niedziela, kwietnia 15, 2018

Czy prawa prosumentów powinny być chronione w konstytucji? - Refleksje w sprawie włączenia problematyki prosumpcji do katalogu pytań w referendum konstytucyjnym

Trwają konsultacje w sprawie referendum konstrukcyjnego. Ostatnia debata w tej sprawie była poświęcona gospodarce. „Osobiście podoba się to, że w naszej Konstytucji jest mowa właśnie o społecznej gospodarce rynkowej, o zrównoważonym rozwoju, o tych elementach, które dla mnie stanowią fundament do budowy nowoczesnego państwa. ( …) Czy one są dobrze uregulowane, czy nie? (…) Czy jesteśmy w stanie lepiej to uregulować? -Tak pytał i zachęcał do dalszej dyskusji Prezydent RP Andrzej Duda na konferencji „Wspólnie o Konstytucji, wspólnie o gospodarce”, zorganizowanej w ramach procesu konsultacji, zbierania i formułowania pytań do referendum konstytucyjnego.

Czy w ogóle działalność gospodarcza powinna być chroniona w konstytucji? Odpowiedzi mogą być różne i różne kraje różnie do tej kwestii podchodzą.  Także Prezydent ma wątpliwości czy warto chronić na tak wysokim szczeblu „zwykłą działalność gospodarczą”, ale inaczej jest z działalnością realizowaną wg idei społecznej gospodarki rynkowej, zrównoważonego rozwoju, ekonomii dzielenia czy poważnie traktowanej społecznej odpowiedzialności biznesu. Jeżeli te szczytne idee (o ile nie stają się jedynie instrumentem marketingowym) nie są chronione to łatwo przegrywają na rynku z tradycyjnym podejściem biznesowym.

Bytem nowym i zagrożonym zarówno rynkiem ultraliberalnym jak i zmonopolizowanym, który jako byt nowy nie mogli trafić do obecnie obowiązującej Konstytucji,  jest prosumpcja.   Czy na pewno prawo obywateli do prosumpcji i prawa prosumentów są w Polsce wystarczająco chronione zwykłymi ustawami? Można mieć wątpliwości i przy okazji debaty  konstytucyjnej warto się nad tym zastanowić czy problem nie jest jeszcze nazbyt egzotycznym jak na pytanie konstytucyjne ale też nad tym czy brak konstytucyjnej  ochrony tej nowej formy działalności  nie spowoduje ze ona nigdy w Polsce się nie rozwinie, z zwłaszcza w energetyce przez którą (czyż to nie paradoks?) trafiła do świadomości społecznej.

Prosumpcja  to zagadnienie szerokie i coraz częściej wchodzące do debat nad kształtem społeczeństwa, gospodarki i państwa. Światowa debata publiczna nad nowoczesną działalnością prosumentów przyszła wraz z rozwojem technologii informatycznej i energetycznej. Alvin Toffler cztery dekady temu w swojej książce „Trzecia fala” wskazał prosumpcję jako nowoczesny sposób funkcjonowania jednostki w gospodarce, który będzie dotyczył coraz większej części społeczeństwa.
W Polsce kwestie prosumpcji zostały podjęte dość późno, dopiero w obecnej dekadzie. Michał Michalski w „Prosumpcja, wolność, państwo opiekuńcze” (2014)  postawił tezę: „w obliczu aktualnych wyzwań – takich jak niewydolność „turbokapitalizmu” i państwa dobrobytu (…) prosumpcja może stanowić zarówno sposób na przetrwanie kryzysu, jak i rezerwuar przedsiębiorczości, innowacyjności i solidarności, które (…) będą niezbędne w najbliższych latach. Prosumpcja (…) jawi się jako potencjał, dzięki któremu z jednej strony społeczeństwa odtwarzają swoje kluczowe zasoby, a z drugiej potrafią przezwyciężać porażki i niedostatki rozwiązań politycznych i rynkowych”.

Do połowy obecnej dekady prosumpcja w Polsce nie była przedmiotem debaty publicznej. W Programie Prawa i Sprawiedliwości z 2014 roku pojawił się postulat „zapewnienia wsparcia dla tzw. energetyki obywatelskiej (prosumpcji)”. Prawdziwa debata polityczna zaczęła się na przełomie 2014/2015 roku z inicjatywy legislacyjnej posła Artura Bramory, wspartej jedynie przez części posłów PSL i dotyczyła lokalnej prosumpcji na jednym z najbardziej zmonopolizowanych rynków - na rynku usług energetycznych. Stało się to przy okazji wprowadzania do rządowego projektu ustawy o OZE, tzw. poprawki prosumenckiej określającej zasady sprzedaży do sieci energii elektrycznej wyprodukowanej w przydomowych mikroinstalacjach. Ustawa z „poprawką” została uchwalona 20 lutego 2015 roku. To właśnie ta dyskusja, po raz pierwszy, zaangażowała w idee prosumpcji tysiące obywateli, w tym ok. 10-20 tys. faktycznie aktywnych dotychczasowych odbiorców energii (konsumentów). Po tym wydarzeniu poparcie społeczne dla działalności  prosumenckiej  wg różnych badań przekroczyło 80-90%, co potwierdza tezę o niewykorzystanym potencjale społecznym i niedostatkach rozwiązań politycznych i rynkowych w tym zakresie.

Bezpośrednio po  uchwaleniu ustawy podjęto działania ograniczające przyznane obywatelom prawa i nakładające na prosumentów (w rozporządzeniach wykonawczych, interpretacjach podatkowych, kodeksach sieciowych, praktyce monopoli,  a w końcu w nowelizacji ustawy o OZE z czerwca 2016 roku) dodatkowe koszty i obowiązki czyniące nieopłacalną działalność prosumencka na rynku energii. Zagrożeniem jest system taryfowania energii, który jest nieprzejrzysty, nieprzewidywalny, a prosumenci nie mają na niego wpływu. Wśród  tych zagrożeń największym wydaje się dążenie sprzedawców energii do wprowadzania taryf "abonamentowych" przy których nie opłaca się oszczędzać energii z sieci państwowej (też poprzez produkcję energii na własne potrzeby).
Z definicji prosumenta wyłączono (wbrew zaleceniom Parlamentu Europejskiego, o czym dalej) przedsiębiorców, w tym mikroprzedsiębiorców. Niekorzystne zmiany rozpoczęły się w 2015 roku, w którym to latem z powodu niedostatków mocy w energetyce korporacyjnej miały miejsce kilkudniowe, masowe ograniczenia dostaw energii dla 8 tys. przedsiębiorstw. Przedsiębiorcy ponieśli miliardowe straty, a na 10-krotym skoku ceny energii w tym okresie zarobiły koncerny.

Okres pilotażu i próby promocji działalności  prosumenckiej w latach 2015-2017 wykazały, że przynajmniej w energetyce prawa prosumentów nie są wystarczająco chronione. Zachętom do prosumpcji ze strony państwa i (od pewnego czasu)  koncernów energetycznych towarzyszy stopniowe wywłaszczane prosumentów z korzyści. Nie podlegają oni w pełni prawu konsumenckiemu, przez co działają w strefie niejasnego prawa, która sprzyja nadużyciom. Wielkie korporacje energetyczne zastosowały neoliberalną sztuczkę i pod szczytnymi hasłami „promocji prosumpcji” wprzęgnęły  konsumentów w procesy produkcji czystej energii (od czego same stronią), wywłaszczając ich jednak z możliwości zarabiania i transferując wielorakie korzyści do siebie. W takiej sytuacji potrzebna państwu i społeczeństwu działalność prosumencka nie będzie się rozwijać i w końcu zaniknie wraz z porzuconym i niewykorzystany dla społeczeństwa potencjałem rozwojowym. Przedstawiane doświadczenie dotyczy energetyki, ale upowszechnienie postawy prosumenckiej stanowi potencjał także dla innych dziedzin gospodarki i życia społecznego.

Przepisy UE w sprawie tzw. „wewnętrznego rynku energii” od wielu lat wspierają prosumpcję. Parlament Europejski (PE) w  „Rezolucji z 2013 r. w sprawie mikrogeneracji – wytwarzanie energii elektrycznej i cieplnej na małą skalę”: „mając na uwadze, że umożliwienie konsumentom wytwarzania własnej energii elektrycznej i cieplnej może doprowadzić do powstania bardziej zrównoważonego i integracyjnego społeczeństwa” oraz wnioskuje o „umożliwienie przekazywania energii między producentami a konsumentami na małą skalę oraz na przykład w sąsiedztwie lub w ramach spółdzielni”. Dla prosumenta kopaliny, znajdujące się w zasobach geologicznych skarbu państwa, są mniej atrakcyjnym źródłem energii niż słońce czy wiatr, do tej pory traktowanymi jako dobra wolne. W każdej chwili mogą one jednak zostać znacjonalizowane i obłożone daniną. To ograniczyłoby inwestycje w wykorzystanie tych zasobów w mikroskali i oznaczało dalsze wywłaszczanej obywateli z prawa wykorzystania tych zasobów. Skutkiem byłoby ograniczenie skuteczność działań ma rzecz ograniczania niskiej emisji (smogu). Prosumenci dzielą przekonanie, że powietrze jest naszym wspólnym dobrem – będąc konsumentami, w procesie produkcji energii pamiętają o jej społecznych konsekwencjach. Ta refleksja nie musi towarzyszyć eksploatacji zasobów energii przez koncerny, które działają bez zobowiązań społecznych.

Wobec niekorzystnego dla konsumentów obrotu sprawy i utraconych nadziei narasta niezadowolenie rolników (typowych prosumentów, dysponujących olbrzymim niewykorzystanym potencjałem odnawialnych zasobów energii) i spółdzielni (w tym energetycznych) oraz mikroprzedsiębiorców. Ale problem ma znacznie szerzy zasięg i skalę odziaływania. Polska przechodzi przyśpieszoną transformację społeczno-gospodarczą. Na takim etapie prawo nie powinno ograniczać rozwoju technologii i nowych idei oraz innowacyjnych rozwiązań w polityce społeczno-gospodarczej.
Powyższa argumentacja (przedstawiona na przykładzie rozproszonej, małoskalowej i „przydomowej” energetyki odnawialnej) za zwiększeniem ochrony prawnej prosumenta i jego roli w nowoczesnej gospodarce Polski, zachęca do refleksji postawienia pytania konstytucyjnego o większą niż dotychczas ochronę praw prosumentów. Przykład energetyki i ograniczonych praw aktywnych konsumentów, zarówno tych szukających nowych możliwości jak i tych, którzy szukają ucieczki przed ubóstwem energetycznym oraz wielu obywateli szukających przestrzeni do wdrażania innowacji społecznych, gospodarczych i technologicznych w tym obszarze, może posłużyć do zadania generalnego pytania o potrzebie konstytucyjnej ochrony obywateli, którzy są, stają się lub będą jednocześnie konsumentami i producentami.

Niespokojne czasy w jakich żyjemy (być może jesteśmy niestety na progu rewolucji lub wojny, które łatwiej teraz niż wcześniej podpalić) zwiększają zapotrzebowanie na samozaopatrzeniem się i dzielenie się zasobami w małych wspólnotach. Osoby zainteresowane rozwinięciem argumentacji za zapytaniem Polaków o wybiegające w przyszłość kwestie prosumenckie proszę o bezpośredni kontakt gwisniewski@ieo.pl  .

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz