sobota, lutego 25, 2017

Co się stało 20-go lutego 2015 roku? Druga rocznica uchwalenia ustawy OZE z poprawką prosumencką

W tym tygodniu, 20-go lutego, minęła druga rocznica uchwalenia ustawy o OZE z tzw. poprawką prosumencką. Społeczeństwo dowiedziało się o ustawie nad którą rząd pracował 5 lat dopiero wtedy gdy 16 stycznia 2015 roku Sejm uchwalił ustawę łącznie z poprawką mniejszości zgłoszoną przez posła Artura Bramorę (PSL).  Działania rządu  PO-PSL aby odrzucić tę poprawkę w Senacie przyniosły krótkotrwały skutek.  Senat, pomimo usiłowań marszałka Bogdana Borusewicza, w głosowaniu 2-go lutego uległ presji rządu. Jednak Sejm w głosowaniu 20-go lutego, siłami klubu Prawa i Sprawiedliwości  odrzucił poprawkę Senatu i przywrócił taryfy gwarantowane na energię z mikroinstalacji OZE do 10 kW, ze szczególnym uwzględnieniem chęci promocji tych najmniejszych o mocy  do 3 kW.


W tym systemie 200 tys. rodzin miałoby możliwość zainstalować domowe źródła energii elektrycznej i  rozkręcić: rynek dla przemysłu OZE. Moc całkowita źródeł została ograniczona do 800 MW, aby nie spowodować nawet najmniejszych zakłóceń w sieci elektroenergetycznej (potencjał przyłączeniowy bez dodatkowych kosztów i żadnych problemów dla systemu był 2-3 krotnie większy). System był prosty, zrozumiały,aby nie można było oszukać obywatela inwestującego w mikroźródła.  Taryfy były skalkulowane tak, aby nie było nadmiarowości wsparcia (dano też prawo rządowi aby wraz z rozwojem rynku dostosowywał ich wysokość dla nowych inwestorów). Taryfy FiT na całym świecie umożliwiają uzyskanie kredytu bankowego nawet na 100% kosztów inwestycji i stanowią zabezpieczanie jego spłaty (w tym przypadku chodziło o inwestycje rzędu 25-50 tys. zł).  W tym systemie każda rodzina która zainwestowałaby w źródło 3 kW mogłaby liczyć na miesięczny przychód za energię oddana do sieci rzędu 200 zł/m-c.  Przy źródle 5 kW przychody mogły sięgać 300 zł, a przy 8 kW – dokładnie 500 zł miesięcznie. Realizacja programu spowodowałaby wzrost cen energii w całym systemie o maksymalnie 1-2 grosze/kWh.Energia z tych źródeł była i jest potrzeba systemowi energetycznemu, co od razu zostało potwierdzone empirycznie -  ograniczenia w dostawach energii dla firm gorącego lata 2015 roku.

Pomimo, że rząd PO-PSL nie ustawał wysiłkach, aby doprowadzić do wykreślenia poprawki jeszcze w 2015 roku i pomimo tego, że rząd PiS w grudniu 2016 odroczył wejście w życie tych przepisów, w polskich domach powstało z myślą o taryfach FiT ok. 2 tys. instalacji. Choć kolejne zmiany ustawowe spowodowały kłopoty dla pierwszych prosumentów (straty finansowe) i podważyły zaufanie obywali do pastwa, to na plus trzeba zaliczyć to, że  uchwalanie poprawki powstała silny impuls dla rozwoju przemysłu fotowoltaicznego w Polsce, wzrosła wiara w realność rozsianej generacji energii oraz świadomość istnienia konkurencji i alternatywy technologicznej dla monopolu energetycznego. Nowelizacja ustawy o OZE z czerwca 2016 roku zastąpiła system FiT, systemem tzw. opustów, który spowodował, że gospodarstwa domowe, które zainwestują w mikroinstalacje OZE, zamiast obiektywnie poprawiać swoją sytuacje dochodową, uszczuplają swoje dochody rozporządzalne (rodziny z oszczędności na zakupie energii  nie są w stanie odzyskać kosztów zainwestowanego kapitału), a wysokość opłat za energię podniesiono ze zgoła innych przyczyn. 

Jacek Żakowski w 5 lat po czerwcu '89 w 1994 roku napisał historyczny i jednocześnie jakże proroczy tekst o tym, że w efekcie odejścia rządzących od solidarnościowych idei "coś w krysztale  pękło, coś się skończyło". Rysy na kryształowym szkle III RP przechodziły w bruzdy i przetrwały jeszcze kolejne 20 lat. Rankiem 20-lutego '2015, przed decydującym glosowaniem w Sejmie nad ustawą o OZE i wnioskiem Senatu o odrzucenie poprawki prosumenckiej,  red. Żakowski w swojej audycji w TOK FM znowu poszedł pod prąd bliskim mu  środowiskom liberalnym i zwracał uwagę posłom koalicji PO-PSL, że odrzucając poprawkę prosumencką  odrzucą też ważną ideę i oczekiwania społeczne. Tylko część posłuchała, ale silne poparcie niemalże wszystkich posłów PiS wystarczyło, aby przywrócić poprawkę. Teraz, w tej konkretnej sprawie, rysy na kryształowym szkle obecnego rządu pojawiały już po roku od  głosowania, ale trudno sobie wyobrażać, że sprawa ta możne pozostać nierozwiązana sama sobie przez kolejne 20 lat. Są jeszcze 2 lata na dokonanie zmiany w taki sposób, aby prosumenci- zwykli obywatele, rolnicy i male firmy wnieśli realny wkład nie tylko w urzeczywistnienie idei demokracji energetycznej, ale i w wypełnienie zobowiązań Polski na 2020 w zakresie uzyskania 15% udziału  energii z OZE., bo tu rysuje się poważny, naglący i kosztowny problem, którego duże ("powolne") źródła OZE same nie rozwiążą, a prosumenci potraktowani przez rząd uczciwie mogę solidarnie wesprzeć swoje państwo.

W pierwszą rocznice uchwalenia ustawy o OZE z poprawką prosumencką,  IEO spisał pełne dramatyzmu, ówczesnych "fejków" i brutalnego lobbingu ze strony najsilniejszych przeciwników rozwiązań prosumenckich, kalendarium prac nad ustawą: od prosumenckiego projektu ustawy z grudnia 2011 roku do uchwalenia poprawki prosumenckiej w dniu 20 lutego 2015 roku (plus epilog), które jest dostępne pod tym linkiem.  Na razie nie jest to historia z happy endem, ale poprawka wiele w Polsce zmieniła.

Martwić może, że 2-ga rocznica uchwalenia ustawy o OZE i poprawki przeszła całkiem niepostrzeżenie. Można się domyślać przyczyn, w tym poczucia wstydu za niską jakoś samej ustawy i jej nieprzydatność do stymulowania rozwoju OZE, a w przypadku samej poprawki (która społecznie ratowała wizerunek całej ustawy)  np.  braku odwagi albo interesu, aby głośno przywołać ten ważny epizod i poczucie zaprzepaszczenie wielkiej szansy na rozwój mikroźródeł OZE i doprowadzenia do masowej prosumpcji w Polsce. Tym bardziej warto zatem zacytować za Herbertem, że do źródeł ważnych wydarzeń trzeba wracać, nawet jak to nie jest proste, po to aby z nich czerpać, dokładnie: „do źródeł płynie się zawsze pod prąd, z prądem płyną śmiecie”).  

Uchwalenie poprawki w  2015 roku wzbudziło masowy społeczny entuzjazm, którego nigdy wcześniej, przez 30 lat pracy w energetyce odnawialnej, nie doświadczyłem i zmarnowanie pozytywnego kapitału społecznego jest szczególnie przykre i obciążające. Najbardziej została mi w pamięci radiowa rozmowa rolnika, bodajże z Dolnego Śląska, przeprowadzona kilka dni po uchwaleniu  ustawy z poprawką. Nie zapomnę jak powiedział, że uchwalenie poprawki prosumenckiej jest jak … „ponowne i ostateczne wyzwolenie chłopów z pańszczyzny, tym razem energetycznej”.   Wyspiański mówił w Weselu językiem Pana Młodego i Gospodarza: „Mego dziadka piłą rżnęli, myśmy wszystko zapomnieli”. Tam też chodziło o 20 lutego, ale 180 lat wcześniej. Ten znany cytat był bowiem aluzją do losów rodziny Tetmajerów z powstania w Krakowie  ogłoszonego w dniu 20 lutego  1846 r., które miało charakter antypańszczyźniany, na krótko wygrało, ale skończyło się Rzezią Galicyjską. Bez tego nie da się jednak zrozumieć ani historii Polaki, ani myślenia Polaków, których rodziny  (chłopów oraz patriotycznego odłamu szlachty) dotknęło. Tak samo - bez epizodu z poprawką prosumencką do ustawy o OZE nie da się zrozumieć dzisiejszej polityki energetycznej i niestety nie zawsze szczerej narracji wokół niej uprawionej. Nie mogę się pozbyć wrażenia, że także i niektórzy obecni zwolennicy systemu wsparcia OZE w nowej wersji zapomnieli jak głosowali w Sejmie, a inni o tym to co mówili po 20-tym lutego, a więc zaledwie 2 lata temu…   

Albert Camus mówił, że „wielkość człowieka polega na jego postanowieniu, by być silniejszym niż warunki czasu i życia”. W niewątpliwie „trudnych warunkach życia” środowisk związanych z OZE po czerwcu ‘2016 trudno być „silniejszymi”, ale zawsze warto pamiętać o tym co nas kształtuje w dłużej perspektywie. Zainteresowanych szerszym kontekstem historycznym „poprawki prosumenckiej” zapraszam do lektury tekstu „Dziwna rewolucja energetyczna” opublikowanego na początku stycznia br. w Rzeczpospolitej.Sprawa rozwoju prosumeryzmu w polskiej energetyce nie jest zamknięta. Ten rozdział polityki energetycznej i społecznej  ciągle się pisze i raczej wcześniej czy później nastąpić musi polityczny zwrot w tej sprawie, a wtedy wielu przypomni sobie o epizodzie z 20 lutego 2015 roku i 17-miesiecznym powstaniu, które tym razem (polski optymizm) nie całkiem zakończyło się klęską.

piątek, lutego 17, 2017

Aukcje na energię z OZE w 2017 roku - będziemy spalać śmieci, biomasę i węgiel

Minister Energii (ME) skierował na posiedzenie Komitetu Stałego Rady Ministrów  projekt rozporządzenia rządu o maksymalnej ilości i wartości energii, która może być zakupiona na aukcjach OZE w 2017 roku. Sprawa jest o tyle ważna, że dotyczy wydatkowania 27 mld zł, w tym 20 mld zł na procesy spalania.


ME proponuje aukcje dla instalacji istniejących (tzw. aukcje migracyjne) w  trzech  „koszykach aukcyjnych” (spośród 7 możliwych), oddzielnie dla źródeł poniżej i powyżej 1 MW. Zmawiane wolumeny energii w MWh przedstawiono poniżej w formie tabeli:

Minister Energii, w stosunku do wersji projektu rozporządzenia podanego do konsultacji, zwiększył wolumeny dla koszyka drugiego (uznawanego przez ME za koszyk dla energetyki wodnej) i koszyka nr 6 (biogaz rolniczy), czyli niewykorzystane wolumeny z aukcji testowej z grudnia 2016. Można zatem zakładać, że odrębnej „dogrywki” (aukcji interwencyjnej) nie będzie. Zastanawia jednak ponowne otwarcie koszyka na energię z biogazowni rolniczych o mocach >1 MW, skoro w ogóle nie było chętnych do tego koszyka w aukcji grudniowej. Z tego mogą być niepotrzebne koszty po stronie URE lub zachęta do ofert po najwyższej ze wszystkich cenie referencyjnej (550 zł/MWh). ME dość swobodnie w tym przypadku podchodzi do mechanizmów rynku i do kosztów energii w systemie.

ME niestety nie podaje w ocenie skutków regulacji (OSR) założeń na ile lat rozłożona będzie wartość wolumenów. Wiadomo, że obecnie najbardziej opłaca się „migrować” z systemu zielonych certyfikatów do systemu aukcyjnego najnowszym instalacji (potwierdziła to aukcja testowa na małe biogazownie rolnicze), tak aby korzystać z proponowanego w innym rozporządzeniu z maksymalnego 15 letniego okresu wsparcia.  Wtedy powyższe wolumeny pozwoliły na przejście do systemu aukcyjnego ok. 165 MW mocy. Gdyby przyjąć optymistyczne założenie (zdaje się ze takie przyjmuje ME), że średni wiek migrujących instalacji to 7,5 roku, wtedy na wygraną mogłyby liczyć instalacje o umownej (współspalanie znacząco ograniczy faktyczne moce OZE) mocy ok. 330 MW i wolumenie ok 2,2 TWh/rok, czyli 10% obecnych zdolności wytwórczych w systemie zielonych certyfikatów. W przypadku aukcji migracyjnych, w systemie energetycznym nie będzie przyrostu energii.

Wolumeny w aukcji na nowe moce, które w wyniku ich rozstrzygnięcia mogą zacząć oddawać energię do sieci w latach 2017-2021 (4-letni okres na budowę)  przez kolejne 15 lat przedstawia tabela poniżej. Zmiana w stosunku do pierwotnego projektu, polega na dodaniu nowego wolumenu dla energii ze spalarni odpadów. 

Wolumeny te pozwoliłyby na wzrost produkcji energii tylko o 1 TWh/rok i nominalnie (pamiętając o współspalaniu, które obniża moce) 720 MW nowych mocy (ME ocenia je na 830 MW, co prawdopodobnie jest obarczone przeszacowaniem zakładanej mocy dla biomasy i odpadów) – tabela poniżej.

Możliwe do zainstalowania nowe moce OZE [w MW] w wyniku aukcji ‘2017 oszacowano w tabeli:

ME uważa (nie wyjaśnia dlaczego), że koszyk nr 6, tzw. inne OZE, to instalacje fotowoltaiczne - w przypadku źródeł małych do 1 MW oraz farmy wiatrowe – w przypadku źródeł powyżej 1 MW. Są to nad wyraz skromne moce jak na potrzeby i możliwości (odpowiednio 300 MW i 150 MW), podobnie jak planowane nowe moce w energetyce wodnej (2 x 10 MW). Na szczęście nie ma wolumenów dla klastrów, bo w tym przypadku sektor OZE ma do czynienia z wyjątkowo jeszcze niedopracowanym rozwiązaniami legislacyjnymi i aukcja w tym koszyku aukcyjnym byłaby powodem wielu nieporozumień i ryzyk dla inwestorów. 

Jaki obraz się wyłania z projektu rozporządzenia, które ME przedkłada Radzie Ministrów? Dobrze, że coś się dzieje, bo inwestycje OZE właśnie teraz bardzo są potrzebne, ale to co zaproponowano to za mało i niestety nie tak aby mogło dać  impuls dla rozwoju zarówno OZE jak i innowacyjnej gospodarki oraz umożliwić wyjście z kosztownego dryfu.

Pierwsza refleksja jest taka, że ME bardzo lubi spalanie. Ponad 76% zamawianego ogółem wolumenu energii z OZE ma się wydostać z kotłów energetycznych spalających różne paliwa. Nie widać przy tym analizy dostępności krajowych zasobów biomasy, prognozy jej cen, ograniczeń w jej stosowaniu wynikających z projektu nowelizacji dyrektywy o OZE. Nie wiadomo, czy jest poważnie brane pod uwagę ostatnie zalecenie Komisji Europejskiej (COM 217(63) final) aby w Polsce ograniczyć spalanie odpadów i wprowadzić podatek od spalania. Doceniając nawet, że biomasa to zmagazynowana energia słoneczna, to trudno zrozumieć przywiązanie Polski do technologii spalania, zwłaszcza jeżeli wziąć pod udział energii ze OZE wytwarzanej bez spalania (uznanych przez ME za „niestabilne”) w zużyciu energii elektrycznej w Polsce to tylko 4,2%.  

Druga refleksja jest taka, że ME nie boi się kosztów działania systemu i ryzyk związanych z niewypełnieniem celów OZE na 2020 roku. To duża odwaga, ale czy wynika ona z odpowiedzialności? Polska ewidentnie schodzi ze ścieżki prowadzącej do zrealizowania 15% celu dla OZE i konsekwencji z tym związanych. Aukcja ‘2017 jest zbyt skromna wolumenowo, bo jest to ostatnia aukcja która w pełni może się przełożyć na efekty w postaci energii z OZE jeszcze w 2020 roku (z uwagi na dopuszczalny ustawą czas na oddanie instalacji OZE do użytku). Mało tego, obecna wersja projektu dyrektywy nie pozostawia już lekkomyślnie zakładać, że kraj członkowski UE będzie mógł  bez kosztowo wejść w realizację celów 2021-2030 bez zrealizowania celu na 2020 rok oraz że brak realizacji celów w kolejnych latach po 2020 nie będzie skutkował uszczupleniami budżetowymi. 

Trzecia, też nie najlepsza refleksja dotyczy łatwości z jaką rząd przyjmuje do wiadomości ryzykowne projekty rozporządzeń wychodzące z tzw. silosów resortowych. W konsultacjach omawianego projektu  wzięło udział tylko kilku ministrów, którzy zasadniczo (poza RCL) nie mieli uwag. Może to dziwić, bo ma to być rozporządzenie całej Rady Ministrów, a chodzi o przyszły miks energetyczny, o nasze relacje z UE i wydatkowanie  27 mld zł, w tym 20 mld zł na procesy spalania, a do podjęcia decyzji brakuje ważnych informacji, w tym ciągle niewydanych rozporządzeń różnych ministrów dotyczących np. certyfikacji biomasy, warunków stosowania biomasy lokalnej definicji drewna energetycznego oraz analizy dostępności (i ceny) biomasy z punktu widzenia wymogów UE. Trochę mniej już dziwi lekceważenie przez autora projektu rozporządzenia nadesłanych uwag z branży OZE i nieprzyjęcie do wiadomości, że to rozporządzenie, razem z projektem innego rozporządzenia ME o cenach referencyjnych (zresztą nie w pełni spójnym z omawianym projektem „wolumenowym” stającym wkrótce na Radzie Ministrów) to szerokie otwarcie furtki dla prymitywnego współspalania z węglem deficytowego w przemyśle drzewnym surowca leśnego. Chodzi o skierowanie do kotła ok. 10% całkowitej ilości drewna pozyskiwanej rocznie z Lasów Państwowych. Zagrożenie ze strony współspalania drewna w elektrowniach węglowych zostało szczegółowo opisane na blogu "Odnawialnym" w listopadzie '2016, bezpośrednio po przedstawieniu projektu rozporządzenia do konsultacji społecznych. Ta właśnie technologia może na długo zdemolować rynek drzewny i rynek OZE, wdzierając się do trzech pierwszych, największych  koszyków aukcyjnych.

Niedostrzeżenie zagrożeń wynikających z tego (jeszcze) projektu rozporządzenia przez rząd, będzie miało poważne i długofalowe skutki.