2013
Czy można jeszcze zapobiec wypaczeniu przez rząd idei OZE jako społecznie i gospodarczo atrakcyjnej koncepcji rozwojowej?
Marcowa zapowiedź premiera Tuska z marca br.
aby „przyciąć OZE”
jest realizowana coraz konsekwentnej i z dużą gorliwością przez rząd i staje
się faktem. Mam tu na myśli puste i permanentnie niedotrzymywane obietnice,
zwodzenie „genialnymi” pomysłami oraz prawną blokadę rozwoju branży pozostawionej
w przestarzałym (repezentującym nieaktualne zobowiązania) systemie wsparcia. Elementem tego jest w szczególności
brak dopuszczenia do uczestnictwa w
rynku całej rzeszy niezależnych producentów energii, w szczególności tych
jeszcze „nienarodzonych”, którzy mogliby otworzyć nowe perspektywy dla
polskiego rynku OZE. Ostatnio
proponowanym negatywnym mechanizmem selekcji mają być aukcje. Przetrwanie w tym systemie
może się udać tylko największym i najzamożniejszym i to im w rezultacie zapłaci
podatnik, zresztą podobnie jak to ma miejsce obecnie. Nadal nie
będzie się liczyło, czy inwestor przyczynia się do rozwoju gospodarki, jaki jest potencjał replikacyjny
tego co proponuje, wartość dodana. Za to ci wybrani dostać mają więcej niż
obecnie, bo ceny energii z OZE w nowym systemie muszą być wyższe, aby pokryć całość podnoszonego ryzyka i
niepewności.
W efekcie może dojść do długookresowego zatrzymania
rozwoju rynku OZE. Nawet nie na kilka lat, jak być może planował Premier (temu generalnie służy system aukcji),
ale na całą dekadę lub więcej. Rozpoczyna się walka całej branży o przeżycie. W
tak dramatycznej sytuacji działają typowe mechanizmy obronne jak ucieczka
deweloperów i mniejszych inwestorów do
możnych protektorów (państwowe korporacje za niższą cenę przejmują lepsze
projekty) lub ustawianie się bardziej sfrustrowanych w kolejce do niedoszłych
aukcji, które niektórym wydają się szansą na ratunek dla sektora. Nie wiedzą
tylko kiedy do tej selekcji dojdzie, ale woleliby wcześniej niż później.
Ale wszystkim razem wypada się dziwić.
Uważam, że jest jeszcze szansa, także na refleksję po stronie rządu aby zapobiec katastrofie i po stronie branży aby uniknąć grzechu zaniechania. Konieczne jest do tego, aby te organizacje OZE, którym bliska jest energetyka odnawialna „z ludzką twarzą”, razem, we współpracy z samorządami i organizacji ekologicznymi zwróciły się do rządu ze stanowczym wnioskiem o opamiętanie się i rewizję koncepcji podrzuconej do Ministerstwa Gospodarki, która nie ma swojego autora, ale będzie miała olbrzymie negatywne konsekwencje.
Autor:
Grzegorz Wiśniewski
0
komentarze
poniedziałek, kwietnia 01, 2013
Nowa strategia energetyczna wg Premiera: przycinać OZE aby nie urosły i dokarmiać atom z węglem?
W ostatnich tygodniach po tzw. "naradzie energetycznej u premiera" w dniu 12 marca i po posiedzeniu rządu w sprawie trójpaku energetycznego w dniu 26 marca, premier Donald Tusk
włączył się w dyskusję nt. przyszłości energetyki
i kształtu przygotowywanych regulacji. Zrobił to w taki sposób, jakby strategia PGE miała się stać (?) strategią krajową (o czym dalej), ale poruszył też na kilka spraw zaadresowanych stricte do sektora OZE i wartych konstruktywnego przemyślenia.
Wobec pata legislacyjnego na jaki trafił
na forum rządowym duży trójpak i ustawa o OZE oraz nieprzemyślanych i doraźnie
podejmowanych działań posłów i ugrupowań w ramach prac sejmowych nad tzw. „małym trójpakiem” i niekończącej się i coraz bardziej jałowej dyskusji interwencja premiera była
jak najbardziej oczekiwana i jest na miejscu. Efektem ostatnich rozmów jakie
prowadził premier Tusk m.in. z wicepremierem Januszem Piechocińskim miało być
[patrz w PS. - aktualizacja informacji] wyłącznie spraw związanych z OZE i szerzej - z wdrożeniem dyrektywy
2009/28/WE - z małego trójpaku i
kadłubkowej nowelizacji Prawa energetycznego (ta koncepcja była szerzej krytykowana na odnawialnym) i przyśpieszenie prac nad ustawa o OZE, co też (nawet samą rozmowę na ten temat) należy ocenić pozytywnie.
Toruje to bowiem drogę do szerokiego uregulowania problematyki OZE w sposób
kompleksowy i trwały, a to może się stać tylko dzięki uchwaleniu ustawy o OZE.
Dobrze że taka decyzja o procedowaniu ustawy o OZE zapadła niezależnie od formalnego wszczęcia procedury karnej wobec Polski za niewdrożenie dyrektywy
(do tej pory to zagrożenie było
formalnie głównym argumentem posłów wnioskodawców za ujmowaniem kwestii OZE w
małym trójpaku, i tylko w tej regulacji jako rzekomo "załatwiającej sprawę") oraz że tej decyzji towarzyszy deklaracja premiera, że rząd
będzie działać tak, aby „grożące z powodu opóźnień we wdrażaniu zawartych tam
(tzn. dużym trójpaku) rozwiązań kary finansowe ze strony Komisji Europejskiej
(za niewdrożenie dyrektywy o OZE) nie dotknęły Polski”. Biorąc pod uwagę
procedury unijne (kary naliczane są od daty wyroku ETS , a te zapadają
zazwyczaj 1-2 lata od daty wszczęcia procedery) ww. deklaracja oznaczać może, że rząd
zakłada perspektywę ok. roku na uchwalenie ustawy o OZE w wersji pełnej, z
systemem wsparcia (tych elementów brakowało w małym trójpaku).
Autor:
Grzegorz Wiśniewski
9
komentarze
sobota, grudnia 15, 2012
O braku woli wdrożenia dyrektywy 2009/28/WE o promocji odnawialnych źródeł energii i spychaniu na boczny tor prac nad ustawą o OZE
26-go listopada w Sejmie miało miejsce wysłuchanie poselskie w sprawie wdrożenia dyrektywy o promocji OZE w Polsce. Znamienne było to, że spośród parlamentarzystów na sali, za wyjątkiem posła Kalisza z SLD, byli w zasadzie tylko członkowie Klubu Poselskiego Ruchu Palikota (RP). Mała zatem część parlamentarzystów jest tematem zainteresowana i pewnie jeszcze mniejsza część jest tym autentycznie zatroskana. Tematyka i samo wydarzenie nie odbiły się większym echem w mediach. Wsparcie dla szybkiego wdrożenia projektu ustawy o OZE nie było też duże. Najbardziej jednoznacznie zostało wyartykułowane niezawodnie przez prof. Macieja Nowickiego, Krajową Izbę Elektroniki i Telekomunikacji KIGEiT (warto aby środowiska OZE zwróciły większa uwagę na ten fakt) oraz Związek Pracodawców Forum Energetyki Odnawianej ZP FEO (tu nie ma zaskoczenia).
Jestem świadom niedociągnięć, ale uważam, że jako całość, jest to obecnie najlepsza, kompleksowa (choć za wąsko ujmuje kwestię zielonego ciepła) propozycja wdrożenia w Polsce dyrektywy 2009/28/WE. Uważam też, że już dawno powinna być wyłączona z tzw. trójpaku energetycznego”, gdzie chodzi też o nowelizację Prawa energetycznego i Prawa gazowego. Gdzie „pod dywanem” buldogi korporacyjne walczą o swoje interesy, nie oszczędzając przy tym obywatelsko pomyślanego projektu ustawy o OZE. Prace nad ustawą o OZE zamiast przyspieszać – zwalniają. Obawiam się też, że obecny wzbierający na sile lobbing bardziej wpływowych i bogatszych grup interesu (oddziaływających, poza świadomością i kontrolą społeczną - metodą „korytarzową” bezpośrednio na ministerstwa i posłów) bardziej popsuje niż poprawi projekt regulacji i bardziej go zablokuje niż popchnie do przodu. Za potwierdzeniem tej tezy posłużyć mogą stanowiska niektórych ministerstw zgłoszonych już na pierwszym etapie prac RM nad projektem ustawy o OZE – na Komitecie ds. Europejskich RM.
Za wysoce niemerytorycznie, wręcz skandaliczne uważam uwagi do projektu ustawy zgłoszone przez Ministerstwo Skarbu Państwa (MSP). MSP pisze cynicznie, że są to uwagi o charakterze „europejskim” , że bez współspalnia Polska nie osiąganie 15% udziału OZE jako krajowego celu dyrektywy 2009/28/WE, podczas gdy jest dokładnie odwrotnie – utrzymani współspalania blokuje inwestycje w OZE i oddala nas każdego dnia od celu. Wszystkie z 47 instalacji elektorownianego złomu, które obecnie uprawiają współspalanie wyniszczające stare kotły i które w większości nie spełniają wymogów ekologicznych, wypadną w ciągu kilku lat z eksploatacji zostawiając dziurę, którą coraz trudniej będzie zasypać (brak czasu i zmarnowane środki na wsparcie współspalania).
Wielkim rozczarowaniem jest stanowisko Ministerstwa Finansów (MF), zwłaszcza, że od strony ekonomicznej projekt ustawy ma dobrą OSR, znacznie lepsza niż szereg propozycji zgłaszanych przez MF. Zamiast zobaczyć w ustawie o OZE szanse na inwestycje prywatne, w tym obywateli- prosumentów (wtedy gdy spadają publiczne i gdy grozi widmo kryzysu) i zamiast stać za budową rynku zielonej energii ( a nie niszczącego gospodarkę monopolu), MF jest przeciwne np. instalacji inteligentnych liczników (aby prosument miał wiedzę i mógł racjonalizować swoje działania a operator działać w sposób planowy) oraz opowiada się za wyeliminowaniem wsparcia mikroinstalacji zaproponowanych przez MG systemem stałych taryf typu FiT (choć bez tego skarb państwa będzie musiał dopłacać do odbiorców wrażliwych i spółki dystrybucyjne ponosić nakłady na rozwój sieci pod większe źródła i na balansowanie mocy). To właśnie bez mikroinstalacji OZE trudno wyobrazić sobie wdrożenie dyrektywy 2009/28/WE i sensowną modernizację i unowocześnienie sektora energetycznego. MF powinno na tym zależeć, tak samo jak MPiPS na miejscach pracy a MG na zielonej gospodarce i eksporcie. Stanowiska MSP i MF, nie tylko że są nieracjonalne i motywowane bieżącymi interesami korporacji. Odbiegają zdecydowanie od oczekiwań społecznych w sprawach związanych z rozwojem energetyki. W swojej większości Polacy świadomie lub choćby intuicyjnie popierają bowiem OZE – tego dowodzą wszelkie badania opinii publicznej, a rząd działa tak jakby nie baczył ani na interes społeczny ani racjonalizm gospodarczy, a niezrozumiałą obstrukcją wobec projektu ustawy o OZE i niefrasobliwością wobec dyrektywy 2009/28/WE tworzy olbrzymi problem dla swojego następcy.
Niestety Sejm RP nie mobilizuje rządu do racjonalnego, zdecydowanego i szybkiego działania. Wprowadza jeszcze większe zmieszanie i niejednoznaczność. Grupa posłów koalicji zgłosiła projekt tzw. „małego trójpaku” , który ma „technicznie” wdrożyć dyrektywy „ gazową” i elektryczną” i właśnie przy okazji tę o promocji OZE. „Techniczne” wdrożenie dyrektywy 2009/28/WE o promocji OZE oznacza wdrożenie formalne (bez systemu wsparcia) poprzez nowelizację Prawa energetycznego (Pe). W uzasadnieniu do swojej inicjatywy wnioskodawcy piszą: Komisja Europejska (KE)wszczęła wobec Rzeczypospolitej Polskiej dwa postępowania formalne w sprawie braku [wdrożenia] Dyrektywy 2009/72/WE [„elektrycznej”] oraz Dyrektywy 2009/73/WE [„gazowej”], (…) w związku z powyższym wydaje się zasadne szybkie procedowanie nad projektem ustawy [nowelizacji Pe] w celu uniknięcia negatywnych konsekwencji finansowych. Stwierdzenie to jest prawdziwe i opóźnienie naganne, ale nie ma jeszcze postępowania wobec braku wdrożenia dyrektywy 2009/28/WE, a skala negatywnych konsekwencji ze strony UE jest nieporównywalnie mniejsza niż konsekwencje jakie spowoduje pozostawienie w Pe niezmienionego systemu wsparcia OZE (o czym dalej). KE zaproponowała (domagać się może w Europejskim Trybunale Stanu ETS) kary w wysokości 88 919 EUR (364 tys. zł] dziennie licząc dopiero od ogłoszenia wyroku przez ETS w przypadku dyrektywy gazowej i 84500 EUR/dzień (346 tys. zł/dzień) w przypadku dyrektywy elektrycznej. Tymczasem system nadmiarowego i zbędnego, a nawet szkodliwego dla bilansu handlowego (import biomasy) i środowiska (podwyższona emisyjność jednostkowa) wsparcia dla współspalania już obecnie kosztuje ponad 1,5 mld zł rocznie (4 110 tys. zł/dzień), czyli o co najmniej rząd wielkości więcej niż hipotetyczna, wyznaczona w stosunku do ww. dyrektyw kara ze ew. niewdrożenie dyrektywy dot. OZE. Ilustruje to poniższa tabela. Samo współspalanie kosztuje nas (więcej na stronie IEO oraz na blogu odnawialnym ) ponad 4 mln zł dziennie, tj. 10-krotnie więcej niż jakakolwiek kara ze strony UE za niewdrożenie jakiekolwiek dyrektywy energetycznej.
Autor:
Grzegorz Wiśniewski
4
komentarze