niedziela, stycznia 29, 2023

Net-Zero Industry Act - nowy składnik unijnej zielonej strategii na rzecz zwiększenia suwerenności technologicznej i surowcowej

Szefowa Komisji Ursula von der Leyen zapowiedziała w Davos pierwszą w historii Wspólnot Europejskich regulację o wsparciu  unijnego przemysłu  na rzecz emisji zero "Net-Zero Industry Act" (NZIA). Jej kluczowym elementem jest projektowany Europejski Funduszu Suwerenności.

 

Wtedy gdy wszyscy skupiamy się na kryzysie paliwowym, nie zawsze dostrzegamy że Rosja eskaluje wojnę w Donbasie nie o tamtejsze bogate zasoby węgla, ale o surowce i przemysł na rzecz zielonej transformacji.

Dotychczas za dużo uwagi było poświęcone na tzw. "deployment" – inwestycjom na rzecz  produkcji zielonej energii. Przeznaczane na ten cel niebagatelne środki, z roku na rok uzależniały Europę i Polskę od importu technologii (czyli – jak twierdzi von der Leyen- utraty suwerenności), powodując wycieki pieniędzy, miejsc pracy, wartości dodanej, a także emisji CO2.

Bez wsparcia przemysłu wytwórczego (tzw. "manufacturing"), skąd inąd cierpiącego z powodu wysokich cen energii (polski przemysł to wyraźnie odczuwa)  i wysokiego śladu węglowego energii wytarzanej także w IE (w szczególności w Polsce, niestety)  efekty mogą być odwrotne od założeń.

Szefowa Komisji w NZIA proponowanym na rzecz wsparcia dla rodzimych zielonych technologii zapowiada m.in. powołanie Europejskiego Funduszu Suwerenności, wsparcie innowacji, dotacje do CAPEX, gwarancje bankowe oraz ulgi podatkowe (tu idzie śladem amerykańskiej ustawy antyinflacyjnej prezydenta Bidena -IRA) dla europejskiego zielonego przemysłu oraz ochronę przemysłu europejskiego przed nieuczciwymi praktykami, w czym dotychczas brylowały  Chiny i Rosja.

Reżimy te nie spotkały się dotychczas z ostrą reakcją, bo albo  niektórzy uznali  że strategiczna suwerenność technologiczna jest mniej ważna od doraźnych zysków, albo (z drugiej strony) że dla ochrony klimatu można ryzykować szantażem paliwowym. Teraz to się zmienia, nie tylko w odniesieniu do gazu i rozszczepiania uranu jako paliw importowanych do UE i uznawanych za przejściowe, ale też w odniesieniu do surowców dla przemysłu zielonej transformacji.  W szczególności chodzi o fotowoltaikę (produkcja ogniw i modułów), energetykę wiatrową i przemysł produkcji magazynów energii.

Sporo informacji jest w samym przemówieniu von der Leyen, które zapowiada dalsze wdrażanie antyputinowskiej strategii REPowerEU oraz takich przemysłowych  i innowacyjnych instrumentów na rzecz współpracy i kooperacji  jak np.  Solar Industry Aliance  oraz  na rzecz poluzowania zasad pomocy publicznej, jak np. instrument  IPCEI  i tworzony Europejski Funduszu Suwerenności.

Nie znaczy to jednak  że strategicznie dobra propozycja będzie przyjęta przez Radę Europejską bez kontrowersji.

Popieramy, ale nie wszystkim zależy na suwerenności technologicznej i surowcowej

Tam gdzie pojawią się tak przełomowe inicjatywy jak NZIA, tu w szczególności dot. wsparcia (zielonego) przemysłu pojawiają się oczywiście i lobbing tych co mogą stracić i zakusy polityczne jak przekierować wsparcie np. pod kontrolowane przez polityków firmy.

Do pierwszej grupy należy zaliczyć kraje które już mają silny przemysł, eksportują, mają współpracę przemysłowa i z USA i Chinami, mają krajowe wsparcie i extra wsparcie niekoniecznie jest najbardziej potrzebne (przynajmniej tak mogą uważać) gdyż to tworzy im konkurencje w UE. Przykłady: Dania, Finlandia, Niemcy, a nawet Czechy.

Tu są też tzw. "skąpcy" i ci którzy przemysłu nie mają (Słowacja, Estonia) i wiedzą że nie skorzystają lub takie które najbardziej zarabiają na imporcie z USA i Chin (Irlandia, a może nawet Holandia)

Ale jest grupa krajów która znacjonalizowała i scentralizowała energetykę i chce centralizować i nacjonalizować łańcuchy dostaw. Energia jądrowa to dla nich flagowy temat bo "państwowy" (tak jest nie tylko w Rosji i w Chinach) i nie baczą na fakt że paliwo musi być importowane i że nie jest to technologia przyszłości. Faktycznie w UE można się obwiać takich postaw np. ze strony Francji i Belgii (tu z siły przyzwyczajenia oraz z faktu że politycy mogą wyczuć frukta polityczne), a nawet Polski, która jest dopiero na początku drogi do produkcji energii z atomu, ale technologii ani perspektyw  tym zakresie nie posiada.

Jak zatem zachowa się Polska w dyskusji na Radzie UE?  Przede wszystkim warto się wsłuchać w głos zielonego przemysłu, który kilka lat temu stanął w obliczu dominacji chińskiej i przerwanych łańcuchów dostaw.  Wymowny jest przykład przemysłu PV i jakże powolne, ale jednak konsekwentne próby wychodzenia unijnego i krajowego biznesu (jeszcze w latach 2015-2019 przeciwnego walce z dominacją chińską) z błędów przeszłości.

Jak doszło do uzależnienia zielonej transformacji od Chin

Pandemia i załamanie łańcuchów dostaw z Chin zwróciły uwagę UE, w tym Polski, na niedoceniany wcześniej  wymiar bezpieczeństwa energetycznego – technologie i potrzebne do nich surowce.  Problem ma swoje źródło w nieprzemyślanej reakcji rządów na kryzys 2008/2009. Wobec braku uzgodnionej zielonej strategii gros funduszy antykryzysowych UE ulokowano w mniej rozwojowych obszarach. Wystraszona kryzysem Europa spowolniła realizację pakietu klimatyczno-energetycznego z 2007 r. i dała 16,4 mld euro na zielone inwestycje, ale np. bez priorytetu fotowoltaiki. Chiny natomiast wydały 147 mld euro, głównie na nią nie licząc się oczywiście z zasadami wolnego handlu. Na efekty nie trzeba było długo czekać.Tym bardziej, że w dalszym ciągu rząd chiński oferuje krajowemu przemysłowi tanie kredyty (0,5%), darmowe tereny pod budowę zakładów (1 mln CNY), fundusze na badania, ulgi podatkowe i eksportowe (w tym połowa stawki lub zwolnienie z VAT), a także wsparcie bezpośrednimi dotacjami sektora produkcyjnego. Dzięki tym posunięciom ChRL zyskał i utrzymuje przewagę nad Europą w obszarze cleantech, a w szczególności w przemyśle PV.  Amerykanie prowadzą bardziej konsekwentną politykę antysubsydyjną i antydumpingową, w szczególności wobec produkcji mikrochipów i urządzeń z obszaru fotoniki, a IRA z pomocą publiczną rzędu  340 mld USD idzie znacznie dalej, w szczególności w zakresie technologii fotowoltaiki, energetyki wiatrowej oraz wodoru i technologii magazynowania energii. 

Stąd bierze się relatywnie słabsza konkurencyjność UE niż Stanów Zjednoczonych, która  wywołała gwałtowny spadek produkcji urządzeń PV w Europie. Zawiodły cła antydumpingowe nałożone w latach 2014–2018 na chińską fotowoltaikę. Branża PV przedkładała tanie dostawy nad interes strategiczny. W pandemii doprowadziło to do zakłóceń dostaw, a teraz do wzrostu cen krzemu polikrystalicznego (300 proc. w dwa lata) oraz na ogniwa i moduły PV.

Jak Polska i UE próbują wyplątać się z błędnych decyzji sprzed dekady - przykład fotowoltaiki

Na początku padami Covid-19, w maju ‘2020 roku polskie firmy przemysłowe z branży Fotowoltaiki podpisały wspólną deklarację o współpracy w ramach Panelu Producentów Urządzeń Fotowoltaicznych „Przemysłowy Panel PV”. Inicjatywa ma na celu współpracę pomiędzy krajowymi firmami w celu mobilizacji i konsolidacji krajowego łańcucha dostaw dla fotowoltaiki oraz współpracę z rządem i administracją nad strategią przemysłową i wypracowaniem propozycji wkładu polskiego przemysłu w Europejski Zielony Ład.- W odpowiedzi na inicjatywę. Ireneusz Zyska - wiceminister Klimatu i Pełnomocnik rządu ds. OZE na antenie Radia Kraków poinformował, że "Kluczowe polskie firmy, producenci paneli fotowoltaicznych prowadzą rozmowy na temat stworzenia konsorcjum, które mogłoby rywalizować na rynkach europejskich z producentami chińskimi" i  dodał, że chodzi też o to, by starać się wejść w "nisze gospodarcze", które do tej pory były domeną m.in. Chin, odbudowywać lokalną produkcję komponentów wykorzystywanych przez branżę OZE. Potwierdził, że rząd chce współpracować z branżą, by po epidemii koronawirusa i kryzysie gospodarczym nim wywołanym kontynuować prace badawcze i dalej budować polskie know-how w OZE.

We wrześniu 2020 roku miała miejsc uroczystość podpisania Listu intencyjnego o ustanowieniu partnerstwa na rzecz rozwoju przemysłu fotowoltaicznego. Zdaniem pełnomocnika rządu ds. OZE  głównym celem naszej współpracy jest mobilizacja i konsolidacja krajowego łańcucha dostaw dla fotowoltaiki, a także wypracowanie strategii przemysłowej i propozycji wkładu polskiego przemysłu w Europejski Zielony Ład”

W tym czasie Rada Europejską potwierdziła, że aby w dobie pełzającej pandemii Covid-19 skutecznie pobudzić ożywienie i modernizację gospodarki, UE potrzebuje wysiłków inwestycyjnych na wzór planu Marshalla. Rada stwierdziła, że powinien to być skoordynowany wysiłek oparty na inwestycjach publicznych na szczeblu europejskim i krajowym oraz mobilizacji inwestycji prywatnych. Inwestycje powinny być ukierunkowane na (…) masowe inwestowanie w transformację ekologiczną.  Te działania przetworzyły się na nadaniu priorytetów dotyczących przemysłu OZE w unijnym programie na rzecz odbudowy i wzmocnienia odporności, głównym instrumentem są krajowe KPO. W 2021 roku rząd RP wprowadził o KPO cel związany z rozwojem  zielonego przemysku.

W 2022 roku w Europie powstał sojusz 52  europejskich firm fotowoltaicznych z 12 krajów (więcej w artykule) Europy zaproponował Komisji Europejskiej program IPCEI PV (Important Project for Common European Interests w obszarze PV). na rzecz powrotu przemysłu PV do UE. Branżowa organizacja ESMC postuluje, aby 75 proc. instalowanych mocy fotowoltaicznych w UE bazowało na produkcji europejskiej (35 GW w 2025 i 100 GW w 2030 r.). Szacowane wsparcie na 5 mld euro gwarancji kredytowych plus dodatkowe środki na B+R i pierwsze wdrożenia. Rząd polski jako jeden z pierwszych siedmiu poparł inicjatywę PC IPCEI.

Dopiero potem pojawiły się unijna strategia solarna, Solar Industry Aliance i projekt NZIA- jako zwieńczenie długiego procesu. Ale w celu przyjęcia skutecznego  prawa (na wzór IRA) ważne jest jednoznaczne stanowisko wszystkich wobec NZIA krajów członkowskich UE, w tym Polski.

Jak wobec inicjatywy Komisji na rzecz suwerenności energetycznej i technologicznej zachowa się Polska?

Stawiane są tezy, że pomimo faktu że w konsultacjach  20 krajów członkowskich UE poparło NZIA, w tym Polska (7 krajów wniosło obiekcje),  to może nastąpić rozmycie inicjatywy Komisji  poprzez dążenie niektórych rządów do przekierowania strumienia europejskich pieniędzy na dodatkowe subsydia na technologie, które nie poprawią konkurencyjności, nie skrócą łańcuchów dostaw i nie rozwiążą strategicznego technologicznego i surowcowego uzależniania się od dostaw w obszarze clentech.

 We wstępnych konsultacjach, które w szczególności dotyczyły Europejskiego Funduszu Suwerenności Minister Klimaty i Środowiska wyraża opinie, że nowoprojektowany fundusz będzie skutecznym rozwiązaniem służącym pobudzeniu przemysłu czystych technologii w Europie, w tym sprawnej realizacji inwestycji i ważnych projektów energetycznych będących przedmiotem wspólnego europejskiego zainteresowania (IPCEI) - co jest wyrazem poparcia dla całej idei NZIA. Ale zaraz po minister Anna Moskwa dodała, że w sposób szczególny chodzi  o  energetykę jądrową, co z samą ideą NZIA ma niewiele wspólnego. Dotyczy to bowiem bardziej możliwej  produkcji energii z importowanego paliwa w oparciu o technologie importowane spoza UE, a nie produkcji urządzeń na rzecz transformacji energetycznej w oparciu o własne technologie i minimalizacji ryzyka uzależniania się od surowców krytycznych.

Ostateczny projekt  NZIA wg Komisji Europejskiej będzie omawiany na Radzie Europejskiej już 9-10 lutego

 

niedziela, sierpnia 21, 2022

Czy magazyny ciepła są remedium na ryzyko blackoutu zimowego?

Wobec kryzysu gazowego Niemcy postanowiły dofinansować w 45% budowę w tempie ekspresowym 500 tys. domowych pomp ciepła. Ich ceny skoczyły do niemal 50 tys. Euro i pojawiły się wątpliwości czy tak pomyślane przedsięwzięcie jest realne i czy dodanie w ciągu 1,5 roku nowych kilku gigawatów szczytowych mocy elektrycznych w odbiornikach działających w tych samych godzinach doby ma sens, biorąc pod uwagę brak wdrożenia taryf dynamicznych i preferencji dla magazynowania ciepła. Nawet przy znacznie lepiej niż w Polsce rozwiniętym systemie elektroenergetycznym  i wysokim udziale zeroemisyjnych OZE (33%), plany wzrostu mocy wiatrowych rzędu 5 GW/rok (najlepsze rozwiązanie dla elektryfikacji ciepłownictwa) zaczną przynosić efekty dopiero za parę lat. Z pewnością nie jest to rozwiązanie uniwersalne na kryzys energetyczny, wysokie koszty energii i możliwe ryzyka przerw w dostawach energii elektrycznej. Niniejszy artykuł pokazuje krajowe uwarunkowania nachodzącej zimy (i kolejnych) w kontekście coraz większych ryzyk w krajowym systemie elektroenergetycznym, wskazuje na nie mniej groźne a dotychczas niedostrzegane ryzyka pochodne w ogrzewnictwie i pokazuje jedno z możliwych rozwiązań jakim jest budowa dobowych i sezonowych magazynów ciepła.

 

W sierpniu 2015 roku, po paru dekadach życia w błogostanie energii dostępnej na życzenie, Polacy przypomnieli sobie co to są stopnie zasilania, ograniczenia w poborze mocy oraz nauczyli się groźnego słowa „blackout”. Okoliczności były zgoła inne niż w czasach minionych - braki mocy w systemie pojawiły się latem w czasie upałów i suszy. Spowodowały straty dla przedsiębiorstw, którym w pierwszej kolejności były ograniczane dostawy energii elektrycznej.

Ceny energii elektrycznej w szczycie południowym wzrosły do niemal wówczas maksymalnej dopuszczalnej ceny 1500 zł/MWh (obecnie max cena to 50 tys. zł/MWh). Już w sierpniu ‘2015 IEO w ”raporcie z blackoutu” policzył ile Polska gospodarka mogła skorzystać unikając ograniczeń w dostawach prądu, gdyby wcześniej wprowadzono wsparcie dla prosumentów PV w postaci  taryf gwarantowanych (link).

Faktycznie, dzięki boomowi inwestycyjnemu i rosnącej generacji słonecznej  w latach 2019-2021 widmo blackoutu letniego zostało oddalone i spadła presja a ceny energii w sezonie wiosenno-letnim (przynajmniej w szczycie południowym)- rysunek.

Ale w 2015 roku IEO nie zakładał, że dobry pomysł na zminimalizowanie ryzyka blackoutów letnich zostanie zrealizowany w sposób, który zwiększy ryzyko ograniczeń zimowych. Pośrednio prowadził  do tego wprowadzony w 2016 roku system rozliczeń prosumentów net-metering z możliwością rozliczenia nadwyżek letnich energii zimą, zazwyczaj na cele grzewcze. Problem się wziął stąd, że rozliczenie net-metering opiera się na błędnych założeniach: energii elektrycznej w sieci zmagazynować się nie da, a  koszt pozyskania energii elektrycznej na potrzeby wolumenu „zwracanego” prosumentowi jest zupełnie inny niż pozyskania energii kiedy jest „deponowana” w sieci. Trudno nazywać to kosztem magazynowania energii, który miał być pokrywany tzw. opustem. Co więcej nie uwzględnia spadającej w szczycie zimowym w krajowym systemie energetyczny (KSE) rezerwy mocy i ryzyka niezbilansowania pracą włączanych wtedy najmniej efektywnych i najbardziej emisyjnych bloków elektrowni węglowych i faktu, że wówczas cena energii jest najwyższa dla gospodarki.

Oparte na fundamentalnie błędnych założeniach rozwiązanie faktycznie zainspirowało milion prosumentów do przechodzenia na elektroogrzewnictwo, co jest generalnie dobrym kierunkiem. Ale jednocześnie nie zachęca do taniego magazynowanie energii w formule tzw. "sector coupling": bojlery z dużymi zasobnikami ciepłej wody, pompy ciepła z dużymi buforami- najlepiej w gruncie, piece akumulacyjne o dużej pojemności cieplnej itp. Nie uczy też oszczędzania energii, w tym (z przyczyn ekonomicznych) unikania nadmiernej temperatury w pomieszczeniach (latem też nadmiernego chłodzenia) oraz unikania przewymiarowania, osłabiając jednocześnie potrzebę równoległego wdrażania termomodernizacji, skoro na utrzymanie  komfortu cieplnego wystarczało  pełne odzyskania słonecznej energii zmagazynowanej „za darmo” w sieci,. W kwietniu br. system się zmienił na net-billing (rozliczenie finansowe), zracjonalizował i dalej (przy przewidywanym wzroście cen energii także dla gospodarstw domowych) jest równie opłacalny, ale część problemów pozostała. Nawet wobec nowych okoliczności (obecny kryzys energetyczny i kres możliwości dotychczasowego systemu rozliczeń) nie ustaje walka spółek sieciowych i instalatorów o fałszywie rozumiane krótkoterminowe interesy sprzedażowe (przy biernej postawie rządu i wobec zdezorientowanych prosumentów). Próby zmiany przyzwyczajeń i świadomości interesariuszy (link) nie wywołują entuzjazmu, ale coraz więcej firm szuka możliwości  w nowym systemie wspieranym programem "Mój Prąd 4.0" oferującym (po raz pierwszy) wsparcie magazynów ciepła i systemów zarządzania energią.

W 2021 roku prof. Jacobson z Uniwersytetu Stanforda opublikował niezwykle aktualny artykuł (link) o korelacji w 143 krajach (w tym w Polsce) między zapotrzebowaniem na ciepło a podażą energii wiatrowej ( i słonecznej) z podtytułem „jak zapobiegać blackoutom”. Jedna z jego tez dotyczy tego, że źródła wiatrowe i słoneczne są ujemnie skorelowane, co wskazuje, że są komplementarne i powinny być budowane równolegle w celu zmniejszenia zmienności generowanej mocy wynikającej z instalacji tylko jednego źródła pogodozależnego.  Potwierdził, że w szczególności dla Europy energia wiatru bardzo dobrze dopasowuje się do dziennego obciążenia cieplnego oraz wskazał, że Polska ma olbrzymi potencjał OZE w elektroogrzewnictwie. Udowodnił że najtańszym rozwiązaniem jest zielone elektroogrzewnictwo, ale powiązane magazynowaniem w ciepłej wodzie (krótkoterminowe zasobniki ciepła w domach jednorodzinnych oraz sezonowe magazyny ciepła w wykopach ziemnych).

Nadchodząca zima, nie tylko z powodu zmian klimatu i tak nie będzie łatwa dla KSE. Gigawat mocy elektrycznej w  pompach ciepła (w czasie mrozów mało efektywnych) nie będzie jedynym czynnikiem, który trzeba wziąć pod uwagę. Wobec świadomości ryzyka ograniczeń w dostawach węgla oraz gazu gospodarstwa domowe zaopatrzą się na zimę w znane im tanie grzejniki i nagrzewnice elektryczne w wersji „plug in” (bez magazynów ciepła obliczonych choćby na taryfę nocną), aby w poszukiwaniu minimum komfortu cieplnego można było dogrzewać pomieszczenia w tych godzinach w których temperatury powietrza będą najniższe. Niestety będziemy się dogrzewać wszyscy w tych samym krytycznych godzinach, obniżając i tak niską rezerwę mocy w KSE. Kumulacja tego typu zdarzeń jest prostą droga do klasycznego blackoutu jako swoistej pochodnej kryzysu paliowego i ekonomicznego.

Sprawozdanie Prezesa URE za 2021 rok pokazało co się dzieje latem i zimą w szczytach popołudniowych, a w szczególności porannych (po mroźnej nocy). Średnie zapotrzebowanie miesięczne w grudniu styczniu i lutym zbliżało się do 28 GW (najwyższe zapotrzebowanie było 12 lutego o godz. 10:45 wynosiło 27,6 GW) – rysunek.

 Przy podobnej mocy zainstalowanej (po ok. 7 GW) farmy wiatrowe w miesiącach zimowych (I i II oraz XII ‘2021) generowały po ok. 2320 GWh/m, a źródła PV po 170 GWh/m. W tym, już wówczas krytycznym okresie w energetyce, opłacałoby się zużywać na cele grzewcze lub magazynować (przesuwać w czasie zużycie na okresy wysokich cen) w  postaci ciepła energię z farm wiatrowych (w godzinach wysokiej prędkości wiatru w  KSE były nadwyżki mocy a ceny energii elektrycznej były najniższe). Niestety regulacje prawne nie pozwalają na rozwiązania tanie i poprawiające bezpieczeństwo energetyczne lub czynią je niezwykle trudnymi. 

Wojny i szantażu energetycznego Rosji nie dało się w pełni przewidzieć, ale ww. problemy dalej pogłębiamy na własne życzenie. Polski ustawodawca od 2020 roku nie wdrożył prawidłowo definicji "magazynowania energii" wg dyrektywy 2019/944  o rynku energii elektrycznej, która  tak samo traktuje przekształcanie energii zmagazynowanej w energię elektryczną jak i w ciepło, a krajowe przepisy ciągle nie. Regulacja ta bardzo wolno przechodzi do krajowego ustawodawstwa na czym traci efektywność kosztowa transformacji energetycznej (obecny projekt nowelizacji Prawa energetycznego (link) rozróżnia definicję magazynowania energii elektrycznej od magazynowania energii, przez co dalej stanowi blokadę dla rozwoju sector coupling). Podobnie na ostatnią chwile (połowa 2024 roku) odwlekamy wprowadzenie innego rozwiązania z tej samej dyrektywy - taryf dynamicznych (time of use) na energię elektryczną. Ich zadaniem jest właśnie tworzenie ekonomicznych podstaw dla symulowania, a następnie  budowy lub zwiększania pojemności dobowych (kilkudniowych) magazynów ciepła i wprowadzanie racjonalności ekonomicznej (a przez to też technicznej) w zachowania konsumentów energii. Także , niezwykle trudno, w obliczu kryzysu energetycznego, zrozumieć opieszałość Sejmu w nadaniu pilności  rządowemu projektowi ustawy liberalizującej "zasadę 10H", który (zapowiedziany  już 3 lata temu) miał odblokować energetykę wiatrową na lądzie, a po tym jak trafił do Sejmu, od ponad miesiąca leży w zamrażarce (nie został mu nawet nadany nr druku sejmowego).

Nie jesteśmy też liderem w podnoszeniu standardów efektywności energetycznych budynków. Za to, w dobie inflacji, szeroko i dla wszystkich odbiorców stosujmy dopłaty do taryf, które jedynie  krótkoterminowo poprawiają bezpieczeństwo socjalne, ale nie służą kształtowaniu odpowiedniej wiarogodności odbiorców energii i nie służą zwiększaniu bezpieczeństwa energetycznego państwa.

W swoim sprawozdaniu za ‘2021 Prezes URE potwierdził, że od czerwca do  grudniu ‘2021 wartość łącznej rezerwy mocy osiągała poziomy poniżej bezpiecznej wartości  (18% powyżej zapotrzebowania). W najnowszej informacji PURE o planach inwestycyjnych (z czerwca  '2021, jeszcze sprzed początków kryzysu energetycznego) nie ma zestawienia planów mocy dyspozycyjnej z zapotrzebowaniem w godzinach szczytu na lata 2022/2023 (wcześniej takie dane były publikowane). Jest tylko informacja, że w 2023 roku zostanie wycofane 1,7 GW mocy dyspozycyjnych. Tymczasem, poza  ryzykiem ograniczeń dostaw gazu (także dla gospodarstw domowych, które szukać będą alternatywy w dotowanej energii elektrycznej) i jego wysokich cen dla elektroenergetyki (słusznie prowadzą do rezygnacji z tego paliwa w elektrowniach, które wcześniej pokrywały nawet do 10% zapotrzebowania krajowego), rośnie ryzyko niedoborów węgla odpowiedniej jakości także dla elektrowni (przykład Jaworzna II) oraz ryzyko awarii bloków węglowych. Nie chodzi o wywoływanie nastrojów zagrożenia, ale o mobilizację do racjonalnych działań.

Zimą 2022/2023 moglibyśmy liczyć na solidarność gazową UE (o to też nie w pełni zadbaliśmy), ale import energii elektrycznej będzie wyjątkowo trudny. Media donoszą że w Europie na razie jedno  państwo (Kosowo) zrezygnowało z importu (z przyczyn ekonomicznych) i zapowiedziało  racjonowanie energii elektrycznej, która ma być dostępna przez 6 godzin w ciągu doby. Pomimo planu korzystania ze wszystkich możliwych rezerw, niedobory mocy elektrycznej w Wielkiej Brytanii tej zimy mogą wynieść niemal 17% szczytowego zapotrzebowania. Niemcy w obliczy ryzyka chłodnej zimy najpierw uruchomiły olbrzymie dotacje (50%) na instalowanie pomp ciepła, ale wobec drastycznego wzrostu cen urządzeń i opinii ekspertów że nie nadają się one do budynków nieocieplonych (koszty ogrzewania i wzrost ryzyka obniżonej rezerwy mocy -link) w ub. tygodniu obcięło dopłaty do maksymalnie 40%. Hiszpania już wprowadziła przepisy nakazujące w obiektach publicznych m.in. utrzymanie temperatury maksymalnej w okresie zimowym 19 st. C (latem minimalnej 27 st. C). Norwegowie, choć mają własny gaz i tanią zieloną energię z elektrowni wodnych mają mądrą zasadę: dom (ogrzewany elektrycznie lub gazowo) musi mieć drugie, zapasowe źródło energii, którym w praktyce jest  kominek. Dzięki temu także przed kryzysem odciążali system energetyczny w szczycie zapotrzebowania unikając blackoutów.

Sceptyk klimatyczny red. Gadomski bezceremonialnie informuje czytelników GW, że w skali globalnej rocznie więcej ludzi umiera z zimna (4,6 mln) niż z powodu zbyt wysokich temperatur (0,5 mln). W wyniku zmian klimatu  te proporcje zapewne niedługo się odwrócą, a ponadto pogorszy się statystyka umierających z głodu. Nie o taką jednak motywacje do skutecznego działania dzisiaj chodzi, ale wobec braku szerszej rozmowy na ten temat, a w szczególności wobec braku lub spóźnionych działań ustawodawcy, aż się sami prosimy o blackout zimowy- o skutkach gorszych od letniego. Te "zimowe ograniczenia w dostawach prądu" (w zasadzie brownouty) znamy z czasów dawno i słusznie minionych, ale wtedy przynajmniej zdecydowana większość kotłów CO, pieców i trzonów kuchennych mogła działać grawitacyjnie (bez energii elektrycznej), a teraz większość urządzeń grzewczych potrzebuje pomp cyrkulacyjnych i automatyki, a te w okresie przerw w dostawach prądu nie działają. Tym samym, przerwa w dostawie energii elektrycznej  jest tożsama z przerwą w dostawie ciepła, czy  systemowego, czy indywidualnego.

Wiele już nie możemy zrobić przed tą najbliższą, szybko nadchodzącą zimą. Nie zbudujemy nowych elektrowni systemowych, nie zmodernizujmy sieci, ale jednak możemy zrobić coś co ma sens i tu, i teraz, i na dłużej. Zamiast np. stawiać wyłącznie na pompy ciepła (jak Niemcy) możemy postawić też na 10x tańsze, produkowane w Polsce i szybsze w instalacji magazyny ciepła (link). Możemy uchwalić przepisy ograniczające nadmierne zużycie energii elektrycznej w szczytach zapotrzebowania i promujące wykorzystanie energii elektrycznej (zwłaszcza z OZE) na cele grzewcze gdy jest najtańsza, czyli wtedy gdy jest jej dostępnej dużo w stosunku do potrzeb. Dbajmy też o dobrej jakości drewno do kominków, zwłaszcza z płaszczem wodnym lub z odpowiednią masą termiczną (link). Dajmy szanse ciepłownikom na transformację z węgla ku OZE z magazynami ciepła (w miejsce lansowanej do tej pory kogeneracji na gazie). Jak mądrze się przygotujemy (też mentalnie) i przetrzymamy tę zimę, i ochronimy przemysł przed ograniczeniami i nadmiernymi cenami energii, wygramy też wojnę.