28-go września Urząd Regulacji
Energetyki przeprowadził 3-cią w tym roku aukcję „migracyjną” z systemu zielonych
certyfikatów do systemu aukcyjnego dla
istniejących małych elektrowni na biomasę i na biogaz. Następnego dnia poinformował
o odwołaniu kolejnych, już ogłoszonych, trzech
kolejnych aukcji, m.in. dla nowych
biogazowni rolniczych i dużych elektrowni na biomasę. Jako powód Urząd podał opublikowanie
w dniu 29 września w Dzienniku Ustaw (co było całkowitym zaskoczenie dla
większości uczestników rynku) rozporządzeń Rady Ministrów zmieniających poprzednie
rozporządzenia w sprawie tegorocznych planów na aukcje. W zasadzie odwołano
wszystkie tegoroczne aukcje, także te jeszcze nieogłoszone np. na energię z dużych
elektrowni wiatrowych i systemów fotowoltaicznych.
niedziela, października 01, 2017
Czy leci z nami pilot – chwiejne rządowe ramy rozwoju energetyki odnawialnej
Autor:
Grzegorz Wiśniewski
0
komentarze
niedziela, września 10, 2017
Czy dyskusja o energetyce bez UE, Niemiec i sektora prywatnego ma sens?
Zakończyło się Forum Ekonomiczne w Krynicy. Energetyka była
jednym z ważniejszych tematów. Tradycją się stało że o energetyce na spotkaniu tej rangi rozmawiają przedstawiciele resortu energii i spółek energetycznych, narzekając zgodnie na UE i kreśląc plany inwestycyjne. Tym razem rząd i spółki skarbu państwa wysyłali
sygnały o gotowości do zmian w obecnie prowadzonej polityce energetycznej. Czy jednak nie za głęboko ugrzęźliśmy w koleinach prowadzących w zgoła innym kierunku niż idzie UE? Droga do realnej zmiany dotychczasowej narracji i polityki nie jest już obecnie ani prosta ani oczywista.
Minister Energii zapowiedział, że Elektrownia Ostrołęka będzie ostatnią nową
elektrownią węglową w Polsce i że powstaną 4,5 GW w nowych blokach elektrowni jądrowych. Wiceminister energii zapewniał że atom znajdzie
środki (75 mld zł), a model finansowy wykorzystujący środki krajowe „będzie zaskakujący”. PGE poinformowała o porzuceniu
pomysłu budowana w Elektrowni Dolna Odra nowego bloku węglowego i budowie blogu
gazowego. Prezes PGNiG zapowiedział, że dzięki inwestycjom w dostawy gazu i
faktowi, ze gaz w UE jest tani, po 2022 roku możemy całkowicie zrezygnować z
odbierania rosyjskiego gazu. Podczas Forum największy inwestor na świecie w
zielona energetykę - Europejski Bank Inwestycyjny (EBI) udzielił kredytów w
wysokości prawie 1 mld euro na strategiczne inwestycje w sektorze energetyki i
w sektorze naukowo-badawczym oraz przeznaczył dla Grupy Energa 250 mln euro na
modernizację i rozbudowę sieci dystrybucji energii elektrycznej w północnej i
środkowej Polsce. Suma tych informacji sprowokowała red. Jakubika z portalu Biznes
Alert (BA) do postawienia tezy o dokonanym w Krynicy zwrocie w polityce
energetycznej Polski. Choć dewaluacja haseł politycznych i wiarygodności
zapowiedzi w energetyce postępuje to faktycznie w komunikatach widać chęć
wycofania się z dotychczasowej twardej węglowej narracji. Ale jednocześnie brakuje
jaśniejszej wizji co dalej, tym bardziej, że wyartykułowana opcja gazowa (niestety
kosztowna) na bazie uniezależnienia się od Rosji może spotkać się po 2020 roku nieoczekiwanie z niską ceną gazu z
Rosji. Tak naprawdę Polska może w pełni kontrolować tylko ceny energii z OZE.
Autor:
Grzegorz Wiśniewski
0
komentarze
poniedziałek, sierpnia 21, 2017
Szansa dla ciepłownictwa i niejasności wokół konkursów na klastry energetyczne
W ślad za ogłoszeniem
przez NFOŚiGW naboru wniosków do konkursu „Wspieranie wytwarzania i dystrybucji
energii pochodzącej ze źródeł odnawialnych” (działanie
POIŚ 1.1.1), obejmującego produkcję
ciepła lub energii elektrycznej, a w
tych ramach także tzw. klastrów, Ministerstwo Energii (ME) ogłosiło konkurs na certyfikację klastrów. Certyfikacja wg
deklaracji ME (choć nie jest to wyraźnie napisane w regulaminie konkursu) ma
służyć temu, aby klaster mógł otrzymać dofinansowanie w konkursie POIŚ. Wnioski
można składać do końca września. To ważny konkurs dla OZE, być może największy
w całym okresie obecnego programowania środków UE na ochronę klimatu, a
jednocześnie budzi on pytania, na które nie można znaleźć prostych
odpowiedzi w dokumentach konkursowych.
W ramach POiŚ
dofinansowanie w wysokości nawet do 85%
wydatków kwalifikowanych, przy projektach do 15 mln Euro można uzyskać na budowę źródeł energii (łącznie z przyłączeniem do sieci
elektroenergetycznej lub ciepłowniczej) wykorzystujących:
- energię wiatru (powyżej 5 MWe)
- biomasę (powyżej 5 MWth/MWe)
- biogaz (powyżej 1 MWe)
- wodę (powyżej 5 MWe)
- energię promieniowania słonecznego (powyżej 2 MWe/MWth)
- energię geotermalną (powyżej 2 MWth).
Od ogłoszenia przez ME koncepcji rozwoju klastrów energetycznych w lutym 2016 roku i wpisania ich w ramy ustawy o OZE w czerwcu 2016 roku oraz od przekazania szeregu informacji medialnych, że rząd i samorządy (RPO) na klastry przeznaczą ponad 0,5 mld PLN, w Polsce powstały 60 inicjatyw klastrowych (dane szacunkowe na koniec czerwca br.), najwięcej w województwach małopolskim, dolnośląskim, pomorskim. Rozwinięto ambitne, innowacyjne koncepcje, które w znacznej części wymagałyby dotacji. Okazuje się, że zasadniczą formą wsparcia dla energii elektrycznej z OZE będą instrumenty zwrotne, ale wątpliwości jest znacznie więcej.
W sprawie klastrów energii, jako niespotykanej wcześniej i zagadkowej koncepcji, odbyły się spotkania komisji sejmowych, opracowano ekspertyzę im poświęconą (link do jej analizy). Rodzi się zatem pytanie oczywiste jak teraz, już w praktyce, na tle standardowych (już wcześniej sprawdzonych) procedur inicjatywy klastrowe będą finansowane i jak niemały trud tworzenia klastrów, w tym zawierania tzw. porozumień klastrowych przełoży się na mierzalne efekty gospodarcze i środowiskowe.
ME domagało się trybu pozakonkursowego wyboru projektów klastrowych. W czasie czerwcowej konferencji w ME nt. klastrów przedstawiciel Komisji Europejskiej (link do prezentacji), poza tym że wskazał na niewielką ilość środków z POIŚ 2014-2020 już wydatkowanych na zielone technologie -tylko 0,1% alokacji, (docelowo ma to być 20% całkowitego budżetu UE dla Polski) stwierdził, że projekty realizowane w klastrach należy potraktować jako pilotaż, natomiast zasadnicza część alokacji powinna bezzwłocznie zostać rozdysponowana w ramach "tradycyjnych" konkursów na produkcję energii elektrycznej lub ciepła z OZE, tak jak to oryginalnie było planowane. Stanowczo zarekomendował wyłącznie konkursowy tryb wyboru przy zapewnieniu jasnych i obiektywnych kryteriów wyboru. KE stawia też pytania dotyczące niezrozumiałej dla niej koncepcji klastrów w procesie notyfikacji ustawy o OZE.
Czytając treść ogłoszonych już konkursów (tylko na tym się opieram) można dojść do wniosku, że obiekcje zgłaszane KE nie zostały uwzględnione, a przynajmniej w efekcie końcowym ME (oceniając po praktycznych skutkach obecnych zapisów konkursowych) postawiło na swoim. Trzeba mieć nadzieję, że w tym sporze nie ma tu ryzyka po stronie inwestorów, ale już teraz wypada zadać kilka pytań.
Tylko na pierwsza rzut oka wydawać się może, że wg kryteriów konkursu zorganizowanego przez NFOŚiGW, spośród trzech ścieżek oceny projektów najwięcej punktów (produkcja ciepła, energii elektryczne i klastry energii) zbiorą inicjatywy klastrowe i wygrają z konkurencji z pojedynczymi projektami. Poniższa tabela zestawia kryteria merytoryczne i horyzontalne (są jeszcze formalne) i maksymalną możliwą do zdobycia punktację wg każdej ze ścieżek:
Konkurs szansą dla ciepłownictwa
Tego typu programy z silnym komponentem innowacyjnym w innych krajach doprowadziły w UE do powstania ponad 250 instalacji ciepłowniczych OZE (głównie energia słoneczna) z sezonowymi magazynami ciepła i z pokryciem nimi zapotrzebowania na ciepło w zakresie 5-50% oraz wspierały przejście na efektywne energetycznie ogrzewanie niskotemperaturowe. Tego typu rozwiązania na rzecz budowy nowych zielonych mocy i poprawy bilansowania ale bez wzrosty produkcji ciepła, budowane w UE coraz częściej bez dotacji (zazwyczaj wystarczy korzystny kredyt komercyjny lub instrument zwrotny), analizowane są w ramach projektu SDHp2m – Słoneczne systemy ciepłownicze - więcej pod tym linkiem. Nie można bowiem ze środków publicznych wspierać modeli biznesowych w ciepłownictwie nastawionych na sprzedaż większej ilości ciepła.
Jako przykład warto podać nowy program niemieckiego Ministerstwo Gospodarki, które w lipcu br. ogłosiło analogiczny nowy program wsparcia i konkurs dla projektów ciepłowniczych i kogeneracyjnych pt. "Pilotażowe projekty instalacji ciepłowniczych 4.0", w którym aby uzyskać dofinansowanie, sieć ciepłownicza musi dostarczać min. 50% ciepła ze OZE lub ciepła odpadowego. Na etapie już realizacji inwestycji, projekty mogą uzyskać tamże wsparcie do 50% całkowitych kosztów. Dodatkowo można uzyskać premię uzależnianą do efektywności kosztowej, która możliwa jest tylko wtedy, gdy cena ciepła spadnie poniżej 10 centów/kWh. W konkursie długoterminowe magazyny ciepła współpracujące np. z wielkowymiarowymi polami kolektorów słonecznych (w takich układach same pozwalają na pokrycie 50% zapotrzebowania odbiorców przyłączonych do systemu ciepłowniczego ) są uważane za standard, są bowiem o trzy rzędy wielkość tańsze od magazynów elektrycznych. Ale takie rozwiązania o dużym ryzyku technicznym i rynkowym nie powstaną bez postawienia w konkursie na innowacje i ambitne cele.
Wszystko byłoby znacznie prostsze i paradoksalnie nawet bardziej innowacyjne, przynajmniej jeśli chodzi o szansę na rozwój innowacyjnego ciepłownictwa, gdyby nie "innowacyjna nakładka” na POIŚ w postaci klastrów. Regulamin konkursu mówi, że po ostatecznej ocenie projektów kolejność na liście rankingowej będzie ustalona według liczby punktów uzyskanych przez projekt, odrębnie dla projektów dotyczących produkcji energii cieplnej i odrębnie dla projektów dotyczących produkcji energii elektrycznej lub produkcji energii elektrycznej i energii cieplnej (bez odrębnej listy dla klastrów), zaczynając od punktacji najwyższej.
Jednak regulamin konkursu POIŚ, mówi też, że projekty (nawet jak składane odrębnie na produkcję ciepła i energii elektrycznej) dotyczą inwestycji w instalacje OZE realizowane w ramach porozumień klastrowych, a podmiotami uprawnionymi do ubiegania się o dofinansowanie są koordynatorzy lub członkowie klastra energii. Procedury się wydłużają, a wnioskować o dofinansowanie na budowę OZE do wytwarzania ciepła i energii elektrycznej mogą zatem tylko klastry, które wcześniej uzyskają certyfikat KE, co ociera się o tryb pozakonkursowy i potwierdza prewencyjnie zgłaszane obawy KE. Powstaje pytanie czemu mają służyć dodatkowe kryteria oceny klastrów, skoro one i tak muszą przejść weryfikację na etapie certyfikacji? Czy będą wobec nich stosowane potrójne, łączne kryteria oceny: dla źródeł ciepła, dla energii elektrycznej i (jeszcze raz) dla klastrów? Czy być może kryteria dotyczę klastrów są tylko kierunkowe, informacyjne, ale niewiążące?
Wypada zatem bliżej zapoznać się z treścią dodatkowego konkursu ME na pozakonkursowe tryb (oficjalnie w celu „wymiany doświadczeń i promocji dobrych praktyk”) dopuszczenia klastrów do konkursu POiŚ. ME stawia pięć kryteriów merytorycznych, w tym kryteria jakościowe: SWOT strategii klastra, zgodność strategii rozwoju klastra energii z obowiązującymi miejscowymi dokumentami strategicznymi i planistycznymi, lokalny jego charakter (wykorzystanie lokalnych zasobów) i bardziej kontrowersyjne kryteria ilościowy określone: określenie zapotrzebowania klastra na energię oraz wykazanie minimalnego udziału energii z OZE.
W szczególności ME wymaga, aby w ramach realizacji całej, długoterminowej strategii co najmniej 50% zapotrzebowania klastra na ciepło albo 30% zapotrzebowania na energię elektryczną pokrywane było przez wytwórców będących członkami klastra energii (uzyskanie wartości opisanych w ramach kryterium powinno być przewidziane). Co w sensie prawnym znaczy słowo magiczny już w Polsce i ulubiony przez ME spójnik „albo” (ostatnio bulwersował w projekcie nowelizacji ustawy o realizacji inwestycji wiatrowych, bo powoduje, że nie byłoby zdefiniowania odległości elektrowni wiatrowych od zabudowań)?
Cel 50% dla ciepła wydaje się być akceptowalny, cel 30% dla energii elektrycznej jest nazbyt zachowawczy. Przy takich kryteriach/założeniach nie ma kryterium kosztowego, ani zachęt do ograniczania zużycia energii ani też specjalnych motywacji do magazynowania energii. Może to być problem dla bardziej ambitnych klastrów, ale też tych które zgodnie z celami POIŚ stawiają na OZE. ME wymaga bowiem aby „co najmniej 15% energii zużywanej przez członków klastra energii było produkowane z OZE (lub co najmniej 20% zużywanej energii jest produkowane w kogeneracji lub jest ciepłem odpadowym (łącznie)”. Nie wiadomo jak i czy spełnienie tych kryteriów będzie faktycznie weryfikowane. Trudno nazwać jednak także to kryterium ambitnym, jeżeli Polska już w 2020 roku ma mieć 15% energii z OZE, a średnia unijna w 2030 roku ma wynosić minimum 27%.
Mało ambitne cele na OZE powodują, że gro środków przeznaczanych pierwotnie (zgodnie z Umową Partnerstwa z UE) na OZE pójdzie na paliwa kopalne, a nawet nie na magazyny energii. Po co bowiem łączyć rożne źródła i budować magazyny energii dla źródeł pogodowo-zależnych jeżeli chodzi o stosunkowo niskie udziały pokrycie potrzeb własnych i niski cel udziałów energii z OZE?
Łatwo zauważyć, że kryteria dotyczące klastrów są nie tylko mało ambitne, ale też nieprzejrzyste i raczej nie ukierunkowane na rozwiązania innowacyjne. Dziwnie wygląda zwłaszcza kryterium które ma wspierać osiągnięcie ww. 30-50% pokrycie potrzeb mówiące o tym, że wnioskodawca (poza wizja rozwoju klastra) powinien przed Komisja Oceniającą „wykazać się determinacją do realizacji przedsięwzięć”. Wnioski o wydanie certyfikatów będzie oceniał społecznie działający panel ekspertów (udział w Panelu ekspertów jest nieodpłatny) i Departament Energii Odnawialnej. Jak zatem wnioskodawca ma wykazać się determinacją? Raczej nie wykonując np. 100 przysiadów przed Komisją Oceniająca, ale pytanie wcale nie jest banalne. Jak to jest możliwe że skomplikowane wnioski (a takimi niewątpliwe są wnioski klastrowe) o wartości rzędu kilkudziesięciu milionów złotych oceniane są w czynie społecznym? Normalnie solidna i wielostronna ocena takiego wniosku to łączny koszt minimum dziesięciu tysięcy złotych (czasami koszt 100 tys. zł może być uzasadniony) , a pojedynczy recenzenci np. w NCBiR nawet za znacznie prostsze i tańsze wnioski dostają co najmniej 2 tys. złotych. Ocena tego typu projektów bez wynagrodzenia jest co najmniej ryzykowna. Czy są jakieś inne korzyści na jakie będą mogli liczyć eksperci?
Pytań i wątpliwości związanych w sztandarowym konkursie na klastry jest za dużo. Na czerwcowej konferencji poświęconej klastrom Pan Minister Krzysztof Tchórzewski mówił (cytat za portalem GwZ): „Naszym obowiązkiem jest pewna informacja, która będzie powodować, że dla inwestorów musi być jasna perspektywa (…) chcemy, aby odbywało się to [wdrażanie inicjatyw klastrowych] w ten sposób, że przeprowadzamy dokładne analizy, żeby informacja o tym, co się dzieje na rynku, była pełna i w miarę przewidywalna”. Inicjatywy klastrowe, za którymi stoi ciężka praca i zorganizowane grupy fachowców, którym się jeszcze chce coś sensownego zrobić dla energetyki rozproszonej i OZE faktycznie zasługują na odpowiednia atencję, przewidywalność . Ale póki co ogłoszone konkursy nie spełniają tych właśnie oczekiwań jeśli chodzi o precyzyjną informacje dla wnioskodawców, ani nadziei jakie w koncepcji klastrów pokładały sam Minister Energii oraz NFOŚIGW jako instytucja wdrażająca, której zależy na przejrzystości działań, ani nie mieszczą się w misji Ministerstwo Rozwoju, które przed Komisją Europejska (i beneficjentami) oraz politycznie odpowiada za bezproblemowe wydatkowanie i rozliczenie całego programu. Przynajmniej cześć klastrów może czuć się rozczarowana, niedoinformowana lub nawet wprowadzona w błąd brakiem jasnej perspektywy ze strony rządu. Byłoby niezwykle cennym i pożądanym przez wnioskodawców gdyby na stronach internetowych obu konkursów pojawiały się odpowiedzi na te i inne pytania. Lepiej nawet zmienić/poprawić zapisy konkursu i wydłużyć terminy niż brnąć w ryzykowane rozwiązania, bo chodzi o zbyt duże środki i być może o ostatnią większa szansę na innowacyjną modernizacje polskiej energetyki i ciepłownictwa.
Autor:
Grzegorz Wiśniewski
0
komentarze
piątek, lipca 28, 2017
Rolnicy do pługa, koncerny do OZE! Kolejna nowelizacja ustawy o OZE wymierzona w najsłabszych
W trybie
ekspresowym przemknęła przez parlament trzecia już poselska nowelizacja ustawy
o odnawialnych źródłach energii (uOZE). Wpisuje się ona w już 6-letnie kalendarium prac nad
projektem i ustawą,
które zasadniczo jest historią psucia prawa i chaotycznych prób jego „naprawiania”.
W tej szybkiej i niespodziewanej nowelizacji (równolegle od miesiąca
procedowana jest już czwarta, tym razem rządowa i bardziej kompleksowa
nowelizacja uOZE i na niej branża skupia teraz uwagę) chodziło o zasady ustalania cen i zakupu
świadectw pochodzenia (popularnie określanych jako „zielone certyfikaty”) jakie
dostają producenci energii z OZE. Świadectwa pochodzenia energii zobowiązane są
umarzać spółki obrotu energią, w większości należące do państwowych koncernów
energetycznych lub (alternatywnie) wnosić na konto funduszu ekologicznego tzw.
opłaty zastępcze.
Zaskakującej odpowiedzi udzielił reprezentujący ME wiceminister Andrzej Piotrowski: Miałem okazję oglądać film, który pokazywał wywiad z przedsiębiorcami z terenu wiejskiego, byli to rolnicy, było pokazane ich obejście, nie było to wysoko zaawansowane technologicznie obejście, a kilkaset metrów dalej stała nowiutka konstrukcja turbiny wiatrowej. I na tym filmie (…), ci rolnicy właśnie wypowiadali się następującym tekstem: rząd obiecał nam ustawę, dzięki której my będziemy mogli prowadzić działalność. Proszę państwa, nie deprecjonując tych ludzi, trzeba powiedzieć, że to nie oni wymyślili ten biznes (…). Jest to niestety, powiedziałbym, dość kontrowersyjne wykorzystywanie rolników, którzy znają się na innych obszarach produkcji, a naraz wskoczyli w obszar, w którym ktoś im obiecywał złote góry bez jakiegokolwiek uzasadnienia”.
Widać, że to państwo nie dotrzymało słowa i właśnie dlatego obecną nagłą nowelizacją uOZE powinno pomóc przede wszystkim takim rolnikom, a nie koncernom kosztem rolników. To nie nieświadomi, oszukiwani polscy rolnicy są problemem, bo w innych krajach UE kilka milionów rolników z powodzeniem użytkuje instalacje OZE. Inwestycje rolników pod rządami poprzedniej ustawy były bardziej racjonalne niż inwestycje prosumentów po poprzedniej nowelizowanej uOZE w czerwcu ub. roku. Problemem jest coraz gorsze polskie prawo i sposób jego tworzenia z pominięciem rzeczowej dyskusji nad sytuacją tych najsłabszych.
1. W wypowiedzi Ministra Piotrowskiego padł jeszcze jeden dyskredytujący argument dotyczący samego filmu „nakręconego nomen omen za pieniądze zagraniczne przez jedną z organizacji ozowych”. Film powstał po wygranym międzynarodowym konkursie programu Life+ Komisji Europejskiej na projekty ekologiczne. Projekty te wstępnie ocenia, a potem współfinansuje zasłużony od ponad 20 lat dla polskiej ekologii Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (NFOŚiGW). Użyte w debacie „nomen omen za pieniądze zagraniczne” dyskredytuje także tych, którzy skutecznie walczą o dodatkowe środki dla Polski w międzynarodowych konkursach. Zarzut Ministra wobec finansowania filmu z programu Life+ , dyskryminujący jego autorów padł dokładnie wtedy gdy Prezes NFOŚiGW – dr Kazimierz Kujda podpisywał umowę na współfinasowanie innego projektu Life+ na wsparcie wdrażania polityki klimatyczno-energetycznej i badania jej wpływu na polską gospodarkę. Czy w takiej sytuacji (finansowanie „za pieniądze zagraniczne” rozwoju krajowej polityki ekologicznej) ME też powiedziałoby „nomen omen”?
2. Dla porządku tylko przy tej okazji wypada odnotować, że tak się akurat składa, że koncerny energetyczne, które nie kupują certyfikatów od producentów energii z OZE (takich jak ww. rolnicy), na konto NFOŚiGW wnoszą opłatę zastępczą (której wartość nowelizacja uOZE obniża, ale zachęca do jej uiszczania). System ochrony środowiska w wielu miejscach przenika się z energetyką.
Autor:
Grzegorz Wiśniewski
4
komentarze
wtorek, lipca 18, 2017
OZE też dla słabych i biednych- propozycja systemowej nowelizacji ustawy o odnawialnych źródłach energii
Jest to próba przestawienia w wersji skondensowanej (ale i tak tylko dla ambitnych) kluczowych elementów mojej półrocznej działalności społecznej w Narodowej Radzie Rozwoju przy Prezydencie RP (tu publikacji bieżących sprawozdań z prac mam wsparcie czasopisma Czysta Energia - co miesiąc pozwala na dłuższe teksty) poszukiwań własnych i działań na rzecz tych słabszych na rynku co mogliby na OZE skorzystać, ale (z barku możliwości w systemie i środków) stali się tylko zwykłymi płatnikami za energię. Jeżeli drogi czytelniku, po przebrnięciu przez mało atrakcyjny tytuł i zniechęcający wstęp jeszcze tu jesteś, to (tych wytrwałych) zapraszam do dalszej lektury.
W powyższych propozycjach brakuje niestety rzeczowej diagnozy stanu oraz oceny wpływu na wszystkich inwestorów, banki, ceny energii, realizację zobowiązań międzynarodowych i inne podmioty i na gospodarkę (silnie wpłynie np. na wzrost kosztów energii dla małych firm). W propozycjach brak jest uzasadnienia „dlaczego akurat takie rozwiązania są proponowane”, ani „do czego mają doprowadzić”. Są one wewnętrznie i wzajemnie niespójne a wprowadzone w pośpiechu (przynajmniej na to się zanosi) i bez szerszych konsultacji pogłębią chaos na rynku.
Niniejsza propozycja składa się z sześciu cząstkowych, odpowiednio pogrupowanych ale wzajemnie powiązanych (niezależnych choć wspierających się i tworzących system) zmian legislacyjnych proponowanych do wprowadzenia w ustawie o odnawialnych źródłach energii i w Prawie energetycznym. Część z propozycji ma charakter deregulacyjny lub upraszczający system w którym funkcjonują prosumenci, cześć dotyczy poprawy warunków ekonomicznych działalności prosumenckiej, a część rozwiązywaniu problemów systemowych. Wspomniane wyżej propozycje legislacyjne: rządowa i parlamentarna, te ważne kwestie z nieznanych powodów pomijają. A są to odpowiednio:
- Zmiana definicji prosument
- Wprowadzenie „taryf gwarantowanych” na energię z wszystkich rodzajów mikroinstalacji OZE o mocy do 5 kW
- Sprzedaż bezpośrednia energii - możliwość dzielenia się nadwyżkami energii z sąsiadami w ramach „sąsiedzkich wspólnot energetycznych
- Zielone certyfikaty dla prosumentów na autokonsumpcję (indywidualną i zbiorową) i sprzedaż energii do sieci oraz zmiana zasad sprzedaży certyfikatów – wprowadzenie minimalnej ceny wykupu- dla wytwórców energii z OZE, którzy zbudowali swoje instalacje po 2010 rok
- Prawny obowiązek oceny możliwości przyłączenia mikroźródeł OZE do sieci wraz z identyfikacją niezbędnych inwestycji w infrastrukturę sieciową niskiego napięcia
- Promocja współpracy wytwórców energii z OZE i prosumentów w ramach lokalnych wspólnot, w tym ustanowienie dodatkowego wsparcia dla najemców mieszkań wyposażonych w małe instalacje OZE
Całość 25-stronicowej propozycji wraz z uzasadnieniem i jakościową ocena skutków oddziaływania na gospodarkę i społeczeństwa oraz próbą wpisania w obecną politykę społeczną znajduje się na stronie internetowej IEO .
Autor:
Grzegorz Wiśniewski
2
komentarze
środa, lipca 05, 2017
Czy zaskakujący powrót do taryf gwarantowanych w ustawie o OZE będzie przełomem w działaniach legislacyjnych rządu, czy jedynie potwierdzeniem, że niektórych ustaw nie da się naprawić
Być może
nienaprawialna jest pisana przez pięć lat i dwa rządy i już trzeci raz
nowelizowana ustawa o odnawialnych źródłach energii? Józef Ignacy Kraszewski
rozpropagował w Polsce zasadę „do trzech razy sztuka”, którą się intuicyjnie
kierujemy i która sprowadza się do dawania szansy w trzech próbach: jak się uda
przy pierwszej, dobrze, druga próba to znak ostrzegawczy, ale jak się nie uda przy
trzeciej, to czwartej może nie być. Ten trzeci raz to projekt nowelizacji Ministerstwa
Energii (ME) z 28 czerwca br., poddany obecnie pod konsultacje społeczne.
Autor:
Grzegorz Wiśniewski
2
komentarze
czwartek, czerwca 08, 2017
W poszukiwaniu zaginionego systemu - szerokie i zaskakujące założenia do kolejnej nowelizacji ustawy o OZE
Dzisiaj na posiedzeniu Parlamentarnego Zespołu Górnictwa i Energii przedstawiciele Ministerstwa
Energii (ME) zaprezentowali założenia do
nowelizacji ustawy o odnawialnych źródłach energii (uOZE) i innych związanych
ustaw.
Jeżeli zapowiedzi legislacyjne ME miałyby być zrealizowane, Polska stałaby się krajem gdzie w OZE funkcjonują jednocześnie wszystkie możliwe i znane na świecie systemy wparcia: zielone certyfikaty, aukcje, FiT, FiP, net metering oraz takie których na świecie nikt nie zna – opusty dla prosumentów, a ponad to jeszcze różne systemy wsparcia inwestycyjnego i podatkowego. Dodatkowo rozwój OZE do wytwarzania energii elektrycznej będą wspierać bezpośrednio co najmniej dwie ustawy wspierające OZE, w tym jedna dedykowana, a druga wspierająca funkcjonowanie OZE na lokalnych rynkach energii, a ponadto - w obszarze zielonego transportu – dwie kolejne ustawy o biopaliwach i elektromobilności. Kwestie uspołecznienia energetyki od strony legislacyjnej rozwijane są w dwu koncepcjach: klastry i spółdzielnie oraz zapowiedziane jest też wspieranie hybryd i sprzedaży bezpośredniej, ale niestety w praktyce żadna z nich nie działa.
Widać, że zasada „jednego okienka” („one stop shop”) i ułatwień dla działalności gospodarczej wydaje się nie mieć zastosowania w sektorze energetycznym i stan ten może się jeszcze pogorszyć. Co więcej, za jedną propozycją nowelizacji idzie od razu zapowiedź kolejnych zmian, co utrudnia lub opóźnia podejmowanie decyzji inwestycyjnych. Stabilność i przejrzystość prawa w zakresie OZE jest od kilkunastu lat postulatem środowisk związanych z rynkiem OZE, niestety nie zanosi się na to, aby tym razem miał on być spełniony…
W tej sytuacji będziemy jednocześnie jednym z nielicznych krajów w UE, który nie zrealizuje swoich celów OZE na 2020 i będzie musiał zapłacić za transfer statystyczny na energię z tych krajów, które mają znacznie mniej instrumentów wsparcia, mniej biurokracji, ale znacznie więcej energii z OZE.
Źródło: Blog "Odnawialny"
Autor:
Grzegorz Wiśniewski
0
komentarze
